Warszawski Festiwal Filmowy

Warszawski Festiwal Filmowy
\www.wff.pl

Minął pierwszy weekend z Warszawskim Festiwalem Filmowym. W tym roku organizatorzy WFF postawili na debiutantów oraz tytuły, które mają swoją premierę właśnie w Warszawie. W naszym subiektywnym przeglądzie festiwalowym wybraliśmy 4 tytuły, które warto polecić widzom.
Pierwszym z nich jest dokument poświęcony Międzynarodowemu Trybunałowi Karnemu. Dwóch młodych reżyserów, Marcus Vetter i Anne Walser postanowiło towarzyszyć w pracy głównemu prokuratorowi MTK, charyzmatycznemu Luisowi Moreno Ocampo. To on buduje od podstaw system działania sądu oraz własnego urzędu, który ma ścigać przestępców oskarżonych o zbrodnie przeciwko ludności dokonane po 2002 roku. Dzięki temu dokumentowi widz może wejść do środka międzynarodowego sądu. Twórcy umiejętnie budują napięcie w swoim filmie, bowiem przed Moreno Ocampo poważne wyzwanie – osądzenie Thomasa Lubangę Dyilo za werbowanie do kongijskich wojsk dzieci poniżej 15 roku życia. Był on pierwszą osobą skazaną przez trybunał oraz pierwszym sukcesem prokuratora Moreno.

Jeśli chcemy pozostać w klimatach kryminalnych, polecamy dwa mocne obrazy. Pierwszy to produkcja izraelska, „Wielkie złe wilki” . Film poświęcony jest śledztwu w sprawie zamordowania małej dziewczynki – jednej z kilku pozbawionych życia w podobny sposób, co wskazuje na seryjnego mordercę-pedofila. O winie głównego podejrzanego, nauczyciela, przekonany jest policjant z wydziału śledczego oraz ojciec zmarłej dziewczynki. W domku na granicy z wioskami arabskimi dochodzi do brutalnego przesłuchania. Podczas gdy dzień zamienia się w noc, a historia coraz bardziej przypomina makabryczną komedię, na bohaterów i na nas czeka nieoczekiwany koniec historii.

http://youtu.be/GI7EfhGmjLQ

Podobną puentę zawiera film produkcji hinduskiej „Brzydki” . Nie spodziewajmy się typowego bolllywoodzkiego kina. Nawet ścieżka dźwiękowa nie ma nic wspólnego z hinduską tradycją filmową. Historia zaczyna się, gdy z samochodu aspirującego aktora znika jego 10-letnia córka. Od razu wiemy – i my i bohaterowie – że z jej zniknięciem ma coś wspólnego uliczny sprzedawca masek. Niestety, ten ginie w wypadku samochodowym, a policja porzuca ten trop i koncentruje się na wątkach pobocznych i domniemanych porywaczach (podejrzany jest nawet ojciec dziewczynki). Im dłużej dziewczynki nie ma, tym więcej osób stara się skorzystać na jej zniknięciu. Ta historia to dość bolesny obraz współczesnych Indii, dorabiającej się klasy średniej, gdzie pieniądze liczą się bardziej niż odkrycie prawdy.

Na koniec film „Wstrząs” – propozycja z gatunku „amerykański dramat łamane na tematyka LGBT”. Debiutująca na wielkim ekranie reżyserka Stacie Passon nakręciła opowieść o kryzysie czterdziestoletniej kobiety i stagnacji, do jakiej łatwo doprowadzić w związku. Żeby dodać trochę pikanterii, mówimy o związku lesbijek, matek dwójki małoletnich dzieci. Trochę to przypomina kryzys związkowy, jaki przeżywały bohaterki filmu „Kids are all right”/”Wszystko w porządku”. Szybko przekonamy się, że choć małżeństwo stanowią tu dwie atrakcyjne kobiety, to podział ról i obowiązków jest tak samo tradycyjny jak w związku hetero. Jedna z nich, Abby, spełnia tu rolę nie tyle znudzonej ile umęczonej ciągłą powtarzalnością czynności i przewidywalnością kolejnych dni żoną. Abby pragnie zmienić coś w życiu i decyduje się na przygodę, która postawi na szali jej trwały i bezpieczny związek. Ale to nie ta zmiana jest tytułowym wstrząsem – to stan, który do tej zmiany doprowadził. Reżyserka inteligentnie pokazuje ten moment w życiu, który nieoczekiwanie uruchamia w człowieku gotowość do podjęcia całego ciągu działań, które doprowadzają nas często do katastrofy, ale czasem do odnalezienia spokoju w życiu. Gorąco polecamy ten tytuł.