1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Kultura
  4. >
  5. Taka piękna katastrofa

Taka piękna katastrofa

materiały prasowe
Skandynawowie znani są z tego, że w specyficzny, ale też dość bolesny sposób łamią konwencje i obyczajowe tabu w swoich filmach. "Happy happy" jest tego wybitnym przykładem. Na szczęście w wersji soft, choć tu akurat nie o przełamywanie tabu chodzi.

Pamiętacie te wszystkie amerykańskie filmy, najpierw promujące a potem wyśmiewające typ tzw. stepfordzkiej żony: zawsze uśmiechniętej, idealnie szczupłej, z idealną kuchnią, dziećmi i domem? W filmie "Happy happy" macie to podane jak na talerzu, tyle że w wersji skandynawskiej, co oznacza, że za chwilę okaże się, że mąż bohaterki jest gejem, ona ma romans z sąsiadem, którego zdradza żona, a ich dzieci się nienawidzą.

Tak byście pomyśleli, prawda? No to już znacie fabułę "Happy happy". Sama historia oparta jest na typowym schemacie: spotykają się dwie pary i zaczyna się wojna. Tyle, że nie taka jak u Polańskiego w "Rzezi", nie ma tu walki o poglądy, słuszność ideologiczną i ukrywanie mieszczańskiego kołtuństwa. W "Happy happy" zderzają się różne potrzeby życiowe, oczekiwania i nastawienie do rzeczywistości. Historia prosta, fabuła przewidywalna. A jednak coś jest w filmie, który wygrał Sundance Festival i był nominowany do Oscara dla obrazu nieanglojęzycznego.

Dwa dojrzałe związki ukrywają małe i duże dramaty. I pewnie te ich rodzinne frustracje i tragedie nie wyszłyby na wierzch i nie doprowadziły do zmiany, gdyby nie konieczna między tą czwórką konfrontacja. Nawiązałam do "Rzezi" Polańskiego, bo tak jak u polskiego reżysera dochodzi do słownej, ale jednak jatki, tak u Anne Sewitsky, to uczucia oraz wartości zostały położone na rzeźnickim stole. U Polańskiego w walce o słuszność i prawdę czwórka bohaterów co chwila zmieniała fronty i na przemian skakała sobie do oczu. Tu też mamy wszelkie możliwe przetasowania, które pokazują, jak bardzo zagubieni w emocjach i jak bardzo rozczarowani sobą i brakiem zaufania są nasi bohaterowie. Czy jest diagnoza stanu współczesnych związków? Nie sądzę. To raczej uważne pochylenie się nad zagubionymi w dorosłości ludźmi, którzy chcieliby miłosnego raju w związku, ale gubią się na drodze do szczęścia. Anne Sewitsky pokazuje, jak układ sił i tym samym szczęśliwy lub nie układ gwiazd może zmienić się w jednej sekundzie, by ze zwycięzcy uczynić nas przegranym.

Jednocześnie "Happy happy" to dla mnie też film o konfrontacji z prawdą, którą nosimy w sobie a wstydzimy się spojrzeć jej w oczy, i o dojrzewaniu do decyzji, które choć smutne i trudne, mogą nas uratować.

 

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze