Dawid Podsiadło: Uczę się cieszyć chwilą

Dawid Podsiadlo, fot. Jacek Kołodziejski / Sony Music Polska

Dawida Podsiadło pytamy co czuje, gdy piecze sernik, kiedy mógłby zostać politykiem, dlaczego uważa, że mężczyźni są głupsi od kobiet, i jaką cenę zapłacił za popularność.

W utworze „Trofea” śpiewasz: „Staję się potworem, bo wtedy czuję, że choć jestem, tak naprawdę nie ma mnie”.
Tak! Opisuję tam moje spotęgowane i wyolbrzymione odczucia dotyczące popularności. Potwór szuka świętego spokoju, który może osiągnąć tylko wtedy, gdy ludzie przestaną go lubić i ostatecznie odwrócą się od niego. Oto podmiot liryczny chce uzasadnić swoje bycie niemiłym dla ludzi tym, że musi bronić swojej prywatności. Ja inaczej niż ten podmiot z założenia bardzo lubię ludzi, ufam im, nie odcinam się aż tak, jak mogłoby wynikać z piosenki.

Straciłeś zupełnie anonimowość, prywatność?
W sumie to tak.

Ale już jako sześciolatek marzyłeś o sławie.
Tak, ale wtedy nie miałem pojęcia, o czym marzę. Widziałem ludzi w telewizorze, słyszałem w radiu ich piosenki i chciałem mieć tak samo. Do dziś trudno mi uwierzyć, że sam stałem się takim człowiekiem z telewizora. I faktycznie wiąże się to z utratą anonimowości w wielu obszarach, ale to naprawdę niewielka cena za życie, którym mogę żyć, w którym mogę robić to, co kocham. Dostaję od ludzi bardzo dużo i jestem za to niezwykle wdzięczny. Faktem jest, że brakuje mi swobodnego spaceru miastem albo uczestniczenia w koncercie zespołu, który lubię, bez poczucia, że jestem obserwowany, i bez konieczności odpowiadania na – zazwyczaj bardzo miłe i przyjazne – prośby o wspólne zdjęcie czy autograf. Albo bez radzenia sobie z tym, że ktoś ukradkiem lub zupełnie wprost robi mi zdjęcia z odległości 50 centymetrów od mojej twarzy. Gdy jestem poza domem, mam po prostu z tyłu głowy, że wszędzie tam, gdzie są ludzie, istnieje ryzyko, że będę obserwowany. Ale wystarczy, żebym wyjechał np. do Czech, i odzyskuję anonimowość, prywatność, to doskonałe! I to nie jest tak, że narzekam na popularność, po prostu na płycie i teraz z tobą dzielę się czymś, co zauważam.

Jak chronisz się przed ludźmi, którzy czegoś chcą, widzą w tobie własne korzyści i szanse, a nie ciebie?
Mam ogromne szczęście do ludzi i otaczają mnie naprawdę wyjątkowe osoby. Mam również dobrą intuicję do ludzi, wyczuwam złą energię, znam swoje granice i gdy pojawia się jakiś wampir energetyczny, to nie pozwalam mu dostać się za blisko.

Jak to wygląda w praktyce?
Staję się powierzchowny, nie mówię zbyt dużo o sobie, nie skupiam się na tej osobie, nie pytam o jej życie, znika ze mnie chęć do dzielenia się nie tylko uczuciami, ale też poglądami.

Odmawiasz, gdy nie masz ochoty na wspólne zdjęcie?
Nauczyłem się tego i coraz częściej odmawiam. Fragment o tym, że nie zrobię zdjęcia, nie podpiszę płyty, nie mogę zmieścić historii waszych żyć – śpiewam autobiograficznie. Do niedawna byłem zakładnikiem takich sytuacji i nie pozwalałem sobie na powiedzenie grzecznego: „Przepraszam, ale teraz nie”, nawet kiedy naprawdę czułem się z tym źle. To taka niewypowiedziana presja i obawa, że skoro ktoś poświęca ci swoją uwagę i docenia na tyle, żeby prosić o wspólne zdjęcie, to znaczy, że nie można i nie wypada mu odmówić bez względu na okoliczności i formę takiej prośby. Teraz powoli przestaję czuć się źle z tego powodu, że ktoś nie chce zrozumieć, że w danym momencie mogę zwyczajnie z miliona różnych powodów nie mieć siły ani ochoty na bycie fotografowanym. A ci, którzy rzucają w moim kierunku obelgi dosłownie sekundę po tym, jak usłyszą grzeczną odmowę, utwierdzają mnie tylko w przekonaniu, że w prośbie o wspólne zdjęcie nie zawsze chodzi o miły gest czy okazanie sympatii i szacunku.

Często obrażają?
Nie. Liczyliśmy to nawet razem z moim bratem na ostatnim festiwalu Open’er. Byliśmy cały czas razem. Na ten rok miałem przygotowaną taką frazę: „Bardzo dziękuję, ale wolałbym nie”. Reakcji było mnóstwo, zdecydowana większość mówiła: „Spoko, jasne, nie ma problemu”. Niektórzy postanowili chwilę porozmawiać, coś od siebie opowiedzieć, to też było miłe. Rozgoryczonych i agresywnych była naprawdę garstka. Pewnego razu podchodzą dwie osoby, rozpoznały mnie. Jedna sprawia wrażenie fana, druga jest obojętna. Fan czmycha i czai się z daleka. Obojętna podchodzi blisko i patrząc na mnie, pyta głośno swojego towarzysza fana: „Ej, chcesz z nim zdjęcie?”. Być może w głowach takich ludzi ja nie jestem dopuszczony do decyzji i stanowienia o zdjęciu ze sobą. Oczywiste jest dla nich, że zdjęcie można zawsze zrobić bez pytania, bez względu na moment, okoliczności. To wszystko jest bardzo ciekawe z psychologicznego punktu widzenia.

A kiedy zgadzasz się na wspólne zdjęcie?
Zazwyczaj gdy proszą dzieci. I kiedy po prostu czuję się z tym dobrze. Chętniej zostanę zrobić zdjęcie po kameralnym koncercie z grupą fanów, którzy naprawdę na to czekają, niż np. przerwę obiad z rodziną w restauracji, bo ktoś mnie rozpoznał i właśnie w tym momencie uznał, że musi podejść.

Mam brać serio, gdy śpiewasz, że jeszcze kilka płyt i wyjedziesz z Polski?
Moja mama zareagowała podobnie: „No, Dawid, nie wiedziałam, że masz plan wyjechać”. Niech zatem to wybrzmi – kocham Polskę. Nie grożę wyjazdem. Nie wyobrażam sobie życia poza Polską. Nigdy nie czułem, że ucieczka czy wyjazd to jest mój sposób na życie.

Przemoc też nie. W utworze „Matylda” śpiewasz: „Wiem dobrze, że przemoc to najsłabsza z kart i do mojej talii pasuje jak żart”.
Lubię te słowa. Przemoc bardzo mnie stresuje. Gdy pojawia się ktoś z zamiarem użycia siły, to gasnę, zamieram, gorączkowo myślę, co zrobić, by uniknąć przemocy albo jak jej zaradzić, gdy się pojawi. Zdarzyło mi się uczestniczyć w sytuacji przemocy, gdy moi bliscy zostali zaczepieni, pobici. Wolę wrażliwość.

Kim jest tytułowa Matylda?
To bohaterka filmu „Leon Zawodowiec”, która opiekuje się rośliną seryjnego mordercy. Spodobała mi się Matylda, czuła, silna, bajkowa. Matylda, która podlewa mi sad. Sympatyzuję z kobietami, nie, to za słabo powiedziane, jestem fanem kobiet. Mężczyźni wydają mi się głupsi, opancerzeni, zakopani w tych właśnie wszystkich nawykach i rytuałach związanych z prężeniem mięśni, przemocą, rywalizacją.

Dlatego zabrałeś głos, popierając Czarny Protest?
Moje uwielbienie dla kobiet ma z tym wiele wspólnego. Nieczęsto zabieram głos w sprawach społecznych, politycznych, bo nie jestem typem człowieka, który na tym etapie chciałby tłumaczyć, kto i jak powinien rządzić w tym kraju – nie manifestuję poglądów politycznych. Zresztą niewiele w życiu manifestuję. Jednak gdy chodzi o prawa nas wszystkich – prawo do wolności, stanowienia o sobie, tego, co się robi ze swoim ciałem, kogo kocha – zawsze jestem za wolnością wyboru i chcę żyć w społeczeństwie, w którym jest miejsce dla każdego, bez uprzedzeń i nienawiści.

Polityka cię kusi?
Nie wiem.

Myślałem, że powiesz „nie”.
Żeby była jasność, nie postrzegam siebie jako zbyt mądrego człowieka, który ogarnia wielkie sprawy tego świata. Jestem jeszcze młodym kolesiem i brak mi doświadczenia w wielu kwestiach. Ale wyobrażam sobie, że kiedyś mógłbym być reprezentantem w jakiejś ważnej sprawie, pociągnąć tłum – na pewno potrzebowałbym jednak obok siebie sztabu mądrych, profesjonalnych doradców. To, oczywiście, teoretyzowanie, bo nie planuję zostania politykiem.

Masz 26 lat, jesteś bogaty i uwielbiany – co z wodą sodową?
Mam jej cały zlew. A poważnie, to wciąż nie uderzyła, wręcz przeciwnie, dziczeję, raczej zamykam się w sobie, chowam. Kreatywnością wykazuję się w muzyce, a w życiu osobistym bywam często pozbawiony inicjatywy i najbezpieczniej mi w domu. Potrafię się dopasowywać i odbijam energię, którą dostaję. Zazwyczaj to nie ja narzucam nastrój relacjom.

Jeden z utworów na nowej płycie rozpoczyna się słowem „kwas”, moje myśli szybko powędrowały w stronę substancji halucynogennych, ale okazało się, że to inny kwas.
No widzisz, tak ze mną jest, grzeczny chłopak, narkotyki w ogóle mnie nie interesują. Wychowywałem się w środowisku, w którym wiele osób wpadło w narkotyki, część z nich siedzi w więzieniu. Ostatnio rozmawiałem o tym z bratem. Narkotyki od dawna źle się nam kojarzyły, budziły obawę, że mogą zaprowadzić w nieprzyjemne rewiry. Lubię alkohol, sporadycznie jointy, nic więcej. Poza tym w „Małomiasteczkowym” wchodzę w rolę moralizatora i z dezaprobatą śpiewam o tych, którzy wciągają koks, tym bardziej mi teraz nie wypada, sam widzisz.

A co z pseudonimem „David Ross” i próbą podbicia światowej sceny muzycznej?
David Ross był tylko na chwilę, bardziej jako eksperyment, kaprysik, i został pogrzebany, zanim powstał. Jakiś czas temu ktoś zadzwonił do mnie z RPA, bo usłyszał utwór stworzony przeze mnie pod tym pseudonimem zremiksowany przez Niemca – także Ross w odmętach Internetu wiedzie swoje życie pozagrobowe. A podbijanie scen światowych już mnie nie interesuje tak bardzo. Próba pewnie zostanie jeszcze podjęta, ale podchodzę do tego na chłodno. Nie jest to priorytet.

Dlaczego?
Bo nikomu z Polski w gatunku muzycznym, który uprawiam, do teraz to się nie udało.

Co nie znaczy, że w przyszłości też się nie uda. Czy nie byłeś pierwszym z polskich muzyków, który zagrał na kilkutysięcznej scenie Torwaru?
Akurat w tym nie byłem pierwszy, ale w tym roku może faktycznie niechcący będę, bo na Torwarze mamy zagrać aż cztery razy z rzędu. Generalnie to nie wiem, czy mam siłę na bycie pierwszym, chociaż debiutowanie na zagranicznych scenach brzmi kusząco. Mam świetnego menedżera i dobrą obstawę – zobaczymy.

To jeszcze jeden fragment z nowej płyty: „Muza muzą, a w pokoju sam, moim kumplem nieustanny stres”. Często się stresujesz?
Tak. Przesadnie analizuję i bywa, że przejmuję się niepotrzebnie wszystkim. Uczę się wyluzowywać, bardziej cieszyć chwilą. Jestem w lepszym miejscu niż pięć lat temu, kiedy zaczynałem karierę. Jak się pojawia stres albo smutek, to go obserwuję, ale mu nie ulegam.

Pracujesz jakoś nad sobą?
Tak, i mam wrażenie, że mi to nieźle wychodzi. Bliskie mi osoby zaczęły mówić to samo – że stałem się bardziej spokojny. Gdy na przykład piekę sernik albo parzę herbatę, to piekę sernik albo parzę herbatę, nie spieszę się, jestem. Rozumiesz?

A nawet czuję.
W tym byciu rozsmakowała mnie też Islandia, na którą niedawno pojechałem. Ta wyspa pokazała mi, że jestem tylko człowiekiem, pokazała to bez pretensji i wyrzutu, z czułością i całym swoim pięknem. Jakby natura powiedziała: „Korzystaj, bądź bez wstydu, za to z rozkoszą, ale pamiętaj, że ja byłam tu na długo przed tobą, a ty jesteś tu tylko na chwilę”.