fbpx

Nowe w starym

Złota tapeta imitująca starą, podniszczoną blachę jest ozdobą sypialni. (Fot. Jakub Pajewski)

To mieszkanie miało spełnić kilka funkcji. Różnych, ale każda przyjemna. Miało być domem dla trzyosobowej rodziny, salonem dla bogatego życia towarzyskiego i gabinetem do pracy dla gospodyni. Ewie Wieleżyńskiej udało się zrealizować wszystkie te plany w stumetrowym mieszkaniu na warszawskiej Ochocie.

Mieszkałam w różnych dzielnicach Warszawy, poprzednio w samym centrum, na Nowym Świecie, ale z chęcią wróciłam na Ochotę, bo to wyjątkowa dzielnica” – mówi Ewa Wieleżyńska. I dodaje: „Dużo tu starych domów, ocalała spójna architektonicznie przestrzeń, co w Warszawie jest wyjątkowe, a w dodatku istnieje tu żywa »ludzka tkanka« – relacje sąsiedzkie i towarzyskie”. Od dwóch lat żyje w tym mieszkaniu, z którego widać dwa symbole różnych epok w dziejach miasta: XIX-wieczne Filtry i XX-wieczny Pałac Kultury. A także drzewa, bo, jak mówi Ewa Wieleżyńska, nie wyobrażała sobie, żeby ich mogło za oknami nie być. Tym bardziej że miejsce jej pracy to biurko pod oknem.

Ewa Wieleżyńska i Pałac Kultury na obrazie jej męża. (Fot. Jakub Pajewski)

Ewa Wieleżyńska jest redaktorką, tłumaczką, wydawczynią. I specjalistką od wina. Była zastępczynią redaktora naczelnego „Magazynu Wino”, współtworzyła kwartalnik winiarski „Ferment” i szefowała mu, a niedawno – wraz z Dorotą Nowak – założyła Wydawnictwo Filtry, które swoje pierwsze książki, poświęcone przede wszystkim historii społecznej, wyda we wrześniu. Dużo pracuje w domu, ale dużo też podróżuje. Często i chętnie do Włoch. Zapytana, gdzie chciałaby mieszkać, jeśli nie tutaj, odpowiada bez wahania: „Na Sycylii. W Syrakuzach”. Ale to kwestia przyszłości. Na razie jest właśnie Warszawa i Ochota, szczególna dla niej, bo rodzinna. W sąsiedniej kamienicy mieszkała z rodzicami w latach licealnych, więc to nowe mieszkanie w pewnym sensie jest powrotem do domu.

Dom na Filtrowej zbudowano w 1922 roku, mieszkaniu zostały oszczędzone powojenne kwaterunkowe podziały. Ale współczesne wnętrze nie jest identyczne z tym przedwojennym, w którym było dużo więcej pomieszczeń. Identyczne pozostały tylko okna: wielkie i dające pokojom świetlistą aurę. Poprzedni lokatorzy zlikwidowali wiele ścian, zgodnie z duchem lat 90. zrobili też podwieszane sufity z karton-gipsu i skosy.

„Wszystko to zlikwidowałam, ale ścian nie przywracałam. Mam takie mieszkanie, jakiego potrzebuję. Dwie sypialnie, w jednej z nich jest też pod oknem moje miejsce do pracy i półki z książkami aż po sufit. I jest duża, otwarta, jasna przestrzeń łącząca kuchnię, jadalnię i pokój dzienny – mówi Ewa Wieleżyńska. – Marzyłby mi się oddzielny gabinet i garderoba, ale trzeba było wybierać”.

Nowoczesne lampy polskiej marki Kaspa, a kanapa to Comforty. W głębi portret praprababki Reginy i obraz Agnieszki Zawiszy przedstawiający widok na Filtry. (Fot. Jakub Pajewski)

Każda przeprowadzka to przecież wybory. Co wziąć, z czego zrezygnować, co kupić nowego. Tak też było w tym przypadku. „Pozbyłam się wielu mebli. Miałam dużo antyków, które kolekcjonował mój tata. Trudno było mi się z nimi rozstać, ale czułam, że się z nimi duszę. Niektóre, jak stół art déco w jadalni i orzechowa szafa, zachowałam, inne zmodyfikowałam – jak choćby komodę z marmurowym blatem, którą pozbawiłam nadstawki”.

Stół art déco to jeden z mebli z kolekcji zgromadzonej przez ojca gospodyni. (Fot. Jakub Pajewski)

Pozostały też obrazy, niektóre to rodzinne pamiątki, jak portret praprababki Reginy, inne współczesne – niedokończony jeszcze Pałac Kultury to dzieło męża Ewy, malarza Erika Christiansena. Rzeczy stare uzupełniły nowe: zabawne szafeczki z lat 60., nowoczesne oświetlenie, kanapy. I kolory. Głęboki szmaragd przepastnej kanapy, szary błękit drugiej, złota tapeta w sypialni, imitująca starą blachę, błękit na ścianach, przygaszona zieleń na ścianach holu, żywsza w sypialni. Intensywność tych naturalnych kolorów nie przytłacza, a pozwala przetrwać długie szare polskie miesiące.

Stara orzechowa szafa odmłodzona zielenią tła. W rogu autentyczny przedwojenny piec kaflowy. (Fot. Jakub Pajewski)

Czy to mieszkanie jest już na zawsze, skoro ma tyle zalet? Ewa Wieleżyńska śmieje się i mówi: „Nigdy nie myślę, że coś jest na stałe. Ale dobrze się tu czuję i mam przestrzeń na wszystko, co lubię”. No i ten widok za oknem. Na drzewa i miasto. Doskonały przecież.

Łazienka koi bielą, czernią i szarością. (Fot. Jakub Pajewski)

 

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze