1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Zdrowie
  4. >
  5. Przeziębienie lecz miodem

Przeziębienie lecz miodem

Miód świetnie sprawdzi się przy zaczynającej się właśnie infekcji. (Fot. iStock)
Miód świetnie sprawdzi się przy zaczynającej się właśnie infekcji. (Fot. iStock)
Coraz więcej i głośniej mówi się o tym, że kończy się era antybiotyków. Reakcją na to jest przywracanie do łask kuracji naszych babć. Napar z lipy, czosnek i miód zamiast „chemicznych” pigułek? Tak i jeszcze raz tak. 

Miód ma – obok wielu prozdrowotnych zalet – również właściwości bakteriobójcze. Działa nawet na drobnoustroje odporne na antybiotyki. Dlatego idealny będzie przy zaczynającej się właśnie infekcji. Nie wzorujmy się jednak na naszych babciach bezkrytycznie i nie serwujmy sobie czy dzieciom kubka gorącego mleka z miodem. To przy przeziębieniu podstawowy, choć często popełniany błąd. Otóż mleko jest idealną wprost pożywką dla rozwijających się drobnoustrojów. Pij je, ale tylko wtedy, kiedy chcesz bakterie, które właśnie zaczynają panoszyć się w twoim organizmie, rozmnożyć! Kiedy zaczyna nas „coś brać”, zapomnijmy o nabiale – mleku, jogurcie, kefirze. Miód łączmy raczej z herbatą. Najlepszy na przeziębienie będzie ten lipowy – nie dość, że działa antybakteryjnie, to jeszcze ma właściwości wykrztuśne. W dodatku jest łagodny w smaku, podobnie jak akacjowy. Przy bólu gardła nie polecamy spadziowego – jest ostry, może podrażniać.

Wspaniałym i w dodatku smacznym lekarstwem jest napój z imbiru, miodu i cytryny. Imbir (świeży) pokrójmy na cienkie plasterki, trochę je „nadduśmy” trzonkiem noża, by lekko puściły sok, zalejmy gorącą wodą (nie cieplejszą jednak niż 60 stopni), dodajmy sok z cytryny i kilka łyżek miodu. Działa rozgrzewająco, leczy i jest pyszne! Co prawda niektórzy sądzą, że jeśli lekarstwo smakuje, to znaczy, że nie działa, ale takie myślenie włóżmy do szuflady z napisem „przesądy”.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Zdrowie

Miód – słodki dar natury

Miód jest pokarmem i lekarstwem w jednym. (Fot. iStock)
Miód jest pokarmem i lekarstwem w jednym. (Fot. iStock)
Dobrze jest, gdy lekarstwo jest pokarmem, a pokarm lekarstwem – mawiał Hipokrates. Dodajmy – jest jeszcze lepiej, gdy to lekarstwo stanowi prawdziwą rozkosz dla podniebienia. Taki opis z pewnością pasuje do... miodu.

Artykuł archiwalny

Jego uwodzicielskiej słodyczy i kojącemu aromatowi trudno się oprzeć. Łączy w sobie doskonałe walory lecznicze, odżywcze i smakowe. Nic dziwnego, że pszczeli miód od wieków uważa się za jeden z najcenniejszych skarbów przyrody. Najstarsze skalne przedstawienie sceny miodobrania, pochodzące sprzed piętnastu tysięcy lat, odnaleziono w grocie w okolicach Walencji. Starożytni Egipcjanie czcili pszczoły jako ożywione łzy boga słońca Re, dlatego miód mogli spożywać tylko najwyżsi dostojnicy i święte krokodyle. W antycznej Grecji miód uważano za pokarm bogów. Mahomet z kolei nazywał go lekarstwem duszy. Również Biblia przypisuje mu głęboki sens metaforyczny – to kwintesencja darów Boga dla człowieka, symbol ziemi obiecanej i eucharystii. Znaczenie miodu w medycynie podkreślał już egipski kodeks Ebersa sprzed 3500 lat.

Naturalny antybiotyk

Czy lecznicze działanie miodu to domena tzw. mądrości ludowej? Okazuje się, że nauka również ma na ten temat wiele do powiedzenia. Jak mówi prof. dr hab. Bogdan Kędzia, farmakolog z Instytutu Włókien Naturalnych i Roślin Zielarskich w Poznaniu, unikalne właściwości zdrowotne produktów pszczelich potwierdzają się w badaniach klinicznych. – Dziś potrafimy wskazać konkretne substancje, dzięki którym miód jest tak skuteczny. Są to przede wszystkim enzymy i inhibina o silnych właściwościach antybiotycznych. Flawonoidy i kwasy fenolowe działają przeciwutleniająco, nie sposób przecenić też roli biopierwiastków – wylicza Kędzia. Zastosowania apiterapii – tak określa się leczenie produktami pszczelimi – są bardzo szerokie. Miód jest remedium na choroby układu oddechowego, pokarmowego i moczowego. Nazywany jest często balsamem dla serca. Przynosi rewelacyjne efekty w leczeniu nawet bardzo trudno gojących się ran. Pomaga też w zaburzeniach układu nerwowego i depresji. Miód zaleca się spożywać nawet w chorobach nowotworowych, gdyż wzmaga działanie stosowanych leków i zapobiega przerzutom. Ma olbrzymie znaczenie dla wzmacniania odporności.

Odcienie płynnego złota

Rodzajów miodu jest tyle, ile miododajnych roślin, a to naprawdę sporo. Według pszczelarza Franciszka Bałajewicza z Czarnej w Bieszczadach nie można wskazać, który jest najbardziej wartościowy. – Dla zdrowia każdy miód jest cenny jak złoto. I w każdym jest cała tablica Mendelejewa – mówi pan Franciszek. Choć większość właściwości jest wspólna dla wszystkich odmian, niektóre miody są szczególnie przydatne w określonych schorzeniach. I tak popularny miód lipowy działa przeciwgorączkowo, jest polecany w przeziębieniach i grypie. Jasny, po krystalizacji wręcz biały miód akacjowy pomaga w zaburzeniach trawiennych i chorobach układu moczowego. Pozyskiwany z rzepaku leczy wątrobę i drogi żółciowe. Ciemny i ostry w smaku miód gryczany przyspiesza zrastanie się kości i powstrzymuje rozwój miażdżycy. Wrzosowy jest niezwykle skuteczny w leczeniu chorób prostaty. W anemii poleca się szczególnie miód mniszkowy i spadziowy. Ten ostatni, o charakterystycznym szarozielonkawym lub brązowym odcieniu, ma też działanie wykrztuśne i przeciwreumatyczne. Miód wielokwiatowy jest pomocny przy alergiach – spożywany przed sezonem pylenia działa jak swoista szczepionka. Ale tylko pod warunkiem, że pochodzi z obszaru, na którym mieszkamy.

Prosto z ula

Tę ostatnią zasadę warto zresztą przyjąć na stałe. – Organizm człowieka, jak wszystkich stworzeń, jest związany z danym terenem. Szacuje się, że największą wartość leczniczą mają miody wytworzone w promieniu 100 km od naszego miejsca zamieszkania. A już na pewno powinny pochodzić z tej samej strefy klimatycznej – podkreśla Tadeusz Sabat, prezydent Polskiego Związku Pszczelarskiego. Co jeszcze warto wziąć pod uwagę przy zakupie miodu? Niestety trzeba uważać na nieuczciwych producentów. – Przed wojną od pszczelarzy nawet nie żądano przysięgi w sądzie. To byli tak szlachetni ludzie. Dzisiaj różnie z tym bywa – mówi z żalem Franciszek Bałajewicz. Płynne miody na sklepowych półkach mogą być „przegrzane”, co oznacza, że nie posiadają praktycznie żadnej wartości leczniczej. Jak to rozpoznać? Każdy miód po jakimś czasie powinien ulec krystalizacji. Jeśli po upływie trzech miesięcy od daty rozlewu z etykiety nadal jest płynny, nie należy wkładać go do koszyka. Nie dotyczy to miodu akacjowego, który krystalizuje dłużej. – Gwarancją jakości miodów jest certyfikat PZP. Ale najlepiej jest kupować je prosto z pasieki – radzi Sabat.

Organizm sam podpowie

Aby miód przysłużył się naszemu zdrowiu, należy przestrzegać kilku zasad. Po pierwsze: odpowiednia ilość. Dorosły człowiek powinien spożywać 100g miodu, czyli 5 łyżek stołowych dziennie. Najlepiej po zmieszaniu z wodą, jogurtem lub mlekiem. Uwaga! Miodu nie dodajemy do gorących napojów. Maksymalna temperatura to 42 stopnie. Nie zaleca się podawania miodu dzieciom do ukończenia pierwszego roku życia. Optymalne warunki przechowywania to temperatura 10-14 stopni, brak światła i szczelne opakowanie. Niektóre osoby mogą być na miód uczulone, dlatego należy uważać na reakcje takie jak wysypka czy ból brzucha. Eksperymentować z różnymi odmianami, czy lepiej zdecydować się na jedną? – Warto próbować różnych rodzajów miodu i wybierać te, które w danym momencie najbardziej nam smakują. To najprostsza zasada. Organizm sam podpowiada, który miód jest dla nas najbardziej przyswajalny i leczniczy – przekonuje Tadeusz Sabat.

Miodowe mikstury poleca pszczelarz Edmund Rostkowski

  • Na suchy kaszel: do ½ szklanki płynnego miodu (najlepiej lipowego) dodać szklankę pokrojonej cebuli i ¼ szklanki rozdrobnionego czosnku. Wymieszać, przełożyć do słoika, ucisnąć, zamknąć i pozostawić na kilka godzin w ciepłym miejscu. Wycisnąć sok. Stosować kilka razy dziennie.
  • Prosty przepis na odporność: do szklanki przegotowanej i ostudzonej wody dodać łyżkę miodu, wymieszać i pozostawić na 12 godzin. Do smaku można doprawić cytryną.
  • Dla odtrucia komórek wątroby: do 100 g miodu gryczanego dodać sok z połowy cytryny i łyżeczkę oliwy z oliwek. Pić 2 razy dziennie po jednej łyżce, przed jedzeniem.
  • Na popękaną skórę: wymieszać 100 g miodu z dwoma żółtkami. Dodać nieco olejku ze słodkich migdałów. Smarować skórę 2 razy dziennie.
  1. Zdrowie

Sezon infekcji wirusowych - dbaj o odporność

Każdą infekcję najlepiej wyleżeć w łóżku. (Fot. iStock)
Każdą infekcję najlepiej wyleżeć w łóżku. (Fot. iStock)
Jeśli chcesz zdusić infekcję w zarodku, działaj. Najważniejsze są pierwsze kroki i trzymanie się kilku prostych zasad.

Statystyczny dorosły człowiek może przejść dwie infekcje wirusowe w ciągu roku i jest to normą (choć i cztery przeziębienia jeszcze się w niej mieszczą). Dopiero częstsze infekcje stanowią powód, by przyjrzeć się zdrowiu uważniej. Ale załóżmy, że to pierwsze przeziębienie w tym roku. Wszystko przez maleńkiego mikroba, który jest zbudowany z białek i kwasów nukleinowych. To wirus – i właśnie was dopadł! Skąd się wziął? Może dostaliśmy go od koleżanki z pokoju obok, od której pożyczaliśmy długopis? Albo od kasjerki w sklepie, przez której ręce przeszły nasze zakupy? A może wziął się z klamki, której dotknął kolega, ale najpierw kichnął, zasłaniając dłonią usta.

Wirusy przez jakiś czas namnażają się w organizmie bezobjawowo – wyjaśnia Magdalena Rybner, specjalistka medycyny rodzinnej. – Możemy je rozsiewać nawet przez 2–4 dni przed wystąpieniem objawów. Dlatego infekcję można złapać od pozornie zdrowego człowieka.

Omijaj dołki

Układ immunologiczny powinien właściwie przed nim obronić, ale większość z nas wciąż wędruje przez odpornościowe dołki. Jakie? Choćby wymarznięcie – wtedy organizm, by utrzymać odpowiednią temperaturę poddanego wychłodzeniu ciała, uruchamia dodatkowe zasoby energii, „pożyczając” ją z różnych miejsc, także od układu odpornościowego.

Albo brak witamin – zaburzenia gospodarki witaminowej to nieodłączny towarzysz niemalże każdej diety, a większość z nas wciąż na jakiejś jest…

A może to wpływ progesteronu? To hormon drugiej fazy kobiecego cyklu. Obniża odporność na kilka dni przed miesiączką.

– Zmęczenie, niewyspanie i stres też pogarszają sprawność układu odpornościowego, więc lepiej je minimalizować w sezonie infekcji. Brak snu i stres sprawiają, że we krwi spada poziom walczących z infekcjami limfocytów, a rośnie ilość prozapalnych cytokin – podkreśla Magdalena Rybner.

Spotkanie odpornościowego dołka i wirusa daje szybki efekt: drapie i piecze w gardle, z nosa zaczyna ciec najpierw wodnista wydzielina, która szybko zamienia się w cementową zaporę, a słupek rtęci na termometrze tańcuje wokół 37 stopni. Ogólnie czujemy się podle, słabi i rozbici, a na dodatek boli nas głowa.

Witaminy z pomocą

Skoro już wirus wdarł się do organizmu i zaczął swą działalność, nie da się go unicestwić. Nie ma leku, który natychmiast go pokona. Ale są sposoby, by wyraźnie utrudnić mu życie, i maksymalnie ulżyć w chorobie oraz ustrzec przed ewentualnymi komplikacjami.

Kiedy tylko czujecie, że wirus się uaktywnia, pierwszym krokiem powinno być jak najszybsze zażycie dużej dawki witaminy C (duża dawka to gram, czyli pięć tabletek 0,2 albo dwie 0,5). Badania dowiodły, że taka ilość, podana na samym początku przeziębienia, pomaga znacznie skrócić czas trwania choroby i złagodzić objawy. Jednak witamina C sama ma tylko część swej skuteczności. Aby organizm przyswoił jak najwięcej i aby jej forma była jak najstabilniejsza, konieczny jest dodatek bioflawonoidów. Medycyna coraz bardziej docenia też rolę witaminy D: uważana jest za substancję immunomodulującą. Układ odpornościowy produkuje przeciwciała, ale dopiero witamina D je niejako „uzbraja”. Jesienią, kiedy słońce za chmurami, musimy sami jej sobie dostarczać.

Siedem dni czy tydzień?

O ile gorączka jest organizmowi potrzebna, o tyle z katarem można zacząć walczyć od razu, bo przynosi więcej szkody niż pożytku. Blokuje naturalny proces oczyszczania powietrza, które dostaje się do twojego organizmu.

W ciągu doby przez nasze drogi oddechowe przechodzi 11 tys. litrów powietrza – mówi Magdalena Rybner. – W nosie i zatokach przynosowych jest ogrzewane i wstępnie oczyszczane z drobinek kurzu, bakterii, wirusów i innych zanieczyszczeń czy drobnoustrojów oraz nawilżane, bo wilgotność powietrza w otoczeniu jest zwykle niższa, niż preferuje nasz organizm.

Kiedy oddychasz przez usta, do oskrzeli i płuc dostaje się powietrze za chłodne i za suche. No i pełne mikrobów. To w najlepszym wypadku oznacza przesuszone gardło (bardziej wtedy narażone na infekcje), ale w najgorszym – nawet infekcję oskrzeli. Poza tym katar oznacza problemy z zaśnięciem i gorszy nocny wypoczynek. To już chyba przesądza o sprawie – do ataku.

Pora obalić też mocno rozpowszechniony mit: nie jest prawdą, że katar leczony trwa 7 dni, a nieleczony tydzień. Katar leczony kończy się niemal natychmiast po zażyciu leku.

W aptekach można dostać środki udrażniające nos, np. tabletki z pseudoefedryną, obkurczającą naczynia krwionośne w wyściełającej nos śluzówce lub krople czy spreje do nosa o obkurczającym i niemalże natychmiastowym działaniu – mówi Magdalena Rybner.

Wielu osobom pomagają inhalacje z olejkami eterycznymi, np. sosnowym, mentolowym, tymiankowym czy eukaliptusowym. Dezynfekują drogi oddechowe i poprawiają zdolności obronne śluzówki nosa. Pełna olejków para zmniejsza też jej obrzęk, przez co wyzwala swobodny oddech. Możesz kupić specjalne sztyfty do nosa lub kompozycje olejków, które zakrapla się na piżamę czy prześcieradło koło poduszki.

– Mało znanym sposobem walki z katarem, zwłaszcza tym intensywnie cieknącym, jest zażycie środka przeciwko alergii – dodaje Magdalena Rybner. – Taki lek działa przeciwzapalnie i zmniejsza ilość wydzielin. Tym bardziej że bardzo intensywne, masywne katary mogą też świadczyć o alergii, której jeszcze nam nie zdiagnozowano.

I jeszcze jedno: jak cię w nosie kręci – kichaj. Zwyczaj tłumienia kichnięcia przez zaciśnięcie skrzydełek nosa jest niezdrowy: w nosie powstaje wtedy spore ciśnienie, które popycha zarazki w głąb gardła, do krtani. Takie „wtłoczenie” wirusów może zaowocować zapaleniem gardła. Lepiej więc kichnąć – ale nie przed siebie! Rozpylisz wtedy wirusa na odległość ładnych kilku metrów przed sobą i na metr do tyłu – a potem taka chmura wirusów będzie, jak chmura dymu, krążyła w okolicy. Trzeba zasłonić usta chusteczką. À propos chusteczek: higieniczne są tylko te użyte jeden raz. Jeśli używamy chusteczki kilka razy, reinfekujemy się wirusami, które obficie oblepiają używane już chusteczki.

  1. Zdrowie

Wirusy w natarciu. Jak się przed nimi bronić? Oto 12 rad, które warto wziąć na poważnie

Ilustracja iStock
Ilustracja iStock
W okresie wzmożonego ataku wirusów, który w Polsce przypada od stycznia do marca, warto bardziej niż zwykle dbać o odporność. Oto kilka zasad, które trzeba wziąć sobie do serca.

Nawadniaj organizm

Staraj się dużo pić - najlepiej ciepłe płyny małymi łykami (słaba czarna, zielona lub ziołowa herbatka albo woda o temperaturze pokojowej). To nawodni organizm, rozrzedzi wydzieliny, pomoże też w usuwaniu toksyn. Jeśli będziesz słodzić sokiem z malin lub miodem (działa bakteriobójczo i bakteriostatycznie, stymuluje odporność), masz w zanadrzu dodatkową broń.

Wysypiaj się

Nie zarywaj nocy przy serialach, przeciwnie - staraj się wygospodarować dodatkowe godziny na sen. Kiedy śpisz, układ odpornościowy działa skuteczniej.

Jedz pożywne śniadania

Brytyjscy naukowcy zauważyli związek pomiędzy porannym posiłkiem a skłonnością do infekcji. Zbadali, że jedzący codziennie rano pożywny posiłek rzadziej zapadali na infekcje wirusowe.

Przyjmuj witaminę C

Zadbaj aby w twoim codziennym jadłospisie nie zabrakło produktów bogatych w witaminę C. Najlepszym jej źródłem jest, wbrew pozorom nie cytryna, a papryka. Ponadto dużo witaminy C zawierają nać pietruszki, brukselka i jarmuż.

Przyprawiaj ziołami

Wiele ziół ma właściwości wirusobójcze. Dlatego zimą i na przednówku warto po nie sięgać częściej niż zwykle. I dodawać do potraw czosnek, cebulę, imbir, oregano, kurkumę i pić napary z czystka, z suszonych kwiatów nagietka czy korzenia lukrecji.

Ogranicz surowe produkty

Gotowanie, smażenie czy gotowanie na parze zabija wirusy.

Ćwicz, ale nie przemęczaj organizmu

Dbaj o kondycję, ale nie rób forsownych treningów do utraty tchu, które nadwerężają układ odpornościowy. Jeśli możesz, ćwicz na świeżym powietrzu (biegaj w parku, maszeruj, idź na rower) zamiast wyciskać siódme poty w dusznej siłowni.

Ogranicz palenie papierosów i picie alkoholu

Jedno i drugie znacznie osłabia organizm.

Myj ręce

Częściej niż zwykle myj ręce, a raczej szoruj je ciepłą wodą z dużą ilością mydła. Noś ze sobą żele antybakteryjne, przecieraj nimi regularnie dłonie. Staraj się nie dotykać poręczy klamek i kontaktów w miejscach publicznych.

Unikaj tłoku

Klubowe imprezy, seanse kinowe, koncerty muzyczne i inne tego przyjemności w czasie epidemii infekcji wirusowych lepiej wykreślić z kalendarza. Podobnie jak robienie zakupów w godzinach szczytu w galeriach handlowych. Jeśli możesz przesiądź się też z zatłoczonego tramwaju, autobusu czy metra na rower.

Zostań w domu

Jeżeli czujesz, że cię rozkłada - kaszlesz, kichasz i prychasz - nie idź do pracy. W takim stanie nie tylko będziesz zarażać innych (badania wykazały, że chory pracownik w ciągu jednego dnia jest w stanie zakazić ponad połowę dzielonych z innymi powierzchni w pracy), ale także zaszkodzisz bardziej sobie, „strzelając w stopę” wysiłkom własnej odporności.

Nie zbijaj gorączki

Jednym z elementów strategii obronnych ludzkiego ciała jest podniesienie temperatury – wiele wirusów ginie, jeśli temperatura przekroczy 37 stopni. W dodatku, kiedy gorączkujemy, ciało wytwarza interferon, który mobilizuje do pracy układ odpornościowy. Dlatego niewysoka gorączka nie jest wcale taka zła (zbijaj ją dopiero po 3 dniach, wtedy jest już nieproduktywna).

 

 

  1. Zdrowie

Mięta dla zdrowia i urody

Już starożytni Egipcjanie, Rzymianie, Grecy i Chińczycy znali i stosowali miętę – jako przyprawę do potraw, roślinę leczniczą, a także symbol mądrości i wiedzy. (Fot. iStock)
Już starożytni Egipcjanie, Rzymianie, Grecy i Chińczycy znali i stosowali miętę – jako przyprawę do potraw, roślinę leczniczą, a także symbol mądrości i wiedzy. (Fot. iStock)
Orzeźwia w upalne dni. Doskonała do letnich potraw i napojów, kiedy świeżych liści mamy pod dostatkiem. Mięta znakomicie smakuje też z truskawkami, gruszką i arbuzem. Albo z gałką lodów...

Już starożytni Egipcjanie... To prawda, ale także starożytni Rzymianie, Grecy i Chińczycy znali i stosowali miętę – jako przyprawę do potraw, roślinę leczniczą, a także symbol mądrości i wiedzy (rzymscy adepci filozofii przybierali głowę miętowymi wiankami). Postać, w jakiej my ją znamy, mięty pieprzowej, zawdzięczamy Anglikom – powstała za ich sprawą ponad 350 lat temu na skutek zmieszania dwóch gatunków: mięty nadwodnej i mięty zielonej. O mięcie przypominamy sobie zwykle wtedy, gdy boli nas żołądek – napar z zaparzonych świeżych lub suszonych liści szybko przynosi ulgę. Ale mentha piperita pomaga też przy nerwobólach, bólach mięśni i stawów, pobudza soki trawienne do pracy, zwalcza bakterie i pasożyty, działa przeciwwymiotnie i uspokajająco. Jeśli często będziesz wdychać jej aromat, np. w postaci olejku miętowego, zmniejszysz łaknienie – niewiele zjesz i szybciej schudniesz. Roślina ta przysłużyć się może także twojej urodzie. Korzystaj zatem z jej bogactwa, bo teraz jest najlepszy czas, gdy świeżej mięty jest pod dostatkiem. Można ją wstawić do wody i używać na bieżąco albo zamrozić lub ususzyć i przechowywać w szczelnie zamkniętym słoiku.

Dla urody

Prawie każda pasta do zębów i płyn do płukania ust zawiera miętę, bo odświeża oddech. Jest też składnikiem orzeźwiających żeli, np. do zmęczonych stóp i obolałych mięśni, chłodzących masek i kremów do twarzy, odżywczych balsamów i szamponów. Dwie, trzy krople olejku miętowego (nie więcej) dodane do kąpieli zapewnią błogi relaks – uspokoją i rozluźnią mięśnie. Z kolei toniki na bazie mięty odkażają skórę i łagodzą podrażnienia.

Dla zdrowia

Olejek miętowy można stosować do masażu, zwłaszcza przy stanach depresyjnych, bólach reumatycznych i wyczerpaniu psychofizycznym. Świetnie nadaje się także do zimnych okładów na bóle głowy i migreny oraz do inhalacji przy przeziębieniach (rozrzedza śluz) i infekcjach dróg oddechowych (udrożnia kanały nosowe i zatoki). Napar z liści mięty pieprzowej pomoże na mdłości, bóle żołądka i bóle menstruacyjne (działa rozkurczowo na mięśnie gładkie), łagodzi też objawy zespołu jelita drażliwego. Poleca się go – w formie okładu – na ból ucha, obrzęki i owrzodzenia.

W kuchni

Do potraw używamy świeżych lub suszonych liści – warto wykorzystać odświeżające i chłodzące właściwości mięty, dodawać ją do lodów, sałatek i deserów owocowych oraz pić schłodzony napar lub miętową herbatę. Świetna jest także do kefirów i jogurtów. Miętę stosuje się również do wyrobu likierów, słodyczy (m.in. czekolady), przyprawia się nią zupy, warzywa, ryby i mięsa – szczególnie upodobały ją sobie kuchnie: gruzińska, ormiańska i azerbejdżańska.

Co zawiera: olejek lotny (głównym jego składnikiem jest mentol), kwas askorbinowy, karoten, rutynę, garbniki, witaminę C, potas, żelazo, wapń, magnez.

Zalecana przy: skurczach i bólach żołądka, kolce jelitowej, żółtaczce, chorobach wątroby, bezsenności, nerwowości, migrenach, nerwobólach, bólach menstruacyjnych, mięśniobólach.

Przeciwwskazania: uczulenie na mentol. Nie podawać dzieciom mającym odruchy wymiotne lub torsje – może wzmóc refluks żołądka. Nadmierne stosowanie może nasilać zgagę i powodować zakłócenia snu.

  1. Zdrowie

Zdrowy układ hormonalny: uważaj na związki, które zakłócają pracę tarczycy

Jeśli chcesz zadbać o swój układ hormonalny, ograniczaj produkty, które zawierają duże ilości dysruptorów endokrynnych. Nie widać tych cząsteczek gołym okiem, jednak mogą poważnie obciążyć twój organizm. (fot. iStock)
Jeśli chcesz zadbać o swój układ hormonalny, ograniczaj produkty, które zawierają duże ilości dysruptorów endokrynnych. Nie widać tych cząsteczek gołym okiem, jednak mogą poważnie obciążyć twój organizm. (fot. iStock)
Dysruptory endokrynne – to naukowy termin określający substancje, które towarzyszą nam w codziennym życiu, i niestety , mogą niekorzystanie wpływać na nasz układ hormonalny.

Dysruptory endokrynne (skrót EDC, z ang. endocrine disruptor chemicals/compounds) to duża grupa związków używanych w przemyśle chemicznym. Obecnie zalicza się do nich 1,4 tys. substancji, które występują też w produktach codziennego użytku (plastik, opakowania, tanie kosmetyki, a także żywność). Choć z jednej strony ułatwiają nam funkcjonowanie, to jeśli weźmiemy pod uwagę ich wpływ na nasze zdrowie - cena może okazać się dość wysoka. Otóż dysruptory endokrynne mogą poważnie zaburzyć pracę układu hormonalnego. Dlaczego tak się dzieje? - Dlatego, że te syntetyczne substancje są podobne w swojej budowie do naszych hormonów, a to powoduje na przykład, że podczepiają się do receptorów komórkowych „podając się” za naturalne hormony. Co to powoduje? – „Udając hormony” zaczynają działać tak jak one i np. powodować wcześniejsze dojrzewanie u dziewczynek (tak działa Bisfenol A). Nadmiar estrogenów, jak wiadomo, może zaburzać też prawidłowe działanie jąder u mężczyzn. A te hormonopodobne substancje przynoszą właśnie taki efekt, jakby dzieciom (ale też dorosłym) sztucznie podawało się estrogen.

Efekt działania dysruptorów endokrynnych zależy od kilku czynników:

  • wieku, w jakim organizm miał styczność ze szkodliwymi substancjami
  • od tego jak długo zostaliśmy poddani działaniu EDC
  • oraz jakie było ich stężenie (zdarza się, że przy niektórych substancjach niskie stężenia mogą być bardziej uszkadzające niż wyższe).

Ogólna zasada jest taka, że im młodszy organizm, tym bardziej narażony na szkodliwe działanie EDC. Bardzo wrażliwe są dzieci w łonie matki, u których krążące we krwi dysruptory endokrynne mogą nie tylko uszkadzać rozwijający się nowy organizm, ale też wywoływać zmiany w genach.

Dysruptory endokrynne mogą być przyczyną otyłości, cukrzycy, ale także mogą wpływać na męski i żeński układ rozrodczy, czy też powodować niektóre typy nowotworów (hormonozależnych). W tym artykule skupiam się na ich wpływie na pracę gruczołu tarczowego (tarczycy).

Jak dysruptory endokrynne mogą działać na tarczycę? Większość tych efektów dotyczy układu podwzgórze-przysadka-tarczyca i polega na:

  • hamowaniu pracy przysadki (hamowanie produkcji TSH),
  • zaburzaniu m.in. produkcji i transportu hormonów tarczycy,
  • zakłócaniu mechanizmów związanych z wychwytywaniem jodu.

Pomimo podobieństwa w budowie dysruptory działają dużo słabiej niż hormony, ale znaczenie ma ich ilość. Przez to, że jest ich tak dużo mogą spowodować wiele szkód dla zdrowia. Zdarza się, że występują w naszym ciele w większym stężeniu niż hormony!

Warto wiedzieć więc jakich substancji wystrzegać się ze względu na ich niekorzystne działanie:

  1. Bisfenol A (BPA) to jeden z najszerzej rozpowszechnionych EDC, który występuje w bardzo dużej ilości rzeczy codziennego użytku. W ostatnich latach dużo mówi się o jego wpływie na tarczycę. Jest związkiem organicznym i może się łączyć z receptorami estrogenowymi*. Ma wprawdzie 10 tys. razy słabsze powinowactwo do receptorów estrogenowych niż ludzki estrogen, ale problem stanowi jego wszechobecność (światowa produkcja BPA sięga 3,5 mln ton rocznie) oraz powolna biodegradacja. Stosowany jest powszechnie do produkcji wielu tworzyw sztucznych:
  • butelek plastikowych,
  • opakowań plastikowych,
  • płyt CD,
  • telefonów komórkowych,
  • lakierów służących do pokrywania metalu w puszkach z napojami i żywnością.

BPA jest także przeciwutleniaczem w środkach spożywczych i kosmetycznych oraz wchodzi w skład kompozytów dentystycznych.

  1. Polichlorowane bifenyle są to związki, które dostają się do środowiska poprzez pożary wysypisk śmieci, transformatorów, czy niewłaściwą gospodarkę odpadami. Związki te łatwo przechodzą do gleby i wody włączając się w ekosystem. Mogą dostać się do organizmu najczęściej poprzez spożywanie skażonej wody i żywności.
  1. Nadchlorany - ich głównym źródłem są nawozy azotowe używane w uprawach warzyw i owocó

Warto przy tym podkreślić że wiele publikacji donosi o zwiększonej zapadalności na choroby autoimmunologiczne tarczycy wśród osób mieszkających czy pracujących niedaleko zakładów petrochemicznych oraz na terenach skażonych pestycydami.

  1. Bromowane środki zmniejszające palność dodawane np. do tworzyw sztucznych, tkanin czy drewna.

Prawda jest niestety taka, że nie unikniemy kontaktu z dysruptorami endokrynnymi w codziennym życiu, ale możemy świadomie go zminimalizować.

W jaki sposób ograniczyć działanie EDC? – Przede wszystkim zrezygnujmy z plastiku! Szczególnie w kuchni.

  • Wybierajmy produkty zapakowane w szary papier lub w szkło, zamiast w opakowania z tworzyw sztucznych.
  • Czytajmy etykiety ze składem kosmetyków i wybierajmy te bez BPA.
  • Warto pytać też dentystów, przed założeniem plomby, o zawartość BPA w materiale.
  • Nie pakujmy żywności w plastikowe pojemniki. Starajmy się w ogóle unikać plastiku. Szczególnie chrońmy przed nim dzieci. Zrezygnujmy z plastikowych misek, kubków czy łyżek. Najlepiej używać szkła lub drewna.
  • Światłoczuły papier (paragony, wydruki z bankomatów) może również zawierać EDC. Dlatego po każdym kontakcie papierem światłoczułym warto umyć ręce mydłem.
  • Decydujmy się na naturalne tworzywa w naszym otoczeniu (drewniane okna czy podłogi, naturalne materiały – jeśli mamy oczywiście taką możliwość).

*Receptory estrogenowe to specyficzne białka, które obecne są w komórkach określonych tkanek. Ich funkcją jest wiązanie obecnego we krwi estrogenu – żeńskiego hormonu płciowego, który aktywuje określony materiał genetyczny, a ten stymuluje powstanie różnych białek (bisfenol A, który podczepia się zamiast estrogenu, zakłóca te procesy).

Dr. Luiza Napiórkowska (fot. archiwum prywatne)Dr. Luiza Napiórkowska (fot. archiwum prywatne)

Dr n.med. Luiza Napiórkowska: specjalista endokrynologii i diabetologii, lekarz chorób wewnętrznych. Ma 20-letnie doświadczenie kliniczne, zdobywane m.in. w Kanadzie, Wielkiej Brytanii, Szwajcarii i Brazylii oraz w Polsce - w Klinice Endokrynologii i Diabetologii CSK MSWiA w Warszawie. Od 2019r. autorka bloga medycznego Okiem Doktor Luizy, poprzez który realizuje swój cel szerzenia profilaktyki zdrowotnej. Regularnie publikuje także w mediach społecznościowych, gdzie obserwuje ją i towarzyszy jej aktywna społeczność niemal 90 tys. osób.