fbpx

Czasem słońce, częściej deszcz: „Cztery słońca”

Film "Cztery słońca"
mat. prasowe

Czeskie „Cztery słońca” są tragikomedią o kryzysie wartości i poszukiwaniu sensu życia.

Film "Cztery słońca"
mat. prasowe/więcej w galerii

Film Bohdana Slámy, twórcy „Mojego nauczyciela”, „Dzikich pszczół” i „Szczęścia” jest splotem połączonych ze sobą dziwnych sytuacji, z których każda ma swoje znaczenie. Czujemy, że zainicjowane motywy będą miały swój ciąg dalszy, raczej nie zakończony happy endem. Dla scenarzysty i reżysera ważne są symbole: słońce daje chwile radości, kamień ma przynosić energię, deszcz prawdę i oczyszczenie, jest i ogródek, który każdy uprawia po swojemu.

Poznajemy czeską rodzinę z problemami. Jára (Jaroslav Plesl) ma około czterdziestu lat, ale nie potrafi dorosnąć, wspólnie z Janą (Anna Geislerová) próbują wychować jego syna z poprzedniego związku Jerry’ego (Jiří Mádl ) i małą córeczkę. Młody mężczyzna szuka w swoim życiu głębszych wartości, chce być dobrym ojcem, ale wszystko się w nim i wokół niego rozłazi. Ostatnią deskę ratunku widzi w swoim przyjacielu Karelu (Karel Roden), który jest prowincjonalnym szamanem. Pragnie odnaleźć mistrza w świecie, z którego Bóg został już dawno wyrzucony. Wyrusza z mistykiem w drogę, z której wraca kompletnie spłukany.

– Najgorsze jest to, że moje dzieci są podobne do mojej żony – mówi mężczyzna do kochanki. – Jesteś kopią swojego ojca – słyszymy w innej scenie. Świat jest zepsuty, ponieważ dorośli przekazują swoim podopiecznym złe wzorce. Tak jak starsi nie szanują pracy, tak młodsi – szkoły. Brakuje autorytetów. Nie są nimi rodzice, nie jest nauczyciel, bo niby jak ma nim być, skoro chłopak nazywający go debilem ma stuprocentową rację.

Sláma docenia w swoich bohaterach chęć zmiany na lepsze. Jára wyrósł z jego doświadczeń. – Po tragiczniej śmierci mojego syna byłem przytłoczony obwinianiem siebie za wszystkie momenty, kiedy byłem złym ojcem, za wszystkie rzeczy, których dla niego nie zrobiłem, kiedy dorastał. W głowie powtarzałem sobie bez końca nasze rozmowy. I z tego właśnie narodził się bohater mojego filmu – Jára. Reprezentuje on wszystkie moje porażki, ludzkie upadki, ale także moją ojcowską miłość, moją miłość do rodziny, która jest podstawą mojej egzystencji – opowiada reżyser.

Może dlatego jego film, choć w wielu momentach absurdalny, wydaje się taki prawdziwy. Oglądając go zadajemy sobie liczne pytania. Czym jest szczęście, czy w ogóle istnieje? Może jest tylko kłamstwem i ułudą, a może czeka na nas dopiero po śmierci? Czy życie daje nam szansę na prawdziwą radość? Może istnieje ona tylko w stanach tymczasowych, gdy palimy trawkę, pijemy alkohol, zdradzamy? Czy na koniec zostaje nam tylko brudna bielizna, zepsuta pralka i nieudany małżeński seks?

Nie tylko. Jest jeszcze nadzieja, że otworzymy oczy i się podniesiemy.

[iframe src=”http://www.youtube.com/embed/W-tGYKtWHto” frameborder=”0″ allowfullscreen” width=”100%”
height=”315″]