1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Zdrowie
  4. >
  5. Chemia wokół nas - co nas truje, a czego nie należy się bać

Chemia wokół nas - co nas truje, a czego nie należy się bać

Liczba toksyn, z którymi zmaga się nasz organizm każdego dnia jest niewyobrażalnie duża. Czasem zagrożenie czai się tam, gdzie się nie spodziewamy. (Fot. iStock/Getty Images/Gallo Images)
Liczba toksyn, z którymi zmaga się nasz organizm każdego dnia jest niewyobrażalnie duża. Czasem zagrożenie czai się tam, gdzie się nie spodziewamy. (Fot. iStock/Getty Images/Gallo Images)
Szkodliwe związki chemiczne zawsze były, są i będą. Ważne, by w miarę możliwości ograniczać kontakt z nimi, czytać ulotki na produktach, zachowywać ostrożność, a przede wszystkim nigdy nie ulegać panice.

Wszystko jest trucizną i nic nie jest trucizną, tylko dawka ma znaczenie – mawiał Paracelsus, ojciec medycyny i toksykologii. Otaczają nas tysiące szkodliwych związków chemicznych. Część z nich występuje naturalnie w środowisku, np. metale ciężkie uwalniające się z wietrzejących skał, gleby, gorących źródeł. W atmosferze są tlenki siarki czy azotu. Póki nie ma tych związków w otoczeniu zbyt wiele, nie ulegamy zatruciu, bo mamy własne mechanizmy obronne. Gorzej radzimy sobie z substancjami, które sami wytworzyliśmy dopiero kilkadziesiąt lat temu – takimi jak polichlorowane bifenyle czy pestycydy. Nie potrafimy się do nich przystosować. Szkodliwa „chemia” to także składniki detergentów, kosmetyków i żywności. Liczba toksyn, z którymi zmaga się nasz organizm każdego dnia, jest niewyobrażalnie duża. Czy jesteśmy wobec nich całkiem bezbronni i chłoniemy je jak gąbka? Jak możemy minimalizować działanie agresywnych związków?

Dywan z wkładką

Nauczono nas już, że musimy sprawdzać składy, czytać etykiety, bo wszędzie mogą czaić się szkodliwe substancje. Ale na ogół nie myślimy o tym, co zagraża nam we własnym domu. Tymczasem najciemniej pod latarnią. Gdzie tkwi potencjalne źródło problemu? Na przykład w dywanach, w których mogą „mieszkać” pestycydy przynoszone na obuwiu (np. z ogródka). W łazience może się wydzielać rakotwórczy chloroform. Co można na to poradzić? Po pierwsze, zrezygnować z dywanów i chodników, które są siedliskiem wielu szkodliwych związków, i zaprzyjaźnić się z łatwym do utrzymania w czystości parkietem lub gresem. No i regularnie łazienkę wietrzyć.

Gorzej, gdy nie możemy uniknąć zagrożeń, jak np. w przypadku trujących materiałów budowlanych. Niektóre wydzielają opary, inne pylą, a jeszcze inne promieniują. Jednym z groźniejszych jest formaldehyd, który może się znajdować w meblach (najczęściej!), piankach, papie, lakierach, barwnikach czy klejach. Działa drażniąco, uczulająco, a także rakotwórczo, dlatego stosując produkt z tym składnikiem, trzeba osłonić drogi oddechowe i dobrze przewietrzyć pomieszczenie. Na szczęście emisja formaldehydu z czasem maleje. Bardzo szkodliwe są rozpuszczalniki organiczne zawarte w niektórych lakierach, żywicach, klejach czy farbach. Benzen i toluen mogą prowadzić nawet do nowotworów. W panelach podłogowych, skrzydłach drzwiowych, wykładzinach może się znajdować chlorek winylu, a w sztucznych obiciach foteli i kanap – fenole, które stopniowo uwalniają się do atmosfery. Oczywiście, nie ma sensu wpadać w panikę, bo większość produktów ma atesty i została przebadana pod kątem bezpieczeństwa dla zdrowia. Jeśli jednak zaczynamy się gorzej czuć, mamy problem z oddychaniem albo kłopoty ze skórą, odczuwamy ból głowy i ciągłe zmęczenie, to bardzo prawdopodobne, że szkodzą nam substancje z naszego najbliższego otoczenia.

Domowa chemia szkodzi płucom

Szorując wannę czy zmywając podłogę, nie unikniemy kontaktu z detergentami. Bo co prawda wkładając gumowe rękawice, chronimy skórę, ale płuca i tak są narażone na wdychanie szkodliwych substancji zawartych w płynach czyszczących. Jak jest to groźne, pokazały badania przeprowadzone przez specjalistów z Uniwersytetu w Bergen na 6 tys. uczestników European Community Respiratory Health Survey. Większość z nich stanowiły kobiety, które pracowały jako sprzątaczki. Naukowcy na podstawie analizy ich stanu zdrowia oceniali długoterminowy wpływ stosowania chemicznych środków czystości, a wyniki przedstawiono na łamach „American Journal of Respiratory and Critical Care Medicine”. Okazało się, że pod wpływem regularnego stosowania środków czystości (płynów, proszków, aerozoli) najbardziej cierpią płuca. Po 20 latach wyglądają, jakbyśmy palili paczkę papierosów dziennie.

Jak temu zaradzić? Najprościej „chemię” zastąpić ścierką, wodą i naturalnymi środkami czystości. Z pożytkiem dla zdrowia i portfela, bez szkody dla efektów sprzątania. Podstawę ekologicznych, bezpiecznych preparatów stanowi ocet spirytusowy, który likwiduje brud, plamy, usuwa przykry zapach i kamień. Do czyszczenia umywalki, wanny i baterii, wytarcia blatów, umycia okien i luster służy preparat przygotowany z octu i wody (1:1), z ewentualną domieszką spirytusu salicylowego. Płyn najlepiej wlać do dozownika ze spryskiwaczem. Toaletę z powodzeniem wyczyści ocet z sodą oczyszczoną, a podłogi umyje ciepła woda z dodatkiem kilku kropel olejku eterycznego (np. z drzewa herbacianego). Warto też zastanowić się nad zamiennikami chemicznych gadżetów, które choć ułatwiają nam życie, to jednak nie pozostają bez szkodliwego wpływu na zdrowie. Na przykład kulki przeciw molom warto zastąpić suszoną lawendą czy pokruszonym mydłem, a półki i szuflady wyłożyć gazetami (mole nie znoszą zapachu farby drukarskiej).

Parabeny nie są toksyczne

Unia Europejska dużo dyskutuje na temat związków zaburzających równowagę układu hormonalnego (EDC). Są to substancje obecne w kosmetykach, żywności i innych produktach, które wpływają na nasz układ hormonalny. Jednym z podejrzanych są parabeny, od lat pozostające pod pręgierzem krytyki. – Prawda jest taka, że są to najlepiej przebadane konserwanty, bezpieczne i nietoksyczne. Dwa z nich, propylparaben i butylparaben, rzeczywiście wykazują bardzo słabą zdolność proestrogenną, dlatego zostały skierowane do ponownych badań. Nikt się jakoś nie przejmuje tym, że parabeny są powszechnym składnikiem produktów farmaceutycznych (np. syropów) oraz żywnościowych, natomiast w przypadku kosmetyków od wielu lat jest larum –  mówi dr inż. Iwona Białas, chemiczka, kosmetolożka, safety assessor (ocenia bezpieczeństwo kosmetyku na podstawie informacji otrzymanych od producenta) w CosmetoSAFE Consulting.

Parabeny badano na wszystkie sposoby, m.in. na wrażliwej skórze dzieci poniżej trzeciego roku życia, również pod pieluchą, czyli w obszarze z naruszoną barierą naskórkową. Komitet Naukowy ds. Bezpieczeństwa Konsumentów (SCCS), organ doradczy w UE, uznał, że są bezpieczne. UE ma wyraźnie dość nagonki na parabeny, dlatego stworzyła wytyczne dla producentów. – Nie można już umieszczać na opakowaniach informacji, które deprecjonują dany składnik, np. paraben free. Jest to niezgodne z prawem – dodaje dr Białas.

Odsądzone od czci i wiary parabeny to w gruncie rzeczy najlepiej przebadane konserwanty. Bezpieczne i nietoksyczne (Fot. iStock) Odsądzone od czci i wiary parabeny to w gruncie rzeczy najlepiej przebadane konserwanty. Bezpieczne i nietoksyczne (Fot. iStock)

Pod lupą

Oprócz parabenów o działanie proestrogenne posądza się inne składniki, m.in. bisfenol A (BPA), szkodliwy dla zdrowia związek chemiczny używany do produkcji plastikowych opakowań. Jest on zakazany w Stanach, a od marca 2011 roku Komisja Europejska zakazała stosowania go do produkcji butelek dla dzieci ze względu na śladowe ilości tego składnika, który może działać kancerogennie i powodować zaburzenia hormonalne. – Podejrzenia dotyczące plastikowych opakowań kosmetyków są bezpodstawne, bo ogromna większość tworzyw sztucznych nie zawiera BPA – na żadnym etapie produkcji nie używa się tej substancji – mówi Kazimierz Borkowski z PlasticsEurope Polska. Na ławie oskarżonych „zasiadają” pyretroidy, substancje owadobójcze wchodzące w skład środków ochrony roślin. Złą sławę mają ftalany. Prawda jest taka, że nie wolno ich stosować od kilkunastu lat, a jeśli się pojawiają, to w śladowych ilościach. Ze względu na potencjalne działanie na układ hormonalny do ponownego badania pójdą też filtry UV: benzofenon-3 (mocno uczulający), oksybenzon (udowodniono jego szkodliwy wpływ na rafę koralową), oktokrylen, oktinoksat, homosalat. – Substancje te występują w produktach do opalania w dopuszczalnych dawkach i są całkowicie bezpieczne – uspokaja dr Białas.

Na razie nie ma jednoznacznego stanowiska naukowego, że wymienione substancje EDC są szkodliwe. Ale pamiętajmy, że po dokładnej analizie może się to zmienić.

Dużo się też dyskutuje o triklosanie. – Ten konserwant nie wpływa na układ hormonalny, wiadomo jednak, że rozkładając się, powoduje powstawanie szkodliwych dioksyn. W kosmetykach używa się go tylko w produktach spłukiwalnych, np. w mydłach – wyjaśnia dr Białas.

Wróćmy do Paracelsusa: nieważne, że produkt zawiera dany składnik (choćby kontrowersyjny), istotne jest, w jakiej dawce. Limity kosmetyczne są ustalone po to, żeby nie przekraczać dawek uznanych za bezpieczne.

Chemia na widelcu

Nie ma dziś praktycznie żywności wolnej od chemikaliów, bo nie ma uprawy, na której nie stosowano by środków ochrony roślin. Produkcja ekologiczna, w której chemii rolnej używać nie wolno, stanowi znikomą część w skali globalnej i nie jest w stanie wykarmić miliardów ludzi na świecie. Produkty nieskażone chemią są drogie, dostępne dla nielicznych. W dodatku niepozbawione pewnego ryzyka. – Żywność ekologiczna ma z zasady nie szkodzić środowisku, a nie służyć temu, aby była zdrowa. Jabłko ekologiczne będzie mniejsze i brzydsze, ale jeśli nie zawiera grzybów, szkodników, toksycznych metabolitów grzybów pleśniowych, to jego jakość jest praktycznie taka sama jak owocu przemysłowego. Wyniki badań potwierdzają, że rośliny ekologiczne i nieekologiczne mają identyczną wartość odżywczą – tłumaczy prof. Paweł Struciński, kierownik Zakładu Toksykologii i Oceny Ryzyka Zdrowotnego w Narodowym Instytucie Zdrowia Publicznego – PZH. Produkcja masowa jest tańsza, ale aby przyniosła wysokie plony, trzeba stosować środki ochrony roślin. Od lat wzbudzają one ogromne kontrowersje. Te związki chemiczne, stosowane też w przechowalnictwie, niszczą owady, grzyby, chwasty, ślimaki. Nie są więc obojętne dla naszego zdrowia. Ale – znowu – wszystko zależy od dawki. – Pestycydy przechodzą przed zatwierdzeniem wieloetapowy, długotrwały proces oceny bezpieczeństwa dla człowieka i środowiska. Jeśli są stosowane w ściśle określonych warunkach, dawkach, we właściwych fazach rozwoju roślin uprawnych, jeśli zachowane są okresy karencji (czas od ostatniego zastosowania pestycydu do zbioru), to pozostałości pestycydów w owocach i warzywach nie stanowią, w świetle aktualnej wiedzy, zagrożenia dla zdrowia – podkreśla prof. Struciński.

Na pewno warto starannie myć owoce i warzywa, obierać je ze skórki. Pamiętajmy też, że pozostałości pestycydów wraz z paszą trafiają do organizmów zwierząt hodowlanych. Najwyższe ich poziomy są w wątrobie i innych podrobach.

Coraz częściej decydujemy się na kupno ekologicznych owoców i warzyw, niepryskanych, z plamkami. – Plamka plamce nierówna. Nie wiadomo, co się w niej kryje. Jedna może być zupełnie nieszkodliwa, a druga, nawet po wykrojeniu, może pozostawić wokół metabolit niektórych gatunków pleśni, np. rakotwórczą patulinę – ostrzega prof. Struciński.

Szkodliwym zanieczyszczeniem jest wielopierścieniowy węglowodór aromatyczny benzo(a)piren (WWA). – To genotoksyczny i niebezpieczny w każdej dawce czynnik rakotwórczy. Nawet minimalna jego ilość może powodować mutację w materiale genetycznym ludzi i zwierząt, przyczyniając się finalnie do rozwoju choroby nowotworowej. WWA dostają się do żywności w trakcie procesów wędzenia, ogrzewania i suszenia lub są rezultatem zanieczyszczenia środowiska naturalnego, zwłaszcza w przypadku ryb. Z „chemią” należy obchodzić się ostrożnie: minimalizować kontakt, stosować z umiarem, zgodnie z instrukcją i czytać ulotki, nawet jeśli wymaga to użycia lupy. Pamiętajmy, że wszystkie produkty, które jemy i których używamy, zostały dopuszczone po wielu badaniach pod kątem ich wpływu na nasze zdrowie. Wierzmy w swój organizm, który ma doskonałe mechanizmy obronne. Na pierwszej linii frontu stoi skóra. Dalej są wolne rodniki i układ krążenia, który zbiera toksyny z organizmu i przekazuje do wątroby, gdzie są rozkładane, i do nerek, gdzie są odfiltrowywane. Niepotrzebne lub szkodliwe substancje są też wydychane lub usuwane z kałem.

Ale przede wszystkim dbajmy o to, by nie zawładnął nami strach. Bo on świetnie się sprzedaje, a często szkodzi bardziej niż chemia.

 

 

 

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Moda i uroda

 „Nie ma planety B. Czytała Krystyna Czubówna.” 

(Fot. materiały prasowe Levi's)
(Fot. materiały prasowe Levi's)
Nie uratujemy planety kupując tę czy inną - bardziej ekologiczną - parę dżinsów, ale wybierając świadomie, możemy szkodzić mniej. Marka Levi’s zachęca: kupuj lepiej, noś dłużej, przekazuj, naprawiaj. A w ramach swoich proekologicznych działań zaprasza do współpracy głos, którego nie można pomylić z żadnym innym.

Nie ma planety B - hasło, które na dobre weszło do słownika osób, którym nie jest obojętny los Ziemi, stało się punktem wyjścia do scenariusza dwuminutowego filmu utrzymanego w konwencji dokumentu przyrodniczego, którego narratorką jest Krystyna Czubówna - polska dziennikarka, prezenterka programów informacyjnych oraz kultowa lektorka filmów przyrodniczych i audycji radiowych.

Fot. Roman Kotowicz/ForumFot. Roman Kotowicz/Forum

Wideo „Nie ma planety B. Czytała Krystyna Czubówna” pokazuje jakie działania podejmuje marka Levi’s w ramach tzw. zrównoważonej produkcji. Marka nieustannie wprowadza nieszablonowe rozwiązania dotyczące zmniejszenia negatywnego wpływu branży na klimat, inwestuje w materiały i technologie takie jak Cottonized Hemp i Organic Cotton, korzysta z technologii, w których zużywa się mniej wody, pracuje nad tym, aby zredukować zużycie zasobów naturalnych i sprawić, aby przemysł odzieżowy stał się bardziej przyjazny dla naszej planety.

Czy wiesz, że… średni cykl życia ubrania to jedynie 3 lata.

Czy wiesz, że… pranie ubrań, odpowiada za 23 proc. śladu wodnego w całym cyklu życia produktu?

Czy wiesz, że… globalnie, ⅓ mikroplastiku w środowisku naturalnym pochodzi z prania materiałów syntetycznych.

Czy wiesz, że… globalnie, mniej niż 1proc. ubrań jest poddawanych recyklingowi.

Czy wiesz, że... jeśli założysz ubranie tylko 5 razy zamiast 50, jego ślad węglowy związany z produkcją wzrośnie o 400%?

12 maja, w największych polskich miastach - Warszawie, Krakowie, Katowicach i Trójmieście ruszyła kampania plakatowa mająca na celu zwrócenie uwagi na problem nieświadomej konsumpcji odzieży oraz naszych przyzwyczajeń, jak również uświadomienie i zaciekawienie tematem wpływu branży odzieżowej na środowisko naturalne. Plakaty zostały wydrukowane na ekologicznym papierze pochodzącym w 100% z makulatury, zaś klej użyty do ich naklejenia, nie zawiera szkodliwych dla zdrowia i środowiska naturalnego związków chemicznych. 10 plakatów zawierających hasła i infografiki dedykowanych całej akcji zaprojektowała Martyna Wędzicka-Obuchowicz, jedna z czołowych polskich graficzek.

  1. Styl Życia

Dziś Światowy Dzień Pszczół

Aby zebrać nektar potrzebny do wytworzenia 1 kg miodu jedna pszczoła musiałaby odwiedzić ok. 4 milionów kwiatów, dlatego na słoik miodu w rzeczywistości pracuje 20 000 pszczół przez okres trzech tygodni. (Fot. iStock)
Aby zebrać nektar potrzebny do wytworzenia 1 kg miodu jedna pszczoła musiałaby odwiedzić ok. 4 milionów kwiatów, dlatego na słoik miodu w rzeczywistości pracuje 20 000 pszczół przez okres trzech tygodni. (Fot. iStock)
Nie tylko raz w roku warto pamiętać o pszczołach i doceniać rolę jaką odgrywają w naszym życiu wszystkie zapylacze. Bez niech nie byłoby kwiatów, owoców i warzyw. Czy wyobrażacie sobie taki świat?

Światowy Dzień Pszczół to nowe święto - zostało oficjalnie ogłoszone dopiero w 2018 roku przez Organizację Narodów Zjednoczonych. Od trzech lat 20 maja przypominamy sobie jak ważne dla planety są gatunki zapylające, a zwłaszcza pszczoły. To one zapylają 90 proc. wszystkich drzew i krzewów owocowych - pełnią kluczową rolę w ekosystemie. Aby zachować równowagę w przyrodzie konieczne jest, aby żyły w zdrowiu i wykonywały swoją wciąż niedocenianą, ciężką pracę.

Dzień z życia pszczoły

Gdy świat budzą pierwsze promienie słońca, do pracy szykują się pszczoły zbieraczki. Nie wiedzą co to weekendy ani święta, pracują codziennie. Bez pośpiechu opuszczają ciepłe schronienie. Przed nimi długi, męczący dzień, w czasie którego zrobią 7-15 wyczerpujących kursów. Brak długiej przerwy na lunch sprawia, że latają właściwie bez wytchnienia, z krótkimi chwilami na „złapanie oddechu”. Z każdej „wyprawy” przynoszą nektar, a w koszyczkach, umieszczonych przy tylnych nóżkach, ciężkie kulki pyłku. Z trudem lądują przy zatłoczonym wejściu do domku, gdzie zostawiają swój cenny ładunek, aby po kilku minutach znów wyruszyć w trasę. Znają ją doskonale, bo nauczyły się jej na pamięć podczas pierwszego oblotu ula. Gdy tylko dobrze poznają otaczające je środowisko, chętnie wybierają drogę na skróty. Wszak robota sama się nie zrobi, a każda minuta dnia jest na wagę złota. Nie potrzebują przy tym nawigacji, aby bezbłędnie trafić do swojego ula. A nawet gdyby zmysł orientacji w terenie zawiódł, to i tak nie uda się im wejść do cudzego domu. Lepiej więc nie tracić czasu i pilnować obranego kierunku. Gdy norma dzienna zostanie już wyrobiona, przychodzi czas na zasłużony odpoczynek. Panujące w ulu ciemności sprzyjają zapadnięciu w regenerujący sen. Zmęczone ciężką pracą owady śpią ok. 5-8 godzin. Dzięki temu rano znów mogą zacząć pracowity dzień. Kolejny z krótkiego życia pracowitej pszczoły. Pszczoła robotnica w okresie wiosenno-letnim żyje ok. 5-6 tygodni. Najdłużej żyje matka pszczela, bo dożywa nawet 5 lat

Źródło: Pasieki Rodziny Sadowskich. Żyje tam 100 milionów pszczół. Pszczelarze dbają, aby pszczołom żyło się tam jak najlepiej - unikają ingerencji w środowisko, nie używają chemii i antybiotyków. Własne 3 hektary gospodarstwa obsadzają miododajnymi roślinami, przez co wspierają ekosystem i stwarzają pszczołom przyjazne warunki do życia. Zachęcają też każdego, komu zależy na przyszłości planety, do wspierania pszczół w prosty i przyjazny sposób. Od kwietnia do czerwca do zakupów miodu w Pasiekach Rodziny Sadowskich dołączana jest paczuszka z wyselekcjonowanymi nasionami takich roślin jak: facelia, czarnuszka, koniczyna biała, nostrzyk, chaber i ogórecznik. Wystarczy je wysiać nawet na niewielkim skrawku ziemi na osiedlu, w doniczce na balkonie lub niezagospodarowanym fragmencie ogrodu, aby powstała pełna pachnących kwiatów miododajna łąka, z której będą mogły korzystać pszczoły i inne zapylacze.

  1. Moda i uroda

Ekologiczna paczka Nutridome w trosce o środowisko

(Fot. materiały prasowe Nutridome)
(Fot. materiały prasowe Nutridome)
Sklep z kosmetykami NUTRIDOME włącza się w propagowanie ekologicznych i zrównoważonych rozwiązań i stawia na ekopaczkę – sposób pakowania zamówień przyjazny środowisku. Nutridome ma na celu wspieranie proekologicznych zachowań, redukcję śladu węglowego oraz zwrócenie uwagi na wyzwania branży e-commerce.

Firma postawiła na tekturowe pudełka z certyfikowanego papieru pozyskiwanego z odpowiedzialnych źródeł, a także z recyklingu. Zrezygnowano z niektórych dotychczasowych rozwiązań pakowania na rzecz biodegradowalnych i nadających się do recyklingu materiałów. Usunięto powszechnie stosowaną folię bąbelkową oraz zrezygnowano z foliowych kopert kurierskich. Wprowadzono trzy rozmiary paczek, aby ograniczyć zużycie surowców.

Po otworzeniu kartonowego pudełka widzimy w 100% biodegradowalną czarną bibułkę, której brzegi spina naklejka z certyfikowanego papieru. Dookoła znajdziemy wypełnienie z wiórków – to całkowicie ekologiczna wełna drzewna. Natomiast szklane słoiczki, puszki owinięte są papierem nacinanym, który skutecznie zastępuje sztuczną folię. Do tego zadbaliśmy o dobry design, aby doświadczenia naszych klientów były na najwyższym poziomie – tłumaczy Paulina Makowiecka, Head of Marketing w Nutridome.

Bibułka spełnia wymagania europejskiej normy EN 13432. Wytwarzana jest z celulozy i jej pozyskiwanie dokonuje się bez uszczerbku dla naturalnych zasobów Ziemi. Może być poddawana spalaniu z odzyskaniem energii oraz ponownemu przetwarzaniu – nawet siedem razy. Kartonowe pudełko i naklejki wykorzystywane do zapieczętowania zamówienia powstają z papieru certyfikowanego. Natomiast wełna drzewna jest naturalna i nie zawiera sztucznych barwników oraz impregnatu. Może być wykorzystywana nawet w przypadku produktów spożywczych czy jako element kompostu. W paczce znajduje się również wrap – materiał w pełni nadaje się do recyklingu.

Wykorzystanie papierowych, odnawialnych materiałów nie oznacza, że paczka jest bardziej podatna na niszczenie – jest wytrzymała na tyle, że nie wymaga folii zabezpieczającej. Bibułka wewnątrz pełni funkcje higieniczne i chroni produkty przed czynnikami zewnętrznymi takimi jak światło, temperatura, wilgoć czy zanieczyszczenia. Natomiast papier nacinany jest elastyczny i można nim szczelnie okręcić każdy kształt. Amortyzuje uderzenia, a do tego wyróżnia się dużą wytrzymałością.

Prezentujemy rozwiązania eko w Nutridome, by zwrócić uwagę na to, że można szukać dobrych, czyli ekologicznych i ekonomicznych realizacji. Wierzymy, że uda nam się zainspirować inne firmy. Przy postępującej degradacji środowiska coraz istotniejsza staje się inwestycja w proekologiczne rozwiązania. To wielkie wyzwanie dla całej branży. – apeluje Paulina Makowiecka, Head of Marketing w Nutridome.

Nutridome to sklep z wyselekcjonowanymi kosmetykami, który prężnie rozwija się na polskim rynku od 2017 roku. Stawia na jakość kosmetyków, w rozsądnej cenie stosując filozofię holistycznego podejścia w dbaniu o urodę. Sklep oferuje swoje produkty w internecie na stronie nutridome.pl oraz w dwóch lokalizacjach stacjonarnych: Galeria Słoneczna Radom oraz Galeria Mokotów w Warszawie.

  1. Styl Życia

Plogging: połącz bieganie ze sprzątaniem

Plogga (nazywana również ploggingiem) to ruch i społeczność, który chce zmieniać otoczenie i sprawić, by wszyscy stali się “dumnymi zbieraczami odpadków”. (Fot. iStock)
Plogga (nazywana również ploggingiem) to ruch i społeczność, który chce zmieniać otoczenie i sprawić, by wszyscy stali się “dumnymi zbieraczami odpadków”. (Fot. iStock)
Wystarczy worek na śmieci, para rękawiczek i odrobina chęci - przekonują ploggersi na całym świecie. Międzynarodowy trend, który pozwala zadbać o kondycję i środowisko jednocześnie, zdobył uznanie zarówno wśród ekologów, jak i entuzjastów fitnessu. Plogga to wyraz troski nie tylko o kondycję fizyczną, ale również o środowisko naturalne.

Pomysłodawcą idei połączenia joggingu ze zbieraniem śmieci (plocka upp) jest Erik Ahlström, który w 2016 roku przeprowadził się z Åre, małej miejscowości na północy Szwecji do Sztokholmu i dopiero w stolicy zdał sobie sprawę ze skali problemu. “W trakcie codziennych dojazdów do pracy widziałem góry odpadków i byłem zszokowany ich ilością. Wiele z nich leżało przy drodze przez kilka tygodni, nikt ich nie sprzątał, dlatego postanowiłem się tym zająć” - tłumaczył Ahlström w wywiadzie dla serwisu plasticrunner.com. “Szwecja staje się coraz bardziej zaśmiecona. Każdego dnia na naszych ulicach ląduje 2,7 mln niedopałków papierosów, a jesteśmy 10 milionową społecznością. Od kilku lat staram się zmieniać zachowanie, które jest moim zdaniem oznaką dysfunkcyjnego społeczeństwa, pozbawionego szacunku do siebie nawzajem i w stosunku do natury, czyli śmiecenia”.

Podczas jazdy na rowerze oraz w trakcie biegania Ahlström zatrzymywał się i zbierał po drodze śmieci. Sprzątanie, tak samo jak aktywność fizyczna, stało się jego codzienną rutyną. Od 2016 roku do Erika zaczęli dołączać inni amatorzy sportu, a biegi ploggingowe, podczas których ludzie spotykali się, aby biegać i jednocześnie zbierać śmieci, stały się oficjalnymi wydarzeniami w Szwecji.

W ten sposób narodziła się plogga (nazywana również ploggingiem), ruch i społeczność, który chce zmieniać otoczenie i sprawić, by wszyscy stali się “dumnymi zbieraczami odpadków”. “Ludzie stracili szacunek dla przyrody, wyrzucają śmieci do lasów, rzek i oceanów, zostawiają odpadki na plażach. Chcemy odwrócić negatywny trend i pomóc w stworzeniu zrównoważonego społeczeństwa. Chcemy pokazać, że zbieranie śmieci pozostawionych tam przez innych ludzi nie powinno być traktowane jak tabu.” - tłumaczą na oficjalnej stronie plogga.se popularyzatorzy nowatorskiego trendu.

“To nie moje śmieci, ale moja planeta”

Dziś plogga to międzynarodowy ruch, który zrzesza biegaczy z ponad 40 krajów na świecie, także z tak odległych, jak Ekwador czy Tajlandia. Ploggersi działają także w Polsce i od kilku lat organizują się w grupy, aby działać na rzecz lokalnych społeczności. Jedna z nich działa w 90- tysięcznym Jaworznie, którego mieszkańcom zależy nie tylko na kondycji, ale także pięknym otoczeniu. W maju 2019 roku Przemek Starzycki, trener związany z jedną z jaworzyńskich siłowni, zorganizował pierwszy w mieście bieg ploggingowy i zaczął zachęcać do aktywności kolejne osoby. Plogging Jaworzono to prężnie działająca grupa, która aktywnie współpracuje z Miejskim Zarządem Nieruchomości Komunalnych w Jaworznie. Organizując kolejne akcje ploggingowe, grupa informuje o miejscu, w którym zostaną pozostawione posegregowane śmieci, a MZNK pomaga w wywiezieniu zebranych odpadów.

Ekologiczne biegi odbywają się od kilku lat w wielu polskich miejscowościach, najczęściej z okazji przypadającego 22 kwietnia Dnia Ziemi albo innych wydarzeń związanych z ochroną przyrody. Jednak jeden dzień w roku to za mało, aby posprzątać to, co zalega w parkach, lasach, nad brzegami rzek i jezior. Stanisław Łubieński, autor “Książki o śmieciach”, w rozmowie z Łukaszem Pilipem na łamach magazynu “Wolna Sobota” Gazety Wyborczej zauważył, że koronawirus uśmiercił oddolne inicjatywy sprzątania śmieci i przyczynił się do powrotu produktów jednorazowych - maseczek, rękawiczek, cienkich foliowych woreczków na warzywa i pieczywo. Anna Jaklewicz, eko-aktywistka i inicjatorka akcji “Książka za worek śmieci” tłumaczy, że śmieci porzucone w lasach czy nad wodą są niebezpieczne zwłaszcza dla zwierząt. “W Azji cierpią żółwie, wieloryby, albo ptaki morskie, które zamiast pożywienia mają w żołądkach plastik. W Polsce śmieci stanowią zagrożenie dla zwierzyny leśnej. Nasz odpady bywają dla zwierząt śmiertelną pułapką.”

Ploggersi przekonują, by plogging uprawiać codziennie. Nie chodzi o to, kto wyniesie z lasu największą ilość śmieci czy przebiegnie najwięcej kilometrów. Siłą ploggingu jest jego prostota i fakt, że można uprawiać go codziennie i wszędzie. Kiedy następnym razem wyjdziesz pobiegać w pobliskim parku czy lesie, weź ze sobą plastikowy worek i parę gumowych rękawiczek. Śmieci mogą nie należeć do ciebie, ale na pewno twoim domem jest planeta, na której żyjesz. A że mamy tylko jedną, to musimy zadbać o nią wspólnie.

  1. Styl Życia

Ekomisja Katarzyny Bosackiej

Dziennikarka Katarzyna Bosacka zajmuje się edukacją w zakresie zdrowego żywienia i racjonalnych zakupów. Prowadzi również kanał EkoBosacka na YT. (Fot. archiwum prywatne Katarzyny Bosackiej, materiały prasowe)
Dziennikarka Katarzyna Bosacka zajmuje się edukacją w zakresie zdrowego żywienia i racjonalnych zakupów. Prowadzi również kanał EkoBosacka na YT. (Fot. archiwum prywatne Katarzyny Bosackiej, materiały prasowe)
Dziennikarka Katarzyna Bosacka od lat odkrywa tajemnice, które kryją się na etykietach ogólnie dostępnych produktów spożywczych. Przekonuje, że świadome zakupy to nie tylko warunek zdrowia, ale i sposób na niemarnowanie żywności.

Dziś coraz więcej osób czyta etykiety i bardzo się z tego cieszę, ale kilkanaście lat temu była to rzadkość. Ja nauczyłam się tego z konieczności, bo moja kilkuletnia wtedy córka za każdym razem, gdy zjadła coś słodkiego ze sztucznym barwnikiem, natychmiast wyglądała jak jaszczurka plamista. Kiedy po zrobieniu testów potwierdziło się, że jest alergiczką, jeszcze mocniej uświadomiłam sobie, jakie znaczenie ma to, co jemy.

Przełomowym momentem był dla mnie 2007 rok, kiedy pojechaliśmy całą rodziną do Stanów Zjednoczonych na kilka lat. Wyjeżdżałam z przekonaniem, że w Polsce mamy bardzo dobrą żywność, ale kiedy przyjeżdżaliśmy raz w roku na wakacje, miałam większy dystans i zauważyłam, że chleb się kruszy, bo jest naszpikowany chemicznymi dodatkami, szynka w sklepie wygląda porządnie, ale pokrojona w plasterki i opakowana w torebkę foliową zaraz po włożeniu do lodówki zaczyna puszczać wodę... Pracowałam już wcześniej jako dziennikarka, m.in. zajmująca się tematyką zdrowia, znałam wielu specjalistów od odżywiania i zaczęłam się ich dopytywać o różne oznaczenia na etykietach. Okazało się, że tym się nie zajmują. Napisałam więc moją pierwszą książkę, a potem zaczęłam prowadzić programy „Wiem, co jem” i „Wiem, co kupuję”, przy których jeszcze wiele się nauczyłam.

W stronę zero waste

Myślę, że pandemia poza tym, że wyrządziła wielkie szkody w psychice i straty w biznesach czy w pracy, skłoniła wiele osób do samodzielnego gotowania i powrotu do prostych smaków z dzieciństwa. Zmieniło się też nasze podejście do wykorzystania żywności; uświadomiliśmy sobie, jak wiele jej wcześniej marnowaliśmy i wyrzucaliśmy.

Jest wiele sposobów na to, żeby to ograniczyć, na początek proponuję trzy kroki. Po pierwsze, sezonowość. Jeżeli kupujemy produkty sezonowe, czyli w Polsce truskawki latem, a nie zimą, to są one tanie, dużo zdrowsze, zawierają więcej składników odżywczych, a przy tym są dojrzałe i smaczniejsze, więc zjemy je do końca. No i nie podróżują z drugiego końca świata, czyli są bardziej przyjazne dla środowiska naturalnego. Po drugie, powinniśmy jeść prosto, używając uniwersalnych składników. Po trzecie, kupujmy produkty dobrej jakości, przynajmniej wędlinę i chleb. Jeśli chleb będzie dobrej jakości, to go nie wyrzucimy, a z zeschniętego możemy np. zrobić grzanki. Dobrej wędlinie najwyżej obeschną brzegi, a wtedy możemy ją wykorzystać choćby do jajecznicy. W mojej nowej książce „Cuda w kuchni” proponuję wiele przepisów na dania „z resztek”.

Katarzyna Bosacka, dziennikarka, zajmuje się edukacją w zakresie zdrowego żywienia i racjonalnych zakupów, prowadzi kanał EkoBosacka na YT. Właśnie ukazała się jej książka „Cuda w kuchni”.

Polecamy książkę: Katarzyna Bosacka, „Cuda w kuchni”Polecamy książkę: Katarzyna Bosacka, „Cuda w kuchni”