fbpx

Wyrzuć ten gniew

Na całym świecie, pod każdą szerokością geograficzną, kobietom powtarza się, by nie okazywały złości i gniewu. Uczy się nas bycia miłymi, grzecznymi, nie pozwala pokazywać, co naprawdę czujemy. Mamy być uśmiechniętymi damami. Całą stłumioną złość kierujemy do wewnątrz. I to właśnie
powoduje depresję – mówi ginekolożka Preeti Agrawal

– WHO uznała depresję za jeden z pięciu najpoważniejszych problemów zdrowotnych na świecie. Przerażająca statystyka.

– Uważam, że depresja jest wynikiem tego, w jaki sposób żyjemy. Jednak główny problem z tą chorobą polega na tym, że trudno ją zmierzyć. Nie mamy narzędzi badawczych, które mogłyby nam na nią jasno wskazać. Diagnozę stawia się na podstawie wywiadu, ale to bardzo subiektywna sprawa. Nie można powiedzieć: masz depresję, tak jak mówimy: masz anemię czy chore nerki. A na depresję choruje coraz więcej ludzi. W Niemczech ostatnio widziałam wielkie kliniki specjalizujące się tylko w leczeniu depresji. Odnoszę wrażenie, że im bogatszy kraj, tym więcej ludzi na nią choruje. Człowiek staje się coraz bardziej samotny, coraz bardziej skupiony na pracy. W kulturach, które żyją prościej, w mniejszym pośpiechu i napięciu, ten problem występuje marginalnie.

– Dlaczego depresja dotyczy głównie kobiet? Chorują one dwa razy częściej niż mężczyźni.

– Na całym świecie, pod każdą szerokością geograficzną, kobietom powtarza się, by nie okazywały złości i gniewu. Uczy się nas bycia miłymi, grzecznymi, nie pozwala pokazywać, co naprawdę czujemy. Mamy być uśmiechniętymi damami. Całą stłumioną złość kierujemy do wewnątrz. I to właśnie powoduje depresję. Żeby żyć zdrowo na poziomie emocji, trzeba zaakceptować siebie w pełni. Poczuć swoje negatywne emocje, np. zazdrość, złość, gniew, i w odpowiednich sytuacjach wyrażać je tak samo, jak wyrażamy uczucia pozytywne. Dzięki depresji otrzymujemy wyraźny sygnał, że czas na zmiany. To znak od ciała, że coś nas blokuje, nie pozwala nam się realizować. Kiedy jesteśmy uczciwi wobec siebie, akceptujemy się w pełni i dajemy prawo do przeżywania złych emocji, depresja nie ma szans.

– Czyli uważa pani, że teorie o niedoborach estrogenów, progesteronu, serotoniny i innych zaburzeniach hormonalnych czy też niewłaściwie działających neuroprzekaźnikach, a co za tym idzie – leczenie depresji farmaceutykami, jest leczeniem objawowym, niedocierającym do źródła problemu?

– Dokładnie tak. Ale kiedy choroba jest rozwinięta, a chory przestał o siebie dbać, ma problemy ze snem, z jedzeniem (albo nie je, albo je za dużo), przestaje wykonywać swoją pracę i izoluje się od ludzi, można mu na początku pomóc lekami, żeby wróciła radość i chęć do życia. Im wyższy poziom serotoniny w mózgu, tym więcej człowiek ma radości życia. Ale ta choroba wynika z cech osobowości, więc trzeba szukać jej przyczyn głębiej. Badania mówią, że u chorych, którzy leczyli się tylko objawowo, w ciągu trzech lat od odstawienia leków depresja wraca. Zmiany biochemiczne, które pojawiają się w trakcie choroby, związane są z naszym otoczeniem i sposobem, w jaki sobie z nimi radzimy. Nic się nie dzieje bez przyczyny.

– Czytałam, że najwięcej zachorowań na depresję przypada na 30. i 60. rok życia.

– Z moich obserwacji wynika, że depresja pojawia się w bardzo różnym wieku. Często chorują nawet młode kobiety, które stają w życiu przed ważnymi wyborami, dokonują jakichś istotnych zmian. Depresja to pewien rodzaj ucieczki przed światem, emocjonalne zamrożenie, wycofanie. Na przykład zauważyłam, że choruje na nią wiele dziewcząt, których rodzice się rozwodzą.

– Czy z ciała kobiety płyną jakieś sygnały, które mogłyby wyraźnie wskazywać na depresję?

– Często pojawiają się zaburzenia miesiączkowania, ale jako ginekolog nie mogę powiedzieć, że kobiety z depresją mają jeden konkretny, wyraźny problem natury ginekologicznej.

– A depresja poporodowa?

– Może pojawiać się, kiedy ciało jest zbyt mocno obciążone różnymi obowiązkami, zbyt wieloma zadaniami. Brak snu, silny stres i – co ważne – poród, który nie przebiegł zgodnie z oczekiwaniami kobiety, czy też brak wsparcia ze strony najbliższych sprawiają, że pojawia się choroba. Innym powodem depresji poporodowej jest zła relacja z ojcem dziecka, bardziej widoczna w sytuacji stresowej, jaką jest dla młodych rodziców noworodek w domu. Kiedy kobieta nie jest dość silna, by poprosić o pomoc czy wyrazić swoje prawdziwe uczucia, ciało broni się przed światem samo.

– To poważny problem, bo dotyczy nawet jednej czwartej młodych matek.

– Mam wrażenie, że w dużej mierze może wynikać z niezrozumienia ich potrzeb. Kultura Wschodu otaczała matki po porodzie troskliwą opieką. Kobiety nie zajmowały się gotowaniem, sprzątaniem i robieniem zakupów, wysypiały się, miały czas na regenerację po trudach porodu. Powoli odzyskiwały siły. Rozumiano, że to bardzo trudny etap przejściowy do nowego życia, więc je wspierano. Na Zachodzie od kobiet bardzo wiele się wymaga i zostawia je samym sobie. Do tego silna „medykalizacja” porodu jeszcze pogłębia złe samopoczucie. Kobiety, które rodziły naturalnie, z radością, mają bardzo wysoki poziom oksytocyny. Naturalny, fizjologiczny i dobrze przeżyty poród jest jak parasol ochronny.

– Kobiety z depresją poporodową spotykają się z dużym niezrozumieniem. Wmawia się im, że macierzyństwo to najpiękniejsze, co je może spotkać. Kiedy się nim nie cieszą jak należy, traktuje się ich przygnębienie jak fanaberie.

– Wynika to z postrzegania człowieka jedynie jako ciała. Nie widzi się, że człowiek ma przeszłość, żyje w określonych warunkach. Nasze emocje są uzależnione od bardzo wielu spraw. Trudno wymagać od matki, która ma piąte dziecko z alkoholikiem, żeby cieszyła się macierzyństwem. Nie ma jednych kryteriów, jednej miary, którą można by przyłożyć do wszystkich kobiet.

– Naukowcy biją na alarm – liczba depresji poporodowych rośnie.

– Wynika to z coraz poważniejszych i coraz częstszych ingerencji w poród naturalny. Dlatego nie można wykluczyć, że coraz więcej młodych mam będzie się zmagać z depresją poporodową.

– Zdarza się, że depresja pojawia się także w ciąży.

(…)

Więcej w Zwierciadle 09/2011

?>