1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Zdrowie
  4. >
  5. Niskie ciśnienie – uciążliwe, ale niegroźne

Niskie ciśnienie – uciążliwe, ale niegroźne

Wczesnym popołudniem, tak ok. 15, osoby z niskim ciśnienim dopada zjazd energetyczny. (Fot. iStock)
Wczesnym popołudniem, tak ok. 15, osoby z niskim ciśnienim dopada zjazd energetyczny. (Fot. iStock)
Często skarżą się na nie osoby niskie, szczupłe. I młode. Z wiekiem problem na ogół znika. Choć według dr Anny Plucik-Mrożek, specjalistki chorób wewnętrznych, słowo „problem” jest tu na wyrost. W każdym razie z punktu widzenia medycznego. Choć niskie ciśnienie może uprzykrzyć życie. Jak sobie z tym poradzić?

Czy zbyt niskie ciśnienie jest groźne? Z punktu widzenia medycznego właściwie nie. Hipotensja, czyli niskie ciśnienie, nie jest groźne. Natomiast utrudnia codzienne funkcjonowanie.

Skąd się ta przypadłość – bo nie choroba – bierze? Duża grupa osób z niskim ciśnieniem ma tzw. hipotensję samoistną, o nieznanym pochodzeniu, często dziedziczną. Mam wielu takich pacjentów czy może częściej – pacjentek. Kiedy dopytuję, jak to było w rodzinie, słyszę, że tak samo miała matka czy ojciec.

Na niskie ciśnienie skarży się też wiele kobiet drobnych, niskich. I młodych. Im jesteśmy młodsi, tym częstsze takie przypadki. Kwalifikuję teraz dzieci do aktywności fizycznej i widzę, że bardzo rzadko zdarzają się takie, które mają ciśnienie wyższe niż 100/60 mm Hg. Czemu tak się dzieje? Kiedy układ krwionośny jest młody, kiedy jest duża elastyczność naczyń krwionośnych, czyli nie ma miażdżycy, krew nie musi być pompowana pod dużym ciśnieniem. Nawet jeśli serce słabiej się skurczy, ponieważ jest lepsze napięcie ściany żylnej, krew może powrócić, nie trzeba siły, żeby doprowadzić tlen i substancje odżywcze do każdej komórki naszego ciała.

U osób dorosłych i starszych jest już inaczej? Z wiekiem to się powoli zmienia. Kiedy jesteśmy starsi, powstają mikrouszkodzenia śródbłonka naczyń krwionośnych, naczynia zaczynają sztywnieć, są już blaszki miażdżycowe, a jak naczynie sztywnieje, krew, by dotarła do każdej komórki ciała, musi być pompowana pod wyższym ciśnieniem. Tak więc z wiekiem ciśnienie nam rośnie. Pamiętam, że na studiach miałam regularnie 80/50 mm Hg. Teraz mam 120/80, też dobre, ale jednak wyższe.

Mówiłaś, że niskie ciśnienie utrudnia nam życie. W jaki sposób? Kiedy się budzimy, chwilę po wstaniu mamy największy wyrzut hormonów pobudzających, kortyzolu, noradrenaliny. To jest moment, kiedy dostajemy zastrzyk energetyczny i jest ok, czujemy się dobrze. A im dalej w dzień, im więcej stresów, tym szybciej wyczerpuje się organizm. I wczesnym popołudniem, tak ok. 15, dopada nas zjazd energetyczny. Pamiętam ze studiów, że po południu musiałam się choć chwilę przespać. Jeśli tego nie zrobiłam, nie byłam w stanie dotrwać do piątku. Myślę, że wielu niskociśnieniowcom przeszkadza narastające zmęczenie. Ale nie tylko to, także wzmożona senność, zawroty głowy, osłabienie, ciągłe uczucie wyczerpania. Wydaje nam się czasem, że to muszą być objawy jakiejś groźnej choroby, zaczynamy więc szukać, żeby sprawdzić, czy wszystko jest w porządku. I na ogół jest w porządku. Ale trudno funkcjonować.

I jak sobie pomóc? Kawa na niskie ciśnienie nie pomaga, mamy jakiś złoty środek? Dobre są króciutkie, dosłownie kilkuminutowe drzemki. Mnie, pamiętam, wystarczały dwie minuty. Lepiej nie przeciągać ich ponad 10-15 minut, żeby potem w nocy nie było problemów.

Kiedy rozmawiam z pacjentami, widzę jeszcze jedną przyczynę złego samopoczucia – mało kto pilnuje odpowiedniej ilości wypitych płynów. I to się po południu kumuluje, dlatego źle się czujemy. Ja, kiedy ogarniała mnie senność i zmęczenie, piłam małymi łykami wodę – działało. Natomiast kawa rzeczywiście nie skutkuje. Wiele razy słyszę od pacjentek z niskim ciśnieniem: „Wypiłam espresso i zaraz musiałam iść spać…”. Jeśli pijemy kawę rzadko, podnosi ona ciśnienie. Ale jeśli codziennie i to niejedną, receptory do kofeiny są cały czas przyblokowane i kawa nie pobudza. A dodatkowo odwadnia.

Czyli proponuję dbać o odpowiednie nawodnienie, pilnować rytmu dnia, regularnej aktywności fizyczna, snu. Unikajmy przed snem patrzenia w niebieskie światło, śpijmy 7–8 godzin, i w nocy, kiedy jest ciemno, żeby nie rozregulować sobie rytmów dobowych. Nie doceniamy wagi snu, a coraz więcej badań mówi, że to błąd. Krótko mówiąc: ważny jest tak zwany higieniczny tryb życia.

Co z solą? Podobno przy zbyt wysokim ciśnieniu zaleca się ograniczenie soli, a zwiększenie jej ilości w diecie, żeby je podwyższyć. Tu byłabym ostrożna. Rzeczywiście im wyższy poziom jonów sodu i potasu, tym wyższe będzie ciśnienie, ale ja bym nie radziła podnosić sobie ciśnienia solą. Jeśli się przyzwyczaimy, to po latach może to sprzyjać nadciśnieniu. A to już jest nie tylko uciążliwe, jak niedociśnienie, ale może być po prostu groźne dla zdrowia.

A pomoc farmakologiczna? Czy leki pomagają na niskie ciśnienie? Odkąd pamiętam, tylko jednej pacjentce dałam leki na podniesienie ciśnienia. Są takie leki oczywiście, ale mogą je przyjmowane tylko osoby zdrowe, takie, które żadnych innych środków nie biorą.

Czytałam, że osoby z hipotensją wrodzoną powinny uprawiać aktywność fizyczną. Z drugiej strony hipotensja wtórna dotyka osób uprawiających sporty. Czy nie ma tu sprzeczności? Myślę, że chodzi tu raczej o sportowców zawodowych, nie amatorów. Aktywność fizyczna przyspiesza tętno, lepiej dotlenia mózg, lepiej się więc czujemy. W trakcie ćwiczeń dochodzi do wzrostu ciśnienia, ale potem ono spada. Aktywność fizyczna używana jest raczej do leczenia nadciśnienia niż niedociśnienia. Prowadziliśmy kiedyś badanie dotyczące aktywności fizycznej – okazało się, że osoby zdrowe, które miały niskie ciśnienie, po całym programie ćwiczeń zanotowały wzrosty ciśnienia, ale niewielkie. Natomiast u tych z nadciśnieniem ciśnienie spadło w istotnym statystycznie wymiarze.

Jeżeli się dobrze czuję, jak często powinnam mierzyć sobie ciśnienie? Do 40. roku życia wystarczy raz na pół roku. Później mierzyłabym raz w miesiącu, żeby wyłapać wartości graniczne – na początku można, jeśli się szybko zareaguje, nieprawidłowości wyregulować trybem życia. Ale po 40.-45. roku życia zbyt niskie ciśnienie jest niezwykle rzadkim problemem. Chyba że są jakieś inne choroby, jak na przykład niedoczynność tarczycy, cukrzyca, serce. Tu każdy spadek ciśnienia jest niezwykle groźny. Jeśli jest choroba wieńcowa, cukrzyca i skoki ciśnienia, to już bym zaczynała myśleć o jakimś incydencie wieńcowym, w każdym razie tego bym szukała, to sprawdzała. Spadek ciśnienia przy niewydolności serca to znak, że choroba się zaostrza. Kiedy w organizmie jest jakieś poważniejsze zakażenie, jak choćby zapalenie płuc, i zaczyna się obniżać ciśnienie, to sygnał alarmowy, że organizm traci równowagę, może to być oznaka sepsy.

Normy ciśnienia tętniczego krwi u dorosłych:

  • Niedociśnienie: <100 mm Hg / <60 mm Hg
  • Ciśnienie prawidłowe: 120 - 129 mm Hg / 80 - 84 mm Hg
  • Ciśnienie wysokie prawidłowe: 130 - 139 mm Hg / 85 - 89 mm Hg
  • Nadciśnienie 1. stopnia: 140 - 159 mm Hg / 90 - 99 mm Hg
  • Nadciśnienie 2. stopnia: 160 - 179 mm Hg / 100 - 109 mm Hg
  • Nadciśnienie 3. stopnia: ≥ 180 mm Hg / ≥ 110 mm Hg

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Styl Życia

W czym pomaga nam medytacja? Co zmienia?

Czy moje życie dzięki medytacji stało się usłane różami? Tak, ale róże mają też kolce. Jednym z bardziej doskwierających jest pustka. Pojawia się, gdy nagle dostrzegasz, że nie potrzebujesz osiągać sukcesów... (fot. iStock)
Czy moje życie dzięki medytacji stało się usłane różami? Tak, ale róże mają też kolce. Jednym z bardziej doskwierających jest pustka. Pojawia się, gdy nagle dostrzegasz, że nie potrzebujesz osiągać sukcesów... (fot. iStock)
Dzięki niej nie staniesz się wyższy ani przystojniejszy – twierdzi dziennikarz Dan Harris. I jak zaznacza autorka tego tekstu - ta ścieżka bywa wyboista. A jednak – przekonują – medytacja to potężne narzędzie, które pozwala być spokojniejszym, szczęśliwszym i bardziej odpornym na kryzysy.

W wieku 28 lat narodziłam się na nowo. Choć brzmi to pompatycznie i mało wiarygodnie, dokładnie tak czuję. Właściwie nie było to jedno, spektakularne wydarzenie, tylko ciąg wielu małych następujących po sobie „przebudzeń”. „Słyszałaś o technikach oddechowych i medytacji? Odmieniły moje życie! Pomogły mi spojrzeć na wszystko z dystansu” – mówiła w trakcie wywiadu pewna młoda aktorka. Zabrzmiała na tyle wiarygodnie, że choć niepewnie i trochę wbrew sobie, postanowiłam pójść na warsztat medytacji, a później napisać o nim tekst. Nie wszystko w jego trakcie mnie przekonało, umysł opierał się i podpowiadał ucieczkę. Z trudem wytrzymałam 6 dni bez alkoholu i papierosów, które na tamtym etapie były stałym elementem mojego życia – ale udało się. Na kilka chwil – nie wiem, czy długich, czy całkowicie krótkich – udało mi się wyciszyć wszystkie głosy w głowie. Dotknęłam czegoś nienamacalnego, ulotnego i trudnego do opisania. Poczułam szczęście płynące z samego środka, niezwiązane z żadną konkretną rzeczą czy osobą, nienarwane, wypełniające radością i spokojem. Coś się we mnie zmieniło. Kilka miesięcy później wyjechałam do Indii.

Sztuka nicnierobienia

Medytacja to sztuka nicnierobienia” – usłyszałam w aśramie Fundacji Art of Living w Indiach. To do dziś najbardziej precyzyjna definicja, z jaką się spotkałam. Nierobienie niczego w pierwszych dniach pobytu było tak przytłaczające, że miałam ochotę krzyczeć i uciekać. Dni wypełniały długie medytacje i cisza, znów medytacje i znów cisza. Tylko że w owej ciszy dużo głośniej słyszałam wszystko, co wcześniej zagłuszałam alkoholem, narkotykami i burzliwymi relacjami. Nagle bez tych zagłuszaczy wypierane emocje wylały się na moją „wyciszoną głowę” niczym wiadro pomyj. Kiedy miałam wrażenie, że mnie zaleją, medytacja pomogła mi nabrać dystansu. Spojrzeć na lęki, stres i frustracje z zupełnie innej perspektywy, skonfrontować się z nimi i dotrzeć do samego środka.

Yogi Bhajan, twórca jogi kundalini, powiedział, że medytacja jest jak sprzątanie domu. Robiłam więc gruntowne porządki. Na początku wcale nie lubiłam medytować. Zamykałam oczy i z wyjątkiem kilku magicznych momentów nie byłam w stanie uwolnić głowy z myśli. Szybko zobaczyłam, że im mocniej z nimi walczę, im bardziej chcę się ich pozbyć, tym silniej wracają. „Pozwól im płynąć jak chmurom przepływającym po niebie” – mówił głos prowadzącego. Denerwował mnie, chciałam go zagłuszyć. W końcu posłuchałam i wtedy z każdym kolejnym wdechem i wydechem odczuwałam coraz mniej złości, a umysł produkował o wiele mniej myśli. Po 3 tygodniach wróciłam do Polski. Miałam wrażenie, że unoszę się nad powierzchnią. Choć szybko wróciłam na ziemię, wydarzył się kolejny mały wielki cud. Po latach zmagań wygrałam z nałogiem. Gdzieś między kolejnymi medytacjami, asanami i oddechami przestałam mieć ochotę się niszczyć.

Szczęśliwsza o…

Zasadniczo jestem pogodnym facetem. Zdarzają się jednak chwile, kiedy moja wewnętrzna rzeczywistość jest trochę bardziej skomplikowana. W książce przywołuję przede wszystkim takie właśnie trudne sytuacje. Wszystko zaczęło się w momencie, gdy pozwoliłem, aby głos w mojej głowie się rozszalał…” – zatrzymałam się na wstępie książki „Szczęśliwszy o 10%” Dana Harrisa (wyd. Samo Sedno). Poczułam, że autor i ja mamy – a właściwie mieliśmy – ze sobą wiele wspólnego. Oboje poznaliśmy, na czym polega perfekcjonizm, balansowanie na skrajnościach, niechęć do nudy, zamiłowanie do pisania, do rywalizacji i w końcu do narkotyków (w szczególności do euforycznej kokainy). To dzięki niej – tak jak Dan – przeżyłam kilka najszczęśliwszych i jednocześnie najbardziej upodlających momentów w życiu. Tak jak Dan doświadczałam następnie powolnego spadania, zamartwiania się, poczucia winy, okresowych stanów depresji, a nawet ataków paniki. Też przez wiele lat zmagałam się z „rozszalałym głosem w głowie”. Podobnie jak on w krytycznym momencie życia trafiłam na medytację. Czy dzięki niej jestem szczęśliwsza o tytułowe 10%? Nie wiem. Wiem natomiast, że zdecydowanie rzadziej miewam napady depresji. Z drugiej strony praktycznie już nie odczuwam euforii. Kiedyś tęskniłabym za tym intensywnym, roztrzęsionym stanem – dziś preferuję nudę i bezmyślność. Rzadziej się złoszczę. Choć nie! Złoszczę się nadal, ale łatwiej jest mi złości nie ulegać, nie stawać się nią. A gdy jednak tak się zdarzy, nie zanurzam się już na całe godziny, a nawet dni w poczuciu winy.

Jestem pewniejsza siebie, a mniej zadufana w sobie. Łatwiej się koncentruję. Praktycznie przestałam korzystać z kalendarza. Mniej pracuję, ale jestem bardziej wydajna. Nauczyłam się działać intuicyjnie. Siadam nad białą kartką papieru, zamykam oczy, przenoszę uwagę do wewnątrz. Głowa opada mi swobodnie, opróżnia się z myśli. Wówczas pojawiają się najlepsze pomysły, czasem mam wrażenie, że przychodzą znikąd. Przenoszenie uwagi na oddech nauczyło mnie pokory. Trudniej jest mi teraz rywalizować i manipulować. Szczególnie ciężko przychodzi mi okłamywanie samej siebie i najbliższych. Czy moje życie dzięki medytacji stało się usłane różami? Tak, ale róże mają też kolce. Jednym z bardziej doskwierających jest pustka. Pojawia się, gdy nagle dostrzegasz, że nie potrzebujesz osiągać sukcesów, bo nie podkręcają już twojego poczucia wartości, a spełnianie pozornie nieosiągalnych marzeń i wspinanie się na kolejne trudne do zdobycia szczyty nie daje ci tyle frajdy co kiedyś. Ale – jak mawiają oświeceni mistrzowie – z jednej strony szczytu czai się smutek; po drugiej czeka pełnia. Ty siedzisz na płocie.

Najlepsza amortyzacja

Historia moja i historia Dana Harrisa są jednymi z wielu podobnych do siebie. Każdy z nas w pogoni za szczęściem i fasadowym poczuciem wartości sięgnął swojego dna. I właśnie tam poczuliśmy, że wszechświat wyciąga do nas rękę. Złapaliśmy się jej i z nadgorliwością neofity pragnęliśmy uratować cały świat, w efekcie znów za bardzo się nakręcając. W końcu zrozumieliśmy, że liczy się jedynie droga, która prowadzi do równowagi. Bywa wyboista, ale medytacja to najlepsza amortyzacja. „Oczywiście nie jest ona żadnym cudownym lekarstwem. Dzięki niej nie staniesz się wyższy ani przystojniejszy. Nie rozwiążesz też wszystkich twoich problemów. Odrzuć książki specjalistów od duchowości, którzy obiecują natychmiastowe oświecenie. Z mojego doświadczenia wynika, że dzięki medytacji człowiek staje się szczęśliwszy o 10%. Ta liczba nie jest oczywiście wynikiem jakichś skomplikowanych badań naukowych. Ale musisz przyznać, że to całkiem niezły zwrot z inwestycji” – pisze Harris.

Korzyści z medytacji – udowodnione naukowo

Badania nad skutecznością medytacji prowadzone są od lat 50. XX wieku. Czego dowodzą?
  1. W trakcie medytacji nasz mózg przełącza się na fale alfa (niskie) i fale theta (wysokie). Te pierwsze związane są z byciem „tu i teraz”, kreatywnością, odpoczynkiem i pełnym dostępem do obu półkul mózgu. Z kolei fale theta połączone są ze stanem głębokiej medytacji. Zwiększanie fal theta w trakcie medytacji pobudza intuicję, wpływa na poprawę kreatywności, wspomaganie procesów uczenia się i łagodzi stres. Dlatego osoby regularnie praktykujące medytację są zrelaksowane, ale jednocześnie dużo bardziej uważne.
  2. Jak twierdzi Karolina Zarychta, psycholożka zdrowia i psychoterapeutka z Centrum Badań Stosowanych nad Zachowaniami Zdrowotnymi i Zdrowiem w USWPS we Wrocławiu, medytacja jest skuteczna w obniżaniu poziomu stresu, lęku, poprawianiu nastroju oraz w leczeniu wielu zaburzeń, np. depresji, zaburzeń lękowych, zaburzeń odżywiania.
  3. Hinduscy badacze, Wanpen Turakitwanakan, Chantana Mekseepralard oraz Panaree Busarakumtragul, udowodnili, że medytacja skutecznie obniża poziom kortyzolu i zmniejsza ryzyko wystąpienia chorób będących skutkiem chronicznego stresu (zaburzenia psychiczne, wrzody żołądka i migreny). Według ekspertów powinna być stosowana jako uzupełnienie konwencjonalnej terapii.
  4. Odpowiednio dobrane techniki oddechowe i medytacja pomagają obniżyć ciśnienie krwi. Tym samym zmniejszają ryzyko wystąpienia chorób układu krążenia i są zalecane przez kardiologów.
  5. Badania neuroobrazowania pokazują, że osoby od lat medytujące mają więcej substancji szarej w hipokampie. Ta część tzw. układu limbicznego jest związana z pamięcią oraz reakcjami emocjonalnymi. Co ciekawe, zmiany można zobaczyć również w korze czołowej. U osób, które medytują, odnotowuje się zwiększenie gęstości neuronów w tym obszarze. Dodatkowo medytacja zmniejsza zagęszczenie komórek nerwowych w prawej części ciała migdałowatego. Dzięki temu łatwiej radzimy sobie z gniewem, strachem i smutkiem.

Karolina Szaciłło: dziennikarka, współautorka książek z dziedziny dietetyki. Z mężem Maciejem prowadzi warsztaty i bloga www.medytujemy.pl, łącząc medytację ze zdrowym odżywianiem.

  1. Styl Życia

Dobrej nocy. 5 niezwykłych gadżetów pozwalających lepiej spać

(Fot. Logan Nolin/Unsplash)
(Fot. Logan Nolin/Unsplash)
Zobacz galerię 7 Zdjęć
Rytuał przed snem to niezawodny sposób na usypianie dzieci. Ale nie tylko maluchom pomaga. Również mózg osoby dorosłej lubi wieczorną rutynę. Jej celem jest wyciszenie i przyśpieszenie zasypiania. Warto stworzyć własny wieczorny rytuał i celebrować go każdego dnia.  

Nasz mózg lubi, kiedy wykonujemy jakąś czynność regularnie - przyzwyczaja się do tego i uczy reagować. Po ciężkim dniu każdy potrzebuje odrobinę wytchnienia - wieczorna rutyna powinna polegać na zatrzymaniu i wyciszeniu. To ma być czas tylko dla ciebie, moment skupienia, troski o siebie. W trendach na 2021 rok Pinterest prognozuje, że  zdrowie (psychiczne, fizyczne i duchowe) stanie się naszym priorytetem, a jak wiadomo sen jest jego ważną częścią. Zmiana nawyków i dbanie o higienę snu to również podstawa terapii stosowana u osób cierpiących na bezsennością. Rozmawiam o tym z dr n. med. Małgorzatą Fornal - Pawłowską, psychologiem klinicznym, psychoterapeutką. 

Rytuał to coś więcej niż rutyna. Rytuał powinien mieć osobisty charakter. Warto włączyć do niego wszystko, co lubimy, co nas uspokaja - dla kogoś może to być kubek ciepłego mleka z cynamonem i miodem, a dla innej osoby słuchanie muzyki, albo sleep yoga, medytacja połączona z aromaterapią, czy wieczorna afirmacja.

Jeśli zakończysz dzień w przyjemny i spokojny sposób, świadomie przejdziesz w stan wyciszenia i relaksu, łatwiej uśniesz i wprowadzisz organizm w tryb nocnej regenerację.

Księżyc w salonie - Philips Hue Iris

Philips Hue Iris, cena 555 zł Philips Hue Iris, cena 555 zł

Specjaliści są zgodni - przed snem komórki, tablety i laptopy powinny iść w odstawkę.  Powinno się też wygasić w domu ostre, pobudzające świtało. Atmosferę relaksu i wyciszenia można zbudować oświetleniem. Nowa lampa Philips Hue Iris tylko wygląda niepozornie. Ta mała zgrabna kuleczka, dzięki dedykowanej aplikacji, ma niezwykłe możliwości - dzięki niej można wykreować w domu wiele klimatów: romantyczny, księżycowy, marsowy, wschodu słońca i wiele innych. W aplikacji dostępne są różne tzw. „rutyny”, czyli zaproponowane z góry działanie lampy, która np. wyłączy się samoistnie, dając znać, że pora już skończyć pracę, albo nastawiony minutnik świetlny poinformuje nas, że czas sprawdzić upieczone ciasto. Zimą o poranku lampa zacznie stopniowo budzić cię coraz jaśniejszym światłem imitującym wschód słońca. Do medytacji został zaprojektowany specjalny tryb pudrowo-różowej barwy. A gdy wieczorem przyjdzie czas na relaks, aplikacja może stopniowo zmieniać odcień światła, by jego przyjemna, ciepła barwa pomagała się odprężyć i przygotować na spokojny, błogi odpoczynek.

Lawendowa przyjemność - serum Kiehl’s Midnight Recovery Concentrate

Kiehl's, Midnight Recovery Concentrate 15 ml/115 zł (na kiehls.pl) Kiehl's, Midnight Recovery Concentrate 15 ml/115 zł (na kiehls.pl)

W nocny, kiedy my smacznie śpimy, w naszej skórze zachodzi mnóstwo procesów regeneracyjnych po całodziennym kontakcie ze szkodliwymi czynnikami zewnętrznymi (głównie UV i zanieczyszczenia). Warto wesprzeć skórę w procesie odnowy, stosując kosmetyki tzw. nocne o właściwościach liftingujących i regenerujących, które dodatkowo uzupełnią naturalne zasoby skóry. Serum do twarzy Midnight Recovery Concentrate to bestseller. Kobiety na całym świecie cenią ten produkt nie tylko za działanie, za to, że po obudzeniu widzą świeżą zrewitalizowaną skórę. Kochają go również za przyjemne stosowanie. Kluczowe składniki serum to: olej z wiesiołka pochodzący z oliwek skwalan i olejek lawendowy, którego stosowanie przed snem ma cudowne właściwości relaksujące.

Piękne ułożenie - Beauty Queen Pillow

Beauty Queen Pillow 99 zł (promocja na beautyqueenpillow.pl) Beauty Queen Pillow 99 zł (promocja na beautyqueenpillow.pl)

Mówi się, że zdrowy sen to najlepszy krem przeciwzmarszczkowy. Wielu kobietom sen z powiek spędza jednak pozycja spania - codzienny nacisk policzka na poduszkę, przez wiele lat, skutkuje pionowymi zmarszczkami w okolicy oczu, a nawet bruzdami. Jak temu zapobiec? Poduszka Beauty Queen Pillow została zaprojektowana właśnie z myślą o tym, by nie przygniatać sobie twarzy. Została odpowiednio wyprofilowana, dzięki swojemu kształtowi utrzymuje głowę podczas snu na boku bez nacisku na policzek, dzięki temu zapobiega tworzeniu pionowych zmarszczek i bruzd. Profilowanie na linii z szyją pozwala na komfortowe ułożenie głowy.

Fitbit Sense - smartwatch na zdrowie

Fitbit Sense, 1569 zł Fitbit Sense, 1569 zł

Wszelkim urządzeniom przed snem mówimy zdecydowanie "nie", ale jest jeden wyjątek. Fitbit Sense to zaawansowany technologicznie smartwatch wyposażony w rozbudowane funkcje zdrowotne. W połączeniu z dedykowaną aplikacją pozwala na kontrolowanie funkcji organizmu w ciągu dnia oraz podczas snu i - co ważniejsze - jest bardzo pomocny w zmianie nawyków. Ma czujnik do pomiaru aktywności elektrodermalnej (EDA) pomagający badać poziom stresu oraz zaawansowaną technologię pomiaru tętna, aplikację EKG, a także czujnik pomiaru wahań temperatury skóry na nadgarstku. Dzięki żywotności baterii do 6 dni, smartwatch towarzyszy nam każdej nocy. Po przebudzeniu udostępnia w aplikacji Fitbit pełną analizę minionej nocy – precyzyjnie określony czas trwania snu, od zaśnięcia po pobudkę; wykres prezentujący fasy snu: REM, płytką i głęboką oraz ich szczegółowy udział w całym śnie. Ponadto, urządzenie udostępnia wykres zmienności zawartości tlenu we krwi (SpO2) podczas naszego snu, a także monitoruje w sposób ciągły nasze tętno. Dodatkowo, w aplikacji możemy śledzić wszystkie minione noce i porównywać je ze sobą, a także ustalić swój harmonogram snu. Urządzenie będzie nam przypominało o porze pójścia spać, by zadbać o poprawną rutynę.

Zapach głębokiego snu - ThisWorks, Sleep Plus Pillow Spray

ThisWorks, Sleep Plus Pillow Spray 139 zł/75 ml (na sephora.pl) ThisWorks, Sleep Plus Pillow Spray 139 zł/75 ml (na sephora.pl)

Spray do poduszek Sleep Plus Pillow to koktajl aromatów lawendy, wetiweru i rumianku, które przez osiem godzin stopniowo uwalniają się pod wpływem ruchu, aby zapewnić głęboki sen przez dłuższy okres. Rozpylony na pościel tuż przed snem ułatwia zasypianie, jego skuteczność we wspomaganiu przywrócenia normalnych cyklów snu jest potwierdzona badaniami klinicznymi - formuła testowana przez 14 dni na 200 osobach powyżej 18 roku życia z zaburzeniami snu i w porównaniu z placebo.

  1. Zdrowie

Zdrowy sen to wyższa odporność i lepsze życie. Jak leczyć bezsenność i spać spokojnie?

Żyjemy w świecie, który dezorganizuje nasz naturalny rytm, a to z kolei zaburza wiele funkcji w naszym organizmie, w tym sen. Warto o nocną regenerację świadomie zadbać. (Fot. iStock)
Żyjemy w świecie, który dezorganizuje nasz naturalny rytm, a to z kolei zaburza wiele funkcji w naszym organizmie, w tym sen. Warto o nocną regenerację świadomie zadbać. (Fot. iStock)
Bezsenność to choroba cywilizacyjna, skutek życia w nadmiernym stresie i wzbudzeniu. Już ponad połowa Polaków ma problemy ze snem, a około 10 proc. cierpi na bezsenność. Rozmowa z dr n. med. Małgorzatą Fornal - Pawłowską, psychologiem klinicznym, psychoterapeutką.

Od 16 lat pracuje Pani w Poradni Leczenia Zaburzeń Snu przy Szpitalu Nowowiejskim w Warszawie - kto i jak tam trafia? Poradnia Leczenia Zaburzeń Snu funkcjonuje przy przyszpitalnej poradni zdrowia psychicznego. Pracują w niej lekarze psychiatrzy i psycholodzy, którzy specjalizują się w leczeniu zaburzeń snu. Naszymi pacjentami są najczęściej osoby, których kłopoty ze snem wynikają ze stresu albo problemów emocjonalnych. Oni najczęściej kierowani są do nas przez psychologów i psychiatrów. Mamy też pacjentów, którzy dowiedzieli się o nas z wyszukiwarek internetowych. Żeby się u nas leczyć nie trzeba mieć skierowania.

Z jakimi konkretnie problemami zgłaszają się pacjenci? Najczęściej skarżą się na przewleką bezsenność. Ale częstym problemem jest też nadmierna senność, albo nietypowe zjawiska występujące we śnie, które przekładają się później na codzienną jakość życia.

Czy bezsenność jest chorobą? Zdecydowanie. W  najnowszej klasyfikacji problemów zdrowotnych mamy odrębną kategorię nazwaną "zaburzenia snu”. Dawniej była ona podpięta pod zaburzenia psychiczne, neurologiczne, albo związane z oddychaniem. Znajduje się w niej sześć głównych typów zaburzeń snu:

  • bezsenność - najczęściej występująca choroba;
  • zaburzenia snu związane z zaburzeniem oddychania;
  • nadmierna senność, czyli hipersomnia;
  • zaburzenia rytmu snu okołodobowego - to problemy występujące najczęściej u osób, które pracują zmianowo, albo mają nieregularny tryb życia;
  • parasomnie - nietypowe zachowania w trakcie snu - np chodzenie, mówienie, krzyczenia, koszmary senne;
  • zaburzenie ruchowe w trakcie snu np. zespół niespokojnych nóg;

W sumie mamy kilkadziesiąt jednostek chorobowych związanych ze spaniem.

Jak diagnozuje się zaburzenia snu? Diagnoza polega przede wszystkim na zebraniu szczegółowego wywiadu. Pytamy pacjentów na czym dokładnie polegają ich problemy ze snem. Oni najczęściej skarżą się, że długo nie mogą zasnąć, albo nawet kiedy uda się im usnąć, w nocy się wybudzają i nie mogą ponownie zasnąć. Często problemem jest również to, że trudno pacjentom wstać po nocy i poczuć się rozbudzonym. Podczas wywiadu dowiadujemy się również tego, że to jak źle pacjenci śpią, a raczej nie śpią, wpływa znacząco na jakość ich życia, na codzienne funkcjonowanie. Jeśli problem występuje minimum 3 razy w tygodniu i trwa od trzech miesięcy, to wiadomo, że taka osoba kwalifikuje się do leczenia. Jednak diagnoza nie opiera się jedynie na wywiadzie dotyczącym samego snu. Zbieramy również informacje na temat ogólnego stanu zdrowia pacjenta, potencjalnych chorób, które mogą wpływać na sen, np. niedoczynność tarczycy. Jeśli ktoś ma na przykład dolegliwości bólowe i nie może zasnąć, to wiadomo, że to może być główny powód zakłócający sen. Jednak u wielu pacjentów nie ma takich oczywistych przyczyn problemów ze snem. Są one bardziej złożone, zwłaszcza, gdy bezsenność utrzymuje się przewlekle.

Co zatem może być przyczyną tego, że nie śpią? 60-80 proc. pacjentów, którzy mają przewlekłe problemy ze snem ma równolegle diagnozę innych chorób - najczęściej są to zaburzenia lękowe i depresyjne. Dlatego lekarz robiący wywiad podczas diagnozy, zbiera informacje dotyczące tego, co dzieje się w życiu emocjonalnym pacjenta, pyta o jego nastroje, lęki, kondycję psychiczną. Jeśli pacjent zgłasza, że ma w życiu intensywny stres, to nie ciężko się domyślić, że problemy ze snem mogą być wtórne i łączyć się z tą sytuacją. W diagnostyce zaburzeń snu bardzo ważny jest też wywiad dotyczące samego snu - o której godzinie chodzimy spać, wstajemy, czy zachowujemy stały rytm. itp. Bo okazuje się, że osoby, które mają kłopoty ze snem często same pogarszają swoją sytuację pogłębiając złe nawyki związane ze spaniem. I nawet jeśli początkowa przyczyna zaburzeń snu leżała gdzie indziej, to brak właściwej higieny snu, i narastający lęk przez kolejną nieprzespaną nocą, stają się czynnikami napędzającymi problem.

Wpadają w błędne koło? Dokładnie. Dlatego osoba, która trafia do poradni zaburzeń snu, dostaje dziennik snu, taki arkusz, w którym prowadzi zapiski dotyczące tego, o której godzinie wstaje, o której kładzie się spać, jak długo zasypia, czy budzi się w nocy, czy uprawia jakiś sport, ile spożywa kofeiny, jak czuje się w ciagu dnia i jakie leki przyjmuje. Lekarz diagnozujący po lekturze takiego dziennika, jest w stanie rozpoznać, czy osoba ma regularny rytm snu, albo czy w łóżku nie spędza za dużo czasu, pomimo tego, że nie śpi, co może być przyczyną fragmentacji snu, czyli zwiększenia nocnych przebudzeń. Z dzienniczka można też wyczytać, że pacjent źle przyjmuje leki, albo że ich nadużywa. Wszystkie tego typu informacje - dla nas ekspertów zajmujących się zaburzeniami snu - są bardzo ważne w diagnozie i programie leczenia.

Czy problemy z oddychaniem, np. krzywa przegroda nosowa, chrapanie, mogą zaburzać sen? Kiedy wywiad pokaże, że osoba może mieć problemy z bezdechem, bo w trakcie snu ma przerwy w oddychaniu lub chrapie, budzi się z bólem głowy lub suchością w ustach, a w ciągu dnia jest bardzo senna, pomimo tego, że w nocy odpowiednio długo śpi, zlecamy wówczas badanie pod kątem zaburzeń oddychania w trakcie snu. Jest to specjalistyczne nocne badanie polisomnograficzne, podczas którego mierzy się różne parametry organizmu ludzkiego w czasie snu, w tym przepływ powietrza przez drogi oddechowe, wysycenie krwi tlenem, wzbudzenia. Wykonuje się w je w specjalistycznych laboratoriach snu, funkcjonujących zwykle przy poradniach laryngologicznych albo pulmunologicznych. Możliwa jest też prostsza wersja tego badania wykonywana w domu. Leczenie bezdechu sennego jest zależne od jego nasilenia. Przy lżejszych postaciach wystarczą interwencje behawioralne – odpowiednia dieta, w celu zmniejszenia masy ciała, unikanie alkoholu czy leków wpływających na obniżenie napięcia mięśniowego. U osób, u których występują niedrożności dróg oddechowych (np. krzywa przegroda nosowa), zabieg laryngologiczny może całkowicie rozwiązać problem bezdechów. W bardziej złożonych przypadkach konieczne jest stosowanie specjalnego urządzenia do snu, które wytwarza ciśnienie w drogach oddechowych.

Przypomnijmy - dlaczego zdrowy sen jest ważny? Odpowiedź na to pytanie zna każdy, kto ma za sobą nieprzespaną noc, albo kilka. Podczas snu nasz organizm regeneruje się, wypoczywa - to podstawowa potrzeba człowieka. Po nieprzespanej nocy mamy słabszą koncentrację uwagi, gorszą sprawność intelektualną i poznawczą, marny nastrój, trudniej nam kontrolować emocje, jesteśmy bardziej impulsywni. Eksperci od medycyny snu podkreślają, że sen jest bardzo ważny dla naszego zdrowia. Długoterminowo problemy ze snem mogą przyczyniać się do pogorszenia przemiany materii a nawet wystąpienia otyłości. Po nieprzespanej nocy, kiedy jesteśmy zmęczeni i poddenerwowani, mamy tendencje do sięgania po niezdrową żywność, przekąski, które szybko nas „pocieszają”. Prawidłowy sen reguluje też nasze funkcje immunologiczne. Kiedy śpimy w naszym organizmie zachodzą różne procesy naprawcze, komórki się regenerują, organizm nabiera sił. Przy deprawacji snu zmniejsza się aktywność komórek układu odpornościowego tzw. naturalnych zabójców. Są badania, które wykazały, że u osób, u których zdiagnozowano zaburzeniami snu, mniej skuteczna okazała się szczepionka przeciw grypie. Wiadomo też, że osoby, które mają zaburzony proces spania, wykazują większą skłonności do łapania infekcji. Wykazano, że nieleczona bezsenność zwiększa ryzyko chorób układu krążenia, cukrzycy oraz depresji.

W pandemii wzrosła liczba osób, które nie śpią. Jaka może być tego przyczyna? Jest to związane zarówno z nasilonym poziomem stresu, w różnych obszarach życia (zdrowotnym, ekonomicznym, społecznym) oraz zmianą trybu życia. Zamknięcie w domach, odcięcie od dotychczasowych ważnych aktywności, ograniczenie ruchu, mniejszy kontakt ze światłem dziennym, a większy ze sztucznym, zdecydowanie pogorszyły jakość naszego snu. U osób, które przechodzą zakażenie wirusem, zaburzenia snu mogą być też następstwem reakcji organizmu na infekcję np. tzw. burzy cytokinowej w układzie odpornościowym, która wpływa na układ nerwowy. Eksperci akcentują, żeby w okresie pandemii o sen zadbać szczególnie, bo to wzmacnia organizm, a silny organizm jest w stanie dobrze poradzić sobie z infekcjami. Dlatego teraz jest to tym ważniejsze, ale też trudniejsze.

Czy w zdrowym spaniu najważniejsza jest liczba przespanych godzin? Ważna jest długość, ale też jakość snu, i jeszcze to, żeby dostosować sen do swojego chronotypu. Musimy wiedzieć, czy jesteśmy bardziej sową czy skowronkiem. Kilka najważniejszych punktów jakościowego snu:

  1. Odpowiednia dawka snu - dla osoby dorosłej to jest 7-8 godzin na dobę. Warto jednak wiedzieć, że zarówno spanie krócej niż 7-8 godzin jak i dłużej, będzie szkodliwe. Nie jest prawdą, że im dłużej śpimy, tym lepiej. To trochę tak jakbyśmy się przejadali. Są badania, które pokazują, że wydłużanie snu prowadzi do podobnych konsekwencji, co zbyt krótki sen.
  2. Właściwa pora, czyli w nocy. Nie jest dobrze jeśli część naszego snu przeniesiemy na długą drzemkę w ciągu dnia. Ponieważ nasz organizm ewolucyjnie jest przyzwyczajony do tego, że jak jest ciemno to ma spać. Wtedy w naszym mózgu wydziela się melatonina, która daje sygnał reszcie naszego organizmu, że czas zwolnić różne procesy – np. obniżyć temperaturę ciała, akcję serca, wydzielanie hormonów związanych z aktywacją organizmu, by przygotować się do snu.
  3. Dostosowanie snu do wewnętrznego zegara biologicznego. Każdy z nas musi wyczuć jakie pory są dla niego lepsze na sen. Jeśli jesteśmy typem skowronka, to dobra pora na spanie wypadnie między godziną 22 a 5 rano. A jeśli jesteśmy sową, to wydzielanie melatoniny  będzie opóźnione i lepiej chodzić do łóżka bliżej północy. Nie można jednak przesadzać z tym przesunięciem godzin spania - chodzenie do łóżka o 4 rano i wstawanie o 12 nie jest zdrowe i kwalifikuje się jako zaburzenie, które trzeba leczyć.
  4. Tryb życia. Nasze codzienne nawyki wpływają na jakość snu. Na przykład to jakie substancje, i o której przyjmujemy, ile pijemy kofeiny, czy spożywam alkohol, czy mamy drzemki w ciągu dnia, czy korzystamy nadmiarowo ze światła sztucznego - to wszystko są „pogarszacze” snu. Ich nadmiar może zaburzyć naturalny rytm odpoczynku nocnego. Na jakość snu wpływa również to, jak w ogóle podchodzimy do tej części naszego życia. Warto zadać sobie pytanie, czy odpowiednio przygotowuję się do snu, czy mam czas by zwolnić wieczorem, zrelaksować się, czy przeznaczam na sen odpowiednią liczbę godzin.

Czy to znaczy, że do snu trzeba się specjalnie szykować? Chodzi o to, żeby zadbać o tzw. higienę snu. Zaleca się, żeby na 4 a nawet 6 godzin przed snem nie spożywać kofeiny. Naukowo dowiedziono, że podwójne espresso wypite przez zdrową osobę na 6 godzin przed snem powoduje skrócenie snu głębokiego, nawet jeśli nie mamy problemu z zaśnięciem po kawie.

Na godzinę przed snem trzeba ograniczyć intensywny wysiłek. Nie jest prawdą, że jak człowiek się intensywnie zmęczy, to szybko uśnie, bo ciało w wysiłku fizycznym się wzbudza. Lepiej, żeby sport uprawiać w ciagu dnia, najlepiej w połączeniu z ekspozycją na światło słoneczne.

Ważne jest również to, by na minimum godzinę przed snem ograniczyć korzystanie z urządzeń emitujących świtało niebieskie. A już na pewno nie można zabierać telefonów, tabletów i laptopów do łóżka. Taki sygnał świetlny w porze snu jest informację dla mózgu, że jest dzień i czas się pobudzić, a my przecież chcemy iść spać.

Nie polecam również alkoholu przez snem - to pogarszacz jakość snu. Działa wprawdzie rozluźniająco, wiele osób szybciej po spożyciu usypia, ale warto wiedzieć, że w wyniku metabolizowania alkoholu powstaje aldehyd octowy, który pobudza - stąd po alkoholu może wystąpić wiele przebudzeń w ciagu nocy i w sumie słaba jakość snu.

Warto też zadać o świeże czyste powietrze i odpowiednią temperaturę w sypialni - powinno być między 18 a 20 stopni C.

Rytuały przed snem - dla niemowlaka czy dla każdego? Nasz mózg zdecydowanie lubi rytuały. Nawet jeśli ktoś nie ma problemów z zasypianiem warto, żeby wyrobił w sobie nawyk dbania o to, żeby wieczór był czasem zwolnienia. Z trybu gotowości przechodzimy w tryb relaksu i wyciszenia. Warto pod koniec dnia zrobić dla siebie coś, co jest odprężające, co sprawia nam przyjemności. Medytacja, relaksacja, czytanie, szydełkowanie. To nie musi być zawsze to samo. Jednak odradzam, żeby wprowadzać te rzeczy do łóżka. W łóżku śpimy.

Jak w Polce leczy się bezsenność? Wiele osób nie robi z tym nic, niestety - wynika to z badań. Myślą: „A, jakoś to będzie.” Jedynie co dziesiąta osoba konsultuje ten problem z lekarzem rodzinnym. Zdecydowana większość (31,3 proc.) nic nie robi, aby lepiej spać. Tylko, że problem sam się nie rozwiąże, a z czasem kłopoty ze snem się pogłębiają. Jest też spora grupa ludzi, sięgających po tabletkę. Tymczasem lekarze na całym świecie są zgodni, że najlepsza metodą wychodzenia z  bezsenności jest zastosowanie technik poznawczo-behawioralnych.

Na czym ta metoda polega? Terapia poznawczo-behawioralna to jeden z nurtów psychoterapii, stosowany w leczeniu różnych zaburzeń (np. depresji, zaburzeń lękowych). Polega na wprowadzeniu odpowiednich zachowań i pracy nad myślami towarzyszącymi danemu problemowi, co przekłada się na zmniejszenie objawów. Ponieważ sen jest bardzo związany z naszymi myślami i zachowaniami, podlega procesom uczenia się - odpowiednie nawyki, pory snu, techniki behawioralne dobrane do danej osoby (np. skrócenie czasu snu, albo jego wydłużenie), zadbanie o pełną higienę snu, pomagają pacjentom wyjść z bezsenności. Terapia zwykle wymaga od 4 do 8 sesji. Metoda poznawczo – behawioralna uznawana jest w świcie naukowym za złoty standard w leczeniu bezsenności. Leki wprowadza się dopiero wtedy, kiedy te metody okażą się niewystarczające. Dlaczego? Bo tabletka nie zmienia nawyków, a wręcz może utrwalić skojarzenie, że zasypia się tylko po pigułce. A celem leczenia jest, żeby pacjent powrócił do automatyczności snu - jego naturalnego rytmu.

Jest Pani współautorka pierwszego w Polsce program niefarmakologicznego leczenia bezsenności oraz aplikacji Terapia Bezsenności do poprawy snu w oparciu o terapię poznawczo-behawioralną. Jak to działa? To 6 -tygodniowy program on-line z pełną bazą materiałów edukacyjnych, ćwiczeń i analiz opartych na zasadach terapii poznawczo-behawioralnej. Pierwszy tydzień naszego kursu jest otwarty dla każdego. To sesja cyfrowa stworzona na wzór tradycyjnej - zawiera ankiety, na podstawie których każdy może zobaczyć spersonalizowane czynniki, które mogą odpowiadać za utrzymujące się problemy ze snem. Pokazujemy jakie zachowania pozwalają pogłębić nasz sen, co robić w sytuacji, gdy nie możemy zasnąć lub wybudzamy się w nocy oraz jak radzić sobie z niepokojem czy gonitwą myśli w porze snu. Kurs pozwala zrozumieć przyczyny problemów ze snem, daje wiedzę, narzędzia i indywidualny plan poprawy snu.

Wychodzenie z bezsenności to praca nad zdrowymi nawykami. Nie ma tu drogi na skróty - nie liczmy na opaski, po założeniu których stanie się cud, albo maszyny, które wpłyną na prace naszych fal mózgowych. Zdrowy sen jest w naszych rękach. To powrót do regularnego rytmu, do natury.

  1. Styl Życia

Medytacja - lek dla ciała i umysłu

Ukoi przeciążone od stresu ciało, wyciszy niespokojny umysł, pomoże w rozwoju duchowym - dobroczynne skutki medytacji potwierdzono w wielu badaniach (fot. iStock)
Ukoi przeciążone od stresu ciało, wyciszy niespokojny umysł, pomoże w rozwoju duchowym - dobroczynne skutki medytacji potwierdzono w wielu badaniach (fot. iStock)
Z badań wynika, że w przypadku wielu chorób regularna praktyka medytacyjna sprawdziła się jako metoda wspierająca konwencjonalną terapię medyczną. Nieoceniona jest też profilaktyczna rola medytacji w życiu wszystkich zestresowanych.

Artykuł archiwalny 

Medytacja często jest postrzegana jako tajemna praktyka dostępna tylko dla wschodnich myślicieli, buddystów. Praktykowana przez Europejczyków potrafi budzić zadziwienie i sprzeciw. Chciałabym rozwiać te niepokoje i przedstawić wiele niezwykłych korzyści płynących z medytacji.

Na początek definicja. Medytacja, z łac. meditatio, oznacza rozmyślanie, zagłębianie się w myślach. Nie sposób wszystkie techniki medytacyjne wrzucić do jednego worka. Potrafią się różnić od siebie diametralnie, zarówno w technice, jak i w samym celu. Medytację zalecają religie Wschodu: buddyzm, zen, taoizm, hinduizm; modlitwa kontemplacyjna jest jej przykładem w praktyce chrześcijańskiej. Medytacja jest także obecna w psychoterapii i procesach samodoskonalenia się pozbawionych elementów religijnych. Warto wymienić kilka metod medytacyjnych.

W wielu przypadkach medytacja polega na powtarzaniu w kółko jakiegoś dźwięku, zdania, wersetu modlitwy. Pewne dźwięki działają wyjątkowo kojąco i brzmią podobnie w wielu kulturach. Są to szalom, om, amen, salaam.

Vipassana polega na uświadamianiu sobie własnych naturalnych reakcji w ciele na wszystkie zewnętrzne bodźce oraz na koncentracji na oddechu. Zen skupia się na liczeniu oddechów. W buddyzmie tybetańskim to proces tworzenia i niszczenia mandali. Medytacja transcendentalna to powtarzanie mantr, czyli formuł. Są mantry uniwersalne wypowiadane w sanskrycie, za odmianę mantry można także jednak uznać modlitwę różańcową do Matki Boskiej. Jest też medytacja tonglen polegająca na wizualizacji cierpienia – swojego lub czyjegoś, „wdychaniu” tego cierpienia, przetwarzaniu na poziomie serca w stan ukojenia i wydychaniu go w postaci promiennego światła. Wyróżnia się także medytację w ruchu: ćwiczenia tai-chi i qigong, a także tańce transowe.

Po co się medytuje? By osiągnąć oświecenie, pełną kontrolę nad duszą i ciałem, pozbyć się lęku przed śmiercią, a także by poprawić swoje zdrowie – zarówno fizyczne, jak i psychiczne.

Więcej niż relaksacja

Podczas medytacji ciało odpoczywa, a stan głębokiej relaksacji działa uzdrawiająco na cały organizm. W zapisie badania EEG medytującej osoby pojawiają się fale alfa wskazujące na stan najwyższego odprężenia i dobrego samopoczucia. Medytacja może wzmacniać odporność organizmu i przywracać równowagę w autonomicznym układzie nerwowym (unerwiającym narządy wewnętrzne) – między układem sympatycznym, pobudzającym, np. przyspieszającym oddychanie, i parasympatycznym, hamującym, spowalniającym oddychanie. Powoduje rozluźnienie mięśni, często trwalsze niż w trakcie ćwiczeń relaksacyjnych. Co ważne, dzięki medytacji wydolność i aktywność układu nerwowego wzrastają, a nie obniżają się, jak w przypadku innych technik relaksacyjnych.

Już od lat 70. nauka bardzo interesuje się wpływem medytacji na organizm. Badania wykazały, że jest to z jednej strony metoda profilaktyczna, zapobiegająca różnym chorobom, wywołanym przede wszystkim permanentnym stresem, a z drugiej – metoda uzdrawiająca i wspierająca leczenie farmakologiczne, szczególnie w przypadku chorób przewlekłych.

Osoby praktykujące medytację są mniej nerwowe, mniej agresywne, mniej podatne na depresję, za to szczęśliwsze i zdrowsze od tych, które nie medytują. Medytacja to sposób na radzenie sobie ze stresem, a więc jednocześnie na zapobieganie niechcianym następstwom stresu, takim jak nadciśnienie, atak serca, udar, zwiększona podatność na alergie czy rozwój nowotworów. Dlaczego tak się dzieje? Stres powoduje przyspieszone oddychanie, wzrost ciśnienia krwi, napięcia mięśniowego, przyspieszenie akcji serca. Przez ciągłe napięcie wyczerpują nam się naturalne zapasy energii i spada odporność. Regularne codzienne medytowanie po 20 minutach przynosi ulgę i zmniejsza objawy u osób przewlekle chorych m.in. na astmę, cukrzycę, nadciśnienie, migreny. Tam, gdzie lekarze zalecają spokój, opanowanie, zdrowy tryb życia, bo już same leki nie pomagają, z pomocą przychodzi właśnie medytacja.

Wyciszenie umysłu

Dr Dean Ornish (ur. 1953 r.), amerykański lekarz i uczony z Uniwersytetu w San Francisco, a także założyciel Preventive Medicine Research Institute w Sausalito, od lat stosuje terapię łączącą medytację i specjalną dietę niskotłuszczową u pacjentów cierpiących na chorobę wieńcową i nowotwory prostaty.

Zaleca też medytację jako doskonałą terapię na nadciśnienie i obniżanie poziomu cholesterolu.

W jednym z wywiadów szczegółowo opisuje działanie regularnej medytacji: „Medytacja to potężne narzędzie redukujące stres, ale też dużo więcej. To praktyka i proces koncentrowania się na własnej świadomości. W wielu przypadkach medytacja polega na ciągłym powtarzaniu dźwięku, zdania, wersetu modlitwy. (…) Pewne dźwięki działają wyjątkowo kojąco i brzmią podobnie w wielu kulturach. Są to szalom, om, amen, salaam. Jeśli czujesz się lepiej ze świecką medytacją, możesz powtarzać słowo one [ang. jeden]. Rodzice, usypiając czy uspokajając dziecko, często intuicyjnie nucą mruczanki typu aaaa, yhmmmm. Zazwyczaj dźwięki zaczynają się od o lub a, a kończą na m lub n. Na przykład »ommmmmmmmmmmmm«, »amennnnnnnnnnnn« czy »szalommmmmmmm« czy »onnnnnnnnnne«.

Weź wdech i na wydechu wypowiedz swój dźwięk w przeciągły sposób, następnie znów weź wdech i powtarzaj. Możesz powtarzać dźwięk głośno bądź w myśli, choć wielu osobom łatwiej jest się skoncentrować, kiedy powtarzają na głos. Kiedy skupiasz się na swoim umyśle, zaczyna się dziać wiele dobrych rzeczy. Po pierwsze, łatwiej ci się skoncentrować, tak więc cokolwiek robisz, robisz to lepiej. Po drugie, na poziomie zmysłów, kiedy podchodzisz do czegoś z uwagą, czerpiesz z tego więcej korzyści. (…) Twój umysł zaczyna się wyciszać i zaczynasz doświadczać coraz większego wewnętrznego spokoju, radości i dobrego samopoczucia. Wtedy zdajemy sobie sprawę, że to nasz naturalny stan, trwający, dopóki sami go nie popsujemy, co jest bardzo wzmacniającą świadomością. Bo kiedy czujemy się zestresowani, przestajemy oskarżać o to innych, tylko skupiamy się na tym, co możemy z tym stresem zrobić sami”.

 
Przeprowadzono badania grupy osób, które zdecydowały się na zmianę stylu życia według wskazówek doktora Ornisha (regularna medytacja, niskotłuszczowa dieta i udział w zajęciach grupy wsparcia). Po roku okazało się, że zmiany miażdżycowe częściowo się u nich cofnęły, a po pięciu latach ta korzystna tendencja była jeszcze wyraźniejsza.

Zamiast leków nasennych

Jednym z pionierów w dziedzinie psychosomatyki – łączenia umysłu i ciała w jeden system – jest Herbert Benson (ur. 1935), amerykański kardiolog, założyciel Mind/Body Medical Institute pod Bostonem i profesor związany z Harvard Medical School. W swoich badaniach, rozpoczętych 35 lat temu, koncentruje się na szkodliwym wpływie stresu na zdrowie i metodach przeciwdziałania mu. Medytację uznał za jeden ze skuteczniejszych sposobów na ograniczenie negatywnych skutków stresu.

Medytacja jako sposób radzenia sobie ze stresem jednocześnie pomaga zapobiegać nadciśnieniu, atakom serca, udarom, zwiększonej podatności na alergie czy rozwojowi nowotworów.

Benson zauważył, że w czasie wizyt kontrolnych jego pacjenci zawsze mają podwyższone ciśnienie krwi. Wysunął hipotezę, że powoduje to stres związany z wizytą u lekarza. Powrócił na uczelnię – Harvard Medical School – by rozpocząć swoje wieloletnie badania. W czasie studiów spotkał młode osoby praktykujące medytację transcendentalną, które poprosiły go o przeanalizowanie ich poziomu ciśnienia.

Tak więc Benson wraz kolegą Robertem Keithem Wallace’em przeprowadzili badania w dwóch fazach: najpierw gdy ochotnicy po prostu spokojnie siedzieli przez 20 minut, a potem w trakcie ich 20-minutowej medytacji. Wyniki okazały się zaskakujące. W czasie medytacji (w przeciwieństwie do fazy siedzenia) u badanych zaobserwowano obniżony metabolizm, wolniejsze tempo oddechu i bicia serca, a także wolniejszy przepływ fal mózgowych. Benson określił to jako reakcję organizmu na relaksację, przeciwstawiając ten stan reakcji na stres. Na podstawie badań doszedł do wniosku, że aby organizm osiągał reakcję na relaksację, można stosować różne rodzaje medytacji, w zależności od potrzeb pacjenta. Powinny zostać jednak spełnione dwa warunki: powtarzanie jakiegoś dźwięku, słowa, frazy z modlitwy lub ruchu oraz koncentracja na tym powtórzeniu, czyli odłożenie na bok wszelkich przeszkadzających myśli.

Wieloletnie badania wykazały, że od 60 do 90 proc. wizyt u lekarza jest spowodowane dolegliwościami lub chorobami pacjenta wywołanymi przez stres. Program leczenia Bensona obejmuje techniki medytacji, odpowiednią dietę, ćwiczenia fizyczne i grupę wsparcia pomagającą przeformułować negatywne myślenie w pozytywne. Efekty terapii zostały odnotowane.

75 proc. pacjentów cierpiących na bezsenność dzięki medytacji zostało całkowicie uleczonych i mogło odstawić bezpowrotnie leki nasenne, 36 proc. kobiet cierpiących na nieuzasadnioną medycznie bezpłodność zaszło w ciążę w ciągu sześciu miesięcy od zakończenia programu. U pacjentów z nadciśnieniem ciśnienie krwi zdecydowanie się obniżyło. U wielu kobiet ustąpiły napięcia przedmiesiączkowe i dokuczliwe objawy menopauzy.

Druga strona medalu

Medytacje są bezpieczne. Przestrzega się jednak, że regularne praktykowanie medytacji może wzmocnić działanie niektórych leków, zwłaszcza przeciwlękowych i obniżających ciśnienie krwi. Konieczna w takich przypadkach jest konsultacja z lekarzem prowadzącym. Medytacja może być niebezpieczna dla osób ciężko chorych psychicznie. Istnieje teoria, że podczas medytacji może pogarszać się stan osób cierpiących na schizofrenię, odradza się ją również chorym na cyklofrenię.

Konsultacja: lekarz med. Tomasz Nocuń

  1. Zdrowie

Jak (nie) śpią Polacy. Covidowa bezsenność

Chcąc poprawić jakość naszego snu, a w konsekwencji życia, powinniśmy zacząć od wdrażania zasad jego higieny. (Fot. iStock)
Chcąc poprawić jakość naszego snu, a w konsekwencji życia, powinniśmy zacząć od wdrażania zasad jego higieny. (Fot. iStock)
19 marca obchodzony jest Światowy Dzień Snu. Ponad połowa Polaków ma problemy z nocną regeneracją. Pandemia nasiliła problem. A nieleczona bezsenność zwiększa ryzyko otyłości, lęku, depresji, chorób układu krążenia czy cukrzycy - mówi dr n. med. Małgorzata Fornal-Pawłowska.

Aż. 64 proc. dorosłych Polaków deklaruje, że ma problemy ze snem – wynika z badania opinii publicznej, zrealizowanego w styczniu tego roku przez SW Research dla terapiabezsennosci.pl. Co czwarta osoba z badanej grupy deklaruje, że jej problemy ze snem zaczęły się w ciągu ostatniego roku. Co znaczące, 25 proc. tej grupy stanowią ci, którzy problemy ze snem mają niemal codziennie. Uwagę zwraca również fakt, że częściej doświadczają ich kobiety niż mężczyźni. Leki są najpopularniejszą wśród Polaków metodą na radzenie sobie z problemami ze snem.

Zły sen Polaków

To naturalne, że gorszy sen jest reakcją naszego organizmu na ciągły stres, którego doświadczamy od ponad roku. Nie możemy jednak pozostawać obojętni wobec tego zjawiska, twierdząc, że tak musi być. Bagatelizowanie zaburzeń snu pociąga za sobą poważne konsekwencje, a złe samopoczucie po nieprzespanej nocy, pogorszenie nastroju, brak koncentracji, czy gorszaą jakość pracy, to tylko część długiej listy.  Na nie jednak najczęściej zwracamy uwagę, ponieważ doświadczamy ich na bieżąco. - mówi dr n. med. Małgorzata Fornal-Pawłowska. Tymczasem następstwa przewlekłych problemów ze snem mogą być poważniejsze, w postaci długotrwałych skutków zdrowotnych. Nieleczona bezsenność zwiększa ryzyko otyłości, lęku, depresji, chorób układu krążenia czy cukrzycy - dodaje. Potwierdzają to również wyniki przeprowadzonych badań. Pogorszenie samopoczucia, odczuwanie senności i zmęczenia w ciągu dnia, napięcie oraz towarzyszący mu niepokój, to trzy najczęściej wymieniane przez badanych objawy braku snu. Ale warto zwrócić uwagę na to, że respondenci często wskazywali również na ogólne pogorszenie się stanu zdrowia oraz problemy ze zdrowiem psychicznym. W przypadku tego ostatniego niepokojącym jest fakt, że jedną czwartą osób, w tej grupie stanowią te, które nie ukończyły jeszcze 25 roku życia dodaje Fornal-Pawłowska

Na problemy ze snem - leki, leki, leki…

A co, kiedy zaobserwujemy u siebie problemy ze snem? Wydawać by się mogło, że podobnie jak w przypadku innych przewlekłych dolegliwości, konsultujemy się z lekarzem. Przeczą temu jednak wyniki badań. Tylko co 10 osoba konsultowała się z lekarzem rodzinnym. Zdecydowana większość (31,3 proc.) nie robi nic, aby lepiej spać! Odpowiedzi zaś tych, którzy próbują sobie poradzić z problemem nie pozostawiają wątpliwości – najczęściej wybieranym sposobem są leki. 32,7 proc. badanych decydowało się na te pochodzenia roślinnego, a niemal co czwarty respondent wskazywał leki nasenne.

Kiedy zaczynamy odczuwać problemy ze snem uciekamy się do leków, przekonani o tym, że w krótkim czasie przyniosą one pożądany efekt. Jednak leki łagodzą skutki bezsenności, a jej przyczyna nadal pozostaje. Dlatego też chcąc poprawić jakość naszego snu, a w konsekwencji życia, powinniśmy zacząć od wdrażania zasad jego higieny. Zmiana naszych codziennych nawyków powinna być zawsze pierwszym krokiem – mówi dr n. med. Małgorzata Fornal-Pawłowska. Jeśli jednak mimo stosowania zasad higieny snu, nadal zmagamy się z bezsennością, powinniśmy skonsultować się ze specjalistą. Nie liczmy jednak na to, że dostaniemy od niego leki, które w trybie natychmiastowym rozwiążą nasze problemy. Bezsenności tak się nie leczy. Podstawową metodą jest terapia poznawczo – behawioralna dodaje ekspertka.

Zasady higieny snu

1. Utrzymuj regularne pory snu

2. Dbaj o aktywność fizyczną w ciągu dnia

3. Korzystaj ze światła w dzień, a ogranicz je przed snem

4. Zdrowo się odżywiaj się.

5. Ogranicz nikotynę, kofeinę oraz alkohol

5. Kontroluj drzemki w ciągu dnia

6. Zadbaj o odpowiednie warunki do snu

Czy grozi nam „koronasomnia”?

Według amerykańskiego Centrum ds. Kontroli i Zapobiegania Chorobom (CDC),  w latach poprzedzających pandemię bezsenność zwykle dotykała 10-14 procent dorosłych osób. Ale już dzisiaj eksperci przewidują, że ludzi zmagających się z problemami ze snem będzie przybywało, ponieważ człowiek zaprogramowany jest tak, żeby czuwać w obliczu niebezpieczeństwa. Potwierdza to badanie przeprowadzone w sierpniu 2020 r. na brytyjskim Uniwersytecie w Southampton. Wykazało ono, że liczba osób cierpiących na bezsenność wzrosła z jednej na sześć do jednej na cztery. Ofiarami covidowej bezsenności są głównie matki i osoby pracujące w tzw. "kluczowych" branżach, które na czas pandemii nie były zamrażane. Zjawisko medyczne, o którym mowa, ma już swoją nazwę – koronasomnia. To termin, zaproponowany po raz pierwszy przez Christinę Pierpaoli-Parker, psycholożkę specjalizującą się w behawioralnej medycynie snu na University of Alabama w Birmingham.

Przed pandemią problemy ze snem były trzecią co do częstości skargą zgłaszaną w gabinecie lekarza POZ. Na bezsenność chorowało ok. 10 proc. populacji, a 30 proc. doświadczało jej okresowo. W dobie pandemii istotnie wzrosło ryzyko zaburzeń snu, ponieważ nasiliły się czynniki je wyzwalające. Przyszło nam zmierzać się ze stresem w różnych wymiarach życia, a ten jest częstym wyzwalaczem gorszych nocy. Zmienił się również sam tryb naszego życia, a to również może przekładać się na problemy ze snem. Prowadzi to do jednego wniosku. Już dzisiaj osób, które źle śpią jest bardzo dużo, a będzie ich jeszcze więcej – mówi dr n. med. Michał Skalski.