1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Zdrowie
  4. >
  5. Idź się zbadać!

Idź się zbadać!

123RF.com
123RF.com
Tymi danymi akurat nie ma co się chwalić – liczba zachorowań na raka jelita grubego rośnie u nas najszybciej spośród państw Europy. Polskie Towarzystwo Stomijne podejmuje próbę walki z tym niewesołym stanem rzeczy.

Ciągle, niestety, wiele przypadków diagnozuje się w Polsce dopiero wtedy, kiedy choroba jest już bardzo zaawansowana. Dlaczego? Po pierwsze – ze strachu. Polacy tak boją się usłyszeć diagnozę, którą traktują jak wyrok (niesłusznie!), że opóźniają pójście do lekarza, nawet jeśli objawy są niepokojące. Poza tym badanie jelita grubego, przez które trzeba przejść – kolonoskopia – cieszy się u nas bardzo złą sławą. Nie będziemy przekonywać, że to sama przyjemność, ale też nie taki diabeł straszny. Nie jest to nic, przez co nie można spokojnie przejść. A naprawdę warto, bo wczesna diagnoza to duża szansa na całkowite wyleczenie. Przekonuje o tym Polskie Towarzystwo Stomijne POLILKO, które po raz drugi organizuje akcję „Oswoić raka”.

Na bezpłatnych warsztatach w kilku miastach Polski można będzie posłuchać o najnowszych metodach walki z tym typem nowotworu, dowiedzieć się, jaka dieta jest najlepsza w czasie walki z chorobą ( i po zakończeniu leczenia), a także porozmawiać o tym, jak radzić sobie z trudnymi emocjami podczas choroby. A jeśli zachoruje osoba nam bliska – jak jej pomóc. Już od dawna mówi się o niedocenianej ciągle ogromnej roli wsparcia rodziny i przyjaciół podczas choroby. Czasem działa równie skutecznie jak lekarstwa. Pamiętajmy o tym.

Szczegółowe informacje o warsztatach na stronie

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Zdrowie

Rekonstrukcja piersi

Podjęcie decyzji o rekonstrukcji piersi wymaga rozważenia wielu za i przeciw. (Fot. iStock)
Podjęcie decyzji o rekonstrukcji piersi wymaga rozważenia wielu za i przeciw. (Fot. iStock)
Jednym z elementów leczenia nowotworu piersi często jest amputacja. Choć usuniętą pierś można chirurgicznie odbudować, na taki zabieg decyduje się tylko kilka procent Polek. Może dlatego, że o rekonstrukcji piersi wiemy niewiele, natomiast całkiem sporo – o niedostatkach rodzimego systemu opieki zdrowotnej.  

Podjęcie decyzji o rekonstrukcji piersi wymaga rozważenia wielu za i przeciw. Z jednej strony narażamy się na dodatkowy ból, musimy poświęcić znacznie więcej czasu na dochodzenie do zdrowia i ponieść różnego rodzaju koszty związane z operacją i rekonwalescencją. Nie jest też łatwo funkcjonować w polskim systemie opieki zdrowotnej. – W wielu krajach w szpitalach istnieją tzw. breast units, w ramach których współpracują ze sobą lekarze kluczowych dla przebiegu całej terapii specjalności: chirurg (bądź ginekolog, np. w Niemczech), onkolog kliniczny, radioterapeuta, chirurg plastyk, patolog, radiolog. Dzięki temu mogą oni wspólnie zaplanować cały proces leczenia, łącznie z ewentualną rekonstrukcją – mówi Dominika Donde-Antepowicz, dyrektor marketingu w firmie Artimed specjalizującej się w szkoleniach z zakresu chirurgii onkologicznej

i oferującej nowoczesne implanty piersiowe. W Polsce taki oddział zorganizowany jest w Szczecinie (pierwszy oddział leczenia skojarzonego raka piersi powstał w Warszawie w Centrum Onkologii, drugi – w 1999 r. w Bydgoszczy w Centrum Onkologii i od początku działalności te oddziały zajmowały się również rekonstrukcjami piersi), ale to o wiele za mało w porównaniu do potrzeb pacjentek. Oddziały onkologiczne nie są też w polskich szpitalach oddziałami rekonstrukcyjnymi. Dlaczego więc mimo rozmaitych przeszkód natury organizacyjnej, biurokratycznej czy finansowej warto rozważyć rekonstrukcję piersi? Wiele kobiet decyduje się na nią, by z jednej strony przywrócić swojemu ciału znajomy kształt, a z drugiej – zamknąć proces leczenia i zakończyć trudny czas onkologicznej terapii. Decyzja o odbudowie piersi bywa ważna dla psychiki pacjentki – stanowi część procesu zdrowienia i pomaga rozpocząć nowy etap w życiu. Na pewno warto poszukać informacji, pytać lekarzy i czytać wpisy na forach internetowych organizacji wspierających chorych na raka. W ciągu ostatnich lat dokonał się wielki postęp technik rekonstrukcji, polepszyło się też bezpieczeństwo i jakość implantów – możliwości wyboru są więc naprawdę duże.

Kiedy rekonstruować?

Przy planowaniu operacji odbudowy piersi trzeba wziąć pod uwagę plan leczenia nowotworu. Na termin zabiegu ma bowiem wpływ kalendarz procedur, takich jak chemio- czy radioterapia. Rekonstrukcję piersi można czasami wykonać podczas tej samej operacji, w ramach której usuwany jest nowotwór. Zabieg jest dłuższy niż zwykła mastektomia, ale wybudzając się z narkozy, pierwszy etap rekonstrukcji mamy już za sobą i nie narażamy się na uczucie utraty związane z amputacją – choć po operacji piersi mogą nieco różnić się wyglądem. Możliwość wykonania zabiegu tzw. rekonstrukcji jednoczasowej zależy od kilku czynników – m.in. od tego, jak radykalna była mastektomia (czy odbyła się na przykład z zaoszczędzeniem kompleksu otoczka – brodawka) i w której części piersi zlokalizowany był guz. Dużo popularniejsze są więc tzw. rekonstrukcje odroczone, wykonywane co najmniej kilka miesięcy (a nawet kilka lat) po mastektomii. Decydując się na odroczenie decyzji, dajemy sobie szansę odpoczynku po terapii onkologicznej i rozważenia bez pośpiechu wszelkich możliwości. Choć, oczywiście, jest też druga strona medalu – na przywrócenie ciału dawnego kształtu możemy w takim wypadku czekać przez miesiące lub lata.

Jak przebiega rekonstrukcja?

Nawet jeśli decydujemy się na rekonstrukcję natychmiastową (jednoczasową), najprawdopodobniej będzie ona dwuetapowa. – Bezpośrednio po mastektomii w miejscu piersi umieszcza się ekspander tkankowy, czyli rodzaj balonika, który stopniowo napełniany jest płynem fizjologicznym – tłumaczy Dominika Donde-Antepowicz. – Jego zadaniem jest rozciągnięcie skóry na klatce piersiowej i stworzenie miejsca pod docelową protezę. Końcowy etap rekonstrukcji można przeprowadzić po zakończeniu chemio- lub radioterapii, zazwyczaj od pół do półtora roku po mastektomii. Rozłożenie operacji na etapy daje czas na omówienie z chirurgiem wszystkich opcji i wybranie rodzaju ostatecznej rekonstrukcji – zależnie od stanu zdrowia, ale także np. od stylu życia. Zwykle możliwości są trzy: rekonstrukcja za pomocą implantu, naszej własnej tkanki lub połączenie obu tych opcji.

Rekonstrukcja z wykorzystaniem tkanki własnej

Chirurg pobiera fragment mięśnia grzbietu lub brzucha, przemieszcza go i zespala z tkankami w miejscu piersi. Metodę tę stosuje się najczęściej u pacjentek po radioterapii, u których stan skóry po naświetlaniach nie pozwala na zastosowanie ekspandera. Odtworzona pierś jest ukrwiona, nie ma też ryzyka związanego z przesunięciem protezy. Zabieg taki ma jednak sporo wad. – W wyniku tego typu operacji powstają blizny nie tylko na piersiach, ale także w okolicach pobrania tzw. płata skórno-mięśniowego; w tych samych miejscach może też pojawić się osłabienie mięśni, zaburzenie statyki postawy (czasami bywa też, że pobrany mięsień może ulec martwicy) – tłumaczy Dominika Donde-Antepowicz. – Operacja trwa dłużej, długotrwała i bolesna jest też rekonwalescencja. Wyniki odległe nie zawsze są takie dobre, jak oczekiwałaby pacjentka.

Rekonstrukcja z wykorzystaniem implantu

Implanty zbudowane są z silikonowej osłonki wypełnionej żelem silikonowym lub roztworem soli fizjologicznej. Mogą być okrągłe (wtedy piersi są uniesione do góry) lub mieć anatomiczny kształt łezki. Umieszczane są pod mięśniami, które stanowią dla nich osłonę. W niektórych przypadkach przed założeniem implantu niezbędne jest użycie ekspandera rozciągającego skórę na klatce piersiowej. Rekonstrukcja piersi za pomocą implantu, czyli prosta operacja z minimalną ilością blizn, sprawdza się u kobiet w każdym wieku. Zabieg jest krótszy niż operacja z użyciem własnej tkanki, w dużo krótszym czasie powracamy też po niej do formy. W przypadku rekonstrukcji z wykorzystaniem implantów silikonowych lub poliuretanowych – nawet po dwóch, czterech tygodniach. Warunkiem przeprowadzenia zabiegu jest dobry stan skóry, czasami więc ten rodzaj rekonstrukcji jest niemożliwy do przeprowadzenia u kobiet poddawanych radioterapii.

Rekonstrukcja łącząca obie powyższe metody, czyli przeszczepienie płatu skóry (wraz z mięśniem z brzucha lub z pleców) ze wszczepieniem implantu to zabieg stosowany w szczególnych przypadkach.

Co dalej?

Czasami jeśli operacji jest poddawana jedna pierś, korekty może wymagać także pierś zdrowa, by biust był symetryczny. Bez większych problemów można też zrekonstruować brodawkę sutkową – przez takie podniesienie skóry odtwarzanej piersi, by utworzyła „guziczek”. Lekarze odtwarzają też ciemniejszą otoczkę sutkową – dzięki tatuażowi lub wykorzystaniu fragmentu ciemniejszej skóry pobranej z pachwiny lub wargi sromowej. – Operacja taka jest względnie lekka i bezbolesna – mówi Dominika Donde-Antepowicz.

Przy zabiegach rekonstrukcji piersi coraz częściej wykorzystuje się nową metodę o nazwie LipiVage. Dzięki transferowi tkanki tłuszczowej pobranej od pacjentki, lekarze mogą dokonywać korekty ubytków tkankowych czy różnego rodzaju asymetrii.

O implantach informujmy lekarza pierwszego kontaktu oraz specjalistów zajmujących się diagnostyką medyczną. Wykonanie niektórych badań wymaga w takim wypadku zastosowania specjalnych metod.

Koszty

Badania, wynagrodzenie chirurga, znieczulenie, koszt implantu, pobyt w szpitalu – wszystko to musimy wziąć pod uwagę, obliczając koszt zabiegu. Rekonstrukcja z użyciem implantu jest mniej kosztowna niż operacja z użyciem tkanki własnej pacjentki, a rekonstrukcja natychmiastowa jest tańsza niż odroczona. W dużej części przypadków (poza nierefundowaną przez NFZ mastektomią profilaktyczną) NFZ lub ubezpieczyciel pokrywają całość lub większość kosztów związanych z rekonstrukcją. Powinnyśmy wziąć pod uwagę, że jeśli chcemy skorzystać z procedur lub implantów droższych, niż przewiduje określony przez NFZ limit, będziemy musiały za nie dopłacić z własnej kieszeni. Na przykład maksymalna refundacja za implanty wynosi 250 zł za sztukę – co wystarcza tylko na podstawową, standardową wersję.

Konsultacja naukowa: dr n. med. Krzysztof Pławski, specjalista chirurgii onkologicznej, od 15 lat zajmujący się chirurgią piersi.

Mastektomia prewencyjna (profilaktyczna)

Świadomość, że można usunąć piersi na życzenie, jest bardzo niska – zainteresowanie tą tematyką wzrosło nieco, kiedy na prewencyjną mastektomię zdecydowała się Angelina Jolie. Wskazaniem do takiego zabiegu są badania genetyczne potwierdzające wysokie ryzyko zachorowania na nowotwór, powiązane z obecnością genów BRCA1 lub BRCA2. Szacuje się, że ok. 3–5 proc. pacjentek z rakiem piersi jest nosicielkami mutacji tych genów. U pacjentek z mutacją w genie BRCA 1 /2 ryzyko wystąpienia raka piersi wynosi ok. 85–90 proc. Badanie w kierunku mutacji genów jest proste – wymaga zwykłego pobrania krwi. Kosztuje ok. 300 zł, ale osoby, w których rodzinie były przypadki zachorowań na raka, mogą zrobić je bezpłatnie. Dodatni wynik badania może być wskazaniem do usunięcia zdrowej piersi w obawie przed nowotworem, bo w wielu przypadkach jego pojawienie się jest po prostu kwestią czasu. Zwykle usunięcie piersi i wszczepienie implantu ma miejsce podczas jednej operacji. W miejscu piersi lekarze umieszczają ekspanderoprotezę, która przez kolejne miesiące będzie napełniana specjalnym płynem aż do osiągnięcia właściwych rozmiarów. W pierwszym etapie można także wszczepić ekspander, a po uzyskaniu oczekiwanego kształtu piersi, podczas drugiej operacji, wszczepić endoprotezę. Taka procedura pozwala na ewentualna korektę kształtu piersi.

W Polsce kobiety, u których zdiagnozowano obecność genu BRCA, decydują się raczej na częstsze kontrolowanie stanu piersi. Zdaniem niektórych lekarzy tak jest znacznie lepiej, bo mieli przypadki wystąpienia nowotworu piersi, pomimo mastektomii. Wówczas rak pojawia się na okolicznych tkankach. Potrafi umiejscowić się tak niefortunnie, że długo nie będzie widoczny np. pod implantem.

Rekonstrukcja? - Trzeba chcieć

O swoich doświadczeniach z rekonstrukcją piersi mówi Ewa Grabiec-Raczak, prezes Zarządu Stowarzyszenia „Amazonki” Warszawa-Centrum:

Diagnozę dotyczącą nowotworu usłyszałam w 1998 roku. W takich momentach myśli koncentrują się wokół tego, żeby przeżyć, a wszelkie inne problemy tracą na znaczeniu. Po zakończeniu terapii z żalem wyrzuciłam wszystkie bluzki na ramiączkach, ale uważałam, że brak piersi w żaden sposób nie przeszkadza mi normalnie żyć. O tym, że zaczęłam rozważać rekonstrukcję, zadecydowały… zajęcia na basenie. W przebieralni czułam się niekomfortowo, mimo że kostium kąpielowy dla amazonek pozwalał ukryć brak piersi. Potem znowu sprawa zeszła na dalszy plan, bo wróciłam do pracy. Decyzja o rekonstrukcji jest niezwykle trudna do podjęcia w momencie, kiedy po zakończonej terapii już nic człowiekowi nie dolega – a tu trzeba się poddać kolejnej operacji, narazić na skutki narkozy, przewidzieć długą i czasem bolesną rekonwalescencję, zaplanować długoterminowe zwolnienie lekarskie. Trzeba naprawdę tego chcieć. Mnie po ładnych kilku latach zmobilizowały kłopoty z kręgosłupem wynikające z jego nierównomiernego obciążenia. W 2007 roku miałam operację. Czekałam na nią pół roku. Trafiłam do bardzo dobrych lekarzy, którzy przedstawili mi różne opcje. W szpitalu spędziłam pięć dni i muszę przyznać, że po rekonstrukcji bolało mnie bardziej niż po mastektomii, choć nie jest to regułą. Przez miesiąc byłam na zwolnieniu, co dwa, trzy tygodnie musiałam kilka razy zgłaszać się do lekarza na dopełnianie protezy solą fizjologiczną. Gdybym wiedziała, że znikną dolegliwości kręgosłupa i że będę się czuła bardziej swobodnie, zdecydowałabym się pewnie wcześniej. Trzeba jednak zaznaczyć, że efekt takiej operacji nie jest spektakularny. Nie mówi się też wiele o tym, że korekty wymaga również zwykle zdrowa pierś (przy nowej piersi ta druga wygląda kiepsko), a to już jest operacja plastyczna, bez wskazań zdrowotnych – czyli nierefundowana. Trzeba się więc liczyć z kosztem od pięciu tysięcy złotych wzwyż. Wciąż też za mało się mówi o tym, że wcześnie wykryty nowotwór pozwala zwykle rozważyć możliwość tzw. rekonstrukcji jednoczasowej. Szybka reakcja nie tylko więc daje lepsze szanse na wyleczenie, ale także pozwala zachować urodę – niestety, wie o tym wciąż bardzo niewiele kobiet.

  1. Zdrowie

Mastektomia - czy w chorobie nowotworowej można walczyć o zachowanie piersi?

Fot. iStock
Fot. iStock
Czy mastektomia jest zawsze konieczna, dlaczego wzrasta zachorowalność kobiet na raka piersi i czy mogą liczyć na leczenie najnowszymi lekami – mówi prof. Tadeusz Pieńkowski, kierownik Kliniki Onkologii i Chirurgii Europejskiego Centrum Zdrowia w Otwocku.

Nie najlepiej. Wyniki leczenia są w Polsce gorsze niż w tych krajach, do których chcielibyśmy dążyć, no i są także gorsze niż średnia w Unii Europejskiej w tym zakresie. Ryzyko zachorowania Polki jest wprawdzie dwa, trzy razy mniejsze niż Szwedki, Norweżki czy Brytyjki, natomiast tragedia Polek polega na tym, że jak już zachorują, to szanse ich przeżycia są mniejsze niż szanse pań w tamtych krajach.

Z czego to wynika?
Po pierwsze, z absolutnie za niskich nakładów finansowych na onkologię, które są, per capita, na poziomie 28 procent średnich nakładów w UE. Po drugie, ze sposobu, w jaki to leczenie jest w Polsce finansowane. Po trzecie, nowotwory wykrywa się zbyt późno. Ale moim zdaniem najważniejszy powód to zła koordynacja leczenia. Bo jeżeli nawet każda z metod – operacja, chemioterapia, radioterapia – wykonywana jest dobrze, to ich skoordynowanie pozostawia wiele do życzenia. Kolejnym problemem jest zwiększająca się liczba chorych, a za mała tych, którzy mają się nimi zajmować. Naprzeciwko 400 tysięcy chorych, u których kiedykolwiek rozpoznano raka złośliwego, staje kilkuset chirurgów i radioterapeutów i jeszcze mniej patomorfologów. Liczba zachorowań na raka piersi rośnie w Polsce szybciej niż dostępność do diagnozy i leczenia, a szczególnie tragiczna jest dostępność do nowoczesnych sposobów diagnozowania. Obecnie wiadomo, że zachorować może każda kobieta, w każdym wieku, już od 20. roku życia. Największe prawdopodobieństwo dotyczy kobiet między 50. a 70. rokiem życia, potem ryzyko zachorowań maleje. To ryzyko rośnie w każdej grupie wiekowej, a w grupach młodszych nawet szybciej.

Znamy przyczyny takiej tendencji?
Wpływa na nią kumulacja czynników, które promuje nasza cywilizacja i które są bardzo trudne czy wręcz niemożliwe do kontroli. Podstawową przyczyną jest późne rodzenie pierwszego dziecka, a także bezdzietność. Czynnikiem zwiększającym ryzyko jest coraz niższy wiek pierwszej miesiączki, co generalnie związane jest z dobrymi warunkami życiowymi i opóźnianie wieku, kiedy następuje ostatnia miesiączka, co z kolei jest skutkiem hormonalnej terapii zastępczej. Wiadomo bowiem, że leki hormonalne, które kobiety przyjmują po wygaśnięciu fizjologicznego okresu miesiączkowania, zwiększają ryzyko zachorowania. Kolejnym czynnikiem jest nadwaga. I co pani zdaniem możemy z tych czynników wyeliminować?

Nadwagę.
Tak. Pozostałe czynniki są trudne do wyeliminowania, ponieważ presja cywilizacyjna tak działa, że kobiety odkładają decyzję o rodzeniu dzieci. Liczba zachorowań będzie więc rosła. To, co możemy zrobić, to wykryć chorobę w bardzo wczesnej fazie. Polski system badań przesiewowych, który ma temu służyć, jest dobrze skonstruowany, tylko w praktyce nie działa tak, jak powinien. Od 2006 roku, kiedy powstał, powinien objąć 80 procent kobiet, a obejmuje tylko 40 procent.

Od czego zależą rokowania i metody leczenia chorej?
Od tego, czy nowotwór znajduje się tylko w piersi, czy też w węzłach chłonnych i innych narządach oraz od jego cech biologicznych, które określają jego zdolność do proliferacji (rozrostu) i podatność na różne metody leczenia. Na przykład raka piersi z nadmierną ekspresją receptora HER2 dodatniego leczymy zupełnie inaczej niż raka piersi, który ma ekspresję receptorów estrogenowych. Ale poza tym, że rozpoznajemy generalnie pięć różnych typów raka piersi, to każdy ma inne zaburzenia w swojej biologii, inaczej rokuje i poddaje się innemu rodzajowi leczenia. I te cechy – niezależne od masy nowotworu – są niejako do niego przyrodzone. Szalenie korzystne dla chorych kobiet jest rozpoznanie nowotworu w niewielkim zaawansowaniu.

Czas ma znaczenie?
Rak piersi nie wymaga podejmowania decyzji w trybie pilnym, czyli nie dzisiaj ani jutro. Kobieta, którą to nieszczęście spotkało, musi mieć czas na zorganizowanie swojego życia rodzinnego, opieki nad dziećmi, ułożenie spraw zawodowych. Zaleca się, żeby chora zasięgnęła opinii dwóch, trzech lekarzy, ale powinna zachować jakąś granicę zdrowego rozsądku i na coś się zdecydować. Od rozpoznania do podjęcia leczenia „złoty” okres to trzy tygodnie.

Wiele chorych kobiet, podobnie zresztą jak lekarzy, uważa, że najlepiej pierś odciąć i będzie spokój.
Tak myśli się na całym świecie. Onkologia u swego zarania, czyli u schyłku XIX wieku, była praktycznie dziedziną chirurgii, to znaczy chorych na raka leczono głównie operacyjnie. Obecnie ogromny rozwój genetyki, biologii molekularnej spowodował, że rozpoznajemy nowotwory nie tylko w umiejscowieniu narządowym, czyli nowotwory płuc, piersi, jelit, ale także określamy ich cechy biologiczne – na przykład ekspresję białek, receptorów, różne mutacje. Ponieważ komórki nowotworowe różnią się biologią, mają też odmienny przebieg rozwoju, inne są rokowania i podatność na różne metody leczenia. Kiedyś niektóre guzki, na przykład tuż pod sutkiem, były wskazaniem do mastektomii, dzisiaj już tak nie jest.

Ale zmiana wiedzy następuje w sposób kroczący, to się nie dzieje natychmiast. Myślenie, że jak amputuje się pierś, to będzie spokój, jest myśleniem magicznym.
Wiadomo bowiem, że kobiety o podobnym zaawansowaniu choroby, leczone mastektomią czy operacją oszczędzającą, żyją tyle samo. W przypadku operacji oszczędzających odnotowuje się nieco więcej nawrotów miejscowych, ale na całkowite przeżycie to się nie przekłada.

Odchodzi się od mastektomii, bo najgroźniejsze są przerzuty odległe?
Zdecydowanie tak. Nie bez znaczenia jest fakt, że operacje oszczędzające zmniejszają kalectwo, przyśpieszają gojenie ran. Dlatego ze wszech miar należy je propagować, zresztą jednym z kryteriów jakości ośrodka jest to, jaki procent chorych mających potencjalne wskazanie do leczenia oszczędzającego jest leczonych w ten sposób. Myślę, że w Polsce – ciągle za mało.

Dlaczego tak rzadko wykonuje się jednoczesne rekonstrukcje piersi?
Z medycznego punktu widzenia tylko część kobiet może mieć tak wykonane operacje. Jednoczesnej rekonstrukcji nie mogą być poddane chore, które czeka radioterapia, bo napromieniowanie może zniweczyć efekt rekonstrukcji. Takie operacje są też dla zespołów operacyjnych większym wyzwaniem – trwają dłużej niż same operacje leczące, wymagają zatrudnienia dodatkowych specjalistów. Kobiety mają prawo do rekonstrukcji odroczonych, ale nie są dobrze o tym informowane.

Angelina Jolie zdecydowała się na profilaktyczną obustronną mastektomię, ponieważ miała mutację genu BRCA1 i zwielokrotnione ryzyko zachorowania. Czy powinnyśmy badać się na obecność mutacji tego genu?
Każda kobieta może zrobić sobie takie badanie, nawet gdy ryzyko zachorowania jest zerowe, ale refundowane są tylko kobietom z grupy ryzyka, czyli tym, które miały w najbliższej rodzinie chorych na tego typu raka. NFZ nie refunduje także profilaktycznej mastektomii, argumentując, że jest to działanie chirurgiczne wobec osób zdrowych, które jest rodzajem okaleczania obarczonego ryzykiem powikłań. No, ale przecież refunduje się szczepienia dzieci, które też mogą wywoływać reakcje niezgodne z oczekiwaniami. To wszystko jest niespójne i bardzo rozmyte. Nie każda kobieta, która ma mutację genu BRCA1, zachoruje, ale profilaktyczna mastektomia zmniejsza ryzyko zachorowania do 1–2 procent.

Czy są nowe leki?
Od lat wiadomo, że kobiety z HER2 dodatnim powinny dostawać herceptynę. Okazało się, że jeżeli dodać do niej drugi lek, pertuzumab, to tak leczone kobiety z przerzutami uogólnionymi raka piersi przeżywają 56 i pół miesiąca, czyli prawie pięć lat. Tak spektakularnego wyniku nie widziano od 30 lat! Te badania były już publikowane wcześniej, ale nasze ministerstwo odrzuciło refundację tego leku, może teraz coś się zmieni, bo trudno obalić tak przekonujące wyniki. To będzie naprawdę dobra wiadomość wtedy, kiedy ten lek stanie się realnie dostępny. Są kraje, na przykład Niemcy i Francja, w których lek w momencie zarejestrowania jest automatycznie refundowany. W Polsce zaczyna się wtedy cały proces liczenia kosztów, który trwa latami.

O czym nie wolno zapominać w kontekście raka piersi?  
Regularne badania, czyli USG i mammografia, to podstawa. Ale powtórzę raz jeszcze to, na co już dawno zwrócono uwagę na świecie – czynnikiem wpływającym na rokowania jest organizacja leczenia. Dlatego wymyślono koncepcję ośrodków diagnostycznych i leczniczych, działających pod wspólnym kierownictwem, zobowiązanych do przyjmowania wszystkich chorych niezależnie od zaawansowania choroby i zajmujących się nimi tak długo, jak tego wymagają. Kolejnym problemem, o którym w ogóle się nie mówi, jest wsparcie dla rodzin, które w opiekowaniu się chorymi skazane są tylko na siebie. A te osoby muszą odpocząć, odreagować stres. Trza znaleźć sposób, żeby im pomóc. Powinniśmy też zająć się ozdrowieńcami, którzy przebyli leczenie, ale żyją z obciążeniem ryzyka nawrotu choroby i stykają się z problemem stygmatyzacji, wykluczenia. To bardzo ważne, ponieważ liczba wyleczonych będzie rosła. Kobieta chora na raka piersi ma w Polsce szansę przeżycia średnio 20 lat, czyli będzie żyła w cieniu tej choroby znaczną część życia. Należy pomóc jej w powrocie do normalnego funkcjonowania zawodowego, rodzinnego.

Tadeusz Pieńkowski: profesor, kierownik Kliniki Onkologii i Chirurgii Europejskiego Centrum Zdrowia w Otwocku, prezes Międzynarodowego Towarzystwa Senologicznego, federacji regionalnych i narodowych stowarzyszeń zajmujących się problemami dotyczącymi diagnostyki i leczenia chorób piersi.

  1. Zdrowie

Złe substancje, złe nawyki przyczyną nowotworów

Fot. iStock
Fot. iStock
Jeśli mówimy o walce z rakiem, trudno pominąć tę sztukę walki, która opiera się na unikaniu ciosów. Istnieją bowiem okoliczności, substancje, nawyki, o których wiadomo, że są współodpowiedzialne za rozwój różnych nowotworów. Warto więc z nich zrezygnować lub ich unikać. Niby już o tym wiemy, ale nigdy dość powtarzania.

Oto czarna dziesiątka

1. Tytoń

Palenie tytoniu – papierosów z filtrem lub bez, cygar, fajki, jak również e-papierosów i wszelkich odmian light – stanowi poważne zagrożenie rakiem. Paleniu należy przypisać nowotwory płuc, gardła, krtani, żołądka, trzustki, nerek, pęcherza moczowego. Wyraźna jest zależność między paleniem tytoniu a liczbą zachorowań w poszczególnych krajach i regionach. W Skandynawii i USA, gdzie już dawno wprowadzono ostrą politykę antynikotynową, spadła liczba zachorowań na raka płuc i inne nowotwory nikotynozależne. Co ważne i potencjalnie zachęcające dla palaczy – z każdym rokiem abstynencji nikotynowej organizm jest zdrowszy i mniej narażony na chorobę. Tak więc kochaj, ale rzuć.

2. Alkohol

Czerwone wino w małych dawkach działa prozdrowotnie, ale w nadmiarze każdy alkohol zdecydowanie szkodzi, bez względu na gatunek oraz jakość. Ryzyko wzrasta wraz z ilością spożywanego trunku. Alkohol może prowadzić do powstawania nowotworów nie tylko wątroby, ale zwłaszcza raka jamy ustnej, gardła, krtani, przełyku, jak również raka piersi. Produktem metabolizmu alkoholu w organizmie jest aldehyd octowy, będący silnie toksycznym związkiem chemicznym, który może uszkadzać materiał genetyczny komórek (DNA) i zaburzać mechanizmy jego naprawy. Co ważne! Fatalne jest skojarzenie picia z paleniem. Alkohol potęguje bowiem karcenogenne oddziaływanie dymu papierosowego.

3. Azbest

A raczej azbesty, czyli cała grupa materiałów budowlanych, dawniej szalenie popularnych, a dziś uznawanych za rakotwórcze i wycofywanych z użycia. Azbest wywołuje gros przypadków międzybłoniaka opłucnej. Wykorzystywany był jako wzmocnienie eternitu, jako materiał izolacyjny, także do wyrobu tkanin i farb ogniotrwałych. Szerokie zastosowanie azbestów – których toksyczne uwalniające się cząsteczki (mikrostrzępki w powietrzu) z łatwością przedostają się (przez wdychanie i połykanie) do ludzkiego organizmu – powoduje, że wciąż jesteśmy nimi zagrożeni. Ciągle jeszcze zdarza się widzieć azbest na dachach polskich domów, a zwłaszcza altanek i budynków gospodarczych. Należy go jak najszybciej usunąć z ogromną ostrożnością, co oznacza odzież ochronną dla wykwalifikowanych pracowników wykonujących tę czynność oraz odpowiednią utylizację szkodliwego materiału, najlepiej poprzez zakopanie pod ziemią na wskazanych terenach i na odpowiedniej głębokości. Z racji wykonywanej pracy na kontakt z tą substancją szczególnie narażeni byli mechanicy samochodowi, producenci kotłów, stolarze, monterzy, elektrycy, hutnicy, stoczniowcy i kolejarze. Wdychanie azbestu ułatwia przyswajanie innych toksyn. Skojarzenie: azbest plus papierosy potęguje ryzyko raka.

4. Siedzący tryb życia

Brak ruchu, brak czasu na spacer, a tym bardziej na uprawianie sportu również przyczyniają się do rozwoju chorób nowotworowych. Najnowsze badania wykazały, że hasło „sport to zdrowie" to nie pusty slogan. Nawet 20-minutowy spacer dziennie zmniejsza ryzyko zachorowania na raka o 20 procent.

5. Zła dieta

Mówi się, że tak jak problemem nr 1 w walce z rakiem w minionym stuleciu był nikotynizm, tak teraz należy walczyć o zdrową żywność (patrz: rozmowa z dr Pająk), a przeciwko otyłości. Nie jest tak, że narażamy z własnej woli tylko swój układ pokarmowy. Zbadano, że otyłość i nadwaga są przyczyną nowotworów okrężnicy, nowotworów piersi, nowotworów trzonu macicy, gruczolakoraków przełyku, nowotworów nerki i nowotworów pęcherzyka żółciowego. Naukowcom udało się wykazać szczególny dodatni związek pomiędzy otyłością a ryzykiem rozwoju raka piersi u kobiet po menopauzie, raka okrężnicy i odbytnicy oraz raka nerki. Najgroźniejsza jest tzw. opasłość brzuszna, która destabilizuje poziom hormonów. Otyłe kobiety, poza tym, że są bardziej narażone na chorobę, gorzej się leczą.

6. Dodatki do żywności

Glutaminian sodu i inne utrwalacze, konserwanty, emulgatory i poprawiacze smaku, wyglądu, konsystencji itp., żywność przetworzona chemicznie. Wprawdzie stale rośnie nasza świadomość co do szkodliwości wielu produktów spożywczych i coraz częściej czytamy etykiety, a także szukamy producentów zdrowej żywności, ale licho nie śpi i lista składników z serii E jest długa.

7. Grillowanie

Latem ulubiona forma spędzania czasu Polaków. Bywa groźne, jeśli nie znamy zasad zdrowej obróbki termicznej żywności. Problemów związanych z grillowaniem jest kilka: po pierwsze, węgiel, po drugie, mięso, po trzecie, tłuszcz. Badania wykazały, że smażenie mięsa w bardzo wysokiej temperaturze powoduje, że na jego powierzchni tworzą się substancje szkodliwe, zwane aminami. Prawdopodobnie toksyczne są też osiadające na mięsie opary przypalanego na drewnie tłuszczu. A już spalenizna, czyli lubiane przez niektórych kawałki porcji nieco zwęglone, zawiera silnie trujący benzopiren. Zresztą już samo stanie przy grillu i wdychanie dymu jest groźne, bo z płonącego brykietu, rozpałki i tłuszczu uwalniają się dioksyny i furany w naprawdę znaczących ilościach. Całe szczęście, że grilluje się tylko od czasu do czasu, głównie latem. Natomiast wątek dotyczący toksyczności spalenizny warto wziąć sobie do serca na wypadek wszelkiego smażenia czy pieczenia. A na ruszt częściej rzucać ryby i warzywa.

8. Smog

Wspomniane przy okazji grillowania związki rakotwórcze: benzopiren, dioksyny, furany – to najgroźniejsze substancje unoszące się w silnie zanieczyszczonym powietrzu, czyli w smogu. Odnotowano to np. niedawno w Krakowie. Takie „chmury” trują, wnikając przez drogi oddechowe, ale nie tylko. Zbadano, że przedostają się do organizmu również w żywności, skoro obecność dioksyn stwierdzono nawet w jajkach od kur z wolnego wybiegu w zasmogowanym rejonie.

9. Opalanie bez umiaru

To akurat jest już powtarzane jak mantra: promieniowanie słoneczne, a konkretnie ultrafioletowe, czyli UV w nadmiarze przyczynia się do powstania raka skóry, czerniaka i nie tylko. Nadmiar promieni (czy to od naturalnego słońca, czy z solarium) może także doprowadzić do innych chorób skóry, chorób oczu, oparzenia czy spadku odporności. Jednak zdrowo jest poopalać się kwadrans bez ochrony – dla potrzeb powstania witaminy D. Jej obecność w organizmie w odpowiedniej dawce ma silne działanie antynowotworowe i może zapobiegać ponad połowie nowotworów. Tak więc słońce jest nam potrzebne jak tlen. Ale bez przesady. Po kwadransie w promieniach trzeba się schronić. Oczywiście najlepszym schronieniem jest naturalne – w cieniu. Kremy z filtrami bowiem to oczywiście chemia, a jak chemia, to potencjalnie substancje karcenogenne. Nie sięgajmy po tubki z preparatami zawierającymi składniki, których nazwy zaczynają się od: methyl..., propyl..., butyl..., ethyl..., trieth..., dieth...

10. Wirusy

Nigdy dość ostrożności w okolicznościach sprzyjających zarażeniu się wirusem prowadzącym potencjalnie do zachorowania na raka. Wiadomo, że wirus HPV sprzyja nowotworom szyjki macicy. Istnieje szczepionka przeciw HPV, którą najlepiej zaszczepić się przed podjęciem aktywności seksualnej. Potem wskazana jest odpowiedzialność w doborze partnerów i zasadach współżycia. Tak samo za pierwotnego raka wątroby w większości przypadków odpowiedzialne są wirusy i jest przewlekłe zakażenie HBV i HCV.  Przeciwko zakażeniu HBV trzeba się szczepić. Trudniej, jeśli chodzi o profilaktykę HCV. W zasadzie polega ona na kontroli krwi i produktów krwiopodobnych, unikaniu stosowania igieł wielokrotnego użytku podczas zabiegów medycznych i niemedycznych (np. tatuażu) oraz przestrzeganiu zasad higieny osobistej.

  1. Zdrowie

Jak dbać o nerki i płuca?

Ilustracja: iStock
Ilustracja: iStock
Nerki lubią ciepło, a płuca dobre otoczenie. Co to dokładnie oznacza – wyjaśnia Alicja Kowalska-Dorscheid, specjalistka i praktyk Tradycyjnej Medycyny Chińskiej.

Nerki lubią ciepło

Szczególnie chrońmy dolną część pleców, bo właśnie tam znajduje się centrum naszej witalności. Najczęściej jednak zimno doprowadzamy do organizmu sami – jemy za dużo oziębiających i wprowadzających wilgoć produktów. Zatem starajmy się jeść regularnie, w spokoju, najlepiej trzy ciepłe posiłki dziennie. Urozmaicone, bo jednorodne diety i głodówki nie sprzyjają nerkom. Bardzo wskazane są długo gotowane zupy. Nerkom przypisany jest smak słony, zatem z soli nie rezygnujmy, ale pamiętajmy, że w nadmiarze oziębia.

Dieta dla nerek: mięso z kurczaka, wołowina, jagnięcina, baranina, dziczyzna; jęczmień, kukurydza, orkisz, owies, słodki ryż – najlepiej prażone, przyrządzane bez tłuszczu; cebula, dynia, fasola, groch, kapusty wszelkiego rodzaju, kasztany jadalne, por, soczewica, ziemniaki; z przypraw cynamon, owoce jałowca, kminek, koper, kolendra, oregano, wanilia; ostre przyprawy, takie jak czosnek (w niewielkich ilościach), goździki, imbir, pieprz, rozmaryn i tymianek (suszone); świeże przyprawy – pietruszka, szczypiorek, tymianek, szałwia; z ryb i owoców morza: okoń, pstrąg i kraby; niewielkie ilości sera owczego i koziego; suszone owoce – morele, rodzynki, orzechy włoskie, nasiona słonecznika, herbata z anyżu, imbiru, lukrecji; niewielka ilość czerwonego wina.

Czego unikać? Wszystkiego z zamrażarki; surowych oziębiających warzyw i owoców, takich jak ogórki, pomidory, sałaty, owoce cytrusowe; mleka i kwaśnych przetworów mlecznych, wprowadzających także niepotrzebną wilgoć do naszego organizmu; mocno solonych potraw i wędlin; alg; cukru; ostrych i gorących przypraw – pieprzu cayenne, chili, suszonego imbiru, pimentu, tabasco; energetycznie zimnych napojów, takich jak czarna i zielona herbata, woda mineralna, herbata miętowa.

Wybrane zioła wzmacniające Yang nerek: kłącze tataraku, ziele i ziarno owsa, kora cynamonowca cejlońskiego, ziele dziurawca, owoc jałowca, korzeń lubczyku, ziele rukwi wodnej, korzeń żeń-szenia, liść rozmarynu, ziele tymianku, nasiona kozieradki pospolitej, kłącze imbiru.

Płuca w dobrym otoczeniu

Gdy nasze Qi płuc jest osłabione, musimy zadbać o czystość. A gdy brakuje im energii Yang – o nawilżanie powietrza pomieszczeń, w których przebywamy. Rozpoznamy to po suchej skórze, wysuszonych śluzówkach, suchym kaszlu. Mogą nam w tym pomóc akwaria, rośliny, nawilżacze powietrza i inhalacje wodne, mokry ręcznik na kaloryferach. Przy alergiach zakłócających oddech pomocne są ćwiczenia oddechowe. Świadomy i pełny oddech wzmacnia nasze płuca, rozprowadza energię Qi po całym ciele. Odpręża, łagodząc tym samym napięcia, redukuje bóle. Należy też pamiętać, że płucom szkodzi długie siedzenie w pochylonej pozycji przy biurku – Qi oddechu może być w ten sposób zakłócone.

Dieta dla płuc: regularne, ciepłe posiłki; kukurydza, orkisz, owies, ryż; mięso z kurczaka, indyka i wołowina; karp, okoń, pstrąg; dynia, cebula (bardzo dobrze robi sok z cebuli); chrzan, czosnek, groch, imbir, wszystkie rodzaje kapusty, marchew, por, soczewica, ziemniaki; świeże zioła; cynamon, goździki, jałowiec, kminek, kolendra, kurkuma, gałka muszkatołowa, oregano, szafran, tymianek, rozmaryn, wanilia; migdały, orzechy włoskie, orzeszki ziemne, nasiona słonecznika, sezam; czereśnie, słodkie jabłka, winogrona; nieduże ilości alkoholu do gotowania; herbata z lukrecji, anyżu, kminku. Do płuc przynależy smak ostry, który w niewielkich ilościach działa korzystnie, w zbyt dużych – uszkadza energię płuc i jelita grubego.

Czego unikać? Zimnych energetycznie owoców cytrusowych, kiwi; także pomidorów, ogórków, sałat; produkujących śluz bananów, lodów i mrożonek; wszystkiego, co ma powiązania z cukrem; białej mąki; produktów mlecznych z wyjątkiem wzmacniającego płuca masła; produktów z soi; wieprzowiny; miętowej i zielonej herbaty, wody mineralnej.

Wybrane zioła wzmacniające Qi i Yang płuc: korzeń arcydzięgla, bylica estragonu, kłącze ostryżu długiego, ziele skrzypu, korzeń lukrecji, liść bluszczu, korzeń omanu wielkiego, korzeń lubczyku, ziele rukwi wodnej, korzeń żeń-szenia, liść rozmarynu, ziele tymianku, liść podbiału, kłącze imbiru, kwiat dziewanny.

Alicja Kowalska Dorscheid, specjalistka i praktyk Tradycyjnej Medycyny Chińskiej. Ukończyła Instytut für Phytotherapie oraz Heilpraktikerschule w Berlinie, gdzie zdobyła kompleksową wiedzę m.in. na temat ziołolecznictwa, diagnozy z tęczówki oka i homeopatii. Mieszka w Berlinie, prowadzi prywatną praktykę.

  1. Zdrowie

Oczyszczanie? Naturalnie!

Trzeba pić wodę, aby błonnik mógł pęcznieć i wędrować przez przewód pokarmowy. Każdy dzień powinniśmy zaczynać od napoczęcia półtoralitrowej butelki wody, którą późnym popołudniem napełnimy ponownie. (Fot. iStock)
Trzeba pić wodę, aby błonnik mógł pęcznieć i wędrować przez przewód pokarmowy. Każdy dzień powinniśmy zaczynać od napoczęcia półtoralitrowej butelki wody, którą późnym popołudniem napełnimy ponownie. (Fot. iStock)
Wiosną wszyscy chcemy się oczyszczać. Detoksykować. Rozważamy głodówki, niekiedy kuriozalne diety. Chcemy łyknąć pigułkę, ewentualnie wypić jakiś napar i mieć to oczyszczenie za sobą.

W duchu miłości do naszego ciała i wiary w moc organizmu oraz jedzenia zaproponuję jednak oczyszczanie spokojniejsze. Warto sobie przypomnieć, że nasze ciała są teoretycznie samowystarczalne. Wiadomo – czasem sami im szkodzimy aż nadto, pijąc alkohol, paląc, zjadając za dużo leków lub suplementów diety. Generalnie jednak ludzki organizm jest w stanie oczyścić się z większości szkodliwych substancji (chyba że przesadzimy z dawką). Ale ja dziś zajmę się normalnym życiem przeciętnego człowieka. Tych, którzy zjedli muchomora, odsyłam w trybie pilnym do lekarza.

Za oczyszczanie odpowiadają nerki oraz wątroba – choć i poprzez jelita pozbywamy się części niechcianych składników. Wątroba pełni w naszym organizmie kilka funkcji – tu zajmę się jedynie tematem filtrowania. 80 proc. krwi, która trafia do wątroby, dopływa żyłą wrotną (pozostałe 20 proc. pochodzi z tętnicy wątrobowej). To właśnie w żyle wrotnej są i składniki wchłonięte w przewodzie pokarmowym, i te „zebrane” z narządów. Co można, zostanie zneutralizowane, rozłożone i unieszkodliwione, po czym trafi ponownie do krwi, a z nią z kolei do nerek. One między innymi tworzą mocz. To nie tylko sposób na pozbycie się nadmiaru wody, tak również usuwane są z organizmu metabolity. Osocze krwi przepływającej przez naczynia włosowate kłębuszków nerkowych jest filtrowane, a co w organizmie niepotrzebne, trafia do ich środka (światła, jak to się fachowo nazywa) w związku z różnicą ciśnień. Część substancji transportowana jest jeszcze w mechanizmie pinocytozy (przenoszenie pojedynczych substancji). Dlatego tak zachęcam do picia wody oraz do radości wynikającej z siusiania. Im częściej, tym lepiej!

Ale to nie koniec. Błonnik w jelitach wiąże różne niepotrzebne nam substancje – załatwiając się, wydalamy je z organizmu. Dlatego należy pić wodę (tak, wiem, znowu to samo), aby błonnik mógł pęcznieć i wędrować przez przewód pokarmowy. Pamiętajmy o tym, że każdy dzień powinniśmy zaczynać od napoczęcia półtoralitrowej butelki wody, którą późnym popołudniem napełnimy ponownie! I jedzmy warzywa, pełnoziarniste produkty zbożowe i rośliny strączkowe. To powtarzane kolejny raz zalecenie, ale jakże ważne. One dostarczają nam antyoksydantów, które także chronią organizm przed szkodliwymi substancjami!

Dodam jeszcze do listy ruch. Dla detoksu, a i owszem! Jeżeli pobudzimy limfę w organizmie (uprawiając aktywność fizyczną, masując ciało czy chociażby szczotkując je), to również przyspieszy pozbycie się tego, co szkodliwe. Ruch pomaga w oczyszczaniu organizmu także poprzez zwiększenie wydzielania potu, wraz z którym wydalane będą niepożądane substancje.

A na koniec zasugeruję, że może warto zrobić sobie rachunek sumienia. I zastanowić się, z czego chcemy się oczyścić. Dobrze przeprowadzić analizę własnych poczynań i przyzwyczajeń. Ile z rzeczy, które jadamy, to produkty wysokoprzetworzone, w których składzie znajdują się barwniki, aromaty, konserwanty? To ich właśnie powinniśmy unikać – szczególnie w okresie detoksykacji.
Proszę, sprzątajmy nasze ciała, ale delikatnie, powoli, bez brutalnych działań. 

Katarzyna Błażejewska-Stuhr, dietetyczka kliniczna, psychodietetyczka. Autorka bloga kachblazejewska.pl, współautorka książki „Kobiety bez diety. Rozmowy bez retuszu”, Burda Media Polska.