Co on mi zrobił? Czyli dlaczego mężczyźni zdradzają?

Moja Kochana, koniecznie musisz sobie uświadomić, że w zdradzie jedną z ważnych rzeczy jest to, że: ON nie robi tego tobie, on to robi dla siebie. A nawet: ON tego nie robi przeciwko tobie, on to robi dla siebie.

Poleciał uszczęśliwiać inną, jest sfrustrowany, że ciebie nie uszczęśliwia, bo ciebie jest trudno uszczęśliwić. Kobiety w ogóle rzadko myślą w tych kategoriach, że mężczyźnie zależy na tym, żeby ona była szczęśliwa. Raczej myślą: „On się mną znudził, tamta jest młodsza, tamta jest ładniejsza, zgrabniejsza, ma młodsze ciało. Jest nowa, więc ciekawsza…”. Zapominamy wtedy o jednym ważnym czynniku: że ta druga patrzy na niego zachwycona. A gdy patrzy na niego zachwycona, to jest tak ogromnie ważne, że cała reszta zdecydowanie mniej się liczy. Zdradzonej kobiecie jest łatwiej powiedzieć: „Poszedł do młodszej i ładniejszej”, ponieważ ma wtedy alibi, ma czym go obciążyć.

„On jest takim dupkiem, głupkiem i takim niedojrzalcem, że byle noga mu się spodobała. Dla tej młodej nogi położył na szali i małżeństwo, i dzieci, i swoją lojalność, i godność, i wszystko inne, bo się połakomił”. Natomiast ona już zbyt długo udowadniała mu, ze ejst jej w ich związku niedobrze, ponieważ jej nie wyrównał tego wszystkiego, czego nie dał jej tatuś. Oczywiście jest niemożliwe, żeby jakikolwiek facet stał się dla swojej kobiety tatusiem, mężem, przyjacielem, kochankiem, przyjaciółką, spowiednikiem, terapeutą, duchem świętym… Możliwe jest za to, żeby zmieniła się kobieta – czyli przestała tego wszystkiego od partnera oczekiwać.

A może jest tak, że ON, ten zdradzający, którego odsądza się od czci i wiary, po raz pierwszy zrobił coś dla siebie. Nie dla żony, dzieci, mamy, taty… Jak w związku pewnej pani Renaty i pana Zbyszka, gdzie ona była dominująca, a on się bardzo z nią liczył, a nawet chyba trochę się jej bał. Żona traktowała go jako dowód na to, że trafił jej się książę z bajki. Nie znała go jako normalnego faceta, nie chciała go z jego lękami, kompleksami, niespełnieniami. Także z tymi, które wynikały z tego, że czuł się bardzo przez nią obciążony przydawaniem mu większego blasku i znaczenia, niż sam się do tego poczuwał. Nie chciała o tym wiedzieć.

Na początku ich związku Zbyszek czuł się bardzo przyjemnie połechtany, że można w nim było znaleźć tyle wspaniałych cech, a pani Renata je odkryła. Potem, co prawda, powoli, zaczęło do niego docierać, że jest dla swojej żony wieszakiem na jej marzenia. A to już nie było przyjemne.

I oczywiście – gdy Renata dowiedziała się o zdradzie – uważała, że ON to zrobił JEJ. Nie pomyślała o tym, ze może zrobił to dla siebie. Postawił na siebie. Wyodrębnił się.

Pewnie, dojrzalej by było, żeby się nauczył inaczej wyodrębniać i wcześniej powiedział żonie prawdę o niej samej i o sobie… Bał się jednak, nie umiał. Trudno byłoby mu to wyrazić.

Tymczasem po drodze trafiła się Zbyszkowi kobieta, przy której poczuł, że nie musi niczego naddawać, że jakoś łatwo mu przy niej oddychać i nie być ciągle na cenzurowanym. Ona nie mówiła mu, że go kocha, co Renata bardzo często podkreślała. Przy tej nowej poczuł, co to znaczy po prostu lubić. Dzięki temu zaczął dostrzegać, co przeszkadzało mu w jego małżeństwie, ile było nadmiarowej deklaracji, celebracji, sztuczności. Nic dziwnego, że dusił się coraz bardziej. Najtrudniejsze było to, że POZORNIE Zbyszek i Renata odnosili się do siebie niezwykle poprawnie i uprzejmie. Kiedy pierwszy raz pokłócił się z kochanką, a potem dość szybko dogadali się z powrotem, przeprosili i czuli nadal swobodnie, dosłownie „puknął się w głowę” – ach, takiej normalności, zwykłości i naturalności brakowało mu w życiu z Renatą. I poczuł, że chce jej to wytłumaczyć. Chce do niej wrócić, tylko już nie godzi się na wchodzenie do tej samej rzeki. Zrozumiał, że nie odszedł od innej, tylko do siebie innego, prawdziwszego. Przy żonie nie mógłby tego odszukać, sam ze sobą też nie, bo przecież chodziło o relację.

Wyprowadził się od kochanki, dziękując jej za wspólny dobry czas. Wysłał do żony kilka listów, w których, jak umiał najlepiej, wyjaśnił, co się stało i z czym pragnie do niej wrócić.

Westchnietsz teraz, prawda? Ilu facetów umiałoby się tak przytomnie zachować i wobec żony, i wobec kochanki… No cóż, nawet jeśli się z tobą zgodzę, że nie każdy zdradzający może poszczycić się taką klasą i, co jeszcze ważniejsze, taką mądrością, to tym bardziej warto się temu przykładowi przyjrzeć.

 

Więcej w książce „Kup kochance męża kwiaty” Katarzyny Miller, Wydawnictwo Zwierciadło. Książka dostępna w naszym sklepie internetowym.