Krystyna Janda: Moje życie fast slow

Mam jeden z pierwszych numerów komórkowych w środowisku. Znają go wszyscy albo prawie wszyscy. Odbieram i oddzwaniam – mówi Krystyna Janda. Chyba że wyświetli się: „fałszywy hrabia” albo „ten, co dzwoni w nocy”.

fot. Marlena Bielinska/ Move
fot. Marlena Bielinska/ Move

reklama

Chciałabyś się zaprzyjaźnić z Krystyną Jandą?

Nie, bo ona nie ma czasu [śmiech]. Co to za przyjaciółka, która nie ma czasu? Ale z drugiej strony – kiedy trzeba komuś pomóc, porozmawiać, coś naprawdę ważnego załatwić, na chwilę odkładam wszystko i działam w tej sprawie. Wielu ludzi przychodzi do mnie po pomoc, radę, zdanie na jakiś temat, opinię. Nie zbywam, nie lekceważę.

Gdybyś mimo wszystko chciała się do siebie zbliżyć, co byś poradziła?

Nie znoszę fałszu i jak ktoś mówi o mnie zbyt dobrze. Nienawidzę pustych komplementów. Pochlebstw, żadnego „uprzejmego” naddatku. To okropne. I od razu to wyczuwam. Kiedyś w czasie wizyty w Związku Radzieckim było mi aż niedobrze z powodu zbyt wielkich peanów na moją cześć. Myślałam, że jeśli usłyszę jeszcze jeden komplement, kogoś pogryzę. U nich to przekracza wszelką miarę. Taki zwyczaj, taki styl.

Więcej w Zwierciadle 08/2016. Kup teraz!

Zwierciadło także w wersji elektronicznej

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu ZWIERCIADŁO

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »