Po kilku latach przerwy jeden z najgłośniejszych seriali ostatniej dekady znów jest na ekranach - choć trudno tu mówić o triumfalnym comebacku. Trzeci sezon „Euforii” od HBO nie wywołuje już tej samej ekscytacji, która towarzyszyła emisji pierwszych odcinków w 2019 roku. Zmiany w estetyce, problemy produkcyjne oraz cień kontrowersji wokół twórców sprawiają, że powrót serialu bardziej przypomina próbę odbudowy niż kontynuację pasma sukcesów.
Jeszcze kilka lat temu „Euforia” była zjawiskiem totalnym. Dominowała w mediach społecznościowych, generowała trendy i wyznaczała język wizualny całej generacji. Tym razem jej powrót odbywa się niemal bezszelestnie.
Brak wyraźnej kampanii promocyjnej zaskakuje - szczególnie jak na produkcję tej skali. Nie widać intensywnej obecności aktorów w mediach, brakuje spektakularnych zapowiedzi, wywiadów czy kampanii, które budowałyby napięcie przed premierą. W efekcie zamiast narastającego hype’u pojawia się wrażenie dystansu - jakby twórcy serialu nie byli już pewnni jego pozycji.
Kadr z serialu "Euforia" (Fot. materiały prasowe)
Kiedy „Euforia” debiutowała w 2019 roku, natychmiast stała się jednym z najważniejszych seriali swojego czasu. Historia młodych ludzi zmagających się z uzależnieniami, problemami z tożsamością i presją społeczną trafiła w czuły punkt współczesnej młodzieży. Dużą zasługę miała w tym obsada serialu, na czele z Zendayą, która dzięki roli Rue umocniła swoją pozycję w Hollywood i zdobyła uznanie krytyków. Obok niej wyrosły kolejne gwiazdy: Sydney Sweeney i Jacob Elordi, dla których serial stał się odskocznią do międzynarodowych karier. Paradoksalnie to właśnie ten sukces dziś komplikuje jego kontynuację.
Znaczącą rolę w serialu odgrywała warstwa wizualna. Nasycone kolory, charakterystyczne makijaże i teledyskowa narracja stały się znakiem rozpoznawczym produkcji. „Euforia” nie tylko opowiadała o młodych ludziach. Ona definiowała ich styl i sposób ekspresji.
Kadr z serialu "Euforia" (Fot. materiały prasowe)
Droga do trzeciego sezonu okazała się wyjątkowo wyboista. Jednym z powodów opóźnień emisji były strajki w branży filmowej w 2023 roku, organizowane m.in. przez Gildię Scenarzystów Amerykańskich (Writers Guild of America, związki zawodowe reprezentujące pisarzy filmowych, telewizyjnych, radiowych i internetowych - przyp. red.), które na wiele miesięcy sparaliżowały znaczną część produkcji filmowych.
Równolegle rosły zawodowe zobowiązania aktorów. W ciągu kilku lat od premiery pierwszego sezonu obsada „Euforii” z grupy wschodzących talentów stała się zbiorem hollywoodzkich gwiazd o napiętych grafikach i globalnych kontraktach.
Produkcję dotknęły również wydarzenia tragiczne. Śmierć Angusa Clouda w 2023 roku była ogromnym ciosem dla zespołu i fanów serialu. Wcześniej zmarł również producent Kevin Turek. Te zdarzenia narzuciły zmiany w scenariuszu i wpłynęły na kierunek całej historii.
Kadr z serialu "Euforia" (Fot. materiały prasowe)
Choć Zendaya pozostaje główną postacią „Euforii”, jej relacja z projektem wygląda dziś na bardziej zdystansowaną. W ostatnich wywiadach aktorka chętniej wypowiadała się o premierze filmu „Drama” niż o samym serialu. Odpowiadając na pytania dotyczące kulisów produkcji sugerowała, że plan zdjęciowy bywał chaotyczny.
Jest to wyraźna zmiana względem wcześniejszych lat, gdy aktorka była jedną z największych ambasadorek projektu. Zendaya sprawia wrażenie artystki, która wyrosła z formatu serialu i kieruję swoją karierę w stronę wielkich ekranów kina.
W przestrzeni medialnej pojawiały się także spekulacje o napięciach między nią a Sydney Sweeney. Nie zostały one nigdy potwierdzone, jednak wpisują się w szerszy obraz produkcji, której kulisy coraz częściej stają się częścią narracji wokół samego serialu.
Kadr z serialu "Euforia" (Fot. materiały prasowe)
„Euforia” od początku budziła kontrowersje związane z przedstawieniem seksualności młodych bohaterów. Krytycy zwracali uwagę na nadmierną seksualizację postaci, szczególnie w kontekście ich wieku i emocjonalnej niedojrzałości. W poprzednich sezonach krytyka dotyczyła m.in. sposobu, w jaki ukazywano bohaterki takie jak Cassie (Sydney Sweeney), często sprowadzane do roli obiektów pożądania i definiowane przez relację z mężczyznami.
Trzeci sezon, poprzez przesunięcie bohaterów w dorosłość, próbuje zmienić kontekst tych przedstawień. Nie jest jednak pewne, czy zmiana wieku wystarczy, by całkowicie przeformułować sposób, w jaki serial opowiada o ciele i intymności.
Kadr z serialu "Euforia" (Fot. materiały prasowe)
Nowy sezon wyraźnie odcina się od licealnych realiów, które były fundamentem wcześniejszych odsłon. Bohaterowie są starsi, a ich problemy są problemami dorosłych. To naturalna konsekwencja upływu czasu, ale jednocześnie poważne wyzwanie narracyjne. „Euforia” była opowieścią o dorastaniu w bardzo konkretnym momencie życia. Jego utrata oznacza konieczność zdefiniowania serialu na nowo.
Zmiana widoczna jest także w warstwie wizualnej. Zamiast charakterystycznych neonowych barw pojawiają się cieplejsze, bardziej stonowane kadry. Serial wciąż pozostaje dopracowany estetycznie, ale nie próbuje już szokować formą w taki sposób jak w poprzednich sezonach.
Kadr z serialu "Euforia" (Fot. materiały prasowe)
Na odbiór nowego sezonu znacząco wpływa sytuacja reżysera, Sama Levinsona. Po sukcesie „Euforii” jego kolejny projekt, „The Idol”, spotkał się z falą krytyki, m.in. za kontrowersyjne przedstawienie seksualności i chaos narracyjny. W efekcie Levinson, uznawany za bezkompromisowego reżysera, stał się twórcą budzącym skrajne emocje. Trzeci sezon „Euforii” funkcjonuje w cieniu tych opinii przez co musi mierzyć się nie tylko z oczekiwaniami widzów, ale też z kryzysem zaufania wobec samego twórcy.
Kadr z serialu "Euforia" (Fot. materiały prasowe)
Dodatkowym źródłem niepokoju są doniesienia o problemach wewnątrz produkcji. Sporo uwagi przyciągnął wpis Labrintha, autora ścieżki dźwiękowej serialu, który w emocjonalny sposób odniósł się do kulisów współpracy. Choć post szybko zniknął z sieci, zdążył wywołać falę spekulacji.
Soundtrack „Euforii” był jednym z jej najważniejszych elementów co sprawiało, że każda zmiana w tym obszarze może znacząco wpłynąć na odbiór całości. Tym bardziej, że muzyka Labrintha była nie tylko tłem wydarzeń, lecz integralną częścią narracji.
Kadr z serialu "Euforia" (Fot. materiały prasowe)
Trzeci sezon serialu „Euforia” sprawia wrażenie projektu, który bardziej próbuje domknąć pewien etap niż na nowo zdefiniować telewizyjną rzeczywistość. To już nie jest opowieść wyznaczająca trendy i elektryzująca widownię. Raczej taka, która mierzy się z własnym dziedzictwem i oczekiwaniami, których może nie być w stanie spełnić.
Zamiast dawnej intensywności dostajemy chłodniejszy, bardziej zdystansowany ton. I choć wciąż widać tu ambicję oraz potencjał, trudno oprzeć się wrażeniu, że „Euforia” wraca nie po to, by znów zachwycić, ale by już zejść ze sceny.