1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Styl Życia
  4. >
  5. Wielki powrót kin samochodowych

Wielki powrót kin samochodowych

W USA złoty okres kin samochodowych przypadł na lata 50. i 60. – działało ich tam wówczas ponad 4 tys.(Fot. iStock)
W USA złoty okres kin samochodowych przypadł na lata 50. i 60. – działało ich tam wówczas ponad 4 tys.(Fot. iStock)
Dobra wiadomość dla wszystkich, którzy, tak jak my, tęsknią za oglądaniem filmów na dużym ekranie. W wielu miastach Polski ruszają kina, które umożliwiają nam trzymanie niezbędnego w obecnym czasie bezpiecznego dystansu - kina samochodowe. 

Choć początki kin samochodowych sięgają lat 30. ubiegłego wieku, a szczyt ich popularności w USA przypadł na lata 50. i 60., w Polsce ten trend nie cieszył się zbyt dużym zainteresowaniem. Traktowaliśmy je raczej jako letnią przyjemność, okazję do spotkania się ze znajomymi i przypomnienia sobie klasyków filmowych, a na nowości filmowe zdecydowanie woleliśmy wybrać się do tradycyjnego kina. Jednak teraz, gdy tradycyjne kina od wielu tygodni pozostają zamknięte przez panującą pandemię koronawirusa, szukamy alternatyw. A idealną alternatywą okazują się być właśnie kina samochodowe, które już teraz rozpoczynają swoją działalność. Ale od początku…

W 1933 roku Richard Hollingshead otworzył w Camden w stanie New Jersey pierwsze kino samochodowe. Bilet kosztował 25 centów za samochód, a pierwszym wyświetlanym filmem była brytyjska komedia Wives Beware (skrócona wersja filmu Two White Arms). Jak zrodził się pomysł na kina samochodowe w głowie Amerykanina? Otóż jego mama zmagała się z dużą nadwagą, która uniemożliwiała jej wygodne oglądanie filmu siedząc w fotelu kinowym. Hollingshead, chcąc umożliwić jej obejrzenie filmu na dużym ekranie, postanowił rozwiesić w ogrodzie dwa prześcieradła, postawić projektor na masce samochodu i tym samym sprawić swojej mamie przyjemność. A następnie swój pomysł opatentować. Przez kilka lat Amerykanin dopracowywał swój pomysł, który finalnie przyniósł mu nie lada sukces.

Prawdziwy złoty okres kin samochodowych w Stanach Zjednoczonych przypadł na lata 50. i 60. – działało ich tam wówczas ponad 4 tys. Stanowiły rozrywkę kulturalną dla całych rodzin, gwarantowały prywatność, a ich największą zaletą była swobodna atmosfera. Natomiast w Polsce pierwszy seans z widownią w samochodach zorganizowali w 1994 roku Dariusz Krzysztof Zawiślak i Rafał Wnuk na warszawskim osiedlu Żerań. Ich kino zasłynęło z między innymi: przedpremierowego pokazu filmu Cztery wesela i pogrzeb, The Flinstones i Gliniarz z Beverly Hills II.

Jednak z biegiem lat kina samochodowe zaczęły tracić swoich zwolenników. Działo się tak między innymi za sprawą kryzysu paliwowego, kolorowej telewizji i pojawiających się na rynku kaset VHS. I choć dzisiaj kasety VHS zastępuje wszechobecny Internet, portale streamingowe i łatwy dla każdego dostęp do nowości kinowych, kina samochodowe przechodzą właśnie swój mały renesans.

A przyczyniła się do tego pandemia koronawirusa i zamknięcie tradycyjnych kin. Ich idealnym zamiennikiem wydają się być właśnie kina samochodowe przede wszystkim za sprawą tego, że bez problemu możemy w nich utrzymać bezpieczny dystans społeczny. Co więcej, ciągłe przebywanie w domu sprawia, że rośnie w nas potrzeba wyjścia, choćby do samochodu, a połączenie tego z seansem dobrego filmu wydaje się być idealnym wariantem na spędzenie wolnego czasu. W wielu miastach Polski kino samochodowe startuje niebawem, oto niektóre z nich:

  • Warszawa – między innymi: na terenie Stalowni Praskiej (od 21 maja), na terenie FSO Żerań (27 maja), przy Stadionie Narodowym (28 maja), kino Moonlight na Żoliborzu (28 maja, dokładna lokalizacja będzie podana niebawem), na Bemowie (od 29 maja, dokładna lokalizacja będzie podana niebawem),
  • Gdańsk – plac Zebrań Ludowych (od 30 maja)
  • Gdynia – przy Gdynia Arenie (od 22 maja)
  • Sopot – parking przy Operze Leśnej (od 22 maja)
  • Wrocław – parking przy Stadionie Wrocław (od 22 maja)
  • Lublin – parking Targów Lublin (od 28 maja)
  • Kraków – przy Stadionie Miejskim im. Henryka Reymana (od 21 maja)
  • Poznań – na terenie Wielkopolskiej Giełdy Odzieżowej (od 20 maja)
  • Łódź – parking przy Stadionie Widzewa (od 22 maja)
  • Opole – parking przy Centrum Wystawienniczo-Kongresowym (od 23 maja)

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Kultura

"Niepamięć" – pandemia amnezji

Kadr z filmu
Kadr z filmu "Niepamięć" (reż. Christos Nikou). (Fot. materiały prasowe)
Utrata pamięci to temat często podejmowany przez kino. Greckiemu reżyserowi Christosowi Nikou udało się wrzucić do tego ogródka kilka nowych kamyczków. Pokazywana na festiwalu w Wenecji „Niepamięć” łączy w sobie bowiem absurdalny humor rodem z filmów Lanthimosa i melancholię znaną z dzieł Kaufmana.

„Niepamięć” to współczesna i jednocześnie umieszczona poza czasem opowieść, która przenosi nas do Aten, gdzie panuje nieprzewidywalna, błyskawicznie rozprzestrzeniająca się epidemia powodująca u ludzi nagłą amnezję. Pozbawia ona nie tylko wspomnień, ale też człowieczeństwa. Główny bohater – Aris, ma numer 14842 w szpitalnym oddziale dla osób z zaburzeniami pamięci. Pewnego dnia wyszedł z domu, wsiadł do autobusu i na pętli nie wiedział już, kim jest, gdzie mieszka i co przeżył. Po dłuższym czasie spędzonym w szpitalu okazuje się, że nikt go nie szuka i nie da się ustalić jego personaliów. Takim jak on daje się jednak szansę stworzyć sobie nową tożsamość i nowe wspomnienia. Mężczyzna zostaje objęty rządowym programem leczenia, który ma pomóc mu zbudować nowe życie. Otrzymuje on mieszkanie, listę codziennych zadań zapisanych na kasecie magnetofonowej i przykaz dokumentowania wszystkiego za pomocą polaroidu. Pytanie tylko, czy to początek nowego życia, czy może ucieczka od dawnego? Dodatkowo nikt nie wie też, że Aris skrywa w sobie wielką tajemnicę...

Kadr z filmu 'Niepamięć' (reż. Christos Nikou). (Fot. materiały prasowe)Kadr z filmu "Niepamięć" (reż. Christos Nikou). (Fot. materiały prasowe)

Kadr z filmu 'Niepamięć' (reż. Christos Nikou). (Fot. materiały prasowe)Kadr z filmu "Niepamięć" (reż. Christos Nikou). (Fot. materiały prasowe)

Pokazywana na festiwalu w Wenecji „Niepamięć” łączy w sobie absurdalny humor rodem z filmów Yorgosa Lanthimosa (”Zabicie świętego jelenia”, „Faworyta”) i melancholię znaną z dzieł Charliego Kaufmana (”Być jak John Malkovich”, „Anomalisa”). W tle natomiast pobrzmiewa głos z orwellowskiego Wielkiego Brata. „Niepamięć” Christosa Nikou w kinach od 25 czerwca.

Christos Nikou, rocznik 1984, grecki reżyser i scenarzysta. Pracował jako asystent reżysera m.in. przy filmie „Kieł” Yorgosa Lanthimosa i „Przed północą” Richarda Linklatera. W 2012 roku zrealizował krótkometrażowy km, a „Niepamięć”, która znalazła się w programie weneckiego konkursu Orizzonti, jest jego fabularnym debiutem.

  1. Kultura

"Sweat" – o filmie rozmawiają Grażyna Torbicka i Martyna Harland

Jeśli pokazujesz na Instagramie jedynie swoje radości i sukcesy, to w pewnym momencie staje się to nudne. Dlatego robisz krok dalej i zaczynasz szukać, czym by tu jeszcze poruszyć fanów (kadr z filmu
Jeśli pokazujesz na Instagramie jedynie swoje radości i sukcesy, to w pewnym momencie staje się to nudne. Dlatego robisz krok dalej i zaczynasz szukać, czym by tu jeszcze poruszyć fanów (kadr z filmu "Sweat" w reżyserii Magnusa von Horna, w kinach od 18 czerwca). (Fot. materiały prasowe)
Zamknięci w wirtualnej rzeczywistości mamy złudzenie, że kontrolujemy swoje życie. Co się stanie, kiedy pozbędziemy się tej iluzji? O filmie „Sweat” Magnusa von Horna rozmawiają filmolożka Grażyna Torbicka i psycholożka Martyna Harland.

Martyna Harland: Z najnowszych badań IQS wynika, że prawie połowa dziewcząt w wieku 10-15 lat chce zostać w przyszłości instagramerkami, tiktokerkami, youtuberkami. Z kolei większość ich matek odnosi się do tego negatywnie. Z drugiej strony jeśli ktoś ma coś do powiedzenia, ma talent albo jakiś inny zasób, to dlaczego nie?
Grażyna Torbicka: Oczywiście, to jest również sposób na życie, jednak bycie influencerką samo w sobie nie jest stymulujące. Moim zdaniem talent, żeby mógł się rozwinąć, musi mieć jeszcze pewne zaplecze, również to edukacyjne. Nie mam nic przeciwko influencerkom, pod warunkiem że w tym, co mają do powiedzenia, jest jakaś merytoryka czy doświadczenie, którym się ze mną dzielą.

Bohaterka filmu „Sweat”, Sylwia Zając (w tej roli Magdalena Koleśnik) dzieli się swoim doświadczeniem, czyli treningiem fizycznym, i jest w tym dobra. Wydaje mi się też, że daje innym to, czego sama nie dostała od matki, czyli pełną akceptację: „uwierz w siebie, dasz radę, możesz się zmienić”. I to jest jej zasób.
To bardzo dobrze nakręcony portret, przez cały czas jesteśmy bardzo blisko bohaterki. I właściwie tak jak ona, żyjemy w jej telefonie komórkowym i widzimy kolorowy świat pełen uśmiechów. Sylwia wie, że ma wpływ na tych, którzy ją oglądają. Dlatego jeśli myje zęby, to robi to tylko drewnianą ekologiczną szczoteczką. A jeśli zamawia kolejną porcję jedzenia diety pudełkowej, to nigdy w plastikowych opakowaniach. Jest świadoma swojej roli.

To jest bardzo waleczna dziewczyna. Widać, że stanęła na własnych nogach, tak jak mówisz, wykorzystując media społecznościowe do tego, żeby zaistnieć. Nie pamiętam, czy Sylwia ma jakieś wykształcenie, ale uważam, że to, co robi, czym się zajmuje, jest po prostu złudne. Bo nie daje jej żadnego fundamentu. Czy ona inwestuje w siebie, w sensie rozwoju? Mam co do tego wątpliwości.

Mówisz dokładnie tak jak matki dziewcząt z badania, o którym wspominałam. Te kobiety wolałyby, żeby ich córki poszły na studia, z kolei córki – instagramerki – nie widzą takiej potrzeby. Edukacja uniwersytecka nie daje dziś gwarancji na zdobycie wymarzonej i dobrze płatnej pracy.
Ale po studiach też możesz zostać influencerką, tyle że masz już jakiś fundament. Chodzi mi o kontakt z tak zwanym realem. Uważam, że ten film pokazuje nam dziewczynę, która poświęcając się istnieniu w mediach społecznościowych, traci kontakt ze światem rzeczywistym. Dla mnie ta historia zaczyna się dopiero w połowie filmu, kiedy następuje atak stalkera, obserwującego Sylwię pod domem. Wtedy gdy dziewczyna nawiązuje z nim emocjonalny kontakt. Dostrzega, że jej bratnią duszą – bo równie samotną jak ona – jest jej prześladowca. Ten film dotyka mnie najbardziej właśnie w tym momencie, bo widzę tu kunszt Magnusa von Horna, czyli reżysera, który nas zaskakuje.

Według mnie to najlepsza scena tego filmu.
Bo ona cię trzyma. Może ci się podobać lub nie, ale łapie cię emocjonalnie i długo nie wypuszcza. Sylwia widzi, że skrzywdziła człowieka, który jest bezbronny. Dla mnie ważna była również scena, gdy główna bohaterka sprowadza do domu chłopaka, którego chce wykorzystać do tego, żeby postraszył jej prześladowcę. Jednak chłopak myśli, że skoro go zaprasza, to może dojdzie między nimi do czegoś jeszcze...

Pomyślałam wtedy, że jest odpowiedzialna za to, co się stało, i poczułam wstyd, że tak myślę. Ale właśnie tak pokazał to Magnus von Horn…
On pokazał nam to w ten sposób, żeby podkreślić brak logiki w zachowaniu Sylwii. Ta dziewczyna żyje w wirtualnym świecie, który wykreowała, i sądzi, że wszystko będzie się w nim działo tak, jak ona sobie zaplanuje. Tymczasem rzeczywisty świat ma dotyk i ten dotyk jest czasem czuły, a czasem mocniejszy, gwałtowny, a nawet brutalny i bolesny. Sylwia dopiero zaczyna się o tym przekonywać. Uwidacznia to także scena w telewizji śniadaniowej, kiedy dziewczyna ewidentnie przestaje kontrolować sytuację. Widzi rozdźwięk między swoim wyobrażeniem a tym, jak jest naprawdę.

Bardzo nie podobało mi się to, jak prowadzący potraktowali Sylwię, było mi jej żal. Uważam, że obroniła się w tym momencie swoją autentycznością. Jakby właśnie wtedy zdała sobie sprawę ze swojej słabości i z tego, że to OK być słabą.
Pytanie, w jakim stopniu Sylwia się zmieni. Czy inaczej spojrzy na swoje życie? A może pomyśli, że to był kolejny genialny krok marketingowy, dzięki któremu dostanie więcej lajków...

A ja w nią wierzę!
I ja mam nadzieję, że Sylwia jednak coś zrozumiała, bo dotknęła nieszczęścia drugiego człowieka.

Dla kogo ten film mógłby być terapeutyczny? Moim zdaniem „Sweat” jest świetny dla nastolatków i młodych dorosłych. Po to, żeby pokazać im, że mają prawo do słabości, a nie tylko do bycia „najlepszą wersją siebie”. I że warto kontaktować się z tym, co trudne i niewygodne w życiu, ale za to prawdziwe. Co piąty nastolatek ma dzisiaj objawy depresyjne, a media społecznościowe potęgują to zjawisko…
„Sweat” może być istotny dla młodych osób, bo pokazuje pułapkę, w którą wpadają, żyjąc wyłącznie w świecie wirtualnym. Jednak robi to nie z perspektywy rodzica czy innego dorosłego, ale kogoś takiego jak oni. Zresztą sama widzę, jak reagują widzowie w wieku naszej bohaterki, jak im się „Sweat” podoba i jak mocno go przeżywają...

A co czułaś, gdy Sylwia wrzuciła do sieci filmik, na którym płacze? Co myślisz o mówieniu nie tylko pozytywnych rzeczy o sobie w przestrzeni Internetu? Dzisiaj jest taki trend, żeby mówić o swoich słabościach, ludzie przeżywają na Instagramie żałobę, mówią o swoich kompleksach. Dla mnie to zdecydowanie za dużo, nie chcę tego czytać, mam w sobie opór.
Myślę, że jeśli pokazujesz na Facebooku czy Instagramie jedynie swoje radości, sukcesy i zdobycze, to w pewnym momencie staje się to nudne. Dlatego robisz krok dalej i zaczynasz szukać, czym by tu jeszcze poruszyć fanów. Aż dochodzisz do relacji z własnego pogrzebu. Sztuka filmowa też przechodziła ten etap i nie chcę teraz porównywać mediów społecznościowych do sztuki, ale powiem tyle, że powraca dobrze znane hasło: „wszystko na sprzedaż”. Nasza bohaterka już wie, że nie musi być idealna. Teraz czas przekonać się, czy ludzie ją taką zaakceptują. Ciekawa jestem, czy widzowie ją pokochają.

Grażyna Torbicka, dziennikarka, krytyk filmowy, dyrektor artystyczna Festiwalu Filmu i Sztuki „Dwa Brzegi” w Kazimierzu Dolnym, w latach 1996–2016 autorka cyklu „Kocham Kino” TVP2.

Martyna Harland, autorka projektu Filmoterapia.pl, psycholożka, wykładowczyni Uniwersytetu SWPS, dziennikarka. Razem z Grażyną Torbicką współtworzyła program „Kocham Kino” TVP2.

  1. Kultura

Równość, tolerancja, prawa człowieka – przegląd najlepszych filmów o tematyce LGBT

Cudowna historia o pierwszym zakochaniu, idylliczne włoskie lato, stylowe stroje i nastrojowa muzyka. Film
Cudowna historia o pierwszym zakochaniu, idylliczne włoskie lato, stylowe stroje i nastrojowa muzyka. Film "Tamte dni, tamte noce" to jeden z najpiękniejszych współczesnych filmów LGBT. (Fot. BEW Photo)
Filmy LGBT poruszają tematykę homoseksualizmu, biseksualizmu oraz problemów związanych z tożsamością płci. Ich bohaterowie każdego dnia walczą o siebie i swoje miejsce w społeczeństwie. Pragną równego traktowania i akceptacji, ale przede wszystkim miłości, tak jak każdy z nas. Z okazji Pride Month, czyli Miesiąca Dumy, zapraszamy na nasz przegląd najlepszych współczesnych produkcji LGBT.

”Tajemnica Brokeback Mountain”

Dwoje młodych mężczyzn, Ennis Del Mar (Heath Ledger) i Jack Twist (Jake Gyllenhaal), poznają się w trakcie poszukiwania zatrudnienia. Gdy nowy pracodawca wysyła ich do pracy na majestatyczne wzgórze, zawiązuje się między nimi głęboka zażyłość. Na Brokeback Mountain mają miejsce wydarzenia, które na zawsze odmienią dotychczasowe życie bohaterów. Przyjaciele postanawiają jednak zachować je w tajemnicy.

Dostępny na: Netflix

„Tamte dni, tamte noce”

Lato 1983 roku, Północne Włochy. Elio (Timothée Chalamet), dojrzały jak na swój wiek 17-latek, spędza wakacje w rodzinnej willi. Czas upływa mu na tworzeniu muzyki, czytaniu lub flirtowaniu ze swoją przyjaciółką. Pewnego dnia w willi pojawia się Oliver (Armie Hammer), amerykański doktorant mający pomagać ojcu Elio, wybitnemu profesorowi. Pośród skąpanych w słońcu, zachwycających krajobrazów Elio i Oliver odkrywają uderzające do głowy piękno budzącego się pożądania.

Dostępny na: Netflix, Apple TV, CHILI

„Wymazać siebie”

Jared (Lucas Hedges) jest wypierającym swoje pragnienia 19-latkiem z małego miasteczka w Arkansas. Młody baptysta, syn poważanego pastora nie może pozwolić sobie na to, aby otwarcie być gejem. Gdy dokonuje przed swoimi rodzicami (Nicole Kidman, Russell Crowe) coming outu, bliscy stawiają mu ultimatum - albo podda się terapii konwersyjnej, albo zostanie wykluczony z kościoła, straci rodzinę i przyjaciół. Jared trafia więc do ośrodka, w którym wojskowym drylem, wybiórczą lekturą Biblii i homofobią rzekomo sprowadza się młodzież na jedyną właściwą, heteroseksualną ścieżkę.

Dostępny na: Netflix, Apple TV, CHILI

„Piękny kraj”

Johnny zajmuje się rodzinną farmą na prowincji w Północnej Anglii. Ciężką, fizyczną pracę odreagowuje upijaniem się w lokalnym pubie i przypadkowym seksem. Kiedy na farmę przyjeżdża przystojny imigrant z Rumunii, Johnny odkrywa w sobie uczucia, których wcześniej nie znał. Początkowo relacja między bohaterami opiera się wyłącznie na zwierzęcej namiętności, ale z czasem ujawnia głębię, a pustka emocjonalna jakiej wcześniej doświadczał Johnny zapełnia się miłością, delikatnością i poczuciem bezpieczeństwa.

Dostępny na: Nowe Horyzonty VOD, Cineman, outfilm.pl

„Carol”

"Carol" to kolejna historia zakazanej miłości. 19-letnia Teresa (Rooney Mara) pracuje w luksusowym domu towarowym, jednak marzy o pracy fotografki. Podczas gorączki świątecznych zakupów poznaje Carol (Cate Blanchett), niezwykłą kobietę, uwięzioną w małżeństwie bez miłości, pełną lęków i obaw związanych z porzuceniem dotychczasowego życia. To spotkanie odmieni ich życie na zawsze, jednak cena za chwile szczęścia będzie naprawdę wysoka.

Dostępny na: Nowe Horyzonty VOD, Moje ekino, Cineman, vod.pl

„Życie Adeli - rozdział 1 i 2”

Opowieść zaczyna się, gdy tytułowa bohaterka ma 15 lat i jest w liceum. Przeżywa pierwsze zauroczenie, pierwszy seks, miłosne rozczarowanie. Jedna rzecz nie ulega dla niej wątpliwości: dziewczyny chodzą z chłopakami. Jej życie zmienia się, gdy pewnego razu spotyka Emmę. To właśnie dzięki niej Adela odkryje swoje pragnienia i kobietę w sobie. Na oczach widzów Adela dojrzewa, poszukuje swojej życiowej drogi, gubi ją i znowu odnajduje.

Dostępny na: Nowe Horyzonty VOD, Moje ekino, Cineman, vod.pl

„W imię...”

„W imię...” to osadzona w realiach katolickiej społeczności opowieść o miłości, ale też o człowieku uwikłanym w swój własny, intymny dramat. Ksiądz Adam (Andrzej Chyra) obejmuje nową parafię i organizuje ośrodek dla młodzieży niedostosowanej społecznie. Szybko przekonuje do siebie ludzi energią, charyzmą i otwartością. Przyjaźń z miejscowym outsiderem (Mateusz Kościukiewicz) zmusi kapłana do zmierzenia się z własnymi problemami, przed którymi kiedyś uciekł w stan duchowny.

Dostępny na: Netflix, Premiery CANAL+, Player, vod.pl

„Dziewczyna z portretu”

Niezwykła historia miłosna zainspirowana życiem artystów Einara i Gerdy Wegener (Eddie Redmayne i Alicia Vikander). Małżeństwo i praca bohaterów zostają poddane próbie, kiedy Gerda prosi swego męża, aby pozował jej w kobiecym stroju, co uaktywnia od dawna skrywane skłonności Einara. Ciesząc się bezwarunkowym wsparciem kochającej żony, mężczyzna podejmuje walkę o prawo do bycia tym, kim chce być. W efekcie decyduje się na operację zmiany płci i zostaje pierwszą transgenderową kobietą na świecie, Lili Elbe.

Dostępny na: Netflix, Premiery CANAL+, Player, Apple TV, CHILI

„Holding the man”

Tim (Ryan Corr) i John (Craig Scott) znają się jeszcze z czasów szkoły średniej. Znajomość początkującego aktora ze szkolnych grup teatralnych i kapitana licealnej drużyny futbolowej zaowocowała głęboką relacją, która mimo wielu przeszkód przetrwała kolejne 15 lat. Ich związek przeszedł wiele trudnych chwil, związanych także z nietolerancją panującą w społeczeństwie. Najtrudniejszym testem dla wspólnej przyszłości okazuje się jednak diagnoza medyczna.

Dostępny na: Netflix

„Girl”

15-letnia Lara (Victor Polster) ma jedno wielkie marzenie. Chce zostać profesjonalną baletnicą. Dziewczyna zdaje się być o krok bliżej realizacji swojego planu, kiedy dostaje się do prestiżowej szkoły tańca. Przy wsparciu ojca, trenuje bez wytchnienia. Pojawia się jednak w niej ogromna frustracja, kiedy uświadamia sobie, że jej ciało ma pewne ograniczenia wynikające z faktu, że urodziła się jako chłopiec.

Dostępny na: Apple TV, Nowe Horyzonty VOD, Moje ekino, Cineman, vod.pl

„Płynące wieżowce”

Uniwersalna historia o dojrzewaniu, poszukiwaniu własnej tożsamości oraz akceptacji. Kuba (Mateusz Banasiuk) to młody chłopak, który mieszka razem z matką (Katarzyna Herman) i swoją dziewczyną, Sylwią (Marta Nieradkiewicz). Na jednej z imprez poznaje Michała (Bartosz Gelner), z którym nawiązuje silną i niezwykle emocjonalną relację. Kuba nieoczekiwanie odkrywa fascynację mężczyzną, jednak nie potrafi odnaleźć się w nowej dla siebie sytuacji. Dodatkowo jego związek z Sylwią wyraźnie się komplikuje.

Dostępny na: Premiery CANAL+, Player, CHILI, outfilm.pl, vod.pl

„Portret kobiety w ogniu”

Opowieść o miłości wyprzedzającej swój czas i intymnej więzi zdolnej przełamać niejedno tabu. Bretania, XVIII wiek. Bohaterkami filmu są szykowana do aranżowanego małżeństwa arystokratka Heloiza oraz przybyła z Paryża malarka, Marianna, która ma namalować jej obraz, ale w sekrecie: Heloiza nie chce bowiem pozować, buntując się w ten sposób przeciwko przymusowemu zamążpójściu. Jak na ironię, między artystką i modelką rodzi się uczucie.

Dostępny na: Player, Nowe Horyzonty VOD, Moje ekino, Cineman, vod.pl

„Supernova”

Sam (Colin Firth) i Tusker (Stanley Tucci) są razem od ponad 20 lat i kochają się bezgranicznie. Kiedy okazuje się, że niedługo mogą zostać rozdzieleni przez chorobę Tuskera, wyruszają w długą podróż i cieszą się z każdej spędzonej wspólnie chwili. Z każdym kolejnym dniem odkrywają jednak, że podchodzą zupełnie inaczej do tego, co jeszcze przed nimi, a ich związek zostaje wystawiony na najtrudniejszą próbę.

W kinach od 25 czerwca

„Lato '85”

Namiętny romans na malowniczym francuskim wybrzeżu, pośród klimatycznych lat 80. – w tle wybrzmiewają hity The Cure i Roda Stewarta. 16-letni Alexis właśnie przeprowadził się z rodzicami do Normandii. Ma literacki talent, ciekawość świata i obsesję na punkcie śmierci. Gdy pewnego dnia wypłynie za daleko na swojej małej łódce, uratuje go nieznajomy – posągowo piękny i pewny siebie David. Alexis straci dla niego głowę, ale ich wspólne szczęście nie potrwa długo... i skończy się na sali sądowej.

W kinach od 25 czerwca

  1. Psychologia

Praca to nie wszystko – mężczyźni poszukują duchowości

Coraz więcej mężczyzn zdaje sobie sprawę, że ich życie było dotychczas całkowicie pozbawione jednoczącej, integrującej i uwalniającej od egoizmu perspektywy duchowej – i zaczynają jej poszukiwać. (Fot. iStock)
Coraz więcej mężczyzn zdaje sobie sprawę, że ich życie było dotychczas całkowicie pozbawione jednoczącej, integrującej i uwalniającej od egoizmu perspektywy duchowej – i zaczynają jej poszukiwać. (Fot. iStock)
W czasie cywilizacyjnego kryzysu wielu mężczyzn orientuje się, że poświęcili bezwolnie wiele lat życia sprawom, które w istocie do tego kryzysu się przyczyniły. Intensywnie poszukują więc zgodnej z ich potrzebami życiowej ścieżki. To dobry kierunek – mówi Wojciech Eichelberger, psychoterapeuta.

Przyjaciel powiedział mi, że traci firmę, musi sprzedać dom. Dodał, że pokonał go COVID-19, ale to i tak jego wina, bo powinien lepiej się zabezpieczyć. Czy mężczyźni zawsze biorą winę na siebie, gdy tracą firmę?
Tak, bo mają nieomal zapisaną w genach odpowiedzialność za materialne i finansowe bezpieczeństwo rodziny. Mają też wpisany w męski przekaz międzypokoleniowy wyścig samców, którego wynik ustawia ich w męskiej hierarchii w zależności od poziomu, na którym żyją, prestiżu, władzy i wpływu. Najgorsza pozycja, jaką mogą zająć w tym wyścigu, to „nieudacznik”; a gdy przyczyny klęski są obiektywne, to „pechowiec”. Reguły męskiego rykowiska są twarde i bezwzględne. Nieudacznicy i pechowcy nie mają szans na względy atrakcyjnej kobiety. A jeśli zdobyli ją wcześniej, to teraz czują, że zawiedli. No i tak zapewne czuje się dziś twój przyjaciel, podobnie jak tysiące innych mężczyzn w podobnej sytuacji.

Ale przecież mamy pandemię...
Pozornie sytuacja pandemiczna jest dla mężczyzn prestiżowo łatwiejsza, bo jest obiektywną przyczyną katastrofy wielu firm. Nikt też nie mógł takiej sytuacji przewidzieć ani nie jest w stanie jej dalszego rozwoju kontrolować. Trudno więc się czuć odpowiedzialnym za to, że pojawił się ten wirus i że wiele firm nie może sprzedawać tego, co do tej pory sprzedawało. Ale część mężczyzn i tak nie potrafi się z tej odpowiedzialności zwolnić, bo ich poczucie wartości, szacunku dla siebie, a nawet sens istnienia opierają się w ogromnej mierze na pracy. Od początku istnienia naszego gatunku mężczyzna – prócz płodzenia dzieci – był niezbędny do polowania, ciężkiej pracy i do walki z wrogiem. Tak więc nie ma się co dziwić, że na tym odwiecznym powołaniu nadbudowało się uniwersalne poczucie męskiej tożsamości i wartości. Patrząc z tego punktu widzenia, łatwo zrozumieć, dlaczego ostatnie 30 lat rozwoju technologii, emancypacji kobiet i przemian obyczajowych spowodowało wśród mężczyzn powszechną tożsamościową katastrofę, kompensowaną równie powszechną eksplozją patriarchalnego konserwatyzmu i szowinizmu.

Pracować mogą maszyny, a walczyć – drony czy już wkrótce roboty. Mamy też sztuczne zapłodnienie...
Właśnie. Pomijając coraz większe męskie kłopoty z płodnością, to nawet odwieczny wzorzec mężczyzny – dostarczyciela żywności, pieniędzy i innych dóbr potrzebnych do tego, aby rodzina bezpiecznie funkcjonowała, również zanika, bowiem kobiety coraz lepiej sobie radzą z zarabianiem na siebie i na dzieci. Mało tego, mężczyznom obecnie tylko się wydaje, że w ostrej rywalizacji zdobywają atrakcyjne kobiety. Dziś to raczej kobiety wybierają coraz rzadsze okazy płodnych, odpowiedzialnych i gwarantujących bezpieczeństwo mężczyzn.

Z tych wszystkich powodów mężczyzna tracący firmę, którą stworzył, w swoich własnych oczach traci wszystko. Zachowanie stałego i obfitego źródła dochodów nadal spełnia podstawowe kryteria tradycyjnego męskiego wzorca. Dziś w bardzo wielu męskich sercach i głowach kłębią się autodestrukcyjne uczucia i myśli, a szczególnie groźnymi czyni je tradycyjny scenariusz męskiej roli podpowiadający tak zwane honorowe wyjście – czyli samobójstwo. Zaznaczmy jednak, że współczesne samobójstwo niekoniecznie oznacza pozbawienie siebie życia. Może równie dobrze przybrać inną autoagresywną formę: depresję, ciężką chorobę somatyczną, wpadnięcie w nałóg, katastrofę wizerunkową lub katastrofę sumienia w postaci zejścia na drogę przestępczą.

Mój przyjaciel boi się, że żona od niego odejdzie, jeśli on sprzeda dom i nie będzie miał tyle pieniędzy, ile do tej pory…
Dotykamy tu kolejnego składnika męskiego stereotypu, zgodnie z którym mężczyzna kobietę zdobywa, porywa lub kupuje, nie zważając na jej uczucia ani wolę. W konsekwencji więc nie może liczyć z jej strony na stabilizującą związek miłość czy choćby przywiązanie, a tym samym na wierność czy lojalność. Ten stereotyp z góry zakłada, że kobieta prowadzi z partnerem wyrachowaną grę o zapewnienie sobie bezpieczeństwa i przetrwania. Może więc w każdej chwili go opuścić, gdy jakiś inny mężczyzna zaoferuje w tych sprawach więcej pewności.

Warto zauważyć, że wspomniany stereotyp do dziś znajduje potwierdzenie w faktach, bowiem tysiąclecia patriarchalnego zniewolenia i niedostateczna obecność ojców w wychowaniu dziewczynek pozostawiły w zbiorowej świadomości kobiet trwałe przekonanie, że na miłość zdobywcy nie ma co liczyć. A w konsekwencji nie wolno angażować serca w relację z nim. Z tych powodów wiele męsko-damskich związków ma nadal charakter transakcji: seks, obsługa i ewentualnie dzieci – w zamian za bezpieczeństwo i odpowiednio wysoki poziom życia. W tej sytuacji mężczyzna zdobywca słusznie boi się, że straci żonę, gdy nie będzie go stać na spłacanie rat i odsetek od ustalonej pierwotnie ceny.

Czyli pod tym zdobywcą ukrywa się chłopiec, który nie czuje się kochany. Myśli, że musi dać mamie – a teraz partnerce – kwiatek, żeby go kochała.
Przekonanie większości mężczyzn, że za uznanie i lojalność kobiety trzeba zapłacić i zasłużyć na nie ciężką pracą, bywa często uzasadnione. Kobieta, która chce mieć dzieci i rodzinę, nie wybierze na partnera faceta bez pracy, aspiracji i pomysłu na życie. Dla takiej kobiety priorytetem jest bezpieczeństwo dzieci, a wysokość uposażenia kandydata i jego zdolność do pracy w ogromnej mierze to gwarantują. Jeśli więc mężczyzna nie oferuje nadziei na materialne bezpieczeństwo, to może być dla kobiety jedynie dodatkiem, obiektem przemijającego zachwytu i ewentualnie źródłem zmysłowej przyjemności, ale nie mężem ani ojcem wspólnych dzieci.

Czyli mężczyźni muszą inwestować swoje siły w pracę, bo inaczej nie znajdą kobiety? Nie przesadzasz trochę?
Kobietę może znajdą, ale nie będzie to odpowiedzialna, długo­letnia partnerka do współwychowywania dzieci i założenia rodziny. Takie kobiety z całą pewnością pominą leniwych, pechowców i nieudaczników w swoich zasadniczych życiowych wyborach. Bezpieczeństwo dla kobiet w takich sprawach bywa najważniejsze. Często ważniejsze niż romantyczna miłość. Mówię to oczywiście na podstawie własnych obserwacji.

A dla mężczyzny? Co jest ważniejsze? Miłość czy praca?
To zależy od tego, w jaki sposób uformowało mężczyznę jego dzieciństwo. Jeśli matka w okresie do czterech lat nie dała synowi miłości bezwarunkowej, a potem nagradzała go czułością wyłącznie za osiągnięcia – a na dodatek syn widział, że ten sam schemat działa w związku rodziców – to gdy dorośnie, będzie nadmiernie, a nawet obsesyjnie poświęcał się pracy, nieświadomie rujnując zarówno siebie, jak i więź z partnerką.

Mój inny przyjaciel pracuje w korporacji, zarabia dużo, ale chciałby mieć więcej czasu na rozwój wewnętrzny. Tymczasem nie ma, bo dzieci i dom. No i ostatnio poprosił mnie o numer telefonu do jakiegoś psychiatry…
W czasie cywilizacyjnego kryzysu, w którym coraz bardziej się pogrążamy, wielu mężczyzn orientuje się, że bezwolnie poświęcili wiele lat życia, potu, łez i krwi sprawom, które w istocie do tego kryzysu się przyczyniły, a jednocześnie widzi, że systemowa rzeczywistość staje się coraz mniej przewidywalna. Z tych dwóch powodów coraz więcej mężczyzn intensywnie poszukuje teraz bardziej autonomicznej i zgodnej z ich prawdziwymi wartościami i potrzebami życiowej ścieżki. Staje się to dziś potrzebą wielu milionów mężczyzn na świecie, a także bardzo wielu kobiet. Bo nasze gatunkowe, megalomańskie przekonanie o tym, że jesteśmy w stanie podporządkować sobie przyrodę, okazuje się iluzją o katastrofalnych skutkach. A to każe nam dostrzec, że poświęcanie życia egoistycznej pogoni za bezpieczeństwem, przyjemnością i statusem, kosztem przyrody i życia innych gatunków zamieszkujących naszą planetę, jest w istocie autodestrukcją.

W związku z tym coraz więcej ludzi dochodzi do jeszcze jednego ważnego wniosku. Mianowicie zdają sobie sprawę, że ich życie było dotychczas całkowicie pozbawione jednoczącej, integrującej i uwalniającej od egoizmu perspektywy duchowej – i zaczynają jej poszukiwać.

Jest jakaś specjalna męska duchowość odkrywana w czasach takich jak dziś?
My, mężczyźni, często mamy zamknięte serca, więc nasza duchowość jest jednostronnie racjonalna, teoretyczna – staje się intelektualnym konstruktem, a nie żywym przeżyciem doznawanym z chwili na chwilę. Aby więc doświadczyć żywej duchowości, musimy otworzyć serca na miłość, empatię, współodczuwanie i troskę, czyli na to, co stereotypowo uznawane jest nadal za atrybuty kobiecości. To samo w sobie nie jest łatwe, a dodatkowo wymaga odwagi skonfrontowania się z wypartym, skumulowanym bólem własnego serca i sumienia, przed którymi od wieków uciekamy.

Jeśli mężczyzna odkrywa, że źle inwestuje czas i energię, pracując tam, gdzie pracuje, to jak to może wpłynąć na jego życie?
Rozwój duchowy – czy choćby podążanie za swoimi prawdziwymi potrzebami – z reguły wymaga radykalnej zmiany kierunku i stylu życia, co łączy się często z obniżeniem poziomu materialnej egzystencji. Ale kryzys temu sprzyja, bo tak zwana normalność już nie wróci. Świat, w którym zaczynamy żyć, będzie nas coraz bardziej skłaniał do minimalizmu, zmniejszania kosztów, do prostoty i ograniczenia rozpasanej, obsesyjnej konsumpcji. Bo przecież nie wymaga to nadzwyczajnej przenikliwości, by dostrzec, że także ideologia permanentnego wzrostu gospodarczego okazała się nader szkodliwą iluzją.

Mężczyźni w pandemii mogą przejść duchową przemianę?
I przechodzą. Nie tylko tę wymuszoną, spowodowaną obiektywnymi trudnościami i zablokowaniem przez pandemię perspektywy dalszej kariery i rozwoju. Coraz częściej obserwuję transformacje całkowicie dobrowolne, wynikające z pogłębionej refleksji nad sobą i swoim życiem. Bywają to przemiany naprawdę spektakularne. Na przykład: młody prawnik z własną dobrze prosperującą kancelarią i perspektywą rozwoju zdał sobie sprawę, że to, co robi, jest niezgodne z jego głębokimi potrzebami i aspiracjami. W rezultacie w ciągu dwóch lat zlikwidował biuro, zrezygnował z bardzo dobrych dochodów i cały swój potencjał zaangażował w proekologiczne akcje społeczne. Inny przykład: korporacyjny menedżer, przez lata ślepo i całkowicie oddany pracy, odkrył, że to jest niezgodne z jego prawdziwymi potrzebami i wartościami, i postanowił zająć się stolarką i ciesielstwem.

Co może zrobić mężczyzna, żeby się nie zabić, kiedy straci wszystko?
W takiej sytuacji pomaga perspektywa duchowa, czyli świadomość swojej prawdziwej tożsamości, a tym samym wartości. Innymi słowy, dostrzeżenie wartości życia jako takiego – i że nasze życie jest tylko jednym z niezliczonych jego przejawów. Z tym nieodzownie wiąże się świadomość postrzegania procesu życia jako nieustannej zmiany, a także tego, że nasze przemijanie jest naturalnym i oczywistym elementem tej wiecznej przemiany. Trzeba więc przestać marudzić i włączyć się na całego w ten proces – poddawać się zmianie i cieszyć się nią, zamiast chwytać się tego, co nieuchronnie przemija.

Ale co powiemy kobietom, które nie akceptują obniżenia standardu życia i oczekują od mężczyzn, żeby nadal zapewniali im wygodę i luksusy?
W takiej sytuacji mężczyzna powinien się zastanowić, czy naprawdę chce poświęcić swój czas, swoją przyszłość, swoje prawdziwe potrzeby, cele i aspiracje dla kobiety, która go zwyczajnie nie kocha. Z kolei kochające partnerki, które często mają tendencję do lekceważenia skali problemu, jakim dla mężczyzny jest utrata pracy i statusu, powinny pamiętać, że deficyt ich empatii w tej sprawie wynika być może stąd, iż dla części kobiet zdolnych do rodzenia dzieci macierzyństwo w naturalny i zasłużony sposób staje się wystarczającym sensem ich życia. Pozbawieni takiej możliwości mężczyźni są więc niejako skazani na poszukiwanie sensu ich życia w pracy, kreatywności, twórczości, budowaniu, dostarczaniu, a także w bronieniu i walce.
Warto chyba przypomnieć w tym miejscu to, co wiele razy już mówiłem: aby w dobie kryzysu i transformacji uratować mężczyzn, musimy wszyscy zapomnieć o społecznych stereotypach płci, bo dzięki temu będziemy mogli myśleć i zachowywać się w zgodzie z okolicznościami. Wtedy dopiero mężczyzna tracący pracę i skonfrontowany z koniecznością podjęcia zadań nadal pracującej żony nie będzie tego traktował jako wstydu i degradacji, lecz bycie w domu uzna za wyzwanie uruchamiające jego zasoby kreatywności, zaradności, siły oraz zdolności do zabawy. Wtedy nic złego mu się nie stanie, a wszyscy w rodzinie na tym zyskają.

Wojciech Eichelberger, psycholog, psychoterapeuta i trener, autor wielu książek, współtwórca i dyrektor warszawskiego Instytutu Psychoimmunologii.

  1. Kultura

"Na rauszu" już w kinach – o filmie rozmawiają Grażyna Torbicka i Martyna Harland

Oscarowy film
Oscarowy film "Na rauszu" w kinach od 11 czerwca. (Fot. materiały prasowe)
Thomas Vinterberg, odbierając tegorocznego Oscara za „Na rauszu”, zadedykował nagrodę córce, która zginęła tragicznie kilka dni po rozpoczęciu zdjęć. Może więc dlatego w jego filmie wszyscy bohaterowie znajdują się na skraju rozpaczy. O tym, co mogłoby ich z tego wyciągnąć, zamiast alkoholu, rozmawiają psycholożka Martyna Harland i filmolożka Grażyna Torbicka.

Martyna Harland: Jako psycholożka uważam, że najnowszy film Thomasa Vinterberga może być niebezpieczny. Szczególnie dla byłych alkoholików, osób uzależnionych czy nastolatków.
Grażyna Torbicka:
A nie uważasz, że bardziej niebezpieczna jest obecność małpek z alkoholem na wszystkich stacjach benzynowych?

Zgadza się, bo mamy kulturowe przyzwolenie na „męskie picie” – to również pokazuje ten film.
Żona głównego bohatera Martina mówi do niego: „Cała Dania pije i ty też w to wszedłeś? Ty, który zawsze chciałeś być indywidualistą?”.

Co ciekawe, Dania wśród krajów nordyckich, gdzie alkohol jest kontrolowany przez państwo i sprzedawany w określonych sklepach na obrzeżach miasta, jest wyjątkiem. Nigdy nie było tam prohibicji, może dlatego że to, co zakazane, jednak bardziej kusi. Statystycznie Polacy piją alkohol podobnie do Duńczyków, ponad 12 litrów na głowę rocznie. Czyli alkohol u nas i u nich jest wszechobecny. Kiedy spotykałam filmowców i ludzi z tego regionu, widziałam, że alkohol jest stałym elementem codziennej diety. Słynny reżyser Aki Kaurismäki, który pochodzi z Finlandii, ostentacyjnie wchodził na czerwony dywan w Cannes ze szklaneczką whisky w ręku.

Ten film jest lustrem dla alkoholików, ale nie takim jeden do jednego, które pokazuje chorobę. Vinterberg przedstawia nam tu pewną zabawę, w którą wchodzą dorośli mężczyźni. Mają świadomość tego, jak łatwo uzależnić się od alkoholu, a pomimo to bawią się w nią.

W filmie 'Na rauszu' widzimy mężczyzn, dla których rodzina nie jest wystarczającym argumentem do tego, żeby się w sobie zebrać i stanąć na nogi. (Fot. materiały prasowe)W filmie "Na rauszu" widzimy mężczyzn, dla których rodzina nie jest wystarczającym argumentem do tego, żeby się w sobie zebrać i stanąć na nogi. (Fot. materiały prasowe)

Zainteresował mnie ten kontrowersyjny eksperyment psychologiczny, który jest podstawą zabawy. Zgodnie z teorią norweskiego psychiatry Finna Skårderuda człowiek urodził się z niedostatkiem alkoholu w organizmie, który stale trzeba uzupełniać. Jego zdaniem jesteśmy bardziej otwarci i mamy większą kreatywność w momencie, gdy znajdujemy się pod wpływem poniżej promila alkoholu.
Jednak nasi bohaterowie szybko pokonują tę granicę i tracą kontrolę nad swoim ciałem i umysłem, jak zawsze, gdy w grę wchodzą używki.

To było przecież do przewidzenia...
Wiedziałam, że to skończy się alkoholizmem, ale właśnie to jest ciekawe – nawet przy pełnej świadomości nie jesteśmy w stanie kontrolować tego, co się z nami dzieje. W filmie występuje alkohol, ale to może dotyczyć każdej innej używki.

Eksperyment Skårderuda opierał się na badaniu zwierząt – gadów i wodnych stworzeń, które nie oddychają tlenem, a alkohol produkuje ich organizm. Nie uzupełniają tego niedoboru jak my, ludzie, z zewnątrz. Moim zdaniem nie ma żadnych naukowych podstaw, by twierdzić, że niedobór alkoholu dotyczy także człowieka.
Bohaterowie potrzebowali pretekstu, żeby zacząć zabawę. Bo dlaczego oni się na to decydują? Są znudzeni swoim życiem, rutyną, nie widzą dla siebie perspektyw, są nauczycielami z długim stażem, w wieku średnim i właściwie niczego większego w życiu nie osiągnęli... Wciągają w ten eksperyment głównego bohatera Martina, granego przez Madsa Mikkelsena, który ma pewne opory, bo nie pije alkoholu.

Kiedy przychodzą na lekcje na lekkim rauszu, rzeczywiście są bardziej rozluźnieni. Prowadzą wykłady w interesujący sposób, są odważni w formułowaniu tez, interesują się młodzieżą. Widzą, że eksperyment działa, więc brną dalej. Jednak trudno się im w porę zatrzymać, bo używka przejmuje kontrolę nad życiem.

Ten film pokazuje mężczyzn w kryzysie, emocjonalnym i związkowym. A nawet, powiedziałabym, męską depresję.
Masz rację, ważny jest tu także męski bohater zbiorowy. Widzimy mężczyzn, dla których rodzina nie jest wystarczającym argumentem do tego, żeby się w sobie zebrać i stanąć na nogi.

Mam wrażenie, jakby Mads Mikkelsen, który gra nauczyciela historii, był martwy za życia. W przeciwieństwie do bohaterki filmu „Nomadland” Chloé Zhao, o której rozmawiałyśmy ostatnio.
Fern, czyli główna bohaterka filmu „Nomadland”, jest w ciężkiej sytuacji, wiele straciła, do tego jest samotna. A jednak potrafi odnaleźć sens życia w drobnych sprawach, codziennych kontaktach, uśmiechach i relacji z innymi ludźmi.

Bohaterowie filmu „Na rauszu” nie są samotni, mają rodziny. Wchodząc w kryzys wieku średniego, zamykają się w sobie i nie dostrzegają tego, że rodzina przecież to wszystko widzi. Nie zauważają możliwości, jakie daje im codzienne życie. To pokazanie mocno egoistycznej natury mężczyzny, który potrzebuje nieustającego potwierdzania swojej wartości przez innych. Martin ma przecież fantastyczną żonę, fajne dzieciaki i młodzież w szkole…

'Na rauszu' pokazuje, że życie wrzuca nas w systemy, które przejmują nad nami panowanie: schematy działania związane z karierą zawodową czy normami społecznymi i obyczajowymi. (Fot. materiały prasowe)"Na rauszu" pokazuje, że życie wrzuca nas w systemy, które przejmują nad nami panowanie: schematy działania związane z karierą zawodową czy normami społecznymi i obyczajowymi. (Fot. materiały prasowe)

No coś ty! Ten związek jest w ogromnym kryzysie.
Każdy z pokazanych w filmie związków jest w jakimś stopniu w kryzysie. Dlaczego? Myślę, że kluczowy jest fakt, że Duńczycy raczej nie mają wiary w związki i miłość. Tam nie przywiązuje się większej wagi do stałych relacji, uważa się, że to naturalne, że po jakimś czasie miłość się wypala. Rzadko też biorą śluby.

Moje pokolenie trzydziestoparolatków ma podobne podejście do związków.
A w Danii tak jest od dawna. I teraz pytanie, na które każdy musi odpowiedzieć sobie sam: „Czego oczekujesz od życia? Co chcesz zrobić ze swoim życiem?”.

Myślę, że główni bohaterowie filmu „Na rauszu” nie zadali sobie tego pytania.
A do tego kompletnie się poddali. Znaleźli najprostsze rozwiązanie na to, żeby zalać alkoholem swoje frustracje. Nie potrafili rozluźnić się w inny sposób. Moim zdaniem mają masę możliwości, nic nie jest w stanie ich usprawiedliwić.

Widzę, że raczej z nimi nie empatyzujesz. Ja wręcz przeciwnie, akurat głęboko rozumiem ich ból codzienności, rutyny i powtarzalności. A nawet kibicuję głównemu bohaterowi w jego finałowym tańcu.
Nie rozumiem ich, bo rutyna jest obecna w życiu każdego człowieka. Ale tylko od nas zależy, czy potrafimy ją przełamać. Wszystko zależy od naszej woli, kreatywności i wysiłku. To, co widzimy w tym filmie, jest pójściem na łatwiznę, bo nic nie jest dane raz na zawsze: ani miłość, ani radość.

Jeżeli po kilkunastu latach zaczyna ci się nudzić i rozwalasz swój związek, bo niby wszystko już wiesz o swoim partnerze czy partnerce, to może jednak warto spojrzeć na to z dystansu, ale wspólnie, żeby zobaczyć, jak możecie się sprawdzić w nowej sytuacji.

To jak według ciebie przełamać tę monotonię i rutynę w życiu?
Może nam pomóc zachłyśnięcie się przepięknym widokiem, cudownym zjawiskiem czy zapachem, które potrafią być tak samo odurzające jak kieliszek alkoholu!

Rutyna jest obecna w życiu każdego człowieka. Ale tylko od nas zależy, czy potrafimy to przełamać. Wszystko zależy od naszej woli, kreatywności i wysiłku. To, co widzimy w filmie 'Na rauszu', jest pójściem na łatwiznę - komentuje Grażyna Torbicka. (Fot. materiały prasowe)Rutyna jest obecna w życiu każdego człowieka. Ale tylko od nas zależy, czy potrafimy to przełamać. Wszystko zależy od naszej woli, kreatywności i wysiłku. To, co widzimy w filmie "Na rauszu", jest pójściem na łatwiznę - komentuje Grażyna Torbicka. (Fot. materiały prasowe)

Bohaterom „Na rauszu” tego zabrakło. Mam wrażenie, że psychologicznie kobietom przychodzi to jednak łatwiej niż mężczyznom...
Mój mąż Adam bardzo pięknie mówi o jednym z darów człowieka, jakim jest dar zachwytu. Za rzadko z niego korzystamy.

Mnie w tym filmie najbardziej dotknęło motto z Kierkegaarda: „Czym jest młodość? Snem. Czym miłość? Treścią tego snu”. Apetyt na życie z wiekiem się zmniejsza. Zderzamy się z realem, pojawia się coraz więcej „muszę”, a coraz mniej „chcę”.
Niestety życie wrzuca nas w systemy, które przejmują panowanie nad nami. I to nawet nie chodzi o rutynowe czynności życiowe, tylko schematy działania związane z karierą zawodową czy normami społecznymi i obyczajowymi.

Poza tym nie zgadzam się, że bycie nauczycielem to monotonna praca. Przecież codziennie spotyka się tam grupę młodych ludzi, którzy są w permanentnym rozwoju, ale też proteście, niezgodzie czy odkrywaniu siebie. W tak młodym człowieku stale się coś dzieje. To fascynujące!

To prawda, z kontaktu z młodością również można czerpać energię.
A skoro mówimy o młodości, to przypomniał mi się teraz portugalski reżyser Manoel de Oliveira, który w wieku dziewięćdziesięciu paru lat powiedział: „młodość przychodzi z wiekiem”. Bo odkrywasz w sobie możliwości, nad którymi możesz już panować, możesz się nimi bawić i dzielić się z innymi.

Dla kogo ten film jest terapeutyczny? Moim zdaniem, może być ciekawy dla osób w kryzysie wieku średniego, którzy wiodą monotonne życie. Na zasadzie: co może mnie jeszcze dobrego spotkać, skoro wszystko już było? Może niektórym z nas wzrośnie apetyt na życie po tym filmie, bo pomoże nam nie przegapić tego momentu, po którym wpadamy już w dół. Bo nie możemy zapominać o przyjemności w życiu.
Ja nie znoszę rutyny, dlatego często coś w życiu zmieniam, a to czasem wymaga ode mnie również umiejętności kończenia czegoś definitywnie, żegnania się z tym, a nawet niszczenia. Po to, by zacząć wszystko od nowa. Takie zaczynanie od nowa wcale nie jest łatwe, musimy być przygotowani na pewien wysiłek.

Martin finalnie jednak odnajduje sens życia. Bo życie samo w sobie jest już wielkim powodem do szczęścia. I tańca. I jak się okazuje, Mads Mikkelsen to nie tylko świetny aktor, ale też zawodowy tancerz...

Grażyna Torbicka, dziennikarka, krytyk filmowy, dyrektor artystyczna Festiwalu Filmu i Sztuki „Dwa Brzegi” w Kazimierzu Dolnym, w latach 1996–2016 autorka cyklu „Kocham Kino” TVP2.

Martyna Harland, autorka projektu Filmoterapia.pl, psycholożka, wykładowczyni Uniwersytetu SWPS, dziennikarka. Razem z Grażyną Torbicką współtworzyła program „Kocham Kino” TVP2.

Więcej o filmoterapii na stronie filmoterapia.pl.