Czego pragną mężczyźni, czyli diagnoza współczesnego „rodzaju męskiego”

Podziwu, uznania, akceptacji, a może po prostu świętego spokoju i silnych męskich wzorców, zamiast kobiet mówiących im, co mają robić i czuć? Martyna Harland prosi psychoterapeutę Jacka Masłowskiego o diagnozę współczesnego „rodzaju męskiego”.

Co to znaczy być dzisiaj silnym mężczyzną?

Sam nie jestem pewien, co to właściwie znaczy… Kobiety mają szeroki wachlarz oczekiwań, a mężczyźni żyją w dezorientacji. Być może silny facet to taki facet opoka. Stanowczy, o zdecydowanym charakterze. Ale także silny fizycznie, jak superbohater.

Mężczyźni nie wiedzą, jacy mają być, czego się od nich oczekuje?

Jest dużo gorzej. Współczesny mężczyzna nie wie, kim jest i jaki jest. Męskie wzorce zostały zdewaluowane lub przerysowane. Facet jest dziś albo kompletną ciamajdą – nieudacznikiem, wykastrowanym kotem, panem Kiepskim, który zapadł się w fotelu, zapuścił brzuch i wąsy, albo sueprbohaterem. Tyle tylko że ci herosi to są wzorce mężczyzn o głębokim zaburzeniu psychologicznym. Spójrz na mojego ulubionego superbohatera, czyli Iron Mana – to czysty narcyz i psychopata. Kiedy patrzę na męskich, pękniętych bohaterów pokazywanych w mediach, widzę, że ich słabości są szczelnie ukrywane. Musi się im przydarzyć coś niebywałego w życiu, najczęściej w towarzystwie kobiety, żeby ich rozmiękczyć. To znaczy uwrażliwić. Kobiety, z jednej strony karmią się obrazem superbohaterów, a z drugiej próbują nas, mężczyzn, trochę skruszyć. Wiele z nich ma misyjną postawę wobec życia i swoich bliskich. To one dzwonią i próbują umawiać na terapię swoich synów, partnerów, czy kolegów.

Wiesz, jaki największy błąd popełniają dziś mężczyźni? Otóż właśnie budują swoją męskość na podstawie oczekiwań kobiet, a nie według męskich wzorców. Dzieje się tak dlatego, że mężczyzn wychowują głównie kobiety. Matki, nauczycielki, które akceptują nas, pod warunkiem, że jesteśmy grzeczni. Tyle że potem wchodzimy w dorosły świat i okazuje się, że dla naszych partnerek zupełnie co innego jest ważne…

Czyli co? Jakie są oczekiwania kobiet wobec dorosłych mężczyzn?

Olbrzymie i sprzeczne, co potwierdzają sami mężczyźni w rozmowie w gabinecie czy na warsztatach, które prowadzę. Mamy podwójny obieg wartości. Z jednej strony kobiety pragną miłych i grzecznych facetów. Z drugiej, na pierwszym miejscu męskich cech wymieniają właśnie siłę. Nie da się tych rzeczy pogodzić… Dlatego mężczyźni po dekadach słuchania tego, że w sumie już nie są kobietom do niczego potrzebni, wpadli na pomysł, że patent mają, tylko muszą go na nowo pomalować. Zaczęli budować swoją pozycję wewnątrz małych społeczności, czyli swoich rodzin. Bycie ojcem staje się misją życia dla coraz większej grupy mężczyzn. Przestają uganiać się za dawnym wzorcem męskości, polegającym na budowaniu pozycji społeczno-ekonomicznej, a koncentrują się na funkcji rodzicielskiej. Nowoczesny ojciec ma kontakt ze swoimi emocjami, jest empatyczny… Tylko jest jeden mały problem – kobietom coraz częściej się to nie podoba…

Dlaczego? Przecież chcemy, żeby facet był partnerem w życiu, w domu, w opiece nad dzieckiem.

Ale taki czuły facet, zorientowany na dzieci i związek, według kobiet jest za miękki. Beksa-lala. Facet zrobił się dzisiaj mało interesujący. Nie ma w sobie tajemniczości. Nie ma o co się starać. Po prostu nuda.

I co teraz? Zatoczymy koło? Mężczyźni będą od tego odchodzić?

To oczywiście nie stanie się z dnia na dzień, ale najnowsze badania przeprowadzone przez IQS w ramach inicjatywy Women Power, pokazują, że młode Polki nie chcą się realizować w korporacjach. Aż 40% z nich deklaruje chęć powrotu do tradycyjnych wartości, ogniska domowego. Tyle tylko, że w tym czasie mężczyźni zaczęli się realizować w domu. Być może na koniec dnia, jako społeczeństwo, na nowo będziemy musieli ustalić, co jest kobiece, a co męskie.

A co jest, twoim zdaniem?

Role płciowe nigdy nie były definiowane indywidualnie, a raczej ustalane społecznie. To z kolei stanowiło pokłosie potrzeb, które dana płeć miała realizować w konkretnej społeczności. Etos wojownika powstał dlatego, ze społeczność potrzebowała ochrony przed atakami obcych. Okazało się, ze określone cechy lepiej predystynują do bycia wojownikiem, zatem w procesie wychowania zabijało się męską wrażliwość. Bo co to za wojownik, który mówi: „Słuchaj, stary, wzruszyłeś mnie, dzisiaj cię nie zabiję”. Celowo budowało się takich Iron Menów. Na razie przyglądając się temu, jak zmienia się nasza sytuacja społeczno-ekonomiczna, nie da się jednoznacznie zdefiniować ról płciowych. Dlatego moja prywatna definicja współczesnej fajnej męskości to męskość sytuacyjna. Taka, która dopasowuje się do sytuacji w życiu. Inna męskość jest potrzebna na początku związku, gdy jeździmy na wycieczki, uprawiamy seks i pijemy wino. A inna, gdy pojawiają się w naszym życiu dzieci. Role w związku możemy zmieniać i dopasowywać czasowo. Ale do tego potrzebna jest ważna rzecz – duża samoświadomość partnerów.

A może mężczyzna, którego szukają kobiety, właśnie się urodził? Wychowuje go ojciec, który jest obecny w jego życiu.

Od zawsze istniała spora grupa dobrych i obecnych ojców. Żadnych tam bohaterów, tylko zwykłych gości, którzy chodzili do pracy, jeździli na rowerach, gotowali obiady. Ale o nich się nie mówi, bo media sprzedają krew i łzy. Nigdy też nie brakowało nieobecnych i negatywnych ojców, za miękkich, zbyt kontrolujących czy krytykujących.

Współczesny facet coraz częściej ma świadomość tego, co zrobił mu w życiu brak aktywnego i obecnego ojca. Właśnie dlatego często nie radzi sobie z kobietami, ze swoją sprawczością, nie ma zbudowanego kręgosłupa wartości. Robert Bly, amerykański przywódca Ruchu Mężczyzn, w książce „Żelazny Jan” pisze, że rana zadana przez ojca staje się dzisiaj bramą, przez którą mężczyzna zaczyna świadomie budować swoje ojcostwo. Zdaje sobie sprawę ze swoich braków, dostrzega to, co było toksyczne, i nie chce przenosić tego dalej. Dlatego przychodzi na psychoterapię, przyjeżdża na warsztaty. Chce zbudować świadomą męskość. Niekoniecznie odnaleźć dobry wzorzec, tylko sprawdzić, co jest u niego dobre, a co złe. Porównać się z innymi mężczyznami. Bo jedną z najbardziej wyzwalających rzeczy jest zdanie, które często słyszę na moich warsztatach: „Do tej pory sądziłem, że tylko ja mam ciągle pod górkę”.

A co z wzorcami męskości kreowanymi przez media?

No to jest świat na sterydach. Włączamy Internet, gry, telewizję czy film i widzimy superbohaterów. Są nie do zreplikowania w rzeczywistości. A mężczyźni mają jedną ważną potrzebę, o której rzadko mówią: pragną podziwu, uznania. Jeżeli więc widzą, że kobiety zachwycają się silnymi postaciami, to próbują ich naśladować. Kłopot w tym, że jeżeli to pretendowanie im nie wychodzi, a na ogół tak jest, wtedy się poddają. Zupełnie.

Wycofują się, bo nie są w stanie dopasować się do idealnego wzorca. Z najnowszych badań Lamb, przedstawionych na Amerykańskim Zjeździe Towarzystwo Psychologicznego, wynika, że jeśli młodzi chłopcy fascynowali się dokonaniami superbohaterów zwalczających zło, jak Superman czy Batman, prawdopodobnie odbiło się to negatywnie na ich psychice. Taki mężczyzna myśli wtedy, że może być jedynie albo twardym graczem, albo obibokiem, unikającym odpowiedzialności.

To normalne, że chłopcy szukają swojej tożsamości. A tego rodzaju filmowe wzorce wpływają najsilniej, jeśli ojciec był nieobecny w ich życiu. Taki mężczyzna, gdy sam zostaje ojcem, myśli, że musi być jeszcze bardziej wyraźnym i silnym wzorem dla swojego dziecka. A on ma po prostu być sobą. Najważniejsze to być obecnym w życiu dziecka. Nie każdy ojciec uprawia sporty ekstremalne, jednak każdy potrafi zrobić kanapkę, podlać kwiatki, naprawić młotkiem szafkę. Tymczasem mężczyźni przychodzą do mojego gabinetu i mówią: „Partnerka namawia mnie na dziecko. Boję się, co ja mu przekażę?”. Tak jakby do nowej roli musiał nagle zmienić całe swoje życie.

Lepiej być sobą, niż dążyć do jakiegoś wzorca męskości?

Dzisiaj mężczyzna nie może być do końca sobą. Wyrażać siebie tak, jak chce. Rozmawiałem niedawno ze znajomymi o przeszczepie włosów u mężczyzn. Wiesz, co usłyszałem? „Co ty, to jakaś wiocha”. Widzisz, sama się uśmiechnęłaś, gdy o tym powiedziałem. Wy, kobiety, farbujecie włosy i to jest okej. To czemu facet z przeszczepem włosów nie może być sobą? Czy taki facet jest niemęski? Bądź sobą, pod warunkiem że będziesz męski?

A skąd współczesny mężczyzna ma wiedzieć, co to znaczy „męski”? Gdzie znaleźć ten wzorzec męskości? Kto nim może być?

Najlepiej, gdy mężczyzna czerpał wzorce od innych mężczyzn. Oni również budują i testują w życiu swoją męskość. Pytasz, czy lepiej być sobą, czy jednak wyrabiać się w oczekiwaniach innych. Jesteśmy zwierzętami stadnymi. W piramidzie potrzeb Maslowa jest taki punkt, który nazywa się potrzebą przynależności. Chcemy mieć grono ludzi, którzy wyznają podobne wartości i mają podobne cechy co my. Na samym szczycie piramidy jest jednak potrzeba samorealizacji.

Może dałoby się te wzorce odnaleźć w filmach? Ja bardzo lubię główną postać z „Braveheart. Waleczne serce” Mela Gibsona.

Mel Gibson ma na swoim koncie wiele ciekawych, pod kątem męskości, ról: „Dzień ojca”, „Czego pragną kobiety”. Pod koniec filmu „Braveheart” mężczyzna nie odnosi przecież sukcesu. Widzimy jego miękkie strony, zakochuje się, tęskni, rozpacza, cierpi. To właśnie obraz pełnego, prawdziwego faceta.

Brakuje mi dzisiaj takich męskich postaci w kinie…

Mam wrażenie, że kulturowo doszliśmy dzisiaj do skrajnego egocentryzmu i narcyzmu. Bohaterowie w filmach są skoncentrowani przede wszystkim na sobie. Żyjemy w poczuciu bycia wyjątkowymi. A wyjątkowość nie polega tylko na byciu superbohaterem. W życiu można mieć także wyjątkowo przesrane – wtedy też jesteśmy wyjątkowi.

Skoro mężczyznom ciężko jest utożsamić się z superbohaterami, może warto czerpać również z antywzorców i czarnych charakterów? Po to, żeby zobaczyć, że też możemy być źli, smutni, skrzywdzeni?

To cały czas jest ten sam superwzorzec, tyle że czarne lustro. Ciekawym antywzorcem mógłby być dla nas Lucas, bohater filmu „Polowanie” Thomasa Vinterberga. Dlatego, że pokazuje zupełnie inny rodzaj męskości, na dodatek bohater przegrywa, więc siłą rzeczy nie stanie się wzorcem dla wielu facetów. A szkoda.

A filmowe wzorce relacyjne?

Był taki film „Miłość ma dwie twarze” Barbry Streisand z Jeffem Bridgesem, gdzie dwoje wykładowców, on – matematyki, ona – literatury angielskiej, kładzie się razem do łóżka i czyta książki. To dla mnie przykład na elementarne dbanie o siebie. Przecież jesteśmy jednym z dwóch najważniejszych zasobów budujących naszą relację.

Najpierw powinniśmy poznać swoje potrzeby, żeby tworzyć zdrowy związek?

Dokładnie tak. Jeżeli znam moje potrzeby relacyjne, to czuję, czy mam je zaspokojone w związku, czy nie. Jeżeli lubię gotować, sprzątać lub chodzić do kina – to nie ma dla mnie znaczenia, jak często to robię, w porównaniu do mojego partnera. Problem pojawia się, jeśli w ogóle tego nie robię. Bo wtedy nie realizuję swojej potrzeby. Tymczasem wielu mężczyzn ma bardzo niską świadomość swoich potrzeb. Nie wykształcili tej umiejętności albo została wycięta z ich życia. Jak w anegdocie o tym, że mały Jasiu bawi się z dziećmi na podwórku, gdy woła go mama. Chłopiec podbiega pod balkon i mówi: „A co, mamo, jestem głodny?”. „Nie, śpiący”. Skoro kobiety mówią mężczyznom, co jest dla nich dobre, to siłą rzeczy faceci są z tymi potrzebami na bakier. Mężczyzna potrzebuje pretekstu, żeby zrealizować coś dla siebie – idzie wyrzucić śmieci, żeby spotkać się z kumplem. Bo żona musi pozwolić na spotkanie, tak jak mamusia. Mężczyźni wchodzą dzisiaj w relacje z poziomu chłopca, który patrzy na swoją kobietę i myśli: „Ojej, dzisiaj krzywo na mnie spojrzała”. Masę pracy na terapii wkładamy w to, żeby mężczyźni potrafili w związku stawiać na swoim.

Mężczyźni zaczną masowo stawiać na swoim, a kobiety zaczną masowo ich zostawiać.

Wręcz przeciwnie. Kiedy mężczyźni zaczną stawiać na swoim, kobiety będą zachwycone. Bo wreszcie staną się dla nich wyraziści. Nie namawiam do ignorancji potrzeb drugiej osoby w związku. Chodzi o świadomość potrzeb i umiejętność rozmawiania o nich. A nie ich deprecjonowanie. Mężczyznom brakuje siły do tego, żeby w miękki sposób postawić na swoim, czyli nazwać to, co jest dla nich ważne.

A co jest najważniejsze dla mężczyzny w związku z kobietą?

Kiedy rozmawiam z mężczyznami o ich relacyjnych potrzebach, często mówią o akceptacji. Jakby się temu głębiej przyjrzeć, potrzeba akceptacji jest pokłosiem życia chłopców w tym sfeminizowanym świecie mam i babć. Potem mężczyzna wspina się na następne pola, które również są zdominowane przez kobiety. Bo to kobiety nadają ton temu, co dzieje się w związku, przynajmniej werbalnie. A już najmocniej mężczyźni pragną świętego spokoju. I to wcale nie jest żart.