fbpx

Borys! Popatrz tutaj!

Wiesław Emilian Szmacki budzi się codziennie rano w swoim mieszkanku w stolicy. Jest z tego dumny. Niewielu kolegów z jego miejscowości potrafiło tak jak on wykorzystać swoją szansę. Jeszcze kilka lat temu wydawało się, że wszystko, na co może liczyć, to posada nauczyciela WF-u w tamtejszym gimnazjum, a dziś – proszę – Wiesław Emilian Szmacki żyje życiem elity tego kraju.

Wiesław Emilian Szmacki, a może nie marnujmy już cennego miejsca na naszej szpalcie, posłużmy się zwykłym skrótem W.E.Sz. Tak więc W.E.Sz. na przykład wczoraj wieczorem jadł kolację z Borysem Szycem, do którego krzyknął nawet: „Borys! Popatrz tutaj!”, a kilka godzin wcześniej był na próbie z samym Januszem Gajosem, którego nie wahał się poprosić: „Panie Januszu, niech pan dla mnie zagra tę scenkę jeszcze raz!”. W.E.Sz. nie jest jeszcze niestety co prawda celebrytą, ale z pewnością jest ważną osobą. Bardzo ważną osobą, a w pewnym sensie nawet ważniejszą od innych bardzo ważnych osób, a nawet od celebrytów (!!!), albowiem codziennie bywa tak, że to W.E.Sz. decyduje, czy kariera Małgorzaty Foremniak nabierze rumieńców, czy widzowie stracą szacunek do swojej ulubionej Katarzyny Glinki z powodu fatalnego make-upu na niedzielnej mszy świętej, czy będą bardziej skłonni do zakupu najnowszej płyty Dody z powodu jej niespodziewanego spotkania z Radkiem. Powiedzieć więc, że W.E.Sz. żyje życiem elity tego kraju, to mało. W.E.Sz. jest szefem życia elity tego kraju.

Zatem W.E.Sz. budzi się codziennie rano w swoim mieszkanku w stolicy i jest z tego, jak również z innych rzeczy, dumny. Wstaje, zabiera swoją strzelbę (co prawda strzelba to to nie jest, ale W.E.Sz. lubi tak myśleć o swoim narzędziu pracy) i wyrusza na łowy. Początkowo W.E.Sz. robi sobie rozgrzewkę. Na wiszenie na jabłoniach, skoki ze spadochronem, wspinanie się po drutach kolczastych przyjdzie jeszcze pora. Na razie tak zwany lajcik, czyli kilka z rzędu konferencji prasowych, na których W.E.Sz. co prawda cyknie kilka fotek (Czerkawski, Dorociński, Wałęsa), ale to nie po to tu jest, bo takie ugrzecznione i pozowane zdjęcia zrobić może byle fotoreporter. Prawdziwym powodem, dla którego W.E.Sz. przychodzi na konferencje, są towarzyszące im darmowe wyżerki, które Wiesławowi załatwiają śniadanko, obiadek i podwieczorek.

Prawdziwą akcję W.E.Sz. zaczyna po zmroku. Premiery, proszone kolacje, bankiety, głośne otwarcia lokali – to pozycje obowiązkowe, których żaden W.E.Sz. nie może ominąć. Ale prawdziwe perełki trafiają się, kiedy W.E.Sz. spaceruje nocną porą po placu Trzech Krzyży, Żurawiej, Brackiej czy Jasnej. To tu osiąga wyżyny swojego fachu. To stąd pójdzie do metra za Andrzejem Chyrą, to tu wejdzie do toalety damskiej w poszukiwaniu Joanny Brodzik, to tu policzy i pomnoży kieliszki wychylone przez Magdalenę Cielecką, a w razie zagrożenia zdrowia i życia mieszkańców stolicy to stąd zawiadomi stołeczną policję, jeśli po trzech colach wsiądzie za kierownicę. I tylko przy okazji nocnej eskapady zrobi jeszcze kilka zdjęć. Wróci do domu z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku stania na straży moralności polskiej elity.

Na drugi dzień Wiesława Emiliana Szmackiego przyjmie sam redaktor naczelny Feliks Aleksander Kotlina-Tulski albo inny Czesław Ireneusz Ujawnia-Lipski, który zapewni efektom pracy Wiesława należne im miejsce na szanownych łamach swojego pisma (jeśli z pismem ma to jeszcze cokolwiek wspólnego poza pieprznym tytułem czy podpisem zdjęcia pana Wiesława). Potem pan Wiesław, mieszkaniec stolicy, z jeszcze większą dumą pójdzie do kiosku, kupi gazetę, wytnie i wyśle na adres rodzinnej miejscowości z adnotacją: „Mamo, spójrz! Nareszcie! Moja pierwsza okładka!!!”.

W.E.Sz. lub inny czytelnik z przekąsem mógłby powiedzieć, że taki felieton może wyjść jedynie spod ręki sfrustrowanego celebryty. Może. A mnie pociesza konstatacja mojego przyjaciela Andrzeja, że jeśli W.E.Sz. i wszyscy jego koledzy zaprzestaną jutro z jakichś powodów swojej działalności – wszyscy sfrustrowani celebryci pójdą jak co dzień do pracy. Jeśli zaś to sfrustrowani celebryci powiedzą kiedyś dość, to W.E.Sz. będzie musiał sobie poszukać porządnej roboty.