1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Filmy
  4. >
  5. Michał Sikorski z „1670” zagrał tu rolę życia. To prawdziwa historia genialnego chłopca z niedosłuchem, która wyciska łzy już od pierwszych minut

Michał Sikorski z „1670” zagrał tu rolę życia. To prawdziwa historia genialnego chłopca z niedosłuchem, która wyciska łzy już od pierwszych minut

(Fot. materiały prasowe)
(Fot. materiały prasowe)

Odsłuchaj artykuł

Marta Waszkiewicz - Michał Sikorski z „1670” zagrał tu rolę życia. To prawdziwa historia genialnego chłopca z niedosłuchem, która wyciska łzy już od pierwszych minut

00:00 08:03
15s
0,5 x
15s
Gdy w 2021 roku film Bartosza Blaschke zaprezentowano na gdyńskim festiwalu, oklaski po seansie okazały się dłuższe od napisów końcowych. Ten poruszający dramat ze zdumiewającą kreacją Michała Sikorskiego to bowiem oparta na faktach historia Grzegorza Płonki, u którego w wieku 14 lat stwierdzono niedosłuch, a nie jak wcześniej zakładano – autyzm. Diagnoza, choć późna, pozwoliła jednak odkryć talent muzyczny chłopca. Sam film pokazuje natomiast niesamowitą, okupioną ogromnym wysiłkiem i walką drogę do osiągnięcia niemożliwego, która jest w stanie wzruszyć nawet najbardziej wymagającego widza. Nic dziwnego, że Sikorski odebrał za ten tour de force nagrodę za najlepszy debiut aktorski.

Dziś znany jest przede wszystkim jako ksiądz Jakub z serialu „1670”. Zanim jednak Michał Sikorski wcielił się w tę postać, dał się poznać jako niezwykle utalentowany aktor w filmie „Sonata” w reżyserii Bartosza Blaschke (za rolę w tym poruszającym obrazie otrzymał nawet nagrodę za najlepszy debiut aktorski na Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni, a jego niewątpliwie wybitna kreacja spotkała się z uznaniem zarówno krytyków, jak i widzów). Jeśli więc znacie Sikorskiego przede wszystkim z netflixowego przeboju, zdecydowanie warto zobaczyć ten przejmujący dramat z 2021 roku i przekonać się, jak wiele aktorskich możliwości kryje się za jego najbardziej rozpoznawalną dziś rolą.

Podejrzewali u niego autyzm, okazało się, że nie słyszy. Ta historia wydarzyła się naprawdę

„Sonata” opowiada prawdziwą historię Grzegorza Płonki (Michał Sikorski), który od dziecka żyje w swoim hermetycznym świecie, nie potrafiąc nawiązać kontaktu z innymi ludźmi. Diagnoza lekarska wskazuje na autyzm, ale okazuje się błędna. Gdy chłopiec ma 14 lat, wychodzi bowiem na jaw, że faktyczną przyczyną jego izolacji i problemów w komunikowaniu się z otoczeniem jest... niedosłuch.

Dzięki uporowi rodziców (Małgorzata Foremniak, Łukasz Simlat), wsparciu dobrych ludzi i zabiegowi wszczepienia implantu słuchowego w Instytucie prof. Henryka Skarżyńskiego (Jerzy Stuhr) Grzegorz po latach życia w kompletnej ciszy odzyskuje jednak słuch, a wraz z nim dostęp do świata dźwięków. Jednocześnie błyskawicznie zakochuje się w muzyce, zwłaszcza w twórczości innego głuchego geniusza – Ludwiga van Beethovena, a szczególnym upodobaniem obdarza „Sonatę Księżycową”, jedną z najsłynniejszych sonat w historii.

Wtedy rodzi się w nim marzenie, aby zostać pianistą i zagrać koncert w filharmonii. Nikt jednak nie wierzy, że największe pragnienie niedosłyszącego chłopaka, nawet przy zastosowaniu opartej na nowoczesnej technologii aparatury wspomagającej narząd słuchu, może się spełnić. Nikt… poza samym Grzegorzem i jego najbliższymi.

Czytaj także: Tu nie ma happy endu. Prawdziwa historia bohatera filmu „Sonata”

Kiedy otaczają cię dobrzy ludzie, nie ma rzeczy niemożliwych. „Sonata” z Michałem Sikorskim pokazuje to najlepiej

„Sonata” to w gruncie rzeczy prosta, ale głęboko poruszająca opowieść o walce z wykluczeniem, ograniczeniami i systemem, ale przede wszystkim o trudnej relacji zniewolonego ciała z pragnącym wolności umysłem, dobrych ludziach i ogromnej determinacji w dążeniu do celu. Blaschke opowiada jednak tę historię bez zbędnego patosu i nadmiernej ckliwości. Przełamuje przy tym szkodliwe stereotypy i konsekwentnie nie unika trudnych, a często też niewygodnych tematów: niesprawiedliwości, uprzedzeń i bezradności wobec instytucji. Doskonale oddaje również zmagania całej filmowej rodziny z codziennością i wszechogarniający brak zrozumienia ze strony otoczenia.

To po prostu wartościowe kino społeczne zrealizowane z ogromną czułością i wielkim sercem, które sprytnie unika banałów i łatwych rozwiązań fabularnych, które mogłyby tę opowieść boleśnie spłaszczyć. Mocno oddziałuje na emocje odbiorcy i porządnie wyciska łzy, ale jednocześnie nie szantażuje widza tanim wzruszeniem i nie próbuje wymusić na nim określonych reakcji. Zamiast tego pozwala skupić się na tym, co naprawdę istotne – potrzebie zrozumienia drugiego człowieka i dostrzeżenia jego możliwości.

Opowieść ta nie jest jednak pozbawiona lekkości i zaskakująco często potrafi rozładować napięcie humorem. Najważniejsze jest jednak to, że po skończonym seansie pozostawia po sobie coś więcej niż tylko wzruszenie. Podnosi na duchu, daje nadzieję i subtelnie przypomina, że nikogo nie powinno się przekreślać. Pokazuje też, że bariery może nie tyle, co nie istnieją, ale na pewno nie zawsze są tam, gdzie je widzimy, a prawdziwy talent potrafi przebić się nawet przez najbardziej ograniczające schematy.

Czytaj także: Małgorzata Foremniak: „Najważniejsze jest życie w zgodzie ze sobą, nie pod czyjeś dyktando”

Sikorski, Simlat i Foremniak to aktorskie trio, które trzeba zobaczyć. Wzruszenia gwarantowane

„Sonata” stoi jednak przede wszystkim wybitnymi kreacjami aktorskimi, w szczególności Łukasza Simlata i Małgorzaty Foremniak. Trzeba jednak przyznać, że ich aktorski blask momentalnie blednie, gdy w kadrze pojawia się zjawiskowy Michał Sikorski, aktor o dużej wrażliwości i ekranowej charyzmie, który fenomenalnie oddał prawdziwe zmagania i trudności swojego bohatera, nie idealizując go, a czyniąc ludzkim. To naprawdę rewelacyjna rola, w której nie widać aktora, a niepełnosprawnego chłopaka, co zresztą zauważyli i docenili również widzowie, pisząc w sieci całą serię pochlebnych komentarzy:

„Totalne wzruszenie. To, co wykonał tu Michał Sikorski, to mistrzostwo świata”; „Sikorski jest najwybitniejszym polskim aktorem”; „Objawienie aktorskie dekady w tym kraju”.

Innymi słowy: Sikorski nie tylko przeszedł tu samego siebie, ale też udowodnił jak wielkim jest aktorem, a wszystko to w swoim ekranowym debiucie.

Czytaj także: Ten serial z Michałem Sikorskim przeszedł bez echa, a to prawdziwa perełka. Ma tylko 6 odcinków i jest na Netflixie

„Sonata” to film, który porusza najczulsze struny, inspiruje i przywraca wiarę w ludzi. Takiego kina nam potrzeba

Głosów zachwytu nie brakuje jednak również w odniesieniu do całego filmu i jego emocjonalnego charakteru. „Oglądałam w napięciu”; „Dawno nie uroniłem łzy już po pierwszych pięciu minutach filmu”; „Dotknął moich najczulszych punktów” – dodają inni poruszeni widzowie, i naprawdę trudno się z nimi nie zgodzić. W wielu aspektach „Sonata” to bowiem bardzo życiowe, szczere i niewygładzone kino. Takie, które pozwala wczuć się w trudności bohaterów i z którym każdy, bez względu na swoją sytuację, może się w jakiś sposób utożsamić – a to chyba najlepsze, co można powiedzieć o filmie po skończonym seansie. Jeśli jeszcze nie widzieliście zatem tej perełki polskiego kina, zachęcamy do nadrobienia zaległości, koniecznie z paczką chusteczek pod ręką.

„Sonatę” obejrzeć można na platformach TVP VOD i Prime Video.

Proszę akceptuj pliki cookie marketingowe, aby wyświetlić tę zawartość YouTube.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE