1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Spotkania
  4. >
  5. 12 prac Arianny

12 prac Arianny

W wieku 55 lat założyła bloga, który zapoczątkował rewolucję na rynku tradycyjnych mediów. Dziś twórczyni internetowej gazety „The Huffington Post” Arianna Huffington jest jedną z najbardziej wpływowych kobiet w Ameryce - właśnie wyruszyła na podbój Europy.

Jej ulubiony grecki bóg to Hermes. Mityczny boski posłaniec, łącznik Olimpu z ludźmi. Własnej siostrze Arianna Huffington bardziej przypomina Atenę, boginię mądrości i wojny, bez reszty oddaną sprawie. Ale to, czego dokonała Greczynka, kojarzy się z wyczynami herosów. Gdy papierowe gazety walczą o przetrwanie, a kolejne serwisy internetowe wprowadzają opłaty – ona daje nadzieję na przyszłość dziennikarstwa. Jej „The Huffington Post” nie tylko nie przeżywa kryzysu, nie tylko pozostaje darmowy, ale zarabia miliony i gromadzi więcej czytelników niż gigant „The New York Times”. Brzmi nieprawdopodobnie? No cóż: gdyby Herakles była kobietą – i gdyby urodziła się we współczesnych Atenach – jej droga mogłaby wyglądać właśnie tak...

Praca pierwsza. Lot w górę

„Najwyżej wznoszący się Grek od czasów Ikara” – napisał o niej później „The Guardian”. A pierwszym na liście zadań, jakie postawiła przed sobą Arianna (wówczas Stassinopoulos), był właśnie wylot z Grecji. Bo w przeciwieństwie do mitycznego Heraklesa, któremu prace zlecał zły król, Arianna karkołomne zadania stawiała przed sobą sama. Gdy jako nastolatka zobaczyła w gazecie zdjęcie brytyjskiego Uniwersytetu Cambridge, powiedziała matce: „jadę”. Matka pochodziła z Rosji, skąd uciekła w czasie rewolucji. Ojciec podczas drugiej wojny światowej wydawał podziemną gazetę. Gdy hitlerowcy go nakryli, trafił do obozu koncentracyjnego. Huffington nie pochodziła więc z rodziny, w której odważny pomysł zostałby przyjęty z rezerwą. Rodzice zgodzili się na Cambridge. Na egzamin pojechała z mamą. I tak w wieku lat 19 wyprowadziła się z Grecji na stałe. Lot w górę tu dopiero się zaczął. Na najlepszych uniwersytetach świata pozycję studentów wyznacza przynależność do uczelnianych klubów – a Ariannę zafascynował prestiżowy Cambridge Union.

Wspomina: „Stał się dla mnie jak katedra. Chodziłam na każdą debatę. Musiałam chyba tam siedzieć z ustami otwartymi z wrażenia”. Wkrótce potem została przewodniczącą tego klubu i z tej okazji zaproszono ją do BBC w towarzystwie Bernarda Levina. „Mnie – jako ciekawostkę: kobietę z obcym akcentem wybraną na szefa Cambridge Union. Jego – jako sławnego felietonistę »Timesa«, intelektualistę o encyklopedycznej wiedzy muzycznej. Ja miałam lat 21, on – 42. On nie wiedział o mnie nic. Ja […] wycinałam z gazety jego felietony, podkreślałam i wklejałam do teczki. Nie, nie dokładałam do nich zasuszonych kwiatów, ale równie dobrze mogłabym to robić. […] Pod koniec nagrania zaprosił mnie na kolację za tydzień. Wszystko, co pamiętam: to, że cały ten tydzień spędziłam na przygotowaniach, odświeżając sobie aktualne wiadomości z Irlandii Północnej, ostatnie doniesienia ze Związku Radzieckiego i ostatnie nagrania Wagnera” – wspominała potem Greczynka. To musiało skończyć się romansem. Arianna związała się z Levinem – i od razu dostała przepustkę na najlepsze londyńskie salony. Jeździli po francuskich restauracjach i festiwalach muzycznych całego świata. Do dziś Huffington wspomina Bernarda Levina jako miłość swojego życia. Czy w tym momencie mogło nastąpić szczęśliwe zakończenie? Pewnie tak. Gdyby nie to, że przed Arianną stało jeszcze 11 zadań.

Praca druga. Skok za ocean

Jest rok 1980 i panna Stassinopoulos wraz z mamą lądują w Nowym Jorku. Arianna ma zacząć nowe życie i leczyć rany po rozstaniu z Levinem, który nie był zainteresowany ślubem. Mama ma doprowadzić córkę do szczęśliwego zamążpójścia; kto oglądał „Moje wielkie greckie wesele”, ten zrozumie. Sama Huffington żartowała później, że jej mama przypomina matkę z tego filmu. Na razie Arianna realizuje się w dziennikarstwie: pisze teksty do prestiżowego „National Review” i wydaje książki, między innymi o Marii Callas i Pablu Picassie. Obie stają się bestsellerami. Greczynka obraca się w wyższych sferach i poznaje teksańskiego magnata naftowego Michaela Huffingtona. Upragniony ślub biorą w 1986 roku. Na „wielkim greckim weselu” bawi się cała śmietanka Wschodniego Wybrzeża USA, a mama Arianny, trzymając w ustach cygaro, wyznaje reporterom ze szczerością: „Wydałam ją za mąż. Mogę wracać do Grecji”. Zaś młoda pani Huffington wraz ze ślubnym welonem bierze na siebie nowe zadanie. Wejście do polityki.

Praca trzecia. Gra na męża

Teksas jest tym dla USA, czym Lubelszczyzna dla Polski. To matecznik partii konserwatywnej, a interesy nafciarzy wyznaczają linię polityki republikanów wobec Bliskiego Wschodu. Arianna wchodząc w środowisko męża, stała się tubą prawicy. W 1994 roku Michael Huffington startuje w wyborach do senatu, a żona wspiera go na łamach mediów i w telewizji. Jednak tak jak mityczny Herakles nie wszystkie zadania miał zaliczone – tak i Arianna nie zawsze ze swych misji wychodzi zwycięsko. Mąż przegrywa; porażką kończy się też późniejsza kampania republikańskiego kandydata na prezydenta Boba Dole’a, w którą Huffington się zaangażowała. I wówczas Arianna wykonuje zaskakującą woltę.

Praca czwarta. Prawa do lewego

– Czy polityk może zmieniać zdanie bez obaw o oskarżenia o bycie chorągiewką? – pytał ją później czytelnik na łamach brytyjskiego „Timesa”. – Oczywiście! – odparła. – Jeśli zmienią się okoliczności i dostępne staną się nowe dowody, myślę, że to bardzo ważne, aby polityk umiał powiedzieć: „Zmieniam pozycję ze względu na to, na tamto” – wyjaśniała Huffington z całą stanowczością. Sama opuszcza pozycje republikańskie w drugiej połowie lat 90. Na przekór interesom nafciarzy zaczyna wspierać ideę napędu hybrydowego. Ba, w ramach kampanii na rzecz paliw alternatywnych produkuje spoty reklamowe, w których używanie samochodów terenowych jest jak wspieranie terroryzmu na świecie. Z Michaelem Huffingtonem rozwodzi się w 1997 roku.

Praca piąta. Pokonać terminatora

„Hybryda kontra hummer” – tak Arianna podsumowuje swą własną kampanię wyborczą. Nawiązuje znowu do paliwa. Ona jeździ ekologiczną toyotą z napędem hybrydowym. W hummerze tony ropy spala sam Arnold Schwarzenegger. Rodzona Greczynka i rodzony Austriak ścierają się w wyścigu o fotel gubernatora Kalifornii w 2003 roku. Huffington jako kandydatka niezależna, Schwarzenegger – z ramienia Partii Republikańskiej. Oprócz nich ściga się ponad 130 innych śmiałków, ale Arianna i Arnold są wśród pięciu mających szansę. Pojedynki słowne tych dwojga są najbardziej zaciekłe. Sondaże dają jednak miażdżącą przewagę aktorowi. Arianna nie chce kolejnej porażki – i wycofuje się nagle z wyborów, aby odejść z polityki. Dopiero po tym kroku na dobre rozwinie skrzydła.

Praca szósta. Ujarzmić sieć

Zaczęło się od bloga. Najpierw pod nazwą „Ariannaonline”. Potem – „The Huffington Post”, nazywany pieszczotliwie „HuffPo”. Kto z wydawców poważnych gazet umieściłby swoje nazwisko w tytule? Krok ryzykowny – i pewnie dlatego „HuffPo” początkowo nie traktowano poważnie. Ot, internetowa zachcianka dojrzałej milionerki. Szybko jednak bardziej niż bloga strona zaczyna przypominać gazetę. Jest tu i serwis informacyjny, i polityczne komentarze, i odesłania do ciekawych tekstów z innych mediów, i wreszcie porcja plotek o gwiazdach. Artykuły, zdjęcia i filmiki. A nade wszystko – blogi innych osób. Arianna tych ostatnich początkowo rekrutuje spośród znajomych. Intelektualistów, dziennikarzy, polityków. Potem jedni przyciągają kolejnych. Wkrótce „HuffPo” staje się platformą zrzeszającą najlepszych amerykańskich blogerów. Obu stronom transakcja się opłaca. Oni zyskują w „HuffPo” poczytne miejsce, gdzie mogą zawiesić blogi. Ona dostaje wartościowy wkład w treść swojego portalu. Teraz zaczyna już działać efekt śnieżnej kuli. Im więcej ludzi czyta „HuffPo”, tym więcej dobrych autorów chce publikować. A im więcej dobrych autorów, tym więcej czytelników. I tak w koło: najlepsi dziennikarze, gwiazdy i celebryci. Wszyscy dostają szansę, by zaistnieć. Wkrótce blogerów jest ponad dziewięć tysięcy. Gazeta jest interaktywna, a Arianna znowu mówi o hybrydzie. O łączeniu nowych mediów ze starymi. O czerpaniu tego, co najlepsze z tych dwóch światów. Stare dziennikarskie wartości to rzetelność i świetny warsztat. Cnoty nowych przekaźników to szybkość reakcji i otwartość na kontakt z czytelnikiem. „The Huffington Post” chce i tego, i tego. Zatrudnia zespół dziennikarzy, którzy tworzą profesjonalną redakcję – a jednocześnie czerpie z całej sieci. W ten sposób powstaje fenomen. Raz wymieniany w światowej czołówce najbardziej wpływowych blogów, innym razem – najlepszych gazet. A Arianna jest teraz gotowa na najtrudniejsze zadania.

Praca siódma. Prześcignąć Szarą Damę

Kto od ponad 100 lat był niekwestionowaną królową amerykańskiej prasy? Szara Dama – jak za oceanem nazywa się czarno-białe płachty „The New York Timesa”. To ona wiodła prym i wyznaczała standardy. Także w Internecie: jej strona biła rekordy popularności, z wynikiem około 25 milionów czytelników miesięcznie. Do czasu. Gdy „HuffPo” stał się na tyle opiniotwórczy, że o pytanie od jej dziennikarza sam poprosił na jednej z konferencji Barack Obama, i na tyle poczytny, że miesięcznie zgromadził 26 milionów czytelników – naczelny „The New York Timesa” Bill Keller uderzył. Oskarżył Ariannę Huffington, że żeruje na tekstach jego gazety. Napisał: „Huffington odkryła, że jeśli weźmiesz plotki o celebrytach, filmiki o uroczych kociakach, posty od nieopłacanych blogerów i wiadomości z innych mediów, wkleisz to wszystko na stronę i podlejesz lewicowym sosem, przyciągniesz miliony ludzi. Jak wielki jest jej instynktowny geniusz agregacji!”. Taki przytyk od Szarej Damy musiał boleć. Greczynka się jednak nie speszyła. Na prima aprilis jej portal zamieścił informację: „Dziennikarze »The New York Timesa« mogą za darmo czytać pierwsze sześć liter każdego słowa i oglądać zdjęcia uroczych kociaków. Aby zobaczyć resztę, muszą wykupić prenumeratę”. Arianna wypunktowała też Kellerowi, że od kiedy wprowadził opłaty za dostęp do części materiałów archiwalnych, liczba czytelników spadła, podczas gdy popularność „HuffPo” stale rośnie. Tym samym Arianna potwierdziła, że chce dokonać kolejnego wyczynu. Zmierzyć się z tragicznym paradoksem, który zabija właśnie prasę. Produkowanie tekstów słono kosztuje, a czytelnicy w sieci chcą mieć wszystko za darmo. Czy da się to pogodzić?

Praca ósma. Dać wszystko za darmo

– Oczywiście! – wykrzyknęłaby nasza pani Herakles. W tej kwestii starła się z innym herosem amerykańskich mediów Rupertem Murdochem. Magnat prasowy i telewizyjny miał dość wykradania jego treści przez różne portale sieci i zapowiedział wprowadzenie opłat za dostęp do swoich tytułów. A Huffington uważa, że to błąd. I znów w jej argumentacji pojawia się wątek hybrydy. Przyszłość należy jej zdaniem do mieszanki mediów „for profit” i „non profit”, czyli tych tworzonych dla zysku i tych z poczucia misji. A pieniądze w Internecie w przyszłości będzie przynosić reklama. To kwestia czasu, teraz system dopiero się tworzy – ale tak jak papierowe gazety nie zarabiają na sprzedaży (tylko na reklamach właśnie), tak i internetowe nie zarobią na odcięciu się finansową zaporą od użytkowników. Jeśli tego spróbują, stracą tylko czytelników. Kto ma rację, Rupert czy Arianna? No cóż: on koniec końców pozostawił swe gazety otwarte. A ona? Zarobiła majątek.

Praca dziewiąta. Zdobyć miliony

Sensacyjna wiadomość obiegła świat w lutym 2011 roku. „The Huffington Post” sprzedany! Koncern internetowy AOL kupił go za – bagatela – 315 milionów dolarów. Gdy Greczynka i jej wspólnik Kenneth Lerer zakładali portal, zainwestowali około miliona. Wzbogacili się więc ponad 300-krotnie, a Arianna została do tego szefową całego pionu wydawniczego w AOL. Pełen sukces? Nie do końca. Znów sprawy potoczyły się jak w heraklejskim micie. Zwycięstwo niesie w sobie pułapkę – i zarazem nowe wyzwanie.

Praca dziesiąta. Ugłaskać blogerów

„Hej, Arianna, masz drobne na zbyciu?” – pod tym hasłem na Facebooku zaczęli się jednoczyć blogerzy „The Huffington Post”. Przypomnijmy: darmowi blogerzy. Współautorzy sukcesu portalu, którzy nie dostali za swą pracę ani centa. Dopóki „HuffPo” zarabiał na siebie, godzili się na opisany układ. Gdy przyniósł właścicielce fortunę – zapragnęli wyciągnąć z niego swój udział. I tak dziewięć tysięcy autorów złożyło zbiorowy pozew, w którym domagają się od Arianny 105 milionów odszkodowania. Na to ona ze spokojem zapowiedziała, że starych blogerów szybko zastąpią nowi. I faktycznie: chętnych do publikowania w najbardziej wpływowym blogu świata nie brakuje. Prawników na Manhattanie – też nie. A Huffington ruszyła, by zdobyć Europę.

Praca jedenasta. Podbić Europę

Powstał już „HuffPo” brytyjski. Na początku roku wystartowała wersja francuska. W Polsce Greczynkę chce ubiec Tomasz Lis. Jego ekipa pracuje nad rodzimą wersją portalu, który żartobliwie już teraz określa się mianem „LisPost”. Co na to sama Arianna? No cóż: przed nią dwunasta praca. Po wszystkim, czego dokonała, nie spocząć teraz na laurach.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Zwierciadło

Słodka niespodzianka pod choinkę

(Fot. iStock)
(Fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Rozpakowywanie prezentów to jeden z tych momentów, na który w czasie świąt czekają nie tylko dzieci. Upominki, to przecież dowód na to, że o sobie pamiętamy i chcemy sprawić sobie przyjemność.

Jednym ze sprawdzonych pomysłów na prezent od Świętego Mikołaja jest małe co nieco, czyli paczuszka pysznych słodkości. Ucieszą się z niej zarówno małe łasuchy, jak i dorośli smakosze. Słodycze spod choinki smakują wyjątkowo, zwłaszcza jeśli mają kojarzące się ze świętami smaki - pomarańczy, wanilii i przypraw korzennych. Dekoracyjne opakowanie ozdobione bożonarodzeniowymi motywami tabliczkę czekolady, pudełko pralinek, czy paczkę cukierków przemieniają w wyjątkowy słodki prezent.

Wybierając słodkości pod choinkę trudno pominąć siłę tradycji – są marki, które od lat kojarzą się z jakością i smakiem. Jedną z nich jest E.Wedel. Marka, jak co roku, przygotowuje z okazji świąt specjalną edycję swoich kultowych produktów, wzbogacając je o dodatki takie jak pomarańcza, cynamon, wanilia i żurawin. Z okazji Bożego Narodzenia, znane wedlowskie produkty otrzymają nową, świąteczną szatę graficzną.

Są wśród nich , Torcik Wedlowski, kultowe Baryłki i duże tabliczki czekolady – gorzka z żurawiną, mleczna z cząstkami pomarańczowymi oraz czekolada Cookie, w dwóch świątecznych smakach: korzennym i Orange Mocha. W tegorocznej ofercie Mieszanka Wedlowska, cukierki Pierrot i świąteczne pralinki opakowane będą w nietuzinkowe puszki w kształcie kuli, dzwonka i choinki. Dzięki temu mogą także stanowić idealną świąteczną ozdobę.

Słodkości dla najmłodszych

Dzieciom czas oczekiwania na Boże Narodzenie można umilić kalendarzem adwentowym E.Wedel. W ozdobnym pudełku podzielonym na 24 okienka znajdują się czekoladki w dwóch smakach w kształcie Buźki Krówki. 
Na Mikołajki lub pod choinkę można sprawić im zestawy słodyczy na przykład: pudełko z opaską w kształcie rogów Renifera - bohatera motywu graficznego, Domek Krówki, a także czekolady mleczne z chrupiącymi kawałkami wafelków i chrupek lub z kawałkami pianek marshmallow. Świąteczne produkty dla dzieci E.Wedel ozdobiono postaciami Renifera, Mikołaja, Bałwanka oraz Znajomej Krowy Kucharza.

 

Produkty z portfolio świątecznego E.Wedel są w sprzedaży od początku listopada.

  1. Zwierciadło

Stwórz atmosferę Świąt. Inspiracje od marki Fyrklövern  

Zobacz galerię 23 Zdjęcia
Święta to przede wszystkim wyjątkowa atmosfera, spotkania z bliskimi oraz pyszne potrawy. Smakowanie ich to również delektowanie się pięknem odświętnie nakrytego stołu. Zainspiruj się propozycjami marki Fyrklövern - specjalistą w dziedzinie dekoracji stołu - i stwórz świąteczną aranżację, która oczaruje twoich gości!

ÅSA’S WINTER 

Rajskie jabłuszka, pomarańcze, granaty i pachnące gałązki to elementy doskonałe na świąteczny stół! By całość wyglądała bajecznie warto wybrać perfekcyjną zastawę, która spełni nasze oczekiwania co do dekoracji stołu i zachwyci wszystkich gości! Po raz pierwszy w Polsce, w cudownej aranżacji świątecznej, prezentujemy Serwis ÅSA’S WINTER, zaprojektowany przez skandynawską artystkę Anne Rooslien. Najwyższej jakości, trwała porcelana skaleniowa, urzekające, ręcznie litografowane zdobienia oraz wyjątkowy design tworzą ponadczasowy serwis obiadowy! Dzięki zastawie, dekorowanej skrzatami – wykreowanymi przez znaną w Skandynawii Åsę Götander, uzyskasz wspaniałą zimowo-świąteczną atmosferę. Porcelanę możemy umyć w zmywarce i odgrzać w niej dania korzystając z kuchenki mikrofalowej – to dodatkowy atut tego eleganckiego serwisu.

SANTA CHRISTMAS

Do świątecznej dekoracji stołu warto wybrać nastrojowe świece, serwety i oczywiście doskonałą porcelanę. Serwis SANTA CHRISTMAS ręcznie zdobiony platyną, skrzącymi się płatkami śniegu oraz uroczymi krasnalami to spełnienie świątecznych marzeń zarówno dzieci jak i dorosłych. Klasyczny design kolekcji wypełniają kolorowe, ręcznie malowane wizerunki skrzatów i zwierząt w zimowej scenerii. Pełne fantazji i artystycznego kunsztu, tworzą ciepły i radosny klimat, podkreślając wyjątkową atmosferę świąt.

ÅSA’S CHRISTMAS

Skrzaty i dekor wzbogacony elementami z 18-karatowego złota to przewodnie elementy Serwisu ÅSA’S CHRISTMAS. Zastawa z motywem uroczych ludków idealnie ozdobi świąteczny stół i stworzy atmosferę bajkowego klimatu przywołując wspomnienia beztroskiego dzieciństwa. To serwis, który przykuwa wzrok oryginalnym kształtem przypominającym pofałdowane śnieżne zaspy, na których zagościły urocze skrzaty. Ośnieżone choinki dekorowane prawdziwym złotem stanowią ekskluzywny element ozdobny! Gałązki, pierniki w kształcie serca, gwiazdy z jabłek czy złote szyszki w kieliszkach to elementy dekoracyjne, które komponują się idealnie z tym eleganckim serwisem.

ÅSA’S CHRISTMAS WHITE

Porcelana Åsa’s Christmas White zachwyca klasycznym designem i ręcznie malowanymi krasnalami w białych i srebrnych kapturkach. Serwis przepięknie prezentuje się w monochromatycznym stylu, gdzie na drewnianym stole w odcieniach szarości układamy zielone gałązki przyprószone śniegiem, szyszki i pachnące pierniki.

VICTORIA 

Drewno, pachnący świerk, nastrojowe lampki i przepyszne potrawy podane na luksusowej porcelanie skandynawskiego projektu pomogą nam stworzyć perfekcyjną atmosferę w czasie świąt! Serwis Victoria zachwyca delikatną formą, a zdobienia z 18-karatowego złota nadają mu królewskiego splendoru. Czerwona serweta przyprószona sztucznym śniegiem, pomarańcze, goździki i soczyste, czerwone jabłka w zimowej okrasie w połączeniu z elegancką porcelaną Victoria tworzą dekorację stołu w iście królewskiej aranżacji. Ta zastawa to świetny wybór zarówno na święta jak i inne okazje, jej klasyczny i elegancki design sprawia, że będzie pasowała na każdą uroczystość.

CELEBRATION

Świąteczny stół stanowi doskonałe pole do popisu dla miłośników dekoracji wnętrz. Spektrum możliwości jakie możemy zastosować jest nieograniczone. Pachnące gałązki świerku, złote świece, kryształowe wazony, eleganckie serwety czy też subtelne herbaciane róże i złote sztućce będą prezentować się perfekcyjnie w otoczeniu porcelany Celebration. Serwis o lekko falistym kształcie z ręcznie nanoszonymi platynowymi zdobieniami zachwyca subtelnością i elegancją.

Zobacz więcej na: ,

  1. Zwierciadło

Herbaty Newby - doskonały prezent pod choinkę

Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Kolekcja światowej sławy projektanta mody Matthew Williamson dla Newby to idealny prezent na Święta dla każdej wielbicielki najwyższej jakości herbaty oraz mody.

Przepiękne puszki skrywają w sobie 3 wyjątkowe herbaty: Maharaja’s Breakfast (czarna herbata Assam), Exotic Earl Grey (herbata z olejkiem z gorzkiej pomarańczy i płatkami róży) oraz Jasmine Rose Garden (zielona herbata z różą i jaśminem). Do wyboru będzie także pudełko zawierające wszystkie 3 produkty.

Najwyższej jakości liście herbaty wraz z kwiatowymi dodatkami, ukryte w pięknych opakowaniach będą idealnym prezentem dla bliskiej osoby, a także przyjemnym uzupełnieniem każdego dnia.

Produkty dostępne są na stronie 

  1. Zwierciadło

Rodzina patchworkowa: Jak przeżyć święta?

Rodzina patchworkowa podczas Świąt Bożego Narodzenia musi się zmierzyć z dużym wyzwaniem nie tylko logistycznym, ale przede wszystkim emocjonalnym. (Fot. iStock)
Rodzina patchworkowa podczas Świąt Bożego Narodzenia musi się zmierzyć z dużym wyzwaniem nie tylko logistycznym, ale przede wszystkim emocjonalnym. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
O czym pamiętać, o czym zapomnieć w świąteczny czas – zastanawia się Wojciech Eichelberger, współautor książki „Patchworkowe rodziny. Jak w nich żyć”, która ukazała się nakładem Wydawnictwa Zwierciadło.

Znam dobrze funkcjonujący w ciągu roku patchwork, który rozpruwa się w czasie świąt. Wszyscy zbierają się w jednym miejscu i od razu wybucha awantura. Ostatnio zaczęło się od wyrzutu, że były mąż spóźnił się pół godziny.
Zaczyna się zazwyczaj od błahych spraw – że ktoś czegoś nie kupił, nie zrobił, powiedział o jedno słowo za dużo. To kropla, która przelewa czarę goryczy.

Czyli to preteksty. Co się za nimi kryje?
Zamiatane pod dywan sprawy, niewyjaśnione żale i pretensje, nierozwiązane problemy, do których boimy się wracać. Ale one wcześniej czy później wybuchają, na przykład właśnie w czasie świąt.

Może to i dobrze, bo wreszcie możemy się z nimi skonfrontować.
Porządny kryzys jest dobrym początkiem zmiany. Oczywiście, może mieć pozytywne konsekwencje tylko wtedy, kiedy jego destrukcyjną siłę będziemy potrafili konstruktywnie wykorzystać. Kryzys pokazuje to, czego brakuje w systemie, więc nie ma się co obrażać, tylko trzeba podjąć trud dogadania się i przemiany.

A może dobrym pomysłem jest niespotykanie się w święta zwaśnionych stron? Pewna matka (teściowa, babcia) wymyśliła, że Wigilia odbędzie się według grafiku, w którym każdemu wyznaczyła towarzystwo i godzinę wizyty, z zapasem czasowym, żeby najbardziej zwaśnieni zdążyli się minąć i na siebie nie powpadali. Ta pani jest dumna z autorskiego rozwiązania.
W Wigilię nie chodzi o to, aby się nawzajem unikać. Ale Wigilia sama z siebie nie jest w stanie uczynić nas świętymi. Droga do świętości, czyli do otwartego serca, wymaga od nas podejmowania wysiłku i ryzyka. O tym warto pamiętać. Jeśli jednak nie stać nas jeszcze z jakichś powodów na wysiłek i ryzyko spędzenia Wigilii z ludźmi z naszego rodzinnego systemu, których nie lubimy, bo na tym etapie nasze resentymenty są dla nas ważniejsze niż religijne nakazy, to trudno. Może następnym razem. Więc owa pani z twojego przykładu robi dobrą robotę. Przynajmniej jej serce stanowi przestrzeń, w której skłóceni i zaślepieni ludzie wirtualnie się spotykają. Chwała jej za to.

Ona naprawdę chce dobrze.
W patchworkowym systemie taka osoba odgrywa doniosłą rolę kleju, nici i agrafki. Każdy może do niej przyjść, bo wie, że spotka się z miłym przyjęciem, a ona pozostanie bezstronna. Może też odgrywać rolę rodzinnej skrzynki pocztowej i przekazywać skłóconym stronom ważne informacje. Po jakimś czasie dzielna babcia będzie mogła zrobić krok dalej i skrzyknąć wszystkich członków skłóconego patchworku w jedno miejsce, na przykład przy okazji swoich jubileuszowych urodzin, informując ich o tym, że to jest jej święto, więc zaprasza wszystkich, których kocha, i prosi o to, by wszelkie konflikty na ten czas zawiesić, tak jak kiedyś w dobrej przeszłości ustawały wojny, gdy trwała olimpiada.

Święta są szczególnie ważne dla dzieci, które potem całe życie pamiętają Świętego Mikołaja, choinkę. Więc choćby ze względu na nie dobrze jest zadbać o atmosferę tych dni – pozytywną, przesyconą dobrymi emocjami. O czym jeszcze pamiętać, przygotowując święta?
Boże Narodzenie to dla patchworkowego systemu doskonała okazja i zarazem trudny sprawdzian tego, czy przestrzegana jest w praktyce święta zasada wszelkich patchworków: wszystkie dzieci są nasze. Praktyczna troska o sprostanie tej zasadzie może sprawić, że same święta przestaną być tylko rodzinnym rytuałem objadania się i obdarowywania prezentami, ale ujawnią swój głęboki duchowy wymiar. Bo święta zapraszają każdego do „królestwa nie z tego świata”, czyli do takiego wymiaru istnienia, w którym jednoczą się przeciwieństwa, zasypywane są przepaści dzielące zantagonizowane strony. Gdzie wszystko ujawnia swoją świętą, wspólną z całym istnieniem prawdziwą naturę, gdzie w jednolitej świetlistej przestrzeni rządzą: miłość, szacunek i cisza. A z tego punktu widzenia chciwość, nienawiść, konflikty, resentymenty i wojny jawią się jako wielka, przerażająca egzystencjalna pomyłka i strata czasu. Patchworkowa rodzina jest z pewnością trudniejszą, a przez to lepszą okazją do praktykowania świętości niż stawianie na wigilijnym stole pustego talerza dla symbolicznego zbłąkanego wędrowca. Więc jeśli dojrzali dorośli chcą udzielić patchworkowym dzieciom ważnej duchowej lekcji, to święta Bożego Narodzenia są do tego doskonałą okazją. Będzie się do czego odwoływać przez całą resztę roku.

Gdybyśmy jeszcze mimo konfliktów potrafili spektakularnie przebaczyć sobie nawzajem przy dzieciach, to byłaby dopiero lekcja. 
O tak. Sam fakt, że ludzie podchodzą do siebie i składają sobie dobre życzenia, chociaż jeszcze dzień wcześniej sobie złorzeczyli, to wspaniała nauka dla wszystkich, a szczególnie dla dzieci. Ale nie tylko nauka. Także chwila zasłużonego wytchnienia. Bo dla dzieci najważniejszą wartością i najlepszą glebą do wzrastania jest bezpieczna, harmonijna, spójna społeczność, której członkowie odnoszą się do siebie z szacunkiem i miłością.

Wszystkie niezałatwione problemy i relacje, których rodzina patchworkowa nie przerobiła, wylewają się zwykle „na świąteczny stół”. (Ilustr. Tomasz Wawer) Wszystkie niezałatwione problemy i relacje, których rodzina patchworkowa nie przerobiła, wylewają się zwykle „na świąteczny stół”. (Ilustr. Tomasz Wawer)

Marzeniem dziecka z rozbitej rodziny jest to, żeby mama była z tatą, nawet jeśli nie na zawsze, to chociaż w święta. Czy wspólny wyjazd rozwiedzionych rodziców z ich dziećmi to dobry pomysł?
Pomysł bardzo dobry, ale przy innych okazjach niż święta. W patchworkowej rodzinie dorośli często mają dzieci z dwoma, a nawet z trzema partnerami. Jak te rodziny obsłużyć w kilka dni świąt? Widziałem wielu ojców i wiele matek, którzy z obłędem w oczach starali się pojawić w ciągu kilku godzin na dwóch albo trzech wigiliach w oddalonych od siebie miejscach, wszędzie pozostawiając za sobą żal i zniecierpliwienie. To nie ma sensu. Lepiej organizować wspólnie z innymi chętnymi z tego samego systemu duże rodzinne spędy wigilijne. Natomiast wyjazdy rodziców z biologicznymi dziećmi w uroczystej, świątecznej atmosferze, z dekoracjami mogłyby dawać wspólnym dzieciom nadzieję, że ich rodzice będą znowu razem.

A spotkanie świąteczne obu zwaśnionych rodzin w którymś z domów?
W sytuacjach konfliktu powinni raczej spotkać się na neutralnym gruncie.

Dlaczego?
Jeśli ludzie, którzy niedawno się rozstali, spotykają się w domu, który przesiąknięty jest wspólnymi przeżyciami, a każdy jego fragment jest jakby pamiątką w muzeum ich wspólnej przeszłości i przywołuje jakieś wspomnienia, to trudno się w nim racjonalnie porozumiewać w sprawach bieżących i przyszłych.

Znajoma rozwódka, która ma w miarę poprawne stosunki z byłym mężem i jego żoną, nie chce ich zapraszać ani odwiedzać, a tym bardziej organizować wspólnych świąt, bo obawia się zmiany status quo.
Dorośli i odpowiedzialni ludzie, którym przyszło żyć w patchworkowym systemie, powinni podejmować decyzje służące porozumieniu i zgodzie, a nie jątrzeniu. Skoro patchworkowa rodzina jest faktem, to róbmy wszystko, żeby wykorzystać jej potencjał. Budujmy, a nie dzielmy, troszczmy się o część wspólną, a nie bójmy się na zapas. Nie traktujmy patchworku jako dopustu bożego czy tragedii, którą będziemy się nieustannie karmić i którą będziemy celebrować do końca życia. Egoistyczna troska o status quo swojego zakątka prędzej czy później się zemści. Przetrwanie patchworku w ogromnej mierze zależy od tego, jak szybko dorośli zdadzą sobie sprawę z tego, że wszystko jest w nim ze sobą powiązane.

Owa kobieta zakłada, że jeśli spotka się z rodziną byłego, to odżyją urazy.
Jeśli unikamy kontaktów, to siłą rzeczy komunikujemy się w sprawach błahych i nudnych, a tak naprawdę tracimy czas i potencjał, jaki drzemie w głębinach patchworkowego oceanu. Więc przy każdej okazji, zamiast marzyć o na zawsze minionym status quo, zróbmy cokolwiek, aby wzmacniać patchworkowe szwy.

Może zaapelujemy do patchworków – dajcie się zainspirować świętom!
Apelujemy: wykorzystujcie je do tego, żeby przełamać niechęć, wrogość, urazy. Róbcie to dla siebie i dla wszystkich patchworkowych dzieci. Dajcie im przykład, jak układać relacje mimo trudnej przeszłości.

Czy są jakieś przeciwwskazania do wspólnych świąt rozwiedzionych partnerów?
Jeśli mamy spotykać się po to, żeby się kłócić, a przy okazji ranić uczucia naszych dzieci, to lepiej się nie spotykać. Święta są okazją do propagowania dobrych uczuć i dobrych życzeń. Jakże są teraz deficytowe.

A do obdarowywania się prezentami?
Dobrze jest zachować w tym umiar. Najwspanialszymi prezentami dla patchworkowych dzieci są dojrzałe i mądre zachowania dorosłych, szczególnie te objawiające się w przekraczaniu negatywnych uczuć i postaw wobec byłych partnerów, byłych teściów, zięciów czy synowych. Gdy dziecko widzi, że dorośli, których kocha, trudzą się, by przełamać urazy i żale, bo chcą zbudować nową, bezpieczną społeczność rodzinną, to mu serce rośnie i dusza się śmieje. Ono nie chce się truć złymi emocjami i nastawieniami rodziców. Superprezentem w obecnych czasach są czas i uwaga, które poświęcamy drugiej osobie.

O czym jeszcze pamiętać przy okazji świętowania?
Żeby to nie był prosty rytuał. Żeby nie przedobrzyć, czyli pamiętać o zasadzie, że nasza wolność kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność drugiego człowieka. Na przykład chcę kogoś uściskać i przytulić, ale wiem lub czuję, że ta osoba tego nie lubi. Trzeba to uszanować. Albo mam przemożną chęć zadania jej pytania, bo chcę zaspokoić swoją ciekawość, a ona wyraźnie się krępuje albo daje sygnał, że nie ma ochoty poruszać tego tematu. No to nie pytam, wycofuję się, ewentualnie przepraszam. W psychologii nazywa się to szanowaniem granic drugiej osoby. W dodatku dzisiaj powinniśmy też uważać na rozmowę o poglądach.

Nie tylko w rodzinach patchworkowych lepiej chyba nie poruszać tematów politycznych?
Poruszać można, ale bezpiecznie jest ograniczać się do wypowiadania swoich poglądów, nie atakując przekonań drugiej osoby. Unikać fraz takich jak: „w przeciwieństwie do ciebie”, „nie zgadzam się...”, „twoje poglądy są…”, „jak można tak…” itp. Każdy z nas ma prawo do własnych sądów. Nie należy próbować zmieniać zdania innych, bo to tylko wzbudzi opór.

Co robić, żeby zapobiec kłótni na tym tle?
Zacząć trzeba od wysłuchania i zrozumienia tego, co usłyszeliśmy. Dopiero potem można zastanowić się, czy ktoś chce być przekonany do innego poglądu, czy forsując swoje zdanie, nie naruszam granicy jego wolności.

Dobrze jest wykrzesać z siebie ciekawość tego, co ktoś myśli.
Ciekawość tego, co ktoś ma do powiedzenia, pomaga zrozumieć siebie nawzajem, a o to chodzi w rozmowie. W dyskusjach o poglądach najpierw jedna osoba przedstawia swoje zdanie, potem druga, następnie pierwsza dzieli się wątpliwościami co do przekonań oponenta, potem robi to druga.

Tylko trzeba się zdobyć na intelektualny wysiłek.
Także emocjonalny. Aby taka rozmowa była możliwa, muszą się postarać obie strony. Prowadząc w ten sposób dyskusję, szukamy pomostów i wzajemnego zrozumienia, nie zamykamy się w swoim jedynie słusznym widzeniu świata. Otwarta postawa w patchworkowych rodzinach to jeden z podstawowych warunków ich przetrwania, bo różnorodność poglądów, wyznań, stylów życia itd. bywa w patchworku ogromna. W klasycznych rodzinach tak się dobieramy, żeby w sprawach światopoglądowych za bardzo nie iskrzyło, ale w patchworkach ta kwestia zupełnie wymyka się spod kontroli. To może dotyczyć również poglądów w sprawie sposobu obchodzenia świąt.

  1. Zwierciadło

Czy prezent daje więcej radości obdarowanemu czy darczyńcy?

Komu prezenty sprawiają największą radość? (fot. iStock)
Komu prezenty sprawiają największą radość? (fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Wolimy dawać prezenty czy je otrzymywać? Czy istnieje prezent uniwersalny odpowiedni dla każdego? O naszych problemach, wyborach i motywacjach związanych z obdarowywaniem bliskich mówi dr Ewa Jarczewska-Gerc, psycholog społeczny z Uniwersytetu SWPS.

Zróżnicowanie preferencji, upodobań, gustów, marzeń i potrzeb sprawia, że znalezienie idealnego prezentu pasującego do każdego wydaje się niemożliwe. Zadanie to staje się jeszcze trudniejsze, gdy weźmiemy pod uwagę realia względnego dobrobytu, które pozwalają zaspokoić znaczącą większość ważnych życiowych potrzeb. Prezenty, które przekazujemy sobie z okazji świąt Bożego Narodzenia, w coraz większym stopniu przestają pełnić funkcję uzupełniającą stan gospodarstwa domowego i stosunkowo rzadko służą wspieraniu rodzinnego budżetu.

W czasach, gdy większość towarów jest łatwo dostępna, dobrem, którego brak odczuwamy coraz mocniej staje się bliskość i uwaga. Doświadczamy deficytów dotyczących przede wszystkim dostrzegalnych wymiarów pozytywnych uczuć takich jak dotyk, przytulenie, możliwość bycia razem i spędzania ze sobą czasu. Oczywiście wiele osób ma konkretne pragnienia dotyczące np. nowego modelu telefonu czy torebki, jednak niejednokrotnie w toku rozmowy o rzeczywistych potrzebach okazuje się, że o wiele lepszym pomysłem na prezent będzie wspólny bilet do kina, wyjazd lub spacer. Również dzieci warto wcześniej zapytać jakiego rodzaju prezenty niepochodzące ze sklepów chciałaby otrzymać. Kolejnym krokiem może być sporządzenie listy tego rodzaju podarunków i ustalenie, które z nich są dla córki lub syna najważniejsze i dlaczego.

Otrzymywanie prezentu często wiąże się z uczuciem radości u osoby obdarowanej. Jednak wyniki badania przeprowadzone przez psycholog Larę Aknin z Simon Fraser University w Kanadzie jednoznacznie wskazują, że w sytuacji, gdy dochodzi do wręczenia prezentu, o wiele większego zadowolenia doświadczają wręczający podarunek. W celu zbadania poziomu satysfakcji obu grup, badaczka przeanalizowała wyniki Światowego Sondażu Gallupa przeprowadzonego w latach 2006 – 2008 na próbie 234 917 osób reprezentujących 120 państw. Wyniki otrzymane przez jej zespół wskazują, że niezależnie od regionu, pochodzenia i posiadanych dochodów, samopoczucie badanych było lepsze, gdy przeznaczali swoje pieniądze na potrzeby innych, a nie zaś na własne.

Choć nie wydaje się to oczywiste, radość z otrzymanego prezentu może łatwo zastąpić przykrość, jeśli podarunek przewyższa możliwości finansowe osoby obdarowanej. Efekt ten wynika m.in. z silnie zakorzenionej w życiu społecznym reguły wzajemności. W sytuacji, gdy otrzymujemy zbyt drogi podarunek odczuwamy dyskomfort i napięcie związane z kulturową zasadą odwdzięczenia się ofiarodawcy równie wartościowym prezentem. Pojawia się poczucie winy i uczucie przykrości wynikające z faktu, że nie stać nas na równie drogi dar.

Nietrafiony prezent wyzwala innego rodzaju reakcje i wiąże się przede wszystkim z ujawnionym lub zatajonym niezadowoleniem. Do pewnego wieku najmłodsi odbiorcy prezentów świątecznych, nie kryją się z wyrażaniem emocji i opinii, gdy podarunki nie spełniają ich oczekiwań lub są zupełnie inne niż te opisane w liście do Świętego Mikołaja. Z czasem jednak dzieci przyswajają zasady życia społecznego w tym zakresie i uczą się ukrywania uczucia zawodu lub niechęci. To na ile dorośli decydują się na ujawnienie prawdziwych uczuć w sytuacji otrzymywania niechcianego prezentu, zależy od rodzaju relacji z ofiarodawcą.

Najtrudniej tego rodzaju sytuacje znoszą osoby, które łączy silna więź oraz przekonanie o znajomości gustów np. matki i córki. Rozczarowanie spotyka zarówno matki, które są pewne swoich wyborów gwiazdkowych dotyczących np. odzieży, biżuterii dla córek, jak i córki, które były pewne, że ich podarunki z pewnością ucieszą mamy. Złotym środkiem pomiędzy bezpośrednią krytyką nietrafionego prezentu, a radością pokrywającą niezadowolenie jest dyplomacja. Warto zadbać o to, aby pozostać w zgodzie z własnymi odczuciami, a jednocześnie wyrażać je z szacunkiem wobec dobrych chęci i intencji ofiarodawcy. Zawsze warto dziękować, jak również nadmienić, że w razie czego, następnym razem, służymy pomocą w zakresie wyboru wymarzonego prezentu.

W przypadku problemów z podjęciem decyzji odnośnie prezentu świątecznego, wybierzmy to, co najlepiej wyraża naszą miłość do drugiej osoby. Postarajmy się ofiarować innym ciepło, bliskość, zrozumienie i akceptację – tego rodzaju prezenty nigdy nie wychodzą z mody, pasują do każdego. Okazujmy sobie miłość, nie tylko na Święta ale każdego dnia.

Dr Ewa Jarczewska-Gerc zajmuje się psychologią motywacji, efektywnością i wytrwałością w działaniu oraz symulacjami mentalnymi (materiały prasowe Uniwersytet SWPS).