1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Styl Życia
  4. >
  5. Pewność siebie w pracy

Pewność siebie w pracy

123rf.com
123rf.com
Kiedy ostatni raz czułaś pewność? Dziś ? Wczoraj ? Czy możesz sobie przypomnieć? To przyjemne uczucie, które płynie z miejsca głębokiego zaufania sobie. Jak być pewnym siebie?

Ktoś traci pracę i niewiele sobie z tego robi, bo wie, że sobie poradzi. Dla kogoś innego to rozpacz i koniec świata. Pewni siebie ludzie są zintegrowani, co oznacza że znają siebie, więc nie są rozrywani wewnętrznymi konfliktami i z tego powodu mogą wziąć na siebie odpowiedzialność za swoje myśli, uczucia oraz decyzje. Nie są jak liść na wietrze podatni na wpływy innych ludzi oraz stresujące sytuacje, bo wiedzą, w jakim kierunku podążać. Nie jesteś pewna siebie, kiedy nieoczekiwane wydarzenia potrafią cię skutecznie wytrącić z równowagi. Dobrą wiadomością jest to, że każdy może popracować wewnętrznie nad pewnością siebie.

KROK 1:Nazwij swoją emocję, która uruchamia się w początkowym etapie przeżywania stresu. Na przykład, co czujesz, kiedy wiesz, że w pracy nie zdążysz z jakimś zadaniem na czas. Jaką emocję to w tobie wyzwala? Nazwij ją. Na przykład – złość, dajmy na to, na szefa, który zdecydowanie przesadza z ilością pracy.

KROK 2: Poczuj swoją emocję i wzmocnij ją. Bądź zagniewana, wściekle groźna, poczuj ogień w brzuchu. Podnieś swoje emocje do takiego poziomu, żeby zacząć inaczej patrzeć się na problem. Gdy już uwolnisz trudną emocję, zyskasz inną perspektywę problemu, który tak bardzo wytrącił cię z równowagi.

KROK 3:Zrób to! Podejmij działanie, które pomoże ci rozwiązać sytuację stresową. Porozmawiaj z szefem? Inaczej organizuj swój czas w pracy? Zacznij szukać nowego miejsca zatrudnienia? Gdy w ten sposób będziesz postępować w trudnych chwilach, wzrośnie twoja odporność i pewność siebie.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Styl Życia

Emocje w pracy nie muszą być problemem. Porozumienie bez przemocy przynosi skuteczne rozwiązania

Porozumienie bez przemocy to proces, w którym koncentrujemy się na tym, co jest wspólne dla wszystkich ludzi: na potrzebach. (Fot. iStock)
Porozumienie bez przemocy to proces, w którym koncentrujemy się na tym, co jest wspólne dla wszystkich ludzi: na potrzebach. (Fot. iStock)
Czy praca to miejsce, w którym powinniśmy komunikować innym swoje głębokie potrzeby i próbować zrozumieć ich emocje? Oczywiście, że tak! Stosowanie opartej na zrozumieniu i wyrażaniu potrzeb komunikacji jest w życiu zawodowym równie ważne, jak w prywatnym. Porozumienie bez Przemocy to wzajemny szacunek, empatia i szczerość.

Zacznijmy jak w piosence Lennona „Imagine”: wyobraź sobie, że istnieje sposób porozumiewania się oparty na empatii i zrozumieniu, pomagający w nawiązaniu głębokich, prawdziwych relacji. Wyobraź sobie, że taki rodzaj komunikowania się pozwala na zaspokojenie potrzeb obu stron, w dodatku bez używania jakiejkolwiek formy przemocy. Zakłada empatyczne podejście do innych, ale też do samego siebie i daje naprawdę trwałe efekty. I na koniec wyobraź sobie, że można tę metodę stosować także w kontakcie z kimś, kto nie ma o niej pojęcia! Będzie się doskonale sprawdzała w każdym przypadku, owocując porozumieniem, mniejszą liczbą konfliktów oraz lepszą współpracą.

Jeżeli obecność w firmie nie służy wypełnianiu obowiązków, ale jest decyzją umożliwiającą realizację własnych potrzeb, zaczynamy inaczej postrzegać pracę

Określ swoje potrzeby

Porozumienie bez przemocy (z angielskiego nonviolent communication, czyli NVC) to forma porozumiewania się stworzona przez Marshalla B. Rosenberga, doktora psychologii, współpracownika twórcy psychologii humanistycznej, Carla Rogersa. Zwana jest „językiem serca”. Podkreśla, że współczucie jest lepszym motorem napędowym naszych akcji niż strach, poczucie winy, wstyd, obwinianie czy groźba kary. Jej celem jest nawiązanie relacji z drugą osobą i próba otrzymania tego, co chcemy. Najważniejsze jednak jest świadomie i szczere reagowanie, niezależnie od tego, czy nasza prośba zostanie spełniona, czy też nie.

– Porozumienie bez przemocy to proces, w którym koncentrujemy się na tym, co jest wspólne dla wszystkich ludzi: na potrzebach – mówi Ewa Orłowska, certyfikowana trenerka Porozumienia bez Przemocy, specjalista ds. komunikacji. – Bo musimy wiedzieć, że niezależnie od statusu społecznego, kultury, wieku i przekonań politycznych wszyscy mamy je takie same: chcemy być najedzeni, docenieni, akceptowani, mieć dach nad głową, osiągać zamierzone cele, mieć satysfakcję z pracy. Różnimy się tylko strategiami ich zaspokajania. Natomiast to, co jest różne i może być zarzewiem konfliktów, uczymy się przekazywać w sposób pokojowy.

Większość z nas uważa, że potrzeby, emocje, język serca są dobre w rozmowie z partnerem, ale nie z koleżanką z biura. Co to wszystko ma wspólnego z pracą? – dziwimy się. Okazuje się, że bardzo wiele! Stosowanie opartej na zrozumieniu i wyrażaniu potrzeb komunikacji w pracy jest równie ważne, co w relacji miłosnej. W związku spotykamy się z kredytem zaufania i miłością, a w pracy potrzebujemy dodatkowych narzędzi.

– Kiedy myślimy o pracy, uważamy, że wiele rzeczy musimy, że powinniśmy, choć niespecjalnie mamy na to ochotę – uważa Orłowska. – Ale jeśli głębiej się nad tym zastanowimy, odkryjemy, że praca zaspokaja nasze różne potrzeby, że to nie „tylko” zarabianie pieniędzy.

Życie zawodowe pozawala nam realizować nasze podstawowe potrzeby: rozwoju, szacunku, akceptacji, bycia w grupie, realizowania własnych celów, przyczyniania się do wzrostu i rozwoju innych, bycia zauważonym i usłyszanym. Zrozumienie, że codzienna obecność w firmie nie służy wypełnianiu obowiązków, ale jest naszą decyzją, umożliwiającą realizację potrzeb sprawia, że zaczynamy widzieć nasze obowiązki w nowym świetle. Już sama świadomość, że to my kształtujemy sytuację, daje lepsze samopoczucie. Stajemy się samodzielnymi, równouprawnionymi osobami, które robią coś, co same wspierają. Przestajemy być zniewolonymi, uwikłanymi w zależności i hierarchie kukiełkami. Cokolwiek w życiu robimy, zaspokajamy jakąś swoją potrzebę: inną, gdy jesteśmy w pracy punktualnie, inną, gdy przychodzimy później pod nieobecność szefa. Kiedy plotkuję, potrzebuję np. kontaktu, relaksu czy zabawy. Gdy przynoszę ciasto dla kolegów czuję potrzebę bycia w grupie, albo chcę zaprezentować swoje dodatkowe talenty. A może jedno i drugie, bo często realizujemy równocześnie kilka potrzeb.

– Sprowadzenie komunikacji do poziomu potrzeb i jasne ich zobaczenie pomoże nam nawiązać pogłębiony kontakt ze sobą, sprawdzić, co tak naprawdę się z nami dzieje – uważa specjalistka. – A znajomość samego siebie sprawi, że będziesz mieć lepsze samopoczucie, bo naprawdę zrozumiesz swoją sytuację.

Porozumienie bez przemocy pomoże nam rozprawić się z największymi wrogami komunikacji: nauczymy się wyrażać emocje bez atakowania. Dzięki temu prawdopodobieństwo, że w odpowiedzi druga strona postawi opór, będzie minimalne. Nauczymy się także przyjmować krytykę czy wrogość bez obrażania się na innych i nie tracąc szacunku dla samego siebie.

– Będziesz łatwiej osiągać swoje cele; dokładniej poprosisz o to, czego potrzebujesz, dostaniesz więc to, co cię uszczęśliwi – wylicza Orłowska. – Twoje zainteresowanie drugą osobą otworzy ją, zaprosi do dialogu, opartego na zaufaniu, a to zwiększa prawdopodobieństwo pozytywnego rozwiązania każdego problemu.

I jeszcze jedna korzyść płynąca z koncentracji na potrzebach także w miejscu pracy: przestaniesz dzielić życie na przed i po siedemnastej. W pełni sobą zwykle jesteśmy po pracy, a to sprawia, że czas strasznie nam się kurczy i codziennie okradamy się z kilku godzin świadomego bycia. NVC pozwala czuć przepływ i życie także w godzinach aktywności zawodowej.

Porozumienie bez Przemocy. Praktykuj metodę czterech kroków

Choć teoria Porozumienia bez Przemocy robi wrażenie skomplikowanej, jej stosowanie jest proste. Aby wprowadzić ją w życie, ważne jest, by uważnie praktykować następujące zasady postępowania:

Krok pierwszy: Mów, co widzisz i słyszysz, bez oceniania, wydawania moralnych osądów, przyklejania etykietek.

Najlepiej opisz sytuację, jakby była widziana bezosobowym okiem kamery. Powiedz: „Zobacz, tu dookoła leżą dokumenty, kilka pod stołem, a cały plik został w sąsiednim pokoju” zamiast: „Jesteś bałaganiarą, która wszystko gubi”. Albo: „Przychodzisz 10 minut po czasie”, a nie „Jak zwykle się spóźniasz”.

Stosowanie groźby kary, odwoływanie się do poczucia winy czy wstydu blokują komunikację. Strategie destrukcyjne nie przynoszą dobrych efektów

– Nie spychaj odpowiedzialności za swoje reakcje na coś zewnętrznego: „muszę na ciebie krzyczeć, bo to, co robisz, jest nie do przyjęcia, normalni ludzie tak nie robią, więc ja muszę tak zareagować” – ostrzega specjalistka.

Krok drugi: Ujawnij swoje uczucia, np. „Irytuje mnie to, że muszę spędzić pół godziny na szukaniu każdego podania”. Przedtem jednak dokładnie zbadaj, co się w tobie dzieje. Jesteś zdenerwowany, rozczarowany, może przytłoczony? Czujesz frustrację, bo nie jest zaspokojona twoja potrzeba, by w pełni wykorzystywać czas? Emocja to nitka do kłębka – twojego wnętrza.

Krok trzeci: Przedstaw rozmówcy swoje potrzeby, mówiąc: „cierpi na tym moja potrzeba porządku, chciałbym szybciej skończyć to sprawozdanie, a brak tych papierów mi to utrudnia”.

Krok czwarty: powiedz wyraźnie, czego potrzebujesz, by lepiej się poczuć; wyraź, co uczyni cię szczęśliwszym i co twoim zdaniem byłoby wyjściem z sytuacji.

– Uwaga: nie chodzi o to, by w kimś coś zmieniać na siłę, bo to zawsze budzi protest, ale o to, czym dane zachowanie zastąpić, by całość lepiej służyła potrzebom obu stron. Komunikat może brzmieć: „Proszę cię, byś postarał się odkładać papiery na miejsce. To sprawi, że będę mniej spięty i bardziej przyjazny” – tłumaczy Orłowska.

Inny przykład wypowiedzi bez przemocy: „Frustrujące jest dla mnie, kiedy mi ciągle przerywasz, ponieważ chcę być dokładnie zrozumiana, a do tego potrzebuję móc się swobodnie wypowiedzieć. Proszę cię, poczekaj z uwagami, aż skończę myśl”? Pamiętaj: tylko prosisz o coś, co będzie dla ciebie optymalnym rozwiązaniem! Każdym żądaniem zablokujesz komunikację. Proś „pozytywnie”: o to, co chcesz, a nie o to, czego nie chcesz.

– Od dzieciństwa jesteśmy uczeni komunikacji opartej na wyrażaniu osądów moralnych, diagnozowaniu, co z drugą osobą jest nie w porządku, na co zasługuje – mówi Orłowska. – Bardziej się skupiamy na tym, kto jest dobry czy zły, niż na tym, czego nam potrzeba. Tymczasem ocena, osądy moralne i etykietowanie (jesteś bałaganiarzem, gadułą itp.), nawet jeśli dla nas nie są naładowane negatywnie, prawie zawsze wywołują negatywną reakcję drugiej strony, jej bunt, są bowiem wkroczeniem na jej terytorium. Nie warto tego robić, jeśli chcemy zachować jej życzliwość i jeśli coś jeszcze między nami ma się wydarzyć na zasadzie dobrowolności.

Komunikację blokuje także stosowanie groźby kary, odwoływanie się do poczucia winy, wstydu, obowiązku czy używanie innych form manipulacji i nacisku. Strategie destrukcyjne być może sprawdzają się na krótką metę, ale długoterminowo nie przynoszą dobrych efektów. Kiedy nie dajesz drugiej osobie żadnego wyboru, żądasz czegoś („natychmiast przestań to robić!”), to nawet gdy żądanie zostanie spełnione, lecz nie z dobrej woli, ale np. ze strachu – przegrałeś. Atmosfera zrobi się ciężka, sterroryzowana koleżanka, choć podporządkuje ci się w jednej kwestii, znajdzie sto sposobów, by pokazać, że nie będziesz nią rządzić: rozpuści o tobie jakąś plotkę, „zgubi” ważne dla ciebie dokumenty, nie załaduje papieru do drukarki.

Szukaj w sobie

Bardzo ważną zasadą Porozumienia bez Przemocy jest odpowiedzialność za swoje emocje. Nie szukamy przyczyn na zewnątrz, ponieważ można znaleźć je tylko w środku, pośród naszych potrzeb.

– Każda nasza emocja jest wynikiem zaspokojenia bądź niezaspokojenia którejś z naszych potrzeb – uważa Orłowska. – Im silniejsza emocja, tym ważniejsza była potrzeba, której dotyczyła. Niezaspokojone potrzeby objawiają się jako złość, smutek, wściekłość, gniew, zniechęcenie, niezadowolenie, irytacja, wahanie, zagubienie. Zaspokojone jako przyjacielskość, pewność siebie, zaangażowanie, entuzjazm, promienność, ożywienie, rozbawienie. Jesteś odpowiedzialny za swoje intencje i akcje, ale nie za sposób, w jaki zostaną one przyjęte przez innych. Podobnie, to my jesteśmy odpowiedzialni za to, jak rozumiemy i przyjmujemy działania innych ludzi.

Branie odpowiedzialności za własne emocje oznacza, że nawet jeśli jesteś bardzo zły, nie obarczasz winą za to uczucie nikogo na zewnątrz. Prosty przykład: umówiłeś się z kolegą. Spóźnia się kwadrans, a ty za 45 minut masz kolejne spotkanie, jesteś więc wściekły. Inny wariant: kolega się spóźnia, ale ty nie miałeś w domu czasu przygotować się do tej rozmowy, więc teraz możesz wykorzystać ten kwadrans na nadrobienie zaległości – jesteś więc wdzięczny i zadowolony. W obu przypadkach spóźnienie kolegi jest takim samym faktem, ale twoja emocjonalna reakcja jest diametralnie różna. Wniosek: energia emocji jest zakorzeniona w tobie, jej nasilenie także od ciebie zależy – nie od innej osoby!

– W ten sposób przekierowujesz świadomość, przenosisz uwagę z zewnątrz do środka – tłumaczy Orłowska. – To pomaga odzyskać moc, wejrzeć we własne wnętrze, rozpoznać, co się z nami dzieje i sprawia, że komunikacja płynie jak rzeka, szerokim korytem. Tylko biorąc odpowiedzialność za swoje reakcje możesz z nimi pracować, zdecydować, co chcesz zrobić, odsunąć się i odizolować, żeby siebie ochronić czy może skonfrontować się z sytuacją. Może odkryjesz, że to nie twój współpracownik ma problem, ale ty nadmiernie reagujesz? To da ci szansę zobaczyć, co naprawdę stoi za faktem, że jego zachowanie tak cię porusza.

Porozumienie bez Przemocy pomoże ci lepiej zrozumieć innych

Obawiasz się, że koleżanka z pokoju nigdy nie słyszała o tej metodzie, więc twój wysiłek nie ma sensu? Wyobraź sobie, że ma! Najwspanialsze w metodzie NVC jest to, że można praktykować ją w relacjach z każdą osobą.

– Twoi rozmówcy nie muszą wiedzieć, że stosujesz NVC; nie muszą też mieć intencji, by się w ten sposób porozumiewać – podkreśla trenerka. – Jeśli jednak pozostaniesz konsekwentny i będziesz się kierować współczuciem i chęcią przyczynienia się do dobrostanu innych, metoda zadziała. Inni dołączą do ciebie w procesie, nawet jeśli trzeba będzie na to trochę poczekać.

Komunikacja bez przemocy ma jeszcze jedną zaletę: pomaga zrozumieć innych. Uczy słuchania i słyszenia, co stoi za ich wypowiedziami, nawet jeśli przyjmują one formę groźby, oskarżenia czy rozkazu. Większość z nas nie umie mówić o swoich potrzebach, mało tego, nie potrafi ich nawet rozpoznać. Ty, dzięki treningowi NVC, nie tylko poznasz i nazwiesz własne, ale także dostrzeżesz potrzeby innych, choćby były ukryte za negatywnymi komunikatami.

Ewa Orłowska, certyfikowana trenerka Porozumienia bez Przemocy, nauczycielka compassion w nurcie CBLC (Compasionate Based Living course) oraz mindfulness (uważności) dla dorosłych oraz dla młodzieży. Superwizorka treningu mindfulness, mediatorka. Prowadzi programy współczucia (compassion), uważności i uważnej komunikacji jako otwarte treningi grupowe, dla uczniów i nauczycieli. Od ponad 30 lat praktykuje medytację zen i uważność, od ponad 15 lat aktywnie zajmuje się NVC.

Lista potrzeb wg Marshalla Rosenberga

  • Samodzielność i autonomia: wybieranie własnych marzeń, celów i wartości oraz własnego planu spełniania marzeń, celów i wartości.
  • Świętowanie: celebracja kreowania życia i spełnionych marzeń, opłakiwanie straty: ukochanych osób, marzeń itp. (żałoba).
  • Spójność (integralność): autentyczność, kreatywność, przywiązywanie wagi, poczucie własnej wartości.
  • Wzajemna zależność: akceptacja, uznanie, bliskość, wspólnota, uważność, przyczynianie się do wzbogacania życia, bezpieczeństwo emocjonalne, empatia, szczerość (szczerość dająca siłę, która pozwala nam uczyć się na naszych ograniczeniach), miłość, pewność, szacunek, wsparcie, zaufanie, zrozumienie.
  • Zabawa: radość, śmiech.
  • Komunia duchowa: piękno, harmonia, inspiracja, porządek, pokój.
  • Dbałość o potrzeby fizyczne: powietrze, pożywienie, woda, ruch i ćwiczenia, ochrona przed zagrażającymi formami życia (wirusy, bakterie, owady, drapieżniki), wypoczynek, ekspresja seksualna, schronienie, dotyk.

Komunikacja bez przemocy - co jest ważne:

  • Tak bardzo, jak to możliwe, bądź tą samą osobą w pracy i w życiu prywatnym. Będąc zawsze w kontakcie ze swoimi wartościami, poprawisz sobie samopoczucie.
  • Bądź na bieżąco z przeżyciami, dawaj im wyraz bez odkładania, bo sprawy tak się „skompresują”, że powstanie mieszanka wybuchowa.
  • Gdy chcesz odmówić, podaj przyczynę i odwołaj się do potrzeby, którą chcesz zaspokoić, np. „Prosisz mnie o zastępstwo we wtorek. Chciałabym ci pomóc i równocześnie ważne jest dla mnie/ cenię dotrzymywanie umów i we wtorek będę kończyć ostatni projekt, który w środę ma być u szefa”.
  • Bądź szczery. Bycie „grzecznym” zamiast szczerym sprawia, że często później jesteś „wkurzony”. Więc powiedz: „Poczekaj chwilę, chcę przerwać, bo zaczynasz nowy wątek, a ja się pogubiłam i nie nadążam za tym, co mówisz. Pozwalam sobie na ten wtręt, ponieważ cenię szczerość”.
  • Gdy jesteś zły, też to jakoś wyraź. Nie chcesz powiedzieć drugiej osobie o swojej złości? Sprawdź sam dla siebie, co cię powstrzymuje – jaka twoja potrzeba za tym stoi? Gdy stwierdzisz, z powodu jakiej potrzeby nie decydujesz się mówić, odzyskasz wewnętrzną równowagę i będziesz pewien, że zachowałeś wewnętrzną spójność.
  • Kiedy jesteś wściekły, przekształć tę energię, nie „odpychaj” złości na później – to niezdrowe dla ciebie i dla relacji. Kiedyś te stare pokłady i tak dojdą do głosu i wyrzucisz z siebie: „W zeszłym roku też zapomniałaś złożyć się na prezent”.

Newsletter

Psychologia, związki, seks, wychowanie, świadome życie
- co czwartek przegląd najlepszych artykułówZapisz się

  1. Psychologia

Kilka chwil dla siebie – medytacja uważności

Medytacja uaktywnia lewą półkulę mózgu, odpowiedzialną za odczuwanie pozytywnych emocji. Osoby medytujące każdego dnia czują się bardziej szczęśliwe i pełne energii. Poprawia się ich stan psychiczny oraz wzmacnia układ odpornościowy. (Fot. iStock)
Medytacja uaktywnia lewą półkulę mózgu, odpowiedzialną za odczuwanie pozytywnych emocji. Osoby medytujące każdego dnia czują się bardziej szczęśliwe i pełne energii. Poprawia się ich stan psychiczny oraz wzmacnia układ odpornościowy. (Fot. iStock)
Dopadł cię stres? Nie masz na nic czasu? Rada: znajdź chwilę na medytację uważności. Według psycholog pozytywnej Jolanty Burke, to prosty sposób na zadowolenie z życia.

Spróbowałam medytacji w centrum Rigpa w Dublinie. Wszyscy siedzieliśmy na podłodze przy ołtarzu śmiejącego się Buddy, słuchaliśmy jednego z mnichów, a potem medytowaliśmy nad jego słowami. Wiele lat później, gdy studiowałam psychologię pozytywną, trafiłam na wykład na temat Mindfulness Based Stress Reduction (Redukcji Stresu Poprzez Uważność), programu realizowanego przez klinikę o tej samej nazwie na Uniwersytecie Medycznym w Massachusetts. Klinika jest prowadzona przez psychologa, doktora Jona Kabat-Zinna, twórcę medytacji uważności, polegającej na skupianiu się na chwili teraźniejszej, tak jakby od niej zależało całe nasze życie. To forma stoickiej medytacji, której celem jest polepszenie samopoczucia.

Cel: lewa półkula

Doktor Kabat-Zinn wraz z zespołem naukowców dokonał niesamowitych odkryć na temat medytacji uważności. Według ich badań, medytacja uaktywnia lewą półkulę mózgu, odpowiedzialną za odczuwanie pozytywnych uczuć. Dlatego też osoby, które codziennie medytują, czują się bardziej szczęśliwe i pełne energii. Poprawia się ich ogólny stan psychiczny oraz wzmacnia układ odpornościowy.

Kolejna korzyść płynąca z medytacji to istotne obniżenie symptomów depresji, niepokoju i dysforii. W ciągu zaledwie kilku tygodni osoby regularnie medytujące są w stanie poprawić swoje samopoczucie na bardzo długi czas.

Psycholog pozytywna Barbara Fredrickson w swojej książce „Pozytywność” opowiada o kobiecie, która nigdy nie miała dla siebie czasu. Z trójką dzieci, domem na głowie i pracą na pełny etat była wiecznie podminowana i zestresowana, co negatywnie odbijało się na jej relacjach z mężem. Gdy zaczęła medytować, znajdowała się w stanie przewlekłej depresji i od kilku lat cierpiała na poważną bezsenność. Po trzech miesiącach regularnej medytacji zaczęła przesypiać 7 godzin bez budzenia się. Polepszyło się też jej samopoczucie, odnalazła przyjemność w zabawie z dziećmi, a w jej związek małżeński wstąpiła nowa energia. W ciągu zaledwie 12 tygodni poradziła sobie z nękającą ją depresją. To zresztą jeden z wielu przypadków potwierdzających zasługi medytacji uważności dla osiągania trwałego stanu szczęścia.

Codzienna praktyka

Aby zrobić pierwszy krok na drodze do spokoju i zadowolenia, najlepiej zarezerwować sobie 45 minut na codzienną praktykę uważności, ale wystarczy też 10 lub nawet 5 minut. Każda chwila medytacji będzie cudownym darem.

Najlepiej medytować rano, przed rozpoczęciem dnia. Nie musisz mieć specjalnej maty czy siedzieć w stroju gimnastycznym bez ruchu ze skrzyżowanymi nogami. Medytacje uważności można wykonywać siedząc na krześle, stojąc w autobusie, chodząc po ulicy czy jedząc obiad. Jon Kabat-Zinn poleca również jogę połączoną z medytacją uważności i skanowanie ciała, czyli koncentrowanie się kolejno na każdej jego części.

Najbardziej znana medytacja to medytacja łaskawości oparta na wzbudzaniu pozytywnych uczuć.

Poniżej znajdziesz kilka przydatnych informacji. Przeczytaj je i postaraj się od razu poświęcić kilka minut na wybraną medytację.

Medytacja siedząca

Wystarczy przeznaczyć na nią 5 minut dziennie. Ale jeśli możesz, postaraj się wygospodarować 10, 20 czy nawet 30. Usiądź wygodnie na krześle lub w fotelu – zadbaj o to, by twoje plecy były wyprostowane. Zamknij oczy. Wyobraź sobie, że jesteś górą. Skup się na swoim oddechu, bądź w pełni obecny. Za każdym razem, gdy uciekniesz myślami w jakimś kierunku, nie karć się za to, ale staraj się powrócić do koncentracji na swoim wdechu i wydechu. Na początku może być trudno, jednak z czasem będziesz nabierał coraz większej wprawy.

Uważne jedzenie

Wybierz jeden posiłek w ciągu dnia, może to być obiad, śniadanie lub zwykła przekąska. Postaraj się skoncentrować na każdym kęsie potrawy. Możesz na chwilę zamknąć oczy. Poczuj jej zapach, smak, zwróć uwagę na kształt, kolory czy ułożenie jedzenia na talerzu. Myśl o tym, jak każdy kęs nasyca cię i wzbogaca. Nie śpiesz się.

Skanowanie ciała

Połóż się na podłodze, macie do jogi lub na łóżku. Zacznij medytację od koncentracji na wdechu i wydechu. Po trzech wdechach przenieś swoją uwagę na palce lewej stopy, bez poruszania nimi. Skoncentruj się na swoich odczuciach. Coś cię swędzi, boli, a może odczuwasz łaskotanie? Palce są ciepłe czy zimne?

Następnie wyobraź sobie, jak twój oddech przesuwa się od klatki piersiowej, po brzuchu, lewej nodze, aż do jej palców.

Na wydechu niech rozpłyną się w stanie relaksu.

Potem skoncentruj się na dolnej części stopy, bez poruszania nią. Skup się na swoich uczuciach i znowu podczas wdechu doprowadź powietrze do tego punktu. Przy wydechu dolna część stopy rozpływa się w stanie relaksu.

Powtórz to samo, idąc kolejno przez wszystkie części lewej nogi: górną część stopy, kostkę, łydkę, kolano, udo. Potem prawa noga. Przejdź do miednicy, pośladków, dolnej i górnej części kręgosłupa, klatki piersiowej i brzucha. Potem skoncentruj się na palcach obu rąk, dłoniach, nadgarstkach, przedramionach i ramionach. Teraz kolej na twarz i szyję. Koncentruj się kolejno na szczęce, ustach, języku, dziąsłach, nosie, oczach, brwiach, czole i uszach. Wyobraź sobie, jak oddech przesuwa się w kierunku twarzy i przy wydechu pozostawia ją w stanie błogiej relaksacji. Kontynuuj tę wycieczkę aż do czubka głowy. Wyobraź sobie, że otwiera się niczym otwór na głowie wieloryba…

Weź tą drogą trzy głębokie oddechy (zamiast przez nos). Powoli skoncentruj się raz jeszcze na swoim wdechu i wydechu. Otwórz oczy. Całe ćwiczenie powinno zająć ci około 35–40 minut.

Medytacja uaktywnia lewą półkulę mózgu, odpowiedzialną za odczuwanie pozytywnych emocji. Osoby medytujące każdego dnia czują się bardziej szczęśliwe i pełne energii. Poprawia się ich stan psychiczny oraz wzmacnia układ odpornościowy

Jolanta Burke psycholog pozytywna, coach.

  1. Psychologia

Jak budować zdrową niezależność? - 7 kroków

To, w jaki sposób wyrażasz swoje emocje, jak się zachowujesz, rozumujesz i reagujesz, to jak się ubierasz i jaki jest rodzaj twojej wrażliwości – to wszystko tworzy niepowtarzalny obraz tego, jaka jesteś. (Fot. iStock)
To, w jaki sposób wyrażasz swoje emocje, jak się zachowujesz, rozumujesz i reagujesz, to jak się ubierasz i jaki jest rodzaj twojej wrażliwości – to wszystko tworzy niepowtarzalny obraz tego, jaka jesteś. (Fot. iStock)
Obniżona samoocena powoduje, że opinie z zewnątrz stają się ważniejsze niż nasze odczucia. Jak sprawić, aby nasze poczucie własnej wartości zaczęło rosnąć, a wpływ otoczenia nabrał właściwych proporcji?

1. Weź za siebie odpowiedzialność

To jeden z 6 filarów poczucia własnej wartości, teorii stworzonej i rozpropagowanej przez Nathaniela Brandena. Co to oznacza w praktyce? Zrozumienie, że mamy jedno życie i że od nas zależy, jak je przeżyjemy. I że tylko my jesteśmy odpowiedzialni za to, co czujemy i co robimy. Jeśli za swoje pomyłki, nieudane związki czy niesatysfakcjonującą pracę obwiniasz innych, stawiasz się w roli ofiary. A przecież ostatecznie to ty i tylko ty dokonujesz wyboru. Rodzice naciskali, żebyś poszła na medycynę, a teraz żałujesz, że nie wybrałaś dziennikarstwa? Cóż, dokonałaś wyboru między własną satysfakcją a zadowoleniem rodziców. Pragnienie funkcjonowania w grupie nie zwalnia cię od wzięcia odpowiedzialności za swoje myśli, dążenia i działania. Nie będąc zależna od innych, poczujesz się nie tylko bardziej kompetentna, ale też staniesz się bardziej wiarygodna dla innych. Zamiast sprawnym, ale przeciętnym lekarzem będziesz doskonałym dziennikarzem.

2. Ćwicz asertywność

Wielu osobom kojarzy się z nawykiem mówienia „nie”, ale to tylko połowa prawdy. Inni uważają, że asertywność to ładna nazwa na szorstkie zachowanie lub egoizm. W istocie asertywność jest jedynie wyrażonym szacunkiem dla własnych potrzeb, uczuć i opinii. Brak asertywności jest lękiem przed zademonstrowaniem swojej odrębności. Jeśli masz z tym problem, zacznij od wyrażania swoich potrzeb w mniej drażliwych kwestiach, np. wyboru filmu w kinie czy dania w restauracji. Gdy dasz sobie prawo do wyrażania siebie, łatwiej będzie ci przyjmować odmienne zdanie, a także odmowę. Zrozumiesz, że nie musisz brać ich do siebie. A jeśli nie jesteś pewna swojego zdania w istotnej sprawie – zamiast przytakiwać od razu – zacznij mówić: „Daj mi chwilę, muszę to sobie przemyśleć”.

3. Twórz instrukcję obsługi siebie

To, w jaki sposób wyrażasz swoje emocje, jak się zachowujesz, rozumujesz i reagujesz, to jak się ubierasz i jaki jest rodzaj twojej wrażliwości – to wszystko tworzy niepowtarzalny obraz tego, jaka jesteś, stanowi cenny wkład w jakość grupy, którą tworzysz z innymi. Ale aby wiedzieć, co do niej wnosisz, musisz poznać siebie i swoje poglądy. Dlatego jak najczęściej pytaj samą siebie:
  • Co najbardziej lubię (jakie smaki, zapachy, kolory itd.)?
  • Co o tym sądzę?
  • Co zrobiłabym na jego czy jej miejscu?
  • Czego najbardziej się boję?
To może być świetna zabawa, niejedna własna reakcja może cię zaskoczyć. Najważniejsze, że w ten sposób tworzysz instrukcję obsługi siebie – przydatną innym, ale głównie tobie.

4. Praktykuj świadome życie

Może ci w tym pomóc Praktyka Obecności na bazie koncepcji Colina P. Sissona, medytacja, joga lub technika mindfulness – wszystkie one wyczulają na odbieranie sygnałów z własnego ciała oraz rewidowanie pojawiających się w głowie myśli. Kiedy twoje podejście do życiowych wyzwań opiera się na fabrykowaniu teorii spiskowych („na pewno wszyscy się dowiedzą o mojej pomyłce”, „jestem beznadziejna, nic mi się nie udaje”), twoja samoocena staje się krucha, a cudza opinia, szczególnie gdy dotyczy wrażliwych punktów, bywa niszcząca. Kiedy decydujesz się, by karmić się tylko pozytywnymi myślami i w bezpieczny sposób dawać ujście swoim emocjom (na przykład zadając sobie kluczowe pytania: Dlaczego mnie to tak zdenerwowało? Co mogę zrobić następnym razem, by bardziej nad sobą panować?) – spirala znowu idzie w górę i coraz mocniej ufasz sobie.

5. Określ swój życiowy cel

To nie oznacza, że masz podporządkować życie realizacji planu, który stanie się wypełniającą je ideą, usuwającą wszystko inne w cień. Chodzi raczej o zmianę myślenia z: „oby mi się udało nie popełnić błędu” na: „zrobię wszystko, by to, czego pragnę, stało się realne”. Pomyśl… Czy patrząc z perspektywy, widzisz, że zmiany w twoim życiu wyznaczyły decyzje, które podjęłaś, czy też sploty okoliczności? Gdy mamy skłonność do dryfowania, znacznie mniej zaufania pokładamy w sobie. Często więc czyjaś ocena sprawia, że zaczynamy wątpić, czy kierunek jest słuszny. Świadomość celu to pozytywna energia. Jeśli wiesz, że dla ciebie ważna jest rodzina i przyjaźń, albo chcesz tańczyć ponad wszystko, to nawet gdy ktoś mówi, że postępujesz głupio lub naiwnie – ty odpowiadasz mu, że gdyby nie marzyciele, Ziemia nadal byłaby płaska.

6. Zaakceptuj siebie

Jak powiedział Nathaniel Branden, „akceptacja jest odmową bycia swoim wrogiem”. Bo kiedy negujemy swoje myśli i zachowania, których nie lubimy, zazwyczaj nie przyznajemy się do nich. Gdy uważamy, że czegoś nie potrafimy – wycofujemy się lub udajemy, że jest inaczej. Kiedy nie podoba nam się nasze odbicie w lustrze, za małe oczy, za duży nos, za gruba lub za chuda sylwetka – staramy się to maskować ubraniem, makijażem. Choć próbujemy w taki sposób chronić siebie, robimy rzecz odwrotną – odrzucamy siebie. Przy takim nastawieniu każda krytyka, a nawet żart, stają się naprawdę raniące. Nie jest możliwe, aby mieć dobrą samoocenę i jednocześnie nie akceptować siebie.

7. Bądź wierna swoim zasadom

Jeśli twój wewnętrzny kodeks nie przyzwala na kłamstwa, a sama mijasz się z prawdą, by nie narazić się otoczeniu, to ma tu miejsce spory dysonans. W ten sposób znowu rezygnujesz z części siebie, by zyskać akceptację. Ale tracisz szacunek do siebie – ważny filar samooceny. Pamiętaj, że przestrzegając swoich zasad, uniezależniasz się od tego, co myślą o tobie inni.

Joanna Godecka: life coach, praktyk Integracji Oddechem i Integrującej Obecności. 

  1. Psychologia

Czy poczucie fizycznej atrakcyjności wpływa na karierę?

– Jeśli bezkrytycznie ulegamy trendom mody lub szaleńczo usiłujemy zrobić karierę w sposób niezgodny ze swoim wnętrzem, pokazujemy światu, że nie czujemy własnej unikalności – mówi Joanna Godecka. (Fot. iStock)
– Jeśli bezkrytycznie ulegamy trendom mody lub szaleńczo usiłujemy zrobić karierę w sposób niezgodny ze swoim wnętrzem, pokazujemy światu, że nie czujemy własnej unikalności – mówi Joanna Godecka. (Fot. iStock)
Tak, ponieważ wiąże się z nią poczucie własnej wartości, a z niej wynika to, jak zarządzamy własnym potencjałem, również w pracy.

"Jesteś piękna!”. Jak często słyszymy takie słowa na co dzień – od bliskich, znajomych, tych, których kochamy i z którymi pracujemy? Zdecydowanie za rzadko. Może dlatego mamy tak kiepskie zdanie o własnej atrakcyjności?

Po co ci szkolenie?

Joanna Godecka, life coach, uważa, że niską samoocenę, wynikającą także z tego, że nie czujemy się pięknie, staramy się kompensować na różne sposoby. W sferze zawodowej stosunkowo łatwo to osiągnąć: nadrabiamy inteligencją, pracowitością, podnoszeniem kwalifikacji oraz zawodowej rangi. Działanie takie nie jest złe samo w sobie, ale jeśli u źródła zapisywania się na kolejne kursy i szkolenia oraz pragnienia awansu czy posiadania władzy znajduje się kompensacja niskiego poczucia atrakcyjności, nie osiągniemy prawdziwego i trwałego spełnienia. Działamy bowiem w kierunku „od”, uciekamy od wewnętrznego dyskomfortu, ponieważ chcemy poczuć ulgę. To do niczego dobrego nas nie doprowadzi. Owszem, możemy wspiąć się na kolejny szczebel kariery, poprzez podniesienie kwalifikacji umocnić swoją wartość na rynku pracy, ale czy to będzie, po pierwsze, trwałe osiągnięcie, a po drugie, czy przyniesie nam wewnętrzną satysfakcję? Niekoniecznie. Zauważmy, że ten wyścig zaczyna się już w szkole, kiedy środowisko, w którym wyrastamy, popycha nas w kierunku bycia bardziej prymuską niż cieszącą się swoim unikalnym pięknem dziewczynką. Stwierdzenia typu: „Pięknością nie jesteś, więc ucz się i ciężko pracuj” kodują nas na długi czas. Gdy próbujemy zagłuszyć wewnętrzny ból płynący z niskiego poczucia własnej wartości, istnieje niebezpieczeństwo, że wpadniemy w pułapkę konieczności podejmowania coraz to bardziej wymagających wyzwań: zdobywania nowych umiejętności oraz wyższej pozycji. Zatrzyma nas dopiero wypalenie zawodowe, porażka, choroba, poczucie bezsensu życia. Jak temu zapobiec? Możemy zacząć od tego, że inaczej spojrzymy na samo piękno.

Kogo widzisz w lustrze?

– Pojęcie piękna, w tym szczególnie kobiecego, możemy rozpatrywać na wielu płaszczyznach – mówi Joanna Godecka. – Zdecydowana większość Polek kojarzy je przede wszystkim z aspektem urody: zgrabną sylwetką, pięknymi włosami czy rysami twarzy. Jeśli jednak zejdziemy na obszar mniej oczywistego piękna, przekonujemy się, że Polki zaczynają doceniać takie wartości, jak optymizm, osobowość, dobroć. Okazuje się bowiem, że dzięki takiemu spojrzeniu jest nam bliżej do akceptacji różnorodności. Wówczas lansowane agresywnie przez media trendy nie wpływają na nas destrukcyjnie.

Joanna Godecka podkreśla, że definicja piękna zmienia się wraz ze wzrostem świadomości. Odkrywamy, że liczą się nie tylko idealne proporcje i harmonijne rysy, ale także specyficzna aura, która wynika z poczucia wewnętrznej spójności, radości, swobody. I to jest przepis na wszelki sukces, też zawodowy. – Można powiedzieć, że świat kocha ludzi, którzy kochają świat, a za pięknych uważamy tych, którzy pięknem emanują – mówi Joanna Godecka. – Ten proces, czyli wymiana energii między nami i otoczeniem, zaczyna się od odkrycia w sobie potencjału, zasobów i zatroszczenia się o nie.

Jakie są te zasoby? Należą do nich między innymi:

  • osobowość, czyli unikatowość naszych cech sprawiająca, że jesteśmy tym, kim jesteśmy;
  • poczucie własnej wartości pozwalające na wyrażanie siebie w sposób autentyczny i empatyczny;
  • wynikająca z poczucia własnej wartości nienarzucająca się pewność siebie, która sprawia, że czujemy się atrakcyjne;
  • optymizm, ponieważ osoba, która szczerze się uśmiecha, automatycznie staje się piękna;
  • inteligencja emocjonalna powodująca, że umiemy nawiązywać wspierające relacje;
  • dbanie o siebie, które dowodzi, że cenimy i szanujemy siebie;
  • szeroko pojęta elegancja, czyli umiejętność podkreślania swoich walorów odpowiednim, gustownym strojem, a wynika ona ze świadomości, w czym dobrze się czujemy i wyglądamy.

To są składowe definicji piękna, którego odbiór staje się coraz bardziej indywidualną sprawą. A piękno zewnętrzne? – Poczucie bycia piękną możliwe jest tylko w sytuacji, w której doceniamy siebie i patrzymy w lustro z akceptacją – podkreśla Joanna Godecka. – Najważniejszy jest powód, dla którego codziennie spoglądamy w to lustro. Jeśli szukamy jedynie mankamentów, które uwypukla nasz Wewnętrzny Krytyk, wtedy swoje wysiłki skupiamy wokół prób uczynienia problemu mniej widocznym. A przecież nie o to właśnie chodzi. Chodzi o skupianie się na tym, co w nas jest piękne. To my same uczymy ludzi, jak mają na nas patrzeć. Jeśli my widzimy tam piękno, inni także je zauważą. Jeśli my go nie dostrzegamy, nie przekonamy o tym świata.

Wsparcie koleżanek zza biurka

Wiele kobiet przyznaje, że ważna jest dla nich opinia innych kobiet. Chętnie prosimy o pomoc w ocenie córkę, przyjaciółkę czy też mamę, licząc na ich szczerą opinię, bo trudno nam odnieść się do własnej atrakcyjności. W miejscu pracy, gdzie spędzamy przecież tak dużo czasu, tym bardziej możemy się wspierać.

– Chodzi o umiejętność dawania innym kobietom wsparcia w dążeniu do bycia najlepszą wersją samej siebie – podpowiada Joanna Godecka. – Nie wszystkie z nas zdają sobie sprawę z tego, jak ważna jest relacja pomiędzy kobietami w pracy, jak wiele może ona wnieść w nasz sposób postrzegania siebie. Może nam dodać skrzydeł, ale także je podciąć. Bo w zespole tworzymy wspólne wzorce.

Dlatego zamiast rywalizacji i wzajemnego oceniania warto postawić na współpracę oraz życzliwość. Poczucie emocjonalnego bezpieczeństwa w przyjaznym otoczeniu jest nieocenionym elementem sprzyjającym rozwojowi najlepszych cech. Wzmacnia odwagę bycia sobą. Gdy życzliwe koleżanki udzielają pozytywnej informacji zwrotnej, łatwiej nam uwierzyć w piękno własnego ciała oraz duszy. Wówczas poczucie własnej wartości ugruntowuje się. Zaczynamy traktować siebie z czułością i odrobiną dystansu. Tworzymy nowy, pozytywny wzorzec i dzielimy się nim z innymi.

Uczymy się od siebie także przez obserwację, dlatego starajmy się wzajemnie dostrzegać swoją indywidualność i ją podkreślać. Radość i poczucie piękna są zaraźliwe!

– Jeśli bezkrytycznie ulegamy trendom mody lub szaleńczo usiłujemy zrobić karierę w sposób niezgodny ze swoim wnętrzem, pokazujemy światu, że nie czujemy własnej unikalności – mówi Joanna Godecka. – Podczas gdy projektanci, kosmetolodzy oraz trenerzy motywacyjni zasypują nas komercyjnymi pomysłami, my skontaktujmy się ze sobą. Pielęgnujmy poczucie własnej wartości, dostrzeganie siebie jako wyjątkowej istoty ludzkiej, obdarzonej unikatowym pięknem.

A wtedy życie zawodowe nie będzie nam niczego rekompensować, a wprost przeciwnie – idealnie dopełniać.

Joanna Godecka, life coach, zajmuje się psychoterapią w nurcie pozytywnym, coachingiem oraz sesjami Integrującej Obecności i Synchronizacją Pozytywną.

  1. Styl Życia

Wypalenie zawodowe - jakie mogą być objawy?

Po czym poznać, że przewlekłe zmęczenie i brak zapału to już nie tylko zwykłe zmęczenie pracą, ale symptomy wypalenia zawodowego? (fot. iStock)
Po czym poznać, że przewlekłe zmęczenie i brak zapału to już nie tylko zwykłe zmęczenie pracą, ale symptomy wypalenia zawodowego? (fot. iStock)
Zmęczenie, brak energii, częste przeziębienia mogą być krzykiem organizmu o ochronę przed wypaleniem zawodowym. Trzeba tylko połączyć kilka faktów, by układanka złożyła się w całość.

Robert tłumaczy żonie, że wieczorne drinki i okazjonalne „resetowanie się” alkoholem w trakcie większych imprez to konieczność w jego pełnej napięcia pracy. Joanna ma w kuchni półkę zastawioną suplementami diety podnoszącymi odporność, ale każda zima przynosi coraz więcej przewlekłych przeziębień. Krzysztof zasięgał niedawno porady prawnika, by sprawdzić, czy sposób, w jaki potraktował pracownika w chwili irytacji, może być uznany za mobbing. Nie zmniejszyło to jego problemów ze snem, które trapią go – jak sobie uświadomił – już rok.

O wypaleniu zawodowym każdy kiedyś słyszał. Ale przecież to problem innych. Głównie Japończyków. To oni swój pracoholizm przypłacają karoshi – śmiercią z przepracowania lub karojisatsu – samobójstwem z powodu nadmiaru pracy. Ale czy na pewno nam ten problem jest obcy?

Symptomy wypalenia zawodowego

Robert, Joanna i Krzysztof nie zwracają uwagi na symptomy wypalenia zawodowego, bo nie rozpoznają ich jako części procesu. Każdy czasem miewa katar, każdy czasem wypije za dużo, każdemu zdarza się zdenerwować. Zresztą, kto w dzisiejszych czasach nie bywa trochę przepracowany? Jeśli uda się rozpoznać iluzyjność takiego podejścia, zanim brutalnie pozbawią nas złudzeń poważne kłopoty zdrowotne, mamy szansę uniknąć trudnych do odwrócenia stanów, takich jak poważne kłopoty z sercem, krążeniem, układem pokarmowym czy depresja. Co ważne, symptomy wypalenia występują nie pojedynczo, ale w pewnym charakterystycznym zestawie. I właśnie ten zestaw powinien wzbudzić czujność.

Po pierwsze: przewlekłe zmęczenie

Joanna nie przypomina sobie, kiedy ostatni raz czuła przypływ energii i radość działania. Zaczyna podejrzewać nawet, że takie rzeczy zdarzają się tylko w książkach i filmach. Choćby nie wiem jak długo spała, ciągle jest niewyspana. A właściwie trudno mówić o spaniu, kiedy budzisz się o czwartej i przypominasz sobie wszystkie problemy, którym będziesz musiała stawić czoła w dzień. A kiedy w weekendy starasz się pospać dłużej, żeby wstać wypoczęta, i tak budzisz się z bólem pleców i poczuciem zmęczenia i rozbicia. Może dobrze byłoby pójść na masaż, na basen albo poćwiczyć na świeżym powietrzu? Tylko kiedy i jak? Najpierw trzeba to wszystko jakoś poogarniać, a to nie jest proste, kiedy lecisz na jednym silniku. Mąż żartuje, że ma w łóżku śpiącą królewnę, ale coraz bardziej irytuje go, że zawsze wieczorem boli ją głowa. Joanna powtarza wszystkim, że jest zmęczona, ale do nikogo to nie dociera. Ma poczucie, że ciągle ktoś czegoś od niej chce – w pracy współpracownicy i szefowa, w domu mąż i dzieci, nie wspominając już o mamie, zadręczającej pomysłami wspólnych zakupów – i że te „chcenia” zdecydowanie przekraczają jej możliwości. Ktoś mógłby to wreszcie zauważyć. Tak jak fakt, że od dwóch miesięcy nie może się skutecznie pozbyć nawracającego kataru. Na chwilę poprawia jej nastrój miętowa czekolada, ale słodycze plus obfitsze kolacje powodują, że ubrania przestają dopinać się w pasie, co również nie czyni ją szczęśliwszą.

Joanna próbuje coś zmienić, oddzielnie skupiając się na każdym z przejawów dyskomfortu. Tymczasem uświadomione i połączone w całość problemy dają obraz stanu, który można określić jako właśnie psychiczne i fizyczne wyczerpanie.

Po drugie: brak empatii

Krzysztof zdaje sobie sprawę, że ostatnio stał się bardziej szorstki i wymagający dla swoich pracowników. Bo ile czasu można „ojcować” dorosłym ludziom? Tyle lat już u niego pracują, mogliby się czegoś nauczyć, a nie przybiegać z każdym „bzdetem”. No i te ich ciągłe problemy rodzinne: ojciec w szpitalu onkologicznym, córka miała wypadek i potrzebuje protezy, kredyt na kupno mieszkania. A co go to w końcu obchodzi, szczególnie teraz, gdy sprawy firmy nie idą najlepiej. Ale jak mogą iść dobrze, skoro wszyscy pracują na pół gwizdka, bo ciągle mają te swoje ważne sprawy. Czy jego ktoś pyta o problemy osobiste? Tak dłużej nie może być – dość cackania się z niezorganizowanymi pracownikami. Tak, dał ogłoszenia o naborze nowych ludzi. Tak, weźmie takich, którzy przystaną na gorsze warunki zatrudnienia. I nic nikomu do tego. A już najmniej jego siostrze, której się wydaje, że jak jest psychologiem, to pozjadała wszystkie rozumy. Wymyśliła ostatnio, że niby Krzysztof jest mało empatyczny dla innych, bo jest przepracowany, wypalony i nie radzi sobie sam ze sobą.

Krzysztof broni się przed uwagami bliskich, atakując. Trudno mu uwierzyć i zaakceptować fakt, że depersonalizacja, czyli „odczłowieczanie” relacji z innymi, może być spowodowana przeciążeniem i nieudanymi próbami radzenia sobie z własnym stanem psychicznym.

Po trzecie: samoocena leci w dół

Robert doszedł do wniosku, że czas się wyzbyć złudzeń co do swoich możliwości. Jeszcze niedawno wierzył, że jest niezastąpiony w pracy. Teraz przybyło nowych ludzi, lepiej wykształconych, sprawniej posługujących się angielskim. Dawniej lubił napięcie towarzyszące negocjacjom i uczucie triumfu, gdy sprawy szły po jego myśli – czuł się niezbędny dla firmy. Teraz sukcesy rozkładają się na więcej osób. Robert ma wrażenie, że lada moment podziękują mu za dotychczasową współpracę – już nie jest niezastąpiony, a na nowicjuszy wydają mniej pieniędzy. Takie myśli kołaczą mu się po głowie nieustannie. Wieczorne drinki pozwalają na chwilę się wyluzować, ale rano znowu rzeczywistość skrzeczy.

Na ostatniej firmowej imprezie „zresetował się” kompletnie i wdał w kłótnię z prezesem, o czym plotkowano później przez tydzień. Robert poszedł wtedy na zwolnienie lekarskie. Po raz kolejny, bo ostatnio coraz częściej mu się to zdarza. Żeby jeszcze można było wziąć zwolnienie lekarskie od żony, która ciągle marudzi, że on za mało wierzy w siebie, że niby ma zaniżoną samoocenę i niepotrzebnie deprecjonuje własne dokonania.

Zanim będzie za późno

Christina Maslach – twórczyni najbardziej znanej koncepcji wypalenia – podkreśla trójskładnikowość tego zjawiska: obok poczucia ogólnego psychicznego i fizycznego wyczerpania, pojawiają się dodatkowo: depersonalizacja jako reakcja na innych oraz obniżone poczucie własnych dokonań jako reakcja na siebie.

Jeżeli te symptomy zostaną rozpoznane w porę, można skutecznie pracować nad poprawą stanu zdrowia i powrotem do równowagi psychicznej – ważne jest wtedy równoległe działanie na kilku płaszczyznach jednocześnie: zadbanie o zdrowie fizyczne, ruch, dietę oraz praca nad zmianą szkodliwych nawyków i przekonań dotyczących pracy. W przypadku niewielkiego nasilenia objawów można poradzić sobie z problemem przy wsparciu rodziny lub przyjaciół. W bardziej zaawansowanym stanie przydadzą się porady lekarza rodzinnego (z takiej pomocy skorzystała Joanna), coachingu (praca nad zmianą nawyków pomogła Krzysztofowi) czy terapii (co okazało się skutecznym rozwiązaniem dla Roberta). Ważne, by uznać fakt, że potrzebujemy pomocy, i z niej skorzystać. W przeciwnym razie proces autodestrukcji może nasilać się do stanów, w których niezbędna będzie nawet hospitalizacja.

Warto przeczytać: „Wypalenie zawodowe: przyczyny i zapobieganie”, Helena Sęk, Wydawnictwo Naukowe PWN;„Panowanie nad stresem”, Mirella Kamińska, Bogdan Siewierski, Aleksandra Skwara, Andrzej Szóstak, wyd. One Press.