Oriana Fallaci – legenda za życia

Oriana Fallaci w swojej posiadłości na wzgórzach Chianti w Toskanii (czerwiec 1976)., fot. Angelo Cozzi / Mondadori Portfolio / Getty Images

Kiedy po ataku na wieże World Trade Center Oriana Fallaci napisała słynne „Wściekłość i dumę”, od dawna była na dziennikarskiej emeryturze. Jeszcze za życia stała się legendą, mitem. Tylko ile jest w tym micie prawdy?

Urodzona we Florencji 29 czerwca 1929 roku jako najstarsza z trzech sióstr (Neera i Paola również zostały dziennikarkami) powtarzała, że jest florentynką w mowie, w sercu i w myśli. A to znaczyło więcej niż bycie Włoszką. Jej ukochany pisarz Malaparte pisał, że Toskańczycy mają niebo w oczach i piekło w buzi. A ona była prawdziwą córą Toskanii.

W całym XX wieku nie było chyba dziennikarza, który by tak jak ona wyczuwał puls epoki, tęsknoty, marzenia i lęki społeczeństwa. Fallaci znała czytelnika i umiała do niego mówić.

Siedem grzechów

Pierwsze naprawdę duże pieniądze zarobiła na książkach o show-biznesie, bezlitośnie go obnażając. Objechała Amerykę, mając za przewodniczkę i szofera aktorkę Shirley MacLaine. Były w tej podróży jak Thelma i Louise. Hollywood, który poznała już w drugiej połowie lat 50., wydał się Orianie nowym cesarstwem rzymskim. Ociekał kiczem, roił się od władców.

„Kto myśli o Hollywood, natychmiast myśli o Marilyn Monroe. Byłam nieraz w Hollywood tego długiego nieznośnego lata, odwiedzałam domy gwiazd, jadłam z nimi, pływałam w ich basenach. Cierpiałam, kiedy płakały, kłamały, kiedy doznawały krzywd, ale nigdy nie rozmawiałam w cztery oczy z Jeane Mortenson, znaną jako Marilyn Monroe” – wyznała w książce „Siedem grzechów Hollywood”. Śledziła aktorkę, jeździła za nią, ale nie udało jej się do niej zbliżyć.

Za to zaprzyjaźniała się z wieloma innymi, a potem opisywała je bez retuszu. Orson Welles porównał ją do Maty Hari. Piękna, nieprzenikniona, potrafiła zrobić gigantyczny użytek ze zdobywanych przez siebie informacji. Również tytuł jej kolejnej książki nie pozostawia złudzeń. „Gli antipatici” [Egotyści] to 16 wywiadów z reżyserami, aktorami, pisarzami, jest nawet jedna najprawdziwsza księżna. Założyciela „Playboya” Hugh Hefnera porównała do faraona, który zdecydował się na życie w grobowcu. Wyśmiała jego złożoną z 48 pokojów rezydencję, po której snują się słynne „króliczki”. Hefner stworzył, we własnym odczuciu, raj na Ziemi i postanowił z niego nie wychodzić. – Jak to jest nie widzieć słońca, śniegu, deszczu, drzew, morza, nie oddychać świeżym powietrzem? – pytała. – Nie umiera pan z nieszczęścia?

Hefner nie rozumie. Przecież ma tyle pieniędzy.

– Tak, 70 zachwycających milionów zachwycających dolarów – wylicza mu Fallaci. I dodaje:

– Kto by pomyślał, panie Hefner, że nagie kobiety mają taką wartość.

Dzisiaj można sobie jedynie wyobrazić, jak na początku lat 60. czytano te wywiady. W mediach wciąż panował kult prywatności, kreowania gwiazd.

Za te „amerykańskie” książki kupiła posiadłość w Greve in Chianti w Toskanii, do której przyjeżdżały Sophia Loren, Ingrid Bergman, Anna Magnani… Mogłaby do końca życia obśmiewać blichtr, tymczasem szybko wspięła się na sam szczyt dziennikarstwa politycznego.

Bezużyteczna płeć

Wciąż jest początek lat 60., kiedy postanawia opisać sytuację kobiet, i to na całym świecie! Powtarza trasę Phileasa Fogga z książki Juliusza Verne’a. Jedzie do Pakistanu, Indii, Indonezji, Hongkongu, Japonii, na Hawaje, do Stanów Zjednoczonych. Szuka wolności, która stanie się jej podstawowym tematem, ale najczęściej trafia na zależność, podmiotowość kobiet, zwłaszcza w świecie islamu. Daje swojej książce tytuł „Il sesso inutile” [Bezużyteczna płeć]. Podobny temat podejmie w „Liście do nienarodzonego dziecka”, monologu kobiety, która zachodzi w ciążę.

Może dziecko urodzić i może go nie urodzić. Nie rozstrzyga, co będzie dla niego lepsze. I jaki będzie jego świat, jeśli urodzi się mężczyzną, a jaki, jeśli kobietą. Sama dwa razy była w ciąży i dwa razy poroniła. Swojej asystentce Danieli Di Pace wyznała krótko przed śmiercią, że była w ciąży w tym samym czasie co Sophia Loren z pierwszym synem.

– Ale Sophia siedziała grzecznie, tak jak kazał lekarz. Ja goniłam tematy, latałam po świecie. Straciłam dziecko. Ale gdybym je urodziła, nie mogłabym być Orianą Fallaci.

Oriana Fallaci w kilka lat przeistoczyła się z dziennikarki piszącej o gwiazdach w znaną na całym świecie dziennikarkę polityczną, fot. Angelo Cozzi / Mondadori Portfolio / Getty Images

Kiedy realne stało się marzenie ludzkości o podboju kosmosu i lądowaniu na Księżycu, Oriana leci do Houston w Teksasie, aby poznać astronautów. Dwie książki, jakie temu poświęciła, dzieli jednak jedno z najważniejszych dla niej doświadczeń.

Nie zna jeszcze Wietnamu, kiedy pisze „Se il sole muore” [Jeśli Słońce umrze], książkę dedykowaną własnemu ojcu, który nie chce lecieć na Księżyc, bo nie ma tam kwiatów, ryb ani ptaków.

Kiedy Amerykanie jeszcze bardziej angażują się w wojnę wietnamską, Oriana trafia do Sajgonu. Niewysoka i drobna (metr pięćdziesiąt pięć, czterdzieści dwa kilogramy) zakłada ciężki hełm i amerykański mundur, bynajmniej nie stając po amerykańskiej stronie, po prostu może towarzyszyć żołnierzom. Będzie starała się być zawsze na pierwszej linii frontu.

W czasie drugiej wojny światowej jej ojciec był we włoskim ruchu oporu, do którego szybko wciągnął kilkunastoletnią córkę. Jako łączniczka przemycała granaty w główkach sałaty, wiozła je rowerkiem do partyzantów. Któregoś dnia w czasie bombardowania Florencji rozpłakała się. Ojciec uderzył ją w twarz: „Nie wolno ci się bać, słyszysz?!”.

Zapamiętała na zawsze. Nikomu już nie pokaże łez. Kiedy kończy się druga wojna światowa, Oriana ma 16 lat i stopień szeregowca. Za odprawę kupi buty siostrom.

Teraz, ponad 20 lat później, poznaje w Sajgonie przystojnego dziennikarza François Pelou z Agencji France Presse. Przypomina aktora Paula Newmana. Poza wszystkim Oriana ma słabość do odważnych mężczyzn, a Pelou zachowuje się tak, jakby nie znał strachu. – To facet, na którego trzeba spojrzeć więcej niż raz, jest inny od wszystkich, czymś intryguje – zanotowała 18 listopada 1967 roku. Była świadkiem, jak przez telefon udało mu się powstrzymać egzekucję partyzantów Wietkongu. Gdyby do niej doszło, Wietnamczycy zabiliby dwa razy tylu amerykańskich jeńców. Oriana krzyczała: Grazie, grazie! Zobaczyła w nim bohatera. Kogoś takiego jak ojciec.

Staną się z Pelou nierozłączni. A kiedy Oriana zechce pojechać sama na front, Pelou zostawi jej liścik: „Baw się dobrze!”. Jakby w ogóle się o nią nie bał. Toczą dyskusje o życiu i śmierci, a rozmowy o śmierci to rozmowy o miłości. Oriana planuje przyszłość. Pelou ma żonę. W 1968 roku AFP przenosi go do Rio de Janeiro. Tymczasem Fallaci leci do biednego Meksyku, który szykuje się do igrzysk olimpijskich. Studenci protestują przeciwko finansowaniu przez państwo tak wielkiej imprezy. 2 października Oriana jest z demonstrantami na placu Tlatelolco, który zamienia się w rzeźnię. Otacza go wojsko, strzela z ostrej amunicji do nieuzbrojonych cywilów. Do dzisiaj nie jest znana pełna lista ofiar. Oriana zostaje postrzelona, jest ciągnięta za włosy, wleczona po schodach, trafia do pomieszczenia pełnego zabitych i umierających. Przez pielęgniarkę udaje się jej przekazać wiadomość dla włoskiego ambasadora. Ze szpitala dyktuje relację o masakrze. Zdrowieć zamierza w Rio, u Pelou. Ale to już zmierzch ich relacji. Pelou nie chce zostawić żony. Wściekła Oriana wyśle jej wszystkie jego listy miłosne.

Mój człowiek

Wraca do Houston relacjonować lot człowieka na Księżyc. Ale tym razem jedzie, aby tych inżynierów snów rozliczyć. „Kiedy za sto, dwieście, tysiąc czy dwa tysiące lat będziemy świętować lądowanie na Księżycu, dobrze, aby ktoś nam przypomniał, że dwóch pierwszych mężczyzn na Księżycu zabiło wielu ludzi na wojnie – pisze w tej drugiej o astronautach książce »Quel giorno sulla luna« [Tego dnia na Księżycu]. – I myślę, że teraz, kiedy rakieta startuje z Ziemi, setki stworzeń umierają w Wietnamie. Każdy krzyczy o cudzie i w tej chwili przynajmniej jedna istota albo dziesięć umiera od kul”.

Opisując masakrę w My Lai w Wietnamie Południowym, cytuje amerykańskiego żołnierza: „Był tam stos trupów. I było tam małe dziecko w samej koszulce. Niczym więcej. I to dziecko wchodzi w ten stos trupów, żeby chwycić za rękę zmarłego”.

W Wietnamie robi swój pierwszy ważny polityczny wywiad z legendarnym generałem i dowódcą Võ Nguyênem Giápem.

W ciągu zaledwie kilku lat z dziennikarki piszącej o hollywoodzkich gwiazdach Oriana Fallaci przeistacza się w odważną korespondentkę wojenną, a w efekcie znaną na całym świecie dziennikarkę polityczną. Naprawdę trudno wskazać podobny przykład dziennikarskiej kariery.

Lata 70. i sam początek 80. to epoka Fallaci – postrachu dyktatorów i władców, adwokatki partyzantów. Nie ma litości. Strzela ostrą amunicją pytań. Czasem pozostawia zgliszcza. Doradca prezydenta Nixona Henry Kissinger zwierzył się jej, że czuje się samotnym kowbojem, który prowadzi karawanę (Amerykę). Wyszedł przed szereg, bo jeśli ktoś czuł się wówczas kowbojem, to Nixon. To zachwiało karierą Kissingera, który w swoich wspomnieniach żałuje, że w ogóle zgodził się na spotkanie z Fallaci.

Niewielu rozmówców lubiła. Kochała dwoje. Izraelską premier Goldę Meir, bo przypominała jej matkę. I greckiego rewolucjonistę Aleksandrosa Panagulisa. Spotkała go w sierpniu 1973 roku, tuż po jego wyjściu z greckiego więzienia, gdzie był okrutnie torturowany. Jego twarz przypominała jej twarz wielokrotnie ukrzyżowanego Chrystusa: – Kiedy go zobaczyłam po raz pierwszy, wiedziałam, że już go nie zostawię.

Zamieszkali razem w Atenach, a potem we Florencji. Kiedy on wrócił do greckiej polityki, wciąż miał wrogów. 1 maja 1976 roku zginął w wypadku samochodowym w Glifadzie, jego samochód został zepchnięty przez inny. Oriana zadedykowała mu powieść „Un uomo” [Człowiek]. Opowiada w niej o ich wspólnym życiu i o swojej po nim żałobie.

Swój ostatni z politycznych wywiadów robi w 1982 roku, więc poświęciła im jedynie 13 lat. Coraz częściej mówi, że jest pisarzem. Tak, w rodzaju męskim.

Na ponad 20 lat zamknie się w nowojorskim domu, podejmując próbę napisania rodzinnej sagi Fallacich. Walczy z rakiem, tym Obcym, więc usiłuje się skupić na pisaniu. Chce zdążyć. 11 września 2001, pięć lat przed śmiercią Fallaci, wydarza się to, co na zawsze odbierze Orianie spokój i co skieruje ją znowu na front walki – atak terrorystyczny na wieże World Trade Center. Manhattan pokryty jest pyłem. Przypomina ten z Księżyca, który jeden z astronautów kiedyś położył jej na dłoni.