1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Zwierciadło
  4. >
  5. Program redukcji stresu i rozwoju mindfulness (MBSR)

Program redukcji stresu i rozwoju mindfulness (MBSR)

22-23 października; 12-13 listopada; 3-4 grudnia, Warszawa

Rozwój mindfulness/uważności to ćwiczenie świadomego zarządzania uwagą w celu podniesienia jakości życia. Efektem uczestnictwa  w kursie MBSR jest potwierdzone badaniami skuteczniejsze radzenie sobie ze stresem osobistym i zawodowym, redukcja objawów psychosomatycznych, lepsze zdrowie i większa radość życia. Program MBSR jest dla osób gotowych wziąć odpowiedzialność za swoje zdrowie i samopoczucie realizując ćwiczenia indywidualne przewidziane w programie. Realizacja - 3 warsztaty weekendowe.

Prowadzący/a: Małgorzata Jakubczak; pedagog, specjalistka w dziedzinie umiejętności psychospołecznych, doświadczona nauczycielka MBSR z certyfikatem The Institute for Mindulness Based Approaches. Informacje i zgłoszenia: INSPIRO Ośrodek Rozwoju Kompetencji; info@jakubczak.eu; ; tel. 600 837 898

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Kultura

"Sweat" – o filmie rozmawiają Grażyna Torbicka i Martyna Harland

Jeśli pokazujesz na Instagramie jedynie swoje radości i sukcesy, to w pewnym momencie staje się to nudne. Dlatego robisz krok dalej i zaczynasz szukać, czym by tu jeszcze poruszyć fanów (kadr z filmu
Jeśli pokazujesz na Instagramie jedynie swoje radości i sukcesy, to w pewnym momencie staje się to nudne. Dlatego robisz krok dalej i zaczynasz szukać, czym by tu jeszcze poruszyć fanów (kadr z filmu "Sweat" w reżyserii Magnusa von Horna, w kinach od 18 czerwca). (Fot. materiały prasowe)
Zamknięci w wirtualnej rzeczywistości mamy złudzenie, że kontrolujemy swoje życie. Co się stanie, kiedy pozbędziemy się tej iluzji? O filmie „Sweat” Magnusa von Horna rozmawiają filmolożka Grażyna Torbicka i psycholożka Martyna Harland.

Martyna Harland: Z najnowszych badań IQS wynika, że prawie połowa dziewcząt w wieku 10-15 lat chce zostać w przyszłości instagramerkami, tiktokerkami, youtuberkami. Z kolei większość ich matek odnosi się do tego negatywnie. Z drugiej strony jeśli ktoś ma coś do powiedzenia, ma talent albo jakiś inny zasób, to dlaczego nie?
Grażyna Torbicka: Oczywiście, to jest również sposób na życie, jednak bycie influencerką samo w sobie nie jest stymulujące. Moim zdaniem talent, żeby mógł się rozwinąć, musi mieć jeszcze pewne zaplecze, również to edukacyjne. Nie mam nic przeciwko influencerkom, pod warunkiem że w tym, co mają do powiedzenia, jest jakaś merytoryka czy doświadczenie, którym się ze mną dzielą.

Bohaterka filmu „Sweat”, Sylwia Zając (w tej roli Magdalena Koleśnik) dzieli się swoim doświadczeniem, czyli treningiem fizycznym, i jest w tym dobra. Wydaje mi się też, że daje innym to, czego sama nie dostała od matki, czyli pełną akceptację: „uwierz w siebie, dasz radę, możesz się zmienić”. I to jest jej zasób.
To bardzo dobrze nakręcony portret, przez cały czas jesteśmy bardzo blisko bohaterki. I właściwie tak jak ona, żyjemy w jej telefonie komórkowym i widzimy kolorowy świat pełen uśmiechów. Sylwia wie, że ma wpływ na tych, którzy ją oglądają. Dlatego jeśli myje zęby, to robi to tylko drewnianą ekologiczną szczoteczką. A jeśli zamawia kolejną porcję jedzenia diety pudełkowej, to nigdy w plastikowych opakowaniach. Jest świadoma swojej roli.

To jest bardzo waleczna dziewczyna. Widać, że stanęła na własnych nogach, tak jak mówisz, wykorzystując media społecznościowe do tego, żeby zaistnieć. Nie pamiętam, czy Sylwia ma jakieś wykształcenie, ale uważam, że to, co robi, czym się zajmuje, jest po prostu złudne. Bo nie daje jej żadnego fundamentu. Czy ona inwestuje w siebie, w sensie rozwoju? Mam co do tego wątpliwości.

Mówisz dokładnie tak jak matki dziewcząt z badania, o którym wspominałam. Te kobiety wolałyby, żeby ich córki poszły na studia, z kolei córki – instagramerki – nie widzą takiej potrzeby. Edukacja uniwersytecka nie daje dziś gwarancji na zdobycie wymarzonej i dobrze płatnej pracy.
Ale po studiach też możesz zostać influencerką, tyle że masz już jakiś fundament. Chodzi mi o kontakt z tak zwanym realem. Uważam, że ten film pokazuje nam dziewczynę, która poświęcając się istnieniu w mediach społecznościowych, traci kontakt ze światem rzeczywistym. Dla mnie ta historia zaczyna się dopiero w połowie filmu, kiedy następuje atak stalkera, obserwującego Sylwię pod domem. Wtedy gdy dziewczyna nawiązuje z nim emocjonalny kontakt. Dostrzega, że jej bratnią duszą – bo równie samotną jak ona – jest jej prześladowca. Ten film dotyka mnie najbardziej właśnie w tym momencie, bo widzę tu kunszt Magnusa von Horna, czyli reżysera, który nas zaskakuje.

Według mnie to najlepsza scena tego filmu.
Bo ona cię trzyma. Może ci się podobać lub nie, ale łapie cię emocjonalnie i długo nie wypuszcza. Sylwia widzi, że skrzywdziła człowieka, który jest bezbronny. Dla mnie ważna była również scena, gdy główna bohaterka sprowadza do domu chłopaka, którego chce wykorzystać do tego, żeby postraszył jej prześladowcę. Jednak chłopak myśli, że skoro go zaprasza, to może dojdzie między nimi do czegoś jeszcze...

Pomyślałam wtedy, że jest odpowiedzialna za to, co się stało, i poczułam wstyd, że tak myślę. Ale właśnie tak pokazał to Magnus von Horn…
On pokazał nam to w ten sposób, żeby podkreślić brak logiki w zachowaniu Sylwii. Ta dziewczyna żyje w wirtualnym świecie, który wykreowała, i sądzi, że wszystko będzie się w nim działo tak, jak ona sobie zaplanuje. Tymczasem rzeczywisty świat ma dotyk i ten dotyk jest czasem czuły, a czasem mocniejszy, gwałtowny, a nawet brutalny i bolesny. Sylwia dopiero zaczyna się o tym przekonywać. Uwidacznia to także scena w telewizji śniadaniowej, kiedy dziewczyna ewidentnie przestaje kontrolować sytuację. Widzi rozdźwięk między swoim wyobrażeniem a tym, jak jest naprawdę.

Bardzo nie podobało mi się to, jak prowadzący potraktowali Sylwię, było mi jej żal. Uważam, że obroniła się w tym momencie swoją autentycznością. Jakby właśnie wtedy zdała sobie sprawę ze swojej słabości i z tego, że to OK być słabą.
Pytanie, w jakim stopniu Sylwia się zmieni. Czy inaczej spojrzy na swoje życie? A może pomyśli, że to był kolejny genialny krok marketingowy, dzięki któremu dostanie więcej lajków...

A ja w nią wierzę!
I ja mam nadzieję, że Sylwia jednak coś zrozumiała, bo dotknęła nieszczęścia drugiego człowieka.

Dla kogo ten film mógłby być terapeutyczny? Moim zdaniem „Sweat” jest świetny dla nastolatków i młodych dorosłych. Po to, żeby pokazać im, że mają prawo do słabości, a nie tylko do bycia „najlepszą wersją siebie”. I że warto kontaktować się z tym, co trudne i niewygodne w życiu, ale za to prawdziwe. Co piąty nastolatek ma dzisiaj objawy depresyjne, a media społecznościowe potęgują to zjawisko…
„Sweat” może być istotny dla młodych osób, bo pokazuje pułapkę, w którą wpadają, żyjąc wyłącznie w świecie wirtualnym. Jednak robi to nie z perspektywy rodzica czy innego dorosłego, ale kogoś takiego jak oni. Zresztą sama widzę, jak reagują widzowie w wieku naszej bohaterki, jak im się „Sweat” podoba i jak mocno go przeżywają...

A co czułaś, gdy Sylwia wrzuciła do sieci filmik, na którym płacze? Co myślisz o mówieniu nie tylko pozytywnych rzeczy o sobie w przestrzeni Internetu? Dzisiaj jest taki trend, żeby mówić o swoich słabościach, ludzie przeżywają na Instagramie żałobę, mówią o swoich kompleksach. Dla mnie to zdecydowanie za dużo, nie chcę tego czytać, mam w sobie opór.
Myślę, że jeśli pokazujesz na Facebooku czy Instagramie jedynie swoje radości, sukcesy i zdobycze, to w pewnym momencie staje się to nudne. Dlatego robisz krok dalej i zaczynasz szukać, czym by tu jeszcze poruszyć fanów. Aż dochodzisz do relacji z własnego pogrzebu. Sztuka filmowa też przechodziła ten etap i nie chcę teraz porównywać mediów społecznościowych do sztuki, ale powiem tyle, że powraca dobrze znane hasło: „wszystko na sprzedaż”. Nasza bohaterka już wie, że nie musi być idealna. Teraz czas przekonać się, czy ludzie ją taką zaakceptują. Ciekawa jestem, czy widzowie ją pokochają.

Grażyna Torbicka, dziennikarka, krytyk filmowy, dyrektor artystyczna Festiwalu Filmu i Sztuki „Dwa Brzegi” w Kazimierzu Dolnym, w latach 1996–2016 autorka cyklu „Kocham Kino” TVP2.

Martyna Harland, autorka projektu Filmoterapia.pl, psycholożka, wykładowczyni Uniwersytetu SWPS, dziennikarka. Razem z Grażyną Torbicką współtworzyła program „Kocham Kino” TVP2.

  1. Psychologia

Jak losy kobiet w rodzinie wpływają na twoje życie?

Badanie własnych korzeni jest niezwykle inspirujące, pozwala w pełni zrozumieć, kim naprawdę jestem, skąd się wywodzę, jakie mam zasoby, z których mogę czerpać, a jakie obciążenia, na które trzeba uważać. (fot. iStock)
Badanie własnych korzeni jest niezwykle inspirujące, pozwala w pełni zrozumieć, kim naprawdę jestem, skąd się wywodzę, jakie mam zasoby, z których mogę czerpać, a jakie obciążenia, na które trzeba uważać. (fot. iStock)
Czy wracając do losów swoich przodkiń, wzmacniam się? Czy życie prababek wpłynęło na mój portret? - z psychoterapeutką Małgorzatą Lipko rozmawia Katarzyna Droga.

Czy losy przodkiń wpływają na nasz charakter lub problemy?
Często wydaje nam się, że to, jak wygląda nasze życie, zależy w zupełności od nas. Tymczasem, gdy przyjrzymy się losom rodzin w kontekście systemowym, można zauważyć wiele podobieństw, wręcz powtarzających się faktów w kolejnych pokoleniach. Badanie własnych korzeni jest niezwykle inspirujące, pozwala w pełni zrozumieć, kim naprawdę jestem, skąd się wywodzę, jakie mam zasoby, z których mogę czerpać, a jakie obciążenia, na które trzeba uważać.

Nie wyobrażam sobie, aby w procesie terapeutycznym pominąć z pacjentem kontekst systemowy – otoczenie, w którym dorastamy, przekazy transgeneracyjne „wyssane z mlekiem matki” mają na nas ogromny wpływ. Kształtują system wartości, sposób przeżywania, patrzenia i komunikowania się ze światem, a wreszcie – obraz samego siebie (to najpierw od najbliższych dowiadujemy się, jacy jesteśmy).

Jakie znaczenie dla kobiety może mieć fakt, że jej matka, babka i prababka nie realizowały swoich ambicji zawodowych, a poświęciły się wychowaniu dzieci?
Jeśli ta kobieta pragnie zrealizować ambicje zawodowe, może przeżywać nieświadomy wewnętrzny konflikt pomiędzy lojalnością wobec własnego systemu (do którego przynależy i jest jego potomkinią) a własnymi pragnieniami, które nie są w zgodzie z wzorcami rodzinnymi – choć ma do nich prawo. Wybór, przed jakim stoi, jest dramatyczny – jakkolwiek bowiem by zdecydowała, wyklucza w sobie część siebie, co rodzi w efekcie frustrację, złość, smutek, a te często prowadzą do depresji, poczucia niespełnienia w życiu.

Jeśli spróbuje pogodzić te obszary, może przeżywać poczucie winy, że robi coś dla siebie, a w tym czasie powinna być przy dzieciach, dbać o dom itp.Realizując model Matki Polki, niechęcią obdarza kobiety, które pracują i dbają o swój obszar rozwoju zawodowego. Często, żeby poczuć się lepiej, rywalizuje, wyższościowo ocenia i użala się nad biednymi, „niezaopiekowanymi” mężami i dziećmi tychże żon… Tak naprawdę im zazdrości, ale nie ma odwagi wyjść ze schematu, w którym tkwi – staje się jego uciemiężoną niewolnicą, palącą na stosie powinności swoje potrzeby, pragnienia, marzenia i fantazje.

Decydując się na kontrę do wzorca systemowego, czyli: „będę singielką i w pełni poświęcę się karierze zawodowej” – odcina się od kobiet w swoim systemie, patrzy na nie z pogardą. Zdecydowanie bliżej jej do mężczyzn, którzy są dla niej autorytetami, wzorcami. Jednak nie szanując kobiet, nie może od nich czerpać, być z nimi blisko, cieszyć się z bycia kobietą. Z impetem wchodzi w świat męski – chętnie zakłada „męskie buty”. Odżegnuje się od kobiecości, bo ta kojarzy jej się ze słabością, poświęceniem, zbytnią emocjonalnością, brakiem ambicji, tanimi serialami… Nie chce, żeby ktoś ją tak postrzegał – staje się zimna, skoncentrowana na sobie, i w efekcie – samotna.

Czy fakt, że narzeczony babki zaginął albo że druga babka była żoną zdradzaną – może jakoś ukształtować losy wnuczki czy córki? Jak?
Jeśli tak było, córka i wnuczka wychowały się z przekazem systemowym: „Mężczyznom nie można ufać”. Konsekwencje takiego przekazu mogą być przeróżne. Począwszy od powtórzenia losów babki czy matki, po różnego rodzaju wariacje na ten temat, typu: „stanę się narzędziem sprawiedliwości i zemszczę się na mężczyznach za krzywdę babki, matki…”, „nie zaufam żadnemu mężczyźnie, nie dam się skrzywdzić – nie zwiążę się z nikim”, „będę czujna – będę go sprawdzać, kontrolować”, „będę się o niego bać, skupiać się na nim, żeby nic mu się nie stało”, „mężczyzna jest słaby – nie ma co traktować go poważnie, jak zawiedzie, nie będę rozpaczać”.

Niejednokrotnie w swojej pracy terapeutycznej widziałam skutki takich wariacji. Jeśli kobieta jest związana w sposób szczególny ze swoją babką, która utraciła narzeczonego, istnieje prawdopodobieństwo, że powtórzy jej los, czyli że dobierze sobie partnera, który też w pewien sposób ją opuści. Forma może być nieco inna, ale sam fakt utraty będzie obecny. Przykłady: babka straciła pierwszego męża, UB zamordowało go podczas przesłuchiwań. Jej wnuczka traci narzeczonego miesiąc przed ślubem – zabijają go bandyci okradający dom. Innej kobiecie rozpadają się związki partnerskie po dwóch latach, traci mężczyzn podobnie jak ojca, którego ledwie pamięta, bo umarł nagle na zawał serca, gdy miała dwa lata. Kobieta przychodzi z problemem braku akceptacji przez rodzinę jej narzeczonego, który jest wyznawcą innej wiary, okazuje się, że babka popełniła mezalians, wiążąc się z mężczyzną z klasy niższej. Podobnie z sytuacją doświadczania zdrady. Z lojalności do zdradzonej babci, systemu – wnuczka wybiera mężczyznę, który nie będzie jej wierny, a nawet jeśliby chciał, to ona go do tego nieświadomie sprowokuje – żeby się „wypełniło”…

Małgorzata Lipko: psychoterapeutka, trenerka, współzałożycielka Ośrodka Psychoterapii i Rozwoju Osobistego FENIKS.

  1. Psychologia

Od jakich emocji uciekasz będąc w związku?

Do jakiej mojej emocji nie chcę się przyznać, czego nie chcę przyjąć jako swoje? (fot. iStock)
Do jakiej mojej emocji nie chcę się przyznać, czego nie chcę przyjąć jako swoje? (fot. iStock)
Miłość nie oznacza odczuwania nieustannie tego samego. Jej bogactwo wynika z pozwolenia sobie na przyjmowanie tego, co się pojawia, bez oceniania, co jest dobre, a co złe. Kiedy jesteś świadoma emocji, które wywołuje w tobie partner, masz szansę na poznanie siebie.

Najbliższe nam osoby pełnią dość niewdzięczną rolę: to na nie projektujemy swoją bezsilność, swoje lęki, pustkę i wszystko to, do czego nie chcemy się przyznać. One niejako zgodziły się wyświetlić obraz nas samych, naszych przekonań, tego, w co wierzymy, co sobie wyobrażamy. Właśnie z tego powodu wiele związków się nie udaje albo nie trwają one długo, ponieważ w którymś momencie już nie możemy wytrzymać patrzenia na siebie poprzez partnera, czujemy tyle lęku przed bólem wywołanym niektórymi emocjami, że wolimy odejść, zamiast pozwolić sobie czuć. Dlatego to, w jaki sposób reagujemy na ból wywołany niektórymi uczuciami, pokazuje nam, jak wyglądają nasze relacje.

Powiedz STOP

Zwróć uwagę, jak reagujesz na niechciane emocje: czy pozwalasz sobie poczuć jądro bólu, czy wręcz przeciwnie – kurczysz się i zamykasz? Jeśli denerwujesz się na partnera lub irytują cię niektóre jego zachowania, możesz być pewna, że to upomina się o uwagę emocja, której nie chcesz odczuwać. Kiedy świadomie przyznasz się, że to, co czujesz, jest twoje, możesz otworzyć serce na tego człowieka, a potem na to, co czujesz. I tym samym uzdrowić siebie. Jeśli wpadłaś w sidła wewnętrznego dialogu, w którym krytykujesz cały czas partnera, to najwyższy czas powiedzieć „STOP” i zadać sobie pytanie: Do jakiej mojej emocji nie chcę się przyznać, czego nie chcę przyjąć jako swoje?

Cios w czułe miejsce

Jeśli miałabym jednym zdaniem odpowiedzieć na pytanie, jaka jest recepta na szczęśliwy związek, powiedziałabym: „Bądź wdzięczna za to, co jest, a szczęśliwych dni w twoim związku będzie coraz więcej”. Ta prosta rada jest niczym magiczne zaklęcie, które każdy ma w zasięgu ręki. Jednak do momentu, kiedy nie przejmę odpowiedzialności za to, czego doświadczam, będę nieustannie wciągana w te same tryby, schematy będą się powtarzać, to, z czym nie chcę się skonfrontować, będzie domagało się uwagi poprzez stwarzanie okoliczności, w których nie będę mogła więcej przeoczyć uczucia, przed którym uciekam. Jedynym antidotum na tę sytuację jest przyjęcie tego, co czuję, uznanie, że to po prostu chce być zauważone i zaakceptowane. Tylko tyle.

Jeśli na przykład boimy się odrzucenia w związku, wchodzimy w relacje, które nie dadzą nam satysfakcji, albo żyjemy cały czas w lęku przed odrzuceniem. Wówczas partner może swoim zachowaniem zmuszać nas niejako do przyznania się do bólu, ponieważ jeśli chronimy się przed bólem, zawsze otrzymamy cios właśnie w to miejsce.

Ty, on i lęk

Przyjąć to, co czuję, nie oznacza rozpamiętywania starych historii i na ich podstawie tworzenia nowych. Przyjęcie oznacza pozwolenie na odczuwanie bez dołączania złowieszczych treści, przestawienie się na czyste odczuwanie. Mroczne historie przyklejają się do nas wtedy, kiedy to, co czujemy, uznajemy za złe. Wtedy tak naprawdę odrzucamy część siebie. Ale ta część chce na nowo zostać przyjęta, abyśmy mogli stać się całością, oddychać bez wstrzymywania powietrza, żyć bez ciągłego napięcia wynikającego z potrzeby kontroli, zburzyć mur, który wybudowaliśmy z lęku przed pełnym doświadczaniem siebie.

W słynnej książce „Biegnąca z wilkami” Clarissa Pinkola Estés pisze: „Jeśli jesteś w związku z osobą, którą bardzo kochasz, nigdy nie będziecie szli we dwójkę, będziesz w trójkącie: ty, on i lęk”. Dlatego jedyne, czego potrzebujesz, to zaakceptować to, co czujesz, a wtedy emocje, nie tylko lęk, przestaną mieć nad tobą władzę, a ty będziesz gotowa, aby prawdziwie rozluźnić się i otworzyć z ufnością serce na partnera, który już nigdy cię nie zawiedzie.

Dorota Hołówka, prezeska Stowarzyszenia Nowa Psychologia, terapeutka pracy z ciałem, certyfikowana terapeutka pracy z traumą Somatic Experiencing.

Newsletter

Psychologia, związki, seks, wychowanie, świadome życie
- co czwartek przegląd najlepszych artykułówZapisz się

  1. Moda i uroda

Najpiękniejsza biżuteria na lato

Fot. Imaxtree (Dior)
Fot. Imaxtree (Dior)
Biżuteria to stały element większości stylizacji. W najbliższych miesiącach polujemy przede wszystkim na tą delikatną, zmysłową, która sprawdzi się jako dodatek do zwiewnych, letnich sukienek i bikini.

Jedna z ulubionych kolekcji Polek od marki W. Kruk - Kwiaty Nocy doczekała się nowej odsłony. Kolekcja Kwiaty Nocy prezentuje niepowtarzalny urok kolorowych kwiatów w eleganckim wydaniu. Malowana emalią biżuteria to wyjątkowe wzornictwo nawiązujące do najnowszych trendów. Na pierwszy rzut oka najbardziej spodobały nam się łańcuszki wykonane z żółtego złota i pokryte różnobarwnymi kamieniami szlachetnymi. Po dłuższym namyśle dobieramy do nich idealnie pasujące pierścionki i długie kolczyki. Wyglądają przepięknie i zmysłowo do letnich stylizacji.

Fot. materiały prasowe W.KrukFot. materiały prasowe W.Kruk

Błękit letniego nieba, czy pudrowy róż płatków kwiatów to tylko niektóre kolory, które odnajdziecie w kolekcji Duro Trend od marki Sadva z wymiennymi eko skórkami. Unikatowa kolekcja składa się z idealnie współgrającymi z letnimi outfitami bransoletek, pozłacanych i srebrnych naszyjników oraz twarzowych kolczyków. Cała kolekcja dostępna jest w różnych wariantach kolorystycznych, a wszystko to za sprawą wymiennych eko skórek, które w zależności od upodobań możemy zmieniać i dobierać do stylizacji.

Fot. materiały prasowe SadvaFot. materiały prasowe Sadva

To co odległe, niecodzienne i różnorodne fascynuje nas od wieków. Nowe wzory Lilou to egzotyczne, energetyczne projekty biżuterii o wyrazistych detalach i stylu. To talizmany składające się z czterech zdobionych okręgów i symbolizujące energię oraz moc jaką niesie poznawanie świata i kultur. Model kolczyków i naszyjnika to pierwsze wzory z kolekcji Etno, która składać się będzie z wyrazistych bransolet, pierścionków i długich kolczyków. Na bransoletach i pierścionkach będzie można nanieść osobisty grawerunek.

Fot. materiały prasowe LilouFot. materiały prasowe Lilou

Fot. materiały prasowe LilouFot. materiały prasowe Lilou

Wszyscy kochający dalekie podróże zachwycą się kolekcją Anki Krystyniak inspirowaną starożytnym Egiptem. Choć uwielbiamy jej kultowe lunule i naszyjniki ze słońcem, w nowej kolekcji zakochałyśmy się równie szybko. Nową kolekcję tworzą naszyjniki, kolczyki oraz pierścienie. Symbole: Oka Horusa, Krzyża Ankh, Pierścienia Shen, Skarabeusza czy Solejki. Symbolika zamknięta w biżuterii to ucieleśnienie ciągłego trwania i nieustającego ruchu. I tak Oko Horusa – to strażnik bezpieczeństwa i zdrowia, Krzyż Ankh – to życiodajne ramiona, Pierścień Shen – wieczna ochrona, Skarabeusz – nieustający ruch, czyli stały rozwój, a Solejka to promienie dobra. Już wiemy, jaki kierunek obierzemy tego lata!

Fot. materiały prasowe Anka KrystyniakFot. materiały prasowe Anka Krystyniak

Najmodniejsze zegarki tego sezonu? Klasyczne na bransolecie lub na subtelnym skórzanym pasku w obłędnych kolorach - żywym pomarańczowym, klasycznym beżu bądź połyskującym granacie. Nowa linia zegarków Longines inspirowana słynnym włoskim hasłem "Dolce Vita" to hołd dla słodyczy życia. Świetny dodatek dla wszystkich, którzy cenią to co solidne, eleganckie i stylowe.

Fot. materiały prasowe LonginesFot. materiały prasowe Longines

Fot. materiały prasowe LonginesFot. materiały prasowe Longines

  1. Listy do Psychologa

On mnie poniża

- Spróbuj wspólnie ze swoją terapeutką opracować plan swojego nowego życia - radzi Ewa Klepacka-Gryz. (Ilustracja: iStock)
- Spróbuj wspólnie ze swoją terapeutką opracować plan swojego nowego życia - radzi Ewa Klepacka-Gryz. (Ilustracja: iStock)

Mój problem dotyczy poniżania, lekceważenia i ignorowania ze strony partnera. Oboje mamy wyższe wykształcenie; kiedyś (tzn. przed wejściem w rolę mamy i gospodyni domowej 24/7) byłam pewną siebie, uśmiechniętą, niezależną kobietą. Od siedmiu lat zajmuję się trójką maluchów (najmłodszy ma rok). Zdecydowaliśmy (właściwie to partner był za tym), że tylko on będzie pracował zawodowo. Praca tzw. pani domu to ciężka harówa, więc po 17 już raczej zasypiam na stojąco. Przestałam nadążać za światem i tym, co niosą choćby nowe aplikacje czy rozwiązania technologiczne. Od mniej więcej trzech lat partner podchodzi do mnie bardzo lekceważąco, deprecjonując moje wybory czy rozwiązania, odpowiadając coś w stylu: „ty się na tym nie znasz, ty w ogóle się na niczym nie znasz" lub „nie uczestniczysz w rynku pracy, więc nic o tym nie wiesz" albo „ciebie nigdzie bym nie zabrał, bo można by się było wstydzić". Czuję się źle, tracę poczucie wartości i jestem coraz bardziej bezsilna. Nie potrafię się obronić, używając ciętego języka bądź mocnych argumentów, płaczę za zamkniętymi drzwiami i raz w tygodniu opowiadam o tym pani terapeutce. Dlaczego on tak się zachowuje (czy jest w jakiś sposób zaburzony?). Będę wdzięczna za wyjaśnienie sensu jego postępowania.
Agnieszka

Ewa Klepacka-Gryz: Kochana moja, bardzo jestem ciekawa, czy zadałaś to pytanie swojej terapeutce. A jeśli tak, to prawdopodobnie ode mnie dostaniesz identyczną odpowiedź. Chcę, żebyś dobrze mnie zrozumiała: terapeuta nie jest w stanie interpretować czy diagnozować zachowania osób, z którymi jego pacjent jest w relacji. On zajmuje się jedynie tym, kto do niego przychodzi.

Rozumiem, że zachowania partnera sprawiają ci ból. Masz prawo powiedzieć mu, że nie chcesz być tak traktowana, a jeśli nie posłucha – ilekroć zaczyna prawić ci te „komplementy”, po prostu wychodź. Czuję, że większym problemem jest to, jak ty postrzegasz siebie w obecnej roli. Piszesz, że dałaś się wkręcić, że to partner właściwie o wszystkim zdecydował. A gdzie ty byłaś, kiedy on decydował? Nie da się wrócić do przeszłości, ale nie ma też potrzeby tkwienia we „wkręconym” życiu, które, no właśnie – jest czy nie jest twoje? A jeśli nie jest, to zastanów się, jakiego życia chcesz. W jakiej roli, oprócz pani domu, się widzisz? Jakie masz pasje? Co cię cieszy? Wierzę, że opieka nad trójką maluchów to praca na kilka etatów, ale twoja w tym głowa, żeby wygospodarować trochę czasu dla siebie. Ty już masz taki czas – chodzisz na terapię i… może zamiast co tydzień opowiadać, co złego cię spotkało ze strony partnera (to jedynie chwilowo obniży napięcie), spróbuj wspólnie z nią opracować plan swojego nowego życia. Trzymam kciuki za powodzenie!