Premiery filmowe: „Śnieżka”

sniezka_pablo_berger_kino_swiat
mat.pras. Kino Świat

Hiszpański reżyser, Pablo Berger dorzuca swoje trzy grosze do współczesnych interpretacji bajki o Królewnie Śnieżce. I trzeba przyznać, robi to spektakularnie.

Gdy 8 lat temu hiszpański reżyser Pablo Berger opowiedział o swojej koncepcji filmu poświęconego bajce Braci Grimm, zarówno krytycy, jak i potencjalni sponsorzy i producenci zaczęli kręcić nosami. Pewnie dlatego tyle czasu zajęło mu ukończenie obrazu, który został w 2012 roku okrzyknięty filmem roku w Hiszpanii i zdobył 10 statuetek Goyi, czyli najważniejszych krajowych nagród filmowych.

Cóż takiego zniechęciło na początku do filmu Bergera? Otóż to samo, co zachwyciło dwa lata temu w „Artyście” Michela Hazanaviciusa. Berger postanowił nakręcić „Śnieżkę” w czerni i bieli, w dodatku bez dźwięku, składając hołd przedwojennej kinematografii. Te środki techniczne były o tyle uzasadnione, że akcję bajki umieszczono w Hiszpanii w 1910 i 1929 roku, czyli w czasach kina bez dźwięku i koloru. W dodatku z pierwotnej wersji bajki Braci Grimm reżyser wziął jedynie główne wątki i dostosował je do ówczesnej rzeczywistości. Dlatego zamiast średniowiecznego króla – mamy króla torreadorów, rządzącego w mieście Sewilla, mekce walk z bykami. Gdy zostaje silnie poturbowany, trafia pod opiekę nadgorliwej pielęgniarki, której zależy bardziej na fortunie pacjenta niż na jego zdrowiu. Cel staje się tym bardziej osiągalny, że w tym samym czasie, podczas porodu, umiera piękna żona torreadora. Wydaną na świat Carmencitą opiekuje się babcia, mistrzyni flamenco, gdyż zdjęty bólem i żałobą mężczyzna nie chce oglądać córki. Po kilka latach dziewczynka będzie jednak musiała zamieszkać z ojcem i macochą.

Berger cały czas prowadzi swoją opowieść, by widz wierzył, że ma przed sobą trochę bardziej uwspółcześnioną, ale jednak wersję znanej bajki. Z lubością rozpoznaje podrzucone przez reżysera znane motywy i tropy, jak trupa artystyczna sześciu karłów, którzy przygarniają Carmencitę i nadają jej imię Śnieżki. A skoro Śnieżka nie może być prawdziwą królewną, to zostaje królewną-torreadorem, podążając śladami słynnego ojca. On sam jest już bezwolny i bierny, bo sparaliżowany na wózku jest zależny od swojej nowej żony-pielęgniarki. Ta zaś – zakochana w luksusie i sławie – popołudnia spędza na perwersyjnych zabawach. W tej roli Maribel Verdu, która przyciąga magnetyzmem femme fatale. Macarena Garcia jako tytułowa bohaterka zachwyca świeżością i nieokrzesaniem dziecka wychowanego na analfabetę.

Przygody Śnieżki rozwijają się bajecznie, gdy chroni jej sześciu krasnoludków. Ale gdy już myślimy, że bajka zakończy się w znany sposób, wkracza reżyser – w końcu nie żyjemy w bajce, tylko przedwojennej Hiszpanii.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze