fbpx

Kulturalny styczeń

Materiały prasowe

Trzeba dobrze zacząć rok. Może od spotkania z niezwykłymi kobietami, które potrafią ożywić dobre wspomnienia? Tworzą piękno, z uśmiechem pokonują przeciwności losu. Może ten rok będzie dla nich szczególnie szczęśliwy.

Wojtuś miał jedno oko zaklejone gazą i nosił okulary. Zbierał „Tygrysy” – serie książek o wojnie. Był moim kuzynem i najlepszym przyjacielem. Każde wakacje, odkąd skończyłam dwa lata, spędzaliśmy razem. Czasem bawił się z nami Tomek, rozrabiaka i posiadacz kilku resoraków. Razem łaziliśmy po drzewach, graliśmy w kapsle i rzucaliśmy nożem. To był cudowny okres. Dzieci spędzały czas na podwórku, a nie w necie. Rozbiłam sobie nie raz kolana, ale co z tego? To wtedy narodziły się moje najpiękniejsze wspomnienia.

Kiedy włączyłam książki do nieczytania, jak napisano na okładkach: „Pippi Pończoszanki”, „Pippi na Południowym Pacyfiku”„Pippi wchodzi na pokład” (wyd. Jung-off-ska sp. k. 2010, czyta Edyta Jungowska), wszystkie te dobre wspomnienia do mnie wróciły. Początkowo z oporem, a potem z całą siłą i radością, jaką niesie dobra energia z czasów, gdy jeszcze każde z nas było sobą.

Czemu piszę o tym w Strefie bez stresu? Bo słuchając o przygodach Pippi, zadałam sobie proste pytanie: czy mała dziewczynka może poradzić sobie z trudnościami? Może! A skoro tak, to co jest w stanie zrobić, gdy ma już czterdzieści kilka lat!?

Dziękuję, pani Edyto, za ożywienie dobrych wspomnień.

Nie ma co się oszukiwać, nadal są biedni i bogaci. LuAnn nie jest bogata, a nawet nie jest biedna – nie ma nic poza starą przyczepą i zegarem z kukułką – pamiątką po mamie. LuAnn nie ma też żadnych perspektyw. Wie dobrze, że nic się w jej życiu nie zmieni – zwłaszcza na lepsze. Pracuje jako kelnerka, nie ma wykształcenia i nikogo, kto by jej pomógł. Odwrotnie – sama opiekuje się kilkunastomiesięczną córeczką i w zasadzie jest samotną mamą, bo mężczyzna, który chrapie w jej przyczepie, pije i nie pracuje. Czemu takie fajne kobiety schodzą się z takimi niefajnymi mężczyznami?

LuAnn nie jest zwyczajna. Natura okazała się w tym wypadku sprawiedliwa: dała jej rozum i dobre serce, a do tego opakowane w piękne ciało 20-latki. Ale to nie wszystko. Potrafi kochać, bo nade wszystko pragnie lepszego życia dla swojego dziecka, i to daje jej siłę, by zaryzykować…

No i co dalej? A to już sensacyjna powieść Davida Baldacciego „Wygrana” (wyd. Buchmann 2010). Stawiam na to, że choć LuAnn przekroczy wiele granic, to nie tę, za którą traci się umiejętność kochania. Że nie zamieni serca na… No właśnie – na co można chcieć zamienić miłość?

Tej muzyki można słuchać przy świecach, przy nocnej lampce i przy neonach, które odbijają się w szybach. Jest nastrojowa i zmysłowa. Pełna koloru, zapachu i emocji. Na płycie „Ram Café 5. Lounge & Chillout” (Radio Ram & Magnetic Records, dystr. Universal Music Polska) usłyszałam wiele pięknych i utalentowanych kobiet. Każda z nich ma swój styl i śmiałość, aby publicznie zaistnieć.

Zrobiła na mnie wrażenie tajemnicza Nina Zilli, wykonawczyni przeboju „50 Mila Feat”. Zaintrygowała elegancka i zmysłowa Vienna Teng („Transcontinental”). Trudno też pozostać obojętną, gdy słyszy się pełny ciemnego ognia głos Tucary („No puedo quitar mis ojos de ti”).

Ciekawe, kim jest obdarzona głosem dziecka polska debiutantka Marcelina („Motyle”). Ponoć na wiosnę ma się ukazać jej pierwsza płyta. Na „Ram Café 5. Lounge & Chillout” znajdziemy nie tylko śpiewające kobiety. Panuje tu pełne artystyczne równouprawnienie. Ale ja wybieram wokalistki świadomie – z magicznym zamysłem – aby ten rok był dobry dla kobiet, a nawet, by był rokiem dobrych kobiet. A nam wszystkim niech idzie w nim: jak z nut, wprost śpiewająco!