1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Zwierciadło
  4. >
  5. Warsztaty mindfulness

Warsztaty mindfulness

Od lutego, Warszawa

Warsztaty przeznaczone są dla osób przeciążonych stresem i nadmiarem obowiązków, zmęczonych, wypalonych, odczuwających dolegliwości psychosomatyczne, lęk, depresję, jedzących za dużo lub za mało, z zaburzeniami zasypiania, z problemami z koncentracją. Praktyka uważności (mindfulness) przywraca radość życia i wewnętrzną równowagę, rozwija intuicję, akceptację siebie, współczucie do siebie i innych, poprawia zdolność koncentracji i nauki, zapobiega depresji i innym chorobom powodowanym przez stres, łagodzi dolegliwości psychosomatyczne, pozytywnie wpływa na relacje z innymi. Rodzaje warsztatów

-Trening redukcji stresu i profilaktyki depresji MBSR/MBCT I i II stopień;

-Trening uważności na co dzień (dla osób z nadwagą i problemami z jedzeniem).

Prowadząca: Jolanta Berezowska - nauczycielka MBSR/MBCT. Wiecej: .

Informacje i zapisy: Joanna Kępińska, pin89@wp.pl, tel. 694 191 354.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Psychologia

Ojciec i syn. Kiedy nadchodzi czas na oczyszczającą rozmowę o przeszłości?

Ojcowie często nie mówią otwarcie o pragnieniu miłości i akceptacji. Szukają kontaktu, odwołując się do synowskiego obowiązku troszczenia się o starego ojca, do poczucia winy. A synowi trudno rozpoznać te sygnały jako wyraz chęci zbliżenia się. (Fot. iStock)
Ojcowie często nie mówią otwarcie o pragnieniu miłości i akceptacji. Szukają kontaktu, odwołując się do synowskiego obowiązku troszczenia się o starego ojca, do poczucia winy. A synowi trudno rozpoznać te sygnały jako wyraz chęci zbliżenia się. (Fot. iStock)
Porządkujące, oczyszczające rozmowy o przeszłości z ojcem to najlepsze, co syn może zrobić dla siebie. To także szansa dla ojca. I dla całego systemu rodzinnego. W ten sposób mężczyźni przełamują pokoleniową falę niezrozumienia, chłodu i obcości między ojcami i synami – mówi Benedykt Peczko w rozmowie z Renatą Arendt-Dziurdzikowską.

Przyjaciel opowiadał mi o przełomowym momencie w jego dorosłej relacji z ojcem. Otóż oglądał z synkiem „Czterech pancernych i psa”, ten odcinek, gdy Janek odnajduje ojca i idą tak do siebie wzdłuż brzegu morza. I wtedy właśnie mój przyjaciel wybuchnął płaczem, zaczął szlochać, co nie zdarzyło się nigdy w trakcie jego dorosłego życia. Gdy ochłonął, uświadomił sobie, jak bardzo tęskni za ojcem. Pamiętał dwie sceny z tatą z dzieciństwa, a potem już go nie było, mama niechętnie go wspominała. Niedawno odnalazł ojca.
Pogratulować. Ten mężczyzna zrobił coś bardzo ważnego dla siebie, swojego syna i przyszłych pokoleń mężczyzn. Zwracając się do ojca, zaakceptował przeszłość. Zaakceptował niedoskonałość ojca, a poprzez to także własną niedoskonałość. Nie wstydził się emocji. Nazwał je i pozwolił, aby nim pokierowały.

Czasem ojciec czeka na rozmowę z synem całe życie. Czeka, aż syn powie: „Tato, może nie wszystko było super, ale starałeś się, byłeś dobrym ojcem, dziękuję ci”. Robert Bly, autor „Żelaznego Jana”, twierdzi, że większość mężczyzn umiera w poczuciu, że nie sprawdzili się jako ludzie i jako ojcowie. Dorosły syn ma moc, by uspokoić sumienie ojca.
Ojcowie czekają na to, ale raczej nieświadomie. Szukają sposobności, aby odbudować kontakt z dorosłym synem. Robią to niezgrabnie, na przykład prosząc, aby syn załatwił im coś w urzędzie. Ojciec nie mówi otwarcie o pragnieniu miłości i akceptacji. Szuka kontaktu, odwołując się do synowskiego obowiązku troszczenia się o starego ojca, do poczucia winy: „Nie przyjeżdżasz, nie dzwonisz…”. Synowi trudno rozpoznać te sygnały jako wyraz chęci zbliżenia się. Dlatego zbywa ojca: „Wiesz, jaki jestem zajęty”. A gdyby tak spytał: „Stęskniłeś się za mną, tato? Chciałbyś się spotkać, porozmawiać? Spotkajmy się”. To mógłby być dobry początek rozmowy.

Z kolei gdy synowie chcą się zbliżyć – bo np. obejrzeli poruszający film – ojciec jest przerażony! To jest autentyczna historia: Syn dzwoni do ojca i mówi: „Tato, ostatnio myślałem, co dla mnie zrobiłeś, i chcę ci podziękować. Kocham cię…”. A ojciec na to: „Dobrze się czujesz?”.
Albo: „Mów od razu, czego potrzebujesz!”, albo: „Bądź mężczyzną! Widzę, że się rozklejasz”. Ojcowie, którzy przez całe życie odcinali się od swoich uczuć, nie są w stanie przyjąć uczuć syna.

Jak miałaby wyglądać rozmowa między ojcem a synem po latach milczenia, zdawkowych powitań i pożegnań, chłodu i obojętności?
Trzeba uporządkować i oczyścić przeszłość. Syn nazywa i wyraża uczucia, jakie żywi do ojca. Mówi, jak zapamiętał dzieciństwo, jak się czuł jako dziecko, co przeżywał i czego doświadczał, i jak to wpłynęło na jego dorosłe decyzje i wybory.

Wielu ojców stosowało i stosuje wobec synów przemoc psychiczną, emocjonalną, a nierzadko fizyczną. Jak o tym mówić bez gniewu, wściekłości czy lęku?
Mówić o tym, jak trudno mówić: „Jeszcze dziś czuję paraliżujący lęk, gdy przypominam sobie, jak musiałem przed tobą uciekać, drżałem już w momencie, gdy słyszałem twój pijany bełkot za drzwiami po nocy. Bardzo cierpiałem i chcę, żebyś o tym wiedział. Ciągle jestem wściekły, gdy pomyślę, co działo się w domu. Potrzebuję ci o tym powiedzieć i jestem pewny, że ty potrzebujesz usłyszeć. Nie oskarżam cię, nie oczekuję, żebyś mnie przepraszał, tylko żebyś wysłuchał”.

Ojcowie w takich sytuacjach zaprzeczają, bronią się, atakują, oskarżają syna o niewdzięczność.
Jednak stało się – syn powiedział, a ojciec usłyszał. Ten przekaz nie ginie. Ojciec nie jest na tyle silny i dojrzały, żeby spokojnie przyjąć słowa syna, ale na głębszym poziomie czuje ulgę, gdy to, co ukryte, zostaje nazwane. Synowi łatwiej wtedy zaakceptować ojca takim, jaki był i jaki jest. I relacja między nimi pomału się zmienia – jest prawdziwsza, bardziej bezpośrednia.

Raczej nie ma co liczyć na to, że ojciec się otworzy, przyzna do błędów, powie: „Tak mi przykro, synu, że cię opuściłem, że byłem przyczyną twojego cierpienia”. Taka reakcja wymagałaby sporej samoświadomości, a przede wszystkim akceptacji swojej niedoskonałości. Ojcowie często wpadają w pułapkę doskonałości. Nie wiedzą, że przyznanie się do błędu wobec syna i najbliższych jest wyrazem siły. To jest cecha wojownika.

Ojcowie nie mogą się pogodzić z tak jawną niesprawiedliwością, przecież się starali, żeby syn miał wszystko, wyszedł na ludzi.
Syn może wtedy powiedzieć: Doceniam to, jestem wdzięczny, ale zabrakło mi tego i tego. Dobrze, żeby przed rozmową z ojcem poznał jego historię, dzieciństwo, młodość; dowiedział się, jakim presjom i ograniczeniom podlegał. Gdy syn poznaje szerszy – rodzinny, społeczny, polityczny – kontekst życia ojca, zaczyna postrzegać go nie tylko jako sprawcę cierpienia, ale także jako ofiarę, a to wiele zmienia.

Gdy zagłębiamy się w historię życia naszych ojców, uświadamiamy sobie, że oni także – jak każdy – na swój sposób dążyli do szczęścia. Mogli robić to w opaczny sposób, który niósł cierpienie, ale my także fundujemy sobie i innym rozmaite odmiany cierpienia. W czym jesteśmy lepsi?

Gdzie miałaby się odbyć rozmowa z ojcem?
Rozmów może być kilka. Można wracać do różnych wątków z przeszłości. Gdzie? Na pewno w cichym, spokojnym miejscu. Można zaprosić ojca do siebie, na długi spacer, na ryby. To może być też rozmowa przy okazji wspólnego malowania mieszkania, prac w ogrodzie. Gdy jest więcej czasu, można zabrać ojca na kilka dni do miejsc jego dzieciństwa. Już samo bycie razem jest budujące i integrujące.

Czytałam o mężczyźnie, który zabrał ojca do lasu i powiedział: „Nie wrócimy, dopóki się nie rozmówimy!”. Inny zamknął na klucz drzwi szpitalnego pokoju, w którym ojciec leżał, i oznajmił: „Teraz cię mam!”.
Mężczyźni bywają zdumieni tym, że gdy odważą się wyrazić gniew i wściekłość wobec ojca, to pod tymi uczuciami odnajdują smutek i żal; a gdy wypłynie smutek, zostaje już tylko miłość. Spontanicznie zaczyna napływać mnóstwo ciepłych uczuć, wspomnienia dobrych chwil z ojcem: gdy uczył jeździć na rowerze, otulał kurtką, czytał do snu.

Jeden z mężczyzn, wiedząc, że będziemy rozmawiać na ten temat, zapytał, co zrobić, gdy ojca nie ma i nigdy nie było w życiu syna.
Napisać list. Jeśli zasiadamy do pisania z pustką w głowie, to właśnie tak zacząć: „Czuję pustkę. Nie wiem, o czym pisać…”. Potem podążać za tym, co się pojawia, co odczuwamy. Pozwolić popłynąć opowieści. Gdy list jest gotowy, odczytać go na głos, wyobrażając sobie ojca, który to słyszy. Takich listów można napisać na przestrzeni miesięcy czy lat kilka. Można je spalić, zakopać, wrzucić do rzeki. Podobnie postępujemy w przypadku, gdy ojciec nie żyje. Wyobrażamy sobie, że siedzi naprzeciwko i słucha. Możemy mówić też do zdjęcia.

To wydaje się proste. Jednak bezpośrednia rozmowa z zamkniętym emocjonalnie ojcem, gniewnym i nieszczęśliwym, to jak zderzenie z lodową ścianą. Dlaczego mężczyzna miałby podjąć to wyzwanie?
Ponieważ to najlepsze, co może dla siebie zrobić. Jeśli za tym nie pójdzie, będzie nosić w sobie ciężar, a to pochłania mnóstwo energii i komplikuje życie. Szczera rozmowa z ojcem to także szansa dla ojca na przyjęcie odciętych części siebie; niewykluczone, że z niej skorzysta.

Co dzieje się w życiu mężczyzny, który nie skonfrontował się z ojcem?
Przenosi relację z ojcem na relacje z innymi mężczyznami. W kontakcie z mężczyznami starszymi czuje lęk i napięcie. Widać to na przykład w pracy. Bardzo często młodzi menedżerowie zachowują się bezwzględnie wobec starszych mężczyzn, dokonują cięć kadrowych. Mówi się wtedy, że starsi mają nawyki, których nie sposób wykorzenić, że korporacji potrzebna jest świeża krew. Miałem takiego klienta: na szczęście zanim zwolnił dobrego fachowca, zorientował się, że widzi w nim ojca, wobec którego nie wyraził lęku, złości i rozpaczy, i że chęć zwolnienia go jest podświadomą zemstą na ojcu.

Czy mężczyzna może być dobrym liderem, szefem czy przywódcą, gdy w środku jest zrozpaczonym, smutnym chłopcem? Gdy nie podjęliśmy próby konfrontacji z autorytetem ojca, to tak, jakby chłopiec w nas ciągle nie mógł dorosnąć. Czy może być szefem ktoś, kto nie dorósł? Mężczyzna ma poczucie, że jest słaby, nie poradził sobie, nie wyraził swoich uczuć i potrzeb, uległ. Ale nie pokazuje tego, stara się być silny, chodzi na siłownię, żegluje, jeździ na nartach, gra w tenisa. Zachowanie tych pozorów wymaga potwornego wysiłku. Niemożliwe, aby taki mężczyzna mógł czerpać z pracy radość i satysfakcję. Z pewnością czerpie różne gratyfikacje, finansowe, prestiżowe, towarzyskie. Może dążyć do kariery – menedżerskiej, naukowej czy artystycznej – jednak trudno mu poczuć się spełnionym człowiekiem. Rola lidera wymaga umiejętności emocjonalnych. Cele, strategie, techniki kreatywności są ważne, jednak najważniejsze jest to, co dzieje się między ludźmi. Lider, który nie radzi sobie z emocjami, pogarsza sytuację w firmie.

Mężczyzna, który nie skonfrontował się z własnym ojcem, boi się być ojcem. Niejednokrotnie spotykałem młodych mężczyzn, którzy nie mogli się zdeklarować w tym względzie, co w końcu doprowadzało do rozpadu ich związków z kobietami. To były dramatyczne sytuacje, ponieważ kochali te kobiety. Jednak tak sabotowali temat małżeństwa i rodzicielstwa, że kobiety w końcu były zmuszone podjąć decyzję o rozstaniu.

  1. Psychologia

Wypalenie życiowe – jak sobie z nim radzić? Rozmowa z Katarzyną Miller

Wypalenie pojawia się, gdy człowiek nie umie stosować płodozmianu. Więc kiedy nic mi się nie chce, to nawet się o to nie obwiniam. Bo to naturalny skutek tego, że się nadużyłam. (Fot. iStock)
Wypalenie pojawia się, gdy człowiek nie umie stosować płodozmianu. Więc kiedy nic mi się nie chce, to nawet się o to nie obwiniam. Bo to naturalny skutek tego, że się nadużyłam. (Fot. iStock)
Po pracy i po każdym wysiłku, także stresie, niezbędna jest regeneracja. Nie da się ciągle tylko dawać siebie innym i światu. Dlatego, jak mówi psychoterapeutka Katarzyna Miller, ważne jest, by mieć takie momenty w ciągu dnia, gdy świadomie i z całkowitym przyzwoleniem możesz powiedzieć: „a od tej chwili już mnie nikt nie obchodzi”.

Tym razem chciałam porozmawiać o wypaleniu, ale w szerszym ujęciu niż dziś je rozumiemy. Czyli nie tylko zawodowym, ale też o wypaleniu w związku, wypaleniu w roli matki, wypaleniu życiowym. Oraz o wypaleniu pandemicznym, które ostatnio zaobserwowałam u siebie...
O, sądzę, że to ostatnie jest o wiele bardziej powszechne niż nam się wydaje. Ja też je silnie czuję. Mam nawet czysto biologiczne objawy: nie pamiętam, co przed chwilą czytałam, co ktoś do mnie mówił; zapominam nazwiska ludzi, o których właśnie mówię; nie wiem, co miałam za chwilę zrobić... Spadnie mi długopis na podłogę, to płakać mi się chce: „Jeszcze i to?!” – myślę z wyrzutem właściwie nie wiadomo do kogo.

Mam już po kokardę tej pandemii. Jestem wkurzona, ale i zmęczona, zrezygnowana. Nic mi się nie chce. Najchętniej bym leżała i... właściwie nie wiem co. Bo spać też mi się nie chce. Oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że moja sytuacja jest poniekąd luksusowa, bo siedzę sobie wygodnie w moim ukochanym mieszkaniu i w każdej chwili mogę pojechać też na wieś, ale i tego mi się nie chce. Jedyne, co jeszcze mi się chce, to czytać książki i oglądać filmy. W czasie lockdownu rzuciłam się na kryminały Lee Childa. I kiedy czytałam o przygodach Jacka Reachera, to przez chwilę miałam poczucie niezwykle intensywnego życia. Ale gdy odkładałam książkę, to było takie plum... jak do głębokiej studzienki. Ta niemożność zrobienia niczego, ta bezradność wręcz uwłaczają człowiekowi.

Zaczęłam nawet lubić wizyty u lekarza, bo przynajmniej wychodziłam z domu, wsiadam do samochodu, ruszam się. Czasem myślę, że ci, którzy siedzą w domu z dziećmi, ze zdalną pracą i nauczaniem, mają lepiej, bo chociaż coś się dzieje; a czasem myślę, że mają gorzej – bo przecież za tyle osób więcej muszą odpowiadać. I liczyć się nie tylko z własnym poirytowaniem.

Wszyscy mamy dość. Tej niepewności i bezradności, tego wiecznego napięcia pod tytułem: „Kiedy to się wreszcie skończy?”. Nie mówiąc już o ludziach, których spotkały reperkusje finansowe czy którzy kogoś stracili...

Od ponad roku słyszymy dzienne statystyki zachorowań i zgonów. A przecież bywają dni, kiedy nie wywołują w nas reakcji. Z czego bierze się to zobojętnienie?
Pewne rzeczy są od nas niezależne, także niektóre procesy zachodzące w naszym organizmie. Jeśli człowiek sobie uświadomi, że ma sobie pomóc w tej chwili, w dodatku jeszcze znajdzie resztkę energii, to to zrobi, ale jeśli sobie nie uświadomi – to się w siebie zapada. Najgorsze w stresie jest to, kiedy jest długotrwały i pozbawia cię poczucia wpływu. Wtedy jesteś załatwiona.

Mnie pomaga trochę, że wyszło słońce, że pojawiła się zieleń.
Oj, mnie też. Nakupiłam sobie bratków, namiętnie też ustawiam w wazonach kwiaty. Zieleń, owszem, trochę mnie cieszy. Ale przecież ludzi, którzy są w głębokiej depresji lub są naprawdę wykończeni, nawet to nie rusza. My akurat mówimy nie o depresji czy wykończeniu, a o stanie przedłużonego zmęczenia, znużenia i wypalenia. Tu można coś jeszcze zdziałać. No bo w sumie o co chodzi? Przecież nie przesiedlają nas ze wschodu na zachód z jedną kozą i pierzyną pod pachą. Tak jak mówię, mamy luksus prowadzenia w miarę normalnego życia. Choć smutnego.

No i jak to brzmi: mam dosyć seriali. Mam dosyć książek. Mam dosyć chodzenia do tego samego parku. Ale przecież można mieć tego wszystkiego dosyć.
Człowiek ma problemy, na jakimkolwiek by był poziomie życia. A ponieważ teraz wszyscy mamy ten sam problem i wszyscy go podobnie przeżywamy, trochę to pomaga. Mnie pomaga. A tobie?

Mnie pomaga wspólne narzekanie. Choć zawsze ostrzegamy, by nie weszło nam w nawyk.
Czym innym jest jednak powiedzieć komuś, że i ty masz dość, że i ty zapominasz, co miałaś przed chwilą zrobić. To przynosi ulgę. Tobie i tej drugiej osobie.

W końcu od roku jesteśmy wszyscy w stanie permanentnego napięcia i podminowania. Może na jakiś tydzień lub dwa udało się nam wyjechać i zapomnieć, ale potem znów wróciło.
Od roku pracuję z pacjentami głównie online lub przez telefon. Telefon daje jeszcze jaką taką intymność, ale okienka czatów i szare buzie rozmówców są już dla mnie nie do zniesienia. Chciałabym ich przytulić, uścisnąć, pogłaskać. I bardzo bym chciała, żebyśmy to potem nadrobili. Tylko trochę się boję, czy już nie odwykliśmy.

To też był trudny czas dla bliskich relacji. Czasem więc na to wypalenie pandemiczne nakłada się jeszcze wypalenie w związku.
Wybuchła pandemia i wszyscy zaczęli mówić, ile to będzie potem rozwodów. Ale też ile dzieci się urodzi. Jak zawsze są plusy dodatnie i plusy ujemne. Wielu osobom ten czas pokazał też, że bardzo fajnie jest im z tą drugą osobą, którą sobie wybrali na życie. Zawsze dobrze jest się dowiedzieć, ilu fajnych ludzi mamy wokół siebie, a nawet w domu. Pomocnych, cierpliwych i z poczuciem humoru. Bez poczucia humoru to ciężko w życiu, a zwłaszcza w pandemii.

Bywa, że do tego wszystkiego dokłada się jeszcze przemęczenie w pracy. Pamiętam irytację mojej znajomej, kiedy czytała rady na temat tego, co zrobić z nadmiarem wolnego czasu; podczas gdy dla takich jak ona, pracujących na portalu, to był i jest nadal najbardziej gorący okres.
Wiele osób od początku pandemii po prostu haruje albo w ogóle nie umie korzystać z wolnego czasu, bo się wtedy martwi. Nie uczą nas tego, by wykorzystywać moment. Jak robi mój ulubiony bohater Childa – Jack Reacher, o którym już wspomniałam. Jego myślenie jest takie: jesteś w barze, nie wiadomo, kiedy będziesz mógł zjeść – więc najedz się teraz. Masz gdzie się położyć i przespać, nie wiadomo, kiedy znowu będziesz miał – więc lepiej się połóż. Czyli korzystaj z tego, co masz. Ja też powtarzałam to moim pacjentom: nie musisz dojeżdżać do pracy, to zrób w tym czasie coś, na co miałeś ochotę wtedy, kiedy dojeżdżałeś do pracy. Na przykład na mnie najbardziej działa, kiedy mogę włączyć muzykę, którą lubię. Mam takie rytmy, które ruszają moje ciałko, a kiedy ciałko się rusza, to już wiem, że jest dobrze. Mądra młodzież to robi nagminnie.

Można też zgasić światła, zapalić świeczki, założyć dresy i przykryć się kocem. Ja to bardzo lubię.
W domu zawsze trzeba przebywać w miękkich, serdecznych rzeczach. W ogóle powinniśmy częściej chodzić w ubraniach, które lubimy, a nie w „sztywniakach”.

A wypalenie życiowe – z czym jest zwykle związane? Z wiekiem?
Każde wypalenie pojawia się wtedy, gdy człowiek nie umie się reaktywować, regenerować i stosować płodozmianu. Pilnować tego, żeby co jakiś czas zrobić coś tylko dla siebie. Niedawno miałam spotkanie z kobietami, które opiekują się dziećmi i partnerami z hemofilią. One cały czas są nastawione na zadania, na opiekę, na pomoc. Przejmują bardzo dużo obowiązków za chorych. I strasznie się przy tym wyczerpują. Bo nie ma komu przejąć ich obowiązków. Do tego nie pozwalają sobie na żadne chwile zwątpienia, złości czy niezadowolenia. Bo one muszą dawać radę. W ogóle nie ma w naszej kulturze przyzwolenia na „nie daję rady”. Kiedy ktoś mówi: „Mam już wszystkiego dosyć”, to zaraz ktoś mu odpowiada: „Aż tak ci źle?! Zobacz, jak inni mają”. Jak tak można?".

A nie masz wrażenia, że częściej dopada nas wypalenie, bo zagubiliśmy nasze naturalne rytmy? Nie mam na myśli już nawet rytmu pór roku, ale choćby rytm dzienny, tygodniowy czy miesięczny. Ilu z nas pracuje nocami, zamiast spać? Albo w weekendy, zamiast odpoczywać?
No ja na przykład w weekendy mam warsztaty, ale dbam o to, by „odebrać sobie” dwa dni w środku tygodnia. Kiedyś rzeczywiście żyło się prościej, wolniej i bardziej cyklicznie. Na przykład w piątki nigdy nie jadło się mięsa, był więc od niego odpoczynek. A dziś często zapominamy, że to już piątek. Przecież dopiero co był poniedziałek. Nie na darmo przed świętami zwykle były posty. Pewne rzeczy, których nie lubię robić, bo są „kościółkowe”, miały i mają głęboki sens, bo są rodzajem zdrowego przygotowania do kolejnego etapu. Oczywiście to już wcześniej było w pogaństwie, chrześcijaństwo tylko dodało swoją nakładkę i na przykład był przednówek, a teraz jest Wielki Post.

Ja nie mogę i nie chcę zrezygnować z moich weekendowych warsztatów albo z wieczornego spotkania online, ale staram się przynajmniej pilnować, by robić sobie przerwy, nie spieszyć się lub potem sobie to „odrabiać”. Ale wiesz, co mnie najbardziej wypala? Prośby typu: „Pani Kasiu, pani nas podeprze na duchu”. Ja podpieram, nawet ochoczo, tylko kto potem podeprze mnie? Bo kiedy człowiek zbiera w sobie energię, serdeczność i życzliwość po to, by się nimi podzielić, to poziom tego wszystkiego u niego drastycznie spada. I trzeba się zregenerować. Nie dziwię się już temu, że siedzę parę godzin i nic mi się nie chce, i nawet się o to nie obwiniam. Bo to jest naturalny skutek tego, że się nadużyłam.

Nie można ciągle tylko dawać i dawać siebie innym lub światu.
Trzeba też coś z tego świata i od innych brać. Kobiety jednak o tym często zapominają, zwłaszcza w związkach. Dostosowują się do tego, czego chce ich partner. Bo kobiety są empatyczne, czyli wyczulone na cudze stany emocjonalne, nastroje, potrzeby. Zobacz, jak fajnie jest być z kobietą. Najprostszy przykład – dzwoni przyjaciółka i pyta: „Czy mogę zająć ci teraz chwilę? Odpowiadam: „Ale bardzo szybciutko, bo zaraz mam drugi telefon”. I ona się nie obraża, tylko się streszcza. Mój chłop dzwoni. „Nie mogę teraz” – mówię. „Znowu nie możesz? To kiedy będziesz w końcu mogła?”. Żadna kobieta by się tak nie zachowała. A mężczyźni tak mają, i już. Dlatego kiedy wchodzą do związku ze swoimi potrzebami, a czasem i oczekiwaniami, kobiety po prostu na to odpowiadają, reagują – albo żeby się nie obraził, albo żeby nie zrobiło mu się przykro, albo żeby dobrze o niej pomyślał. I już kupa energii idzie na to, by łagodzić konflikt, do którego jeszcze nawet nie doszło.

No właśnie, czasem tylko odpowiadamy. Odbijamy piłeczkę. A te piłeczki się nie kończą, lecą w naszym kierunku z regularnością tych wypuszczanych przez maszynę na kortach tenisowych.
I jeszcze się rozglądamy, by zobaczyć, czy jakiejś nie przegapiłyśmy. Ja się już nauczyłam i czasem nie reaguję w ogóle. Wtedy on się wkurza: „Czy ty mnie w ogóle słyszysz?”. „No tak, słyszę” – odpowiadam spokojnie. I nic nie robię. Oszczędzam swoją cenną energię.

Tak sobie myślę, że teraz, podczas pandemii, wszyscy trochę staliśmy się terapeutami – siebie i innych. Podnosimy na duchu, łagodzimy konflikty, wysłuchujemy. Nie da się tego robić bez regeneracji. Jak zatem ty, jako terapeutka, się regenerujesz?
No to już mówiłam: dzielę sobie czas na kawałki, które są tylko dla mnie. To jest niezwykle ważne, by świadomie i z całkowitym przyzwoleniem powiedzieć sobie: „A od tej chwili już mnie nikt nie obchodzi”. I wtedy sobie sprawdzam, na co mam ochotę. Na przykład poprzesuwałam różne rzeczy po to, by rano móc poczytać w łóżku, nie spieszyć się i mieć dobry początek dnia.

Czyli mówisz: wyłączaj się na świat...
Daj sobie prawo mieć swoje godziny. I bardzo pilnuj, by własnego, osobistego czasu nie oddawać ludziom jamochłonom. A jeśli już musisz, bo masz tego jamochłona blisko, to przynajmniej pilnuj widełek czasowych. „No dobrze, to zadzwoń potem” – mówi mój osobisty jamochłon. „Oddzwonię, kiedy będę mogła” – odpowiadam mu spokojnie. Jeśli ktoś jest bardzo namolny, to polecam nawet skłamać. Powiedzieć, że jesteś umówiona, że masz za pięć minut spotkanie albo telefon. Albo po prostu rzucić: „Przepraszam, ale muszę kończyć. Przykro mi, nie mam już czasu”. I pamiętajmy: nie musimy się z niczego tłumaczyć.

Dokładają nam kolejne obowiązki w pracy – co odpowiadać?
Można zapytać: „Która z tych spraw jest najważniejsza? Bo jeśli zależy ci na tej rzeczy najbardziej, to nią się zajmę. A że chcę ją dobrze zrobić, nie będę już mogła się zająć resztą”. Albo kiedy szef co chwila wydłuża ci listę rzeczy do załatwienia, spytaj: „Oczywiście, zaraz się tym zajmę, powiedz mi tylko, z której rzeczy mam zrezygnować. Bo chcę się skupić na tym, co jest najlepsze dla firmy”.

A jak wyjaśnić to dziecku, które ciągle domaga się naszej uwagi?
Z dziećmi jest taka prosta tajemnica, niektórzy ją znają, a inni odnoszą się do niej z wielką niechęcią. Otóż trzeba poświęcić im w ciągu dnia pewną porcję uwagi całkowicie, ale w taki sposób, żeby się z nimi bawić. Wtedy człowiek się nie męczy, a dziecko jest zachwycone. Można w coś zagrać, poganiać się, pobawić w chowanego lub zapasy, pogiglać się nawzajem. Ale jeśli rodzice mają dla dzieci głównie polecenia, to wiszą nad tymi dziećmi, a jednocześnie nad sobą, żeby ich z tych poleceń rozliczyć, a w domu jest ciągłe napięcie. Ja tak miałam z mamą na okrągło, za to z tatą się wygłupialiśmy. Tajemnica, o której mówiłam na początku, polega na tym, że jeśli poświęcimy dziecku taki pełen zabawy czas, to ono potem nas już nie będzie potrzebować. Nie będzie tego „mamo, mamo, mamo”, bo dziecko będzie naszą obecnością „nakarmione”. Niestety, bardzo dużo dorosłych nie umie się bawić, nie umie puścić wolno swojego wewnętrznego dziecka.

Czy powiedziałabyś, że jedną z oznak tego, że dopada nas wypalenie, jest to, że nie mamy już z życia przyjemności, zabawy?
Absolutnie tak. Jeżeli czujesz w życiu głównie przymus i niechęć, czyli te wszystkie „powinnam”, „muszę”, to jest to jedna z tych oznak. Bo oczywiście trochę obowiązków warto mieć i umieć je wypełniać, ale poza tym… bawmy się i dawajmy się innym bawić. A wtedy nigdy się nie wypalimy.

Katarzyna Miller, psycholożka, psychoterapeutka, pisarka, filozofka, poetka. Autorka wielu książek i poradników psychologicznych, m.in. „Instrukcja obsługi toksycznych ludzi” czy „Daj się pokochać, dziewczyno” (wydane przez Wydawnictwo Zwierciadło).

  1. Kuchnia

Lody w 5 minut – jak przygotować ekspresowe lody w domu?

Fot. materiały Wydawnictwa Zawierciadło
Fot. materiały Wydawnictwa Zawierciadło
Zobacz galerię 9 Zdjęć
Codziennie możecie się rozkoszować innym smakiem. Pod warunkiem, że Wasza zamrażarka ugina się od woreczków z zamrożonymi owocami. Oto przepisy na ekspresowe lody według Jolanty Naklickiej-Kleser.

Malina z wanilią

Składniki:

  • 1 szklanka mrożonych malin
  • ziarenka wydrążone z 1 laski wanilii
  • 1 banan

Sposób przygotowania: Wszystkie składniki wrzuć do blendera i miksuj pulsacyjnie, aż powstanie gładka masa. Od razu podawaj.

Fot. materiały Wydawnictwa ZawierciadłoFot. materiały Wydawnictwa Zawierciadło

Szaleństwo owoców leśnych

Składniki:

  • 1 szklanka mrożonych jagód
  • 1 szklanka mrożonych jeżyn
  • 1/2 szklanki jogurtu naturalnego
  • syrop z agawy do smaku

Sposób przygotowania: Wszystkie składniki wrzuć do blendera i miksuj pulsacyjnie, aż powstanie gładka masa. Od razu podawaj.

Fot. materiały Wydawnictwa ZawierciadłoFot. materiały Wydawnictwa Zawierciadło

Mango z kokosem

Składniki:

  • 1 mrożone mango pokrojone na kawałki
  • 1 szklanka śmietanki kokosowej

Sposób przygotowania: Wszystkie składniki wrzuć do blendera i miksuj puslsacyjnie, aż powstanie gładka masa. Od razu podawaj.

Fot. materiały Wydawnictwa ZawierciadłoFot. materiały Wydawnictwa Zawierciadło

Ananas z imbirem

Składniki:

  • 1/2 mrożonego ananasa pokrojonego w kostkę
  • 1/2 cm startego korzenia imbiru
  • 1/2 szklanki soku z gruszki

Sposób przygotowania: Wszystkie składniki wrzuć do blendera i miksuj pulsacyjnie, aż powstanie gładka masa. Od razu podawaj.

Fot. materiały Wydawnictwa ZawierciadłoFot. materiały Wydawnictwa Zawierciadło

Cynamonowy jabłecznik

Składniki:

  • 3 obrane, pokrojone w kostkę i zamrożone jabłka
  • kilka listków mięty
  • cynamon do smaku

Sposób przygotowania: Wszystkie składniki wrzuć do blendera i miksuj pulsacyjnie, aż powstanie gładka masa. Od razu podawaj.

Fot. materiały Wydawnictwa ZawierciadłoFot. materiały Wydawnictwa Zawierciadło

Marakuja górą

Składniki:

  • 1/2 zamrożonego i pokrojonego w kostkę ananasa
  • 2 marakuje
  • 1 szklanka jogurtu naturalnego
  • syrop klonowy lub miód do smaku

Sposób przygotowania: Wszystkie składniki wrzuć do blendera i miksuj pulsacyjnie, aż powstanie gładka masa. Od razu podawaj.

Fot. materiały Wydawnictwa ZawierciadłoFot. materiały Wydawnictwa Zawierciadło

Śliwka z jabłkiem

Składniki:

  • 1 obrane i pokrojone jabłko
  • 1 szklanka mrożonych śliwek
  • szczypta cynamonu do smaku
  • miód do smaku

Sposób przygotowania: Wszystkie składniki wrzuć do blendera i miksuj pulsacyjnie, aż powstanie gładka masa. Od razu podawaj.

Fot. materiały Wydawnictwa ZawierciadłoFot. materiały Wydawnictwa Zawierciadło

Więcej przepisów na lody, zimne desery i smoothie znajdziecie w książce "Lodovo, czyli domowe, zdrowe lody, zimne desery i smoothie" Jolanty Naklickiej-Kleser, Wydawnictwo Zwierciadło.

  1. Kultura

"Supernova" – wzruszająca eksplozja czułości

Kadr z filmu
Kadr z filmu "Supernova" (Fot. materiały prasowe)
Szykujcie chusteczki. Laureat Oscara Colin Firth i nominowany do Oscara Stanley Tucci w jednym z najpiękniejszych i najbardziej wzruszających duetów ostatnich lat złamią wasze serca na pół. „Supernova” w kinach już od 25 czerwca.

Stanley Tucci, przebojowy włoch z Nowego Jorku i angielski dżentelmen światowego kina Colin Firth, blisko dwadzieścia lat czekali, by znów pojawić się razem na dużym ekranie. Było warto, bo jak przekonują krytycy, w filmie „Supernova”, historii dojrzałej miłości, która zostaje wystawiona na najtrudniejszą próbę, ten fenomenalny duet aktorski doprowadzi do łez nawet największych twardzieli. – To opowieść o prawdziwej potędze miłości – zachwycał się Max Geo z magazynu Observer. – Piękny, czuły, złamie wasze serca na pół – napisał Devon Ivie z Vulture, a wtórowali im m.in. Jessica Kiang z Sight and Sound („Supernova” to wzruszająca eksplozja czułości) oraz Peter Bradshaw z The Guardian (Colin Firth i Stanley Tucci absolutnie błyszczą!).

Kadr z filmu 'Supernova' (Fot. materiały prasowe)Kadr z filmu "Supernova" (Fot. materiały prasowe)

Rozpoczynając pracę nad filmem, Harry Macqueen, reżyser i scenarzysta filmu „Supernova”, nie miał pojęcia jak wiele czeka go niespodzianek. Gdy zaprosił do projektu Stanleya Tucciego, nie tylko nie musiał go namawiać do tej roli, ale szybko usłyszał od niego propozycję nazwiska drugiego aktora, z którym ten chciałby zagrać w duecie. – I tak twórcy utkwili z laureatem Oscara w obsadzie? – żartował w wywiadzie ze Stanleyem Tuccim i Colinem Firthem gospodarz programu satyrycznego „The Late Show with Stephen Colbert”. – Dokładnie tak! – jednogłośnie potwierdzili aktorzy, którzy przyjaźnią się od lat i od dawna szukali scenariusza, który pozwoli im zabłysnąć w duecie.

Kadr z filmu 'Supernova' (Fot. materiały prasowe)Kadr z filmu "Supernova" (Fot. materiały prasowe)

Zdjęcia do filmu zrealizowano w zachwycającym angielskim parku narodowym Lake District, który już wielokrotnie gościł na dużym ekranie. Zrealizowano tam zdjęcia do ponad stu pięćdziesięciu filmów, w tym takich produkcji jak: „Gwiezdne Wojny: Przebudzenie mocy”, „Królewna Śnieżka i Łowca”, czy serial „Wiedźmin”. W filmie „Supernova” zielone trasy Lake District, którymi Sam (Colin Firth) i Tusker (Stanley Tucci) podróżują w rytmie „Heroes” Davida Bowiego, przepięknie uchwycił dwukrotnie nominowany do Oscara operator Dick Pope.

„Supernova” – o filmie

Sam i Tusker są razem od ponad 20 lat i kochają się bezgranicznie. Kiedy okazuje się, że niedługo mogą zostać rozdzieleni przez chorobę Tuskera, wyruszają w długą podróż i cieszą się z każdej spędzonej wspólnie chwili. Z każdym kolejnym dniem odkrywają jednak, że podchodzą zupełnie inaczej do tego, co jeszcze przed nimi, a ich związek zostaje wystawiony na najtrudniejszą próbę.

„Supernova” od 25 czerwca w kinach.

  1. Styl Życia

Ojcowie i córki – bez tematów tabu

(Fot. materiały prasowe)
(Fot. materiały prasowe)
Przyjęło się, że są tematy, które córka porusza tylko z mamą. Albo babcią czy ciocią. W każdym razie z kobietą. Nic w tym złego. Ale w gruncie rzeczy nie ma też żadnych powodów, żeby ojciec nie miał pogadać z córką o… miesiączce. Bo o ważnych sprawach trzeba przecież rozmawiać.

Widok ojca z dzieckiem na placu zabaw to już nie wyjątek, a codzienność. Także tata zmieniający pieluszki nie wywołuje szoku. I cudownie. Tak powinno być. Powoli też zmienia się nasze podejście do urlopów tacierzyńskich czy ojcowskich, do pomysłu, że jeśli z jakiegoś powodu – czy to ekonomicznego, czy innego – mama po porodzie wraca do pracy, to tata zostaje w domu z dzieckiem. Przestaje nas ta „dziwna koncepcja” bulwersować. Jednak ciągle są jeszcze tematy zarezerwowane dla kobiet. Dojrzewanie, miesiączka… To matka jest osobą, do której w sposób naturalny dziewczyna zwraca się z pytaniami, to ją prosi o radę i wsparcie. Ale życie jest życiem i różnie się rzeczy układają. Bo bywa, że relacje z mamą są nie najlepsze. Albo wręcz tej mamy nie ma. Dobrze więc, żeby ojciec (każdy, nie tylko ten samotny) z tymi obszarami w życiu swojej córki się zapoznał. Żeby nie bał się z nią o tym rozmawiać. Żeby nie czuł się skrępowany, kupując jej podpaski czy tampony. Żeby potrafił doradzić, co będzie dla niej najlepsze, najzdrowsze. Krótko mówiąc: dał swojej dziewczynce wsparcie.

Temat postanowiła oswoić marka Your KAYA. Specjalizują się w naturalnych produktach do higieny intymnej i pielęgnacji – ale nie tylko. Jak piszą, chcą tworzyć „przestrzeń, w której tematów tabu się nie chowa, tylko bez pardonu kładzie je na ławę. Tym razem w ramach swojej akcji społecznej Your KAYA zwraca się do ojców w dzień ich święta – chce pokazać, że oni również mogą brać czynny udział w dojrzewaniu swoich pociech i być z nimi blisko, okazując wsparcie i zrozumienie w tak trudnym i skomplikowanym dla nich czasie”.

A Kaja Rybicka, współzałożycielka marki, dodaje: „W Dzień Ojca pomyśleliśmy zwłaszcza o tych, którzy samotnie wychowują córki i nie zawsze są przygotowani na rozmowę o miesiączce. Postanowiliśmy dać im narzędzie, dzięki któremu będą czuli się pewniej i zdobędą trochę informacji, ale w prosty i przystępny sposób. Oczywiście zachęcamy do tej rozmowy wszystkich innych, bo nie ma absolutnie żadnych powodów, by dla kogokolwiek okres był tematem tabu i by otaczać go jakąś tajemnicą”.

Stąd chatbot, który startuje 23 czerwca, w Dzień Ojca. Każdy może się włączyć, zapytać, przeprowadzić symulację rozmowy z córką. Więcej informacji na temat akcji na Dzień Ojca można zaczerpnąć z Facebooka oraz profilu marki na IG.

Pomóc może też książka, którą marka wydała: „Witaj w klubie” Pauliny Pomaskiej. Tematy dojrzewania, cyklu menstruacyjnego, bólu, „hormonalnego zamieszania” wyjaśnione są tam prosto, jasno, zrozumiałym, przyjaznym językiem.