1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Spotkania
  4. >
  5. „Dlaczego Syzyf nie wtoczył na górę tego głazu? Bo nie był kobietą” – mówi Alina Czyżewska, aktorka i aktywistka społeczna

„Dlaczego Syzyf nie wtoczył na górę tego głazu? Bo nie był kobietą” – mówi Alina Czyżewska, aktorka i aktywistka społeczna

Alina Czyżewska założyła w komputerze folder „Na momenty zwątpienia”, w który wrzuca słowa wsparcia przywracające wiarę w sens jej działalności. (Fot. Maciej Zienkiewicz/ Agencja Gazeta)
Za aktorstwem nie tęskni, z poprzedniego życia nie żałuje niczego. Dziś Alina Czyżewska zamiast roli recytuje z pamięci artykuły konstytucji, a spektaklami są dla niej rozprawy sądowe i sesje rady miasta. Patrzy władzy na ręce i walczy o przestrzeganie prawa. „Jeśli mamy wspólny ogród, państwo, to warto sprawdzać, czy ogrodnik, którego zatrudniamy, dobrze o niego dba, nie kradnie nasion i nie pije piwa, zamiast pracować” – mówi.

Mama zawsze mówiła, że mam duże poczucie sprawiedliwości. Oburzało mnie, kiedy działy się jakieś nieprawidłowości, szukałam wtedy potwierdzenia, że tak nie może być: w statucie szkoły, potem w regulaminie studiów, potem w Kodeksie cywilnym, kiedy dyrektorzy zatrudniający mnie jako aktorkę próbowali nadużyć swojej władzy – mówi Alina Czyżewska. – Lubię wiedzieć i rozumieć. Gdy trafiłam na Sieć Obywatelską Watchdog Polska i szkolenie dotyczące prawa do informacji z Szymonem Osowskim, wszystko mi się otworzyło, potwierdziła się moja intuicja.

Uważa, że nasze niedoinformowanie zaczyna się już w szkole. Wręcz się go uczymy: chorych relacji poddany – król, uczeń –nauczyciel, gdzie ten drugi ma zawsze rację. Nie wszyscy wiedzą na przykład, że stawianie jedynek za brak zeszytu czy pracy domowej jest niezgodne z prawem, ponieważ ocenianiu mogą podlegać wyłącznie osiągnięcia edukacyjne ucznia. Podobnie ma się sprawa z ingerencją szkoły w wygląd ucznia czy traktowaniem rodziców jak petentów i wzywaniem ich na dywanik.
– Dzieciaki skarżą się na wyśmiewanie i upokarzanie przez nauczycieli – mówi – na treści homofobiczne i rasistowskie głoszone na lekcjach wiedzy o społeczeństwie lub religii. W szkole panuje ogromna przemoc systemowa i prawna. Większość nauczycieli codziennie łamie prawo, nawet o tym nie wiedząc. Moja interwencja polega na tym, że piszę do dyrektora: „W związku z wieloma zgłoszeniami od uczniów i rodziców wnoszę o przeprowadzenie kontroli…” – bo obowiązkiem dyrektora jest mieć nadzór nad nauczycielami – i podaję artykuły, które prawdopodobnie są łamane. Jeśli dyrektor nie odpowie, piszemy skargę do rady gminy.

Najchętniej powołuje się na zasadę legalizmu, artykuł 7 Konstytucji RP. „[…] organy władzy publicznej działają na podstawie i w granicach prawa” – to zdanie jako podstawę praworządności wykładałaby na lekcjach w szkole. Jeśli jest zapraszana na wykłady i szkolenia, dzieli się z młodzieżą swoją wiedzą o demokracji, władzy i odpowiedzialności. Organizuje warsztaty interwencyjne dla uczniów, którzy zgłaszają jakiś problem, dla ich kolegów i rodziców. – Oni to chłoną i się tym zachłystują – relacjonuje. – Potem w szkole, gdy nauczyciel coś wymusza, zadają pytanie: jaka jest na to podstawa prawna? Dzięki wiedzy nie jesteśmy już jako społeczeństwo sprowadzeni do roli planktonu niesionego przez falę, tylko możemy zareagować: chwileczkę, tutaj łamane jest prawo! Ludzie nie są bezradni ani wobec policji, która „wchodzi na chatę”, ani wobec nauczyciela, który poniża dziecko. Jak raz zobaczymy, że artykuł 4 Konstytucji RP działa – tylko trzeba wiedzieć jak („Władza zwierzchnia w Rzeczypospolitej Polskiej należy do Narodu. Naród sprawuje władzę przez swoich przedstawicieli lub bezpośrednio”) – to już nie będziemy chcieli się cofnąć do pozycji niewiedzy i nieświadomości.

Co mam robić Pani Alino?

W listopadzie ubiegłego roku do 14-latka z Krapkowic zapukała policja, strasząc go odpowiedzialnością karną za udostępnienie na swoim profilu informacji o lokalnej manifestacji Strajku Kobiet. – Skontaktowałam się z tym chłopakiem i zapytałam, czy ma ochotę skontrolować policję. Pomyślałam, że to będzie fajny pokaz, kto ma tutaj władzę. Według artykułu 4 Konstytucji RP władza należy do narodu, więc z niej korzystajmy! On zapytał: „Ale jak to zrobić?”. No więc wyjaśniłam, że może zadać pytanie o dokładne dane tych policjantów, o wyniki testów psychologicznych, które muszą przechodzić, czy były wcześniej na nich jakieś skargi, czy mieli szkolenia z postępowania wobec młodzieży – opowiada. – Używając tych trzech narzędzi: wniosek, skarga i wniosek o informację, uczeń klasy ósmej doprowadził do tego, że został zwolniony komendant tamtejszej policji. To mu dało odwagę, którą zaraża swoich kolegów, i dalej zadaje pytania.

Bywa też tak, że sprawdzając jedne nieprawidłowości, można przez zupełny przypadek natknąć się na inne, będące po prostu łamaniem prawa. Tak było w przypadku Muzeum Śląska Opolskiego. Alina wraz z Pogotowiem Prawnym Kultury Niepodległej natrafiła na koncepcję programową jego ówczesnej dyrektorki, a w niej niepasujące do regionu określenia „łódzcy mieszkańcy” czy „Muzeum Sztuki”. Porównanie z programem dyrektora Muzeum Sztuki w Łodzi pokazało, że doszło do plagiatu. „Co byście zrobili, gdybyście odkryli, że konkurs na stanowisko dyrektora instytucji kultury wygrała osoba, która złożyła w tym konkursie koncepcję programową, w której skopiowała obszerne fragmenty programu dyrektora innej placówki? My złożyliśmy zawiadomienie do prokuratury” – czytamy na stronie Kultury Niepodległej.

Innym razem zgłosiła się matka chłopca, który miał problemy z nauczycielem. Kiedy uporały się wspólnie z tą kwestią, kobieta zaczęła pytać, jak rozwiązać inne trudne sprawy – na przykład nieremontowany od lat plac zabaw. Alina doradziła napisanie wniosku, później pomogła w pisaniu skargi do rady miasta. – I potem zaczyna się „spektakl”, bo skarga na wójta musi być rozpatrywana na posiedzeniu komisji, które jest jawne i publiczne – tłumaczy. – Dla współmieszkańców, znajomych tej kobiety, jest to sygnał: przed nią tłumaczy się teraz wójt, więc albo ona ma supermoce, albo takie supermoce mamy wszyscy, tylko o nich nie wiemy. Dlatego jara mnie, że ludzie zaczynają nabierać odwagi.

Podpisano: Jan Kowalski

Walka o przestrzeganie prawa na różnych szczeblach władzy wymaga odwagi, choć Alina twierdzi, że strach nie jest jej tematem. W rodzinnym Gorzowie Wielkopolskim zaczęła zadawać niewygodne pytania o dumę miasta – żużlowy klub Stal Gorzów i jego finansowanie. Tam również wygrała walkę o Placówkę Dziennego Wsparcia dla dzieci w wieku od trzech do pięciu lat i zablokowała likwidację Międzyszkolnego Ośrodka Sportowego. Jej zdaniem już samo nagłośnienie nieprawidłowości ma sens, bo wzbudza zainteresowanie mieszkańców i ich niezgodę. Ale też wiąże się z ryzykiem.

Ostatnio odebrała list o treści: „Cała Polska się zastanawia, dlaczego jest Pani taka głupia”, podpisał się Jan Kowalski. – Ja jestem przetrenowana, pierwszy raz się bałam, kiedy dostałam wezwanie do zaprzestania naruszania dóbr osobistych od doradcy prezydenta Gorzowa: albo płacisz 5 tysięcy i publicznie przepraszasz, albo idziemy do sądu – opowiada. – Potem takie straszaki przesyłała mi ówczesna sekretarz gminy. Szymon Osowski, który jest prezesem sieci Watchdog, powiedział, że to jest wliczone w naszą działalność. Straszenie sądem jest stałą praktyką wobec osób, które zadają niewygodne pytania.

Alina założyła w komputerze folder „Na momenty zwątpienia”, w który wrzuca słowa wsparcia przywracające wiarę w sens jej działalności. – Czasami brakuje mi siły i mam takie myśli, że tego nie ogarniemy – wyznaje. – Wtedy sobie czytam: „Ta fala przemiany jest bardzo widoczna na wielu poziomach, nie ma odwrotu, czuję to w sobie, w teatrze, w mediach, na ulicy, pod kościołem, w tłumie protestujących. Wszędzie. A Ty weszłaś w to bardzo na 100 proc. i masz wielką moc w tym, co robisz”. Ktoś inny napisał, że czuje się bezpieczniej z wiedzą, którą dostał ode mnie na warsztatach. To mnie buduje.

Jej nowym projektem są zajęcia fakultatywne w Collegium Civitas: „Modne słowa 2020: praworządność, konstytucja, prawa człowieka. Krótki kurs dla średniozaawansowanych”. – Zapisały się w większości młode kobiety, za przyczynę podały wściekłość na to, co się obecnie dzieje w kraju. I poczucie, że mogą coś z tym zrobić, tylko nie wiedzą jak – mówi. Na zaliczenie przewiduje work in progress, czyli monitorowanie jakiejś instytucji publicznej. Studenci będą w praktyce używać narzędzi, z których ona korzysta na co dzień.

Wszystko na mojej głowie

Kiedy pracowała w teatrze, działalność społeczna i obywatelska była jej hobby. Teraz, kiedy hobby stało się pracą, granice się zatarły, ale uzależnienie od tego nie maleje. Rośnie tylko zmęczenie, ponieważ nawet podczas przeprowadzki kolegi „samo się myśli”: komu przekazać niepotrzebne rzeczy i ubrania, jak zrobić coś pożytecznego. – To nie jest wariactwo, są ludzie, którzy po prostu tak mają – wyjaśnia – i oby było ich coraz więcej.
Za aktorstwem nie tęskni, z poprzedniego życia nie żałuje niczego. Wspomina jednak podróże po świecie z teatrem alternatywnym, które nauczyły ją, że świat ma wiele wymiarów i można się mądrze różnić poglądami. – Supertalenty i deficyty są rozłożone po różnych ludziach, razem tworzymy puzzle. A my cały czas wykluczamy część społeczeństwa, bo to kobiety, mają niepełnosprawności i tak dalej. To jest szkodliwe nie tylko dla wykluczanych, ale dla całego społeczeństwa – mówi. – Te emocje, które teraz przeżywam w pracy, są bardziej realne niż w teatrze i są w słusznej sprawie. Grzechem teatru jest to, że mówi sam do siebie i do przekonanych.
Uważa, że czasami wystarczy zrobić tak niewiele, aby wiele się zmieniło. „To jak tego NIE robić?!”. Z pasją, a czasem wściekłością opowiada o patologiach na polskiej prowincji, o samorządzie, który przez 14 lat nie znajduje pieniędzy na wyremontowanie toalet i wymianę okien w szkole, ale przekazuje miliony na budowę stadionu. O uczniu bezprawnie wykreślonym z zajęć za brak kamery, o hierarchizmie i przemocy w polskim teatrze. Wreszcie o sobie:

„Chciałabym być Najwyższą Izbą Kontroli, ale jestem tylko Aliną Czyżewską. Jak będzie nas więcej, to wówczas my – obywatelki i obywatele – będziemy najlepszym NIK-iem”.

Szukanie nieprawidłowości i zadawanie niewygodnych pytań ma jednak swoje konsekwencje. Dla tych, którym Alina Czyżewska mówi „sprawdzam”, ma znaczenie każdy szczegół z jej życia prywatnego, który można byłoby wyciągnąć do publicznej dyskusji. Niezdolna „aktoreczka”, której nie wyszło w teatrze, jest jednym z wiodących argumentów. – Jest taki poseł z Gorzowa, którego receptą na wszystkie problemy społeczne, które poruszam, jest: powinna sobie znaleźć chłopa i zrobić dzieci, to by jej głupoty wyszły z głowy – mówi. – Ale przykład mojej znajomej z Wielkiej Brytanii, matki czwórki dzieci, którą poznałam jako wolontariuszkę w obozie dla uchodźców, pokazuje, że posiadanie rodziny nie „leczy”, a to dość częsty sposób oceniania przez polityków prawicy kobiet, które działają. Dlaczego Syzyf nie wtoczył na górę tego głazu? Bo nie był kobietą.

I nie ma znaczenia, czy tego zaangażowania Alina nauczyła się w domu, czy może jest ono konsekwencją zdarzeń, podczas których nikt nie reagował. – Z dzieciństwa wyniosłam taką naukę: wszystko jest na mojej głowie. Społeczeństwa mają swoje własne scenariusze kulturowe reagowania na trudne sytuacje. U nas jest scenariusz: udaję, że nie widzę, jestem zwolniony z reagowania – tłumaczy. – Ja jak słyszę, że coś się dzieje za ścianą, wzywam policję.

Alina Czyżewska: rocznik 1980, aktorka teatralna, aktywistka społeczna, koordynatorka Pogotowia Prawnego Kultury Niepodległej i wykładowczyni Collegium Civitas, ale przede wszystkim członkini Sieci Obywatelskiej Watchdog Polska – stowarzyszenia, które stoi na straży prawa do informacji i pilnuje władzy. Watchdog prowadzi sprawy sądowe w interesie publicznym, udziela porad prawnych i prowadzi kampanie informacyjne. Więcej na siecobywatelska.pl i informacjapubliczna.org.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze