fbpx

Alexandru Maftei: Taką mamy naturę

Rozmawiamy z Alexandru Maftei o jego najnowszym filmie „Hello! How are you?”, który od tygodnia gości w kinach w całej Polsce a dziś wchodzi do kin warszawskich.
Zapytam wprost: skąd pomysł na komedię romantyczną o ludziach w tzw. średnim wieku? Umówmy się, osoby w tym wieku raczej nie romansują, tylko kończą chować dorastające dzieci.

Zrobiłem film o ludziach w moim wieku. To jest wiek, który znam i o którym mogę opowiadać. Ale pomijając to, myślę, że to po prostu dużo bardziej dramatyczna historia od tych, które zdarzają nam się w latach młodzieńczych: tu dwoje ludzi po czterdziestce i ponad dwudziestu latach małżeństwa zakochuje się i oszukuje siebie nawzajem. Zawsze podobał mi się kontrast sytuacyjny, w jakim umieszczona jest taka historia, bo z jednej strony to jednak smutne, a z drugiej – przecież bardzo zabawne.

I to sprawia, że dla mnie ta komedia – nazwijmy ją romantyczną – jest właściwie anty-romantyczna. Co chciałeś pokazać poprzez tę historię?

Alissa Simon z magazynu „Variety”, napisała, że to jest taka słodko-gorzka komedia romantyczna i myślę, że to najlepszy opis tego filmu i bardzo mi bliski, bo sądzę, że życie właśnie takie jest: ma swoją i zabawną, i smutna stronę. I ten kontrast jest dla mnie inspirujący. A film, żeby wyglądał prawdziwie, musi zawierać w sobie obie te strony.

Główni bohaterowie zakochują się w sobie w wirtualnej rzeczywistości, ale w tej prawdziwej, codziennej, ich związek się rozpada. Łatwiej zacząć romans niż pracować nad pozornie nudnym związkiem?

Zawsze chcemy tego, czego nie mamy, a czasami nie doceniamy rzeczy, które mamy. Nie sądzę, że prawdziwa rzeczywistość, też ta w związku, jest nudna i rozczarowująca. Wręcz przeciwnie. Staram się moim obrazem powiedzieć, że nawet najbardziej namiętny związek wymaga nieustannej uwagi, jeśli trwa wiele lat. A kiedy namiętność wygasa, powinna stworzyć się nowa przestrzeń w związku, w której para będzie chciała ze sobą być.

W filmie dorośli zachowują się zupełnie niedojrzale, a ich syn na naszych oczach dojrzewa. Zwykle trzymamy się stereotypu: dorośli to ci odpowiedzialni, dzieciaki – na odwrót. A tutaj mamy zaprzeczenie tego standardu.

Bo czasami tak jest. Czasami dorośli głupieją, a dzieciaki szybko dorastają. Myślę, że dorośli tego potrzebują, nie mogą być wiecznie dojrzali i odpowiedzialni. Czasem utrata dojrzałości to po prostu pójście za zrywem serca, powrót do czasów młodzieńczej spontaniczności. Nie widzę w tym nic złego. A w sytuacji, jaką pokazuję w filmie, jest to zupełnie uzasadnione. Czasem warto spojrzeć wstecz, by przypomnieć sobie, kim byłem, zanim stałem się tym, czym jestem, bo to może zmienić tor naszego życia na lepsze.

Główni bohaterowie zakochują się w sobie ponownie w wirtualnej rzeczywistości, ale nie potrafią tego zrobić w prawdziwym życiu. Czy to sztuczna – wirtualna – rzeczywistość wyzwala w nas więcej, niż możemy sobie dać na co dzień?

Tu nawet nie chodzi o wirtualną rzeczywistość, to po prostu jedna z wybranych sytuacji. Zamiast rozmowy przez internet, to mógłby być bal maskowy albo randka w całkowitych ciemnościach. Tu chodzi o tajemnicę, jaką owiane jest to nieznane, które może sprawić, że porzucimy to co już mamy, a zapragniemy tego, czego nie mamy. Bo taka jest ludzka natura.

Film „Hello! How are you” wchodzi do warszawskich kin 9 marca. Tu przeczytasz recenzję filmu.