1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Spotkania
  4. >
  5. Sharon Stone - Widzę inaczej

Sharon Stone - Widzę inaczej

Ikona kobiety wyzwolonej Sharon Stone – wciąż posągowa i pociągająca – chce, by dostrzegać w niej więcej niż inteligencję zimnej jak szpikulec do lodu bohaterki „Nagiego instynktu”. Jakie życiowe przełomy sprawiły, że zmieniła priorytety i najważniejsze dla niej są dziś: współczucie, wielkoduszność, dobroć?

– Cudowne dziecko z prowincji staje się aktorką. Jak to się dzieje?

– Jako mała dziewczynka na przerwach nie bawiłam się, tylko czytałam. Inne dzieci uważały mnie za dziwadło. Sama też czułam się nie na swoim miejscu. W liceum moja sytuacja stała się jeszcze bardziej oryginalna – miałam 15 lat, chodziłam do szkoły i jednocześnie studiowałam na uniwersytecie w Pensylwanii! Profesorowie uważali mnie niemalże za geniusza [Sharon Stone ma IQ powyżej 150 – przyp. J.O.]. Tymczasem rzuciłam wszystko po czterech latach – chciałam być wolna. Wyjechałam do Nowego Jorku, gdzie jako modelka pracowałam dla agencji Ford. Ale zawsze, po prostu zawsze marzyłam o aktorstwie. W Nowym Jorku biegałam regularnie na castingi, w końcu Woody Allen dał mi rólkę we „Wspomnieniach z gwiezdnego pyłu”. To był mój chrzest bojowy, ale później nic nie było łatwe i proste – nadszedł nawet moment, kiedy zwątpiłam w samą siebie. Moim wybawieniem okazał się Paul Verhoeven – zagrałam u niego w „Pamięci absolutnej” u boku Arnolda Schwarzeneggera.

– Rola w „Nagim instynkcie”, również w reżyserii Paula Verhoevena, przynosi pani międzynarodową sławę. Ma pani wtedy 35 lat i z dnia na dzień zostaje okrzyknięta symbolem seksu. Czy ta etykietka nie ciążyła w dalszej karierze?

– Miano światowego sekssymbolu nigdy mi nie ciążyło, być może dlatego, że doskonale wiem, kim jestem. Zresztą na początku spotykałam regularnie reżyserów, którzy uważali mnie za mało seksowną. Uodporniło mnie to skutecznie i na krytyki, i na komplementy. Owszem, mam ciało, ale mam również mózg i zdolność myślenia. W życiu zawodowym zawsze udawało mi się żonglować między filmami eksponującymi moją fizyczność a rolami dramatycznymi. Ale odkąd wkroczyłam w tak zwany wiek średni, miano sekssymbolu bardzo mi pochlebia. Nie mam nic przeciwko temu, żeby dalej mnie tak określano!

Mówiąc poważnie, nie nakręciłabym już dzisiaj kolejnej, trzeciej części „Nagiego instynktu” ani nie powtórzyłabym sceny krzyżowania nóg. Owszem, czasami zdarza mi się ją cytować, ale tylko po to, żeby puścić oko do widza. Cieszę się jednak, że wszyscy ją tak dobrze pamiętają! Wciąż spotykam kobiety, które twierdzą, że te kilka krótkich minut na ekranie, ta jedna scena odmieniła diametralnie ich życie erotyczne! Tym lepiej. A zatem moje drogie, kopiujcie, kopiujcie!

– Krytyka zachwyciła się panią dopiero po „Kasynie” w reżyserii Martina Scorsese – stworzyła w nim pani wstrząsający wizerunek kobiety zniszczonej przez toksyczną miłość i alkohol...

– Ta rola była jak sen. Wiele zniosłam, żeby ją dostać, ale czułam wtedy, że gram o samą siebie. Są w życiu takie momenty, kiedy człowiek uświadamia sobie, że oto walczy o najwyższą stawkę. To uczucie towarzyszyło mi w przypadku filmu Martina Scorsese.

 
– Zagrała pani ostatnio jedną z głównych ról kobiecych w ekranizacji drugiej części słynnego francuskiego komiksu „Largo Winch”. Co sądzi pani o coraz liczniejszych ekranizacjach tego typu literatury? Czy są gwarancją sukcesu?

– Nie mam nic przeciwko ekranizacji komiksów. To filmy zaadresowane do szerokiej publiczności, ale nie sądzę, żeby ich artystyczna wartość była z tego powodu mniejsza. Nie należy zapominać o tym, że kino zawsze było przecież również rozrywką. „Largo Winch” ma wszystkie cechy dobrego komiksu i dobrego kina zarazem: wyraziste postaci, konflikt, wartką akcję. Tego właśnie oczekują po nim widzowie. Osobiście lubię każdy rodzaj kina. Grałam w filmach wybitnych, dobrych i gorszych, u wielkich reżyserów. Zawsze dawałam z siebie to, co mogłam – na tym polega tajemnica zawodu aktora. Jesteśmy jak żołnierze na wojnie – musimy być gotowi i robić to, czego się od nas oczekuje. Jak najlepiej. Nawet największym aktorom zdarzają się jednak chwile zwątpienia. Może właśnie dlatego są najwięksi – mają w sobie pokorę, są głęboko ludzcy, nie przestają szukać.

– A jak pani sama przygotowuje się do roli?

– Przede wszystkim całkowicie odrzucam klisze. To pierwszy, obowiązkowy etap – uważam, że najpierw należy pozbyć się uprzedzeń i otworzyć na postać, pozwolić, aby w nas zamieszkała. Nie wierzę w jakieś specjalne przygotowania, czytanie gór dokumentów. Czerpię z własnych zasobów, z tego, co jest we mnie.

– A co decyduje w pracy aktora o sukcesie?

– Wszystko zaczyna się od dobrego reżysera, aktorów, scenariusza i chemii na planie. Jednak sukcesu nie da się przewidzieć. Istnieją realizatorzy, którzy potrafią wpisać się w ducha czasów, uchwycić właściwy moment, jak Paul Verhoeven w przypadku „Nagiego instynktu” czy Martin Scorsese w „Kasynie”. Sukcesem bywają też z reguły filmy familijne – to zrozumiałe, bo rzadko można zabrać na ten sam tytuł dzieci, rodziców, przyjaciół i w dodatku doskonale się przy tym bawić. Te obrazy, pozornie bardzo nieskomplikowane, przekazują uniwersalne prawdy, zrozumiałe pod każdą szerokością geograficzną. Często grają w nich aktorzy reprezentujący rozmaite narodowości i kultury, a ich akcja toczy się w różnych zakątkach świata – odpowiada to rzeczywistości, która staje się coraz bardziej złożona, zróżnicowana etnicznie. To, co dzieje się wokół nas, jest naprawdę fascynujące. Stajemy się świadkami prawdziwej rewolucji! Osobiście chciałabym coraz szerzej otwierać oczy.

– Co panią tak fascynuje?

– Świat i my sami. Szalenie zmieniliśmy się na przestrzeni ostatnich dziesięcioleci. Przeobrażeniu uległ nasz sposób porozumiewania się, nasze potrzeby. Rozumujemy w kategoriach globalnych, perspektywa się rozszerzyła. Dlatego coraz bardziej przemawiają do nas dzieła uniwersalne. Każda epoka rządzi się własnymi prawami – nasze czasy są epoką globalizacji, czy nam się to podoba, czy nie. Osobiście uważam to za fascynujące. Musimy jak najszybciej nauczyć się funkcjonować w tym niezwykłym kontekście – spojrzeć inaczej na świat i ludzi, otworzyć się na drugiego człowieka, próbować budować lepszą rzeczywistość. Wszyscy ponosimy odpowiedzialność za to, co nas otacza.

– W ostatnich latach pojawiała się pani rzadziej na ekranie.

– Moim priorytetem są dzieci. Za każdym razem, kiedy otrzymuję scenariusz, zadaję sobie pytanie, czy dla tej roli warto zostawić je same i nie widywać przez dwa, trzy miesiące. Proszę mi wierzyć, niewiele jest propozycji, które przechodzą tę próbę. W życiu należy podejmować decyzje – w moim przypadku szala przechyla się najczęściej na korzyść mojego życia prywatnego. Może to kwestia wieku, a może własnej historii – jeszcze kilka lat temu nie wiadomo było, czy w ogóle przeżyję [w 2001 r. Sharon Stone uległa udarowi, który spowodował częściowy paraliż – J.O.]. Dzisiaj widzę inaczej.

 
– Właśnie, przez wiele miesięcy musiała toczyć pani walkę z ciałem, które nagle odmówiło posłuszeństwa, z własną niemocą. Wyszła pani z tej próby zwycięsko...

– To bardzo ciężki okres, nie zamierzam jednak rozwodzić się na ten temat. Mogę tylko powiedzieć, że chociaż wszystko pozornie wróciło do normy, długo odczuwałam skutki choroby. Nie myślę tu jedynie o traumie psychicznej – musiałam na nowo uczyć się chodzić, mówić, jeszcze do niedawna nie byłam w stanie nauczyć się na pamięć dłuższego tekstu! Dlatego wolałam grać w telewizji, gdzie czyta się całe linie, unikałam bardziej skomplikowanych dialogów. Rola prokurator w „Largo Winch II” była pod tym względem wyzwoleniem – mój mózg nagle zaskoczył i przekonałam się z radością, że znowu mogę pracować nad postacią, że nie muszę się już bać. To była prawdziwa iluminacja! W przełamaniu moich wewnętrznych barier pomógł mi reżyser filmu Jérôme Salle – dzięki jego życzliwości, cierpliwości i wyrozumiałości narodziłam się na nowo. Jestem mu za to niezmiernie wdzięczna. Zobaczył we mnie aktorkę. I człowieka. Nie bohaterkę „Nagiego instynktu”. Wierzę głęboko, że w ramach jednego życia możemy umierać i odradzać się wielokrotnie. Ja też umierałam. Ale za każdym razem udawało mi się powrócić. – Czy pomógł w tym pani buddyzm?

– Richard Gere przedstawił mnie Dalajlamie – to tak wspaniała postać! Dzięki buddyzmowi odkryłam ponownie wagę podstawowych wartości, takich jak współczucie, wielkoduszność, dobroć, dyscyplina. Zrozumiałam, że na pewne rzeczy trzeba zapracować, że przyjemność jest czymś ulotnym, że należy koncentrować się nie na niej, ale na szczęściu. Na szczęście pracuje się każdego dnia, również angażując się w działania na rzecz innych, ja działam na przykład w stowarzyszeniu zajmującym się udzielaniem pomocy młodym prostytutkom na granicy chińskiej. Stworzyliśmy tam szpitale, fundacje dla dzieci, szkoły... Buddyzm zdeterminował moje spojrzenie na życie, jest bardziej moją filozofią niż religią. Bliskie mi są bowiem również wartości chrześcijaństwa.

– Czy macierzyństwo zmieniło pani percepcję świata i siebie samej?

– Oczywiście. Moje dzieci [wszystkie zostały zaadoptowane – J.O.] mają cztery, pięć i dziesięć lat. W chwili, kiedy zostajemy rodzicami, zmienia się radykalnie cały świat. Nie możemy już być tak samolubni i egocentryczni jak dawniej, odkrywamy inne wartości, nagle stajemy się opiekuńczy i zaczynamy zastanawiać się nad stanem świata. Nie możemy ochronić naszych dzieci przed ich własnym losem, możemy jednak starać się zredukować konsekwencje naszych poczynań, zarówno w skali indywidualnej, jak i globalnej, na poziomie społeczeństwa. To się nazywa odpowiedzialność.

– Hollywood pozostaje bardzo mizoginistyczny i bezwzględny w stosunku do aktorek – poza nielicznymi wyjątkami muszą być wciąż młode i piękne. Jaki jest pani stosunek do praw rządzących tym zawodem?

– Hollywood to pojęcie bardzo ogólne. Bo co oznacza właściwie słowo „Hollywood”? Jeśli ma pani na myśli system wielkich studiów, to muszę powiedzieć, że nigdy nie akceptowałam obowiązującej w nim hierarchii. Nie rozumiałam, dlaczego rządzą nami mężczyźni i jakim prawem ośmielają się narzucać swoje poglądy, decydować o czyimś losie. Nie wiem zresztą, jak w ogóle można sądzić, że jest się stworzonym do dyrygowania innymi! Dlatego nigdy nie przejmowałam się tym, co sądzą o mnie bossowie Hollywood – zawsze starałam się iść własną drogą i myślę, że mi się to udało. Nigdy nie byłam potulną owieczką, wyrażałam swoje zdanie, pojęcie „politycznej poprawności” jest mi zupełnie obce. Oczywiście, czasami za to płaciłam. Jestem jednak optymistką – wszystko się zmienia, również na lepsze. Z biegiem lat i na skutek różnorodnych doświadczeń stajemy się bardziej ludzcy. Również Hollywood ewoluuje, tak samo jak koncept kobiecej urody. Dlaczego w ogóle dyskutuje się o tym, czy kobiety w średnim wieku mogą pracować, czy nie? Jakim prawem ma o tym decydować jakiś młody czy podstarzały facet? Być może kiedyś role się odwrócą: to my, kobiety, będziemy wyrokowały, czy dany aktor nadaje się do jakiejś roli. Ale taki rewanż nie dałby mi chyba specjalnej satysfakcji – w życiu nie chodzi przecież o to, żeby dominować.

– Pani sama wydaje się podchodzić do upływu czasu pogodnie i z poczuciem humoru. Z okazji pani niedawnych 50. urodzin pozowała pani – prawie nago – dla „Paris Match”. Tytuł głosił: „Mam 50 lat i co z tego?”.

– Właśnie, co z tego? Piękno nie jest kwestią wieku, jestem o tym głęboko przekonana. Wypływa z duszy, a dusza nie ma 20 czy 60 lat. Jeanne Moreau czy Claudia Cardinale są wciąż piękne... Moja sesja dla „Paris Match” była swojego rodzaju kuksańcem wymierzonym wyznawcom ideologii młodości, oznaczała jednak również zamknięcie pewnej epoki. Kiedy skończyłam 50 lat, postanowiłam zachować w moim życiu tylko to, co naprawdę istotne – myślę nie tylko o wartościach, ale także o ludziach i rzeczach. Czuję się tak, jakbym powróciła do źródeł – wiem, co dla mnie ważne. Otaczam się wyłącznie tymi, których kocham, nie potrzebuję oprawy w postaci dworu pochlebców i błyskotek. Najważniejsze to być i akceptować siebie i innych takimi, jakimi rzeczywiście jesteśmy. To stwierdzenie może wydawać się banalne, ale upłynęło wiele czasu, zanim zrozumiałam, że ta prosta prawda leży u podstaw udanego życia. Oczywiście, nie oznacza to rezygnacji z wysiłków, wręcz przeciwnie – wierzę, że możemy w dużym stopniu sami decydować o tym, kim naprawdę chcemy być. I nie wydaje mi się, abym była jakąś niepoprawną marzycielką.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Zwierciadło

Słodka niespodzianka pod choinkę

(Fot. iStock)
(Fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Rozpakowywanie prezentów to jeden z tych momentów, na który w czasie świąt czekają nie tylko dzieci. Upominki, to przecież dowód na to, że o sobie pamiętamy i chcemy sprawić sobie przyjemność.

Jednym ze sprawdzonych pomysłów na prezent od Świętego Mikołaja jest małe co nieco, czyli paczuszka pysznych słodkości. Ucieszą się z niej zarówno małe łasuchy, jak i dorośli smakosze. Słodycze spod choinki smakują wyjątkowo, zwłaszcza jeśli mają kojarzące się ze świętami smaki - pomarańczy, wanilii i przypraw korzennych. Dekoracyjne opakowanie ozdobione bożonarodzeniowymi motywami tabliczkę czekolady, pudełko pralinek, czy paczkę cukierków przemieniają w wyjątkowy słodki prezent.

Wybierając słodkości pod choinkę trudno pominąć siłę tradycji – są marki, które od lat kojarzą się z jakością i smakiem. Jedną z nich jest E.Wedel. Marka, jak co roku, przygotowuje z okazji świąt specjalną edycję swoich kultowych produktów, wzbogacając je o dodatki takie jak pomarańcza, cynamon, wanilia i żurawin. Z okazji Bożego Narodzenia, znane wedlowskie produkty otrzymają nową, świąteczną szatę graficzną.

Są wśród nich , Torcik Wedlowski, kultowe Baryłki i duże tabliczki czekolady – gorzka z żurawiną, mleczna z cząstkami pomarańczowymi oraz czekolada Cookie, w dwóch świątecznych smakach: korzennym i Orange Mocha. W tegorocznej ofercie Mieszanka Wedlowska, cukierki Pierrot i świąteczne pralinki opakowane będą w nietuzinkowe puszki w kształcie kuli, dzwonka i choinki. Dzięki temu mogą także stanowić idealną świąteczną ozdobę.

Słodkości dla najmłodszych

Dzieciom czas oczekiwania na Boże Narodzenie można umilić kalendarzem adwentowym E.Wedel. W ozdobnym pudełku podzielonym na 24 okienka znajdują się czekoladki w dwóch smakach w kształcie Buźki Krówki. 
Na Mikołajki lub pod choinkę można sprawić im zestawy słodyczy na przykład: pudełko z opaską w kształcie rogów Renifera - bohatera motywu graficznego, Domek Krówki, a także czekolady mleczne z chrupiącymi kawałkami wafelków i chrupek lub z kawałkami pianek marshmallow. Świąteczne produkty dla dzieci E.Wedel ozdobiono postaciami Renifera, Mikołaja, Bałwanka oraz Znajomej Krowy Kucharza.

 

Produkty z portfolio świątecznego E.Wedel są w sprzedaży od początku listopada.

  1. Zwierciadło

Stwórz atmosferę Świąt. Inspiracje od marki Fyrklövern  

Zobacz galerię 23 Zdjęcia
Święta to przede wszystkim wyjątkowa atmosfera, spotkania z bliskimi oraz pyszne potrawy. Smakowanie ich to również delektowanie się pięknem odświętnie nakrytego stołu. Zainspiruj się propozycjami marki Fyrklövern - specjalistą w dziedzinie dekoracji stołu - i stwórz świąteczną aranżację, która oczaruje twoich gości!

ÅSA’S WINTER 

Rajskie jabłuszka, pomarańcze, granaty i pachnące gałązki to elementy doskonałe na świąteczny stół! By całość wyglądała bajecznie warto wybrać perfekcyjną zastawę, która spełni nasze oczekiwania co do dekoracji stołu i zachwyci wszystkich gości! Po raz pierwszy w Polsce, w cudownej aranżacji świątecznej, prezentujemy Serwis ÅSA’S WINTER, zaprojektowany przez skandynawską artystkę Anne Rooslien. Najwyższej jakości, trwała porcelana skaleniowa, urzekające, ręcznie litografowane zdobienia oraz wyjątkowy design tworzą ponadczasowy serwis obiadowy! Dzięki zastawie, dekorowanej skrzatami – wykreowanymi przez znaną w Skandynawii Åsę Götander, uzyskasz wspaniałą zimowo-świąteczną atmosferę. Porcelanę możemy umyć w zmywarce i odgrzać w niej dania korzystając z kuchenki mikrofalowej – to dodatkowy atut tego eleganckiego serwisu.

SANTA CHRISTMAS

Do świątecznej dekoracji stołu warto wybrać nastrojowe świece, serwety i oczywiście doskonałą porcelanę. Serwis SANTA CHRISTMAS ręcznie zdobiony platyną, skrzącymi się płatkami śniegu oraz uroczymi krasnalami to spełnienie świątecznych marzeń zarówno dzieci jak i dorosłych. Klasyczny design kolekcji wypełniają kolorowe, ręcznie malowane wizerunki skrzatów i zwierząt w zimowej scenerii. Pełne fantazji i artystycznego kunsztu, tworzą ciepły i radosny klimat, podkreślając wyjątkową atmosferę świąt.

ÅSA’S CHRISTMAS

Skrzaty i dekor wzbogacony elementami z 18-karatowego złota to przewodnie elementy Serwisu ÅSA’S CHRISTMAS. Zastawa z motywem uroczych ludków idealnie ozdobi świąteczny stół i stworzy atmosferę bajkowego klimatu przywołując wspomnienia beztroskiego dzieciństwa. To serwis, który przykuwa wzrok oryginalnym kształtem przypominającym pofałdowane śnieżne zaspy, na których zagościły urocze skrzaty. Ośnieżone choinki dekorowane prawdziwym złotem stanowią ekskluzywny element ozdobny! Gałązki, pierniki w kształcie serca, gwiazdy z jabłek czy złote szyszki w kieliszkach to elementy dekoracyjne, które komponują się idealnie z tym eleganckim serwisem.

ÅSA’S CHRISTMAS WHITE

Porcelana Åsa’s Christmas White zachwyca klasycznym designem i ręcznie malowanymi krasnalami w białych i srebrnych kapturkach. Serwis przepięknie prezentuje się w monochromatycznym stylu, gdzie na drewnianym stole w odcieniach szarości układamy zielone gałązki przyprószone śniegiem, szyszki i pachnące pierniki.

VICTORIA 

Drewno, pachnący świerk, nastrojowe lampki i przepyszne potrawy podane na luksusowej porcelanie skandynawskiego projektu pomogą nam stworzyć perfekcyjną atmosferę w czasie świąt! Serwis Victoria zachwyca delikatną formą, a zdobienia z 18-karatowego złota nadają mu królewskiego splendoru. Czerwona serweta przyprószona sztucznym śniegiem, pomarańcze, goździki i soczyste, czerwone jabłka w zimowej okrasie w połączeniu z elegancką porcelaną Victoria tworzą dekorację stołu w iście królewskiej aranżacji. Ta zastawa to świetny wybór zarówno na święta jak i inne okazje, jej klasyczny i elegancki design sprawia, że będzie pasowała na każdą uroczystość.

CELEBRATION

Świąteczny stół stanowi doskonałe pole do popisu dla miłośników dekoracji wnętrz. Spektrum możliwości jakie możemy zastosować jest nieograniczone. Pachnące gałązki świerku, złote świece, kryształowe wazony, eleganckie serwety czy też subtelne herbaciane róże i złote sztućce będą prezentować się perfekcyjnie w otoczeniu porcelany Celebration. Serwis o lekko falistym kształcie z ręcznie nanoszonymi platynowymi zdobieniami zachwyca subtelnością i elegancją.

Zobacz więcej na: ,

  1. Zwierciadło

Herbaty Newby - doskonały prezent pod choinkę

Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Kolekcja światowej sławy projektanta mody Matthew Williamson dla Newby to idealny prezent na Święta dla każdej wielbicielki najwyższej jakości herbaty oraz mody.

Przepiękne puszki skrywają w sobie 3 wyjątkowe herbaty: Maharaja’s Breakfast (czarna herbata Assam), Exotic Earl Grey (herbata z olejkiem z gorzkiej pomarańczy i płatkami róży) oraz Jasmine Rose Garden (zielona herbata z różą i jaśminem). Do wyboru będzie także pudełko zawierające wszystkie 3 produkty.

Najwyższej jakości liście herbaty wraz z kwiatowymi dodatkami, ukryte w pięknych opakowaniach będą idealnym prezentem dla bliskiej osoby, a także przyjemnym uzupełnieniem każdego dnia.

Produkty dostępne są na stronie 

  1. Zwierciadło

Rodzina patchworkowa: Jak przeżyć święta?

Rodzina patchworkowa podczas Świąt Bożego Narodzenia musi się zmierzyć z dużym wyzwaniem nie tylko logistycznym, ale przede wszystkim emocjonalnym. (Fot. iStock)
Rodzina patchworkowa podczas Świąt Bożego Narodzenia musi się zmierzyć z dużym wyzwaniem nie tylko logistycznym, ale przede wszystkim emocjonalnym. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
O czym pamiętać, o czym zapomnieć w świąteczny czas – zastanawia się Wojciech Eichelberger, współautor książki „Patchworkowe rodziny. Jak w nich żyć”, która ukazała się nakładem Wydawnictwa Zwierciadło.

Znam dobrze funkcjonujący w ciągu roku patchwork, który rozpruwa się w czasie świąt. Wszyscy zbierają się w jednym miejscu i od razu wybucha awantura. Ostatnio zaczęło się od wyrzutu, że były mąż spóźnił się pół godziny.
Zaczyna się zazwyczaj od błahych spraw – że ktoś czegoś nie kupił, nie zrobił, powiedział o jedno słowo za dużo. To kropla, która przelewa czarę goryczy.

Czyli to preteksty. Co się za nimi kryje?
Zamiatane pod dywan sprawy, niewyjaśnione żale i pretensje, nierozwiązane problemy, do których boimy się wracać. Ale one wcześniej czy później wybuchają, na przykład właśnie w czasie świąt.

Może to i dobrze, bo wreszcie możemy się z nimi skonfrontować.
Porządny kryzys jest dobrym początkiem zmiany. Oczywiście, może mieć pozytywne konsekwencje tylko wtedy, kiedy jego destrukcyjną siłę będziemy potrafili konstruktywnie wykorzystać. Kryzys pokazuje to, czego brakuje w systemie, więc nie ma się co obrażać, tylko trzeba podjąć trud dogadania się i przemiany.

A może dobrym pomysłem jest niespotykanie się w święta zwaśnionych stron? Pewna matka (teściowa, babcia) wymyśliła, że Wigilia odbędzie się według grafiku, w którym każdemu wyznaczyła towarzystwo i godzinę wizyty, z zapasem czasowym, żeby najbardziej zwaśnieni zdążyli się minąć i na siebie nie powpadali. Ta pani jest dumna z autorskiego rozwiązania.
W Wigilię nie chodzi o to, aby się nawzajem unikać. Ale Wigilia sama z siebie nie jest w stanie uczynić nas świętymi. Droga do świętości, czyli do otwartego serca, wymaga od nas podejmowania wysiłku i ryzyka. O tym warto pamiętać. Jeśli jednak nie stać nas jeszcze z jakichś powodów na wysiłek i ryzyko spędzenia Wigilii z ludźmi z naszego rodzinnego systemu, których nie lubimy, bo na tym etapie nasze resentymenty są dla nas ważniejsze niż religijne nakazy, to trudno. Może następnym razem. Więc owa pani z twojego przykładu robi dobrą robotę. Przynajmniej jej serce stanowi przestrzeń, w której skłóceni i zaślepieni ludzie wirtualnie się spotykają. Chwała jej za to.

Ona naprawdę chce dobrze.
W patchworkowym systemie taka osoba odgrywa doniosłą rolę kleju, nici i agrafki. Każdy może do niej przyjść, bo wie, że spotka się z miłym przyjęciem, a ona pozostanie bezstronna. Może też odgrywać rolę rodzinnej skrzynki pocztowej i przekazywać skłóconym stronom ważne informacje. Po jakimś czasie dzielna babcia będzie mogła zrobić krok dalej i skrzyknąć wszystkich członków skłóconego patchworku w jedno miejsce, na przykład przy okazji swoich jubileuszowych urodzin, informując ich o tym, że to jest jej święto, więc zaprasza wszystkich, których kocha, i prosi o to, by wszelkie konflikty na ten czas zawiesić, tak jak kiedyś w dobrej przeszłości ustawały wojny, gdy trwała olimpiada.

Święta są szczególnie ważne dla dzieci, które potem całe życie pamiętają Świętego Mikołaja, choinkę. Więc choćby ze względu na nie dobrze jest zadbać o atmosferę tych dni – pozytywną, przesyconą dobrymi emocjami. O czym jeszcze pamiętać, przygotowując święta?
Boże Narodzenie to dla patchworkowego systemu doskonała okazja i zarazem trudny sprawdzian tego, czy przestrzegana jest w praktyce święta zasada wszelkich patchworków: wszystkie dzieci są nasze. Praktyczna troska o sprostanie tej zasadzie może sprawić, że same święta przestaną być tylko rodzinnym rytuałem objadania się i obdarowywania prezentami, ale ujawnią swój głęboki duchowy wymiar. Bo święta zapraszają każdego do „królestwa nie z tego świata”, czyli do takiego wymiaru istnienia, w którym jednoczą się przeciwieństwa, zasypywane są przepaści dzielące zantagonizowane strony. Gdzie wszystko ujawnia swoją świętą, wspólną z całym istnieniem prawdziwą naturę, gdzie w jednolitej świetlistej przestrzeni rządzą: miłość, szacunek i cisza. A z tego punktu widzenia chciwość, nienawiść, konflikty, resentymenty i wojny jawią się jako wielka, przerażająca egzystencjalna pomyłka i strata czasu. Patchworkowa rodzina jest z pewnością trudniejszą, a przez to lepszą okazją do praktykowania świętości niż stawianie na wigilijnym stole pustego talerza dla symbolicznego zbłąkanego wędrowca. Więc jeśli dojrzali dorośli chcą udzielić patchworkowym dzieciom ważnej duchowej lekcji, to święta Bożego Narodzenia są do tego doskonałą okazją. Będzie się do czego odwoływać przez całą resztę roku.

Gdybyśmy jeszcze mimo konfliktów potrafili spektakularnie przebaczyć sobie nawzajem przy dzieciach, to byłaby dopiero lekcja. 
O tak. Sam fakt, że ludzie podchodzą do siebie i składają sobie dobre życzenia, chociaż jeszcze dzień wcześniej sobie złorzeczyli, to wspaniała nauka dla wszystkich, a szczególnie dla dzieci. Ale nie tylko nauka. Także chwila zasłużonego wytchnienia. Bo dla dzieci najważniejszą wartością i najlepszą glebą do wzrastania jest bezpieczna, harmonijna, spójna społeczność, której członkowie odnoszą się do siebie z szacunkiem i miłością.

Wszystkie niezałatwione problemy i relacje, których rodzina patchworkowa nie przerobiła, wylewają się zwykle „na świąteczny stół”. (Ilustr. Tomasz Wawer) Wszystkie niezałatwione problemy i relacje, których rodzina patchworkowa nie przerobiła, wylewają się zwykle „na świąteczny stół”. (Ilustr. Tomasz Wawer)

Marzeniem dziecka z rozbitej rodziny jest to, żeby mama była z tatą, nawet jeśli nie na zawsze, to chociaż w święta. Czy wspólny wyjazd rozwiedzionych rodziców z ich dziećmi to dobry pomysł?
Pomysł bardzo dobry, ale przy innych okazjach niż święta. W patchworkowej rodzinie dorośli często mają dzieci z dwoma, a nawet z trzema partnerami. Jak te rodziny obsłużyć w kilka dni świąt? Widziałem wielu ojców i wiele matek, którzy z obłędem w oczach starali się pojawić w ciągu kilku godzin na dwóch albo trzech wigiliach w oddalonych od siebie miejscach, wszędzie pozostawiając za sobą żal i zniecierpliwienie. To nie ma sensu. Lepiej organizować wspólnie z innymi chętnymi z tego samego systemu duże rodzinne spędy wigilijne. Natomiast wyjazdy rodziców z biologicznymi dziećmi w uroczystej, świątecznej atmosferze, z dekoracjami mogłyby dawać wspólnym dzieciom nadzieję, że ich rodzice będą znowu razem.

A spotkanie świąteczne obu zwaśnionych rodzin w którymś z domów?
W sytuacjach konfliktu powinni raczej spotkać się na neutralnym gruncie.

Dlaczego?
Jeśli ludzie, którzy niedawno się rozstali, spotykają się w domu, który przesiąknięty jest wspólnymi przeżyciami, a każdy jego fragment jest jakby pamiątką w muzeum ich wspólnej przeszłości i przywołuje jakieś wspomnienia, to trudno się w nim racjonalnie porozumiewać w sprawach bieżących i przyszłych.

Znajoma rozwódka, która ma w miarę poprawne stosunki z byłym mężem i jego żoną, nie chce ich zapraszać ani odwiedzać, a tym bardziej organizować wspólnych świąt, bo obawia się zmiany status quo.
Dorośli i odpowiedzialni ludzie, którym przyszło żyć w patchworkowym systemie, powinni podejmować decyzje służące porozumieniu i zgodzie, a nie jątrzeniu. Skoro patchworkowa rodzina jest faktem, to róbmy wszystko, żeby wykorzystać jej potencjał. Budujmy, a nie dzielmy, troszczmy się o część wspólną, a nie bójmy się na zapas. Nie traktujmy patchworku jako dopustu bożego czy tragedii, którą będziemy się nieustannie karmić i którą będziemy celebrować do końca życia. Egoistyczna troska o status quo swojego zakątka prędzej czy później się zemści. Przetrwanie patchworku w ogromnej mierze zależy od tego, jak szybko dorośli zdadzą sobie sprawę z tego, że wszystko jest w nim ze sobą powiązane.

Owa kobieta zakłada, że jeśli spotka się z rodziną byłego, to odżyją urazy.
Jeśli unikamy kontaktów, to siłą rzeczy komunikujemy się w sprawach błahych i nudnych, a tak naprawdę tracimy czas i potencjał, jaki drzemie w głębinach patchworkowego oceanu. Więc przy każdej okazji, zamiast marzyć o na zawsze minionym status quo, zróbmy cokolwiek, aby wzmacniać patchworkowe szwy.

Może zaapelujemy do patchworków – dajcie się zainspirować świętom!
Apelujemy: wykorzystujcie je do tego, żeby przełamać niechęć, wrogość, urazy. Róbcie to dla siebie i dla wszystkich patchworkowych dzieci. Dajcie im przykład, jak układać relacje mimo trudnej przeszłości.

Czy są jakieś przeciwwskazania do wspólnych świąt rozwiedzionych partnerów?
Jeśli mamy spotykać się po to, żeby się kłócić, a przy okazji ranić uczucia naszych dzieci, to lepiej się nie spotykać. Święta są okazją do propagowania dobrych uczuć i dobrych życzeń. Jakże są teraz deficytowe.

A do obdarowywania się prezentami?
Dobrze jest zachować w tym umiar. Najwspanialszymi prezentami dla patchworkowych dzieci są dojrzałe i mądre zachowania dorosłych, szczególnie te objawiające się w przekraczaniu negatywnych uczuć i postaw wobec byłych partnerów, byłych teściów, zięciów czy synowych. Gdy dziecko widzi, że dorośli, których kocha, trudzą się, by przełamać urazy i żale, bo chcą zbudować nową, bezpieczną społeczność rodzinną, to mu serce rośnie i dusza się śmieje. Ono nie chce się truć złymi emocjami i nastawieniami rodziców. Superprezentem w obecnych czasach są czas i uwaga, które poświęcamy drugiej osobie.

O czym jeszcze pamiętać przy okazji świętowania?
Żeby to nie był prosty rytuał. Żeby nie przedobrzyć, czyli pamiętać o zasadzie, że nasza wolność kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność drugiego człowieka. Na przykład chcę kogoś uściskać i przytulić, ale wiem lub czuję, że ta osoba tego nie lubi. Trzeba to uszanować. Albo mam przemożną chęć zadania jej pytania, bo chcę zaspokoić swoją ciekawość, a ona wyraźnie się krępuje albo daje sygnał, że nie ma ochoty poruszać tego tematu. No to nie pytam, wycofuję się, ewentualnie przepraszam. W psychologii nazywa się to szanowaniem granic drugiej osoby. W dodatku dzisiaj powinniśmy też uważać na rozmowę o poglądach.

Nie tylko w rodzinach patchworkowych lepiej chyba nie poruszać tematów politycznych?
Poruszać można, ale bezpiecznie jest ograniczać się do wypowiadania swoich poglądów, nie atakując przekonań drugiej osoby. Unikać fraz takich jak: „w przeciwieństwie do ciebie”, „nie zgadzam się...”, „twoje poglądy są…”, „jak można tak…” itp. Każdy z nas ma prawo do własnych sądów. Nie należy próbować zmieniać zdania innych, bo to tylko wzbudzi opór.

Co robić, żeby zapobiec kłótni na tym tle?
Zacząć trzeba od wysłuchania i zrozumienia tego, co usłyszeliśmy. Dopiero potem można zastanowić się, czy ktoś chce być przekonany do innego poglądu, czy forsując swoje zdanie, nie naruszam granicy jego wolności.

Dobrze jest wykrzesać z siebie ciekawość tego, co ktoś myśli.
Ciekawość tego, co ktoś ma do powiedzenia, pomaga zrozumieć siebie nawzajem, a o to chodzi w rozmowie. W dyskusjach o poglądach najpierw jedna osoba przedstawia swoje zdanie, potem druga, następnie pierwsza dzieli się wątpliwościami co do przekonań oponenta, potem robi to druga.

Tylko trzeba się zdobyć na intelektualny wysiłek.
Także emocjonalny. Aby taka rozmowa była możliwa, muszą się postarać obie strony. Prowadząc w ten sposób dyskusję, szukamy pomostów i wzajemnego zrozumienia, nie zamykamy się w swoim jedynie słusznym widzeniu świata. Otwarta postawa w patchworkowych rodzinach to jeden z podstawowych warunków ich przetrwania, bo różnorodność poglądów, wyznań, stylów życia itd. bywa w patchworku ogromna. W klasycznych rodzinach tak się dobieramy, żeby w sprawach światopoglądowych za bardzo nie iskrzyło, ale w patchworkach ta kwestia zupełnie wymyka się spod kontroli. To może dotyczyć również poglądów w sprawie sposobu obchodzenia świąt.

  1. Zwierciadło

Czy prezent daje więcej radości obdarowanemu czy darczyńcy?

Komu prezenty sprawiają największą radość? (fot. iStock)
Komu prezenty sprawiają największą radość? (fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Wolimy dawać prezenty czy je otrzymywać? Czy istnieje prezent uniwersalny odpowiedni dla każdego? O naszych problemach, wyborach i motywacjach związanych z obdarowywaniem bliskich mówi dr Ewa Jarczewska-Gerc, psycholog społeczny z Uniwersytetu SWPS.

Zróżnicowanie preferencji, upodobań, gustów, marzeń i potrzeb sprawia, że znalezienie idealnego prezentu pasującego do każdego wydaje się niemożliwe. Zadanie to staje się jeszcze trudniejsze, gdy weźmiemy pod uwagę realia względnego dobrobytu, które pozwalają zaspokoić znaczącą większość ważnych życiowych potrzeb. Prezenty, które przekazujemy sobie z okazji świąt Bożego Narodzenia, w coraz większym stopniu przestają pełnić funkcję uzupełniającą stan gospodarstwa domowego i stosunkowo rzadko służą wspieraniu rodzinnego budżetu.

W czasach, gdy większość towarów jest łatwo dostępna, dobrem, którego brak odczuwamy coraz mocniej staje się bliskość i uwaga. Doświadczamy deficytów dotyczących przede wszystkim dostrzegalnych wymiarów pozytywnych uczuć takich jak dotyk, przytulenie, możliwość bycia razem i spędzania ze sobą czasu. Oczywiście wiele osób ma konkretne pragnienia dotyczące np. nowego modelu telefonu czy torebki, jednak niejednokrotnie w toku rozmowy o rzeczywistych potrzebach okazuje się, że o wiele lepszym pomysłem na prezent będzie wspólny bilet do kina, wyjazd lub spacer. Również dzieci warto wcześniej zapytać jakiego rodzaju prezenty niepochodzące ze sklepów chciałaby otrzymać. Kolejnym krokiem może być sporządzenie listy tego rodzaju podarunków i ustalenie, które z nich są dla córki lub syna najważniejsze i dlaczego.

Otrzymywanie prezentu często wiąże się z uczuciem radości u osoby obdarowanej. Jednak wyniki badania przeprowadzone przez psycholog Larę Aknin z Simon Fraser University w Kanadzie jednoznacznie wskazują, że w sytuacji, gdy dochodzi do wręczenia prezentu, o wiele większego zadowolenia doświadczają wręczający podarunek. W celu zbadania poziomu satysfakcji obu grup, badaczka przeanalizowała wyniki Światowego Sondażu Gallupa przeprowadzonego w latach 2006 – 2008 na próbie 234 917 osób reprezentujących 120 państw. Wyniki otrzymane przez jej zespół wskazują, że niezależnie od regionu, pochodzenia i posiadanych dochodów, samopoczucie badanych było lepsze, gdy przeznaczali swoje pieniądze na potrzeby innych, a nie zaś na własne.

Choć nie wydaje się to oczywiste, radość z otrzymanego prezentu może łatwo zastąpić przykrość, jeśli podarunek przewyższa możliwości finansowe osoby obdarowanej. Efekt ten wynika m.in. z silnie zakorzenionej w życiu społecznym reguły wzajemności. W sytuacji, gdy otrzymujemy zbyt drogi podarunek odczuwamy dyskomfort i napięcie związane z kulturową zasadą odwdzięczenia się ofiarodawcy równie wartościowym prezentem. Pojawia się poczucie winy i uczucie przykrości wynikające z faktu, że nie stać nas na równie drogi dar.

Nietrafiony prezent wyzwala innego rodzaju reakcje i wiąże się przede wszystkim z ujawnionym lub zatajonym niezadowoleniem. Do pewnego wieku najmłodsi odbiorcy prezentów świątecznych, nie kryją się z wyrażaniem emocji i opinii, gdy podarunki nie spełniają ich oczekiwań lub są zupełnie inne niż te opisane w liście do Świętego Mikołaja. Z czasem jednak dzieci przyswajają zasady życia społecznego w tym zakresie i uczą się ukrywania uczucia zawodu lub niechęci. To na ile dorośli decydują się na ujawnienie prawdziwych uczuć w sytuacji otrzymywania niechcianego prezentu, zależy od rodzaju relacji z ofiarodawcą.

Najtrudniej tego rodzaju sytuacje znoszą osoby, które łączy silna więź oraz przekonanie o znajomości gustów np. matki i córki. Rozczarowanie spotyka zarówno matki, które są pewne swoich wyborów gwiazdkowych dotyczących np. odzieży, biżuterii dla córek, jak i córki, które były pewne, że ich podarunki z pewnością ucieszą mamy. Złotym środkiem pomiędzy bezpośrednią krytyką nietrafionego prezentu, a radością pokrywającą niezadowolenie jest dyplomacja. Warto zadbać o to, aby pozostać w zgodzie z własnymi odczuciami, a jednocześnie wyrażać je z szacunkiem wobec dobrych chęci i intencji ofiarodawcy. Zawsze warto dziękować, jak również nadmienić, że w razie czego, następnym razem, służymy pomocą w zakresie wyboru wymarzonego prezentu.

W przypadku problemów z podjęciem decyzji odnośnie prezentu świątecznego, wybierzmy to, co najlepiej wyraża naszą miłość do drugiej osoby. Postarajmy się ofiarować innym ciepło, bliskość, zrozumienie i akceptację – tego rodzaju prezenty nigdy nie wychodzą z mody, pasują do każdego. Okazujmy sobie miłość, nie tylko na Święta ale każdego dnia.

Dr Ewa Jarczewska-Gerc zajmuje się psychologią motywacji, efektywnością i wytrwałością w działaniu oraz symulacjami mentalnymi (materiały prasowe Uniwersytet SWPS).