1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Kultura
  4. >
  5. Salma Hayek - wiek jest w głowie, nie w ciele

Salma Hayek - wiek jest w głowie, nie w ciele

"Dbam o siebie, ale nie panikuję z powodu tego, co nieuniknione. Wiek jest bardziej w głowie, niż w ciele" - mówi Salma Hayek. (Fot. Getty Images)
Zobacz galerię 6 Zdjęć
"Będziecie musieli poczekać, aż się zestarzeję". Te słowa miała powiedzieć reżyserowi filmu o Fridzie Kahlo, gdy stwierdził, że jest za młoda, by zagrać sławną malarkę. Dziś 53-letnia aktorka nic już nie musi nikomu udowadniać, co nie znaczy, że przestała walczyć. Mniej zabiega o role, więcej o szczęście swoje i innych kobiet. 

Fani Salmy Hayek nie mają łatwego życia. Ich idolka zdecydowanie rzadziej gra w filmach, a jeśli już, to niekoniecznie w takich, które chcieliby oglądać. Mogłoby się wydawać, że po oscarowej „Fridzie” Salma zacznie przebierać w ciekawych propozycjach. Tak się jednak nie stało. Od roku 2002 aktorka nie miała szczęścia do dobrych kreacji. Decydowała się niestety na słabe scenariusze („SEXiPIStOLS”, „Duże dzieci”) lub grała bohaterki trzeciego planu („Savages: Ponad bezprawiem”). Próbowała swoich sił za kamerą, lecz jej debiutancki „Zdarzył się cud” przeszedł bez większego echa. Pozytywnym zaskoczeniem stał się dopiero udział gwiazdy w „Pentameronie” w reżyserii Mattea Garrone. Trudno jednak mówić o wielkim powrocie Hayek – choć to głównie jej twarz reklamuje film – bo rola królowej jest w gruncie rzeczy niewielka. Cieszy jednak sam fakt, że pojawiła się ona w produkcji godnej swego talentu.

W „Pentameronie” Mattea Garrone zagrała zaborczą królową, która jest w stanie zrobić wszystko, by urodzić upragnionego syna. (Fot. BEW Photo) W „Pentameronie” Mattea Garrone zagrała zaborczą królową, która jest w stanie zrobić wszystko, by urodzić upragnionego syna. (Fot. BEW Photo)

A może Ajak?

Ważny okazał się dla Salmy rok 2017, który przyniósł wreszcie ciekawą, wielowarstwową rolę latynoskiej outsiderki zagubionej w świecie białej socjety „Beatriz na kolacji” i nominację do nagrody Film Independent. Potem znów przypadły jej postacie epizodyczne lub drugoplanowe: seksownego kociaka w hicie „Bodyguard Zawodowiec” albo mściwej szefowej w thrillerze „Projekt Koliber”. Apetyt na więcej rozbudziła komedia „Imprezowi rodzice” z Alekiem Baldwinem. To para, która pokazała nieraz, że ma wielki komiczny potencjał. W „Imprezowych rodzicach” tylko w nielicznych scenach miał się on szansę ujawnić.

Rok 2020 to z kolei udział w takich produkcjach, jak „The Roads Not Taken” oraz „Jak boss”. Jednak ani jedna, ani druga nie zebrała najlepszych recenzji. W tej ostatniej (miała premierę w listopadzie 2020 na HBO) Salma Hayek, Tiffany Haddish i Rose Byrne próbują przełamać złą passę komedii skierowanych do żeńskiej widowni, pokazując, jak znakomicie kobiety radzą sobie w świecie biznesu. Niestety, efekt nie przekonuje – postać chcącej przejąć małą firmę kosmetyczną bezwzględnej milionerki Luny jest w wykonaniu Hayek zbyt jednowymiarowa. Nie ma nic wspólnego z kobietą sukcesu.

Komedię „Jak boss” z Salmą Hayek można obejrzeć na platformie HBO GO. (Fot. materiały prasowe HBO) Komedię „Jak boss” z Salmą Hayek można obejrzeć na platformie HBO GO. (Fot. materiały prasowe HBO)

Może rola Ajak, przywódczyni marvelowskich superbohaterów w „Eternals” (premiera już w lutym 2021) przyniesie Salmie więcej szczęścia i uznania? Na razie aktorka nie ukrywa radości z tego, że w wieku 53 lat wcieliła się w nieustraszoną wojowniczkę. A namówiła ją do tego sama Chloé Zhao, której film „Jeździec” wywarł na Salmie wielkie wrażenie. Stając się jedną z superbohaterek Marvela, Hayek dołączyła do licznej ekipy składającej się z takich gwiazd, jak m.in. Chris Evans, Brie Larson, Michael Douglas, Robert Redford, Michelle Pfeiffer i Samuel L. Jackson.

Późna stabilizacja

Niektórzy fani Salmy, a ma ich na Instagramie na całym świecie blisko (bagatela!) 16 mln, zarzucają aktorce, że zwolniła tempo, zwłaszcza odkąd w 2009 roku poślubiła ojca swojej córki, francuskiego miliardera François-Henriego Pinaulta. Tak to wtedy skomentowała: – Przede mną nowe wyzwania, ale są one związane z moją córką. Dzięki niej zrozumiałam, że powinnam trochę zwolnić tempo. Żeby nacieszyć się dzieciństwem Valentiny i nie przegapić żadnego ważnego momentu w jej życiu. Razem z mężem zdecydowaliśmy, że zostaniemy w Europie. Tutaj chcemy wychowywać nasze dziecko. Nie przyjmuję już wszystkich ofert z Hollywood, częściej wybieram te od miejscowych twórców, by nie przeżywać rozłąki z rodziną. Mam już taki komfort, że czytam tylko te scenariusze, które mnie interesują. Nie muszę niczego nikomu udowadniać. Tylko sobie. I tylko to, że jestem dobrą matką!

Valentina ma dzisiaj 13 lat. Salma uważa, że to właśnie ona, nie filmy, jest jej największym sukcesem. Została matką późno, po czterdziestce. Wiązało się z tym spore ryzyko, ale wszystko ułożyło się idealnie. François-Henri Pinault ma już troje innych dzieci, a ona czuje się szczęśliwa, posiadając dużą rodzinę i równocześnie rozwijając nadal, choć już w mniejszym zakresie, karierę filmową. Mąż zresztą zachęcał ją do tego, mobilizował do rozwoju. I bardzo to w nim ceni. Ma fantastycznego partnera, który rozumie jej potrzeby.

Do małżeństwa także dojrzała późno. Dopiero wtedy, kiedy spotkała Pinaulta. Choć była wcześniej związana m.in. z Edwardem Nortonem czy Joshem Lucasem, nie czuła potrzeby zakładania rodziny ani szukania życiowej stabilizacji. Dziś dba o najbliższych jak o skarb, bo wie jak łatwo można ich stracić. Gdyby musiała decydować: udane małżeństwo czy kariera, wybrałaby to pierwsze. Twierdzi, że sława i bogactwo są dziełem przypadku. „Aktorstwo to zabawa, a wygrywa ten, kto zagrał w dobrym filmie. Zdobyć Oscara jest łatwiej niż znaleźć dobrego męża” – mówi.

Pierwszy ślub z François-Henrim Pinaultem aktorka odwołała na kilka dni przed ceremonią. Rok później zostali małżeństwem. (Fot. Getty Images) Pierwszy ślub z François-Henrim Pinaultem aktorka odwołała na kilka dni przed ceremonią. Rok później zostali małżeństwem. (Fot. Getty Images)

W walentynki 2009 roku wzięli skromny ślub cywilny w Paryżu. O uroczystości wiedzieli jedynie najbliżsi przyjaciele i rodzina. 25 kwietnia 2009 w gmachu opery La Fenice w Wenecji para ponownie złożyła sobie przysięgę. Tym razem ceremonia była oficjalna i wystawna, a wśród 150 gości znaleźli się m.in. przyjaciółka Salmy – Penélope Cruz, Ashley Judd, Antonio Banderas, Charlize Theron i wspomniany Edward Norton. Wesele było utrzymane w konwencji karnawału, wszyscy goście mieli czarne i złote maski weneckie. Natomiast przyjęcie weselne odbyło się w Palazzo Grassi, który należy do jej męża.

Salma właściwie mogłaby już nic nie robić. A jednak pamięć o drodze, jaką przeszła od nieznającej angielskiego Meksykanki, która dla Hollywood rzuciła dobrze rozwijającą się karierę w swoim kraju i musiała wszystko zaczynać od nowa, zderzając się ze ścianą dyskryminacji – nie pozwala jej spoczywać na laurach. Od lat aktorka walczy z rasizmem wobec latynoskich artystów, seksizmem w Hollywood i domaga się równego traktowania kobiet w przemyśle filmowym. – Jesteśmy na dobrej drodze – zapewnia Salma, promując intensywnie w ostatnich miesiącach wspomniany film „Jak boss”. – Kobiety w Hollywood coraz lepiej radzą sobie w branży. Piszą, produkują, reżyserują. Ja sama założyłam firmę producencką Ventanarosa Productions, z której wyszedł między innymi „Czas motyli” ze mną w roli głównej. Wiele reżyserek tworzy blockbustery, w których głównymi bohaterkami są postacie kobiece. Przykładów nie trzeba daleko szukać. Wystarczy wspomnieć takie filmy, jak „Kapitan Marvel” Anny Boden czy „Wonder Woman” Patty Jenkins. Nasz film też dokłada do tego swoją cegiełkę. Może nie jest wybitny, ale na pewno to nie obraz, w którym kobieta szuka mężczyzny lub go potrzebuje… Mam nadzieję, że wiele osób go zobaczy, ponieważ im więcej osób ogląda filmy o kobietach, tym bardziej to wzmacnia ich pozycję.

Frida z krwi i kości

Dwudziestoczteroletnia Salma Hayek przybyła do Hollywood pełna naiwnego optymizmu. Szybko zorientowała się, że jako Latynoska może liczyć jedynie na role pokojówek i prostytutek. Młodziutka aktorka odegrała wówczas kilka nieznaczących epizodów, a swój żal wylała w hiszpańskim talk-show prowadzonym przez komika Paula Rodrigueza. Emisja programu na zawsze zmieniła jej życie. Okazało się bowiem, że jednym z jego widzów był reżyser Robert Rodriguez. Hayek oczarowała go do tego stopnia, że zaproponował jej angaż w swoim „Desperado” i odkrył ją przed publicznością Stanów Zjednoczonych. Rola Caroliny u boku Antonia Banderasa uczyniła z Salmy Hayek gwiazdę światowego formatu, a także aktorkę kojarzoną z kinem rozrywkowym. Do dziś ma problemy z biodrem od momentu, gdy podczas kręcenia jednej ze scen spadła z dachu. Chciała dorównać Banderasowi, który sam wykonywał wszystkie kaskaderskie popisy. W „Desperado” zauroczyła z kolei Quentina Tarantina, który pod jej wpływem zmienił postać tancerki erotycznej w scenariuszu, który napisał do  kolejnego  filmu Rodrigueza – „Od zmierzchu do świtu”. Zmysłowy taniec Salmy z żółtym pytonem przeszedł do historii kina. A mogłoby go w ogóle nie być, bo aktorka panicznie boi się węży. Tarantino musiał więc jakoś ją przekonać, żeby zechciała zagrać tę scenę. Powiedział jej, że Madonna już się zgodziła i jeśli Salma nie chce, to rola powędruje do niej. Przed nakręceniem tej sceny Hayek przez dwa miesiące chodziła na terapię i podobno nawet dała się zahipnotyzować, żeby uspokoić nerwy.

Jako seksowna nauczycielka Carolina w słynnym „Desperado”. (Fot. BEW Photo) Jako seksowna nauczycielka Carolina w słynnym „Desperado”. (Fot. BEW Photo)

Kolejnym przełomem w karierze gwiazdy okazała się „Frida”. Poświęciła aż osiem lat na to, by projekt w ogóle doszedł do skutku, i zadebiutowała w nim jako producentka. Jej fascynacja malarką zaczęła się jeszcze w latach 80., ale Hollywood nie było wtedy nią zainteresowane. Kiedy do wyreżyserowania filmu przymierzał się Luis Valdez, dostał list od nieznanej meksykańskiej aktorki, która błagała o możliwość jej zagrania. Odmówił, bo była za młoda. – Więc będziecie musieli poczekać, aż się zestarzeję – stwierdziła niezrażona Salma Hayek. To dzięki jej zaangażowaniu film wreszcie powstał. Hayek, która w międzyczasie zdążyła zrobić karierę w Hollywood, przekonała producentów, zdobyła poparcie spadkobierców Fridy Kahlo i spełniła swoje marzenie, wcielając się w genialną malarkę.

Reżyserii podjęła się Amerykanka Julie Taylor. To ważne, bo to kobieta nakręciła film o kobiecie, artystka o artystce. Salma niezwykle mocno zaangażowała się w rolę Fridy. Tak bardzo, że podczas zdjęć namalowała nawet kilka obrazów w stylu swojej bohaterki. Była nie tylko fizycznie podobna do granej przez siebie postaci, ale potrafiła także przekazać jej inteligencję, siłę charakteru, cierpienie. Żadna inna aktorka nie umiałaby oddać tego w ten sposób. Miała identyczną figurę jak malarka. Co więcej, pozwoliła sobie zapuścić subtelne wąsy nad górną wargą i połączyć brwi zarostem, co było charakterystycznym elementem w aparycji Fridy Kahlo. Kiedy film zobaczyła siostrzenica malarki, była tak poruszona grą Salmy, że jako wyraz uznania podarowała jej jeden z naszyjników swojej niezwykłej ciotki. I ten zachwyt był powszechny. Rolę doceniła wkrótce potem Amerykańska Akademia Filmowa, nominując Hayek do Oscara za rolę pierwszoplanową. I choć ostatecznie nie otrzymała statuetki, przeszła do historii – została pierwszą Meksykanką nominowaną do Oscara w tej kategorii.

Legendarna już rola Salmy – Frida Kahlo. (Fot. BEW Photo) Legendarna już rola Salmy – Frida Kahlo. (Fot. BEW Photo)

Kiedy w 2019 roku nominację znów otrzymała Meksykanka – Yalitza Aparicio za kreację w „Romie” (my wtedy trzymaliśmy kciuki za Joannę Kulig w „Zimnej wojnie”), Salma nie ukrywała wzruszenia i dumy. – Jest coś naprawdę pięknego w kulturze i zwyczajach krajów latynoamerykańskich i to wyraża zarówno moja rola we „Fridzie”, jak i kreacja Yalitzy – zapewniała. – Nie odcinamy się tak łatwo od swoich ludzi. Nie odrzucamy też naszej rodziny. Nie poddajemy się, uczymy się przebaczać innym, szanujemy starszych członków społeczności. Natomiast w Stanach Zjednoczonych obserwuję, że wielu ludzi rezygnuje z kontaktu z bliskimi, kiedy stają się dla nich niewygodni. Mam swoją życiową filozofię: nie lubię narzekać na coś, nie robiąc nic, żeby to zmienić. Zawsze pociągała mnie aktywność społeczna. Studiowałam w Meksyku nauki polityczne, bo chciałam zostać prezydentem i móc zmieniać swój kraj.

Aktywistka i filantropka

Ta meksykańska duma, empatia i potrzeba działania tłumaczą aktywność filantropijną Salmy, która razem z mężem prowadzi dziś Fundację Keringa. Od 2008 roku wspiera ona zwalczanie przemocy wobec kobiet w różnych częściach świata. Z taką misją aktorka podróżowała m.in. do Gwatemali i Nikaragui, gdzie uświadamiała kobiety na temat bezpiecznego seksu i zapobiegania rozprzestrzeniania się AIDS. W lutym 2006 roku przekazała znaczną dotację na schronisko dla maltretowanych kobiet w jej rodzinnym Coatzacoalcos w Meksyku, wsparła również kilka stowarzyszeń walczących z przemocą w rodzinie w tym kraju. Od lat walczy także o równe prawa kobiet w Hollywood. – Presja, jaką wywiera się na nas, jest szalona. Żeby zarabiać tyle co mężczyzna, musisz być od niego znacznie lepsza – tłumaczy Salma. – A jednocześnie masz być dobrą żoną, matką i gospodynią domową. I musisz zawsze nienagannie wyglądać! Pora wreszcie skończyć z tymi absurdalnymi oczekiwaniami.

Boli ją nierówność płac. Uważa, że seksizm przemysłu filmowego jest symptomem znacznie bardziej rozpowszechnionego problemu. – W Ameryce jest wielu polityków, którzy nie rozumieją, dlaczego kobieta miałaby zarabiać tyle pieniędzy co mężczyzna – mówi. Co więcej, to przyzwolenie na niższe wynagrodzenia kobiet stało się normą. Tak jak seksualne molestowanie w Hollywood. Dzisiaj przyznaje, że jest jej wstyd, iż tak długo czekała na ujawnienie, że była także ofiarą znanego hollywoodzkiego producenta Harveya Weinsteina.

To było na planie „Fridy”, choć rzecznik Weinsteina zaprzeczył tym oskarżeniom. Według aktorki producent groził jej śmiercią, jeśli nie spełni jego żądań. Chciał więcej nagości, więcej seksu, więcej akcji w filmie. Wymusił na niej namiętną scenę z kobietą, choć tego nie chciała. Nie było pola do negocjacji. Dziś z jej nazwiskiem i pozycją w Hollywood, a także, może przede wszystkim, z nazwiskiem i pozycją jej męża, potentata luksusowej branży odzieżowej (kieruje firmą Kering, która obejmuje światowe marki, takie jak: Gucci, Saint Laurent, Bottega Veneta, Balenciaga czy Alexander McQueen), nie musi obawiać się niekomfortowych dla siebie sytuacji.

Mimo przekroczenia pięćdziesiątki nadal zachwyca urodą i wspaniałą figurą. Zdrowo się odżywia. Jada sery, orzechy, ryby, soję i kasze. Trenuje na siłowni, uprawia jogę. Jedynym jej jedzeniowym grzechem jest czekolada. Rzuca się na nią, gdy dosięga ją zły nastrój, ale efektów ubocznych nie widać. Jeśli tylko może, stara się relaksować. Ostatnio postanowiła nie farbować siwych włosów. Chce zobaczyć, jak będzie w nich wyglądać. Na razie czuje się wygodnie w swojej skórze i ciele. Zapewnia, że przynajmniej na razie starość nie jest dla niej problemem. – To po prostu logiczne następstwo młodości. W Meksyku śmierć nikogo nie przeraża. Meksykanie wierzą w to, że ich zmarli są wciąż z nimi – wyjaśnia. Co prawda, od kiedy została matką, zaczęła bardziej bać się o swoje zdrowie. Nie chciałaby osierocić jedynego dziecka. Ma tylko nadzieję, że odziedziczyła dobre geny po matce (śpiewaczce operowej), która jest wciąż piękną kobietą. Wyznaje też, że nigdy nie miała obsesji na punkcie swojego wieku. – Owszem, chciałabym dobrze się starzeć i jak najdłużej wyglądać sexy – śmieje się Salma. – Jak każda kobieta. Ale wiem też, że fizyczność nie jest najważniejsza. Dbam o siebie, ale nie panikuję z powodu tego, co nieuniknione. Wiek jest bardziej w głowie niż w ciele. Stajemy się starzy, kiedy przestajemy marzyć i dążyć do zrealizowania swoich pomysłów. Grunt to się nie poddawać! Wszystkiemu: zwątpieniu, braku wiary w siebie, depresji. Tylko aktywność, działanie może nas wyzwolić.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Kultura

„Artystka. Anna Bilińska 1854–1893” – nowa wystawa w Muzeum Narodowym w Warszawie

Anna Bilińska-Bohdanowiczowa (1854–1893), Nad morzem , 1886, olej, tektura , Muzeum Narodowe w Warszawie; Anna Bilińska-Bohdanowiczowa (1854–1893) Jedyna pociecha, 1891, pastel, płótno, Muzeum Narodowe w Warszawie; Anna Bilińska-Bohdanowiczowa (1854–1893), Ulica Unter den Linden w Berlinie 1890, olej, płótno, Muzeum Narodowe w Warszawie. (Fot. Piotr Safjan, Piotr Ligier, Krzysztof Wilczyński; Muzeum Narodowe w Warszawie)
Anna Bilińska-Bohdanowiczowa (1854–1893), Nad morzem , 1886, olej, tektura , Muzeum Narodowe w Warszawie; Anna Bilińska-Bohdanowiczowa (1854–1893) Jedyna pociecha, 1891, pastel, płótno, Muzeum Narodowe w Warszawie; Anna Bilińska-Bohdanowiczowa (1854–1893), Ulica Unter den Linden w Berlinie 1890, olej, płótno, Muzeum Narodowe w Warszawie. (Fot. Piotr Safjan, Piotr Ligier, Krzysztof Wilczyński; Muzeum Narodowe w Warszawie)
„Artystka. Anna Bilińska 1854–1893” - to pierwsza polska artystka, która osiągnęła międzynarodową sławę. Jej twórczość będzie można podziwiać niebawem na wystawie w Muzeum Narodowym w Warszawie.

Anna Bilińska-Bohdanowiczowa (1854–1893) to pierwsza polska artystka, która osiągnęła międzynarodową sławę. Jej twórczość była prezentowana na najważniejszych europejskich wystawach i doceniania przez krytyków sztuki z wielu krajów. Także dziś obrazy i fascynujące losy malarki wzbudzają duże zainteresowanie publiczności, a wiele dzieł Bilińskiej trafiło do kanonu polskiej sztuki. Jednak całokształt twórczości i biografia artystki wciąż czekają na opracowanie.

Anna Bilińska-Bohdanowiczowa (1854–1893) Portret własny, 1887, olej, płótno, Muzeum Narodowe w Krakowie. (fot. Pracownia Fotograficzna Muzeum Narodowego w Krakowie)Anna Bilińska-Bohdanowiczowa (1854–1893) Portret własny, 1887, olej, płótno, Muzeum Narodowe w Krakowie. (fot. Pracownia Fotograficzna Muzeum Narodowego w Krakowie)

Celem wystawy jest prezentacja możliwie najszerszego wyboru prac malarskich i rysunkowych Bilińskiej (w tym dzieł do tej pory nieznanych), pochodzących z polskich i zagranicznych muzeów oraz kolekcji prywatnych. Głównym wątkiem wystawy będzie artystyczna kariera Bilińskiej, wiodąca od pierwszych prób malarskich w Warszawie poprzez naukę w paryskiej Académie Julian ku udziałowi w międzynarodowych wystawach sztuki.

Anna Bilińska-Bohdanowiczowa (1854–1893), W oknie, 1890, pastel, płótno, Musée d’art modern et contemporain de Saint-Etienne Métropole (fot. Joëlle Villa, Musée d’art modernę et contemporain de Saint-Etienne Métropole)Anna Bilińska-Bohdanowiczowa (1854–1893), W oknie, 1890, pastel, płótno, Musée d’art modern et contemporain de Saint-Etienne Métropole (fot. Joëlle Villa, Musée d’art modernę et contemporain de Saint-Etienne Métropole)

Prezentacja będzie poruszać zagadnienia natury artystycznej, takie jak akademizm w twórczości Bilińskiej, portret jako preferowany przez nią temat malarski czy technika pastelu, w której wypowiadała się równie często jak w malarstwie olejnym. Inne kwestie, które zamierzamy podjąć, to samoświadomość artystki i jej widzenie pozycji twórcy w świecie, wyrażające się m.in. w kreowaniu własnego wizerunku w autoportretach.

Anna Bilińska-Bohdanowiczowa (1854–1893), Fort Boyard, 1889, olej, płótno, Muzeum Narodowe w Warszawie. (fot. Krzysztof Wilczyński, Muzeum Narodowe w Warszawie)Anna Bilińska-Bohdanowiczowa (1854–1893), Fort Boyard, 1889, olej, płótno, Muzeum Narodowe w Warszawie. (fot. Krzysztof Wilczyński, Muzeum Narodowe w Warszawie)

Niezwykle interesujące są również wątki biograficzne: pokonywanie przez malarkę materialnych i osobistych trudności na drodze do zawodowego sukcesu czy jej relacje towarzyskie i uczuciowe. Twórczości Bilińskiej nie sposób przedstawić bez zarysowania ograniczeń, jakich w XIX wieku doświadczały kobiety w ramach instytucji sztuki i kształcenia artystycznego oraz ze względu na normy i oczekiwania społeczne.

Anna Bilińska-Bohdanowiczowa (1854–1893), Autoportret niedokończony, 1892 olej, płótno, Muzeum Narodowe w Warszawie. (fot. Piotr Ligier, Muzeum Narodowe w Warszawie)Anna Bilińska-Bohdanowiczowa (1854–1893), Autoportret niedokończony, 1892 olej, płótno, Muzeum Narodowe w Warszawie. (fot. Piotr Ligier, Muzeum Narodowe w Warszawie)

Ta znakomita malarka i jednocześnie silna kobieta może być interesującą postacią. Kobieta, która zmagała się z przeciwnościami losu (w niedługich odstępach czasu zmarł ojciec artystki, jej przyjaciółka i narzeczony), poważna choroba serca i w rezultacie przedwczesna śmierć uniemożliwiła realizację jej marzenia – planowała otworzyć w Warszawie szkołę malarstwa dla kobiet, wzorowaną na uczelniach paryskich. Bilińska obsypana za życia nagrodami, zapomniana po śmierci, ostatnio cieszy się coraz większym zainteresowaniem. W dobie coraz intensywniejszych badań nad twórczością kobiet artystek końca XIX wieku malarka jawi się jako jedna z najlepszych reprezentantek pokolenia artystek wychodzących z zapomnienia.

„Artystka. Anna Bilińska 1854–1893”, Muzeum Narodowe w Warszawie, 25 czerwca – 10 października 2021

  1. Kultura

Serial "Cień i kość" powróci z drugim sezonem

Archie Renaux jako Malyen Oretsev i Jessie Mei Li jako Alina Starkov w serialu
Archie Renaux jako Malyen Oretsev i Jessie Mei Li jako Alina Starkov w serialu "Cień i kość". (Fot. materiały prasowe Netflix)
Gratka dla miłośników fantasy, których tej wiosny zachwycił nowy serial Netflixa "Cień i kość". Produkcja, oparta na bestsellerowych powieściach Leigh Bardugo o uniwersum Griszów, doczeka się drugiego sezonu.

Pierwsza część opowieści o uniwersum Griszów w ciągu 28 dni od premiery została obejrzana w ponad 55 milionach gospodarstw domowych. Serial znalazł się w zestawieniu TOP 10 w 93 krajach na całym świecie i zajął pierwsze miejsce w 79 krajach, w tym w Australii, Brazylii, Niemczech, Rosji, Hiszpanii, RPA i USA. Po jego premierze trylogia "Cień i kość" oraz składająca się z dwóch części powieść "Szóstka wron" powróciły na listy bestsellerów na całym świecie i przez ponad miesiąc utrzymywały się na pierwszym miejscu listy bestsellerów "New York Timesa". Niewątpliwy sukces wróżył kontynuację serialu - teraz jest to już oficjalne. „Cień i kość” doczeka się drugiego sezonu, a poinformowali o tym członkowie jego obsady.

- Piszę o uniwersum Griszów już od prawie dziesięciu lat, więc jestem zachwycona, że będziemy mogli kontynuować tę przygodę. Jest tak wiele miejsc, które ledwo zdążyliśmy odwiedzić i nie mogę się doczekać, aby przedstawić widzom więcej świętych, żołnierzy, bandytów, złodziei, książąt i szeregowców, którzy sprawiają, że ten świat jest tak zabawny do odkrywania. To będzie prawdziwa magia widzieć, jak nasza genialna, utalentowana obsada się powiększa - mówi autorka książek i producentka wykonawcza serialu Leigh Bardugo.

Drugi sezon serialu „Cień i kość” ma składać się z ośmiu godzinnych odcinków. Jessie Mei Li (Alina Starkov), Archie Renaux (Malyen Oretsev), Freddy Carter (Kaz Brekker), Amita Suman (Inej), Kit Young (Jesper Fahey), Ben Barnes (Generał Kirigan), Danielle Galligan (Nina Zenik) i Calahan Skogman (Matthias Helvar) ponownie wcielą się w swoje role. Dodatkowe szczegóły dotyczące castingu zostaną podane w późniejszym terminie.

"Cień i kość" miał swoją premierę na platformie Netflix w kwietniu tego roku. Serial jest osadzony w rozdartym wojną świecie, a jego główną bohaterką jest osierocona w dzieciństwie Alina Starkov, szeregowa żołnierka, która odkrywa w sobie nadzwyczajną moc mogącą być kluczem do wyzwolenia jej kraju. Ogromne zagrożenie ze strony Fałdy Cienia wisi nad krajem, a Alina zostaje odcięta od wszystkiego, co znała do tej pory, aby odbyć szkolenie wojskowe jako żołnierka elitarnej armii władających magią Griszów. Opanowanie nowych zdolności przychodzi jej z trudem i stopniowo zdaje sobie sprawę, że sojusznicy i wrogowie są dwiema stronami tej samej monety i nic nie jest tym, na co wygląda w tym niezwykłym świecie. Toczy się konflikt między niebezpiecznymi przeciwnikami, wśród których znajduje się także szajka charyzmatycznych przestępców. Przetrwanie będzie wymagało czegoś więcej niż tylko magii.