Chociaż emanuje glamrockową charyzmą, z przytupem wszedł do światowej czołówki popu. Swój pierwszy wielki hit napisał mając zaledwie 16 lat, a eksplozja jego popularności nastąpiła w 2024 roku za sprawą kawałków „back to friends” i „undressed”. Okrzyknięty muzycznym fenomenem 20-letni Sombr króluje w stacjach radiowych, podbija listy przebojów i jest na dobrej drodze, aby wkrótce stać się gwiazdą dużego formatu. Co warto o nim wiedzieć?
Każdy jego utwór błyskawicznie staje się viralem, koncerty wyprzedają się kilka minut, a grono fanów wciąż się powiększa (wśród nich jest m.in. sama Taylor Swift). Z jednej strony jest udręczonym chłopakiem z niezależnej sceny, którego piosenki są pełne żalu i cierpienia, z drugiej – nieskazitelną gwiazdą popu, która w błyszczących garniturach z dumą wykonuje chwytliwe melodyjne utwory. Jest brakującym ogniwem między Jeffem Buckleyem i Harrym Stylesem. Całe szczęście na dzisiejszej, zróżnicowanej gatunkowo scenie muzycznej, nie trzeba wybierać żadnej ze stron. Można być jednocześnie cool i popowym – jak on.
Sombr na scenie MTV Video Music Awards (Fot. Mike Coppola/Getty Images)
Inspirują go tacy artyści jak The 1975, Phoebe Bridgers, Bon Iver czy Frank Ocean, ale podziwia także Jeffa Buckleya i Radiohead. Mówi, że zawsze był fanem muzyki alternatywnej, ale dorastając słuchał przede wszystkim popu, a jego ulubionym zespołem był... Daft Punk. – Wiele moich piosenek opiera się na gitarze. Nie potrafię stworzyć pełnoprawnego utworu pop. Zawsze musi być ten alternatywny akcent – mówi o swojej twórczości. W rankingu BBC Radio 1 najbardziej obiecujących artystów muzycznych zajął wysokie 3. miejsce, i choć pokolenie Z uznaje go za gwiazdę rocka, pod wieloma względami jest po prostu dzieciakiem, który odnalazł swój głos.
Sombr to obecnie jeden z największych globalnych muzycznych fenomenów ostatnich miesięcy. Zaledwie 20-letni wokalista, autor tekstów, producent i multiinstrumentalista sam pisze i produkuje wszystkie swoje utwory, a jego pełna emocji muzyka, charakterystyczne brzmienie i melancholijne teksty mówiące o złamanym sercu trafiają do serc słuchaczy w każdym wieku i na całym świecie, a także zdobywają coraz większe uznanie na międzynarodowej scenie. Pora zatem poznać go bliżej.
Sombr, właściwie Shane Michael Boose, urodził się 5 lipca 2005 r. w Nowym Jorku. Wychowany na Lower East Side artysta swoją artystyczną podróż rozpoczął w bardzo komfortowych warunkach, a mianowicie w ulokowanym w swojej sypialni prowizorycznym studiu. Tam pisał swoje pierwsze utwory, samodzielnie uczył się produkcji, jednocześnie szlifując umiejętności wokalne w prestiżowej szkole artystycznej LaGuardia.
Sombr (Fot. materiały prasowe Warner Music Polska)
Gdy wybuchła pandemia, tworzenie muzyki stało się dla niego ucieczką od fizycznej i społecznej izolacji. To właśnie wtedy powstał utwór, który wywrócił dotychczasowy świat młodego nowojorczyka do góry nogami. Gdy latem 2022 r. zaledwie 16-letni wówczas muzyk opublikował na TikToku swoją pierwszą piosenkę – melancholijny numer „caroline” – w zasadzie z dnia na dzień stał się hitem Internetu. – Obudziłem się następnego dnia. W mojej skrzynce odbiorczej były wiadomości od wszystkich ważnych wytwórni płytowych – wspomina. Na prawdziwy przełom musiał jeszcze chwilę poczekać.
Pech chciał, że gdy pod koniec 2024 r. w końcu podpisał podpisał kontrakt z Warner Records, stracił wenę twórczą. – Miałem 18 lat. Rzuciłem liceum, ale tak naprawdę nie wiedziałem, co robię. I nadal nie wiem… Zawsze robi się dziwnie, kiedy muzyka przestaje być hobby, a staje się pracą – wyznał rozgoryczony, dodając, że rozważał nawet powrót do rodziców, wznowienie nauki i rezygnację z kariery. – To był kryzys, który negatywnie wpłynął na moją kreatywność – twierdzi. Ostatecznie odblokowało go pisanie z serca, a nie po to, by zadowolić innych. I tak powstał singiel „back to friends”, który przyniósł mu prawdziwą popularność, stał się hitem Spotify i zrobił furorę w mediach społecznościowych.
Utwór porusza temat trudności związanych z przejściem z relacji romantycznej do przyjaźni, ukazując emocjonalne zmagania i tęsknotę za bliskością. Kiedy Sombr zaśpiewał numer na żywo w programie Jimmy’ego Fallona wiosną ubiegłego roku, po powrocie z planu zobaczył 15 nieodebranych połączeń od dziewczyny, która zainspirowała go do napisania tej piosenki. „Właśnie widziałam cię u Fallona. Zmieniłam zdanie” – napisała do artysty w wiadomości. – Wtedy zrozumiałem, że moja kariera staje się poważna. Ona to zauważyła – przyznaje muzyk. Jak zareagował na taki obrót spraw? – Przeszedłem nad tym do porządku dziennego. Nic nie odpowiedziałem, bo to już przeszłość. Teraz jest to w mojej sztuce i to jest jedyne miejsce, w którym żyje – dodał.
Miłosne zawody zdają się być jego twórczym paliwem. – Moje piosenki opowiadają o związkach i opierają się na moich doświadczeniach z młodości, kiedy zmagałem się z osobistą stratą – przyznaje, dodając, że jest niepoprawnym romantykiem i typową starą duszą. Pod powierzchnią jego tekstów tli się zatem sporo smutku będącego wynikiem nieodwzajemnionej lub utraconej miłości. Innymi słowy: trafił na żyłę złota – śpiewa o złamanym sercu i słuchają go miliony o podobnych doświadczeniach.
Sombr (Fot. materiały prasowe Warner Music Polska)
„Miażdżysz moją duszę, kochana” – śpiewa w utworze „crushing”, otwierającym jego debiutancki album, wydany latem ubiegłego roku krążek „I Barely Know Her”. W innych piosenkach pojawiają się wersy takie jak: „Nigdy nie byłaś moja, ale ja zawsze byłem twój” („i wish i knew how to quit you”); „Próbuję umawiać się na randki, ale żadna z nich nie jest z tobą” („canal street”) i „Nie chcę, żeby dzieci innego mężczyzny miały oczy dziewczyny, której nie zapomnę” („undressed”). Ostatni z nich pada w utworze, który eksploruje temat lęku przed stratą oraz trudności związanych z otwieraniem się na nową osobę po zakończeniu poprzedniego związku. Trzeba przyznać, że Sombr w naprawdę przejmujący sposób oddaje w nim uczucie niechęci do budowania intymności z kimś nowym, podkreślając emocjonalne obciążenie związane z taką sytuacją.
Jego kolejny duży singiel „12 to 12”, dopieszczony produkcyjnie radiowy numer o miłości i zwątpieniu, również stał się przebojem. To esencja popu z duszą retro. Emocjonalna szczerość sprawia jednak, że piosenka nie brzmi jak kolejna popowa formuła. W refrenie wokal przechodzi od delikatnego falsetu po chropowate, rockowe zacięcie, co daje efekt balansujący między romantyzmem a surowością. Pod warstwą tanecznego rytmu kryje się natomiast historia niepewnej relacji, której bohater zastanawia się, czy jego uczucie jest odwzajemnione. Z każdą minutą narasta w nim niepokój i poczucie, że pogoń za miłością może być też ucieczką od samego siebie. „12 to 12” to zatem coś więcej niż tylko taneczny singiel – to hymn nowej fali popu, w którym emocje i brzmienie idą ze sobą ramię w ramię.
Czytaj także: Koncerty 2026 w Polsce: sprawdź, kto w tym roku wystąpi na żywo w naszym kraju. Lista gwiazd jest imponująca
W 2026 r. dobra passa Sombra trwa. – Prowadzę teraz bardzo inspirujące, aktywne życie. Nie mam większych problemów. Podróżuję po świecie, robię to, co kocham, zwiedzam nowe miejsca, poznaję nowych ludzi – przyznał w jednym z wywiadów. Sam początek roku też okazał się dla niego bardzo udany – otrzymał bowiem swoją pierwszą nominację do Grammy w kategorii „najlepszy nowy artysta” oraz dwie kolejne do BRIT Awards w kategoriach „międzynarodowy artysta roku” i „międzynarodowa piosenka roku” za utwór „undressed”. Obecnie jest też w trakcie w całości wyprzedanej światowej trasy koncertowej, w ramach której kilka dni temu wystąpił również w Polsce, a dosłownie dwa tygodnie wydał również nowy singiel zatytułowany „Homewrecker”, romantyczną balladę o niespełnionej miłości, w której ponownie zgłębia temat złamanego serca. Jeśli tak ma brzmieć przyszłość popu, jesteśmy zdecydowanie na tak.