Xawery Żuławski: Superman jest nudny

Xawery Żuławski: Superman jest nudny
FOT. MICHAL WARDA/FOTORZEPA Forum

O swoich ulubionych bohaterach z komiksów, o poszukiwaniu wewnętrznego dziecka i adaptacji filmowej „Złego” Leopolda Tyrmanda opowiada Xawery Żuławski.
Kto jest Twoim ulubionym superbohaterem?

Różnie z tym bywało. Dziś nie mam faworyta. Ostatnimi czasy podobał mi się Batman w adaptacji Nolana w „Mrocznym Rycerzu”. Kiedyś przepadałem za „Kapitanem Ameryka”. Nie chodzi mi o tę postać z ostatniej ekranizacji, tylko komiksowy pierwowzór. Stąd w ogóle wzięły się moje fascynacje frisbee. Podobał mi się również Spiderman, bo przeżywał rozterki egzystencjalne, co było całkiem fajne.

Jedyny spośród całej plejady który był zwykłym śmiertelnikiem. Młodym chłopakiem do tego.

Dokładnie. Mieszkał w Nowym Jorku, kochał się w jakiejś dziewczynie. Wszystko to dodatkowo go urealniało. Jednak jego przygody były schizoidalne, dlatego zbyt długie obcowanie z tym bohaterem nie było dobre. Czy superbohaterem można nazwać Tin Tina albo Lucky Lucka?

Dla mnie byli super. Luck był szybszy niż swój cień.

Z racji tego, że wiele lat spędziłem we Francji, gdzie silnie rozwinięta jest kultura komiksu, byłem raczej na bieżąco ze wszystkim, co się ukazywało. Nie byli to tylko superbohaterowie, dlatego ekspertem w tej kwestii nie będę. Mimo to doceniam wielu z nich.

Bardziej za postawy czy za całą mitologię?

Zdecydowanie mitologię. Te historie miały drugie dno, bohaterowie nieśli za sobą niezwykłe historie. Tym ciekawsze im bardziej skomplikowane. Za to najgorszym bohaterem jest Superman

Zaskoczyłeś mnie.

To facet zero jedynkowy. Wszystko może, jest niezniszczalny. Nuda.

Myślisz, że ci bohaterowie musieli się pojawić, popkultura i tak by się o nich upomniała?

Myślę że jest to związane z wewnętrznym dzieckiem, które wszyscy gdzieś w środku mamy. Ameryka jako kraj wolności, pozwala od dawna na warunki w których można mieć najlepszy kontakt ze swoim wewnętrznym dzieckiem. Uruchamiają ten głos, zaczynając się bawić rzeczywistością, modelując ją i zmieniając według własnych potrzeb. Do Ameryki wiele osób jechało, goniąc za swoim snem. Skoro tyle ludzi łączy się w podobnym celu, to zróbmy sobie to życie takim, jakim byśmy chcieli, czyli mamy więcej miejsca na szaleństwo. Wystarczy spojrzeć, jak wyglądały samochody z lat 50. Rzeczywistością można się bawić, kreować ją, dogadzać nią sobie.Stąd się wzięła cudowna historia gadżetów Apple. To rzeczy niby technologicznie niesamowicie zaawansowane, a dzieci rozumieją i załapują sposób działania w mig. Jest to stworzone ewidentnie przez kogoś, kto miał wspaniały kontakt ze swoim wewnętrznym dzieckiem. Każdy z chłopców postrzega siebie jako takiego superbohatera, wierząc, że może zrobić czyn niewiarygodny. Dziewczynki noszą w sobie księżniczki, a my tych niezwykłych rycerzy. Najlepiej widać to po fascynacjach sztukami walki, Brucem Lee i właśnie superbohaterami. Jest to część ludzkiej wyobraźni, która nikogo nie oburza jak u nas. Ameryka jako pierwsza musiała wypluć te postacie. Nie zastanawiam się nad kontekstem historycznym, bardziej interesuje mnie kontekst psychologiczny, bowiem właśnie jestem w trakcie pracy nad scenariuszem do „Złego”. Tyrmand ewidentnie stworzył go, fascynując się jazzem i amerykańską kulturą.

Czy komiksem również?

Tyrmand stworzył amerykańską historię, będąc zafascynowanym komiksem. Miał nawet plany, żeby wydać „Złego” jako komiks, ale bodaj Herbert namówił go, żeby napisał książkę. Moim zdaniem temu właśnie służy komiks, zupełnie tak jak film. To odjazd w sferę własnej wyobraźni, gdzie wszystko jest dopuszczalne. Rzeczywistość może być trudna, niesympatyczna ale wówczas korzystając z odskoczni jaką daje wyobraźnia, można stworzyć bohatera, który ma np. większe, inne ciekawsze problemy niż my.

W Polsce długo się to nie udawało.

My jako naród mamy poważne kłopoty w kontakcie z naszym wewnętrznym dzieckiem. Jesteśmy niesłychanie poważni, zniszczeni, upokorzeni. Jako naród musimy niczym feniks odradzać się z popiołów. Negujemy Polskę jako miejsce możliwe dla rozwoju naszej bogatej, wewnętrznej, dziecięcej radości i wyobraźni. Pokaż mi polskich dorosłych, którzy czytają komiksy.

To raczej nikomu nie potrzebne.

Nie mamy tej kultury w Polsce w ogóle! A ja mam wrażenie, że jeśli ktoś chce robić filmy, bez komiksu daleko nie zajedzie. Uważam, że z komiksów można się bardzo dużo nauczyć, jeśli chodzi o narrację, tempo opowieści. Tylko z pozoru może się to wydawać jakimiś nieruchomymi obrazkami. Każdy z autorów ma swój styl, rytm i rodzaj opowiadania, zupełnie jak w filmie. Niestety komiks jest u nas w zaniku albo uważa się go za coś marginalnego. Społeczeństwo polskie zanegowało komiks, starsza generacja go nie chciała. My sami się kastrujemy, bo nie wypada. Polak nie może się wygłupiać. Teraz widać ludzi chodzących z flagami i nawołujących do walki. Nie wiem, o co chodzi.

Przydałby się teraz superbohater mknący po niebie.

Ale cały w kwiatach, najlepiej gej, który – przelatując nad Warszawą – rozdawać będzie uśmiechy. Chodzi przecież nie o walkę, tylko złożenie broni i uspokojenie emocji. Chcąc stworzyć świat dla naszych dzieci, może warto zwrócić się ku mitom, superbohaterom, rycerzom i księżniczkom, które są o wiele ciekawsze.

„Zły” będzie bardziej dzisiejszy czy raczej tamtejszy?

Zdecydowanie dzisiejszy, ale właśnie tamtejszy. Nie chcę za dużo zdradzać, mam nadzieję, że będzie to pozytywny szok dla wielu ludzi. Chciałbym traktować go z taką wolnością umysłu, z jaką chciał go traktować sam Tyrmand. Nie mogę jednak robić tego tak jak musiał autor. Nie żyję w 1954 roku, nie funkcjonuję w tamtejszej rzeczywistości.

Czyli wrażliwość z epoki ale problemy będzie mieć współczesne.

Staramy się dotrzeć do epoki „Złego”. Tyle że nad nami nikt i nic nie stoi, tak jak nad Tyrmandem wielkie brzemię komunizmu. Możemy nieść świadectwo. Chcę, by dzieciaki, które pójdą na ten film, nie miały skrzywionego i spaczonego obrazu świata w 1954 roku. Po przeczytaniu książki bez odpowiedniej wiedzy, takie mylne wrażenie można byłoby odnieść. Tego pragnę uniknąć. Dlatego tak ważny jest dramat ludzki, sensacja, superbohaterskość, niesamowitość tego czasu, malarskość, którą Tyrmand zauważył w magii zrujnowanego miasta.

To będzie film zabawny, czy bardziej z gatunku tych opatrzonych symbolem jednego Falka – absolutnie nie śmiesznych?

(śmiech). Wydaje mi się, że jestem dowcipnym człowiekiem. Nawet gdy chcę coś zrobić na poważnie, to zawsze wychodzi mi jakaś scena dowcipna. Staramy się robić to serio. Nazywamy to filmem noir. Bez komedii się jednak nie obędzie. W tym ciężarze nie ma opcji, by obyło się bez scen zabawnych, rozrywkowych.

Dlaczego naszym twórcom wychodzą tylko czerstwe moralitety?

Nie byłbym taki surowy, moralitety owszem to gatunek historii, po który najczęściej sięgamy. Chyba właśnie trochę o to chodzi, o czym mówiliśmy wcześniej : Polska jako miejsce zdarzeń ważnych , historii poważnych. Ja myślę, że świat zbawia się innymi drogami niż filmy. Wydaje mi się, że my filmowcy robimy przede wszystkim w rozrywce. Jeżeli ktoś z nas sprawi, że widz się spłacze albo zaśmieje, to jest to wielki sukces. My do kina nie idziemy po nic innego, niż po to, by zostać poruszonym. Potem wychodzimy i wracamy do swojego życia.

Jacy są Twoi bohaterowie?

Myślę, że kiedy kieruje się na kogoś kamerę, musi to być osoba niezwykła. Po prostu niezwyczajna. Trudno mi powiedzieć, czy oni stają się superbohaterami. Ale fakt, lubię, kiedy robię film, gdy przed moimi oczami dzieje się coś niezwykłego.

Co jest niezwykłego w serii „Krew z Krwi”?

Spodobało mi się to, że choć jest to film kryminalny, to głównym bohaterem jest zwyczajna żona, matka trójki dzieci. Żyła sobie wiele lat z paserem, przemytnikiem, udając, że ten problem nie istnieje. W pewnym momencie mąż ginie i to ona musi podjąć decyzję, czy wchodzi w buty gangstera, czy raczej zeznaje na policji. Oto potraktowanie tematu inaczej.

Też trochę dzięki najlepszej obecnie polskiej aktorce.

Zgadzam się. Agata Kulesza jest teraz w znakomitym czasie swojej kariery. Dostała świetne propozycje, zagrała bardzo dobrze, bo jest wrażliwą, inteligentną osobą. Analizuje postać i głęboko w nią wnika, dlatego jest bardzo wiarygodna i doskonale gra. Choć w jej przypadku ciężko to nazwać grą. Ona staje się postacią. Nie ma w tym filmie strzałów i pościgów. Wszystko skupia się na psychologii.

Telewizja publiczna nie puściłaby tego wcześniej niż 23:45.

Niestety. Choć „Pitbull” i „Glina” miały dobry czas antenowy. To nie jest tak, że my zaczęliśmy robić wczoraj ten gatunek. Są różne rodzaje produkcji. Telewizja publiczna prowadzi autocenzurę, żyje bowiem odpowiedzialnością zbiorową. Telewizje prywatne żyją odpowiedzialnością indywidualną. Jeśli ktoś coś spierniczy, żegnamy się z tym kimś i mamy jasne, kto zawinił. W telewizji publicznej nie ma odpowiedzialnych, w związku z tym mamy mydło i powidło. Nie wiadomo, w którą stronę mamy iść, bo nie ma ośrodków decyzyjnych, potrafiących podejmować radykalne decyzje. Telewizja prywatna podejmuje większe ryzyko. Pal sześć większość, może uda się nam z mniejszości zrobić większość. Dlatego produkcja tego serialu było możliwa w Canal +, bo tam nie ma tych ograniczeń. Dobry serial to większy wysiłek od etapu analizy scenariusza, po próby aktorskie do realizacji scen, których nie realizuje się w sposób serialowy tylko fabularny. Ten wysiłek widać później na ekranie. Producenci krajowi w większości jeszcze tego nie rozumieją. A przy produkcji amerykańskich seriali na każdym etapie mamy pełną koncentrację, pieniądze i odpowiednich ludzi. Według mnie nie mamy również ciągle dobrych scenarzystów. Mówię to z pełną odpowiedzialnością, na przykład nie spotkałem się jeszcze z tym, mimo że zrealizowałem cztery seriale, żeby scenarzysta przyjechał na plan.

Nie interesuje go ?

Tak. A tu chodzi o jego pracę. Powinien zobaczyć, z czym my się borykamy, żeby usłyszeć ode mnie krytyczne uwagi co do zapisu scen. Zapis bardzo ułatwia albo utrudnia pracę. Muszę na przykład w scenariuszu wszystko odwrócić przed zdjęciami, by miało ręce i nogi. Nie iść w to na ślepo, chociaż wolałbym mieć zaufanie do scenarzysty i iść na planie na ślepo za tekstem.

Kiedy premiera „Złego”?

Za rok na jesieni. Szybciej się nie wydarzy. Zdjęcia zimą .

Puścisz farbę, kto zagra?

(śmiech) Jak znajdę gwiazdę. Na etapie pisania scenariusza w ogóle się nie zastanawiam, kto ma to grać. Kiedy zacznie się dofinansowanie i film pójdzie do produkcji, zaczniemy castingi.

To będzie film zrozumiany na świecie?

Well, I hope so.

Rozmowa odbyła się 23 kwietnia w Warszawie.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze