1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Książki
  4. >
  5. Daria Strączyńska o literaturze, która przywraca głos ziemi

Daria Strączyńska o literaturze, która przywraca głos ziemi

Daria Strączyńska
Daria Strączyńska
ludziom potrzebna jest zmiana perspektywy. Patrzymy na świat przez pryzmat własnych przeżyć, zapominając, że tylko współdzielimy go z roślinami, zwierzętami, przyrodą nieożywioną - rozmowa z Darią Strączyńską, autorką książki „Siewczyni pszczół”

- Skąd wziął się pomysł na oryginalną powieść „Siewczynię pszczół”

Powieść rodziła się przez wiele lat. Pierwszy niekonkretny jeszcze pomysł pojawił się już podczas pisania pracy magisterskiej, czyli kilkanaście lat temu, gdy zagłębiałam się w dokumentację procesów o czary i zastanawiałam się, kim były oskarżone kobiety, co czuły, jak postrzegały świat, w czym leżała ich wina. „Siewczyni pszczół” to także rodzinna mitologia, którą od dzieciństwa karmiła się moja wyobraźnia, aż wreszcie fascynacja zielarstwem, botaniką, naturą w dorosłym życiu. Z tej mieszaniny zrodziła się opowieść.

- W pani książce historię opowiadają m.in. kruk, łąka czy ziemia. Dlaczego oddaje pani głos naturze i zwierzętom? Skąd pomysł na taki zabieg?

Wydaje mi się, że ludziom potrzebna jest zmiana perspektywy. Patrzymy na świat przez pryzmat własnych przeżyć, zapominając, że tylko współdzielimy go z roślinami, zwierzętami, przyrodą nieożywioną. Nie wiem, czy kiedykolwiek dowiemy się w jaki sposób postrzega rzeczywistość zioło czy ptak, ale powinniśmy się nad tym pochylać, zastanawiać i oddać naszym współbraciom ich podmiotowość. Ponadto taka perspektywa wydaje się powrotem do tego, co leży u samych korzeni cywilizacji, kultury, czy religii. Kiedyś wszystko, co nas otaczało miało duszę - każde drzewo, kamień i rzeka. W pierwotnym rozumieniu, one nie były bogami, były po prostu istotami świadomymi, stąd należał im się szacunek.

Fot. Materiały partnera Fot. Materiały partnera

- W powieści czarownice są jednocześnie bliskie naturze i wykluczone przez społeczność. Kim są dla Pani - symbolem wolności, inności, wiedzy?

Nie jestem pewna, czy kobiety występujące w powieści w rzeczywistości były czarownicami. Myślę, że były zdumione oskarżeniem, bo tak samo jak pozostali mieszkańcy wsi bały się złego oka, uroku, diabła. By się przed nim ustrzec robiły to, co potrafiły - próbowały ochronić swoje zasoby, bliskich, życie - czasem przy użyciu zabiegów, które dziś uważamy za magiczne. Nie chciałabym odbierać moim bohaterkom zwyczajności i pospolitości. Przede wszystkim były kobietami, z ich codziennym bagażem problemów i doświadczeń. W kostiumy czarownic ubrało je otoczenie.

- Książka opowiada o trzech pokoleniach kobiet. Jak zmienia się rozumienie wolności w każdej z tych historii?

Każda z bohaterek mierzy się z własnymi problemami i szuka swojej niszy w niebezpiecznym świecie. Dla każdej wolność oznacza coś innego. Dla Gabonoski, najstarszej z nich jest to pełny brzuch, ciepły piec i bezpieczeństwo, dla jej córki próby urwania z trudnego życia choć skrawka przyjemności. Natomiast najmłodsza, Boda marzy o butach, które stają się symbolem swobody i możliwości pójścia własną drogą, bez względu na okoliczności.

- Pszczoły w kulturze mają bogatą symbolikę. Czym są w „Siewczyni pszczół” - wspólnotą, siłą kobiecą, pamięcią?

Nic nie jest mądrzejsze niż rój, mówi jedna z bohaterek książki. Pszczoły są uosobieniem wspólnoty i wzajemnego wsparcia. Ich zadaniem jest współpracować, a gdy trzeba solidarnie walczyć w obronie gniazda. Nawet za cenę życia, bo pszczoła umiera, gdy kogoś użądli. Czy tak się stało w Siewczyni?

Dla mnie pszczoła to przede wszystkim symbol nieśmiertelności i wytrwałości. To bardzo dzielne, mądre owady. Koszyk z pszczołami w rękach dziewczynki można rozumieć jako jej dziedzictwo, przekazaną jej przez starsze kobiety mądrość, która miała ją ochronić.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email