„Zrób sobie raj”, czyli Mariusz Szczygieł w teatrze

Please select a featured image for your post

Pomysł na to, by połączyć teatr z reportażem, by tekst korzystający z poetyki i estetyki dokumentu uczynić materiałem działania scenicznego – wydaje się bardzo kuszący.

Choćby dlatego, że obie rzeczywistości łączy kwestia niejasnej, płynnej, niedookreślonej granicy między realnością a fikcją, opowieści z gruntu ambiwalentny. Takie sprzężenie gatunkowe, laboratorium dokumentalnej wyobraźni obiecuje wiele, zwłaszcza jeśli wiadomo, że punktem wyjścia jest tekst co najmniej interesujący, a według niektórych nawet doskonały.

Zbiór reportaży Mariusza Szczygła „Zrób sobie raj”, czyli jego autorska opowieść o Czechach, czeskiej historii i mentalności z pewnością zasługuje na uznanie, nie tylko ze względu na to, że jest próbą antropologicznego, pogłębionego spojrzenia na kulturę bardzo bliską a jednocześnie bardzo odmienną od naszej, ale i dlatego, że jest narracją zbudowaną na osobistym doświadczeniu, niemalże intymnym stosunku do Czech (ta atencja dała o sobie znać już wcześniej, gdy powstawała książka Gottland).

W Teatrze Studio do zrobienia sobie raju zachęcają dwie reżyserki – Olga Hajdas i Kasia Adamik, zapowiadając, że będzie to premiera sezonu. Faktem jest, że konkurencji nie miały za dużej, bo Studio boryka się z problemami: z repertuarem, wizją i określeniem kierunku. Oprócz tytułu i zestawu aktorskich nazwisk (m.in. Stanisław Brudny, wieloletni aktor, który grywał jeszcze u Szajny tym razem w roli pana Zbynia i Redbad Klynstra, znany ze spektakli Grzegorza Jarzyny) temat pozwala oczekiwać spektaklu przynajmniej udanego. Partnerstwo produkcyjne Instytutu Reportażu ostatecznie przekonuje, że warto jest wybrać się na wyprawę w kierunku południowych sąsiadów, w którą chcą nas zabrać twórczynie spektaklu.

Scenografia na pierwszy rzut oka obiecująca – modne ostatnio w teatrze pleksi i stercząca po prawej stronie konstrukcja – ni to latarnia, ni fontanna, wokół której zawiązuje się pierwsza scena. W tym momencie, niestety, złudzenia pryskają. Staje się jasne, że przetłumaczenie świetnego tekstu na scenę jest zadaniem wymagającym znacznie więcej niż tylko czytelniczej intuicji, która potrafi rozpoznać dobrą lekturę. To, co u Szczygła porywa, zachwyca eseistyczną lekkością i ostrością spojrzenia u Hajdas oraz Adamik brzmi niewiarygodnie, sztucznie, wreszcie – po prostu nudno.

Dramaturgii brak spoiwa, zaś czeski duch, przenikający każdy akapit reportażu Szczygła – charakterystycznym humorem, specyficzną ironią i poetyką, która nie waha się zestawiać śmiertelnej powagi z obrazoburczą kpiną – tu daje się rozpoznać tylko wówczas, gdy z głośników płynie nowoczesna wersja polki, a na scenę wtaczają się cztery figury w strojach hokeistów. Mocne fragmenty tekstu opiewające absurdalny fekalizm – światopogląd gloryfikujący czynności wydalnicze, którego manifest sformułowany został przez Egona Bondy’ego, poetę i jednego z bohaterów Szczygła, postać iście emblematyczną dla czeskiej poetyki kulturowej – w przedstawieniu brzmią co najwyżej niesmacznie. Montaż scen, który próbuje rozbijać linearną spójność, sprawia wrażenie robionego według strategii niezbyt wprawnego naśladownictwa.

To wygląda tak, jakby reżyserki przeczytały książkę Teatr postdramatyczny Hansa Thiesa Lehmanna i w duchu powierzchownie rozumianej postdramatyczności starały się nieco bezrefleksyjnie wprowadzać elementy, które wydają im się teatralnie atrakcyjne. Wśród tych „uatrakcyjniaczy” znalazły się songi, urywane dialogi, proste choreografie, które wdzierają się w szczeliny między opowieściami, wreszcie wideo projekcje, nagrywane w przestrzeniach zakrytych teatru (korytarzach, toaletach, podziemiach). Szkoda tylko, że trudno dopatrzeć się tu jakiejkolwiek przewrotnej logiki, cienia konsekwencji, czy estetycznego, ideologicznego zamysłu. Reżyserki próbują połączyć teksty w jedną opowieść, co wydaje się być zabiegiem karkołomnym, bowiem właśnie fragmentaryczność, niespójność i różnorodność perspektyw wydaje się walorem zbioru Zrób sobie raj!

Efekt jest taki, że spektakl ciągnie się jak flaki z olejem i nawet co chwila rzucane ze sceny bluzgi, rozpaczliwie miotające się ciała, czy kręcąca się na obrotówce pleksi-betonowa konstrukcja krematorium nie budzą specjalnych emocji.

Zrób sobie raj, Scenariusz i reżyseria Kasia Adamik i Olga Chajdas, Teatr Studio