fbpx

O filmie „Co przyniesie jutro” rozmawiają Grażyna Torbicka i Martyna Harland

"Co przyniesie jutro" (fot. materiały prasowe M2 Films)

Narcystyczna żona, zdominowany przez nią mąż… W filmie „Co przyniesie jutro” odpowiedzialność za kryzys w związku wydaje się przesądzona. Jednak relacje ludzkie są dużo bardziej skomplikowane. O ukrytych motywacjach bohaterów i lekcji płynącej z ich zachowania – rozmawiają filmolożka Grażyna Torbicka i psycholożka Martyna Harland.

Martyna Harland: „Co przyniesie jutro” opowiada o długoletnim małżeństwie Grace i Edwarda, które rozpada się na naszych oczach. Do którego z bohaterów jest ci emocjonalnie bliżej? Ja empatyzowałam przede wszystkim z Grace, która irytowała mnie na początku, jednak z czasem uświadomiłam sobie, skąd bierze się jej zachowanie. Edwardowi najpierw współczułam, jednak potem przestałam go lubić…
Grażyna Torbicka: Ja również początkowo byłam po stronie Edwarda. Grace wydawała mi się niezwykle męcząca jako osoba dominująca i nieustannie atakująca męża, z którym próbuje nawiązać kontakt. Mimo że przeżyli już przecież razem prawie 30 lat… Jednak wraz z rozwojem akcji lepiej zaczęłam rozumieć prowokacje ze strony Grace i jej awantury z mężem. Edward był przezroczysty i nieobecny, a ona chciała w ten sposób skłonić go do okazania jakichkolwiek emocji. Dlatego podczas oglądania filmu zmieniłam perspektywę i w końcu stanęłam po stronie żony.

Mówiłaś, że Grace próbuje nawiązać kontakt z Edwardem, mimo że przeżyli razem prawie 30 lat. Nie chcesz chyba powiedzieć, że po latach ludzie w naturalny sposób przestają ze sobą rozmawiać?
Po prostu wydaje mi się, że ten związek wyglądał w ten sposób od dłuższego czasu. Prawdopodobnie jedynym łącznikiem między Grace i Edwardem był ich syn Jamie, teraz już dorosły i samodzielny mężczyzna. Kiedy się wyprowadził, rodzice zostali sami ze sobą.

I co do nich wtedy dotarło?
Że Edward jest mężczyzną bez inicjatywy, a Grace pragnie aktywnego doświadczania świata, okazywania emocji. Nawet jeśli to miałoby być wyrażanie niezadowolenia. Tymczasem on umie tylko przygotować jej herbatkę, i to pod warunkiem że żona najpierw go o to poprosi…

Powściągliwy, zamknięty w sobie, niewyrażający emocji mężczyzna… to ciężki typ w związku!
Tak, w pewnym momencie to staje się nie do zniesienia! Uważam, że Edward miał wielkie szczęście, trafiając na taką żonę. Według mnie jest niebywale egoistyczny, dlatego rozumiem Grace i pod koniec filmu bardzo jej współczuję. Będzie musiała poradzić sobie dalej w życiu… Jeśli naprawdę chcemy analizować ich relacje, trudno będzie uniknąć spoilerów… Umówmy się, że od tego momentu rozmawiamy o tym filmie z kimś, kto go już widział, a jeśli tak nie jest, warto odłożyć lekturę na po seansie.

Zatem jaki jest twoim zdaniem problem tego związku?
Sadzę, że Grace potrzebowała mężczyzny, którym mogłaby się zaopiekować. Pamiętasz, w jaki sposób poznali się z Edwardem? Był na dworcu, wydawało mu się, że widzi swojego ojca, co nie mogło być prawdą, bo ten już nie żył. Ze łzami w oczach wsiadł do nadjeżdżającego pociągu, w którym spotykał Grace. Ona poruszona do głębi historią mężczyzny, okazała mu troskę i tak zaczął się ich związek. W jego chwili słabości. Z kolei Edward potrzebował kobiety, która będzie się nim opiekować. Pamiętasz scenę, kiedy on mieszkał już z Angelą? To ona przynosi mu herbatę do biurka, żeby mógł zajmować się swoimi sprawami.

Edward bardzo szybko zlewa się ze swoją nową partnerką. Nie mówi: „ja myślę”, tylko: „my myślimy”…
I to jest bardzo bolesne, bo pokazuje, jak szybko ta nowa znajomość wyparła z jego pamięci długi związek z Grace. Być może Edward mówi to nieświadomie, a może robi to celo- wo, żeby jak najsilniej podkreślić swoje oderwanie się od żony.

A moim zdaniem to pokazuje jego bierność i niedojrzałość. Nie myśli samodzielnej i w kolejnej relacji powtarza ten sam schemat.
To bardzo ciekawa interpretacja, bo przecież Edward mówi, że wsiadł kiedyś do niewłaściwego pociągu. Spotkał Grace i jakoś tak już zostało… To faktycznie świadczyłoby o jego wyjątkowej bierności. Z czasem zaczęło drażnić go to, że Grace wymaga od niego czegoś więcej niż tylko bycia. W tym przypadku nie bez znaczenia jest także sytuacja Angeli. Została porzucona przez męża, ma kłopoty z synem, którego nauczycielem jest Edward. I Angela, i Edward czują się samotni i w trakcie rozmów na temat chłopca zbliżają się do siebie.

Edward jest przedstawicielem starszego pokolenia, ale pokazuje problem, z którym boryka się dziś wielu młodych mężczyzn. Nie czują się akceptowani przez partnerki, które stawiają im coraz wyższe wymagania.
Edward jest też ojcem takiego młodego mężczyzny, który ma problemy z nieobecnością w związku i przez to nie może znaleźć partnerki. Czy pamiętasz, w jaki sposób Edward oznajmia Grace, że odchodzi? Zaczyna od tego, że rozumie, że nie był dla niej taki, jak tego oczekiwała. Ona po tych słowach rozpromienia się i ożywia. Liczy, że skoro Edward tak mówi, to ich związek zmieni się na lepsze. Jednak finał rozmowy jest dla niej zaskakujący i druzgocący.

Bardzo mocno utożsamiam się z Grace w tej scenie! Wydawało mi się, że jeśli partner problem, to już wystarczy, bo w gruncie rzeczy chodzi o to, by nie być w tym problemie samotną. Dlatego tak bardzo poruszyło mnie to, że im bardziej on się wycofywał, ona mocniej prowokowała, a on znowu chował się do swojej skorupy… Jak w tej sytuacji dotrzeć do partnera, żeby się dogadać?!
Odebrałam to w ten sam sposób! A wiesz, dlaczego nie znoszę tego faceta? Bo skoro przez tyle lat było mu tak źle, to dlaczego nie miał odwagi odejść wcześniej? Moim zdaniem było mu po prostu wygodnie. Wiedział, że Grace go kocha, więc zaopiekuje się nim, jeśli wydarzy się coś złego. W pojedynkę nie byłoby już tak komfortowo. Dopiero obecność drugiej kobiety pozbawia go wszelkich skrupułów. Nie starcza mu odwagi nawet na to, żeby porozmawiać z Grace o rozwodzie. Twierdzi, że to wywoła kolejne sceny i awantury. Owszem, ale Grace cierpi, a skoro spędzili razem tyle lat, to powinien skonfrontować się z jej cierpieniem. Nie umie temu sprostać, więc znajduje sobie posłańca w postaci syna. Ale nie można robić takich rzeczy, bo to wykorzystywanie dziecka, które jest największym poszkodowanym sporu między rodzicami. Nawet jeśli jest już dorosłe jak Jamie, to i tak cierpi. Edward jest moim zdaniem tak wygodnicki, że początkowo zakładałam, że wymyślił Angelę tylko po to, żeby Grace nie próbowała go zatrzymać. Ona sama też tak myślała. Gdy w końcu kobiety spotykają się, mówi wprost: „Miałam przez chwilę nadzieję, że ona jednak nie istnieje”.

Miałaś nadzieję, że Grace i Edward jednak będą razem?
Nie, myślałam, że może Angela jest czymś w rodzaju koła ratunkowego, bo gdyby Edward powiedział, że nie odpowiada mu ten związek i chce odejść, to rozstanie byłoby trudniejsze i prawdopodobnie rozciągnięte w czasie. A skoro jest inna kobie- ta, to jego odejście jest właściwie przesądzone.

Uważasz, że ten film może być terapeutyczny dla porzuconych kobiet, które oswajają trudne emocje, jak smutek czy złość?
Myślę, że tak… Ale na przeżycie rozstania nie ma jednego lekarstwa i każdy musi doświadczyć tego cierpienia sam. W sensie terapeutycznym niezwykle bolesna i smutna była dla mnie odpowiedź Angeli, kiedy Grace pyta ją o to, w jaki sposób wytłumaczy się z tego, że odebrała jej męża. Mówi: „Cóż, były na świecie trzy nieszczęśliwe osoby: ona, Angela, Edward i Grace. A teraz jest już tylko jedna nieszczęśliwa”.

Grace jest miłośniczką poezji, pracuje nad antologią. Jako tytuł wybiera frazę „Znane mi są już te okolice”. Świadomość, że inni byli w tym samym miejscu przed nami, potrafi być kojąca i wspierająca?
Cieszę się, że w filmie pojawił się wątek poezji, bo pokazuje nam, że na świecie zawsze były i będą smutki, rozstania, niedobrane dusze i niepasujące do siebie serca, które próbują być razem…

Najmocniej poruszyła mnie scena, w której Jamie mówi matce: „jeśli zobaczę, że dasz sobie teraz radę, to nawet jeśli ta droga będzie trudna, to przekonam się, że też potrafię sobie dać radę ze wszystkim”. Uważam, że ten film daje nam emocjonalną prawdę i nadzieję.
Dlatego myślę, że choć okupione dużym kosztem, rozstanie Grace i Edwarda wzmocni Jamiego. Będzie początkiem jego wolnego od zaangażowania w związek rodziców, samodzielnego życia.

Grażyna Torbicka, dziennikarka, krytyk filmowy, dyrektor artystyczna Festiwalu Filmu i Sztuki Dwa Brzegi w Kazimierzu Dolnym, w latach 1996-2016 autorka cyklu „Kocham Kino” w TVP2.

Martyna Harland, autorka projektu Filmoterapia.pl, psycholożka, wykładowczyni Uniwersytetu SWPS, dziennikarka. Razem z Grażyną Torbicką współtworzyła program „Kocham Kino” w TVP2.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
?>