fbpx

Migrenę da się leczyć

Migrenę da się leczyć  
Migrena potrafi w 100 procentach wykluczyć pacjenta z życia społecznego, zawodowego i rodzinnego nawet na kilkanaście dni w miesiącu. (Fot. iStock)

To nie jest zwykły ból głowy. To nie jest fanaberia ani rozkapryszenie. To poważna choroba neurologiczna. 21 czerwca obchodzimy Światowy Dzień Solidarności z Chorymi Na Migrenę. 

Ciągle jeszcze wiele osób na hasło „migrena” uśmiecha się porozumiewawczo: histeria, choroba rozkapryszonych pań. Z czego prawdziwe jest tylko jedno słowo – choroba. Migrena to choroba. Poważna. Wyłączająca z życia. Powodująca, że nawet kiedy nie boli, nie funkcjonujemy normalnie, bo paraliżuje nas strach – kiedy to nas dopadnie. Czy mogę planować weekend, wyjazd, czy trafi mnie podczas ważnego spotkania zawodowego, czy nie zepsuje wieczoru z przyjaciółmi.

Kiedy byłam dzieckiem, pamiętam, że mniej więcej raz w miesiącu mama wracała z pracy blada, zamykała się w pokoju i kładła do łóżka. Na dzień czy dwa. Trzeba było chodzić na palcach, mówić przyciszonym głosem i absolutnie niczego nie gotować, bo zapachy dochodzące z kuchni natychmiast wywoływały u mamy nudności i torsje. Myślałam wtedy: oby mnie to nie dopadło. I dopadło. Trwało przez wiele lat. Kto tego nie przeżył, nie zrozumie. 

Migrena zabiera najlepszy czas

Migrena to zaburzenie neurologiczne. Bólowi głowy towarzyszy szereg objawów, takich jak zaburzenia widzenia, nudności, nadwrażliwość na bodźce zewnętrzne: światło, dźwięki, zapachy. 

Częściej na migrenę cierpią kobiety – i tu kolejna trudność – bo to głównie osoby w tak zwanym wieku produkcyjnym, pracujące, aktywne, wychowujące dzieci. Choroba zabiera im najlepszy czas.

Czasem trwa dzień czy dwa i pojawia się raz na miesiąc albo dwa. Ale jest też migrena przewlekła – ataki zabierają ponad 15 dni w miesiącu. W Polsce z taką postacią choroby zmaga się ok. 400 tysięcy osób.

Łączy się też często z innymi poważnymi problemami zdrowotnymi, takimi jak bezsenność, nadciśnienie i depresja. Ta ostatnia bywa konsekwencją migreny. Bo to nie tylko cierpienie związane z samymi atakami, wyczerpanie powodowane przez ból, ale i poczucie braku kontroli nad życiem, niepewność, kiedy zacznie się napad, wyrzuty sumienia związane z dewastującym wpływem choroby na życie rodzinne.

Dlatego ważne jest, by mówić o migrenie, by odkłamywać fałszywe związane z nią stereotypy. Stąd akcja „Migrena to nie ściema”. 

– Migrena potrafi w 100 procentach wykluczyć pacjenta z życia społecznego, zawodowego i rodzinnego nawet na kilkanaście dni w miesiącu. Na dodatek bagatelizowanie tego problemu przez społeczeństwo sprawia, że czujemy się niemal winni temu, że ból tak bardzo nas ogranicza. Jesteśmy czasem traktowani jak osoby, które próbują wymigać się od swoich obowiązków zwykłym bólem głowy. Tymczasem w trakcie ataku migreny my nie jesteśmy w stanie wykonywać najprostszych czynności – mówi Izabela Kowalczyk, inicjatorka akcji „Migrena to nie ściema”, która od ponad 15 lat zmaga się z migreną.

Pozbyć się bólu to za mało

Ale są i dobre wiadomości. To się leczy. W dodatku leczyć trzeba, bo, jak mówi neurolog dr Witold Palasik: – Migrena jest niebezpieczna. Nie twierdzę, że każdy napad zagraża zdrowiu, ale w końcu może dojść do uszkodzenia struktur mózgu. Jest też pewien związek migreny z udarem. W mechanizmie naczynioruchowym dochodzi do drobnych zmian niedokrwiennych w ośrodkowym układzie nerwowym. Dlatego trzeba koniecznie doprowadzić do zminimalizowania napadów migreny. Leczenie musi być monitorowane. I to przez pacjenta. Bardzo tego przestrzegam: zakładamy dzienniczek migrenowy i pacjent go prowadzi. Ważne, żeby notować, nawet kiedy nam się nie chce, kiedy myślimy: na pewno zapamiętam. Ale niestety zapominamy… Kiedy ból się nasilił, w jakich okolicznościach, jaka była dieta, moment cyklu, infekcja, stres, czy w weekend albo podczas wakacji problem rośnie, a może się wycisza – i skala bólu. Pacjentki lubią oznaczać go kolorami – barwy intensywne to ból mocny, rozmyte – słaby. To nie muszą być wypracowania, wystarczy krótka notatka. I podczas wizyty to sobie omawiamy. Czasem przychodzi pacjent i mówi: „Panie doktorze, jest źle, nic nie pomaga”. A potem wyjmuje dzienniczek i wyraźnie widać, że napadów jest mniej, że są nie tak silne jak wcześniej… Chory musi mieć świadomość, że jest współtwórcą leczenia. Czyta swoje zapiski i sam wyciąga wnioski. Leczenie polega też na ustaleniu przyczyn i eliminacji czynników prowokujących napad. Pozbycie się bólu to tylko element. 

Są też nowe leki. Przełomowym odkryciem w migrenie, długo wyczekiwanym zarówno przez pacjentów, jak i środowisko neurologiczne, było opracowanie terapii lekami, które blokują działanie białka CGRP – mówi prof. dr hab. n. med. Konrad Rejdak, neurolog, kierownik Katedry i Kliniki Neurologii, prodziekan Wydziału Lekarskiego Uniwersytetu Medycznego w Lublinie, prezes elekt Polskiego Towarzystwa Neurologicznego. – Leczenie to jest wysoce skuteczne i dobrze tolerowane. Zastosowanie już kilku dawek (w przypadku obecnie dostępnego w Polsce preparatu podawanych raz na miesiąc w postaci iniekcji podskórnej), pozwala w krótkim czasie uzyskanie stabilizacji choroby i zmniejszenia częstości oraz intensywności ataków migrenowych. To ogromna szansa dla pacjentów z przewlekłą postacią migreny ze współistniejącą depresją, u których dotychczasowe próby leczenia zakończyły się niepowodzeniem. Niestety, aktualnie jest poza zasięgiem wielu pacjentów. Jej zastosowanie u jednego pacjenta to koszt ok. 20 tys. zł rocznie, a właśnie tyle przeważnie trwa stosowanie tego leku

Jedno jest pewne: chorzy powinni być pod kontrolą specjalisty neurologa. A to, czego robić nie wolno, to brać na własną rękę leków, które poleciła koleżanka albo ktoś na internetowym forum. Bo takie specyfiki migreny nie leczą, a szybko mogą powodować uzależnienie. Dr Palasik opowiada o pacjentce, która przyjmowała całe opakowanie tabletek z paracetamolem dziennie. Widział też osoby uzależnione od ketonalu, który powoduje spustoszenie w układzie pokarmowym. Albo od tramalu, który… na bóle głowy nie działa w ogóle.

Trzeba też o migrenie mówić. Zwracać uwagę na problemy, z jakimi muszą mierzyć się pacjenci. Dlatego powstała Koalicja na rzecz walki z migreną – w jej skład wchodzą Fundacja Zapobiegaj, Fundacja Życie z migreną oraz organizatorki akcji Migrena to nie ściema. Chcą zmienić postrzeganie tej choroby przez społeczeństwo. Trzymamy kciuki.

?>