1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Kultura
  4. >
  5. Cate Blanchett w ekranizacji światowego bestsellera "Gdzie jesteś, Bernadette?"

Cate Blanchett w ekranizacji światowego bestsellera "Gdzie jesteś, Bernadette?"

Kadr z filmu
Kadr z filmu "Gdzie jesteś, Bernadette?" (fot. materiały prasowe)
Zobacz galerię 4 Zdjęcia
Ekranizacja bestsellerowej powieści autorstwa Marii Semple "Gdzie jesteś, Bernadette?" to pełna humoru opowieść o współczesnej amerykańskiej rodzinie i kręgach artystyczno-biznesowych, która bawi i wzrusza od pierwszej do ostatniej minuty. Komediodramat w reżyserii Richarda Linklatera trafi do kin 16 sierpnia, a w roli tytułowej Bernadette zobaczymy podwójną zdobywczynię Oscara, Cate Blanchett. 

Powieść Marii Semple stała się prawdziwym światowym hitem. "Gdzie jesteś, Bernadette?" przez rok figurowała na szczycie listy najlepiej sprzedających się książek "New York Timesa", zebrała ogrom pozytywnych recenzji i rozbawiła tysiące czytelników na całym świecie. Wszystko wskazuje na to, że film powtórzy sukces książki i przyciągnie do kin wielu widzów.

Tytułowa Bernadette Fox ma kochającego, choć zapracowanego męża (Billy Crudup) oraz wspaniałą córkę, piętnastoletnią Bee (Emma Nelson), dla której jest najlepszą przyjaciółką. Kobieta nie cieszy się jednak dobrą reputacją, a najbliżsi z jej otoczenia uważają, że przynosi hańbę całemu miastu. Jest ekscentryczna, neurotyczna, nieprzyjemna, zgryźliwa i cierpi na lęk przed otwartą przestrzenią. Mimo to, uważana jest w kręgach designu za genialną rewolucjonistkę w dziedzinie architektury. Pewnego deszczowego dnia znika w dziwnych okolicznościach. Jej córka, która postanawia za wszelką cenę ją odnaleźć, stopniowo odkrywa zaskakujące fakty z życia swojej matki. Zbiera e-maile, oficjalne dokumenty, prywatną korespondencję i próbuje dowiedzieć się czegoś więcej o jej przeszłości.

Zobacz zwiastun:

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Kultura

Filmy, na które czekamy w 2021 roku

"Sound of Metal" z Rizem Ahmedem może być jednym z najbardziej fascynujących filmów, jakie zobaczymy w tym roku. (Fot. materiały prasowe)
Zobacz galerię 6 Zdjęć
Wszystko wskazuje na to, że najbliższe miesiące będą fascynującym czasem dla światowej kinematografii. Przed wami premiery filmowe, których z niecierpliwością wypatruję w tym roku. Wśród nich festiwalowe hity, znakomite adaptacje oraz chwytające za serce historie oparte na faktach. Tych pozycji po prostu nie można przegapić. 

Wszystko wskazuje na to, że najbliższe miesiące będą fascynującym czasem dla światowej kinematografii. Przed wami premiery filmowe, których z niecierpliwością wypatruję w tym roku. Wśród nich festiwalowe hity, znakomite adaptacje oraz chwytające za serce historie oparte na faktach. Tych pozycji po prostu nie można przegapić. 

"Ojciec" (15 stycznia)

Wyśmienite recenzje krytyków, nagroda publiczności na festiwalu Sundance, znakomite nazwiska twórców i doskonała obsada aktorska to główne powody, dla których reżyserski debiut Floriana Zellera "Ojciec" wskazywany jest jako jeden z faworytów tegorocznych Oscarów. To film, który w niezwykle przejmujący sposób pokazuje jak starsi ludzie tracą swoją tożsamość w wyniku choroby, a także dobitnie przedstawia zmagania ich bliskich. Myślę, że nominacji, o ile nie nagrody, doczekają się również wybitne role Anthony'ego Hopkinsa ("Milczenie owiec") oraz Olivii Colman ("Faworyta", "The Crown"). Krytycy zwracają również uwagę na doskonały scenariusz, który zapada w pamięć i zostaje z widzem na długo po seansie. Czekam zatem z zapartym tchem.

"Malcolm i Marie" (5 lutego)

W tym roku Netflix ma zamiar co tydzień raczyć nas zupełnie nowym filmem. Jednym z nich będzie "Malcolm i Marie", nostalgiczny melodramat Sama Levinsona, twórcy serialu "Euforia". Scenariusz powstał w zaledwie kilka dni, a zdjęcia trwały niespełna dwa tygodnie. W efekcie powstała oszczędna w środkach oda do wielkich hollywoodzkich romansów oraz szczery wyraz wiary w przyszłość kina. Film przedstawia historię reżysera Malcolma oraz jego partnerki Marie. Pewnego wieczoru, gdy para rozmawia o swoich doświadczeniach i marzeniach, na jaw zaczynają wychodzić tajemnice zagrażające ich wspólnej przyszłości. W rolach głównych zobaczymy Johna Davida Washingtona oraz Zendayę. Zapowiada się arcyciekawy seans.

"Nomadland" (19 lutego)

Złoty Lew w Wenecji, nagroda publiczności na festiwalu w Toronto i cztery wyróżnienia przyznane przez National Society of Film Critics to dopiero początek. Nowy film Chloé Zhao ma również chrapkę na Oscara. Wskazywany jako faworyt w tegorocznym wyścigu po statuetkę Akademii Filmowej "Nomadland" to opowieść o 60-letniej kobiecie, która z powodu pogarszającej się sytuacji finansowej musi przeprowadzić się do kampera. Po utracie całego dobytku w wyniku ekonomicznej zapaści w swoim rodzinnym mieście wyrusza w podróż po USA w poszukiwaniu sezonowych prac. W roli głównej dwukrotna laureatka Oscara za role w filmach „Fargo” i „Trzy Billboardy za Ebbing, Missouri”, genialna Frances McDormand.

"Na rauszu" (19 marca)

Istnieje teoria, że skromna dawka alkoholu podtrzymywana w organizmie otwiera umysł na otaczający nas świat. Kilku zaprzyjaźnionych nauczycieli z duńskiej szkoły średniej postanawia sprawdzić, jak owa teoria ma się w praktyce. To, co początkowo stanowi rubaszną zabawę, z czasem chwiejnym krokiem zatacza się w stronę tragedii. Film "Na rauszu" w nietypowy sposób porusza temat spożywania alkoholu, ukazując nie tylko jego negatywne, ale również, a może przede wszystkim, pozytywne skutki. Grunt to znaleźć umiar. Prosty w przekazie, ale jakże poruszający obraz uzupełnia rewelacyjna kreacja Madsa Mikkelsena oraz wspaniały soundtrack, w takt którego nie sposób nie tupać nóżką.

"Nie czas umierać" (2 kwietnia)

Szczerze wierzę w to, że wielokrotnie przekładana premiera najnowszej odsłony przygód Jamesa Bonda, którą zaplanowano na ten rok, w końcu się odbędzie. Dwudziesty piąty (prawdopodobnie najdroższy w historii) film o agencie 007 nosi tytuł "Nie czas umierać" i będzie ostatnim z cyklu, w którym w rolę kultowego bohatera wcieli się Daniel Craig. Miejmy nadzieje, że będzie to pożegnanie w pięknym stylu. Tym razem James Bond na prośbę swojego dawnego przyjaciela bierze udział w misji odbicia porwanego naukowca. Obok Craiga, w produkcji udział wzięli również Ralph Fiennes, Ben Whishaw, Naomie Harris, Léa Seydoux i Rami Malek.

"Last Night in Soho" (23 kwietnia)

W 2021 roku gwiazdy serialowych hitów Netflixa, Matt Smith ("The Crown") i Anna Taylor-Joy ("Gambit królowej"), ponownie zachwycą nas wachlarzem swoich aktorskich umiejętności, tym razem w nowym horrorze psychologicznym Edgara Wrighta. Reżyser znany głównie z produkcji komediowych ("Wysyp żywych trupów", "Scott Pilgrim kontra świat", "To już jest koniec") próbuje swoich sił w zupełnie nowym dla siebie gatunku. Oparty na autorskim opowiadaniu reżysera film przedstawia historię pewnej dziewczyny, która w tajemniczy sposób przenosi się do lat 60. Tam spotyka swojego idola, oszałamiającego początkującego piosenkarza. Wkrótce okazuje się jednak, że Londyn tamtych lat nie jest tym, czym się wydaje. Co z tego wyniknie? Dowiemy się już niebawem.

Kadr z filmu 'Last Night in Soho'. (Fot. materiały prasowe) Kadr z filmu "Last Night in Soho". (Fot. materiały prasowe)

"Cruella" (28 maja)

Popularność niezależnych historii o antagonistach z najpopularniejszych filmowych hitów świadczy o tym, że widzowie wręcz uwielbiają czarne charaktery. Produkcji o swoich postaciach doczekali się już m.in. Joker i Harley Quinn z serii o Batmanie, czy Czarownica ze "Śpiącej królewny". Teraz przyszedł czas na demoniczną projektantkę mody ze "101 dalmatyńczyków". Najnowszy film wytwórni Walta Disneya skupi się na tym, dlaczego Cruella De Mon tak naprawdę stała się zła. Pikanterii dodaje fakt, że za film odpowiedzialny jest Craig Gillespie, twórca "Miłości Larsa" z Ryanem Goslingiem oraz "Jestem najlepsza. Ja, Tonya" z Margot Robbie. W roli Cruelli zobaczymy natomiast Emmę Stone, u boku której pojawią się m.in. Emma Thompson i Mark Strong. Szykuje się kawał mocnej produkcji. Film dostępny będzie na platformie Disney+.

Kadr z filmu 'Cruella'. (Fot. materiały prasowe) Kadr z filmu "Cruella". (Fot. materiały prasowe)

"Śmierć na Nilu" (17 września)

Choć osobiście nie jestem fanką filmów na podstawie powieści Agathy Christie, muszę przyznać, że ta produkcja zapowiada się niezwykle obiecująco. Ekranizacja "Śmierci na Nilu" z Kennethem Branaghem po obu stronach kamery zachwyca przede wszystkich obsadą aktorską. W rolach głównych zobaczymy bowiem Annette Bening, Gal Galdot, Armiego Hammera, czy debiutującą na dużym ekranie Emmę Mackey, znaną głównie z roli zbuntowanej Maeve z serialu "Sex Education". Pod kątem wizualnym również nie ma się (na razie) do czego przyczepić. Jeśli jesteście ciekawi jak śledztwo w sprawie zabójstwa młodej milionerki prowadzone przez Herculesa Poirota wypadnie na dużym ekranie, zapraszamy do kin we wrześniu.

"Diuna" (1 października)

Na nową "Diunę" w reżyserii Denisa Villeneuve'a czekam zdecydowanie zbyt długo. Gdy dowiedziałam się, że premierę przesunięto prawie o rok (sic!), załamałam ręce. A tak mało brakowało, aby film trafił do kin w 2020 roku... Zapytacie pewnie, czy rzeczywiście jest na co czekać. Tego dowiemy się dopiero w październiku, chociaż nazwisko reżysera i gwiazdorska obsada z Timothée Chalametem na czele zwiastują wiele dobrego. Na ekranie zobaczymy również Zendayę, Oscara Isaaca oraz Stellana Skarsgårda. Dla niezaznajomionych z tematem: oparta na powieści Franka Herberta „Diuna” śledzi losy dwóch rodów – Atrydów i Harkonnenów, które walczą o władzę nad planetą Arrakis. Gdy panujący ród Atrydów zostaje pokonany przez Harkonnenów, cywilizację przed zagładą może ocalić jedynie syn dawnych władców. Wyczuwam najmocniejszą premierę sci-fi tego roku!

"Żeby nie było śladów" (8 października)

Sprawą Grzegorza Przemyka żyła cała Polska. W maju 1983 roku rutynowo zatrzymany w centrum Warszawy syn opozycyjnej poetki zostaje śmiertelnie pobity przez milicję. Gdy jedyny świadek wydarzenia chce złożyć obciążające milicjantów zeznania, władze PRL decydują się użyć wszelkich narzędzi, aby za wszelką cenę uchronić winnych śmierci chłopaka od konsekwencji. Nowy obraz Jana P. Matuszyńskiego, twórcy "Ostatniej rodziny" i serialu "Król", przyjrzy się tej wstrząsającej historii z bliska. Film oparto na bestsellerowym, nagrodzonym Nike reportażu Cezarego Łazarewicza, "Żeby nie było śladów. Sprawa Grzegorza Przemyka", z którym warto zapoznać się przed wybraniem się do kina.

Kadr z filmu 'Żeby nie było śladów'. (Fot. materiały prasowe) Kadr z filmu "Żeby nie było śladów". (Fot. materiały prasowe)

"West Side Story" (10 grudnia)

A teraz coś dla fanów Stevena Spielberga i broadwayowskich musicali. Tym razem znany reżyser bierze na warsztat "West Side Story", kultowy spektakl Arthura Laurentsa z 1956 roku, luźno zainspirowany dramatem Williama Szekspira "Romeo i Julia". W najnowszej adaptacji dzieła Tony, najlepszy przyjaciel przywódcy gangu Jetsów, zakochuje się w Marii, siostrze Bernarda, przywódcy Sharków rywalizujących z Jetsami. Gdy zakochana para zostaje wplątana w porachunki gangów, tragedia wisi w powietrzu. W rolach głównych wystąpią Ansel Elgort oraz debiutantka Rachel Zegler. Choć o samej produkcji jeszcze niewiele wiadomo, to dostępne w sieci zdjęcia z planu wróżą coś niesamowitego.

Kadr z filmu 'West Side Story'. (Fot. materiały prasowe) Kadr z filmu "West Side Story". (Fot. materiały prasowe)

"Amonit"

Najnowszy film Francisa Lee "Amonit" to bez wątpienia opowieść o silnych kobietach. Kobietach, które mimo różnego pochodzenia i statusu społecznego, łączy wielkie uczucie. Zafascynowane sobą bohaterki decydują się rozwijać swoją namiętną znajomość, która już wkrótce odmieni ich życie na zawsze. W rolach głównych zobaczymy duet, którego nikt nie oczekiwał, ale każdy potrzebował: wschodzącą gwiazdę kina Saoirse Ronan ("Lady Bird", "Małe kobietki") oraz rewelacyjną jak zawsze Kate Winslet. To film, który z pewnością da wam siłę i motywację do tego, aby walczyć nie tylko o swoją pasję, ale również miłość. Zwiastun produkcji przywołuje na myśl francuski "Portret kobiety w ogniu". Czyżby "Amonit" okazał się jego mainstreamową wersją?

"Jeszcze jest czas"

Jestem przekonana, że Viggo Mortensen po drugiej stornie kamery sprawdzi się równie dobrze, co przed nią. O swoim debiucie reżyserskim oraz aktorskim duecie z Lance’em Henriksenem (którego rola wymieniana jest wśród pewnych nominacji do Oscara), miał okazję opowiedzieć zarówno podczas ostatniej edycji festiwalu Camerimage, jak również na łamach "Zwierciadła". Jego film "Jeszcze jest czas" to historia ojca i syna, których od lat dzieli niemalże wszystko. John mieszka ze swoją rodziną w Los Angeles. Spokojne życie mężczyzny staje jednak na głowie, gdy wprowadza się do niego jego podupadający na zdrowiu ojciec. Czy będą potrafili porozumieć się i zaakceptować dzielące ich różnice?

"Kobieta w oknie"

Na liście netflixowych premier na 2021 rok znalazł się również trzymający w napięciu thriller Joe Wrighta, twórcy odpowiedzialnego m.in. za "Dumę i uprzedzenie", "Annę Kareninę" i "Czas mroku". W thrillerze "Kobieta w oknie" Anna Fox, cierpiąca na agorafobię, czyli lęk przestrzeni, psycholog dziecięca z Nowego Jorku spędza całe życie w domu. Zaprzyjaźnia się więc z sąsiadką Jane, która mieszka w domu po przeciwnej stronie ulicy. Wszystko staje pod znakiem zapytania, gdy kobieta znika bez śladu, a Anna nabiera podejrzeń, że to, co się stało nie jest dziełem przypadku. Na jaw wychodzą szokujące tajemnice i nic nie jest tym, czym się wydaje. Zapowiada się naprawdę ciekawie! Tym bardziej, że w rolach głównych występują Amy Adams, Gary Oldman i Julianne Moore.

"Kurier francuski z Liberty, Kansas Evening Sun"

Bill Murray, Tilda Swinton, Frances McDormand, Benicio del Toro, Timothée Chalamet, Adrien Brody, Léa Seydoux, Owen Wilson, Willem Dafoe, Elisabeth Moss, Saoirse Ronan... Przyznacie, że ta obsada robi wrażenie. Tyle talentu w jednym filmie może okazać się jednak mieszanką wybuchową. "The French Dispatch" (tak brzmi oryginalny tytuł) to jedna z najbardziej wyczekiwanych premier tego roku. Najnowszy obraz Wesa Andersona to dziesiąty film w jego karierze. Jubileuszowy projekt reżysera od początku wzbudzał zainteresowanie mediów, i to nie tylko dlatego, że jak zapowiedział sam twórca, ma to być "list miłosny do dziennikarzy". Film opowie bowiem o pracy paryskiego oddziału pewnej amerykańskiej gazety w latach 50. XX wieku. Zwiastun jest świetny, zdjęcia wyglądają imponująco. Pytanie tylko, czy faktycznie będzie to film godny jubileuszu...

"Sound of Metal"

"Sound of Metal" to film, na który w tym roku czekam najbardziej. Głównie ze względu na kreację Riza Ahmeda, którego w końcu będziemy mogli zobaczyć w pierwszoplanowej roli na dużym ekranie. Po znakomitym występie w serialu HBO "Długa noc", aktor udowodnił, że jest w stanie unieść ciężar głównej postaci i świetnie sprawdza się w przeróżnych aktorskich wcieleniach. Mam nadzieję, że po tym filmie jego kariera nabierze rozpędu, a sam Ahmed pokaże w końcu na co go stać. "Sound of Metal" zanosi się bowiem na produkcję, jakiej jeszcze nie było. Ruben jest pełnym pasji perkusistą, a Lu przebojową wokalistką. Gdy ruszają w trasę koncertową, a marzenie o wydaniu debiutanckiej płyty jest na wyciągnięcie ręki, chłopak z dnia na dzień traci słuch. Sytuacja, w której się znajduje jest zupełnie obca. Życie, które dotąd znał i kochał, lega w gruzach, a przyszłość staje się wielką niewiadomą. Wiele wskazuje na to, że będzie to jeden z najbardziej fascynujących filmów, jakie zobaczymy w tym roku.

"Supernova"

Homoseksualne wątki miłosne w kinie to ostatnio całkiem popularny trend. W tym roku zwolenników kina LGBT ucieszy więc nie tylko premiera "Amonitu", ale również brytyjskiego dramatu "Supernova" z Colinem Firthem i Stanleyem Tuccim w rolach głównych. Sam i Tusker, bo tak mają na imię główni bohaterowie filmu, są parą z 20-letnim stażem. Postanawiają wybrać się w podróż po Anglii, aby odwiedzić przyjaciół, rodzinę i bliskich, a także szczególne dla nich miejsca. Odkąd u jednego z nich zdiagnozowano postępującą chorobę, wspólny czas, który im jeszcze pozostał, jest najważniejszą rzeczą, jaką mają. Podczas wspólnej podróży obaj próbują odpowiedzieć sobie na pytanie, czym jest miłość w obliczu nieuniknionej przyszłości. Liczę na wzruszenia i dużo ciepła bijącego z ekranu.

"Śniegu już nigdy nie będzie"

W tym zestawieniu nie mogło zabraknąć również kandydata do Oscara z rodzimego podwórka. Film Małgorzaty Szumowskiej i Michała Englerta „Śniegu już nigdy nie będzie” to historia pochodzącego ze wschodu Żeni, który zatrudnia się jako masażysta na bogatym podmiejskim osiedlu. Jego ręce leczą, a oczy zaglądają w dusze samotnych kobiet. Pracując dla ludzi odgrodzonych murem od "gorszego" świata, mężczyzna poznaje ich historie i osobiste dramaty, aby wkrótce odmienić życie każdego z nich. W roli głównej zobaczymy znanego z serialu "Stranger Things" Aleca Utgoffa, któremu towarzyszyć będą m.in. Maja Ostaszewska, Agata Kulesza, Weronika Rosati, Katarzyna Figura i Andrzej Chyra.

  1. Kultura

DiCaprio, Streep, Blanchett i inni. Gwiazdorska obsada w nowym filmie Netflixa

Leonardo DiCaprio. (Fot. Andrea Raffin/BEW)
Leonardo DiCaprio. (Fot. Andrea Raffin/BEW)
Netflix pracuje nad jednym z najlepiej obsadzonych projektów filmowych ostatnich miesięcy. W filmie "Don't look up", który reżyseruje Adam McKay, obok Leonardo DiCaprio, Meryl Streep i Cate Blanchett, wystąpi plejada największych gwiazd. 

"Don't look up" to najnowsza komedia w reżyserii Adama McKaya, znanego przede wszystkim z "Big short", ale również "Sukcesji", "Legendy telewizji" i "Policji zastępczej". Choć Netflix ma już na swoim koncie kilka produkcji z iście gwiazdorską obsadą, m.in.: „Historia małżeńska”, „Irlandczyk”, „Diabeł wcielony”, ta przebija je wszystkie na głowę. W "Don't look up" w główną rolę ma wcielić się Jennifer Lawrence. Obok niej wystąpią: Leonardo DiCaprioMeryl Streep, Jonah Hill, Cate Blanchett, Himesh Patel, Timothée Chalamet, Rob Morgan, Matthew Perry i Tomer Sisley. Do obsady dołączyły również gwiazdy muzyczne - Ariana Grande i Kid Cudi.

Najnowsza komedia McKaya to opowieść o dwóch amerykańskich astronomach, którzy za pomocą przeróżnych mediów, próbują ostrzec ludzkość przed zbliżającym się uderzeniem potężnej asteroidy.

Pierwotnie film miał trafić na Netflixa w 2020 roku, jednak, głównie z powodu pandemii koronawirusa, nie było to możliwe. Nowa data premiery nie została jeszcze ogłoszona, ale film może mieć premierę na platformie streamingowej dopiero w 2022 roku.

  1. Kultura

Unikalne portrety Cate Blanchett z Festiwalu Filmowego w Wenecji

Cate Blanchett (Fot. Greg Williams)
Cate Blanchett (Fot. Greg Williams)
Zobacz galerię 20 Zdjęć
77. Międzynarodowy Festiwal Filmowy w Wenecji dobiegł końca. Podczas tegorocznej edycji królowała ona - zjawiskowa Cate Blanchett, przewodnicząca jury i globalna ambasadorka Armani Beauty. Marka podzieliła się z nami ekskluzywnymi fotografiami zza kulis tego ważnego dla światowej kinematografii wydarzenia. Najbardziej intymne momenty Cate Blanchett z tegorocznego festiwalu uwiecznił brytyjski fotograf gwiazd Greg Williams. Zapraszamy do naszej galerii!

  1. Kultura

Nowości filmowe poleca szefowa działu kultury „Zwierciadła”

"Moja mała Zoe" (Fot. materiały prasowe)
Zobacz galerię 6 Zdjęć
Ciekawy czas. Kina nieśmiało się otwierają, a w nich oglądać można pierwsze kinowe premiery, które zawieszono z powodu pandemii. Jednocześnie część nowych filmów pojawiło się najpierw w sieci, a teraz zadebiutowały także w salach kinowych, dając widzom możliwość wyrwania się z zamkniętego kręgu ekran-kanapa. Jeszcze inne tytuły w ogóle nie będą w dystrybucji kinowej, możemy je zobaczyć tylko online. To od nas zależy, którą opcję wybierzemy. Tak czy inaczej, jest w czym wybierać.

"Pechowi szczęściarze"

Pamiętacie „Dzikie historie”? Głośny argentyńsko-hiszpański film sprzed paru lat, zbiór kilku historii, których bohaterowie z różnych powodów tracą w końcu cierpliwość i dostają spektakularnych ataków szału? Wspominam o nim nie tylko dlatego, że w realizację „Pechowych szczęściarzy” zaangażowani byli ci sami producenci i odtwórca jednej z głównych ról Ricardo Darín. Filmy łączy też, a może przede wszystkim to, że i w jednym i drugim przypadku oglądając niesprawiedliwość, jaka dotyka bohaterów, myślimy sobie: „Dość! Tego już za wiele!”. Dokładnie to samo myślą bohaterowie. Akcja „Pechowych szczęściarzy” rozgrywa się w szczególnym dla Argentyny momencie, w roku 2001, kiedy rozpętał się gigantyczny kryzys, a ludzie z dnia na dzień tracili majątki. Oglądamy dość cudaczną grupę wspólników, idealistów – w większości nie najmłodszych i bez wyjątku lekko zwariowanych. Chcą w swoim miasteczku reaktywować spółdzielnię rolniczą i w tym celu inwestują oszczędności całego życia. Suma jest dość wysoka, tymczasem dyrektor miejscowego banku nagle upiera się, żeby z depozytu niezwłocznie wpłacić ją na konto. Jest dzień przed wybuchem kryzysu, a nasi poczciwi idealiści nie mają pojęcia, że świadomy, co się wydarzy dyrektor właśnie dokonuje wielkiego przekrętu, okradając swoich klientów. Oszukani prawdopodobnie pogodziliby się ze stratą – można by o nich powiedzieć wiele, ale na pewno nie to, że są przebojowi – tyle że dochodzi do zdarzenia, które przelewa czarę goryczy. I oni, i my, widzowie wiemy, że to najwyższy czas, żeby zawalczyć i odebrać co swoje. Tę ciepłą familijną komedię ogląda się przyjemnie i z satysfakcją, że zwykłe szaraki ogrywają krwiożerczą finansową elitę. A czy wszystko pójdzie z planem, to już osobna historia.

„Pechowi szczęściarze” do obejrzenia w kinach oraz na: vod.pl, Player+, Cineman, Chili, Ipla.

'Pechowi szczęściarze' (Fot. materiały prasowe) "Pechowi szczęściarze" (Fot. materiały prasowe)

"Nasz czas"

I znowu obraz z Ameryki Łacińskiej. Za to skrajnie różny. „Nasz czas” to kino artystyczne. Wielkie kino – także jeśli chodzi o rozmach i długość, bo ten obraz Carlosa Reygadasa trwa prawie 3 godziny. Meksykański reżyser słynie z oryginalnego podejścia do materii filmowej. W „Naszym czasie” w głównych rolach obsadził siebie, swoją życiową partnerkę montażystkę Natalię López, a także trójkę ich dzieci. Po części więc grają siebie – rodzinę. Już samo to sprawia, że ich losy ogląda się inaczej (nawet jeśli w wywiadach reżyser odpiera zarzuty o twórczy ekshibicjonizm). Sama opowieść dotyka bardzo intymnych kwestii. Film rozpoczyna się od sielskich scen. Środek lata, dzieciaki bawiące się beztrosko pod gołym niebem. A obok młodzież, w trudniejszym wieku, ale w sumie nadal niewinna w porównaniu z dorosłymi, robiąca więcej hałasu niż rzeczywistej szkody.  Wszystko to w niezwykłych meksykańskich krajobrazach, popękana brunatna ziemia kontrastuje tu z bujną zielenią. Jest tłoczno, bo na rozległą farmę pary głównych bohaterów przyjechali całymi rodzinami goście. Dość szybko orientujemy się, że filmowi małżonkowie Esther i Juan są w trudnym dla nich momencie. Że z jednej strony są parą doskonałą, którą wiele łączy i która nadal jest ze sobą bardzo blisko, z drugiej – coraz bardziej między nimi zgrzyta. Do tego stopnia, że trudno już powiedzieć, co jest istotą, podstawą i celem ich bycia razem. Więzy rodzinne, poczucie bezpieczeństwa, namiętność, zazdrość, kwestia niezależności, związek otwarty, kontrolowana zdrada – o tym wszystkim Reygadas opowiada bardzo sugestywnie. W tej historii z początku roi się od ludzi, ale z biegiem czasu staje się ona coraz bardziej kameralna. W pewnym momencie przed kamerą zostaje tylko filmowa para, tak jak i w życiu w obliczu kryzysu w związku perspektywa zawęża się tylko do tych, którzy o niego walczą. Reygadas po raz kolejny potwierdza swój wybitny talent. Z kina wychodzi się z przeświadczeniem, że zobaczyło się coś więcej, bliżej, prawdziwiej niż zazwyczaj ogląda się na ekranie.

„Nasz czas” do obejrzenia w kinach.

'Nasz czas' (Fot. materiały prasowe) "Nasz czas" (Fot. materiały prasowe)

"Córka boga"

Spore zaskoczenie, bo „Córka boga” [w oryginale „The other lamb” – przyp. aut] Małgorzaty Szumowskiej miała trafić do kin po pandemii, ale po drodze nieoczekiwanie trafiła na platformę Netflix. To zresztą jeden z aż trzech filmów, jakie ceniona na świecie polska reżyserka (znana dotąd z tak głośnych nagradzanych tytułów jak „Body/Ciało”, „W imię” czy „33 sceny z życia) nakręciła w ostatnim czasie. Pierwszy w pełni anglojęzyczny w jej dorobku. „Córkę boga” nierzadko klasyfikuje się jako thriller albo nawet horror. Czy to trafna diagnoza, ocenić można dopiero wtedy, kiedy obejrzy się film do końca. A i tu, mogę się założyć, opinie i oceny będą różne.

O czym opowiada Szumowska? O Selah, nastolatce, która wychowuje się w religijnej sekcie. Mieszka z innymi głęboko w lesie, wśród dziewiczej przyrody. Sekta to w sumie kilkanaście kobiet, ich córki (czerwienie i błękity ubrań od razu przywodzą na myśl estetykę serialu „Opowieść podręcznej”) i jedyny mężczyzna, ich przywódca, którego wszystkie nazywają „pasterzem” i są mu bezwzględnie posłuszne. Niby żyją razem w harmonii, ale coraz dojrzalsza i bystrzejsza Selah zaczyna inaczej spoglądać na ich wspólnotę i panujące w niej zasady. Selah również jest oddaną wyznawczynią „pasterza”, a jednak jest w niej coś, z początku ledwo zauważalnego, a ze sceny na scenę coraz wyraźniejszego, co różni ją od reszty otaczających ją kobiet. Jedna z nich, czarna owca skazana na odosobnienie i niełaskę przywódcy, dostrzega to i z podziwem nazywa „siłą”. Czy ma rację? I czy ta trudna do uchwycenia cecha pomoże Selah czy przeciwnie, doprowadzi ją do zguby? Reżyserka trzyma nas w niepewności niemal do samego końca, a po drodze roztacza przed nami piękną wizualnie, mroczną baśń. Żeby nie zepsuć nikomu efektu, mogę jedynie zdradzić, że Szumowska nie straszy nas na darmo, że każda scena, motyw, wątek ma tu swoje rozwiązanie i że na koniec rozrzucone puzzle układają się w spójną, przekonującą całość. A także, że ta niby baśniowa opowieść okazuje się bardziej prawdziwa i dotykająca naszego życia niż mogłoby się wydawać.

„Córka boga” do obejrzenia na platformie Netflix.

'Córka boga' (Fot. materiały prasowe) "Córka boga" (Fot. materiały prasowe)

"Obrazy bez autora"

Niemcy, chwilę przed wybuchem II wojny światowej. Główny bohater „Obrazów bez autora”, na razie jeszcze mały chłopiec, idzie z ciotką do galerii na wystawę malarstwa. Świetnego, ale wtedy już zakazanego, w odróżnieniu od jedynych słusznych prac wychwalających narodowy socjalizm. Przewodnik z zapałem opowiada o „moralnej zgniliźnie” twórców wystawianych ku przestrodze dzieł, ale Kurt z prześliczną młodziutką Elisabeth są zafascynowani. Chłopiec uwielbia z nią przebywać. Zresztą nie tylko on, ze swoim urokiem, świeżością i miłością do pięknych dźwięków (sama gra na pianinie) Elisabeth potrafi zjednywać sobie ludzi. Na przykład przekonać odpoczywających w zajezdni autobusowej kierowców, żeby odłożyli kanapki i specjalnie dla niej wszyscy naraz włączyli klaksony tworząc niezwykłą polifonię. Ciotka uczy małego Kurta uważnego spojrzenia na świat, zachwytu nad nim. Problem w tym, że zaraz zacznie się wojna i dla takich osób jak ona nie będzie już miejsca. Nadwrażliwa Elisabeth trafi do szpitala dla obłąkanych, a naziści postąpią z nią tak, jak z większością pacjentów zamkniętych ośrodków. Po jej śmierci chłopak będzie dorastał z obrazem ciotki w sercu. Zwłaszcza, że odziedziczył po niej szczególną wrażliwość i także jest wybitnie utalentowany, tyle że plastycznie. Kiedy trafi na ASP we wschodnim Berlinie, szybko stanie się tamtejszą gwiazdą. W filmie śledzimy jego dalsze losy – pierwszą miłość, małżeństwo, wspólną ucieczkę za zachodnią granicę. To ciężka próba dla kogoś, kto do tej pory malował świetnie, ale głównie na zamówienie partii. Teraz Kurt ma całkowitą wolność twórczą. Zmierzenie się z nią okazuje się równie trudne, co mierzenie się z demonami przeszłości. Nawet nieświadome, bo tylko widz, w odróżnieniu od głównego bohatera, wie, że ukochana żona to ogniwo łączące Kurta ze zmarłą ciotką. Mroczne rodzinne tajemnice, a w tle burzliwa historia kraju. Film „Obrazy bez autora”, inspirowany biografią słynnego niemieckiego malarza Gercharda Richtera, jest jak dobre czytadło. Wciąga bez reszty.

„Obrazy bez autora” do obejrzenia w kinach.

'Obrazy bez autora' (Fot. materiały prasowe) "Obrazy bez autora" (Fot. materiały prasowe)

 "Moja mała Zoe"

Julie Delpy dała się poznać najpierw jako świetna aktorka, potem równie uzdolniona scenarzystka, wreszcie reżyserka. Jej najnowszy film „Moja mała Zoe”, w którym łączy wszystkie swoje talenty, właściwie mógł być jej debiutem reżyserkim. Bo zalążek pomysłu na scenariusz zrodził się prawie 30 lat temu. I tu, uwaga, pojawia się wątek polski: Delpy grała wtedy u Krzysztofa Kieślowskiego w trylogii „Trzy kolory”. Po zdjęciach sporo i szczerze z Kieślowskim rozmawiali, a dziś Francuzka mówi, że to on jest duchowym patronem „Mojej małej Zoe”, nawet jeśli sama historia jest „bardzo jej”, że to najbardziej osobisty film w jej dorobku. Mówi też, że nakręciła go, bo sama odkryła, jak trudnym wyzwaniem jest macierzyństwo, jak potężny jest codzienny lęk o własne dziecko. „Moja mała Zoe” może wzbudzać kontrowersje, bo zadaje trudne pytania. Ale to także po prostu dobre kino obyczajowe. Ze świetnie, jak to u Delpy, poprowadzonymi dialogami między parą Isabelle i Jamesem. Są w separacji, dzielą się naprzemiennie opieką nad ich kilkuletnią córką Zoe. Starają się odkładać emocje i urażoną dumę na bok dla dobra dziecka, ale różnie im to wychodzi. I kiedy wydaje się, że film opowiada właśnie o tym, czy dwoje skonfliktowanych ze sobą ludzi jest w stanie pogodzić się dla córki, następuje zwrot akcji. Wydarza się coś, co wstrząsa ich i tak nie najłatwiejszym układem. Zoe trafia do szpitala w ciężkim stanie, nie ma szans, żeby wyszła z tego cało. A Isabelle, na co dzień pracująca jako genetyczka, gotowa jest zrobić wszystko, żeby córkę odzyskać. To ten moment, kiedy pojawiają się najtrudniejsze pytania, przywodzące na myśl kino Kieślowskiego. Jak nowoczesna nauka ma się do moralności? Gdzie są granice etyczne, których przekraczać nie wolno? Czy miłość wszystko usprawiedliwia? Film odpowiada na nie w taki sposób, że nie pozostawia widza obojętnym. Można do decyzji głównej bohaterki podejść ze zrozumieniem albo zupełnie się z nią nie zgadzać. Delpy daje nam do tego prawo, ale też robi – trzeba przyznać – wszystko, żebyśmy przynajmniej zrozumieli, co kieruje jej bohaterką, a zrozumieć to w przypadku tak drażliwych kwestii, bardzo wiele.

„Moja mała Zoe” do obejrzenia na: vod.pl, Platforma CANAL+, Player +, Chili, UPC Polska, Play Now, Inea, Toya, Vectra, Multimedia Polska, Netia oraz Orange VOD.

'Moja mała Zoe' (Fot. materiały prasowe) "Moja mała Zoe" (Fot. materiały prasowe)

  1. Kultura

Nowości serialowe i filmowe online, na które czekamy

fot. materiały prasowe Netflix
fot. materiały prasowe Netflix
Klasyki filmowe i najgorętsze seriale nadrobione? Spokojnie. Za chwilę na największych platformach pojawią się nowości, które znowu przyciągną nas przez telewizory i komputery. Na te premiery czekamy!

"Kierunek: Noc"

Nowość dostępna na platformie Netflix zadebiutuje już 1 maja 2020 r. "Kierunek: Noc" to historia inspirowana książką "Starość Aksolotla" autorstwa Jacka Dukaja, który to wraz z Tomkiem Bagińskim jest także producentem wykonawczym serialu. Historię rozpoczyna katastrofalne w skutkach zjawisko słoneczne, które sprawia, że gwiazda zaczyna niszczyć wszystko na swojej drodze. Akcja toczy się wokół pasażerów i członków załogi nocnego lotu z Brukseli, którzy postanawiają obrać kurs na zachód, aby szukać schronienia w mroku. Na pokładzie samolotu o przeżycie walczą bogaci i biedni, młodzi i starzy, cywile i wojskowi pochodzący z różnych środowisk i mówiący różnymi językami.W "Kierunek: Noc" zobaczymy między innymi Ksawerego Szlenkiera, który wcieli się w postać Jakuba.

"The Eddy"

8 maja również na Netflixie, długo wyczekiwana premiera z udziałem polskiej aktorki - Joanny Kulig. Akcja serialu "The Eddy" rozgrywa się we współczesnym, wielokulturowym Paryżu. To opowieść o losach właściciela podupadającego klubu, grającej w nim kapeli i niebezpieczeństw, z jakimi muszą mierzyć się w chaotycznym życiu miasta. Przeplatana jazzowymi, dynamicznymi utworami fabuła serialu "The Eddy" opowiada o muzyce, która może uzdrawiać, łączyć ludzi i przemieniać chaos w prawdziwe piękno.

"Siły Kosmiczne"

Wyjątkowa obsada - Steve Carell i Lisa Kudrow, którą wszyscy pamiętamy jako Phoebe z "Przyjaciół" to jedna z zalet serialu, który niebawem zadebiutuje na Netflixie. Już 29 maja będziemy mogli obejrzeć przygody generała Marka R. Nairda, który otrzymuje zadanie poprowadzenia nowo utworzonej szóstej formacji sił zbrojnych USA - Sił Kosmicznych. Sceptyczny, ale oddany swojej pracy Mark postanawia przeprowadzić się wraz z rodziną do odległej bazy w Kolorado. Wraz z zespołem naukowców oraz “Spacemanami” pracuje nad zadaniem otrzymanym od Białego Domu.

fot. materiały prasowe Netflix fot. materiały prasowe Netflix

"Braterstwo"

Oparta na prawdziwych wydarzeniach i nieopowiedziana wcześniej historia odważnej i tragicznej w skutkach operacji, która miała miejsce pod koniec lat osiemdziesiątych XX wieku podczas wojny radziecko-afgańskiej to nowość, którą od 22 kwietnia obejrzymy na platformie HBO GO. 

"Tyler Rake: Ocalenie"

Nowość z mistrzem od zadań specjalnych - Chrisem Hemsworthem w roli głównej. Tytułowy Tyler Rake podejmuje się zlecenia odbicia z rąk porywaczy syna międzynarodowego barona narkotykowego, nie zdając sobie sprawy, jak ogromnego ryzyka się podejmuje.„ Tyler Rake: Ocalenie” to pełen akcji, trzymający w napięciu thriller w reżyserii Sama Hargrave’a, który już 24 kwietnia zobaczymy na platformie Netflix.

"Mrs. America"

Serial można oglądać już od kilku dni na antenie HBO GO. "Mrs. America" to opowieść o niejakiej Phyllis Schlafly, która na kilka miesięcy przed swoją śmiercią nawoływała do głosowania na jedynego słusznego (w jej opinii) kandydata na prezydenta Stanów Zjednoczonych - Donalda Trumpa i stała się twarzą ruchów antyfeministycznych. W roli głównej - Cate Blanchett, która już zbiera ogromne pochwały za kreację w "Mrs. Amercia". Nowe odcinki pojawiają się co tydzień (od 18 kwietnia) na platformie HBO GO.