1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Kultura
  4. >
  5. Beata Jewiarz: "Poezja ma potencjał zmiany"

Beata Jewiarz: "Poezja ma potencjał zmiany"

Zapowiedź spektaklu
Zapowiedź spektaklu "Sen". (Fot. Piotr Filutowski)
W czwartek, 18 czerwca, w ramach akcji "Łąka Leśmiana" organizowanej przez Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN, na profilu Facebookowym muzeum będzie można obejrzeć spektakl muzyczno-poetycki „Sen” autorstwa Beaty Jewiarz. Zmysłowe wiersze Bolesława Leśmiana w autorskim wyborze twórczyni spektaklu nabierają nowych, nieodkrytych dotąd znaczeń. Z Beatą Jewiarz autorką spektaklu "Sen" rozmawia Joanna Ruszczyk. 

W czwartek, 18 czerwca, w ramach akcji "Łąka Leśmiana" organizowanej przez Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN, na profilu Facebookowym muzeum będzie można obejrzeć spektakl muzyczno-poetycki „Sen” autorstwa Beaty Jewiarz. Zmysłowe wiersze Bolesława Leśmiana w autorskim wyborze twórczyni spektaklu nabierają nowych, nieodkrytych dotąd znaczeń.

Z autorką spektaklu rozmawia: Joanna Ruszczyk

Jesteś w jakimś szczególnym momencie życia, że podjęłaś taki temat? „Sen” jest o kobiecie, która pragnie miłości, bliskości, ale tego nie dostaje mając blisko siebie mężczyznę. Niewątpliwie każdy z nas pragnie być kochanym. Ale nie każdemu to się udaje. Nasze relacje uczuciowe mają różne przebiegi. W doświadczeniach związkowych, po lepszych i gorszych przeżyciach, przychodzi taki moment, że jest się bardziej świadomym, czego się pragnie od życia i od mężczyzny. Postawienie sobie tych pytań w moim wypadku okazało się bardzo wyzwalające i oczyszczające. Przyszło więcej spokoju, bo wiem czego pragnę dla siebie i co jest wartością w relacji. Bohaterka spektaklu, którą gram, faktycznie jest manifestacją wielkiej tęsknoty, pragnienia spełnienia się w relacji. Ale, kiedy partner, którego gra Arek Brykalski, daje jej znać, że jest za szybą, nie do wzięcia, ona przyjmuje to. „Sen” jest też o samotności kobiety. W wierszu „Panna Anna” jest jasne wskazanie, że mówi kobieta samotna. Ta kobieta pragnie, ma odwagę sięgnąć po pożądanie, ale to nie daje jej spełnienia, ukojenia. „Strój” jest o gwałcie, przemocy, w ogóle o przekroczeniach. O samotności człowieka w obliczu przemocy, kiedy jako ofiara zostaje sam. Przejmujące. Dekady mijają, zmieniają się epoki, a to jest niestety cały czas aktualny temat. W wierszu „Fragment” dokonuje się przemiana bohaterki. Ona sama przed sobą mówi”: „Chcę tego, co jest w moich snach! Pragnę być wolna”.  I idzie w zgodzie z tym dalej. W wierszu „Sen” kończącym spektakl, partner wspiera ją po przyjacielsku, żeby poszła tą drogą.

Nic z miłości nie wychodzi. Być może tak ma być. Nie wiemy tego. Uczymy się sami siebie w relacjach, poznajemy siebie bliżej. Kolejne spotkania powodują- chcę w to wierzyć- zmiany w nas. Jeśli mamy oczywiście otwartość na zmianę, bo to nie jest wcale oczywiste, nie każdy ją ma.

Ty ją masz? Myślę, że tak. Mam potrzebę rozwoju wspólnie z drugim człowiekiem. Można czerpać jednocześnie zachowując to, co dla nas ważne, nie rezygnować na rzecz partnera z siebie.

Czy nastąpiła w twoim życiu taka zmiana? Przełom? Pracuję nad tym.

„Sen” to twoja historia? Historia jest budowana z wierszy, które wybrałam z całej twórczości Leśmiana. Z kilkuset wierszy 18 tworzy spektakl. Myślę, że w jakimś sensie tak. Nie bez powodu dokonujemy takich a nie innych twórczych wyborów.

Tak, ale ponieważ uciekasz trochę w uniwersalność, to dopytuję. Dlaczego Leśmian? Przyznam, że pomyślałam: Leśmian!? Liceum. Ja też Leśmiana, jak większość z nas, doświadczyłam poprzez ballady w liceum. Później było długo nic. Studiowałam aktorstwo, mogłam przecież do Leśmiana wracać. Na pierwszym roku wybrałam jedną z jego ballad do interpretacji i potem pustka. Pięć lat temu miałam moment ogromnego zafascynowania twórczością poetów japońskich, haiku, i stworzyłam książkę „Be Haiku”. Praca nad nim rzuciła mnie w stronę Leśmiana. Poczułam, że muszę przeczytać wszystkie jego wiersze. Przeczytałam. Cztery tomy. I pomyślałam, że to jest moje. Łączy obszary, które są mi bliskie: natura-człowiek, namiętność-samotność, zmysłowość- duchowość. Duże, uniwersalne tematy. Poszukiwanie metafizyki. Leśmian jest zmysłowy, namiętny, ma umiłowanie do rytmu. Córka Leśmiana opowiadała anegdotę, że układał rytm i do niego dokładał słowa. Ciekawe byłoby zobaczyć Leśmiana na parkiecie, jak z tym jego umiłowaniem rytmu pracowało mu ciało, męska zmysłowość. Szkoda, że nie mogłaś doświadczyć „Snu” bezpośrednio– chwilę po premierze wybuchła pandemia i spektakl został zawieszony. Muzyka Maćka Golińskiego jest w nim bardzo ważna i wizualizacje Justyny Stoszek, która w sposób szalenie zmysłowy czuje przyrodę i potrafi graficznie o tym opowiedzieć. 18 czerwca premiera on-line rejestracji spektaklu “Sen”. Będzie pokazywany w Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN. Przy kolejnym projekcie z Leśmianem chciałabym jeszcze bardziej pójść w cielesność.

W taniec? Dołożyć więcej zmysłowości wynikającej z ciała. Te wiersze mają taki potencjał. Czułość Leśmiana na przyrodę jest wielka. Jak on potrafi żonglować obrazami: złocę się w lesie, bujne kosmaciny, za siódmą gęstwiną… To jest uwodzicielskie. To sprawiło, że ja w swojej tęsknocie za namiętnością, może za jakimś pragnieniem niespełnionym, postanowiłam jako kobieta, która skończyła 40 lat, opowiedzieć o tym. Otworzyć się. To się jeszcze do końca nie dokonało, to jest coś, co będzie kolejnym etapem rozwoju i myślenia o Leśmianie teatralnie. Teraz w kulturze wszystko się przewartościowuje. Instytucjom brak finansów. W wielu wypadkach to walka o byt. Mamy kryzys. Ale pomysł jest. Leśmian w formie jazzowej, muzycznej i Leśmian w formie cielesnej. Wyobrażam sobie wiersz, wokół którego opowiedziana jest historia. Poprzez ciało, muzykę, obraz.

Skojarzyło mi się z filmem „Touch me not” Adiny Pintilie. Tak, to piękna opowieść, zrobił na mnie ogromne wrażenie!

Było w nim coś przełamującego, był taki fizyczny. Jak dotyk. Żyjemy w kulturze Zachodu, która stawia na pierwszym miejscu umysł. Ciało traktujemy estetycznie, ma być piękne, młode, jest narzędziem, ma do czegoś posłużyć. Często ma marketingowy kontekst. A my przecież jesteśmy też - a może przede wszystkim – ciałem. Kiedy przychodzi choroba, to okazuje się, że nie jesteśmy w stanie zrobić podstawowych rzeczy. Fizyczność determinuje naszą codzienność, a my to niebywale lekceważymy. Jak się czujemy z naszym ciałem? Czy je lubimy? Jak je czujemy w kontakcie z innym ciałem, co to nam robi? Czy lubimy dotyk? Jaki? To są ważne doświadczenia, ale to jakoś nie funkcjonuje. Mało jest wrażliwości na to. Mało jest uważności na ciało.

Dlaczego? Czy odcięcie od ciała nie ma związku z odcięciem od natury? Zawsze byłam blisko natury. Tematy związane z przyrodą, ochroną przyrody zawsze mi grały. Niezależnie od okoliczności. Z dzieciństwa pamiętam jak chodziłam do pobliskiego lasu na spacery, szukałam samotności i ukojenia w naturze. Chodziłam nad tzw. kamieniołom, gdzie był widok całej doliny i pamiętam to jako bardzo przyjemne, piękne uczucie bycia w spokoju i ciszy. Jako dziennikarka od ponad dwóch lat intensywnie zajmuje się kryzysem klimatycznym w różnych aspektach.

Doskonale wiem, bo słucham twoich audycji. Czasem spotykamy się też na interwencjach w obronie drzew i się wspieramy. Stare drzewa w mieście są wycinane jako zagrażające bezpieczeństwu, urzędnicy boją się odpowiedzialności prawnej. A przed nami upale lato, susza… Przydałaby się zmiana w stosunku do natury, także prawna. Przez urbanizację, kapitalizm, konsumpcję zapomnieliśmy, skąd jesteśmy. To jest też związane z ciałem. Rozmawiałam dzisiaj z panami, którzy przycinają pielęgnacyjnie drzewa na Mokotowie, o tym, czy człowiek powinien decydować, co się dzieje na ziemi? Jeden z nich twierdził, że świat należy do nas. Ja się z tym nie zgadzam. Historia Ziemi to 4,5 miliarda lat, jako gatunek zajmujemy ostatnie sekundy tej niebywałej historii. Najlepiej, jeśli bylibyśmy w czułej relacji z naturą. Jesteśmy od niej uzależnieni, jesteśmy jej częścią. Nieustająco grzebiemy w ziemi, korzystamy z surowców - jak się skończą - co dalej? Jest nas bardzo dużo, to niesie wzrost zanieczyszczenia, wzrost konsumpcji itd. W 2018 roku zaczęło wrzeć: co z przyszłością Ziemi? Mamy naprawdę niewiele czasu, może tylko dziesięć lat, żeby zatrzymać procesy związane chociażby z emisją CO2, żeby temperatura powierzchni Ziemi przestała się podnosić. Dla mnie to najważniejszy społecznie temat. Sypie nam się dom, nie ma ważniejszej sprawy. Przyjęłam sporą dawkę wiedzy od ekspertów, konkretnych danych, prognoz, analiz… Ta wiedza jest przytłaczająca. Pomyślałam: co ja mogę zrobić w tej sprawie?

Co możesz? Ważna jest edukacja. Prowadzę projekt artystyczno-edukacyjny „Naturalnie pozytywni” z młodzieżą na Wawrze (dzielnica Warszawy). Z powodu pandemii został zatrzymany. W efekcie mamy posadzić tam drzewa. Rozmawiamy z ekspertami, m.in. z dendrolożką Marzeną Suchocką, czy Sławkiem Brzózkiem. Mam poczucie, że jednostkowo jesteśmy w stanie budować zmianę. W audycjach rozmawiam o tym. Cieszę się, że słuchacze mogą dostać taki przekaz. Pytanie, co się dzieje po drugiej stronie? Czy ludzie wchodzą w działanie? Czy czują, że coś się dzieje, że powinni włączyć w swoje życie nowe nawyki?

Myślę, że to dość powolny proces i nie możemy liczyć na szybkie efekty, choć sytuacja tego wymaga. Ludzie wypierają zmianę klimatyczną i konsekwencje, które nas czekają. Jestem idealistką, chce wierzyć że coś się dzieje po drugiej stronie. Poza tym zdaje sobie sprawę, że przyjęcie wiedzy w jakiej kondycji jest dzisiaj natura, jest bardzo trudne. W moim wypadku wymagało to kilka miesięcy bezpośrednich rozmów z ekspertami, a potem jeszcze kilka razy musiałam doświadczyć tzw. małej śmierci, żeby na poziomie nie tylko umysłu, ale przede wszystkim serca zrozumieć, że jest źle.

Musimy się w rozwoju gospodarczym zatrzymać i głęboko przekształcić system. Teraz za sprawą pandemii gospodarka zwolniła. Spadły emisje, natura odżyła. Ale jednocześnie, jak sama wspomniałaś, mamy kryzys. Ludzie tracą pracę. Jeśli nie zmienimy systemu, to konsekwencje pandemii, czy degradacji środowiska będą ponosić najsłabsi, najbiedniejsi. To, co aktualnie doświadczamy w związku z pandemią koronawirusa, jest trailerem przed tym, co nam się przydarzy za kilka lat, może dekad, jak te wszystkie procesy klimatyczne zaczną przyspieszać. Ponad 98% naukowców jest zgodnych, że to się dzieje. Mamy potężny kryzys klimatyczny! Rządy poszczególnych państw muszą podjąć odważne decyzje, to musi się zadziać na poziomie systemowym. To, co Unia Europejska robi w sprawie Nowego Zielonego Ładu to dobry kierunek. Ograniczenie emisji, zielone inwestycje w gospodarce, wprowadzenie zakazu produkcji niektórych plastikowych rzeczy, jak małe łyżeczki, mieszadełka itd. Ale problem ten dotyczy całego świata. Stara Europa nie wystarczy, żeby zatrzymać kryzys klimatyczny.

Łyżeczki i mieszadełka to drobnostki. Myślę, że problem jest w tym, że politycy nie chcą głębokich zmian, tylko kosmetyczne, w obrębie konsumpcjonizmu i gospodarczego rozwoju. Cwaniakują. Słyszałaś o tym, że wycinane są na dużą skalę lasy, bo drewno mieszane z węglem jest kwalifikowane jako OZE? I to jest usankcjonowane prawnie przez UE! Koncerny energetyczne zaczęły inwestować w wytwórnie peletu. Nowy biznes. Natura? Planeta? Dopiero jak dostaniemy obuchem w łeb, to coś zaczniemy zmieniać. Wierzę, że Europa będzie podążała drogą Nowego Zielonego Ładu. Czy pandemia jest w stanie nas czegoś nauczyć? Nie ma się co łudzić, powrócimy do starego modelu konsumpcji. To są nasze małe przyjemności, nawyki. Ale możemy bardziej świadomie podchodzić do różnych procesów. Możemy bardziej zwracać uwagę na to, co kupujemy. Skąd to pochodzi? Przecież ubrania są głównie produkowane w Bangladeszu, czy Indiach. Ludzie pracują w strasznych warunkach, są wykorzystywani. To nie jest OK. Jak się ma wiedzę, to inaczej się podchodzi do tego. Pojawiają się pytania: czy potrzebuję aż tyle? Można kupować ubrania z drugiego obiegu.

I wracamy do natury. Została nam pustka po kontakcie z nią. Zapychamy ją konsumowaniem. Nadal możemy coś z tym zrobić. Wzrost świadomości społecznej jest ważny. Zobacz, jak długo trwa proces przyzwyczajania się do segregowania odpadów. Na początku w 2013 roku oburzaliśmy się, że musimy segregować, nie byliśmy na to przygotowani. Teraz mamy drugą rewolucję i podział na pięć frakcji. Nadal mamy z tym kłopot, nadal jesteśmy nieprzygotowani.

U mnie w kamienicy, gdzie są biura, zakład fryzjerski, knajpa, jakieś show roomy większość nie segreguje. Zwróciłam uwagę sąsiadom - fryzjerom, odpowiedzieli, że czują się atakowani i, że mogą płacić więcej za niesegregowanie. Frustrujące. Nie widzą sensu tego. A ta historia jest bardzo prosta: chodzi o odzysk surowców, żeby pozyskiwać ich mniej z ziemi, wykorzystywać to, co mamy i włączać surowce ponownie do obiegu. Możemy zmienić swoje małe nawyki na koszt wielkiej zmiany. Jeżeli te nawyki zmieni 38 milionów Polaków, to skala robi się gigantyczna. Wierzę, że jesteśmy w stanie różne procesy korzystne dla nas i natury uruchomić. Powinniśmy mieć do niej partnerski stosunek. O tym też jest spektakl „Sen”. Natura za czasów Leśmiana była jeszcze dzika, nieokiełzana. Przemysł dopiero się rozkręcał.

Fizyczność, seksualność to też natura przecież! Dlaczego nie zdecydowałaś się spełnić miłości w spektaklu? Chyba nie byłam gotowa jako kobieta doprowadzić do tego spełnienia. Chciałam zawieszenia. Wyrażenia potrzeby, ale nie pójścia na ostro. W spektaklu na pierwszym miejscu jest poezja, co też nie jest oczywiste w obliczu tego, że mamy wokół bardzo intensywne, szybkie przyjemności. Takie jak np. seriale. Mają swoje struktury emocjonalne, są doskonale zagrane, zrealizowane. Mocne emocje. Buch! Buch! Buch! A poezja… Syntetycznie opowiada o świecie, o nas i ciekawe jest się z tym zmierzyć. Z tym co czujemy. Ten proces uruchomi się wtedy, kiedy przyjmiemy, że poezja ma potencjał zmiany. Spektakl kończy tytułowy wiersz „Sen”– bohaterowie są blisko, ale nie wiadomo, co dalej? To jest otwarte. Leśmian zakochał się w Teodorze Lebenthal w wieku 40 lat. Bywał wtedy w Iłży i  właśnie tam, w letnich okolicznościach przyrody, spełnia się płomienna namiętność w „Malinowym chruśniaku”. I to jest cały Leśmian. Na miłość zawsze jest dobry czas. I na zmiany.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Zdrowie

Trening medyczny - bezpieczny sposób na walkę ze skutkami pandemii bezruchu

dr n.med. Konrad Słynarski, chirurg ortopeda, właściciel Kliniki Chirurgii Kolana w Warszawie.
dr n.med. Konrad Słynarski, chirurg ortopeda, właściciel Kliniki Chirurgii Kolana w Warszawie.
Jak „domowy tryb życia”, do którego zmusiła nas pandemia, wpłynął na nasze zdrowie? Sytuacja zmieniła również nasze sportowe nawyki. O tym, z jakimi problemami fizycznymi obecnie się zmagamy, oraz o pandemii bezruchu porozmawialiśmy z dr n.med. Konradem Słynarskim, chirurgiem ortopedą, właścicielem Kliniki Chirurgii Kolana w Warszawie.

Jak „domowy tryb życia”, do którego zmusiła nas pandemia, wpłynął na nasze zdrowie? Sytuacja zmieniła również nasze sportowe nawyki. O tym, z jakimi problemami fizycznymi obecnie się zmagamy, oraz o pandemii bezruchu porozmawialiśmy z dr n.med. Konradem Słynarskim, chirurgiem ortopedą, właścicielem Kliniki Chirurgii Kolana w Warszawie.

Jak pandemia wpłynęła na naszą aktywność? Dr n.med. Konrad Słynarski: Pandemii, z którą żyjemy już od ponad roku towarzyszy pandemia bezruchu. Wiele osób z oczywistych względów nie mogło uprawiać sportu i być aktywnym. Byli zmuszeni do tego, żeby siedzieć w domu. Wiadomo, że nie zawsze warunki domowe są odpowiednie żeby uprawiać sport.

Co spowodowała ta pandemia bezruchu? Dr n.med. Konrad Słynarski: Na początku pandemii wielu moich pacjentów bało się do nas przychodzić na rehabilitację i zaprzestało ćwiczeń. To spowodowało wiele problemów, z którymi do dzisiaj musimy walczyć. Zaprzestanie ruchu, zaprzestanie ćwiczeń rehabilitacyjnych powoduje bardzo poważne konsekwencje. Niedawno wpadła mi w ręce bardzo ciekawa publikacja, która pokazuje, że ograniczenie dostępu do opieki ortopedów i rehabilitantów będą najpoważniejszą konsekwencją, z jaką będzie musiała zmierzyć się cywilizacja po pandemii. Wiem, że to zabrzmi zaskakująco, ale konsekwencje braku leczenia ortopedycznego mogą w perspektywie wielu lat spowodować większe konsekwencje niż brak dostępności kardiologa, onkologa.

Czy do kliniki zgłasza się teraz więcej pacjentów? Dr n.med. Konrad Słynarski: Kiedy po pierwszy lockdownie siłownie zostały ponownie otwarte oraz przywrócono możliwość uprawiania sportu z początkiem ubiegłego lata też zauważyliśmy problemy. Choć nasz umysł pamięta naszą sprawność, to nasze ciało bardzo szybko jej zapomina. Dlatego bardzo ważne jest, by przed podjęciem ponownej aktywności fizycznej, jeżeli byliśmy zamknięci przez jakiś czas, tym bardziej jeżeli przebyliśmy infekcję i nasz organizm jest słaby, bardzo ważne jest by odpowiednio się do tego przygotować. My zalecamy odpowiednie przygotowanie. Należy powracać do aktywności stopniowo. Wsłuchujmy się w organizm, w stawy, w ból. Jeżeli mamy jakieś problemy nie bagatelizujmy. Ważne jest, by nie odkładać  leczenia na później, a zacząć działać od razu. Czasami nawet banalne sygnały mogą oznaczać poważne problemy. Do naszej Kliniki zgłaszają się osoby z typowymi urazami związanymi z zaprzestaniem ruchu np. zerwanie ścięgna Achillesa, mięśni. Wrócili do nas pacjenci, którzy przerwali rehabilitację i mieli z tego powodu poważne problemy. Czasami bardzo ciężko jest odzyskać kilka straconych miesięcy.

Dlaczego ruch jest tak istotnym elementem naszego życia? Dr n.med. Konrad Słynarski: Ruch wpływa na zmniejszenie rozwoju chorób układu krążenia, zmniejsza ryzyko wystąpienia nowotworów. Istnieje bezpośrednia korelacja między aktywnością fizyczną a długością życia. W związku z czym te konsekwencje bezruchu przyjdą do nas jeszcze w ciągu najbliższych lat.

Jak możemy temu przeciwdziałać? Dr n.med. Konrad Słynarski: My z moim zespołem cały czas pracujemy i staramy się pomagać naszym pacjentom. Prowadzimy rehabilitację i treningi medyczne, dzięki którym pacjenci mogą korygować problemy. Przypomnę tylko, że treningi medyczne pomimo obowiązujących obostrzeń są dozwolone, ponieważ jest to forma terapii. Trening medyczny jest połączeniem treningu personalnego oraz fizjoterapii. Zajęcia dedykowane są wszystkim tym, którzy chcą bezpiecznie powrócić do pełnej formy. W naszej klinice prowadzimy również takie zajęcia.

  1. Materiał partnera

Cardblocks – tekturowa swoboda tworzenia

Klocki Cardblocks stanowią doskonałą alternatywę dla plastikowych zabawek. (Fot. Lidia Dzwolak)
Klocki Cardblocks stanowią doskonałą alternatywę dla plastikowych zabawek. (Fot. Lidia Dzwolak)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Wydawałoby się, że w temacie klocków powiedziano już wszystko, że jest to temat znany wszystkim od lat i nie ma żadnych szans na innowacje. I tu zaskoczenie. Oryginalne i nietuzinkowe, a także ekologiczne, gdyż wykonane z tektury, klocki konstrukcyjne Cardblocks to jeden z produktów we wciąż rozwijającym się portfolio wydawnictwa Egmont Polska.

Są wyjątkowo lekkie, ale przy tym niezwykle wytrzymałe. Stanowią doskonałą alternatywę dla plastikowych zabawek. Łączą pokolenia – sięgają po nie zarówno dzieci, jak i dorośli. A co najbardziej cieszy to fakt, że jest to polski produkt wykonany z poszanowaniem natury, wpisujący się w modny trend eko.

Cardblocks to tekturowe klocki konstrukcyjne do samodzielnego złożenia. Największym atutem jest ich prostota. Każdy złożony już element w formie prostopadłościanu stanowi przestrzenny moduł do budowania większej całości. Jej kształt zależy wyłącznie od wyobraźni konstruktora. Może on odwzorowywać istniejący świat albo tworzyć całkiem nowy, wedle własnych wizji. Nic tylko cieszyć oczy, patrząc jak powstają zadziwiające konstrukcje.

(Fot. Lidia Dzwolak) (Fot. Lidia Dzwolak)

Specjalne łączniki pozwalają zestawiać ze sobą klocki w dowolnych kombinacjach. Rozwija to chęć do eksperymentowania z formą. Klocki konstrukcyjne Cardblocks potrafią zaangażować młodego i starszego konstruktora na wiele godzin. Pochłaniają uwagę, wymagają koncentracji i uruchomienia wyobraźni. A przy tym integrują we wspólnym tworzeniu.

Z miłości do wnuczki, z pasji do poligrafii

Twórcą idei klocków konstrukcyjnych Cardblocks jest Pan Piotr Nawracała, zawodowo zajmujący się projektowaniem nietypowych opakowań oraz przyrządów z kartonu i tektury. Inspiracją do stworzenia zabawki było pojawienie się na świecie wnuczki Pana Piotra. Niektórzy mówią „rodzi się dziecko – rodzą się dziadkowie”. I tak w wyobraźni świeżo upieczonego Dziadka Piotra pojawił się pomysł na klocki, który w konsekwencji badań nad opakowaniami z kartonu o dowolnym kształcie zaowocował powstaniem marki Cardblocks.

Geometria zaklęta w tekturze

W produkcji klocków konstrukcyjnych wykorzystywana jest tektura z papieru typu kraft. To włókna pierwotne celulozy pochodzące ze specjalnych upraw leśnych z domieszką makulatury, powstają w zamkniętym cyklu produkcji. Tektura jest lekka, co zmniejsza ciężar transportu. Posiada także niezbędne certyfikaty ekologiczności. Przy tym jest to tektura niezwykle wytrzymała. Konstrukcje można budować wielokrotnie. Elementem zużywającym się po pewnym czasie są łączniki, ale w zestawie jest ich wystarczająca liczba na wiele godzin zabawy.

„Główną zaletą Cardblocks jest konstrukcja oparta na metodzie odwróconej płaszczyzny. Dzięki niej można budować elementy o praktycznie dowolnym kształcie z płaskiego arkusza kartonu lub tektury” - mówi Piotr Nawracała, autor pomysłu klocków konstrukcyjnych Cardblocks

Jedyne granice stanowi wyłącznie wyobraźnia budującego.

O wyjątkowości klocków Cardblocks świadczy to, jak niesamowicie działają na wyobraźnię. Uczą eksperymentowania i szukania nowych rozwiązań, a także nieustannego przeobrażania w miarę potrzeb. Otwarta i elastyczna formuła rozwija inwencję twórczą. Z klocków konstrukcyjnych można budować, można je także zestawiać w ciekawe aranżacje, wreszcie można je dowolnie kolorować. Wszak są z papieru. Ogranicza nas tylko wyobraźnia.

(Fot. Lidia Dzwolak) (Fot. Lidia Dzwolak)

Oprócz dostarczenia dobrej zabawy klocki mogą mieć zastosowanie terapeutyczne.

Cardblocks z całą pewnością pobudzają umysł do pracy, podobnie jak to ma miejsce przy rozwiązywaniu zadań sudoku czy krzyżówek. Klocki angażują bez reszty, a przez to uczą koncentracji i relaksują. Są wykorzystywane są w terapii zajęciowej z osobami starszymi i niepełnosprawnymi.

„Fenomen klocków Cardblocks polega na tym, że każdy element musi zostać przez dziecko samodzielnie złożony. Dopasowywanie i łączenie części, zginanie płaskich powierzchni udoskonalają umiejętności manualne dziecka, szczególnie precyzję ruchów dłoni i palców, oraz rozwijają koordynację wzrokowo-ruchową. Proponowane zestawy do złożenia pobudzają wyobraźnię przestrzenną dziecka, wymagają zaangażowania i skupienia uwagi, co pozytywnie wpływa na rozwój koncentracji. Tektura, z której są wykonane klocki, może zostać pomalowana przez dziecko farbami, flamastrami czy kredkami, co nada konstrukcji indywidualny charakter. Zabawa z wykorzystaniem klocków CARDBLOCKS pełni funkcję edukacyjną i terapeutyczną dla dzieci w wieku szkolnym oraz starszych” - mówi Agnieszka Jaszczuk, neurologopeda, terapeuta integracji sensorycznej, pedagog specjalny.

Cardblocks to doskonała zabawa nie tylko dla dzieci!

Większość osób, które miały szansę wypróbować Cardblocks, twierdzi, że to świetna ponadpokoleniowa zabawa dla całej rodziny. Wspaniała interakcja i integracja grupy. Jedni składają klocki, inni budują, przy tym wszystkim dyskutują o tym, jak budować i co. Kilka godzin przelatuje w chwilę. Wspólne budowanie bazy dla superbohaterów, garażu dla aut, czy domku dla lalek daje ogromną satysfakcję zarówno rodzicom i dziadkom, jak i samym dzieciom. Najważniejszy jest czas spędzany z bliskimi. Cardblocks stanowią doskonałą ku temu okazję.

„Jeszcze nie było na rynku produktu, który pozwalałby na taką swobodę tworzenia i łączenia z innymi zabawkami. Baza dla ludzików? Mebelki dla lalek? A może statki kosmiczne czy imponujące budowle? Dzięki dużym rozmiarom klocków i nieograniczonej swobodzie ich łączenia możesz stworzyć, co tylko chcesz. W tekturowym pudełku zamknięto wszechświat możliwości, a ograniczeniem jest tylko wyobraźnia małych i dużych konstruktorów” - mówi Patryk Blok, miłośnik gier planszowych, tata Aleksa i Zosi

6 powodów, dla których warto poznać klocki Cardblocks

  1. Są alternatywą dla głośnych, kolorowych i plastikowych zabawek. Stymulują zmysły w naturalny, łagodny sposób. Angażują bez reszty, a przez to uczą koncentracji i relaksują.
  2. Działają na wyobraźnię, rozwijają inwencję. Pobudzają do myślenia o formach przestrzennych – od prostych brył do złożonych konstrukcji.
  3. Cardblocks są ponadpokoleniowe. Bawią i integrują. Zapewniają wspaniałą rozrywkę w gronie najbliższych.
  4. Uczą eksperymentowania i szukania rozwiązań, a także nieustannego przeobrażania w miarę potrzeb. Mają otwartą i elastyczną formułę.
  5. Są ekologiczne i wytrzymałe. Można z nich składać bryły wiele razy.
  6. Produkt polski, wykonany z poszanowaniem natury.
Najlepsze opinie wystawiają oczywiście sami użytkownicy:

Łączenie jest proste, nie wymaga siły – zdecydowanie natomiast wymaga planowania, czyli myślenia o tym co chcemy stworzyć i jak to w tym celu połączyć. I właśnie to jest w tym wszystkim najlepsze, bo to zupełnie inny system budowania, niż zwykle znają dzieci, więc główka pracuje jak bum-cyk-cyk, a przy okazji rączki pracują, więc ćwiczymy umiejętności manualne. Blog mataja.pl

W naszym domu Cardblocks już się całkiem zadomowiły. Dzieciaki tworzą z nich przeróżne konstrukcje, zmieniają, przekształcają swoje pomysły. Wiele godzin zabawy za nimi, a po klockach tego nie widać. Myślę, że przeżyją jeszcze wiele takich szalonych pomysłów. Blognawolnyczas.blogspot.com

Jednogłośnie stwierdziliśmy, że potrzebujemy przynajmniej jeszcze jednego kompletu, aby móc sprostać dziecięcej wyobraźni. Mamanatropie.pl

  1. Styl Życia

Ekowystarczająca. Paulina Górska uwalnia nas z poczucia winy z powodu tego, że robimy za mało dla natury

Paulina Górska zajmuje się promocją ekologicznego stylu życia. Jej profil na Instagramie, na którym pokazuje jak być bardziej eko, obserwuje ponad 50 tysięcy osób. (Fot. Katarzyna Gołąbska/materiały prasowe)
Paulina Górska zajmuje się promocją ekologicznego stylu życia. Jej profil na Instagramie, na którym pokazuje jak być bardziej eko, obserwuje ponad 50 tysięcy osób. (Fot. Katarzyna Gołąbska/materiały prasowe)
Jej profil na Instagramie, na którym pokazuje, jak krok po kroku być bardziej eko, obserwuje ponad 50 tysięcy osób. Dzieli się tam swoimi pomysłami, ale i inicjatywami innych. Misją Pauliny Górskiej jest też uwalniać nas z poczucia winy z powodu tego, że robimy za mało. 

Zacznijmy może prowokacyjnie: czy ekodziałania jednostki w ogóle mają sens? Nie jest łatwo odpowiedzieć na to pytanie. Moje przemyślenia też się zmieniały w miarę tego, jak zmieniało się życie. Przechodziłam przez różne etapy. Na początku zachłysnęłam się ideą ruchu zero waste, potem, w miarę zgłębiania tematu kryzysu klimatycznego, zrozumiałam, że potrzeba też odgórnych inicjatyw i regulacji, a nie tylko wysiłku jednostek. Oczywiście po drodze zaliczyłam moment zwątpienia, czy te moje mikrodziałania mają w ogóle sens...

Dziś uważam, że potrzebujemy trzech elementów: jednostek, działań korporacji oraz dobrych polityków i aktywności instytucji mających realny wpływ na zmiany systemowe. Potrzebne są takie urzędowe regulacje, jak np. w Kanadzie, gdzie niedawno wprowadzono zakaz sprzedaży jednorazowych produktów plastikowych, typu sztućce czy opakowania na żywność, które nie nadają się do recyklingu. Wtedy właśnie dokonuje się naprawdę istotna zmiana systemowa. Wiele dobrego robi w tym obszarze Unia Europejska. Dzięki tzw. dyrektywie plastikowej, od 3 lipca tego roku w Polsce zacznie obowiązywać zakaz sprzedaży jednorazowych produktów z plastiku, m.in. patyczków do balonów, opakowań styropianowych na żywność. Jako konsumenci głosujemy też portfelem, kupując określone produkty. Każdy nasz ekologiczny wybór to właśnie taka deklaracja.

To jakie działania możemy podjąć w codziennym życiu? Zacznijmy może od pierwszej potrzeby, czyli jedzenia. Teraz modny jest weganizm, ty i wiele innych osób uczestniczyło w wyzwaniu VEGANUARY, czyli w styczniu przestawiło się na dietę roślinną. To nasza przyszłość? Jedną z rzeczy, które może zrobić jednostka - a ma to duży wpływ na środowisko - jest ograniczenie spożywania mięsa. W Polsce je się go za dużo, według danych GUS na jedną osobę przypada średnio ok. 62 kg rocznie. Przemysłowa hodowla zwierząt szkodzi środowisku. W scenariuszach przyszłości mówi się wiele o tym, że do 2050 roku takie hodowle przestaną istnieć, że zastąpimy mięso zwierzęce mięsem laboratoryjnym, wytwarzanym z komórek. To samo zresztą dotyczy mięsa ryb. A problem przełowienia jest także palący.

Kiedyś też codziennie jadłam mięso, dziś jestem wege i mam za sobą dietę wegańską, która pokazała mi, że mogę żyć bez jajek, masła czy sera. Wiem, że taka zmiana może być dla wielu trudna i dlatego najlepiej przeprowadzić ją powoli. Promuję fleksitarianizm, czyli właśnie zastępowanie posiłków mięsnych roślinnymi.

Niektórzy podkreślają, że ekozakupy są tylko dla wybranych, bo są drogie... Roślina dieta na pewno nie jest droższa od diety uwzględniającej mięso. Na Instagramie jest taki hasztag #weganizmdlabiednychileniwych. Ma to żartobliwy wymiar, ale jednocześnie na poważnie obala mit, że dieta bezmięsna jest droga, czasochłonna i kłopotliwa. Nawet w zimę mamy w Polsce dostępnych ok. 20 warzyw (oczywiście owoców jest mniej), więc naprawdę jest wybór. Tym bardziej że wiele zdrowych zdrowych rzeczy jest dość tanich, jak kapusta, buraki, kasze.

Ale ekologiczne jedzenie to też takie, którego nie marnujemy. Na Polaka średnio rocznie przypada 240 kg wyrzucanej żywności. W ramach ekożycia powinniśmy świadomie podchodzić do tematu żywności i gospodarowania nią. Proponuję przyjrzeć się swoim śmieciom, odpadom bio. Co tam znajdujemy najczęściej? Jeśli to chleb, to może kupujemy go za dużo? Jeśli natomiast wiemy, że po świętach mamy sporo jedzenia i nie damy rady go zjeść, to wtedy warto się nim podzielić. W dużych miastach istnieją jadłodzielnie, gdzie można taką żywność zostawić. Możemy też ją zamrozić. Tak naprawdę prawie wszystko  nadaje się do mrożenia, nawet ser czy makaron.

A jakie napoje są najbardziej eko? Najlepsza, najtańsza i najbardziej ekologiczna będzie woda. Pijmy wodę z kranu, którą można na różne sposoby przefiltrować, rezygnujmy z kupna wody w plastikowych butelkach. To jest nie tylko oszczędność dla planety, ale i dla domowego budżetu.

No właśnie, jeśli mówimy o jedzeniu i piciu, nie możemy pominąć kwestii opakowań. Dla mnie ogromną zmianą była rezygnacja z cateringu w wielu jednorazowych plastikowych pojemnikach. Dziś mamy już wybór i wiele alternatyw dla plastiku, jak catering w zwrotnych słoikach.

Moją największą bolączką jest ilość plastiku, jaką wyrzucam. Ty podkreślasz, że to nie tylko nasz problem jako konsumentów, ale i producentów. 

Też miałam kiedyś poczucie, że to jest tylko moja odpowiedzialność. Sam plastik nie jest zły, ale problemem jest skala jego produkcji. Niestety rozwiązaniem nie zawsze jest recykling, bo wiele opakowań się do tego nie nadaje. I to dotyczy też jednorazowych zabawek, na przykład jajek z niespodzianek czy tych dodawanych do zestawów dziecięcych w restauracjach.

Znam osoby, które starają się całkowicie wyeliminować plastik, też kiedyś próbowałam... Pionierki ruchu zero waste generują jeden słoik odpadów rocznie! Według mnie oznacza to jednak całkowite podporządkowanie naszego życia tej idei. A zwykle nie mamy na to czasu. Pamiętajmy, że duża odpowiedzialność znajduje się też po stronie producentów. Oni muszą myśleć o plastiku i o tym, czy da się go przetworzyć, już na etapie projektowania. Dlatego dużą nadzieję dają innowacje. Jak start-up założony przez Różę Rutkowską, który pracuje nad naturalnymi i rozkładającymi się w 100 procentach opakowaniami z grzybni.

Docieramy do tematu dla mnie najtrudniejszego i najbardziej wstydliwego, czyli ubrań. Moda ma na sumieniu wiele grzechów. Ale jest światełko w tunelu - moda na vintage czy przepisy uniemożliwiające niszczenie niesprzedanego towaru w niektórych krajach. Najbardziej zrównoważona moda to jest oczywiście ta, którą mamy już w szafie. W drugiej kolejności, jeśli czegoś potrzebujemy, to najlepiej kupić to z drugiego obiegu, takie rzeczy skórzane. Warto skupić się też na tym, by nie wyrzucać ubrań, a naprawiać, przerabiać, oddawać. A jeśli już kupujemy coś nowego, to najlepiej w pierwszej kolejności pomyśleć o takiej marce, która ma w swojej strategii działanie zrównoważone.

Lepiej kupować ubrania rzadziej, a porządne i na lata. A jeśli już decydujemy się na sieciówkę, to starajmy się wybierać rzeczy z organicznej bawełny, z certyfikatami. Kiedy wybieramy takie produkty, to dajemy jasny komunikat również i korporacjom, że powinny podążać w tym kierunku. Pamiętajmy też, że większość rzeczy można naprawić lub przerobić. Tu też pomagają nam niektóre firmy, np. VEJA stworzyła centrum, gdzie można przynieść stare buty, oni je odnawiają i sprzedają w niższej cenie, w Polsce mamy WOSH, gdzie można odnowić buty lub je przerobić. Marka Gaberiella wprowadziła do sprzedaży ekorajstopy. Dzieje się!

Dla mojej 12-letniej córki segregacja śmieci, oszczędzanie wody, niejedzenie mięsa to już codzienność. Z jednej strony myślę, że to pokolenie będzie żyło bardziej świadomie, z drugiej strony mamy jednak szalejący konsumpcjonizm i zakupy na Aliexpress... Temat edukacji klimatycznej jest mi bardzo bliski i to jest prawdziwa szansa na zmianę. Kiedyś żyłam zupełnie nieekologicznie, dopiero kiedy urodziłam dziecko, zaczęłam podchodzić bardziej świadomie do tematu. Nasilający się kryzys klimatyczny mnie przeraził i zmusił do działania. Wychodzę z założenia, że musimy edukować nie tylko siebie, ale też nasze dzieci. Segregacja śmieci, naprawianie ubrań, spędzanie czasu w naturze - to nie kosztuje nas dużo, a daje ogromne efekty, bo dzieci nas obserwują.

Mam też nadzieję, że w Polsce rozpoczniemy prawdziwą edukację klimatyczną. Istnieje nawet organ doradczy przy Ministerstwie Klimatu i Środowiska. To Młodzieżowa Rada Klimatyczna, która skupia nastolatków i działa na rzecz obowiązkowych lekcji o klimacie w szkole. Jeśli takie zajęcia się pojawią, będzie to również ogromna.

Wraz ze wzrostem świadomości pojawia się też efekt, który nazywasz ekowstydem. Cierpimy, że znowu do pracy pojechaliśmy samochodem, a nie rowerem... Mam misję, żeby uwalniać od poczucia winy. Uświadamiać, że te dylematy są i trudno czasem znaleźć najlepsze rozwiązanie. Słyszymy: kupuj zrównoważoną modę, ale nie w sieciówkach. A z drugiej strony niewielu stać na ubrania za kilkaset złotych. Słyszymy: kupuj ekożywność - a do najbliższego sklepu z takimi produktami masz 30 minut drogi... Wielu z nas się boryka z takimi ekologicznymi puzzlami, które do siebie nie pasują. A może wcale nie musimy z tego składać nie wiadomo jak skomplikowanej układanki? Każda podjęta próba bycia eko jest ważna, a jeśli nam się trafi gorszy moment, to nie co sobie wyrzucać, że znów coś zrobiliśmy źle, tylko skupić się na pozytywach.

Aktywizm ma różne oblicza. Już samo to, że myślimy o działaniach proekologicznych, że o nich rozmawiamy, że wspieramy te idee,np. uczestnicząc w strajku klimatycznym, jest ważne. Istotne jest też wspieranie ekologicznych organizacji, głosowanie w wyborach na kandydatów, którzy rozumieją kryzys klimatyczny i widzą potrzebę działania tu i teraz.

Podejście zero-jedynkowe nie ma sensu. Może doprowadzić tylko do niepokoju, a nawet depresji klimatycznej, o której słyszymy coraz więcej. "Jestem wystarczająca" - to hasło które sprawdza się w postrzeganiu własnego ciała, w rodzicielstwie, ale i w byciu eko.

Paulina Górska, promotorka ekologicznego stylu życia, ekoaktywistka, pasjonatka społecznej aktywności biznesu. W mediach społecznościowych prowadzi popularny profil @eko.paulinagorska. Autorka bloga paulinagorska.com. Prelegentka na konferencjach dotyczących zrównoważonego stylu życia. Mama Apolonii i Gai. 

  1. Styl Życia

Pomarańczowa energia – ile można „wycisnąć” ze sfermentowanych odpadów?

Gorzkie pomarańcze sprowadzili do południowej Hiszpanii Arabowie 10 wieków temu. (fot. iStock)
Gorzkie pomarańcze sprowadzili do południowej Hiszpanii Arabowie 10 wieków temu. (fot. iStock)
Sewilla – piękne, zabytkowe miasto w południowej Hiszpanii. Słynie między innymi z flamenco i pomarańczowych drzewek, które upiększają miejskie ulice i place. Niestety, przychodzi czas, gdy pomarańcze spadają i gniją na chodnikach, stając się prawdziwym utrapieniem. Kiedy zlatują się do nich muchy, do akcji wkraczają służby porządkowe… A gdyby tak zrobić z owoców praktyczny użytek?

Na taki właśnie pomysł wpadły władze miasta i miejskie przedsiębiorstwo wodociągowe Emasesa (autorzy projektu). Okazało się, że z owoców wyprodukowanych przez andaluzyjskie drzewka można „wycisnąć” całkiem sporo energii.

W Sewilli rośnie prawie 50 tysięcy drzew gorzkich pomarańczy. Cieszą mieszkańców i przyjezdnych swoim wyglądem i zapachem. Nie nadają się jednak do jedzenia (ani na sok). Z części owoców można co najwyżej wytwarzać dżemy i marmolady (istniała zresztą tradycja, zapoczątkowana przez hiszpańskich monarchów Alfonsa XIII i Wiktorię Eugenię, gdy marmoladę z gorzkich pomarańczy, rosnących w ogrodach Alkazar, dostarczano królowej Anglii). Miasto co roku musi sobie radzić z nadwyżką pomarańczy i przeznaczać ogromne fundusze na ich uprzątnięcie. W dodatku 2021 r. zapowiadał się dość urodzajnie (około 5,7 mln kilogramów zebranych owoców). Na szczęście nowy projekt to nie tylko oszczędność pieniędzy, ale też mniejszy problem dla miasta.

Pomarańcze na elektryczność

Pomysł wykorzystuje już istniejącą technologię. Emasesa, spółka zajmująca się gospodarką wodną, zaczyna produkować energię elektryczną z metanu powstającego w procesie fermentacji pomarańczy. Cały proces zaczyna się od fermentacji biomasy. Następnym krokiem jest oczyszczanie biometanu wytwarzanego dzięki niestrudzonej pracy bakterii. Pozyskana w ten sposób czysta energia to klasyczny przykład gospodarki o obiegu zamkniętym.

Do tego celu przeznaczono 35 ton owoców. - Sok to fruktoza złożona z bardzo krótkich łańcuchów węglowych, a wydajność energetyczna tych łańcuchów podczas procesu fermentacji jest bardzo wysoka – powiedział Benigno López, szef działu ochrony środowiska w Emasesa. - Mamy nadzieję, że wkrótce będziemy mogli poddać recyklingowi wszystkie pomarańcze w mieście (źródło: The Guardian).

Obliczono, że gdyby wszystkie pomarańcze w mieście zostały poddane recyklingowi, a energia wróciłaby do sieci, można by zasilić 73 tys. domów. Tym razem wytworzona energia zostanie przeznaczona do zasilania jednej z miejskich oczyszczalni wody.

Sewilla 'tonie' w pomarańczach. Drzewka na skwerze w centrum miasta (fot. iStock) Sewilla "tonie" w pomarańczach. Drzewka na skwerze w centrum miasta (fot. iStock)

 

„Zielona energia elektryczna” to ważny kierunek w ekologii. Coraz więcej firm i instytucji wdraża gospodarkę cyrkularną (czyli gospodarkę obiegu zamkniętego). To jedna z podstaw dla ratowania Ziemi i klimatu. „Zieloną energię elektryczną” (wytwarzaną z odnawialnych źródeł) można pozyskiwać z wody, wiatru, słońca lub biomasy. Pomarańcze są właśnie doskonałym przykładem pozyskiwania energii z biomasy. Takich „spożywczych” źródeł energii wykorzystuje się coraz więcej. Warto tu wymienić choćby fusy po kawie, czy energię pozyskiwaną z odpadów po produkcji piwa (tu cały czas trwają badania, ale z „piwnego” biogazu korzystało już wiele lat temu miasto Southwold w hrabstwie Suffolk we wschodniej Anglii, gdzie około 200 prywatnych domów było ogrzewanych energią pochodzącą z rafinacji odpadów z przeróbki piwa w procesie fermentacji beztlenowej).

Jednym z najnowszych wynalazków, o którym warto jeszcze wspomnieć, jest innowacyjny materiał AuREUS – jego twórca Carvey Ehren Maigue (dwudziestosiedmioletni student z Filipin, z Uniwersytetu Mapua) w listopadzie ubiegłego roku otrzymał tytuł zwycięzcy International Sustainability Award w konkursie James Dyson Award, pokonując propozycje ponad 1800 uczestników. Jak zamienił resztki owoców i warzyw w energię elektryczną? Wszystko opiera się na procesach rozkładu odpadów. Dzięki tym procesom można uzyskać cząsteczki, z których tworzy się nowy materiał (służący np. do pokrycia ścian zewnętrznych). Te cząstki mają szczególną zdolność pochłaniania i przechowywania promieni UV, aby ostatecznie przekształcić je w energię elektryczną. W przeciwieństwie do zwykłych paneli słonecznych, system AuREUS jest w stanie wytwarzać energię nawet wtedy, gdy nie jest bezpośrednio wystawiony na działanie słońca. Dzieje się tak dlatego, że jest również w stanie pochłaniać promienie UV przechodzące przez chmury. Pomysł znalazł aprobatę samego założyciela nagrody, Jamesa Dysona, i otrzymał pożyczkę w wysokości 30 tys. funtów (na cele doskonalenia).

Warto też zaznaczyć, że do 30 czerwca 2021r. możliwa jest rejestracja zgłoszeń do tegorocznej, pierwszej w Polsce, edycji konkursu o Nagrodę Jamesa Dysona (do wygrania jest od 10 do 152 tys. zł, w zależności od kategorii). Wyboru krajowego zwycięzcy i dwóch wyróżnień dokona trzyosobowe lokalne jury składające się z przedstawicieli świata nauki i technologii. Więcej informacji na oficjalnej stronie wydarzenia www.jamesdysonaward.org

  1. Moda i uroda

Kupuj lepiej, noś dłużej - dla siebie, dla planety

Kampania „Buy Better, Wear Longer” (Fot. materiały prasowe Levi's)
Kampania „Buy Better, Wear Longer” (Fot. materiały prasowe Levi's)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Celem globalnej kampanii Levisa „Buy Better, Wear Longer” jest wywołanie refleksji na temat odpowiedzialności za wypływ konsumpcjonizmu i produkcji odzieży na środowisko.

Czy wiesz, że:

  • Przeciętny człowiek zużywa obecnie około 2 razy więcej ubrań niż w 2006 roku.
  • Jeśli będziemy nosić nasze ubrania dwa razy dłużej, możemy zmniejszyć nasz wpływ na środowisko o 44%
  • Mniej niż 1%produktów jest przetwarzanych na nową odzież.

Każdy z nas wrzucając do koszyka produkt, nie tylko kupuje ubranie, wybiera też określoną jakość, która pozwoli mu cieszyć się daną rzeczą przez lata, albo zmusi go do kolejnych zakupów za chwilę. Proekologiczne  i odpowiedzialne zakupy powinny być jakościowe i przemyślane (nie impulsywne czy spontaniczne).

- Naszym celem jest, aby denim marki Levi’s był noszony przez pokolenia, a nie przez jeden sezon. Tą kampanią chcemy zachęcić konsumentów do podejmowania bardziej świadomych decyzji w kontekście wyboru odzieży. Chcemy, aby każde ubranie było noszony dłużej, chcemy, aby ludzie kupowali odzież np. w second handach lub korzystali z punktów Tailor Store znajdujących się w naszych sklepach w celu przedłużenia życia swoich ubrań, — mówi Jennifer Sey, wiceprezeska marki Levi’s. - Jesteśmy marką, która od samego początku promuje postawy pionierskie i aspiruje do wprowadzenia na rynek pomysłowych i sprzyjających środowisku rozwiązań. W tych młodych ambitnych i bezkompromisowych osobach (biorących udział w kampanii - przypis red.) dostrzegliśmy przywódczy potencjał do zmiany. Zmiany, która nadejdzie, jeśli będziemy ze sobą współpracować. Jesteśmy dumni, że możemy połączyć z nimi nasze siły i podjąć próbę redukcji naszego kolektywnego wpływu na planetę.- dodaje Jennifer Sey.

Xiye Bastida (Fot. materiały prasowe Levi's) Xiye Bastida (Fot. materiały prasowe Levi's)

(Fot. materiały prasowe Levi's) (Fot. materiały prasowe Levi's)

Kampania „Buy Better, Wear Longer” to także odzwierciedlenie aktualnie podejmowanych przez markę kroków mających na celu wprowadzanie bardziej proekologicznych i zrównoważonych praktyk w zakresie produkcji. Levis od lat inwestuje w technologie, których celem jest oszczędzanie wody w procesie produkcji oraz wytwarzanie nowoczesnych wodooszczędnych materiałów takich jak Cottonized Hemp (materiał z konopii) czy Organic Cotton.

Do kampanii marka zaangażowała grupę młodych ludzi, aktywistów i aktywistki działających na rzecz przyszłości naszej planety. Biorą w niej również udział inspirujące osoby, którym nie są obojętne losy Ziemi: Jaden Smith, Xiye Bastida, Melati Wijsen, Xiuhtezcatl, Emma Chamberlain oraz Marcus Rashford odznaczony Orderem Imperium Brytyjskiego.