Uznajemy piękno ważki nad jeziorem czy motyla na łące, ewentualnie pszczoły na lawendzie, dopóki można zrobić im zdjęcie i zachwycić się ich kolorami. Za to komary są plagą, kleszcze – zagrożeniem, a muchy – wprost obrzydliwością. A jednak owady są podstawą istnienia prawie wszystkich ekosystemów lądowych, więc ich koniec to zarazem koniec ludzi.
- Dave Goulson, brytyjski biolog, w książce „Milcząca planeta. Jak uratować owady przed zagładą” zwraca uwagę, jak ważne dla życia na Ziemi są tytułowe owady.
- Owady, do których ludzie często czują niechęć. Konsekwencją tej niechęci jest zmniejszenie się ich liczby o co najmniej trzy czwarte w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat.
- Tymczasem owady są ludzkości i Ziemi niezbędne. Jak czytamy w „Milczącej planecie”: „Bez zapylania dzikie rośliny nie zawiązałyby owoców i większość znikłaby z powierzchni Ziemi. Zabrakłoby chabrów i maków, naparstnic i niezapominajek”.
- Jak również zauważa Dave Goulson, owadów nie musimy pokochać, ale powinniśmy przyjąć, że ich ludzkie obrzydzenie czy lęk nie odbierają tym zwierzętom prawa do istnienia.
- Ginięciu kolejnych owadów można zaradzić. Biolog opisuje także, jakie działania warto w tym celu podjąć.
Artykuł pochodzi z magazynu „Sens” 3/2026.
Owady najczęściej nie budzą sympatii. Do tego stopnia, że wiele osób deklarujących się jako miłośnicy zwierząt samych owadów za prawdziwe zwierzęta nie uznaje. Nawet gdy nie stanowią zagrożenia, budzą lęk, a wręcz obrzydzenie. Wiele osób podróżujących do Egiptu zabiera ze sobą łapkę na muchy, by zabijać je z pozycji plażowego leżaka. Przy czym to nie kwestia gustu czy naturalnych odruchów, ale wyuczonego lęku. A to przekłada się na decyzje konsumenckie, polityczne oraz ekologiczne i w efekcie prowadzi do wymierania owadów. Bez rozpoznania, że ich kres będzie również kresem ludzi.
Kilkadziesiąt lat temu obecność owadów była powszechna, doświadczana wręcz cieleśnie. Latem w czasie podróży samochodem musieliśmy robić przystanki na czyszczenie przedniej szyby z owadzich resztek, po deszczach chodniki pełne były dżdżownic, a łąki brzmiały niczym orkiestra.
W książce „Milcząca planeta” biolog prof. Dave Goulson pisze: „Minęło pięćdziesiąt lat, odkąd po raz pierwszy zbierałem gąsienice na szkolnym boisku, i rok w rok od tamtej pory robiło się coraz mniej motyli, coraz mniej trzmieli – prawie wszystkiego spośród miriadów tych zwierzątek, dzięki którym kręci się świat. Te piękne, fascynujące stworzenia znikają, mrówka za mrówką, pszczoła za pszczołą, dzień po dniu”. Zauważa, że od czasu, gdy był dzieckiem, liczebność owadów zmniejszyła się co najmniej o trzy czwarte. A to wpływa na życie każdego z nas.
Owady są podstawą istnienia prawie wszystkich ekosystemów lądowych! Są częścią łańcucha pokarmowego zapewniającego życie na przykład ptakom, żabom czy rybom, rozkładają martwą materię, dbają o żyzność gleby, aby ta mogła rodzić ziarna czy warzywa, a także, co bardzo ważne, zapylają rośliny.
„87 proc. gatunków roślin wymaga zapylania przez zwierzęta, z których większość stanowią owady. W praktyce chodzi o prawie całe królestwo roślin, z wyjątkiem traw i drzew iglastych (zapylanych przez wiatr). Barwne płatki, woń i nektar kwiatów wyewoluowały po to, by wabić zapylacze. Bez zapylania dzikie rośliny nie zawiązałyby owoców i większość znikłaby z powierzchni Ziemi. Zabrakłoby chabrów i maków, naparstnic i niezapominajek” – czytamy u Goulsona. Nie chodzi jednak tylko o piękno świata pozbawionego dzikich roślin, ale o źródło pokarmu, którym żywią się inne zwierzęta. A jeśli chodzi o nas, wyobraź sobie świat bez jabłek, kawy, pomidorów, ogórków, czereśni, truskawek, czarnej porzeczki, dyni...
Lista tego, co stracimy wraz z owadami, jest znacznie dłuższa. Być może świadomość, co zawdzięczasz owadom, wystarczy, żeby poczuć chociaż odrobinę wdzięczności za ich istnienie. A wdzięczność wraz z wiedzą, nawet jeśli nie zajmą w pełni miejsca strachu czy obrzydzenia, z pewnością zmniejszą ich intensywność.
Tak bardzo przywykliśmy do własnego komfortu, tego, co uznajemy za estetyczne i bezpieczne, że chętnie zapominamy o szacunku do owadów. I konieczności zapewnienia im możliwości swobodnego życia, bez względu na estetykę.
Przejęcie sztuki zapylania przez ludzi nie zawsze jest możliwe. Poza tym gdyby oszacować roczną wartość zapylania przez owady, kwota sięgałaby od 800 miliardów do ponad 2 bilionów złotych rocznie!
Ludzka troska związana jest z dzieleniem świata zwierząt na bliski, ukochany, podlegający ochronie oraz odległy, nieznany, budzący niechęć i obrzydzenie. Do pierwszego świata należą psy i koty, do drugiego owady i zwierzęta hodowlane. Przeciwpasożytnicze leki nowej generacji, takie jak izoksazoliny stosowane od 2013 roku w ochronie psów i kotów przed pchłami czy kleszczami, są skuteczne nawet przez trzy miesiące. Są uznawane za bezpieczne dla zwierząt domowych, które wydalają je z kałem, częściowo również z moczem, i poprzez linienie. Tymczasem – jak podaje periodyk „Environmental Toxicology and Chemistry” (afiliowany przy Oxford Academic) – naukowcy z francuskiego VetAgro Sup – Campus Vétérinaire odkryli, że stanowią poważne zagrożenie dla pożytecznych owadów i utrzymują się w środowisku znacznie dłużej niż wspomniane powyżej trzy miesiące. W imię troski o jedne zwierzęta lub rośliny niszczymy inne – często nie zdając sobie sprawy, że podcinamy gałąź, na której siedzimy.d
Oczywiście znacznie szkodliwsze dla owadów są pestycydy, których według szacunków prof. Goulsona trafia do środowiska 3 miliony ton rocznie w skali globalnej. Niektóre z nich, jak neonikotynoidy, nie zabijają owadów natychmiast, ale osłabiają ich orientację, zdolność uczenia się i odporność, zatem w efekcie przyczyniają się do stopniowego załamania całych populacji.
Sama nikotyna trafiająca do gleby czy wody wraz z niedopałkami czy opakowaniami po elektronicznych papierosach, zawierającymi substancje z nikotyną, przyczynia się do śmierci milionów owadów.
Podobnie działają sztuczne światło przed domem czy w miastach, latarnie, ozdobne światełka, które często spełniają jedynie cel estetyczny. „Sztuczne światła rok w rok przyczyniają się do zagłady setek miliardów owadów. Każda lampa dosłownie dziesiątkuje ich populację, co noc wymazując ją z miejscowego krajobrazu” – alarmuje autor książki.
Dobra wiadomość jest taka, że tam, gdzie użycie pestycydów – podobnie jak sztucznego naświetlenia – jest ograniczone, a natura pozostawiona w stanie naturalnym lub nawet półnaturalnym, owady potrafią już w ciągu kilku lat odbudować swoją populację.
Nie musisz pokochać much czy gąsienic, ale z pewnością możesz uznać, że twój lęk czy obrzydzenie nie odbierają im prawa do istnienia.
Zajmij się czule swymi uczuciami, sprawdź, czy to nie jest przypadkiem spadek od nauczycieli, rodziców albo efekt naśladowania innych ludzi, także bohaterów książek czy filmów. W wielu takich opowieściach mucha jest irytująca, pająk wzbudza strach, a nawet panikę, innym razem jesteśmy świadkami wybuchów pustej radości u tych, którzy nie boją się i decydują się muchę lub pająka zabić.
Możesz uszanować swoje uczucia w sposób, który nie będzie oznaczał zabijania owadów. „Większość owadów jeszcze nie wyginęła: wystarczy dać im odrobinę wytchnienia, żeby odbudowały swoją populację” – pisze prof. Goulson. Odrobina wytchnienia to mniej chemii na łąkach, w ogrodach i miastach. Wytchnieniem są naturalne łąki zamiast koszonych trawników. To, co dla nas jest nieuporządkowane, dla natury jest schronieniem, rozkwitem, domem, szansą na przetrwanie.
A zatem jeśli masz kawałek ziemi, ogródka, pozostaw jego część niezadeptaną, niezmienioną. Pozwól, by pająki tkały tam pajęczyny, muchy latały, a dżdżownice wędrowały pod korzeniami dzikich traw i roślin, którym będzie dane dożyć starości i naturalnej śmierci.
Można to nazwać tolerancją dla „nieporządku” biologicznego. Zwłaszcza że da się również dostrzec w tej tolerancji korzyści psychologiczne: więcej uznania i przyzwolenia dla własnej naturalności, swobody, zdrowej dzikości.
Gdy wybierasz się do lasu, spodziewaj się pająków, mrówek, meszek – nie są tam przeciwko tobie, to ich dom. Gdy wybierasz się nad jezioro, rzekę lub mieszkasz na wsi, wypatruj owadów, a gdy je spotkasz, pomyśl, że są filarem życia na naszej planecie. I że skoro wciąż są, to jest dla nas szansa.
„Owady żyją wśród nas: w ogrodach, parkach, na polach uprawnych, w ziemi pod naszymi stopami, a nawet w szczelinach miejskich chodników, możemy więc wspólnie zaangażować się w ich ochronę i sprawić, by te niezastąpione stworzenia nie znikły z powierzchni globu. Każdy, nawet jeśli czuje się bezradny wobec innych majaczących na horyzoncie kwestii środowiskowych, może podjąć proste kroki, by wesprzeć owady” – puentuje prof. Dave Goulson.
Polecamy: „Milcząca planeta. Jak uratować owady przed zagładą”, Dave Goulson, tłum. Dorota Kozińska, Wydawnictwo Marginesy
(Fot. materiały prasowe)