Najlepsze książki na wiosnę – biografie

Prywatność sławnych ludzi fascynuje czytelników. Przyznaję, że ja także chętnie czytam biografie, choć może jest w tym coś z podglądactwa. Poniżej kilka nowości wydawniczych. Dlaczego akurat te? Ponieważ bohaterowie są nietuzinkowi, a autorom udało się tę ich nietuzinkowość ocalić. To już coś, nawet jeśli nie są to najlepsze książki o tych ludziach, które można by napisać .
Ważnym wydarzeniem literackim tego roku był „Tajny Dziennik” Mirona Białoszewskiego ( o książce czytaj tu). Równolegle z dziennikiem na rynku ukazał się „Człowiek Miron” Tadeusza Sobolewskiego (Wydawnictwo Znak, 2012 ). Sobolewski przyjaźnił się z poetą od początku lat 70., ale biografia obejmuje także wcześniejsze wydarzenia, m.in. okres wojny, Teatr na Tarczyńskiej, beskidzkie wędrówki z Le. Choć nie brak oczywiście wspomnień autora i komentarzy ex post. W ten sposób powstała piękna prywatna opowieść o poecie osobnym. Mnie osobiście „Człowiek Miron” bardzo pomógł w odbiorze „Tajnego Dziennika”. Nie tylko umożliwił odczytanie odwołań, z którymi sama bym sobie nie poradziła, ale ułatwił zaakceptowanie treści, która budziła początkowo moją czysto estetyczną niechęć.

W zupełnie inny sposób zbudowany jest tom poświęcony Tyrmandowi. „Zły Tyrmand” Mariusza Urbanka (Wydawnictwo Iskry, 2012) to zbiór indywidualnych relacji. O pisarzu opowiada kilkanaście osób, które znały go w dzieciństwie, w czasie okupacji i przez dwadzieścia powojennych lat w Polsce. Znamienne, że nadal pokutuje obraz Tyrmanda jako naczelnego bikiniarza peerelu. Większość rozmówców koncentruje się na jego wyglądzie – nieatrakcyjnym, romansach – fikcyjnych, antykomunizmie – obsesyjnym i znajomości jazzu – na pokaz. Z szeregu wyłamuje się projektantka Barbara Hoff, która boleje nad tym powierzchownym wizerunkiem. A akurat ona miała okazję dobrze poznać autora „Złego”. Przez kilka lat byli małżeństwem.

Bieżące wydanie jest reedycją książki z 1992 r., uzupełnionej w 2007 r. Warto pamiętać, że wypowiada się w niej wiele osób niepochlebnie opisanych przez Tyrmanda w „Dzienniku 1954”. Przez ostatnie dekady zainteresowanie pisarzem wzrosło, ponownie ukazały się jego najlepsze książki. Z biografii napisanej dziś mógłby się wyłonić zgoła inny obraz.

Premierą wydawniczą jest natomiast „Serge Gainsbourg” Sylvie Simmnons (Wydawnictwo Marginesy, 2012). Książka reklamowana jak <pierwsza w Polsce biografia genialnego i kontrowersyjnego autora piosenek i skandali> szczęśliwie nie skupia się na tym ostatnim. Ale też biografka nie robi z artysty grzecznego chłopca, bo przecież to on jest twórcą legendarnej piosenki „Je t’aime… moi non plus”, rozsławionej przez Jane Birkin, ale napisanej dla Brigitte Bardot. Właśnie BB była partnerką Serge’a w pierwszej wersji singla, o której „France-Dimanche” napisała, że sprawia <wrażenie, że słuchasz dwojga ludzi uprawiających seks>. Jednym ze słuchaczy miał być niezorientowany w sytuacji mąż aktorki, niemiecki przemysłowiec Gunther Sachs. Ostatecznie płyta nie ukazała się, a nagranie ujrzało światło dzienne dopiero dwadzieścia lat później.

Podobnych informacji w książce jest więcej, ale autorka jest dziennikarką muzyczna, więc Gainsbourga ocenia profesjonalnie i poświęca wiele uwagi jego twórczości. Wszystkie proporcje zachowane!

I w końcu „Rodzinę mniej znaną pożyczę na chwilę…” (Wydawnictwo Naukowe PWN, 2012). To nie jest klasyczna biografia, a zbiór rozmów z dziećmi sławnych rodziców przeprowadzonych przez jedną z nich – Agnieszkę Gołas-Ners. Uczciwie jest doprecyzować, że rozmowy dotyczą głównie ojców – o sławnej matce mówi jedynie Michał Zabłocki, syn Aliny Janowskiej. Ile ludzi, tyle losów, więc nie będę na siłę doszukiwać się podobieństw między poszczególnymi historiami. Pewne skojarzenia nasuwają się jednak automatycznie. <Zycie w cieniu sławnego rodzica nie jest banałem ani jedynie opinią mas, czytających kolorowe pisemka. To bolesny fakt dotyczący wielu rodzi > pisze autorka we wstępie. Słynne nazwisko to i dar, i ciężar. Czasem bardziej dar, a czasem bardziej ciężar, a czasem dopiero po latach można ocenić, co to było.