1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Styl Życia
  4. >
  5. Rozumieją, czują, tylko nie mówią. O przyjaźni ze zwierzętami

Rozumieją, czują, tylko nie mówią. O przyjaźni ze zwierzętami

Dzięki zwierzętom możemy poczuć swoją prawdziwą naturę, połączyć się ze źródłem życia, współczuciem, spokojem i wewnętrzną harmonią. (Fot. iStock)
Dzięki zwierzętom możemy poczuć swoją prawdziwą naturę, połączyć się ze źródłem życia, współczuciem, spokojem i wewnętrzną harmonią. (Fot. iStock)
W Nowej Zelandii zwierzęta uznane są za istoty czujące, a ich właściciele zobowiązani są do zapewnienia im odpowiednich warunków do życia. Bo są równie ważne jak my. Bawią, wzruszają, obdarzają miłością, a my często nie zdajemy sobie do końca sprawy jak wiele się od nich możemy nauczyć.

 

„Tippi z Afryki” to znany film o powrocie do raju. Tippi Degré, francuska biała dziewczynka, córka fotografów przyrody, żyje w przyjaźni z dzikimi zwierzętami. Umorusana trzylatka z roztrzepanymi włosami kołysze się na grzbiecie potężnego słonia, przyciska do piersi ogromną żabę, trzyma za łapę potężnego pawiana, bawi się z małym krokodylem, całuje kameleona. Spokojnie siedzi obok geparda i uśmiecha się do obiektywu. Z gekonem na głowie.

Tippi wyjaśnia, jak rozmawia ze zwierzętami. Mówi do nich głową, oczami, sercem, duszą i widzi, że ją rozumieją – i odpowiadają. Robią jakieś gesty albo patrzą na nią i słowa pojawiają się w ich oczach. I wtedy rodzi się przyjaźń. Na przykład Abu – ukochany słoń. Siedzieć za jego głową z nogami przyciśniętymi do wielkich uszu to dla dziewczynki największe szczęście. Abu waży pięć ton i mógłby ją zmiażdżyć jednym ruchem, ale gdy miała roczek, był jej niańką, chodził za nią wszędzie. „Słonie płaczą słonymi łzami. Jak my”. Albo strusie. Są bardzo silne i niebezpieczne, na końcu łap mają ostre pazury, którymi bronią się zaatakowane przez drapieżnika, mogą rozpłatać mu brzuch i zabić. Gdy Tippi wchodzi na grzbiet strusia, ten zamiera w bezruchu, żeby dziecko nie spadło. Na grzbiecie strusia jest wygodnie, miękko i ciepło. I jeszcze przyjaźń z Cyndią, córeczką pawiana: Wszędzie łaziłyśmy razem, nawet wymieniałyśmy się smoczkami! Byłyśmy z Cyndią nierozłączne, najlepsze przyjaciółki na świecie!. Z lwiątkiem: Długo bawiliśmy się razem. Raz nawet wspólnie ucięliśmy sobie drzemkę, a on przez sen ssał mój palec.

Rodzice Tippi powtarzali jej, że nie trzeba się bać, tylko uważać. Żółta kobra może zabić, a pytona można pieścić i drapać pod brzuszkiem – mówi Tippi. Dziewczynka chciałaby, abyśmy wiedzieli, że zwierzęta pochodzą od dobra.

W filmie „Mój przyjaciel Hachiko” z Richardem Gere’em w roli głównej motyw oddania i wierności pokazany jest w sposób przejmujący. Opowiedziano w filmie historię, która wydarzyła się naprawdę. Pies codziennie odprowadzał swojego pana na stację kolejki, gdy ten udawał się do pracy. Po śmierci mężczyzny pies przez dziewięć lat (tyle, ile jeszcze żył) czekał na tej stacji, dokładnie w tym samym miejscu, ku zdumieniu mieszkańców miasteczka, którzy wkrótce wystawili mu pomnik. Mamy także w Polsce taką historię. W 2001 roku odsłonięto w Krakowie pomnik psa Dżoka, kundelka, którego właściciel w tragicznych okolicznościach zmarł na serce w pobliżu ronda Grunwaldzkiego. Pies przez rok czekał tam na swojego pana; koczował na środku ronda. Do powstania pomnika Dżoka (piesek znajduje się wewnątrz rozłożonych ludzkich dłoni i wyciąga do nas lewą łapę) przyczyniło się wiele organizacji i znanych osób. Pomysł żarliwie wsparli mieszkańcy Krakowa. W Internecie można obejrzeć i przeczytać wiele wzruszających historii o zwierzętach, na przykład o psach, które pokonują tysiące kilometrów, aby odnaleźć nowy dom swoich właścicieli. Opowiadamy historie o zwierzętach często i chętnie, na przemian wzruszeni i rozbawieni. Być może jednak nie wiemy jeszcze, że one są tutaj na Ziemi dla nas. Wiedzą, że potrzebujemy pomocy.

Bliskie i równie ważne

W Polsce przez dziesięciolecia świat dzikich zwierząt przybliżała nam profesor Simona Kossak. Mieszkała w leśniczówce w Puszczy Białowieskiej. Przyjaźniła się z dzikiem, z rysiem, z krukiem. Mówiła o cudownym świecie zwierząt w swoich radiowych audycjach. Podkreślała, jak wiele zwierzętom zawdzięczamy: że w kontakcie z nimi możemy poczuć swoją prawdziwą naturę, że łączą nas ze źródłem życia, współczuciem, spokojem i wewnętrzną harmonią. Dzisiaj z ogromną wrażliwością o dzikich zwierzętach pisze Adam Wajrak.

Laureat Nagrody Nobla, austriacki przyrodnik, profesor Konrad Lorenz, powszechnie znany jest z opowiadań o zwierzętach, z którymi mieszkał pod jednym dachem. Żyjemy w rodzinie różnych stworzeń, bliskich i równie ważnych – pisał w swoich publikacjach. Kiedy spoglądam za gęsiami, które lecą nisko nad wodą i znikają za zakrętem rzeki, ogrania mnie nagle zdumienie, że są mi tak bliskie. Pozostaję w zażyłych stosunkach z ptakiem żyjącym na wolności i fakt ten napawa mnie szczególną radością, odnoszę wrażenie, jakbym doznał małego zadośćuczynienia za wypędzenie z raju.

A tak pisał o ptasich małżeństwach. Ulega się wzruszeniu, obserwując zadziorną miłość kawek. Cały czas w maksymalnie imponującej postawie, nie więcej niż metr od siebie, wędrują tak przez życie. Sprawiają wrażenie, jakby byli z siebie ogromnie dumni; kiedy tak kroczą sztywno ramię w ramię, pióra na głowie mają mocno zjeżone, co powoduje, że czarne aksamitne czapeczki i jasnoszare jedwabiste grzbiety prezentują się pięknie i okazale. Wobec siebie są bardzo czuli. Każdy znaleziony smakołyk samiec podtyka samiczce. Samiczka przez wiele minut – u ruchliwych ptaków to bardzo długo – czesze małżonkowi wspaniałe jedwabiste, długie pióra grzbietowe, podczas gdy on z lubieżnie półprzymkniętymi oczami podsuwa jej kark. I co najpiękniejsze, czułość ta wraz z latami wiernego małżeństwa nie maleje, lecz rośnie. Kawki to ptaki, które żyją prawie tak długo jak ludzie. Zaręczają się już w pierwszym roku życia, a w drugim pobierają, ich związek trwa więc wiele lat, może nawet dłużej niż ludzkie małżeństwa. I nawet po wielu latach samczyk karmi swoją samiczkę tak samo czule, a ona wydaje te same ciche, drżące z wewnętrznego wzruszenia miłosne tony jak pierwszej wiosny, która była zarazem pierwszą wiosną ich życia (cyt. za Konrad Lorenz „Rozmawiał z bydlętami, ptakami, rybami... Opowiadania o zwierzętach”).

Są jak ludzie

Z wieloma ludźmi rozmawiałam o ich domowych zwierzętach. Niemal wszyscy podkreślali, że ich zwierzęta są pełnoprawnymi członkami rodziny. Są jak ludzie – wszystko rozumieją, wszystko czują, tylko nie mówią. Czy na pewno? Rysownik Szymon Kobyliński zapewniał mnie: Naturalnie, że mówią! Dobierają słowa, żeby nas o czymś przekonać, zwrócić uwagę, rozbawić. Wyczuwają nas na odległość. Cieszą się zawsze tak samo, nieważne, czy nie było nas w domu godzinę, czy trzy dni. Akceptują nas i kochają miłością bezgraniczną bez względu na wiek, wygląd czy stan posiadania. Gdy umierają (nigdy zdychają), opłakuje się je tak długo jak najbliższych przyjaciół. Pan Szymon kochał swoje wspaniałe psy, ale równie barwnie opowiadał o przygarniętej z lasu dzikiej, leśnej, brązowej, tłuściutkiej myszy, przypominającej bobra w miniaturce, o jeżach, sikorkach, a nawet o niedźwiedziu brunatnym, który gościł w jego wiejskim domu kilka tygodni. Opowiadał, jak kłócił się z kawką, słuchał zwierzeń żaby. My z żoną rozumiemy język zwierząt – mówił. – Po intonacji głosu kawki zawsze wyczujemy strach, zaciekawienie, wściekłość, pieszczotę. Gdy szczeka pies, nawet obcy, wiemy, czy się nudzi, czy dzieje mu się krzywda, czy się cieszy. Wystarczy się wsłuchać, wczuć. Zwierzęta rozumieją, co do nich mówimy. Jesteśmy z nimi na ty i prowadzimy świadome, długie rozmowy.

Pamiętam opowieści profesora Zbigniewa Religi o jego ukochanej suczce Bambie, która nauczyła go… dobroci. Śmiał się, że Bamba żyje w zgodzie ze wszystkimi, nawet z kotami. Biegnie za kurą, kura przystaje, więc i Bamba przystaje. Krzysztof Daukszewicz opowiadał o swoich psach, kotach, o żółwiu, kanarku, papudze. O sroce znalezionej na Mazurach: Wypadła z gniazda. Chcieliśmy ją przysposobić do życia w rodzinie. Cztery tygodnie uczyliśmy ją chodzić, latać, karmiliśmy robakami. Na jeden dzień wyjechaliśmy, zostawiając ją pod opieką przyjaciół. Krzyczała, wołała nas, a gdy przez kilka godzin się nie pojawialiśmy, zmarła z rozpaczy, z wycieńczenia. Nie mogliśmy dojść do siebie. Nigdy więcej eksperymentów z zostawianiem zwierząt.

Szympansy wspaniałomyślne, a delfiny ze świadomością własnego istnienia

Szympansy mają cechy, które do niedawna przypisywaliśmy wyłącznie ludziom. Są empatyczne i altruistyczne. Badacze z Instytutu Antropologii Ewolucyjnej im. Maksa Plancka w Lipsku dowiedli, że są skore do pomagania innym nawet wtedy, gdy wymaga to od nich znacznego wysiłku i wiedzą, że za pomoc nie dostaną żadnej nagrody. W jednym z eksperymentów za każdym razem wybierały takie opcje, które były korzystne dla innych. To nieustanne zwracanie uwagi na potrzeby członków stada sprawia, że związki uczuciowe, jakie tworzą w klanie, są niezwykle silne. Przekonali się o tym pracownicy warszawskiego zoo, przyglądając się dwóm szympansom, które spotkały się po latach. Samiec i samica rzuciły się sobie w ramiona. Szympansy tworzą także zażyłe relacje ze swoimi ludzkimi opiekunami. Gdy ich tracą, popadają w apatię, leżą w klatce osowiałe, odmawiają jedzenia. Tęsknią, cierpią.

Specjaliści od delfinów Stephanie King i Vincent Janik z University of St. Andrews donoszą, że zwierzęta te nie tylko myślą i czują, ale także – co naukowcy dowiedli ponad wszelką wątpliwość – zwracają się do siebie konkretnymi imionami! Co więcej, wygląda na to, że wśród delfinów imiona są dziedziczone. Samce, które po osiągnięciu dojrzałości opuszczają rodzinę, dostają imię po matce. Natomiast młodym samicom stado nadaje nowe imię, aby nie myliło się z imieniem matki. To niejedyne odkrycie, które dowodzi inteligencji tych zwierząt. Posiadają umiejętność abstrakcyjnego myślenia, a ich język jest co najmniej równie skomplikowany jak nasz (jego podstawą są gwizdy, kląskanie, postukiwanie i niesłyszalne dla nas zakresy fal dźwiękowych – na przykład ultradźwięki). Delfiny potrafią godzinami rozmawiać ze sobą, mówiąc niewątpliwie całymi zdaniami. Zdolność do tworzenia skomplikowanych sekwencji dźwięków idzie w parze z umiejętnością logicznego myślenia.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Psychologia

Słuchanie jest aktem miłości

Umiejętność słuchania wiąże się z otwartością na autentyczne zaangażowanie się w relację. (Fot. iStock)
Umiejętność słuchania wiąże się z otwartością na autentyczne zaangażowanie się w relację. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Kiedy naprawdę kogoś słuchamy, to ta osoba trafia do centrum naszej uwagi, staje się  ważniejsza niż jakiekolwiek inne nasze potrzeby.

Gdy całkowicie się na kimś koncentrujemy i poświęcamy mu całą swoją uwagę, rozmówca czuje, że dajemy siebie całkowicie. Wtedy w pewnym sensie traci poczucie własnej odrębności i energetycznie zespala się z nami.

Sztuka słuchania w 6 krokach

1. Prawdziwe słuchanie polega na tym, że przestajemy oceniać. Nasz rozmówca staje się dla nas jak czysta biała kartka. Przyjmujemy tę osobę w danym momencie taką, jaka ona jest.

2. Prawdziwe słuchanie polega na tym, że kiedy druga osoba mówi, nie planujemy tego, co mamy zamiar powiedzieć. Nie zajmujemy się sobą, swoim punktem widzenia i swoimi emocjami, tylko próbujemy wczuć się w położenie rozmówcy.

3. Prawdziwe słuchanie jest celem samym w sobie.

4. Prawdziwe słuchanie wymaga uważnej obecności. To stan bycia, którego doświadczasz, dając całą uwagę temu, co robisz. W takim słuchaniu nie jest nawet konieczna bliska fizyczna obecność, w ten sposób można też rozmawiać przez telefon. Chodzi po prostu o pełną świadomość tego, co się wydarza podczas rozmowy.

5. Prawdziwe słuchanie polega nie tylko na uważności na słowa, ale także na sygnały pozawerbalne, na przykład ton głosu czy mowę ciała.

6. Po prawdziwym wysłuchaniu, kiedy odpowiadamy tej drugiej osobie, więcej jest w nas empatii i autentyczności. Jesteśmy bardziej w tu i teraz, a więc także bliżej siebie.

  1. Psychologia

Kto odpowiada za zdradę w związku? - kilka faktów na temat niewierności

Niektórzy potrzebują większej czułości i więcej seksu, inni ryzyka, dramatu, czy zemsty. Są też ludzie, którzy marzą o „doskonałej miłości” (fot. iStock)
Niektórzy potrzebują większej czułości i więcej seksu, inni ryzyka, dramatu, czy zemsty. Są też ludzie, którzy marzą o „doskonałej miłości” (fot. iStock)
Coraz częściej do mojego gabinetu trafiają nieszczęśliwi małżonkowie i pary w kryzysie spowodowanym zdradą.

Zdarza się też, że przychodzi osoba zmęczona związkiem, pełna obaw, że jeśli nic się nie zmieni, to nie będzie miała skrupułów przed romansem.

Niekoniecznie dopiero fakt zdrady psuje relację. Wydaje się, że zdrada często jest objawem tego, że w związku nie dzieje się dobrze.

Dlaczego właściwie zdradzamy?

Pierwszym czynnikiem, który sprzyja niewierności, są nieporozumienia i kłótnie, spowodowane głównie różnicą charakterów i poglądów. Ta odmienność nasila się głównie w czasie występowania innych problemów: praca, rodzina, finanse itp. Powoli życie erotyczne partnerów staje się mało satysfakcjonujące, nudne, a z czasem jakiekolwiek zbliżenia intymne są właściwie nieobecne. Dodatkowo, zmęczeni trwającymi miesiące czy lata konfliktami, jesteśmy bardziej skłonni wejść w nową relację, niż wkładać wysiłek w naprawę tego, co już mamy. Ostatecznie doprowadza to do poszukiwań osoby, która spełni nasze fantazje i oczekiwania. Często też czujemy potrzebę ucieczki od współmałżonka, pragnienie zwrócenia na siebie uwagi, chcemy poczuć się niezależni, pożądani, lepiej rozumiani. Niektórzy potrzebują większej czułości i więcej seksu, inni ryzyka, dramatu, czy zemsty. Są też ludzie, którzy marzą o „doskonałej miłości” oraz tacy, którzy potrzebują dowieść samym sobie, że ciągle jeszcze nie są za starzy na miłość i rzucają się w romanse „ostatniej szansy”.

Carol Botwin, seksuolożka, autorka książek, uważa, że niektórzy mężczyźni nie potrafią dochować wierności, gdyż nigdy w istocie nie opuścili „dziecięcej fazy” życia. W oddaleniu od małżonki spowodowanym np. podróżą, odczuwają potrzebę drugiej partnerki. Cudzołóstwu mogą też oddawać się osoby, które wychowały się w domach, gdzie brakowało czułości. Jako dorośli budują więc wyzbyte uczuć małżeństwo i wchodzą w niezobowiązujące romanse. Zdarzają się mężowie, którzy swoje żony wynoszą na piedestały, sypiać jednak wolą z „ulicznicami”. Pośród zdradzających często są osoby o postawie narcystycznej: potrzebują wielu kochanków, aby jaśnieć w promieniach ich pożądania. Zdarzają się czasem i tacy, którzy gustują w trójkątach, lubią walkę dla niej samej. Zdrada może być też próbą rozwiązania problemów seksualnych (Botwin, 1988).

Zdrada kusi

Niezależnie od poczucia, że cudzołóstwo jest niemoralne, pomimo wyrzutów sumienia towarzyszącym potajemnych schadzkom, na przekór niebezpieczeństwom, jakie niesie to rodzinie, przyjaciołom i stabilności życiowej, sporo osób chętnie wchodzi w związki pozamałżeńskie. Z raportu Kinseya wynika, iż ponad 33% Amerykanów i 26% Amerykanek przyznało się do tego typu kontaktów seksualnych (Kinsey i in., 1948; 1953). Ankieta przeprowadzona przez „Playboya” dwadzieścia lat później (Hunt, 1974) wskazała na liczbę 41% żonatych mężczyzn i 25% zamężnych kobiet, którzy zdradzili kiedyś współmałżonka. Badania z lat osiemdziesiątych mówią o 54% kobiet (Wolfe, 1981) i 71% mężczyzn (Hite, 1981), którzy dopuścili się niewierności.

Polskie badania mówią o 25% kobiet i 31% mężczyzn w roku 2005, a sześć lat później jest to 21% mężczyzn i 12% kobiet (Izdebski, 2005; 2011). Skąd jednak pewność, że którakolwiek z tych danych jest prawdziwa? Mężczyźni skłonni są chełpić się swymi seksualnymi podbojami, kobiety wolą raczej ukrywać romanse. Być może mężatki sprzed pół wieku niechętnie przyznawały się do zdrad małżeńskich, a współcześnie już potrafią być bardziej szczere. Hunt komentuje to w ten sposób: „Kobieta równie często będzie szukała seksu poza małżeństwem jak mężczyzna, jeśli tylko ona sama i jej otoczenie uważają, że ma do tego takie samo prawo jak małżonek” (Hunt, 1974). Wygląda wiec na to, że nasza ludzka skłonność do pozamałżeńskich związków jest świadectwem triumfu natury nad kulturą. Podobnie jak wzorce flirtu, uśmiechu, jak fizjologiczne podłoże zauroczenia i chęci do łączenia się z jedną osobą, także i cudzołóstwo jest najpewniej częścią pradawnej gry reprodukcyjnej.

Związek do naprawy

Wracając do par w kryzysie, które niewątpliwie przeżywają trudne chwile. Przede wszystkim proponuję, żeby zastanowić się nad motywami, które kierowały w stronę zdrady. Nie chcąc tracić tego, co zbudowało się do tej pory, jednocześnie czując brak spełnienia, często działamy egoistycznie. Powiemy - związek to przecież uwzględnianie drugiej osoby w naszych decyzjach. Jednak w sytuacji kryzysu naturalne jest, że w pierwszej kolejności dbamy o własne dobro, o własny komfort psychiczny i fizyczny. Idealnie jest móc uniknąć takiego dylematu, czyli pomyśleć wcześniej i zapobiegać, niż potem naprawiać. Jeśli czujemy, że w naszym związku nie jest do końca tak, jakbyśmy tego sobie życzyli, to nie czekajmy na „właściwy moment” by porozmawiać, moment, który najczęściej nigdy nie nadchodzi, tylko zróbmy to spontanicznie, teraz. Nawet lektura tego artykułu może być pretekstem do rozpoczęcia takiej właśnie rozmowy. Powiedzmy szczerze o naszych oczekiwaniach, o tym, co lubimy u siebie nawzajem, a czego nie lubimy i co chcielibyśmy zmienić.

Związek można porównać do rośliny. Podlewając ją raz w miesiącu utrzymamy ją przy życiu, będzie wegetować, ale nie rozwijać się. Możemy też, co kilka dni dawać jej trochę wody i obserwować jak rośnie i rozkwita.

Ewa Krawczyńska: psycholog, psychoterapeuta, kulturoznawca, specjalista seksuolog, doradca rodzinny

Carol Botwin: seksuolog, dziennikarka, autorka m.in. książek „Niewierne żony” i „Niewierni mężowie”

  1. Psychologia

Wierność w związku - mit czy rzeczywistość?

Wiele osób, zamiast pracować nad sobą i nad związkiem, wybiera drogę na skróty... (fot. iStock)
Wiele osób, zamiast pracować nad sobą i nad związkiem, wybiera drogę na skróty... (fot. iStock)
Związek powinien być jednocześnie spokojną i bezpieczną przystanią oraz ekscytującą i stymulującą drogą, która ciągle się zmienia. Czy osoba, która dopuszcza się niewierności, jest jak rozkapryszony następca tronu, który nie znosi, gdy jego pragnienia pozostają niezaspokojone, czy jak ktoś dość pokorny, by zrozumieć i zaakceptować swoją zwierzęcą naturę? – pyta Lisa Letessier, psycholożka i terapeutka, autorka książki „Kłamstwo w związku. Odejść czy zostać?”.

Według szacunków 80 proc. par w pewnym momencie zderza się z niewiernością partnera, 65 proc. rozwodzi się po odkryciu zdrady, a w 50 proc. tych, którzy pozostają razem, nie dochodzi do wybaczenia (Weil, Winter 1994)!

Poliamoryści wychodzą z założenia, że pozostawanie wiernym seksualnie jednej osobie jest czymś nienaturalnym. To prawda, że w królestwie zwierząt i ludzi niewiele osobników żyje w monogamii! Poligamia człowieka może być w pewien sposób uznawana za przesłankę quasi-naturalną (Barash, Lipton, 2002).

Ponadto żyjemy dziś w społeczeństwie hedonistycznym, w którym koniecznością jest odczuwanie przyjemności i satysfakcji! Epikurejska koncepcja szczęścia polega na szukaniu przyjemności, gromadzeniu emocji pozytywnych oraz odrzucaniu bólu i tego, co wywołuje emocje nieprzyjemne. Wszystko musi szybko się toczyć i szybko przynosić efekty. W tym pośpiechu zdolność do znoszenia ogólnej frustracji maleje. Denerwujemy się, jeśli przez godzinę nie dostajemy odpowiedzi na SMS lub e-mail, odchodzimy z pracy, gdy tylko przestaje przynosić satysfakcję, szukamy rozwiązania w zdradzie lub rozwodzie, jeśli coś nam nie pasuje w związku. Niestety, hedonistyczna adaptacja skazuje nas na krótkotrwałość. To, co daje chwilową przyjemność, nuży albo staje się zwyczajne! Jesteśmy więc skazani na ciągłe poszukiwanie nowości, jak narkoman, który musi stale zwiększać porcje, żeby poczuć taki sam efekt jak wcześniej. Zmęczenie lub codzienność, zamiast do pracy nad rozbudzeniem namiętności i odbudowaniem pożądania, prowadzą do tego, że się rejestrujemy na portalu Gleeden…

Niewierność bez kompleksów

Tym, którzy nie znają Gleeden, wyjaśnijmy, że jest to serwis wyspecjalizowany w relacjach pozamałżeńskich! Chociażby w metrze francuskim można spotkać olbrzymie afisze, które zachęcają do zdrady. Gleeden jest jak wąż Kaa z „Księgi dżungli”, który szepcze: „Zauuufaaajjj, ssspróbuj sssmaku zdraaady, ssspodoba ci sssię”. Serwis stał się zresztą wartością referencyjną w badaniach Ipsos na temat niewierności…

Na stronie głównej podana jest liczba użytkowników (na dzień dzisiejszy prawie 8 milionów!). Kobiety, dla których portal był początkowo przewidziany, stanowią dziś 40 proc. użytkowników. Także na stronie głównej można przeczytać wyznania, które mają przekonać nas o dobrodziejstwach niewierności w związku, oraz zapewnienie dyskrecji, jak i krótki tekst o poniższej treści:

„Witajcie na Gleeden.com, portalu nr 1 dla osób zamężnych! Niezależnie od tego, czy poszukujesz pozamałżeńskiej przygody w pobliżu domu, czy kochanka w odległości tysiąca kilometrów na wyjazdy służbowe, Gleeden.com to szczególne miejsce, gdzie w całkowitym bezpieczeństwie możesz spotkać niewiernych z całego świata! Masz ochotę na zdradę? Wybór należy do ciebie! Tworzony na co dzień przez ekipę w 100 proc. kobiecą, Gleeden.com pozwala kobietom na w pełni dyskretne spotkania pozamałżeńskie!”

Niewierność staje się w pewien sposób normalna! Oto „wartości”, które pozwolą nam na rozwój. Po co męczyć się w związku, znosić frustrację seksualną, emocjonalną czy intelektualną, skoro dzięki kilku kliknięciom można natychmiast zyskać pocieszenie! (…)

Jak znieść frustrację?

Wielki paradoks bierze się stąd, że mimo wszystko pary chcą ciągle budować. Wciąż żywa jest też bajka pt. „żyli długo i szczęśliwie” i to rozbudza pragnienia. W rezultacie chcemy coś tworzyć, ale bez zbytniego wysiłku i żyć we dwoje, ale z zachowaniem całkowitej wolności… Przyznacie, że to paradoks.

Pascal Bruckner pisze: „Dziś oto kobiety i mężczyźni są poddani sprzecznym wymogom: kochać namiętnie i w miarę możliwości być tak samo kochanym, cały czas zachowując autonomię. Być otoczonym, nie spętanym, z nadzieją, że związek okaże się dość elastyczny, żeby umożliwić to harmonijne współżycie” (Bruckner, 2019). Na tym polega dramat wierności. Jako spadkobiercy pokolenia buntowników 1968 roku wzrastaliśmy w imię „zakazuje się zakazywać” (fr. Il est interdit d’interdire! należy do najbardziej znanych haseł związanych z wydarzeniami społeczno-politycznymi wiosną 1968 roku we Francji). Naszą dzisiejszą mantrą byłoby raczej „zakazuje się być sfrustrowanym”. Jednak życie i związek wymagają tolerowania frustracji. Trzeba zaakceptować drugą osobę taką, jaka jest, a nie jaką chcielibyśmy ją widzieć. Zaakceptować, że nie zawsze ma te same pragnienia co my, nie w tej samej chwili i nie równie intensywnie je odczuwa. Zaakceptować, że nie jest doskonała i nie zaspokoi wszystkich naszych pragnień. Czyli zaakceptować bycie sfrustrowanym.

Tymczasem ciężar uchronienia nas od frustracji spoczywa na partnerze, który musi spełnić wszystkie kryteria: umieć słuchać, wykazywać wrażliwość oraz empatię, ale i odwagę, być dobrą matką/ dobrym ojcem, perfekcyjną panią domu/ perfekcyjnym gospodarzem, wspaniałą kochanką/ wspaniałym kochankiem, a poza tym mieć dobrą pracę, być szczerym przyjacielem i dawać poczucie bezpieczeństwa uczuciowego… Jeśli któryś z tych wymogów nie jest spełniony, sprawdzamy gdzie indziej – może tam jest lepiej! Porównujemy, domagamy się, tupiemy nogami. Ponieważ naszym punktem odniesienia są idealne rozwiązania, brak satysfakcji i frustracja związane z naszym związkiem rosną (Kotsou, 2014). Dowiedziono zresztą, że im bardziej ktoś wierzy w nierealne modele, tym wyżej szacuje koszty, które ponosi w związku: utratę czasu dla siebie, brak wolności, wady partnera itd.

Kilka liczb

Ponieważ jednym z elementów, które powinny spełniać nasze kryteria, jest seks, kluczowa staje się satysfakcja fizyczna w związku. Krzyczące nagłówki w wielu magazynach, które tłumaczą, jak uniknąć nudy, albo dają „10 rad”, jak przeżyć rozkosz za każdym razem, nakładają na nas obowiązek „umiejętności osiągania orgazmu”. Zdrowie związku jest mierzone życiem seksualnym. Seks jest powinnością, to niedopuszczalne, żeby partner nie dawał nam satysfakcji. Żeby to znieść, szukamy sposobu na uwolnienie się od frustracji gdzie indziej. Według badania serwisu Gleeden, 68 proc. użytkowników sądzi, że sekret długotrwałego związku tkwi w niewierności.

Inne badania wskazują, że kobiety równie często dopuszczają się niewierności co mężczyźni (Mark, 2011), a 72 proc. romansów zaczyna się w pracy (Pasini, 2008). Zresztą wiele wskazuje na to, że im wyższy poziom społeczno-zawodowy, tym większe ryzyko niewierności – co potwierdzają również dane Gleeden, w którym 50 proc. użytkowników ma wysokie dochody. Według tego samego badania wśród dopuszczających się zdrady satysfakcję ze związku wyraża 72 proc. mężczyzn i 62 proc. kobiet.

Kobiety, które odczuwają nieprzystosowanie lub frustrację wynikające z częstotliwości stosunków seksualnych bądź postawy czy wartości związanych z płcią – 2,9 raza częściej dopuszczają się niewierności. Niech więc przestarzałe poglądy nie każą nam sądzić, że współczesna kobieta nie przywiązuje wagi do ulepszania sfery seksualnej. Jeśli chodzi o mężczyzn, częściej zdradzają ci, którzy cierpią na zahamowania seksualne wynikające z zaburzeń funkcjonalnych (przedwczesny wytrysk i kłopoty z erekcją) wywołujących niepokój o sprawność. Wydaje się, że lęk przed doświadczeniem ewentualnych trudności seksualnych poza związkiem, w obecności kogoś mniej ważnego, jest słabszy. Wreszcie, można zauważyć więcej kontaktów homoseksualnych partnerów w związkach heteroseksualnych: 18 proc. kobiet heteroseksualnych zgłasza w momencie rejestracji zainteresowanie seksem homoseksualnym.

W klasyfikacji dopuszczających się zdrady kobiet Francuzki zajmują trzecie miejsce (32 proc.) po Włoszkach (34 proc.) i Niemkach (43 proc.). Na najwyższym stopniu podium wśród mężczyzn dopuszczających się niewierności stoją razem Francuzi i Włosi (55 proc.). Jeśli chodzi o kobiety i mężczyzn łącznie, to prym w niewierności wiodą Niemcy i Włochy (45 proc.), kolejne miejsce zajmuje Francja (43 proc.), przed Belgią (40 proc.).

Czy niewierność stała się nie do uniknięcia?

Zatem mamy 50 proc. szans na to, że zostaniemy zdradzeni. Urocze… Ponadto warto wiedzieć, że niewierność ze strony mężczyzn wzrasta wyraźnie wraz z pojawieniem się pierwszego dziecka, ponieważ czują się oni odsunięci i poszukują atencji poza związkiem. Ale jest cała masa powodów do niewierności! Żeby przeżyć nową miłość, nową namiętność; żeby doświadczyć porozumienia z kimś innym albo czułości; z nudy; żeby podnieść swoją samoocenę; z zemsty lub z wściekłości na partnera/ partnerki; żeby poczuć adrenalinę związaną z przekraczaniem granic, które dodaje życiu pikanterii; żeby przekonać się, że można jeszcze dla kogoś być pociągającym, że jest się młodym…

W rzeczywistości przyczyny są równie zróżnicowane, jak ludzie i związki. Pewne jest jednak, że niewierność służy zaspokojeniu.

Wierność wydaje się dziś jak święty Graal, w którego niewielu ośmiela się wierzyć. Gdy mężczyzna z dwudziestoletnim stażem w związku mówi, że nie ma na koncie żadnego skoku w bok, to albo budzi bardzo, bardzo silny podziw, albo wątpliwości, czy jest szczery! Faktycznie, wierność jest czymś więcej niż zwykłe życzenie, to prawdziwy cel, którego osiągnięcie wymaga wysiłku, komunikacji i tolerancji na frustrację. Każda osoba musi określić, na czym polega i co wyklucza; każda para powinna sobie to ustalić. Wierność czemu? Komu? I zwłaszcza w jaki sposób? Znów powrócę do Pascala Brucknera, który pisze „nie przestajemy mieszać […] wolności wyboru miłosnego, który jest olbrzymim postępem, z wyborem wolności osobistej. W pierwszym przypadku rozwijamy solidarność małżeńską, która wyrasta ponad wyspiarskość każdego z partnerów; w drugim wypadku stawiamy na ego, ryzykując postawienie obok siebie dwóch samotności” (Bruckner, 2009).

Wierność ma jednak nie stawać się ciężarem narzuconym przez świętoszków; musi być naturalnie uosobiona, broniona jako wartość osobista. Najważniejsze jest powiedzieć partnerowi, w jaki sposób ty postrzegasz wierność: czy jako rodzaj lojalność wobec samego siebie, czy na sposób poliamorystów. Niech umowa będzie jasna. Jeśli wierność fizyczna jednemu partnerowi jest dla ciebie podstawową wartością związku, zrób wszystko, żeby jej dotrzymać, i pogódź się z tym, że nie będzie to długa spokojna rzeka! Pozostań wierna przede wszystkim swoim wartościom. Podstawą jest znalezienie kompromisu, który pozwoli ci realizować się jako jednostka oraz w związku, bez drastycznych rozstrzygnięć.

Natychmiastowa przyjemność czy szczęście eudajmoniczne?

Pewnie zaczynacie mówić do siebie: „Ona nie odpowie na pytanie postawione w tytule…” Rzeczywiście! To wydaje mi się niemożliwe, ponieważ każdy ma własną koncepcję wierności. Niemniej ten, przed kim stoi zadanie, musi mieć odwagę, żeby oprzeć się wszelkim obecnym pokusom. Jakie to piękne zrezygnować z natychmiastowej przyjemności na rzecz szczęścia eudajmonicznego, które istota ludzka osiąga, gdy jej rozwój i osobista droga nabierają sensu. Psychoterapeutka par, Fabienne Kraemer, wyraża to w piękny sposób: „stan uczuć na początku jest z pewnością najbardziej ekscytujący […], zmiana partnera, gdy tylko ten etap się rozwiewa, to skazywać się na smakowanie tylko przystawki, bez możliwości delektowania się głównym daniem, głęboką miłością, która pojawia się z czasem, gdy udaje nam się kochać kogoś za to, jaki jest” (Kraemer, 2015).

Na koniec świadectwo Matthieu, 55 lat, zakochanego w swoje żonie i wiernego jej od 30 lat.

„Kiedy się poznaliśmy, mieliśmy oboje po 25 lat. Dziś mamy po 55. Zbliżyliśmy się do siebie bardzo szybko (po kilku tygodniach pierwsze miłosne pocałunki, potem pierwszy seks), ale wszystko było od razu proste. Ja, nieświadomie zalękniony, pokazywałem pewność siebie i sztywniacką niezależność, mało czułości i zro zumienia; ona, niespokojna na myśl, że mogę odejść, cierpiała z powodu mojego zdystansowania i niepewności uczuciowej, która z tego wynikała. Kiedy martwiła się o przyszłość naszego związku, mówiłem: „Zobaczymy, nic nie da się przewidzieć; każdego dnia będziemy się przekonywać, czy jesteśmy razem, czy już nie”. Zawsze zakładaliśmy, że możemy nie być razem, a jeśli jesteśmy, to dlatego, że ciągle chcemy.

Powoli naturalne stało się, żeby mieszkać razem. Tak też zrobiliśmy. Później urodziło nam się jedno dziecko, potem drugie.

Kiedy miałem 20 lat, nie wyobrażałem sobie, żeby być z jedną osobą przez tyle czasu, praktycznie przez całe życie… Nasza relacja wiele razy mnie zaskoczyła. Jest nam razem dobrze i to porozumienie nie maleje z czasem, wprost przeciwnie. Nasz związek nie jest też taki jak kiedyś. Dziś jest on spokojniejszy, głębszy; darzymy się większym szacunkiem niż na początku. Powiedziałbym: mniej skrępowania, chełpliwości, walki, no i lepiej się znamy. To, co mogło nas na początku irytować, dziś może rozbawić (oczywiście nie wszystko, ciągle zdarza nam się pokłócić i sprawić sobie wzajemnie przykrość). Jak gdyby z latami nasze osobowości bardziej się szanowały, harmonizowały. Jakbyśmy umieli przejść do porządku dziennego nad rzeczami powierzchownymi i skupić się na najważniejszym.

Fizycznie wciąż jesteśmy dla siebie atrakcyjni; bliskość ciał, dotyk są nadal równie przyjemne jak kiedyś. Jeśli chodzi o seks, podchodzimy do niego bardziej swobodnie, także na tym poziomie lepiej się znamy, bardziej szanujemy pragnienia i potrzeby drugiego. Czasami odczuwamy nawet większą przyjemność niż w młodości. Jesteśmy dla siebie kochankami, małżonkami, ale i przyjaciółmi, rodzicami, życiowymi partnerami, doradcami, rodzeństwem. W związku jest nas dużo!

Wspólnie decydujemy o ważnych sprawach (dotyczących dzieci, domu, wspólnego życia). Mówimy wprost o wszystkim, co nas dotyczy (stanie duszy, lękach, przyjemnościach, seksualności, pieniądzach itd.) i to dość otwarcie. Szanujemy i wspieramy wzajemnie swoje wybory. Każde z nas ma swobodę w życiu społecznym (rozrywki i przyjaciele) i niezależność zawodową. Każde z nas może mieć też swoją prywatność, życie osobiste i fantazje. Jednak według naszej niepisanej umowy nie zdradzamy się, jesteśmy wierni, nie kłamiemy na temat ważnych rzeczy. Żadne z nas nie uniosłoby zdrady. Atrakcyjność romansu wydaje się niewielka, ponieważ jest nam dobrze razem zarówno pod względem psychicznym, jak i fizycznym. Co lepszego moglibyśmy znaleźć poza związkiem? Po co szukać nowych doświadczeń, skoro to, co przeżywamy, daje nam satysfakcję i posmak nowości? I dlaczego ryzykować zniszczenie tego, jak żyjemy i co jest tak dobre, w imię przygody na jeden wieczór?

Można powiedzieć sobie: owszem, ale to drugie się nie dowie, wystarczy całe zdarzenie dobrze ukryć. Nie na tym jednak polega problem. Jeśli zdradzę żonę, będę o tym wiedział ja i będę musiał ją okłamywać − co dzień wymyślać strategię, żeby się ukrywać i ukrywać przed nią to, co robię… Narażę w ten sposób więź głębokiego zaufania, która nas łączy i która jest fundamentem naszego związku. Jeśli ona miałaby romans, nie sądzę, abyśmy mogli być dalej razem, żebym zniósł tę zdradę. Nie jesteśmy skłonni do dzielenia się.

Gdybym w wieku 20 lat wiedział, że przez 30 kolejnych lat będę sypiał z tą samą kobietą! I na dodatek, gdyby mi ktoś powiedział, że będę miał z tego jeszcze więcej przyjemności niż na początku! I że będę chciał, żeby to trwało przez kolejne dziesięciolecia! Bardzo bym w to powątpiewał, a jednak trzeba przyznać, że tak jest. Nas samych wciąż to dziwi. Anarchistyczni i wolni młodzi ludzie, jakimi byliśmy, dziwnie by na nas spoglądali. Jednak nadal jesteśmy młodymi anarchistami, w wolności wspólnie wybieramy życie, które nam najbardziej odpowiada i najbardziej nas wzbogaca.”

Fragmenty z książki Lisy Letessier „Kłamstwo w związku. Odejść czy zostać?”

  1. Kultura

6 książek, które pomogą lepiej zrozumieć świat zwierząt

Jako czytelnicy książek przyrodniczych chcemy nie tylko wiedzieć, a przede wszystkim rozumieć, jak funkcjonuje natura. Wśród nowości wydawniczych znajdziemy kilka interesujących książek o zwierzętach, które wpisują się w ten nurt. (Fot. iStock)
Jako czytelnicy książek przyrodniczych chcemy nie tylko wiedzieć, a przede wszystkim rozumieć, jak funkcjonuje natura. Wśród nowości wydawniczych znajdziemy kilka interesujących książek o zwierzętach, które wpisują się w ten nurt. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 7 Zdjęć
Amatorzy lektur przyrodniczych chcą dziś nie tylko wiedzieć, jak funkcjonuje natura, a rozumieć ją. Oto kilka interesujących książek o zwierzętach, które wpisują się w ten nurt.

„Języki zwierząt”, Eva Meijer, wyd. Marginesy

Jeszcze niedawno w sporze o to, czym człowiek wyróżnia się w świecie zwierząt, wskazywano na umiejętność komunikowania się między sobą przedstawicieli gatunku. Nowoczesne technologie odbierają nam jednak i ten argument, bo dzięki cyfrowym nagraniom naukowcy są w stanie dostrzec w różnych odgłosach fauny systemy języka. Kto by pomyślał, że wzory na skórze kałamarnic zawierają struktury gramatyczne, a papugi mówią sobie po imieniu?! Książka Evy Meijer pełna jest takich rewelacji.

„Języki zwierząt”, Eva Meijer, wyd. Marginesy „Języki zwierząt”, Eva Meijer, wyd. Marginesy

„Pies zawodowiec”, Laura Greaves, wyd. W.A.B.

Znamy je przede wszystkim z agencyjnych przekazów z miejsc katastrof, gdzie psy poszukują ludzi uwięzionych pod ruinami budynków. Czasem widujemy labradora przewodnika na ulicy albo jego kuzyna obwąchującego walizki na lotnisku. Ale „rynek pracy” dla  psów jest dużo większy. Oczywiście, głównie wykorzystuje się ich węch, który pozwala na rozpoznanie trudnej do wyobrażenia liczby zapachów, ale psy sprawdzają się i jako terapeuci, i honorowi krwiodawcy, i jako pomoc dla diabetyków. A za najfajniejszą nagrodę uznają... zabawę z opiekunem. Do poziomu psiego węchu nigdy się nawet nie zbliżymy, ale jeśli chodzi o umiejętności budowania więzi z ludźmi i empatię – powinniśmy brać z nich przykład.

„Pies zawodowiec”, Laura Greaves, wyd. W.A.B. „Pies zawodowiec”, Laura Greaves, wyd. W.A.B.

„Podróże na drugi kraniec świata. Dalsze przygody młodego podróżnika”, David Attenborough, wyd. Prószyński i S-ka

David Attenborough należy do największych osobowości telewizyjnych nie tylko w Wielkiej Brytanii, skąd pochodzi. Międzynarodową popularność zawdzięcza filmom przyrodniczym, które komentuje swoim niepowtarzalnym głosem. Attenborough zaczynał karierę w połowie lat 50. i właśnie o tych początkach opowiada w książce. Opisuje wyprawy na Madagaskar, na Nową Gwineę oraz do Australii. Zwłaszcza dwa pierwsze kierunki są do dziś mało odkryte, a co dopiero wtedy! Te barwnie napisane  wspomnienia to lektura z gatunku „familijnych” − każdy w rodzinie znajdzie w niej coś dla siebie i na pewno wiele się dowie.

„Podróże na drugi kraniec świata. Dalsze przygody młodego podróżnika”, David Attenborough, wyd. Prószyński i S-ka „Podróże na drugi kraniec świata. Dalsze przygody młodego podróżnika”, David Attenborough, wyd. Prószyński i S-ka

„Rok wśród pingwinów”, Lindsay McCrae, wyd. Prószyński i S-ka

Widok pingwinów nieodmiennie wprawia mnie w dobry nastrój, a ich poświęcenie (bo trudno inaczej nazwać trud towarzyszący wysiadywaniu potomstwa) wzrusza. Pingwiny cesarskie (to te największe) wędrują wiele kilometrów po lodzie w drodze do miejsca, gdzie na świat przychodzą młode. Lindsay McCrae, współpracownik słynnego sir Davida Attenborougha, należy do nielicznych, którzy spędzili tak długi czas wśród tych pasjonujących nielotów. Jako operator jest niezwykle czuły na obrazy, co wyraźnie widać w jego książce.

„Rok wśród pingwinów”, Lindsay McCrae, wyd. Prószyński i S-ka „Rok wśród pingwinów”, Lindsay McCrae, wyd. Prószyński i S-ka

„Sekretne życie zwierząt”, Andrzej G. Kruszewicz, wyd. Rebis

Często ludzie zastanawiają się, czy zebra jest biała w czarne paski czy czarna w białe paski − pisze Andrzej G. Kruszewicz. Przyznam, że miałam wyrobione zdanie na ten temat. Jak się zresztą okazało, niesłuszne... A z naszych przekonań na temat zwierząt bierze się wiele niesprawiediwości w ich ocenie. Bo dlaczego o agresywnym mężczyźnie mówi się „goryl”, skoro prawdziwy przedstawiciel tych człowiekowatych, owszem, jest poteżny, ale swoim stadem opiekuje się z czułością? A niezgrabną kobietę nazywa się „klępą”, podczas gdy samica łosia porusza się z gracją, ma długie nogie nogi i długą szyję. Autor, z wykształcenia lekarz weterynarii, z zamiłowania ornitolog i popularyzator wiedzy o zwierzętach, przybliża nam ich charakter i styl życia. A opowiada nie tylko o wspominanych gorylach czy zebrach, ale i bliskich nam pszczołach, mrówkach, kaczkach albo świetlikach. „Sekretne życie zwierząt” to doskonała lektura  dla całej rodziny: dzieci edukuje i uwrażliwia na przyrodę, dorosłym każe się zastanowić, zanim następnym razem powiedzą o kimś, że jest świnią...

„Sekretne życie zwierząt”, Andrzej G. Kruszewicz, wyd. Rebis „Sekretne życie zwierząt”, Andrzej G. Kruszewicz, wyd. Rebis

„Natura natury”, Enric Sala, wyd. Burda Media

„Im większa różnorodność ekosystemów, tym bardziej są one produktywne, stabilne i odporne” - pisze Enric Sala. Mówiąc w uproszczeniu: ginięcie gatunków jest nie tylko smutne, ale i niebezpieczne dla człowieka. Dlaczego? Prowadzi m.in. do zmniejszania się liczebności ryb w stadach, zwiększa ryzyko występowania powodzi oraz ilość chorób odzwierzęcych. Sala jest ekologiem morskim, więc koncentruje się na stanie oceanów, jednak pozostałe środowiska nie są niestety w lepszej kondycji.

„Natura natury”, Enric Sala, wyd. Burda Media „Natura natury”, Enric Sala, wyd. Burda Media

  1. Psychologia

Użyteczne, przyjemne, czy szlachetne – jakie przyjaźnie nawiązujemy?

Wyodrębnić możemy trzy podstawowe rodzaje przyjaźni. I tak naprawdę każdy z nich jest dla nas istotny (fot. iStock)
Wyodrębnić możemy trzy podstawowe rodzaje przyjaźni. I tak naprawdę każdy z nich jest dla nas istotny (fot. iStock)
Dlaczego niektóre osoby znajdują się w „zewnętrznym” kręgu przyjaciół, a inne są nam szczególnie bliskie? Czy widzisz możliwość, by daleki znajomy stał się bliskim przyjacielem? Co sprawia, że jedne relacje są silniejsze, a inne słabsze? – pyta Hope Kelaher, terapeutka, autorka książki „Jak zdobyć i pielęgnować przyjaźń w dorosłym życiu”.

Wiele osób zadających sobie te pytania poszukuje odpowiedzi u Arystotelesa, starożytnego greckiego filozofa. Nie bez powodu jego przemyślenia i idee wywołują oddźwięk od tysięcy lat! W Etyce nikomachejskiej Arystoteles przedstawił swoje poglądy na to, jak najlepiej żyć. Dwie z dziesięciu ksiąg poświęcił przyjaźni – i nic dziwnego, uważał ją bowiem za klucz do dobrego życia. Utrzymywał, że przyjaźń może istnieć, jedynie opierając się na wzajemnym dobru pomiędzy dwiema osobami. Wymienił także trzy motywacje dla miłości i przyjaźni: użyteczność, przyjemność i szlachetność. Przyjrzyjmy się im i sprawdźmy, jak mogą przekładać się na nasze życie.

Przyjaźnie użyteczne

To relacje korzystne lub przydatne dla obydwu stron (zgodnie z łacińską maksymą quid pro quo, czyli coś za coś). Przyjaźnie użyteczne zawiera się dla osobistego zysku, nie dla przyjemności, a wszystkie związane z nimi kontakty muszą być wzajemnie opłacalne. W takich relacjach nie spotykamy się z przyjaciółmi dla samego spotkania. W efekcie przyjaźnie te są dość słabe, a więzi, na których się opierają, bywają powierzchowne. Przyjaźń użyteczna może służyć określonemu celowi, ale nie jest nim towarzystwo. Na przykład dana osoba może zaplanować weekendowe wyjście z drugą osobą, ale odwołać je, kiedy pojawi się korzystniejsza propozycja. Początkowo wydaje się, że wspólnym celem jest spędzenie razem czasu, ale z uwagi na powierzchowny charakter przyjaźni, jedna z  osób nie bierze pod uwagę uczuć drugiej, kiedy postanawia zrezygnować z planów. Robi to wyłącznie dla własnej korzyści.

Takie relacje często tworzą się wśród znajomych i podczas poszukiwania nowych przyjaciół. Bodaj najlepszy i najpowszechniejszy przykład przyjaźni użytecznej stanowią kontakty nawiązywane w  nowej szkole lub pracy bądź w nieznanych okolicznościach. Czy zdarzyło ci się kiedyś pójść na imprezę, na której nikogo nie znałeś, aby uniknąć siedzenia w domu w piątkowy wieczór? Usiadłeś w stołówce z grupą popularnych uczniów, aby podnieść swój status społeczny? A może zakolegowałeś się z osobą poznaną na siłowni, aby mieć z kim pogadać podczas treningów, zamiast stać w niezręcznej ciszy? Jeśli tak, to była przyjaźń użyteczna. Takie relacje, choć nie są bardzo znaczące, mogą być przydatne – dlatego wszystkim zdarzyło się, i nadal będzie zdarzało, je zawierać.

Przyjaźń przyjemna

Drugi rodzaj przyjaźni opiera się wyłącznie na uczuciu przyjemności, a celem jest dążenie do jego odczuwania. Takie relacje zwykle nawiązuje się w trzecim kręgu społecznym, wśród około 50 osób, z  którymi spotykamy się na imprezach lub w miejscach publicznych. To bliżsi znajomi, jednak nie aż tak bliscy, by zaliczyć ich do najintymniejszych kręgów. Przypomnij sobie ludzi, z którymi spędzałeś czas na studiach, bo byli zabawni, rozrywkowi lub żądni przygód. Być może coś błyskawicznie cię do nich przyciągnęło. Taka relacja opiera się na naturalnych podobieństwach, ale Arystoteles porównuje ją do przyjaźni „młodych”, ponieważ z czasem zmienia się to, co daje nam przyjemność. W efekcie takie przyjaźnie są zwykle krótkotrwałe. Podobnie jak pierwsze fazy zakochania, kiedy miłość wydaje się przepełniać wszystko i dodaje energii, przyjaźnie przyjemne na początku często dostarczają wspaniałych przeżyć. Z czasem relacja może jednak ulec ochłodzeniu ze względu na swój brak głębi.

Choć przyjaźnie przyjemne bywają nietrwałe, odgrywają istotną rolę nie tylko w spędzaniu czasu, ale także w budowaniu tożsamości. Pomagają nam przekonać się, co i kogo lubimy lub nie lubimy, i dają okazję do rozwijania intymności emocjonalnej z innymi. Przypomnij sobie drużynę sportową, do której należałeś, kolegów z pracy, z którymi wspólnie wychodzicie, albo osoby, z którymi grasz w gry wideo. To pozytywne, przydatne w danej chwili relacje, skupione na określonym rodzaju aktywności. Niektóre z nich mogą się rozwinąć, większość jednak wygasa, kiedy jedna ze stron traci zainteresowanie danym sposobem spędzania czasu. Uważam jednak, że wszyscy możemy, a wręcz powinniśmy, utrzymywać takie relacje.

Przyjaźnie szlachetne

Najbardziej wartościowa przyjaźń, zwana przez Arystotelesa „szlachetną”, opiera się na wzajemnym podziwie i miłości. W idealnych okolicznościach taka relacja może zawierać pewne aspekty przyjaźni przyjemnej, ale w tym wypadku przyjaciel to prawdziwy towarzysz wspierający cię na dobre i na złe. Panuje całkowita wzajemność i otwartość. Przyjaciel bez wstydu mówi ci całą prawdę o sobie i w niczym nie umniejsza to wzajemnej miłości i troski. Z mojego doświadczenia wynika, że właśnie do takich przyjaciół można zadzwonić o każdej porze, z dowolnego powodu, czy chodzi o problemy w pracy, czy złamane serce. To oni nie pozwalają ci się zagubić – zagrzewają do boju, kiedy potrzebujesz motywacji, lub studzą zapał, kiedy staje się niebezpiecznie intensywny. Wiele osób, mówiąc o przyjaźniach szlachetnych, posługuje się określeniami „bratnia dusza” lub „najlepszy przyjaciel”.

Przykłady platońskich bratnich dusz i najlepszych przyjaciół można spotkać w niezliczonych filmach i serialach, jak: Ekipa, Thelma i Louise czy Stowarzyszenie Wędrujących Dżinsów. Mnie przychodzą na myśl Wariatki z Bette Midler. Film opowiada historię dwóch dziewczyn – brunetki i rudej – które pochodzą z  zupełnie innych środowisk i nie mają ze sobą nic wspólnego. Jednak po tym, jak przypadkiem nawiązują znajomość, ich relacja okazuje się trwała. Dziewczynki wyrastają na nastolatki, potem młode kobiety i panie w średnim wieku, wciąż niewiele je łączy, a jednak więź między nimi trwa. W jednej z najbardziej wzruszających i wymownych scen widzimy łączącą je czystą, platoniczną miłość, kiedy dociera do nich, że jedna z nich umiera.

Takie przyjaźnie nie muszą być egzaltowane czy pełne melodramatycznych uczuć – są za to swobodne, pomagają nam się rozwijać i okazują się znacznie trwalsze niż wszystkie pozostałe rodzaje przyjaźni, które dotąd omówiliśmy.

Jak wyglądają twoje więzi? – ćwiczenie

Różne aspekty rzeczywistości, z  jakimi musimy mierzyć się w wieku średnim – praca zawodowa, dzieci, spłacanie kredytów, życie uczuciowe, opieka nad starzejącymi się rodzicami – nie pozostawiają wiele czasu na nawiązywanie nowych przyjaźni i podtrzymywanie istniejących. Nawet jeśli nie wszedłeś jeszcze w ten etap życia, poniższe ćwiczenie pomoże ci określić, jak dobrze radzisz sobie z podtrzymywaniem więzi ze starszymi i nowszymi przyjaciółmi i, w razie potrzeby, dokonać zmian.

Wymień ostatnich 5 osób, z którymi się kontaktowałeś (przez telefon, esemesa, komunikatory internetowe, wiadomości prywatne).

Czy w tych kontaktach widać jakiś schemat? Na przykład czy komunikowałeś się z jedną osobą, czy z wieloma? Być może znaleźli się wśród nich twój partner, rodzice lub szef. Zastanów się, kogo jeszcze chciałbyś zobaczyć na tej liście – może przyjaciela, z którym od dawna się nie widziałeś ani nie słyszałeś?

Czy potrafisz wyobrazić sobie, jak czułbyś się, gdybyś teraz się do niego odezwał i powiedział, że o nim myślałeś? A może potencjalnego przyjaciela, którego niedawno ci przedstawiono – może mógłbyś wykorzystać tę okazję, aby zacieśnić znajomość?

Fragmenty pochodzą z książki Hope Kelaher „Jak zdobyć i pielęgnować przyjaźń w dorosłym życiu. Porady i ćwiczenia”