fbpx

Wirtualny chór bez granic

Wirtualny chór bez granic
123RF.com

Eric Whitacre udowodnił, że można komponować muzykę klasyczną i odnieść jednocześnie komercyjny, międzynarodowy sukces. Jest jednym z najpopularniejszych dyrygentów w swojej generacji. Sławę wykorzystał do stworzenia oryginalnego, wirtualnego chóru, dzięki któremu ludzie z całego świata mogą się jednoczyć w wykonywaniu utworu. Ta możliwość zmieniła życie wielu wykonawców. Na lepsze

Zainspirowany przez wielbicielkę

Idea projektu Whitacre’a jest prosta, ale błyskotliwa. Artysta otrzymał od swojej fanki filmik, w którym dziewczyna śpiewa jego kompozycję. Był pod takim wrażeniem jej talentu i zaangażowania, że postanowił namówić większą ilość ludzi do współpracy za pośrednictwem sieci. Nagrał i nakręcił siebie samego dyrygującego do „Lux Aurumque”, dzięki czemu każdy, niezależnie od miejsca zamieszkania, mógł zaśpiewać pod kierunkiem samego mistrza. Wystarczyło ściągnąć filmik. Kompozytor zaprosił wszystkich chętnych, utalentowanych muzycznie i obdarzonych dobrym głosem, do stworzenia wspólnego dzieła. Ludzie nagrywali solowe wystąpienia (audiowizualnie) i przesyłali je do Whitacre’a, który z pomocą Scotta Haines’a zmiksował z nich jeden utwór i filmik. Wirtualny Chór vol 1 okazał się kolosalnym sukcesem, co zachęciło kompozytora do pójścia za ciosem. Premiera drugiego nagranego wirtualnie utworu pt. „Sleep” odbyła się na Youtubie w kwietniu. Chór złożony z 900 śpiewaków wytypowanych przez Erica z 58 krajów również błyskawicznie podbił serca internautów i bije rekordy popularności.

Chór w słowach wykonawców

Najważniejsze jest to, że sami śpiewający przeżyli dzięki projektowi dyrygenta niezapomnianą przygodę, przekroczyli własne ograniczenia, słabości i różnice kilometrów. – Kocham muzykę, zwłaszcza chóralną, ale ponieważ uczyłem się w domu, nie mogłem chodzić na chór – opowiada jeden z wykonawców– zamiast tego nagrywałem osobno, dla siebie, wszystkie partie i miksowałem je w jedno, tak jak to wygląda w wirtualnym chórze. Oczywiście mój mały kwartet solo jest niczym w porównaniu z dziełem Erica. Kiedy dowiedziałem się o jego projekcie, byłem w ekstazie. To coś innowacyjnego, wspaniały pomysł. Oczywiście nigdy nie będzie tym samym co prawdziwy chór, ale jest piękny, zupełnie inny. To cudowne, że tak wiele osób z różnych kultur jednoczy się w śpiewaniu.

Inna osoba opowiada, jak dzięki chórowi przypomniała sobie o swojej miłości do muzyki. – Jestem jedną z wielu, którzy powrócili do śpiewania po 25 latach przerwy. Mój chłopak usłyszał o tym w radiu i pomyślał, że może będę zainteresowana. Zdziwiłam się, jak zapierające dech będzie to doświadczenie i poświęcę wiele pracy, żeby to powtórzyć (proszę o kontynuację Eric!).

Niektórym osobom udział w projekcie Whitacre’a dał możliwość złożenia hołdu komuś bliskiemu i kontynuowania rodzinnej tradycji. – Moje pierwsze próby nagrywania wideo były nieudane ponieważ ciągle wzruszałam się pięknem muzyki Erica. Śpiewałam nie tylko dla siebie, ale też dla mojego ukochanego taty, który zmarł młodo w wieku 59 lat. Miał jeden z najpiękniejszych barytonów i tenorów na świecie…

Jeszcze inni walczyli dzięki wirtualnemu występowi z własną wygórowaną ambicją. –Dorastałem z ojcem, instruktorem klasycznego tańca. Nauczył mnie, że moje wysiłki nigdy nie będą wystarczające, więc śpiew, taniec lub aktorstwo zawsze były wielkim wyzwaniem – opowiada jeden ze śpiewaków. –Mógłbym to nagrywać do dniu sądu i wciąż nie byłbym zadowolony. Ale tym razem podszedłem do tego rozsądnie, doszedłem do odpowiedniego poziomu przez kilka godzin i zdecydowałem, że to wystarczy. Potem stresowałem się jednym fragmentem, w którym „zabulgotałem” i oddech był bardzo nieodpowiedni. Ale kiedy to wylądowało w sieci, wiedziałem, że było wystarczająco dobre. Osiągnąłem spokój.

Cały pomysł Erica Whitacre’a entuzjastycznie podsumowuje kolejny uczestnik chóru. – Jesteśmy profesjonalistami i amatorami, młodzieńcami i starcami, ludźmi pewnymi siebie i nieśmiałymi, bogatymi i tymi trochę mniej, studentami, bezrobotnymi, pracującymi i zwolnionymi. To, co nasz łączy to determinacja, wola ciężkiej pracy i gotowość do podjęcia ryzyka.

Przełamaliśmy strach przed wstydem (nie każdy śpiewa na co dzień a capella do ekranu komputera, żeby puścić to do internetu i pokazać całemu światu). Łączy nas też cierpliwość i miłość do muzyki. Jestem pewien, że wielu ludzi zaczynało wiele razy od początku zanim osiągnęło odpowiedni efekt. Ja sam przyznam, że długo walczyłem z frustracją…