1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Styl Życia
  4. >
  5. Bez dystansu w czasie pandemii - sesje fotograficzne online

Bez dystansu w czasie pandemii - sesje fotograficzne online

Sesje fotograficzne online (Fot. Marta Rybicka)
Sesje fotograficzne online (Fot. Marta Rybicka)
Zobacz galerię 19 Zdjęć
Marta Rybicka to fotografka, która ma niezwykły dar uchwycenia i zatrzymania w kadrze miłości, bliskości i czułości. W "Zwierciadle" publikowaliśmy już jej zdjęcia kilkukrotnie. Tym raz prezentujemy kolejny projekt Marty, o tyle niezwykły, że zrealizowany w czasie pandemii koronawirusa wyłącznie przez internet.

Marta w czasie epidemii nie przestała pracować. Dokumentuje nie tylko życie na ulicach miasta (fotoreportaż "Życie w czasie pandemii" możecie obejrzeć TUTAJ) , ale portretuje także polskie rodziny i pary mieszkające w różnych krajach, przebywające na kwarantannie. Jak to możliwe?

- Spotykamy się przez internet, uczymy się przez internet, pracujemy przez internet. Zastanawiałam się, czy fotograf też może działać przez internet. No i okazało się, że może. - mówi Marta.

Przeglądając konta na Instagramie zagranicznych fotografów natknęłam się na kilka zdjęć fotografów modowych, których jakość nie powinna wzbudzać żadnych wątpliwości. Aż tu nagle szumy, nieostrości, wypłowiałe kolory i hashtag #facetime. I od tego momentu, przez całą następną dobę przeszukałam wszelkie możliwe źródła i realizacje sesji fotograficznych przez internet.

Żeby zrobić komuś zdjęcie, trzeba się umówić, zobaczyć i nawiązać odpowiedni kontakt. Mając aplikację do video-czatu, można to zrobić.

Jak to się odbywa? Dosyć prosto:

„Cześć, czy już możemy? Czy kamera w Twoim telefonie to najlepsza kamera, jaką masz w domu? Ok, to proszę przetrzyj ją jeszcze. I postaw telefon na krześle”.

 

Marta Rybicka w czasie pracy nad projektem 'Bez dystansu' Marta Rybicka w czasie pracy nad projektem "Bez dystansu"

Po opublikowaniu kilku sesji, zainteresowane zdjęciami osoby same się już do mnie zgłaszają. To szybkie sesje, trwają max 30 min. To nie są zrzuty ekranu, a fotografie robione profesjonalnym aparatem fotograficznym. Zdjęcia później podlegają regularnej obróbce.

„To była nie tylko znakomita, wspólna zabawa, ale również zastrzyk olbrzymiej dawki pozytywnej energii. I poczucie, że tworzymy dla siebie wspaniałą pamiątkę, że to jeden z tych momentów z czasów zarazy, który w pamięci nigdy nam się nie zatrze” - Maciek, Casablanka

Ujęłaś w punkt naszą rodzinę. I fakt braku aparatu przed samą twarzą wprowadził bardzo luźny klimat więc wszyscy czuliśmy się mega dobrze w czasie sesji. I mamy niezwykłą pamiątkę z tego okresu”. – Zuza, Bangkok

Trwająca tygodniami izolacja w czasie pandemii to ważny okres w naszym życiu, weryfikujący relacje, niejako powrót do korzeni. Każdy z nas inaczej się w tym czuje. Celem mojego projektu jest zachowanie tych momentów nie tylko w pamięci, ale również w kadrze - mówi Marta Rybicka.

Więcej zdjęć możecie zobaczyć na:

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Zwierciadło poleca

Odbudować relacje społeczne - rusza kampania „Szkoła-od-nowa”

Za prawdziwymi kontaktami z równieśnikami młodzież w pandemii tęskniła najbardziej. (Fot. iStock)
Za prawdziwymi kontaktami z równieśnikami młodzież w pandemii tęskniła najbardziej. (Fot. iStock)
Wraz z powrotem uczniów do szkół rusza ogólnopolska kampania społeczna „Szkoła-od-nowa”. Jej celem jest ułatwienie dzieciom i młodzieży funkcjonowania w szkole po roku przymusowej nauki zdalnej, pomoc w naprawie relacji społecznych i powrocie do zdrowia psychicznego.

Nie ma dla nas dorosłych teraz nic ważniejszego niż pomoc dzieciom i młodzieży w powrocie do równowagi psychicznej – mówi Joanna Węglarz, psycholog i pomysłodawczyni kampanii „Szkoła-od-nowa”. - Szkoła po pandemii będzie inna, ponieważ COVID-19 nieodwracalnie zmienił świat, w którym żyjemy. Nauczyciele i uczniowie muszą się dostosować do nowej szkoły, by była miejscem, które uczy i rozwija społecznie. Dlatego kilkunastu ekspertów w zakresie psychologii, pedagogiki, zdrowia psychicznego, terapeutów i wykładowców akademickich zaangażowało się w kampanię społeczną „Szkoła-od-nowa”, by dzielić się swą wiedzą z nauczycielami i rodzicami. - dodaje ekspertka.

Celem kampanii społecznej „Szkoła-od-nowa” jest zwrócenie uwagi, jak ważna jest kwestia zdrowia psychicznego oraz rozwoju społeczno-emocjonalnego dzieci i młodzieży - bycia w grupie, kontaktów z rówieśnikami i współpracy, a także podjęcie działań, które pomogą uczniom wrócić do szkoły stacjonarnej po roku przymusowej edukacji zdalnej - Rozwój umiejętności społecznych dzieci i młodzieży w czasie pandemii został zaburzony, u niektórych opóźniony albo wręcz wstrzymany. Konsekwencje tego zobaczymy tak naprawdę dopiero za kilka lat. Rzeczywistość w dalszym ciągu jest mało przewidywalna i mało optymistyczna, dlatego tak ważne jest, byśmy umieli pomóc dzieciom i młodzieży powrócić do życia w społeczeństwie i zaspokoić ich podstawowe potrzeby bezpieczeństwa, przynależności i samorealizacji, bo one w głównej mierze wpływają na prawidłowy rozwój i zdrowie psychiczne – dodaje Joanna Węglarz.

W ramach kampanii, na stronie szkola-od-nowa.pl są udostępniane bezpłatnie dla wszystkich nauczycieli, rodziców, dzieci i młodzieży m.in.:

  • nagrania wideo ekspertów dotyczące tego jak przygotować się do nauki stacjonarnej w sytuacji pandemicznej;
  • materiał na temat technik relaksacyjnych na godzinie wychowawczej;
  • scenariusze godziny wychowawczej dla szkół podstawowych, średnich oraz szkół specjalnych i oddziałów integracyjnych;
  • ebook dla nauczycieli „Jak wspierać rozwój społeczno-emocjonalny uczniów?”;
  • ebook dla rodziców „10 strategii dla wypalonych rodziców”;
  • wyniki badań na temat wpływu pandemii i nauki zdalnej na dobrostan uczniów i nauczycieli;

Badania* pokazują, że dzieci i młodzież są w złej kondycji psychicznej. Rok izolacji społecznej spowodował, że prawie 100 proc. uczniów ma problemy ze snem, blisko 80 proc. z odżywianiem, 70 proc. ma wahania nastroju, a ok. 40 proc. problemy z koncentracją. U 10% zaobserwowano symptomy depresyjne, a u 18 proc. zaburzenia psychosomatyczne (bóle głowy, brzucha, brak energii i zdenerwowanie). 60 proc. uczniów źle ocenia naukę umiejętności praktycznych podczas nauczania zdalnego, a 70 proc. mówi o pogorszeniu relacji społecznych z rówieśnikami. Ponad połowa przyznała, że czuje się przeładowana otrzymywanymi treściami, a aż 66 proc. korzysta z urządzeń elektronicznych przed pójściem spać.

*Badanie realizowane w szkołach podstawowych i ponadpodstawowych w Polsce, w okresie od  12 maja do 12 czerwca 2020 r, w trzech grupach składających się z uczniów, nauczycieli i rodziców (łącznie ok. 3000 osób), oraz badanie pod patronatem Rzecznika Praw Dziecka przeprowadzone metodą CAWI na panelu internetowym w dniach 25-28 grudnia 2020 roku na reprezentatywnej grupie ponad 2000 uczniów wieku 15-18 lat oraz rodziców posiadających dzieci w tym wieku.

Joanna Węglarz - psycholog, specjalista psychologii klinicznej, wykładowca akademicki, trener i terapeuta EMDR, posiada ponad 17 lat doświadczenia w pracy z dziećmi, młodzieżą i osobami dorosłymi.Joanna Węglarz - psycholog, specjalista psychologii klinicznej, wykładowca akademicki, trener i terapeuta EMDR, posiada ponad 17 lat doświadczenia w pracy z dziećmi, młodzieżą i osobami dorosłymi.

  1. Kultura

„Helmut Newton. Piękno i bestia” – pokaz specjalny online

Helmut Newton, autoportret, 1993 (Fot. materiały prasowe)
Helmut Newton, autoportret, 1993 (Fot. materiały prasowe)
W filmie zaskakujący obraz Helmuta Newtona ujawniają fotografowane przez niego top modelki, gwiazdy i aktorki. Catherine Deneuve, Grace Jones, Charlotte Rampling, Isabella Rossellini, Claudia Schiffer – portretowane portretują i odkrywają przed nami prawdę.

Łączył sprzeczności. Romantyzm z perwersją, fantazję z realizmem, modę i reklamę ze sztuką. Był jednym z najbardziej prowokacyjnych fotografów XX wieku. Być może źródła jego przewrotnego charakteru należy szukać w genealogii. Był niemieckim Żydem, urodzonym 31 października 1920 roku w Berlinie. Mimo że musiał opuścić to miasto, nigdy nie uwolnił się od jego dekadenckiego stylu lat dwudziestych i estetyki Leni Riefenstahl. Zakochał się w jej portretach. Pokazywał kobiety tak jak ona mężczyzn.

Jego zdjęcia publikowały najważniejsze magazyny modowe, przede wszystkim „Vogue”, „Harper's Bazaar”, ale również „Stern” czy „Playboy”. Realizował także wiele kampanii reklamowych. Często inspirował się kinem. Słynne zdjęcie modelki uciekającej przed samolotem zainspirował film „Północ, północny zachód”. Zdjęcie Davida Lyncha trzymającego za szyję Isabellę Rossellini wprost nawiązuje do „Blue Velvet”. Przed jego obiektywem uwielbiały stawać gwiazdy filmowe: Sigourney Weaver, Charlotte Rampling, Elizabeth Taylor, Nastassja Kinski, Anthony Hopkins, Ralph Fiennes, Catherine Deneuve, Jodie Foster, Billy Wilder, Marianne Faithfull i wiele innych.

Pod koniec życia mieszkał między Monte Carlo a Los Angeles. Zmarł 23 stycznia 2004 roku w wypadku samochodowym, spowodowanym atakiem serca. Urna z jego prochami spoczywa na cmentarzu w Berlinie, niedaleko grobu uwielbianej i sfotografowanej przez niego Marleny Dietrich.

4 maja o g.odzinie 20  na platformie MOJEeKINO.pl odbędzie się pokaz specjalny on-line filmu „Helmut Newton. Piękno i bestia”.

  1. Zdrowie

Trening medyczny - bezpieczny sposób na walkę ze skutkami pandemii bezruchu

dr n.med. Konrad Słynarski, chirurg ortopeda, właściciel Kliniki Chirurgii Kolana w Warszawie.
dr n.med. Konrad Słynarski, chirurg ortopeda, właściciel Kliniki Chirurgii Kolana w Warszawie.
Jak „domowy tryb życia”, do którego zmusiła nas pandemia, wpłynął na nasze zdrowie? Sytuacja zmieniła również nasze sportowe nawyki. O tym, z jakimi problemami fizycznymi obecnie się zmagamy, oraz o pandemii bezruchu porozmawialiśmy z dr n.med. Konradem Słynarskim, chirurgiem ortopedą, właścicielem Kliniki Chirurgii Kolana w Warszawie.

Jak pandemia wpłynęła na naszą aktywność? Dr n.med. Konrad Słynarski: Pandemii, z którą żyjemy już od ponad roku towarzyszy pandemia bezruchu. Wiele osób z oczywistych względów nie mogło uprawiać sportu i być aktywnym. Byli zmuszeni do tego, żeby siedzieć w domu. Wiadomo, że nie zawsze warunki domowe są odpowiednie żeby uprawiać sport.

Co spowodowała ta pandemia bezruchu? Dr n.med. Konrad Słynarski: Na początku pandemii wielu moich pacjentów bało się do nas przychodzić na rehabilitację i zaprzestało ćwiczeń. To spowodowało wiele problemów, z którymi do dzisiaj musimy walczyć. Zaprzestanie ruchu, zaprzestanie ćwiczeń rehabilitacyjnych powoduje bardzo poważne konsekwencje. Niedawno wpadła mi w ręce bardzo ciekawa publikacja, która pokazuje, że ograniczenie dostępu do opieki ortopedów i rehabilitantów będą najpoważniejszą konsekwencją, z jaką będzie musiała zmierzyć się cywilizacja po pandemii. Wiem, że to zabrzmi zaskakująco, ale konsekwencje braku leczenia ortopedycznego mogą w perspektywie wielu lat spowodować większe konsekwencje niż brak dostępności kardiologa, onkologa.

Czy do kliniki zgłasza się teraz więcej pacjentów? Dr n.med. Konrad Słynarski: Kiedy po pierwszy lockdownie siłownie zostały ponownie otwarte oraz przywrócono możliwość uprawiania sportu z początkiem ubiegłego lata też zauważyliśmy problemy. Choć nasz umysł pamięta naszą sprawność, to nasze ciało bardzo szybko jej zapomina. Dlatego bardzo ważne jest, by przed podjęciem ponownej aktywności fizycznej, jeżeli byliśmy zamknięci przez jakiś czas, tym bardziej jeżeli przebyliśmy infekcję i nasz organizm jest słaby, bardzo ważne jest by odpowiednio się do tego przygotować. My zalecamy odpowiednie przygotowanie. Należy powracać do aktywności stopniowo. Wsłuchujmy się w organizm, w stawy, w ból. Jeżeli mamy jakieś problemy nie bagatelizujmy. Ważne jest, by nie odkładać  leczenia na później, a zacząć działać od razu. Czasami nawet banalne sygnały mogą oznaczać poważne problemy. Do naszej Kliniki zgłaszają się osoby z typowymi urazami związanymi z zaprzestaniem ruchu np. zerwanie ścięgna Achillesa, mięśni. Wrócili do nas pacjenci, którzy przerwali rehabilitację i mieli z tego powodu poważne problemy. Czasami bardzo ciężko jest odzyskać kilka straconych miesięcy.

Dlaczego ruch jest tak istotnym elementem naszego życia? Dr n.med. Konrad Słynarski: Ruch wpływa na zmniejszenie rozwoju chorób układu krążenia, zmniejsza ryzyko wystąpienia nowotworów. Istnieje bezpośrednia korelacja między aktywnością fizyczną a długością życia. W związku z czym te konsekwencje bezruchu przyjdą do nas jeszcze w ciągu najbliższych lat.

Jak możemy temu przeciwdziałać? Dr n.med. Konrad Słynarski: My z moim zespołem cały czas pracujemy i staramy się pomagać naszym pacjentom. Prowadzimy rehabilitację i treningi medyczne, dzięki którym pacjenci mogą korygować problemy. Przypomnę tylko, że treningi medyczne pomimo obowiązujących obostrzeń są dozwolone, ponieważ jest to forma terapii. Trening medyczny jest połączeniem treningu personalnego oraz fizjoterapii. Zajęcia dedykowane są wszystkim tym, którzy chcą bezpiecznie powrócić do pełnej formy. W naszej klinice prowadzimy również takie zajęcia.

  1. Zdrowie

Tężyczka - choroba życia w biegu, napięcia i przerostu ambicji

Pacjentów z tężyczką przybywa, zwłaszcza w czasie pandemii - to efekt życia w stresie. 
(Fot. iStock)
Pacjentów z tężyczką przybywa, zwłaszcza w czasie pandemii - to efekt życia w stresie. (Fot. iStock)
Objawy są nieprzyjemne – skurcze mięśni. Bywa, na szczęście rzadko, niebezpieczna, może nawet zagrażać życiu. W dodatku trudno się ją diagnozuje. – Tężyczka jest trochę przez lekarzy pomijana. Część w nią wierzy, część nie do końca – mówi neurolog dr Katarzyna Toruńska, zajmująca się tą chorobą.

Kilka lat temu moja przyjaciółka, mieszkająca wtedy w Londynie, zaczęła odczuwać dziwne objawy. Najpierw mrowienie rąk. Potem nóg. Doszły do tego skurcze mięśni. Majka, przestraszona, poszła do lekarza. Ten zaczął przeprowadzać diagnostykę w kierunku stwardnienia rozsianego. Pamiętam, jak dzwoniła do mnie w panice. Na szczęście szybko okazało się, że to nie SM. Więc co? – Wyobraź sobie, mam tężyczkę – powiedziała.

Czym jest ta choroba?

– Właściwie to zespół objawów – mówi neurolog dr Katarzyna Toruńska. – Niecharakterystycznych, z różnych grup. Wynikają z nadpobudliwości błony nerwowo-mięśniowej, a to z kolei powodowane jest różnego rodzaju niedoborami tkankowymi. Głównie niedobory dotyczą magnezu i potasu a także witaminy D – jeżeli mówimy o tężyczce utajonej. Ten zespół objawów jest bardzo uciążliwy. Trzeba szukać, co jest jego źródłem w przypadku konkretnego pacjenta.

Czy łatwo tężyczkę zdiagnozować? – Bardzo trudno, niestety. Bo przyczyn może być dużo. Od psychicznych, psychogennych, poprzez gastrologiczne, endokrynologiczne diabetologiczne, przyjmowane leki, nieprawidłową dietę. Diagnoza nie jest prosta, ale staramy się mieć swoje schematy w diagnostyce, żeby pacjentowi pomóc, żeby znaleźć przyczynę tych dolegliwości – tłumaczy dr Toruńska. – Zwykle na początku rzeczywiście sprawdzamy, czy to nie stwardnienie rozsiane. Robimy rezonans mózgu, żeby je wykluczyć, choć w tej chorobie przebieg jest jednak inny. Tężyczka nie daje objawów konkretnego zespołu neurologicznego, trzeba wykonać podstawowe badania, żeby SM wykluczyć i dalej szukać przyczyny, źródła. Zwykle to źródło znajdujemy.

Mogą to być na przykład choroby tarczycy, nadczynność, niedoczynność, Hashimoto. Choroby przewodu pokarmowego, wszelkiego rodzaju nietolerancje pokarmowe, na gluten, na laktozę. Są pacjenci po zapaleniu błony śluzowej żołądka, tacy, którzy bardzo długo przyjmują inhibitory pompy protonowej (IPP), zaburzające wchłanianie pierwiastków i witamin. Bywa to też niewykryta insulinooporność albo monodiety, często wyniszczające organizm. Także niektóre leki oraz, oczywiście, wszelkie używki.

Zwykle tężyczka sama w sobie nie jest chorobą, a efektem innych chorób. Choć, jak tłumaczy dr Toruńska, jest taka jednostka jak hipomagnezemia rodzinna, gdzie tężyczka jest pierwotna, bo mamy tu jedną przyczynę – genetyczną. Ale to się zdarza niezwykle rzadko.

Tężyczka - do kogo po pomoc

Żeby jeszcze bardziej sprawę skomplikować, trzeba powiedzieć, że tężyczki są dwie: jawna i utajona. Endokrynolodzy zajmują się tężyczką jawną, czyli wapniową, pojawiającą się (oczywiście nie zawsze) po operacjach tarczycy, przytarczyc, przy chorobach tarczycy, kiedy są duże niedobory wapnia. Ta postać tężyczki jest bardziej niebezpieczna, czasami nawet zagrażająca życiu – występują tu bardzo silne skurcze, może – przy gwałtownych spadkach wapnia – dojść do skurczu głośni, utraty przytomności.

Neurolodzy leczą tężyczkę utajoną. Łagodniejszą w przebiegu, choć trudniejszą do wykrycia. Pojawiają się mocne samoistne skurcze mięśni, ale może je wywołać zewnętrzny bodziec. – Choćby hiperwentylacja – czyli szybkie, głębokie oddychanie. Zaburza się wtedy równowaga kwasowo-zasadowa i dochodzi do utraty pierwiastków, głównie magnezu, z tkanek. Każdy mówi: jak się boisz, to głęboko oddychaj. No właśnie nie. Wtedy się pogarsza, zamiast poprawiać – tłumaczy dr Toruńska.

Nieprawidłowe oddychanie może być pogłębiane przez stres. Na początku, kiedy jeszcze nie wiemy, co nam dolega, a objawy są niepokojące, można się porządnie przestraszyć. Czasem pojawiają się bóle w klatce piersiowej, czasem duszności, a razem z tym nakręca się spirala lęku.

Wydawałoby się, że skoro przyczyną tężyczki utajonej są niedobory magnezu, potasu i witamin, wystarczy zrobić badanie krwi, żeby wykryć chorobę.

– Nie jest to takie proste – mówi dr Toruńska. – Ja się zajmuję tężyczką utajoną, tu pacjenci mają zwykle prawidłowy poziom wapnia czy parahormonu, a z kolei niski magnezu czy potasu. Jednak na ogół w badaniu krwi te pierwiastki nie wychodzą nieprawidłowo, bo organizm dąży do homeostazy – krew więc wygląda dobrze, ale kosztem tkanek. Mamy już na szczęście możliwość wykonania badań na poziom magnezu w erytrocytach, to najbardziej wiarygodnie pokazuje, co dzieje się w tkankach, nadal jednak mamy trudności w oznaczeniu poziomu magnezu zjonizowanego, a to jest frakcja aktywna, więc nawet to badanie w erytrocytach jest badaniem tylko pośrednim.

Tymczasem pacjentów z tężyczką przybywa. Z czego to wynika? – Ze stylu życia. Z biegu, pędu, permanentnego braku czasu, braku możliwości czy chęci skomponowania odpowiedniej dla siebie diety – tłumaczy dr Toruńska. – Ludzie się nie badają, mówią, że źle się czują, że mrowienie, skurcze, w reklamach słyszą, że niedobór magnezu, więc łykają suplementy, które nie działają… I kolejny znak naszych czasów, czyli żywność wysokoprzetworzona, z dużą ilością fosforanów, które blokują wchłanialność magnezu. Jest też dużo produktów, które ten magnez wypłukują, a których na co dzień nadużywamy. Kawa, cola, mocna herbata, napoje energetyzujące, alkohol, używki, a nawet niektóre leki. A leki przecież ludzie przyjmują, bo muszą, wszystko to powoduje, że mamy ujemny bilans magnezu czy potasu w organizmie W tkankach.

Oczywiście byłoby idealnie, gdyby pacjenci razem z receptą na leki blokujące wchłanianie magnezu dostawali od lekarza informację, że powinni ten magnez uzupełniać. Jednak dr Katarzyna Toruńska mówi, że tak, niestety, dzieje się rzadko: – Tężyczka jest trochę przez lekarzy pomijana. Część w nią wierzy, część nie do końca. Twierdzą, że każdy, kto się zhiperwentyluje i zrobi próbę tężyczkową, ta wyjdzie dodatnia. Co jest nieprawdą. My 20 lat temu też nie wiedzieliśmy, że jak będziemy podawać inhibitory pompy protonowej, żeby pacjent nie krwawił z wrzodów żołądka, to za jakiś czas się okaże, że chory ma niedobory. Nigdzie nie mogliśmy o tym przeczytać, o pewnych lekach uczymy się dopiero na przestrzeni czasu.

Leczenie

To zależy, czy to tężyczka jawna, czy utajona. I jaka jest przyczyna. Oczywiście podstawa to suplementacja, zwykle magnezowo-potasowa. – Niekiedy, jeśli u pacjenta widzimy wysoki poziom lęku czy depresję, włącza się leki antydepresyjne. Jeśli są problemy z tarczycą, chory musi być pod opieką endokrynologa. Przy insulinooporności – diabetologa. Czyli leczenie często musi przebiegać na kilku poziomach. I bardzo ważna jest współpraca między lekarzem a pacjentem – tłumaczy dr Toruńska. – Lekarz nie da pigułek na wszystko. Nie zawsze jest to proste. Jeśli źródłem permanentnego stresu jest nasza praca, idealnie byłoby ją zmienić. Ale na ogół nie jest to możliwe. Na pewno można odstawić używki. I włączyć techniki relaksacyjne. Wyciszenie, joga. Wyłączyć za to nieustanne myślenie o obowiązkach, kłopotach, pracowanie 24 godziny na dobę – nawet jeśli nie siedzimy cały czas przy biurku, to głowa nie odpuszcza. – Mam takich pacjentów – mówi dr Toruńska. – To tylko zwiększa dolegliwości. Nie umiemy dziś radzić sobie ze stresem, odpoczywać, odpuścić sobie. Często nawet urlopu nie potrafimy wykorzystać, w wolnym czasie też nie dajemy sobie taryfy ulgowej. W dodatku pandemia nasiliła tężyczki. I więcej mamy tych świeżo rozpoznawanych, i ci pacjenci, którzy są po diagnozie i regularnie się suplementują, też odczuwają silniejsze dolegliwości.

Jest grupa osób szczególnie narażonych – to ludzie ambitni, trochę neurotycy, perfekcjoniści, osobowość typu A. Często też sportowcy – tu przyczyną jest duży wysiłek fizyczny bez mądrej suplementacji.

– Zawsze staram się szukać przyczyny, jak się nie da, zostaje styl życia. Tu zmiana zależy od nas. Choć nigdy – a szczególnie w  dobie pandemii – nie jest to łatwe. Ale daje efekty, można się pozbyć objawów. To długie leczenie, ale na ogół z sukcesem – mówi dr Katarzyna Toruńska.

  1. Styl Życia

Lidia Popiel: "Hoduję w sobie bunt"

Lidia Popiel: Warto być prawdziwym, ale też zostawić jakąś tajemnicę. (Fot. Bartek Wieczorek/Visual Crafters)
Lidia Popiel: Warto być prawdziwym, ale też zostawić jakąś tajemnicę. (Fot. Bartek Wieczorek/Visual Crafters)
Zobacz galerię 9 Zdjęć
Myślę, że nie wszyscy chcą „wrócić do normalności”, bo ta nasza normalność miała bardzo dużo wad. To, co możemy teraz zrobić, to walczyć o lepszą normalność – mówi Lidia Popiel. Jaki, oprócz fotografii, ma sposób na zachowanie życiowej równowagi? Hodowanie roślin… i buntu w sobie.

Gdzie dziś czujesz się swobodniej: przed aparatem czy za nim?
Za aparatem jest na pewno bardziej interesująco. Fotografia jest dużo bardziej kreatywna. Ale stanie przed aparatem jest też wyzwaniem, mocno związanym z tym, kim się jest. Nie kim chciałoby się być, tylko właśnie kim się jest. Trzeba podjąć decyzję, na ile chcemy się odsłonić, bo przecież nie jest wskazane, by odsłaniać się w całości – już nawet zdrowy rozsądek tego zabrania. Warto być prawdziwym, ale też zostawić jakąś tajemnicę. Na pewno jako modelce bardzo pomaga mi wiedza o fotografii. Wiem, jak układa się moje ciało, ubranie na nim, ale też jak działają obiektywy. Oczywiście sesja pozowana zawsze jest bardziej wystudiowana. Fotografia sama w sobie nie musi być wcale idealna czy proporcjonalna, ale musi mieć w sobie prawdę.

Jako modelka zostałaś odkryta dość wcześnie, jako 17-latka, i dość wcześnie, bo kilka lat potem, porzuciłaś modeling na rzecz fotografii. Chciałaś przejąć kontrolę?
Na pewno wzięłam aparat do ręki stanowczo [śmiech]. Moje pierwsze zdjęcia trafiły na plakat firmy kosmetycznej, i tak z dnia na dzień stałam się fotografką. Znajomy przypomniał mi niedawno, że już mając 19 lat, zapowiedziałam, że będę robić zdjęcia. Ja tego kompletnie nie pamiętam. Zaczęło się od pozowania do zdjęć modowych, potem pomagałam fotografom przy stylizacjach i robieniu makijażu, a później robiłam już zdjęcia ubrań. Aparat zawsze był dla mnie narzędziem rozwoju. Poza tym sama fotografia cały czas się rozwija, pojawiają się nowe sprzęty, rozwiązania, działy fotografii. Do niedawna w ogóle nie interesował mnie krajobraz, aż pewnego dnia odkryłam, że uwielbiam robić krajobrazy. Albo martwe natury – to naprawdę jest bardzo ciekawa praca, szczególnie w kontrze do portretów, które najbardziej lubię, a które wymagają odwagi, umiejętności układania relacji, także rozwiązywania problemów. I dużej samodzielności.

Nawet w czasach, gdy każdy ma aparat w swoim smartfonie i każdy może zostać fotografem?
W tej dostępności fotografii upatruję samych pozytywów. Im większy wybór, tym lepiej. Dla wielu osób udane – często przez przypadek – zdjęcie może być dobrym początkiem, wstępem do tego, by robić coś ciekawego. Weźmy fotografię społeczną, która ma ogromne znaczenie w przekazywaniu informacji, propagowaniu postaw i inspirowaniu do czynienia dobra. Dzieci się świetnie uczą przez fotografię, bardzo to lubią i są nadzwyczaj kreatywne. Poza tym wielość uczy też selekcji i rezygnacji.

Lidia Popiel: Jako modelce bardzo pomaga mi wiedza o fotografii. Wiem, jak układa się moje ciało, ubranie na nim, ale też jak działają obiektywy. (Fot. Bartek Wieczorek/Visual Crafters) Lidia Popiel: Jako modelce bardzo pomaga mi wiedza o fotografii. Wiem, jak układa się moje ciało, ubranie na nim, ale też jak działają obiektywy. (Fot. Bartek Wieczorek/Visual Crafters)

Robisz zdjęcia sobie samej?
Bardzo rzadko. Inni są dla mnie o wiele ciekawszym obiektem.

A twoi bliscy? Córka, mąż? Lubisz robić im zdjęcia?
Od czasu do czasu, jak potrzebują. Bogusławowi przez lata robiłam zdjęcia do wywiadów, bo byłam po prostu fotografem pod ręką. Ale ponieważ oboje jesteśmy profesjonalistami, szybko się wtedy przestawiamy na inny niż prywatny tryb. Nie fotografuję męża, tylko zawodowego aktora. Ale też człowieka.

Mąż jest aktorem, córka stawia w tym świecie pierwsze kroki, ty sama też zagrałaś w kilku filmach.
Ale to zdecydowanie nie jest mój świat. Jestem chyba zbyt skryta, by być aktorką.

Ważne jest, by docenić chwile zawieszenia. Cieszę się, że wracamy do czasów, w których możemy sobie powiedzieć: „Nudź się, bo to jest właściwe”. (Fot. Bartek Wieczorek/Visual Crafters) Ważne jest, by docenić chwile zawieszenia. Cieszę się, że wracamy do czasów, w których możemy sobie powiedzieć: „Nudź się, bo to jest właściwe”. (Fot. Bartek Wieczorek/Visual Crafters)

Obserwowałam cię podczas naszej sesji, masz niesamowitą świadomość swojego ciała, ale też tego, kim jesteś.
Trudno się zdystansować do samej siebie, ale myślę, że trzeba hodować w sobie coś w rodzaju buntu. Nie dopuścić do tego, by inni tobą zawładnęli, mieć nad tym kontrolę. Z drugiej strony życie to też jest ciągła praca nad akceptacją siebie, bez względu na to, co się dzieje i w jakim świetle siebie widzimy. Najważniejsze jest, by w tym wszystkim – zalewie informacji, nadmiarze bodźców – nie stracić siebie, mieć kontakt z samą sobą.

Powiedziałaś kiedyś, że ludzie najczęściej komentują twoje długie, lekko siwiejące włosy. Może dlatego, że to jest zewnętrzna oznaka tego, na co stawiasz w życiu: na autentyczność, własną ścieżkę.
Mam po prostu głębokie poczucie, że powinniśmy częściej zastanawiać się, czy to, co powielamy w kolejnych pokoleniach, jest tym, czego naprawdę chcemy. Te wieczne „wypada – nie wypada”, „przystoi – nie przystoi”. One tyczą się też tak osobistego, intymnego tematu jak kobiece włosy. Krótkie czy długie? Farbowane czy naturalne? W pewnym wieku to już na pewno krótkie i farbowane. A ja właśnie postanowiłam, że nie.

Lidia Popiel: Bywamy szczęśliwi, i to jest fajne. Co więcej, sami jesteśmy sobie w stanie zorganizować te chwile szczęścia. (Fot. Bartek Wieczorek/Visual Crafters) Lidia Popiel: Bywamy szczęśliwi, i to jest fajne. Co więcej, sami jesteśmy sobie w stanie zorganizować te chwile szczęścia. (Fot. Bartek Wieczorek/Visual Crafters)

W sumie nie zrobiłaś nic strasznego ani też specjalnie odważnego…
Ależ oczywiście, że nie. Czasem aż mi głupio, że moje włosy wzbudzają takie emocje. Ale ja chyba urodziłam się z oporem przeciwko robieniu czegoś tylko dlatego, że ktoś mi każe. Jestem w stanie zrobić prawie wszystko dla kogoś, kto jest miły, ale rozkaz, żądanie – jak to? Należy mi się prawo wyboru, a jeśli ktoś ingeruje w drobiazgi, to również poważniejsze sprawy są w zagrożeniu.

Były czasy, gdy siwiejące włosy były oznaką zaniedbania, dziś jesteś w trendach.
Najważniejsze jest, by ludzie odpuścili innym i poczuli, że sami też mogą robić to, co im się podoba. Owszem, jest coś takiego jak savoir-vivre. Ale nie po to został wymyślony, by komuś skomplikować życie i skuć go łańcuchami, tylko po to, by nie szkodzić innym. Poza tym ta liczba sztućców obok talerza nie jest po to, by nas zestresować, tylko dlatego, że wygodniej jest zjeść coś takim widelcem niż innym, a kształt kieliszka pozwala nam lepiej czuć piękno i aromat danego trunku.

Lidia Popiel: 'Codziennie coś tracimy, pogódźmy się z tym'. (Fot. Bartek Wieczorek/Visual Crafters) Lidia Popiel: "Codziennie coś tracimy, pogódźmy się z tym". (Fot. Bartek Wieczorek/Visual Crafters)

Ale jest też coś takiego, jak na przykład czerwona szminka. Kiedy parę lat temu usłyszałam, że w pewnym wieku czerwona szminka już nie przystoi, bo jest to epatowanie seksualnością, to pomyślałam sobie: „Boże, nawet o to musimy walczyć”. Rozpuszczone włosy to oczywiście też epatowanie seksualnością. Do tego siwe? Czarownica! Nie wiem, co bardziej mnie wkurza: to, że uznaje się, iż po przekroczeniu pewnego wieku nie możesz używać czerwonej szminki, czy to, że w pewnym wieku musisz, bo przecież jak to tak bez? Paradoksy i absurdy na każdym kroku. Nasuwa się pytanie: dlaczego? Dlaczego tak nam zatruwa się życie? I dlaczego to trwa od tylu lat? Ja widzę tu bezmyślność i brak refleksji. To, że jesteśmy troszkę niższe i delikatniejsze od mężczyzn, to nie znaczy, że nie możemy się pobić z kimś wyższym i silniejszym, zwłaszcza jeśli mamy słuszny powód i motywację.

Lidia Popiel: 'Kiedy usłyszałam, że w pewnym wieku czerwona szminka nie przystoi, bo to epatowanie seksualnością, pomyślałam: „Boże, nawet o to musimy walczyć”. (Fot. Bartek Wieczorek/Visual Crafters) Lidia Popiel: "Kiedy usłyszałam, że w pewnym wieku czerwona szminka nie przystoi, bo to epatowanie seksualnością, pomyślałam: „Boże, nawet o to musimy walczyć”. (Fot. Bartek Wieczorek/Visual Crafters)

Swojej córce też zaszczepiłaś tę skłonność do buntu?
Aleksandra ma dużo fajnych przykładów w życiu, myślę, że idzie w dobrym kierunku. Oczywiście martwię się, że jest za delikatna na taką trudną robotę, jaką jest aktorstwo, ale po pierwsze, nie zamierzam sprzeciwiać się jej wyborom, a po drugie, chcę, by wiedziała, że zawsze trzymam za nią kciuki. Uważam, że postawa akceptacyjna matki jest bardzo ważna dla rozwoju dziecka. Ono musi widzieć, że mama zawsze jest po jego stronie. Bez tego ciągłego jęczenia, krytykowania i negacji.

Nie masz wrażenia, że zwłaszcza ostatnio zaczęliśmy bardziej szukać prostych, szczerych relacji?
Na pewno wielu z nas poczuło potrzebę odcięcia się od polityki i błyskotliwych karier. Czasem gdy włączę telewizor i widzę osoby, które mówią rzekomo o naszych sprawach, doznaję szoku, bo ich życie zupełnie nie przystaje do świata ludzi, których ten problem dotyczy. A podobno politycy mają służyć ludziom. Ta idea dzisiaj zupełnie się wypaczyła. Z drugiej strony obserwuję, że jako ludzie potrafimy sobie poradzić w każdej sytuacji i nawet w chwili największego nieszczęścia znaleźć jakieś szczęście.

Właśnie, co byś odpowiedziała, gdybym spytała cię, czy jesteś szczęśliwa?
Że szczęśliwa bywam. Dokładnie tak. Bywamy szczęśliwi, i to jest fajne. Co więcej, sami jesteśmy sobie w stanie zorganizować te chwile szczęścia. I to zwykle nie są rzeczy typu nowy samochód, raczej spacer po lesie albo radość z tego, że wreszcie spadł śnieg. Codziennie rano z okien szkoły, w której uczę, widzę, jak z domku naprzeciwko przy minusowej temperaturze wyskakuje chłopak w T-shircie i spodenkach na spacer z pieskiem. I myślę sobie: tak wyskoczyć na śnieg, to jest życie!

Dlatego tak smuci mnie tytuł nowego filmu Małgorzaty Szumowskiej i Michała Englerta „Śniegu już nigdy nie będzie”.
Nie widziałam jeszcze filmu, ale pomyślałam sobie, że ten tytuł można odczytywać nie jako smutne proroctwo, tylko jako komentarz do naszego wiecznego narzekania. Nie ma tego, nie ma tamtego, jest zima, a nie ma śniegu... A co jeśli śniegu nigdy nie będzie? Codziennie coś tracimy, pogódźmy się z tym. Jeśli nie żal nam niczego, to jesteśmy w stanie działać w o wiele szerszy sposób.

Lidia Popiel: 'Potrzebujemy samotności, by poukładać sobie różne rzeczy w głowie'. (Fot. Bartek Wieczorek/Visual Crafters) Lidia Popiel: "Potrzebujemy samotności, by poukładać sobie różne rzeczy w głowie". (Fot. Bartek Wieczorek/Visual Crafters)

Jaka była twoja największa strata w minionym roku?
Oczywiście miałam gdzieś pojechać, a nie pojechałam; miałam coś zrobić, a nie zrobiłam, z niezależnych ode mnie przyczyn, ale nie myślę o tym w kategoriach straty. Przecież to są zmienne w naszym życiu, trudno, by miały trwały wpływ na moje samopoczucie czy świadomość tego, kim jestem. W tym roku dokuczała mi bardzo strata jednego z moich przyjaciół, który umarł dokładnie rok temu. Niby staram się myśleć otwarcie o śmierci, ale ten właśnie brak był dla mnie dojmujący. Nasza przyjaźń była tak wyraźna, tak dowcipna i przebiegająca na tak wysokich tonach, nic nie jest w stanie mi tej straty zrekompensować. Jedyne, co mogę, to zrobić sobie dzień wspomnień o nim, wyciągnąć stare zdjęcia, przypomnieć jego powiedzonka, może potem mi się przyśni.

Jak radziłaś sobie, i radzisz, w pandemii? Co cię ratowało?
Nie miałam poczucia, że to, że nie mogę gdzieś wyjść czy że wszędzie muszę zakładać maskę, jest jakimś wielkim wyrzeczeniem z mojej strony. Były gorsze rzeczy, i mogą być gorsze rzeczy. Jestem więc zdania, że nie należy narzekać. Narzekanie niczego nie rozwiązuje, nie buduje. Poza tym zawsze możemy zrobić coś, by poprawić swój nastrój, przegonić przygnębienie. Na przykład obejrzeć serial. Ile ja ich widziałam w ciągu ostatniego roku! Teraz najbardziej pamiętam „Anię, nie Annę”, „Good Girls” i „Gambit królowej”. Miałam też poczucie, że bardzo ważne jest, by docenić chwile zawieszenia. Cieszę się, że wracamy do czasów, w których możemy sobie powiedzieć: „Nudź się, bo to jest właściwe”. Jestem zwolenniczką robienia sobie częstych przerw. Uważam, że godzina przerwy dziennie powinna być wliczana w czas pracy. W dodatku powinna być to godzina spędzona w samotności – potrzebujemy jej, by poukładać sobie różne rzeczy w głowie. Tego przebywania w samotności nauczył mnie właśnie modeling. Ale też zrozumienia dla ludzi, których spotykasz, i polegania na sobie.

Lidia Popiel: 'Jestem optymistką. Staram się wyciągnąć z życia wszystko, co najlepsze, i zawsze wybierać jego dobrą stronę'. (Fot. Bartek Wieczorek/Visual Crafters) Lidia Popiel: "Jestem optymistką. Staram się wyciągnąć z życia wszystko, co najlepsze, i zawsze wybierać jego dobrą stronę". (Fot. Bartek Wieczorek/Visual Crafters)

A jaki był ten rok dla ciebie zawodowo?
Trochę mniej zdjęć robiłam. Zaczęłam myśleć o tym, by wydać album czy fotoksiążkę ze swoimi pracami. W Warszawskiej Szkole Filmowej, gdzie uczę portretu, jedne zajęcia poświęciliśmy portretowi demonstranta. Okazało się, że brakuje takich zdjęć. Jest dużo fotografii streetowej, ale to są ujęcia raczej reportażowe. Znalazłam nawet fotografa, który objechał około 40 krajów i zrobił portrety osób demonstrujących, z akcesoriami, które były związane z daną demonstracją, a protestowali w różnych intencjach. Najciekawsze było to, że oni wszyscy mieli coś podobnego w postawie, w wyrazie twarzy, jakąś naturalność i determinację.

Portret koncentruje się zwykle na twarzy, a my mamy teraz ich brak w przestrzeni publicznej.
A ja przekonałam się, jak wiele można wyczytać z czyjejś postawy, chodu, wyrazu oczu. To nas też charakteryzuje. Są ludzie, których rozpoznajesz, nawet jak mają zakrytą całą twarz. Zauważyłam, że wiele osób polubiło to zamaskowanie, czują się bardziej pewni siebie, są anonimowi, mogą się schować.

Czego jeszcze dowiedziałaś się o sobie i innych w tym czasie?
Jestem optymistką. Staram się wyciągnąć z życia wszystko, co najlepsze, i zawsze wybierać jego dobrą stronę. Ale nie można siebie oszukiwać. Myślę, że ludzie zdali sobie sprawę, że szli schematami i układali sobie życie według tego, co inni mówią, że trzeba robić. Może to było łatwiejsze, a może wygodniejsze. Wreszcie zrozumieliśmy, jak wiele osób ma wpływ na nasze życie, jakie niewidzialne siły nami kierują, i zadaliśmy sobie pytanie: czy nasze wybory są rzeczywiście nasze? Niektórzy są na tyle ogarnięci, że są w stanie wypunktować rzeczy, które w ich życiu nie działały.

Myślę, że nie wszyscy chcą „wrócić do normalności”, bo ta nasza normalność miała bardzo dużo wad. To, co możemy teraz zrobić, to walczyć o lepszą normalność. Myśleć w sposób względnie nowoczesny. Ciągle wielu z nas uważa, że nie ma na nic wpływu, nie ma siły przebicia, a jeśli nawet zaczną o coś walczyć, to będą w tej walce osamotnieni i zostaną udupieni przez siły potężniejsze od nich. W ostatnim czasie mnóstwo różnych akcji udowodniło, że tak nie jest. Bo zbiór się składa zawsze z pojedynczych osób. Co chwila słyszę o tym, jak ludzie się skrzykują w jakiejś sprawie, bo jakaś duża firma traktuje swoich pracowników nie fair lub jakieś fajne miejsce jest na progu bankructwa. Stawiają się lub pomagają, i to działa. Są skuteczni.

To co nas dziś mobilizuje?
Niezgoda na nieetyczne działania, ale też współczucie. Dlatego potrzebujemy rzetelnych, obiektywnych informacji. Najpierw byłam fanką drukowanych dzienników, potem TVN24, a później portali informacyjnych. Podczas pandemii po raz pierwszy poczułam, że już nie mogę tego czytać i słuchać, że jestem na granicy wytrzymałości, bo to, co jest mi wciskane, nie jest wcale tym, co się dzieje, nie jest odwzorowaniem rzeczywistości. I zupełnie się przerzuciłam na Make Life Harder, których oglądam na Instastories. To jest dokładnie to, czego szukałam, czyli dopływ informacji zdystansowanej i przeplatanej tym, co jest budujące. Widać tu jasność sytuacji. Już trochę lat żyję i widzę różne zależności mediów, zobowiązania, drobne nieuczciwości. A tu mi powiało świeżością. To według mnie nowa generacja informacji.

A ja słyszałam, że bardziej od newsów interesuje cię zwykłe patrzenie przez okno...
Konrad Pustoła, młody fotograf, zrobił kiedyś projekt polegający na tym, że wszedł do pokoi wysokich rangą urzędników oraz ludzi mających władzę i sfotografował to, co widzą przez okno, bo stwierdził, że ma to ogromny wpływ na podejmowane przez nich decyzje i na ich osobowość. Wyobraź sobie, że widzisz za oknem tylko mur. To pewnie jeden z najgorszych widoków, ale z drugiej strony masz wpływ na to, co zrobisz z tym murem. Może zejdziesz na dół i zasadzisz przy nim pnącza. Wtedy będzie wyglądał już zupełnie inaczej. Jeśli masz widok na ruchliwą ulicę, też od ciebie zależy, co na tej ulicy widzisz. Czy błoto i smutnych ludzi, czy zabawne sytuacje i pierwsze oznaki wiosny. Wierzę, że można panować nad swoimi myślami i przekierowywać uwagę.

Te pnącza wijące się po murze przywołały mi na myśl to, co mówiło wielu moich znajomych, że w tym roku po raz pierwszy mieli czas i potrzebę, by tak dokładnie obserwować przyrodę.
Bez przyrody nie mogłabym żyć. Uczestniczyła w moim życiu od dziecka. Mieszkaliśmy w domu z ogródkiem, regularnie chodziłam do lasu na grzyby. Dzisiaj już chyba zapomniałam, jak się je zbiera. Tata śmiał się ze mnie ostatnio, że wcale ich nie widzę, a jeśli już zobaczę – to nie umiem rozpoznać. Czasem wracam skądś i nie wchodzę od razu do domu, tylko chodzę po ogrodzie. Coś przytnę, coś pozamiatam, coś przestawię. Hodowanie roślin to jest fantastyczna sprawa, także w domu. Choć trudna, bo rośliny nie zawsze współpracują z człowiekiem [śmiech]. Za to mają tę cudowną właściwość oczyszczania powietrza i ludzkich głów. W zeszłym roku w Bunkrze Sztuki w Krakowie była wystawa jednego z członków grupy artystycznej Łódź Kaliska – Adama Rzepeckiego. Niesamowite, szczere zdjęcia, także rzeźby. Można było naprawdę wniknąć w życie tego niesamowitego człowieka, który ciągle coś kwestionował, nie zgadzał się, szukał, sprawdzał. W pewnym okresie życia przebywał w szpitalu psychiatrycznym, gdzie zaczął malować na kartonach niebo, ale też fotografować przejawy przyrody wdzierającej się do środka budynku.

Wyobraź sobie, że widzisz za oknem tylko mur. To pewnie jeden z najgorszych widoków, ale z drugiej strony – masz wpływ na to, co zrobisz z tym murem. (Fot. Bartek Wieczorek/Visual Crafters) Wyobraź sobie, że widzisz za oknem tylko mur. To pewnie jeden z najgorszych widoków, ale z drugiej strony – masz wpływ na to, co zrobisz z tym murem. (Fot. Bartek Wieczorek/Visual Crafters)

Czym był dla ciebie dom podczas kolejnych lockdownów?
Myślałam trochę o ludziach, dla których dom czy mieszkanie przed pandemią było rodzajem hotelu – z którego wcześnie rano wychodzili i do którego wracali późnym wieczorem. Czy ucieszyli się z tego, że mogli w nim teraz dłużej zostać? Poczuli się jak na wakacjach? Czy po jakimś czasie zaczęli się w nim dusić? 
Mój tryb życia podczas pandemii diametralnie się nie zmienił, zwykle pracuję kilka dni, a potem robię sobie kilka dni wolnego. Nie czułam się zamknięta, bo mamy ogród. Nie robiłam też zbyt dużych zakupów. Jedzenie zamawiam przez Internet już od lat. Przy czym nadal przeraża mnie ilość opakowań, jaka przy tym zostaje. Naprawdę jedynym rozwiązaniem jest ograniczenie zużywania różnych przedmiotów codziennego użytku, recykling i zero waste. Zobacz, w naszej szafce w szkole są kubki, które profesorowie przynieśli z domu, bo nie są im potrzebne. A teraz wszyscy z nich z przyjemnością pijemy. Tak więc w pandemii jaskrawiej powyłaziły niedoskonałości codziennego życia, ale też pojawiły się jakieś rozwiązania.

Jak, jako optymistka, patrzysz w przyszłość?
Przede wszystkim mam nadzieję, że nie zostanę starym dziadem [śmiech]. Niesamowite, jak po sześćdziesiątce zmienia się optyka patrzenia na świat i siebie. Nagle okazuje się, że to nasze ciało nie jest takie silne jak kiedyś. Do postępujących zmarszczek już w pewien sposób się przyzwyczaiłam, choć do tego bardzo trudno się przyzwyczaić, ale OK, niech będzie. Wiem, że chcę jak najdłużej pracować, czuję, że mam jeszcze wiele rzeczy do zrobienia, ale też bardziej o siebie dbam. Gdybym miała poradzić coś dziś młodym kobietom, powiedziałabym: dbajcie o swoje zdrowie. No, i oczywiście o wnętrze duchowe.

A co się mieści w tej kategorii dbania o zdrowie?
Ruch, jedzenie, spanie i zapewnianie sobie godziwych rozrywek!

Lidia Popiel ma 62 lata, urodziła się pod Warszawą. Przed obiektywem zadebiutowała w 1976 roku. Pracowała między innymi dla Mody Polskiej. Zawodowo fotografią zajmuje się od 1985 roku. Publikowała w „Zwierciadle”, „Pani” czy „Sukcesie”. Jest redaktorką naczelną magazynu „PhotoCulture” i przewodniczącą rady sygnatariuszy w Partii Kobiet. Działa w Fundacji „Polska jest kobietą”. Wykłada fotografię w Warszawskiej Szkole Filmowej. Żona Bogusława Lindy i mama Aleksandry Lindy.