fbpx

Wojciech Waglewski od serca

(Fot. Marta Wojtal)

Wojciech Waglewski przyzwyczaił nas do rodzinnych projektów. Tylko że w tym przypadku nie chodzi o granie z synami.

Chciał sprawić prezent żonie. Było to 30 lat temu, w grudniu 1990 r., a on w obliczu pustych półek w sklepach i szalejącej hiperinflacji postawił na… rękodzieło. Napisał dziesięć piosenek i je wykonał, do dwóch zaprosił Edytę Bartosiewicz. Do tamtych minimalistycznych w brzmieniu utworów powrócił w lutym tego roku w studiu radiowej Trójki. Tym razem w znacznie bogatszych aranżach, bo Waglewskiemu towarzyszy siedmioosobowa orkiestra. Oprócz gitar i bębnów są trąbki i elektronika. Wydany właśnie podwójny album zawiera zremasterowany oryginał prezentu sprzed trzech dekad (dedykowanego Grażynie lub, jak w grze słów w tytule albumu Gra-żonie), a także ów świeży koncert z Trójki. Co pozwala słuchaczom podróżować w czasie między epoką kaset a erą streamingu. Najważniejsze są tu jednak teksty – pewnie niejeden mąż zanuci razem z Waglewskim: „A mogło przecież być i tak/że budziłbym się sam/Czując się jak zbędny fant/Wśród czterech pustych ścian”.

Płyta „Waglewski gra-żonie”, Agora.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze