1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Styl Życia
  4. >
  5. Ginące środki na koncie „Ziemia” – kiedy grozi nam bankructwo?

Ginące środki na koncie „Ziemia” – kiedy grozi nam bankructwo?

Żyjemy na kredyt, którego nie spłacamy na bieżąco. Większość z nas nie postępuje tak ze swoimi finansami, jednak dokładnie tak postępujemy z zasobami Ziemi - nagłaśnia Kampania WWF „Ograniczone Środki” (fot. iStock)
Żyjemy na kredyt, którego nie spłacamy na bieżąco. Większość z nas nie postępuje tak ze swoimi finansami, jednak dokładnie tak postępujemy z zasobami Ziemi - nagłaśnia Kampania WWF „Ograniczone Środki” (fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Prawie połowa światowej populacji ludzkości stanie w obliczu poważnego niedoboru wody do 2030 r. Podobnie wygląda sytuacja z lasami - skutki działań człowieka już doprowadziły do ​​utraty około 40% światowych lasów. Tracimy je w tempie 10 milionów hektarów rocznie co można porównać do prawie 1/3 powierzchni Polski. Bez wody i tlenu, którego dostarczają nam lasy po prostu nie przeżyjemy.

„Co łączy Ziemię i konto w banku?” – to hasło kampanii „Ograniczone Środki”, które celowo nawiązuje do mechanizmów bankowych. Nie da się wypłacić pieniędzy, jeżeli skończą się środki na koncie. Nie będzie można korzystać z zasobów Ziemi, kiedy się wyczerpią. – W ten właśnie sposób Kampania Fundacji WWF ma tłumaczyć Polakom, dlaczego nadmierna konsumpcja to prosta droga do katastrofy ekologicznej.

Czy potrafisz wyobrazić sobie, że nie masz wystarczających zasobów wody? Że nie możesz nigdzie kupić świeżych warzyw i owoców? Że nie masz na co dzień prądu?

Jak podkreślają twórcy Kampanii: zdarza się, że co miesiąc wydajemy więcej niż zarabiamy, korzystamy z kart kredytowych, kredytów, pożyczek. I nagle tracimy pracę, bank nie chce nam udzielić kredytu, nie ma z czego pożyczać. Podobnie jest z naszą planetą – pula „kredytów” się kończy, „lokaty” potrzebują nie miesięcy czy lat, ale dziesięcioleci, aby się odnowić. Ludzie korzystają z zasobów natury, podobnie jak milioner z karty o nieograniczonych środkach. Bierzemy coraz więcej, znacznie więcej niż potrzebujemy, a źródła zasobów – kurczą się. Żyjemy na kredyt, którego nie spłacamy na bieżąco.

Źródło: strona WWF Polska Źródło: strona WWF Polska

 

Gdybyśmy mieli podliczyć, ile Ziemia łoży na nasze utrzymanie to byłoby to około 125 bilionów dolarów rocznie! – tyle warte są usługi w skali światowej, które przyroda dostarcza ludziom. Są to tzw. usługi ekosystemowe, które otrzymujemy od Ziemi, czyli świeże powietrze, czysta woda, żywność, energia, składniki leków oraz inne produkty i surowce. Jeśli dostęp do nich będzie bardzo ograniczony, grożą nam wojny o wodę, masowe migracje klimatyczne, nieprzychylny klimat, susze, powodzie, huragany – przestrzegają autorzy Kampanii.

Chociaż Ziemię w niemal 71 % pokrywa woda, to woda słodka stanowi zaledwie 2,5%, a tylko 1 % tej wody to woda zdatna do picia. (fot. iStock) Chociaż Ziemię w niemal 71 % pokrywa woda, to woda słodka stanowi zaledwie 2,5%, a tylko 1 % tej wody to woda zdatna do picia. (fot. iStock)

 

Czy wiesz, czym najbardziej każdy z nas obciąża Ziemię? Jakie środki marnotrawimy? Otóż badania opinii publicznej (Badania Stratosfera, październik 2020) pokazują, że według Polaków najbardziej degradujące dla środowiska są produkcja tekstyliów i transport. Pokazuje to, że aż 85% społeczeństwa jest w błędzie. Nie mamy świadomości, że tym, co najbardziej negatywnie wpływa na naszą planetę jest produkcja żywności, a głównie hodowla zwierząt. Cały system żywnościowy na świecie wiąże się ze zużyciem 69% zasobów wodnych i wykorzystaniem 32% lądówz kolei z tego aż 62% przeznacza się na hodowlę zwierząt i upraw pasz dla nich. Przez ostatnie 150 lat produkcja żywności doprowadziła do 33% erozji górnej warstwy gleby, 73% wylesienia  na świecie i odpowiada za 24% emisji gazów cieplarnianych.

- Po pierwsze musimy sobie uświadomić, że nasze codzienne wybory konsumenckie – mają wpływ na ilość i jakość produkowanej żywności i że to przekłada się na kondycję Ziemi – mówi Marta Grzybowska specjalistka ds. zrównoważonej gospodarki w WWF Polska. - Kupujemy za dużo jedzenia, które wyrzucamy, wynika to np. ze złego planowania, z kupowania rzeczy spoza listy, ze spontanicznych zachcianek. Nie patrzymy na kraj pochodzenia, zamiast lokalnie i sezonowo, zaopatrujemy się w produkty, które przeleciały pół świata, aby do nas dotrzeć, produkując tym samym ogromne ilości CO2 do atmosfery. Spożywamy za dużo mięsa – jego produkcja pochłania ogromne ilości zasobów wody i energii. W czasie pandemii, mniej wychodzimy z domu, mamy więcej czasu na planowanie posiłków. Wykorzystajmy zatem ten czas na nauczenie się oszczędzania naszej planety.

Kampanię Ograniczone Środki stworzyła Fundacja WWF Polska wraz z agencją Walk. Kampania ruszyła 20 października i będzie widoczna w Internecie do połowy grudnia. Ma pokazać Polakom, że degradacja środowiska ma bezpośredni związek z nadmierną konsumpcją.

Jak uniknąć bankructwa Ziemi? Na stronie WWF można znaleźć m.in. regulamin świadomego konsumenta:

  1. Zapamiętaj, że Ziemia ma ograniczone środki, tak jak Twój portfel!
  2. Pomyśl dwa razy zanim coś kupisz – czy naprawdę tego potrzebujesz?
  3. Ogranicz jedzenie mięsa i innych produktów odzwierzęcych -  jedz więcej lokalnych warzyw i owoców.
  4. Jeżeli coś się popsuje - sprawdź czy możesz to naprawić, zanim kupisz nowe.
  5. Kupuj rzeczy trwałe, dobrej jakości, zamiast kupować często a tanio – to się opłaca.
  6. Unikaj opakowań, a jeśli już to szukaj tych nadających się do segregacji - im prostsze opakowanie tym lepiej!
  7. Rób remanent w szafkach kuchennych, na pewno są tam rzeczy, o których nie pamiętasz.
  8. Na zakupy idź zawsze z listą lub aplikacją zakupową i z pełnym brzuchem.
  9. Wymagaj od producentów, żeby dbali o zrównoważony rozwój.
  10. Wybieraj polityków, dla których cele środowiskowe są ważne.
Źródło: materiały WWF Polska

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Psychologia

Jakiego żywiołu masz w sobie najwięcej?

Ogień to moc kreacji, pasja i śmiałość. Takie osoby fascynują, bo są pełne namiętności, zarażają radością i pogodą ducha. Przy nich wszystko jest możliwe. Dominację tego żywiołu rozpoczynasz po magnetycznej energii, która przyciąga ludzi. (Fot. iStock)
Ogień to moc kreacji, pasja i śmiałość. Takie osoby fascynują, bo są pełne namiętności, zarażają radością i pogodą ducha. Przy nich wszystko jest możliwe. Dominację tego żywiołu rozpoczynasz po magnetycznej energii, która przyciąga ludzi. (Fot. iStock)
Gdy wieją wichry zmian, jedni budują mury, inni budują wiatraki – mówi przysłowie chińskie. To nic innego jak popularne w kulturze Wschodu pójście za ruchem, bo – oporując – wypadamy z cyklu natury, w którym pięć żywiołów płynnie przechodzi jeden w drugi. To, na jakim jego etapie jesteś: Drewna, Ognia, Metalu, Ziemi czy Wody, pomoże zrozumieć naturopatka Beata Diana Miller.

System Pięciu Elementów: Woda, Drewno, Ogień, Ziemia, Metal – został stworzony wiele tysięcy lat temu przez chińskich filozofów. Z założenia w momencie narodzin w naszym organizmie wszystkie one powinny być w równowadze, choć zwykle któryś dominuje. W różnych fazach życia to się zmienia, poza tym możemy również doświadczyć nadmiaru lub niedoboru poszczególnych elementów, co zakłóca prawidłową współpracę między nimi. W tej właśnie nierównowadze Tradycyjna Medycyna Chińska dopatruje się źródeł problemów zdrowotnych, bo według niej dobrostan człowieka jest powiązany z płynną wymianą żywiołów.

Cykl rozpoczyna Drewno, które przechodzi w Ogień, a ten w Ziemię, leżącą w centrum procesu. Po niej nadchodzi Metal i jako ostatnia Woda. Rozpoznaj, w jakim momencie cyklu jesteś, wykorzystaj go jak najlepiej i nie wstrzymuj zmiany.

Drewno: wiosna, złość i działanie

Drewno jest wiosną, wschodzącym słońcem, symbolem początku. Według taoistów symbolizuje wędrówkę duszy hun i jej ponowne narodziny. Hun jest siedzibą podświadomości, przekazywanej z pokolenia na pokolenie i z poprzednich istnień. Mieszka w wątrobie, narządzie przynależnym do Drewna. Wyraża wolę, siłę i umiejętność zaczynania od nowa, przekazującą niezależność wzrostu i ekspansji. W taoizmie ważne jest wyzwolenie się od elementu Drewna, bo tylko bycie w tu i teraz zapewnia nam spełnienie i zdrowie.

Jeśli masz w sobie silny element Drewna, cechuje cię zdecydowanie i świadomość swojej drogi. Potrafisz planować i masz w sobie motywację oraz determinację. Żyjesz w przekonaniu, że świat stoi przed tobą otworem. Osoby z dominującym Drewnem są stworzone do inicjowania, lubią kwaśny smak, na przykład niedojrzałych owoców czy herbatki z hibiskusa. Bywają tak pewne siebie, że wręcz aroganckie. – To świetni stratedzy, którzy potrafią przewidywać, ich atutem jest działanie – mówi Beata Diana Miller, naturopatka wykorzystująca w swojej praktyce Tradycyjną Medycynę Chińską. – Ciężko pracują, ale potrafią też skutecznie się odprężać. Dobrze zarządzają swoją energią. Niezależnie od wieku są obdarzeni duchem i mocą młodości.

Ambitni ludzie Drewna niestrudzenie podążają za swoją wizją. Są gotowi znaleźć własne miejsce na ziemi. Przypominają rozprzestrzeniające się z ekspansją, ale zakorzenione w ziemi, stabilne drzewo. Często mają zdecydowany uścisk dłoni, a ich sylwetka promieniuje siłą. Żyją w ciągłym ruchu. Drewno się nie waha i nie ma problemu z inicjowaniem, potrafi stworzyć coś z niczego. Nie przepada jednak za sytuacją, kiedy okoliczności wywierają na nim presję. Wtedy nie radzi sobie z narastającą pod wpływem stresu złością.

Dla elementu Drewna na poziomie emocjonalnym wskazane jest rozwinięcie spokoju ducha, bo gniew i frustracja niweczą jego skuteczność, działają przeciwko wzrostowi – naturalnemu porządkowi wiosny, i szkodzą wątrobie. Wtedy energia elementu Drewna traci elastyczność, staje się sucha, najmniejsza iskra grozi jej płomieniem.

Namiar energii elementu Drewna odbiera umiejętność przemyślanego planowania. Drewno staje się agresywne, zaślepione, zapalczywe, wybuchowe, dąży po trupach do celu. Z kolei niedobór żywiołu objawia się wypaleniem. Wówczas agresja kieruje się do wewnątrz. Dojmujące poczucie winy i wstydu prowadzą do stagnacji, apatii, rezygnacji. Ekspertka podkreśla, że u takich ludzi pojawia się bezsilność, przestają oni działać i osiągać sukcesy. Korzenie pięknego niegdyś drzewa usychają, nie są w stanie czerpać z ziemi pokarmu potrzebnego do wzrostu. To zwykle efekt zakazów i nakazów, bo Drewno lubi wolność i odprężenie, kiedy czuje ucisk – więdnie albo pokazuje swoją bezsilność w rebelii i oporze. Wpada w niepotrzebne konflikty, traci skuteczność.

Jak wrócić do pierwotnej siły Drewna zdolnego podejmowania ryzyka i rozwiązywania problemów? Przy niedoborze pomogą wszelkie formy terapii związane z ruchem, przy nadmiarze – techniki przywołujące równowagę, takie jak joga, medytacja, trening autogenny. A także wiedza, że można wyrażać złość tak, żeby pomogła rozwinąć skrzydła, a nie niszczyła czy blokowała.

Ogień: lato, radość i namiętność

Element Ognia to ciepło i światło. Jest aktywny, podniecający, pełen zachwytu. Taoiści mówią, że na dworze naszego ciała władcą jest serce, narząd przynależny temu elementowi, a w nim rezyduje shen – energia nieba przekazana nam w chwili poczęcia. Ogień to magiczna energia lata, kiedy cieszymy się życiem i zakochujemy. To on umożliwia wyrażenie świadomych myśli, odczuwanych emocji, powstałych idei, ubiera je w przekaz. I łączy ludzi, bo domeną tego elementu jest komunikacja w każdej formie.

Ogień to moc kreacji, pasja i śmiałość. Jeśli przeważa w tobie energia Ognia, uchodzisz za osobę barwną, nieprzewidywalną, hojną, towarzyską i uczciwą. Jesteś gorącym, nieustraszonym wojownikiem, a przy tym masz w sobie dostojeństwo i mądrość życiową. Dominację elementu Ognia można rozpoznać po magnetycznej energii, która przyciąga ludzi. – Pragniemy przebywać w towarzystwie tej osoby, ponieważ czujemy się zrozumiani i zaakceptowani – mówi Beata Diana Miller. Osoba Ognia fascynuje, bo jest pełna namiętności, zaraża radością i pogodą ducha. Przy niej nagle wszystko jest możliwe.

„Ogniści” mają serce na dłoni, są gościnni, uwielbiają imprezy. Lubią jeść ostre potrawy. Zharmonizowany element Ognia obdarza ciekawością świata i ludzi – ich przeżyć, myśli, uczuć. Takie osoby są świetnymi słuchaczami, potrafią wczuć się w drugą osobę, wesprzeć, służyć dobrą radą. Kochają z pełnym oddaniem, co jest zarazem ich siłą, jak i słabością. Nie czują swoich granic, przejmują cudze emocje i spalają się w płomieniach uczuć. Często bywają zaborcze w związkach, a rozstanie jest dla nich tragedią, na którą reagują wybuchem niedojrzałych emocji.

Jeśli masz w sobie za dużo Ognia, dręczy cię niepokój i wewnętrzne rozedrganie, chociaż uśmiechasz się i emanujesz zadowoleniem. Jesteś w tysiącu miejsc naraz i wyrzucasz z siebie potoki słów, żywo gestykulując. Kwestią czasu jest, kiedy taki wulkan wybuchnie. Wtedy  serce zaczyna bić zbyt szybko, pojawia się narastający lęk, który może nawet doprowadzić do ataków paniki albo stanów maniakalno-depresyjnych. Ludzie z niedoborem energii Ognia są letargiczni, mówią cicho i mało. Czują wyczerpanie i wewnętrzne zimno. Mają problemy z koncentracją, ich myśli są chaotyczne, trudno im odnaleźć sens istnienia. Dopada ich depresja, tracą nadzieję, brakuje im energii do wyrażenia swoich uczuć i myśli. Stają się niekomunikatywni, mają trudności w nawiązywaniu bliskich związków i często cierpią na bezsenność.

Co zrobić, żeby przywrócić równowagę? „Ogniści” dobrze reagują na różnego rodzaju terapie mistyczne albo ćwiczenia ze śnieniem na jawie. Terapeutycznie działają na nich ćwiczenia teatralne oraz taniec.

Ziemia: późne lato, akceptacja i zakorzenienie

Element Ziemi zajmuje centralne miejsce w systemie Pięciu Elementów. Utrzymuje je w równowadze i odżywia, ale też jest od nich zależny. Porą roku Ziemi jest późne lato – czas „pomiędzy”. Dlatego jej mocą jest umiejętność przeczekania. Ziemia zbiera informacje, przechowuje je i przetwarza, co umożliwia dotarcie do uzdrawiającego źródła, które jest w każdym z nas. Jej narządem jest żołądek, przypisanym smakiem – słodki. Ziemia jest mieszkaniem yi, siły pamięci – uporządkowanym myśleniem, naszą świadomością. Element Ziemi roztacza harmonię i spokój, przekazuje energię ciszy i zrównoważenia. Uczy zaufania przede wszystkim do siebie, płynącego z relacji z matką, i obdarza poczuciem własnej wartości. Osoby z dominującym elementem Ziemi wyróżniają: akceptacja, uważność, wewnętrzny spokój. Umiejętność stawiania granic i rozróżniania. Element Ziemi niesie współczucie i naturalną potrzebę przynależności. Ludzie z silnie zaznaczoną Ziemią są wyrozumiali i sprawdzają się jako mediatorzy i opiekunowie. To archetyp matki, więzy rodzinne i przyjacielskie dają im poczucie sensu życia.

Jeśli masz w sobie dużo Ziemi, działasz na innych ludzi jak stabilne centrum, wokół którego się gromadzą. Nic dziwnego, ponieważ jesteś tolerancyjny, nie oceniasz, przyjmujesz życie takim, jakie jest. Zdaniem ekspertki ludzie Ziemi doskonale czują się w tu i teraz. Beata Diana Miller podkreśla też, że są to osoby lojalne, nie bujają w obłokach, widzą plusy i minusy egzystencji i potrafią rozwiązywać problemy. Ziemia jest stabilna, więc można się na niej oprzeć.

Element Ziemi to głębokie zakorzenienie i potrzeba bliskości, ale przy jego nadmiarze można się zatracić w pomaganiu innym. Pojawia się ryzyko utraty środka równowagi, co powoduje emocjonalne rozchwianie i wewnętrzną pustkę. „Ziemianie” próbują ją zapełnić nadopiekuńczością i wtrącaniem się w życie bliskich, więc prędzej czy później czują się odrzuceni i samotni. Złaknieni miłości i uwagi często pocieszają się jedzeniem. Ich smakiem jest słodki, więc zajadają swoje emocje czekoladą, lodami, ciastkami... Jeśli kompulsywnie się objadasz z powodu tęsknoty za miłością, możesz cierpieć na nierównowagę elementu Ziemi.

Według Tradycyjnej Medycyny Chińskiej niedobór Ziemi powstaje w dzieciństwie,  bo ludzie urodzeni z konstytucją Ziemi potrzebują szczególnej uwagi, opieki i miłości. Deficyt takich doświadczeń powoduje, że w życiu dorosłym czują się niekochani, niedowartościowani. Często są niedojrzali i nie potrafią zadbać o siebie. Symptomem niedoboru Ziemi jest zależność od innych. Często, aby ukryć swoje emocje, takie osoby wkładają maskę obojętności i tkwią w niesatysfakcjonujących relacjach. Żyją w emocjonalnym letargu, są nieobecni. Pojawiają się u nich problemy z koncentracją i zapamiętywaniem.

Zrównoważony element Ziemi przynosi koncentrację, rozpoznanie i refleksję, zaburzony – uczucie zagubienia, zapętlenie myśli, niemożność wykonania ruchu. Osoba z niedoborem Ziemi zaczyna się zamartwiać, co wynika z mieszaniny lęku i obsesyjnych myśli, i w  efekcie często odczuwa zaburzenia apetytu. Żołądek zaczyna chorować, a dla Chińczyków zdrowy żołądek jest otwarciem się na nowe, bezpieczeństwem i zaufaniem. Kiedy ludzie Ziemi pogrążają się w czarnych scenariuszach, ogarnia ich zwątpienie i rozpacz –  powinni zacząć tworzyć swój raj i nauczyć się sprawiać sobie małe przyjemności (byle nie cukier!) , by zakorzenić się w chwili obecnej. Terapiami najbardziej odpowiadającymi ludziom Ziemi są terapie analityczne.

Metal: jesień, struktura i smutek przemijania

Element Metalu należy do Nieba. Metal żegna nas z elementem Ziemi, który uosabiał matkę, a wita z męską energią ojca. Dla Chińczyków Metal jest symbolem struktury, uosabia twardość. Świat powstaje, kiedy świadomość przybiera kształty i formy, zarówno myślowe, jak i materialne. To siła, która pojawia się po pożegnaniu. Metal to instynkt, który pomaga nam zostawiać za sobą to, co przestarzałe, i otworzyć się na nowe. Jego domeną jest przemijanie, a porą roku – jesień. Smutek i łzy, związane z rozstaniem, są emocjami tego elementu. Chińczycy uważają, że do Metalu należy dusza ciała, której siedziba są płuca, a oddech jej bezpośrednim wyrazem.

Jeśli masz w sobie silny element Metalu, badasz zasady, na jakich funkcjonuje świat. Fascynuje cię nauka, filozofia, religia. Masz wiele zainteresowań, szerokie horyzonty myślowe, lubisz intelektualne dyskusje, unikasz powierzchownych kontaktów. Polegasz na swojej wiedzy i konkretach. Twardo stąpasz po ziemi, ale głową sięgasz nieba. Będąc w kontakcie ze sobą i rozumiejąc prawa rządzące wszechświatem, potrafisz pożegnać się z tym, co odeszło, umiesz spalić za sobą mosty. – Zrównoważona energia Metalu obdarza odpornością psychiczną – zauważa Beata Diana Miller. – Taka osoba potrafi świetnie się zorganizować, dobrze się czuje w strukturach, jest pewna siebie i pozytywnie nastawiona do życia. Nie grożą jej depresja czy nałogi.

Osoby z dominującym Metalem czują, że to one są siłą sprawczą, ale potrafią poddać się cyklom przemijania i odradzania.

Kiedy jednak Metal chce za bardzo kontrolować nurt życia, bo jest go w nadmiarze, traci poczucie własnej wartości. Próbuje to wyrównać zdobyczami materialnymi, zaczyna skupiać się na sztywnym przestrzeganiu reguł, etykiety, nadmiernej dyscyplinie porządku i perfekcji. U takiej osoby pojawiają się lęki, że nie spełni pokładanych w niej oczekiwań. Pije dużo kawy, żeby funkcjonować, bo jest ona smakiem gorzkim, przynależnym do Metalu. Ludzie z nadmiarem tego elementu czują się ograniczeni i zagrożeni tak mocno, że brakuje im powietrza, co prowadzi często do chorób płuc.

Z kolei ludziom z niedoborem Metalu towarzyszą nieporządek i chaos. Źle znoszą oni krytykę, stają się nadwrażliwi. Nie pozwalają sobie odciąć się od dawno zakończonych spraw. Są tak słabo osadzeni w świecie, że popadają w melancholię. Stają się eteryczni, oderwani od realiów życia. Cechuje ich kruchość – są zalęknieni, zatroskani, płaczliwi, smutni. Ekspertka zwraca uwagę na to, że jeśli ktoś płacze, zapadają mu się ramiona, skraca mu się oddech i płuca nie przyjmują tlenu. I dodaje, że do Metalu przypisany jest żal z powodu straty, kiedy ktoś nie potrafi się z kimś czy czymś pożegnać. Wtedy ludzie często chorują na astmę.

Odnaleźć rytm oddechu, a tym samym drogę równowagi w przyjmowaniu i oddawaniu, ludziom Metalu pomagają ćwiczenia oddechowe. Wzmacniają płuca, odbudowują energię, uspokajają, poprawiają nastrój. Również medytacja pomaga im odprężyć się i na nowo odnaleźć radość życia.

Woda: zima, zaufanie życiu i wizjonerstwo

Woda to siła prowadząca w głębiny, w zimno i ciemno, gdzie wszystko staje się jednością i lęk przed przemijaniem ustępuje. Możemy pytać o sens życia, ale nie musimy znać odpowiedzi. Wystarczy, że zaufamy, poddamy się bez oporu nurtowi wielkiej rzeki życia. Porą roku Wody jest zima, kiedy wszystko zamiera, przyroda i człowiek osiągają całkowity spokój, ale jednocześnie z końcem zimy, dzięki energii Wody, powstaje nowe życie. Woda jest symboliczną jedynką, ruchem. To czysta energia życia, która według Tradycyjnej Medycyny Chińskiej, zgromadzona jest w nerkach.

Dominacji elementu Wody towarzyszy zainteresowanie duchowością, etyką, sztuką. Jeśli dotyczy to ciebie, zastanawiasz się nad sensem istnienia i w miejscach, gdzie nikt ci nie zakłóca spokoju, w kontakcie z naturą, poddajesz się rozmyślaniu nad tajemnicami życia. Jesteś obdarzony wizjonerską fantazją oraz inteligencją emocjonalną. Jednak dokładnie wiesz, czego chcesz. Podobnie jak rzeka płynąca swoim korytem, trzymasz się wyznaczonego nurtu, omijając spotykane na swojej drodze przeszkody. Cechuje cię elastyczność, na bieżąco pozbywasz się energii, które ci nie służą. Lubisz sól, która oczyszcza. Potrafisz współdziałać z ludźmi, ale też uchodzisz za indywidualistę. Dzielisz się tym, co masz, bo wiesz, że niczego ci nie ubędzie. Ufasz życiu, masz kontakt ze swoimi uczuciami i umiesz je wyrażać. – Ludzie Wody porywają tłumy, bo są zaangażowani w to, co robią – wyjaśnia Beata Diana Miller. – Aż chce się przebywać w ich towarzystwie, są otwarci, pomocni.

Przy nadmiarze Wody pojawia się sztywność, bezrefleksyjne trzymanie się wyznaczonego celu. Ludzie Wody w stresie bywają nieprzyjemni, złośliwi, kłótliwi. Pod wpływem lęku mają zmienne nastroje i ulegają kaprysom. Niedobór Wody natomiast objawia się melancholią i brakiem inicjatywy. Osoba z zaburzonym elementem Wody jest zdezorientowana, nie wie, dokąd prowadzi jej droga. Czuje wewnętrzną pustkę i obawę przed wysuszeniem swojej rzeki życia, co wiąże się z utratą kreatywności i motywacji. Staje się zbyt emocjonalna albo wycofana. Ekspertka podpowiada, że można to poznać po izolowaniu się od ludzi  i pojawieniu się nieśmiałości i zalęknienia w relacjach.

Lęk ludzi Wody jest lękiem pierwotnym – przed ostatecznym, przed śmiercią. Czas zimy uświadamia ograniczenie naszego życia, skłania do metafizyczności. Lęki Wody to również lęki egzystencjalne, np. że zabraknie jedzenia, że nie przetrwamy... One towarzyszą zaburzeniu elementu Wody.

Ludzie Wody reagują dobrze na terapie, które mają w sobie element duchowości, a także medytację. W ich naturze leży spirytualizm i bliskość z tą sferą działa na nich kojąco.

Beata Diana Miller, naturopatka, dietetyczka Tradycyjnej Medycyny Chińskiej, wspiera kobiety w dbaniu o zdrowie. 

  1. Styl Życia

Ekologiczne ciekawostki miesiąca

Co roku do oceanu wlatuje 8 milionów ton plastikowych odpadów. (Fot. iStock)
Co roku do oceanu wlatuje 8 milionów ton plastikowych odpadów. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 7 Zdjęć
Coraz częściej na co dzień dokonujemy wyborów z myślą o środowisku, coraz bardziej zdecydowanie wypowiadamy wojnę plastikowi. Nawet sztuka powoli staje się eko. 

Calineczka w wersji eko

Ekologiczny teatr? Owszem, jest taki. Pierwszy w Polsce i zarazem pierwszy w świecie. Nazywa się Bohema House, założył go prezes firmy Eko Cykl Organizacja Odzysku Opakowań. Ekoteatr będzie wystawiać, rzecz jasna, ekosztuki. Debiutował w sylwestra przedstawieniem „Calineczka. Magia tkwi w naturze”. Bohaterka zmaga się nie tylko z kolejnymi niedopasowanymi pretendentami do jej ręki, lecz także ze zmianami klimatu i zanieczyszczeniem odpadami. „Pandemia z jednej strony pozwoliła zgromadzić wokół ekospektaklu najznamienitszych polskich artystów i akrobatów, którzy wrócili z miejsc, takich jak Las Vegas czy słynne statki wycieczkowe, gdzie występowali dla największych tego świata, z drugiej – zmusiła nas do występów online” – mówi reżyser Michał Derlicki. Jako narrator wystąpił Maciej Orłoś, któremu bliskie są idee ekologii. I edukacji. Bo to główny cel działalności teatru. „Calineczkę” zobaczymy na YouTubie – kanały Eko Cykl Organizacja Odzysku Opakowań S.A. oraz Maciej Orłoś przedstawia... – a także na Facebooku.

materiały prasowe materiały prasowe

Na ratunek

O tym, że Marcin Dorociński to świetny aktor, nikogo przekonywać nie trzeba. Znana jest też jego prozwierzęca pasja. Słyszymy go w spotach kampanii WWF. Mówi o tygrysach z Syberii i o rysiach z Polski. Angażuje się w pomoc schroniskowym psom i kotom. A teraz napisał książkę. To seria rozmów z ludźmi, którzy zwierzętom i przyrodzie poświęcili życie. Jest o ratowaniu małych i większych jeży. O wilku Romeo, który przeszedł przez Alpy, by znaleźć Julię. O tym, co w Ptasim Azylu robią pluszowe misie. O żubrze, królu puszczy. O tym, czym jest rozmiazg kolweński albo ponurek Schneidera. O znikających z mórz i oceanów rybach. O schroniskowych psach i kotach. O nietoperzach. Dla miłośników zwierząt to pozycja obowiązkowa. Rozmowy są prowadzone wnikliwie, bez czułostkowości, i z humorem, i na serio. Ale przede wszystkim dają ogromną pigułę wiedzy. I o zwierzętach samych, i o naszych z nimi relacjach, i o zależnościach w przyrodzie. Warto mieć tę książkę na półce.

Marcin Dorociński „Na ratunek. Rozmowy o zwierzętach, naturze i przyszłościnaszej planety”, Wyd. Społeczny Instytut Wydawniczy Znak 31,49 zł. Marcin Dorociński „Na ratunek. Rozmowy o zwierzętach, naturze i przyszłości
naszej planety”, Wyd. Społeczny Instytut Wydawniczy Znak 31,49 zł.

Pożegnanie z plastikiem

To już koniec. Unia Europejska zakazuje użycia plastikowych sztućców, słomek, mieszadełek, styropianowych kubków i opakowań na żywność. Do 3 lipca te produkty mają zniknąć z magazynów. To pierwszy etap tak zwanej dyrektywy plastikowej (The Single-Use Plastics Directive). Kolejny to rezygnacja – do 2025 roku – z plastikowych zakrętek butelek z napojami, same zaś butelki będą musiały być w 25 proc. wykonane z materiału z recyklingu. Pora na takie kroki, bo pomału świat staje się plastikowy. Co roku do oceanu wlatuje 8 milionów ton takich śmieci. Tak, jakbyśmy co minutę wyrzucali w fale wyładowaną plastikiem śmieciarkę…

Ogrzewanie i schładzanie

Pora roku taka, że człowiek myśli tylko o tym, jak by tu się ogrzać. Sposoby są różne: koc, herbata, może też być termofor. A najlepiej ekologiczny. Bez gumy, bez gorącej wody. Właściwie w ogóle bez wody. Za to z… pestkami wiśni, opakowanymi w płócienny woreczek. Wystarczy podgrzać go w piekarniku albo położyć na kaloryferze. Do tego miękki pokrowiec z bawełny. Termofor nie tylko ogrzeje, ale w razie potrzeby (na przykład przy stłuczeniach) zamieni się w okład chłodzący. Dodatkowy ekoplusik: firma gwarantuje, że w paczce, która do ciebie przyjdzie, nie znajdziesz plastiku. Wypełnienie stanowi ekologiczny skropak, który możesz wyrzucić do bioodpadów lub rozpuścić w wodzie.

materiały prasowe materiały prasowe

Greta na znaczku

W styczniu skończyła 18 lat,z tej okazji szwedzka poczta wypuściła serię znaczków z jej podobizną. Greta Thunberg w sierpniu 2018 roku, zamiast pójść do szkoły, stanęła przed gmachem parlamentu w Sztokholmie z transparentem „Szkolny strajk dla klimatu”, protestując przeciw działaniom człowieka niszczącym środowisko naturalne. W ciągu kilku miesięcy do protestu dołączyły 2 miliony ludzi na świecie. Chciano z niej zrobić „klimatyczną celebrytkę”, nagradzano, ale ona tłumaczy, że ruch klimatyczny nie nagród potrzebuje, ale tego, żeby politycy słuchali naukowców mówiących o konieczności zmian.

materiały prasowe materiały prasowe

Kwitnący karmnik dla pszczół

„Be(e) your friend” to akcja rodzinnej manufaktury Wooden Story - do zabawek oraz mebli dokładane będą nasionka miododajnych roślin: lawendy, chabrów, czarnuszki, orlika, kąkola, dzwonka ogrodowego i onętki. Kupujący będą mogli je zasiać przy domu czy w parku i w ten sposób podarować pszczołom kwitnące łąki, które zapewnią im miododajny nektar.

materiały prasowe materiały prasowe

 

  1. Kultura

Książki o klimacie i środowisku, które trzeba przeczytać choć raz w życiu

fot. iStock
fot. iStock
Zobacz galerię 9 Zdjęć
Skutki zmiany klimatu odczuwalne są na całym świecie. Podwyższenie temperatury, powodzie, fale upałów, pożary, podnoszenie się poziomu wód, a w konsekwencji także szybsze rozprzestrzenianie się wirusów i chorób zakaźnych. Coraz częściej mówimy o tym, że nasz klimat się zmienia, a bezpośrednią przyczyną tego postępującego zjawiska jest działalność człowieka. Jesteśmy też ostatnim pokoleniem, które jest w stanie jakkolwiek zapobiec nieodwracalnym zmianom, które mogą spowodować, że nasze życie na Ziemi nie będzie dalej możliwe. Oto kilka książek, które warto przeczytać, aby zrozumieć istotę problemu i przede wszystkim - podjąć działanie.

"Życie na naszej planecie. Moja historia, Wasza przyszłość" D. Attenborough

Książka napisana przez najsłynniejszego przyrodnika świata i legendarnego dokumentalistę, który poświęcił swoje życie badając najdalsze zakątki Ziemi, poznając dzikie gatunki zwierząt i biologiczną różnorodność naszej planety. Człowiek niezwykły, pełen pasji, zrozumienia dla otaczającego nas świata, pomimo całego swojego optymizmu i pogody ducha, przedstawia nam ponurą wizję - musimy zacząć działać i powinniśmy się pospieszyć. Rozpoczynając każdy kolejny rozdział, Attenborough porównuje jaka w danym roku była ludność świata, stężenie dwutlenku węgla w atmosferze i procent dzikich obszarów na świecie. Już same te, dość suche dane są przerażające, a to co opisuje przyrodnik powoduje, że czytelnik zaczyna zastanawiać się nad swoimi codziennymi wyborami. Książka opatrzona pięknymi fotografiami przedstawiającymi podróże i odkrywanie "nowego" przez Davida to pamiętnik, który każdy - choć raz w życiu powinien przeczytać. Przyrodnik udowadnia, że świat, w którym żyjemy zmienił się nie do poznania - na jego oczach. Sam był świadkiem tego, jak niszczymy swój dom, bagatelizujemy własną, niszczycielską działalność. Chciałoby się powiedzieć, że "Życie na naszej planecie" czyta się łatwo i przyjemnie, ponieważ autor posługuje się prostymi porównaniami i sformułowaniami, jednak to, co chce nam przekazać, budzi ogromne obawy, ale i... chęć do działania.

'Życie na naszej planecie', D. Attenborough, Wydawnictwo Poznańskie "Życie na naszej planecie", D. Attenborough, Wydawnictwo Poznańskie

"Nauka o klimacie" M. Popkiewicz, A. Kardaś, Sz. Malinowski

"Nauka o klimacie" to udane połączenie podręcznika akademickiego oraz książki popularnonaukowej, w której autorzy pochylają się nad zmianami klimatu, ale również wyjaśniają takie pojęcia, jak: cyrkulacja atmosferyczna, bilans radiacyjny Ziemi i tłumaczą, dlaczego każdy z nas powinien je znać. Autorzy będący cenionymi naukowcami - w tym Szymon Malinowski, autor ostatnio głośnego nagrania dostępnego na Youtubie "Można panikować", w którym opowiadał o zmianach klimatycznych i wyzwaniach XXI wieku - merytorycznie i fachowo przedstawiają fakty dotyczące globalnego ocieplenia oraz innych zagrożeń dla naszej planety, także takich, które powodują dezorientację, czy niezrozumienie. Dużym plusem powyższej pozycji jest także bogata oprawa graficzna, która pozwala zrozumieć problem.

'Nauka o klimacie', M. Popkiewicz, Sz. Malinowski, A. Kardaś, Wydawnictwo Nieoczywiste "Nauka o klimacie", M. Popkiewicz, Sz. Malinowski, A. Kardaś, Wydawnictwo Nieoczywiste

"Jak zerwać z plastikiem?" W. McCallum

Plastik to jeden z największych wrogów planety, któremu powoli wypowiadamy wojnę. Wrzucamy go do rzek, mórz, jezior, trafia do oceanów, a następnie do łańcucha pokarmowego. Wyrzucamy go w lasach, na plażach - wszędzie, gdzie się da. W książce "Jak zerwać z plastikiem?" autor w bardzo przystępny sposób przedstawia propozycje, dzięki którym każdy z nas przyczyniłby się do walki z tym nierównym przeciwnikiem. W poradniku dowiadujemy się też wielu istotnych, często mało znanych faktów, które mogą w znaczący sposób poprawić sytuację naszego środowiska i np. ubrania z dodatkiem tworzyw sztucznych powinniśmy prać w worku, który wyłapuje mikrowłókna, używać szamponu w kostce, zamiast tradycyjnego w płynie itd.

'Jak zerwać z plastikiem?' W. McCallum, Wydawnictwo Insignis "Jak zerwać z plastikiem?" W. McCallum, Wydawnictwo Insignis

"To zmienia wszystko. Kapitalizm kontra klimat" N. Klein

Naomi Klein, której poprzednia praca okrzyknięta została "Biblią alterglobalistów" kolejny raz zaprezentowała, w jaki sposób wolny rynek wpływa na społeczeństwo, a co za tym idzie, na środowisko. Autorka dość pesymistycznie kreśli wizję współczesnego społeczeństwa jako nienauczonego oszczędzania i bagatelizującego fakt, że wszelkie zasoby mają ograniczony charakter. Klein przedstawia ważniejsze ruchy obrońców środowiska, ich mocne i słabe punkty (demaskuje np. współpracę niektórych z nich z wielkim biznesem, którego działania bynajmniej środowisku nie służą). Ostrzega przed konsekwencjami ingerowania w klimat za pomocą tzw. geoinżynierii czyli modyfikacji pogody poprzez np. wprowadzanie do atmosfery aerozoli siarczanowych. Ponadto, autorka dochodzi do wniosku, że kapitalizm i wolny rynek to jedna z głównych przyczyn degradacji środowiska.

'To zmienia wszystko. Kapitalizm kontra klimat' N. Klein Wydawnictwo MUZA "To zmienia wszystko. Kapitalizm kontra klimat" N. Klein Wydawnictwo MUZA

"Klimat to my. Ratowanie planety zaczyna się przy śniadaniu" J.S. Foer

Prawda dotycząca katastrofy ekologicznej, która dokonuje się na naszych oczach jest niestety brutalna - każdy z nas jest za nią po części odpowiedzialny. Każdy człowiek powinien w pewnym stopniu rozliczyć się z tym, jak rzeczywiście - szczerze, bez wymówek - zachowuje się na co dzień. Co je, gdzie wyrzuca śmieci, ile kupuje ubrań, co robi z plastikową torebką. Foer w swojej książce, uznanej zresztą za najlepszą pozycję 2019 przez "Financial Times" i "The Guardian", poleca każdemu z nas rozliczyć się ze swoją działalnością i podkreśla, że "ratowanie planety" zaczyna się od małych kroków m.in. od tego, co jemy na śniadanie. Duża część książki poświęcona została też osobistym doświadczeniom, a także przywołaniu historycznych wydarzeń, w których ludzkość była w stanie zaangażować się dla wspólnego dobra.

'Klimat to my. Ratowanie planety zaczyna się przy śniadaniu' J.S. Foer, Wydawnictwo Krytyka Polityczna "Klimat to my. Ratowanie planety zaczyna się przy śniadaniu" J.S. Foer, Wydawnictwo Krytyka Polityczna

"Przyszłość zależy od nas. Przewodnik po kryzysie klimatycznym dla niepoprawnych optymistów" Ch. Figueres, T. Rivett-Carnac

A może nie jest aż tak źle? Albo - nawet, jeśli jest - to da się to jakoś odwrócić? Autorzy tej najnowszej pozycji z listy uważają, że wiele można zmienić... samym nastawieniem. Oczywiście, następnie nastawienie trzeba przemienić w działanie (nawet na takie na najmniejszym szczeblu). Ale to właśnie w odpowiednim podejściu do tematu należy upatrywać sukcesu. Nie lekceważyć, nie bagatelizować, nie mówić, że problem nie istnieje, ale z drugiej strony - dać sobie jeszcze szansę. Nie myśleć, że wszystko już "i tak przepadło", a nasze, jednostkowe działanie, niczego nie zmieni. "Przyszłość zależy od nas" przedstawia możliwe scenariusze i wskazuje, co rządy, korporacje i każdy z nas może i musi zrobić, abyśmy mogli powstrzymać katastrofę klimatyczną.

'Przyszłość zależy od nas. Przewodnik po kryzysie klimatycznym dla niepoprawnych optymistów' Ch. Figueres, T. RIvett-Carnac, Wydawnictwo Krytyka Polityczna "Przyszłość zależy od nas. Przewodnik po kryzysie klimatycznym dla niepoprawnych optymistów" Ch. Figueres, T. RIvett-Carnac, Wydawnictwo Krytyka Polityczna

"Krajobraz strachu. Jak stres i strach kształtują życie zwierząt?" A. Zbyryt

Jak na zwierzęta działa wycinka lasów, wysokie temperatury, co dzieje się z ich organizmem, gdy w lesie wybucha pożar? Strach i stres to bardzo niepożądane reakcje organizmu, które wpływają nie tylko na ludzi, ale również na zwierzęta, którym człowiek często jest w stanie zgotować okrutny los. "Krajobraz strachu" to książka, która pozwoli lepiej zrozumieć otaczający nas świat. Wiele zagadkowych zachowań zwierząt – ukazanych głównie na przykładzie ptaków – stanie się bardziej zrozumiałych, a to pozwoli nam lepiej je chronić. To ważne dla przyszłości naszej planety.

'Krajobraz strachu. Jak stres i strach kształtują życie zwierząt?' A. Zbyryt, Wydawnictwo Marginesy "Krajobraz strachu. Jak stres i strach kształtują życie zwierząt?" A. Zbyryt, Wydawnictwo Marginesy

"Świnia na sądzie ostatecznym" M. Iwaszkiewicz

Książka nieco inna, ale równie ciekawa w kontekście postrzegania zwierząt i ludzkiego stosunku do braci mniejszych. Maja Iwaszkiewicz w bajkowy sposób przedstawia nam, jak zwierzęta postrzegano w czasach średniowiecza, kiedy fauna i flora były znacznie bogatsze niż dzisiaj. Choć książka nie opowiada o zmianach klimatycznych, potrafi wiele uświadomić w kontekście tego, jak bardzo ludzie i ich pojęcie o świecie się zmienia - jak różne podejście do natury i zwierząt mieli ludzie setki lat temu. Autorka po dość obszernych rozważaniach stawia zaskakujący wniosek: świat zwierząt oddziaływał na ludzi minionych epok silniej niż obecnie.

'Świnia na sądzie ostatecznym. Jak postrzegano zwierzęta w średniowieczu?' M. Iwaszkiewicz, Wydawnictwo Poznańskie "Świnia na sądzie ostatecznym. Jak postrzegano zwierzęta w średniowieczu?" M. Iwaszkiewicz, Wydawnictwo Poznańskie

  1. Kultura

Wymuszając cud. Sztuka Joanny Rajkowskiej

Joanna Rajkowska na wystawie Rhizopolis. (materiały prasowe Zachęty)
Joanna Rajkowska na wystawie Rhizopolis. (materiały prasowe Zachęty)
Zobacz galerię 4 Zdjęcia
Joannę Rajkowską kojarzą nawet ci, którzy w ogóle nie interesują się sztuką. Bo chociaż wielu twórców odciska jakiś ślad w zbiorowej wyobraźni, niewielu udaje się to samo zrobić z miastem.

W warszawskiej Zachęcie trwa wystawa Joanny Rajkowskiej Rhizopolis. Projekt wprowadza zwiedzających w świat hipotetycznej przyszłości człowieka na Ziemii po katastrofie kończącej trwającą obecnie epokę człowieka. Z okazji najnowszej wystawy przypominamy sylwetkę artystki.

Artykuł archiwalny

Problem w tym, że palma na warszawskim rondzie de Gaulle’a należy do tego rodzaju prac, które nie tylko przynoszą autorom rozgłos, ale potrafią rzucić cień na resztę ich działalności. Tymczasem Joanna Rajkowska w cieniu palmy rozwija praktyki artystyczne składające się na historię niemieszczącą się w żadnym klasycznym gatunku.

Egzotyczne „obce” drzewo wyrastające w samym centrum chłodnej, wschodnioeuropejskiej stolicy coś zmieniło – zarówno w dosłownym, jak i symbolicznym pejzażu Warszawy. Ale Rajkowska to artystka nomadka, przemieszczająca się między Dżeninem na Zachodnim Brzegu, Brazylią, Berlinem a innymi miejscami, do których trafiamy, podążając jej śladem. Zmienia miejsca zamieszkania, ciągle czegoś szuka. Niektóre tematy, które eksploruje w swojej sztuce, należą do nurtu political fiction, inne są społeczne, jeszcze inne osobiste. W tej narracji jest miejsce na mówienie o chorobach ciała, duszy i społeczeństwa, na prywatne obsesje oraz traumy, o których artystka opowiada ze szczerością graniczącą z ekshibicjonizmem. I wszystkie te wątki w zaskakujący sposób przeplatają się ze sobą, składając się na opowieść nie tyle o tym, kim jest, ile kim może się stać współczesna artystka.

Satysfakcja gwarantowana

Joannę Rajkowską poznałem w połowie lat 90. Była świeżo po powrocie ze studiów w Nowym Jorku, mieszkała w Krakowie. Fascynowała się relacjami ciała i świadomości, zwłaszcza takimi, które zostają wyostrzone przez chorobę i szaleństwo. Była w tym czasie artystką par excellence postmodernistyczną: tworzyła efektowne, erudycyjne instalacje rzeźbiarskie, w których swobodnie mieszała psychoanalizę, wątki wybrane z różnych momentów historii idei, odwołania do dawnej sztuki i nauki, nie brakowało w tym wszystkim erotyki.

Tamta artystka tworząca, skądinąd z powodzeniem, galeryjne wystawy kojarzące się trochę z filmami Greenawaya nie była jeszcze do końca tą Joanną Rajkowską, która w 2007 roku odbierała Paszport Polityki i weszła do zespołu redakcyjnego „Krytyki Politycznej”. Kiedy w takim razie narodziła się współczesna Rajkowska? Logika podpowiadałaby, że powinien odbyć się jakiegoś rodzaju rytuał przejścia, symboliczna ofiara prowadząca do powtórnych narodzin w nowej postaci. W twórczości Rajkowskiej taką rolę można by przypisać projektowi „Satysfakcja gwarantowana”. W 2000 roku artystka wyprodukowała pod tą marką serię produktów konsumpcyjnych: napojów orzeźwiających i kosmetyków. Od podobnych, obecnych na ryku artykułów te stworzone przez Rajkowską odróżniał skład: z informacji na opakowaniach wynikało, że oprócz standardowych ingrediencji każdy zawiera trochę... samej artystki. Zgodnie z etykietą produkty Rajkowskiej miały zawierać takie domieszki jak DNA, szara substancja mózgu, wyciąg z gruczołu piersi, śluz z pochwy, endorfina – wszystko pobrane z Joanny Rajkowskiej. Podobnie z kosmetykami. Wazelinę wyprodukowano na bazie śliny autorki, perfumy z dodatkiem jej feromonów, a mydło – tłuszczu. Równie osobisty charakter miał design opakowań, oparty na zdjęciach z prywatnego archiwum. Projekt balansował na granicy fikcji i marketingu. Granicy, która celowo zaznaczona była niewyraźnie. Można było założyć, że artystka nie poddała się raczej trepanacji czaszki, aby domieszać do napojów gazowanych szczyptę własnej kory mózgowej. Na poziomie symbolicznym operacja pozostawała jednak realna; artystka rozpuszczała się w soft drinkach i mydłach, wyprzedawała samą siebie w tysiącach produktów, zachęcała społeczeństwo, by ją wypiło, wymydliło, zużyło. Skonsumowana stawała się częścią każdego, kto sięgnął po jeden z artykułów z serii „Satysfakcja...”.

Dwa lata po tym projekcie Rajkowska stworzyła „Pozdrowienia z Alej Jerozolimskich”. Postawiła na rondzie de Gaulle’a, w perspektywie tytułowych Alej Jerozolimskich, sprowadzoną z Azji sztuczną bliskowschodnią palmę. Projekt narodził się ze skrzyżowania różnych inspiracji, a właściwie na skrzyżowaniu trzech różnych miast. Jednym była Jerozolima, którą artystka odwiedziła na początku lat dwutysięcznych. Drugim Warszawa, ale ta nieistniejąca, widmowa (Aleje Jerozolimskie, przy których stanęła palma, wzięły nazwę od Nowej Jerozolimy, żydowskiej jurydyki na zachodzie Warszawy, ulica kiedyś do tego osiedla prowadziła). Trzecim miastem była Warszawa realna, której pejzaż artystka chciała zakłócić niespodziewanym elementem. Warszawa żydowska, Warszawa jerozolimska, bliskowschodnia, tropikalna – ta Warszawa niemożliwa stawiała paradoksalnie pytanie o możliwość inności i różnorodności w ramach tego miasta, które istnieje.

Szamanka

– Kiedy miałam jakieś osiem lat, dostałam sandały – opowiadała Rajkowska artyście Arturowi Żmijewskiemu. – Były bardzo niewygodne, więc postanowiłam je przerobić, bo mama była zbyt biedna, żeby mi kupić następną parę. Coś tam wycięłam, doszyłam klamerkę i dopiero zaczęłam w nich chodzić. I to kompletnie przemeblowało mi głowę. Nie traktuję rzeczywistości jak niezmiennego stanu rzeczy, który muszę z bólem zaakceptować. To, jak sobie urządzimy świat i nasze w nim współżycie, zależy od nas: mieszkańców kamienicy, miasta, kraju, świata... Tak więc od czasu tych sandałów jestem człowiekiem lewicy.

Co to jednak znaczy być „artystką lewicową”? Dla Rajkowskiej to podejmowanie próby zmiany świadomości odbiorców, a więc zmieniania świata za pomocą artystycznej interwencji w rzeczywistość. Artystka więc interweniowała. W Budapeszcie urządziła lot nad miastem starym radzieckim samolotem, na którego pokład zaprosiła przedstawicieli mniejszości etnicznych i seksualnych oraz reprezentantów węgierskiej skrajnej prawicy (w powietrzu okazało się, że wszyscy, i „obcy”, i ksenofobi, choć mogą wzajemnie sobą gardzić, to jadą „na tym samym wózku”, dzielą wspólny los). W Dżeninie na Zachodnim Brzegu prowadziła warsztaty teatralne z młodymi weteranami drugiej palestyńskiej intifady. W Warszawie, na placu Grzybowskim, zbudowała „Dotleniacz” – miejsce relaksu w środku miasta, skwer ze sztucznym stawem wzbogaconym tlenem. Rajkowska pragnęła dotlenić miejsce duszne od znaczeń. Plac Grzybowski na terenie dawnego getta wciśnięty jest między kościół, nacjonalistyczną księgarnię, synagogę, teatr żydowski, knajpy dla turystów szukających jidyszowego folkloru i siedziby wielkiego kapitału.

„Mówiąc o miejscu chorym, myślę o placu Grzybowskim – opowiadała artystka. – O wycieczkach izraelskich, które idą przez plac Grzybowski, zupełnie nie wiedząc, gdzie są ani czym w istocie jest prowadząca do placu ulica Próżna. O tym, jak ci Izraelczycy pompują swoje poczucie wspólnoty traumą i cudzą winą. Myślę o polskich starszych paniach, które patrzą na to wszystko podejrzliwie, o psach, co srają gdzie popadnie i nikt po nich nie sprząta. O utrzymującym się wokół kościoła Wszystkich Świętych antysemickim smrodku księgarni Patriotycznej […] Figura papieża błogosławi to wszystko ze schodów kościoła, a harcerze składają kwiaty pod jednym z głazów upamiętniających kolejne polskie nieszczęścia”.

Artystka lecząca chore miejsca na ciele miasta wciela się w postać szamanki-uzdrowicielki, która w tradycyjnych wspólnotach miała sposoby na przywrócenie kosmicznej równowagi. Szaman był jednak również postacią budzącą ambiwalentne uczucia. To „inny”, outsider. Szanuje się go za tajemną wiedzę, ale jednocześnie trochę się go obawia, potrzebuje się go, ale i odrzuca.

Element kulturowo obcy

Rajkowskiej odgrywanie roli szamanki też nie przychodziło bezproblemowo. Instytucje sztuki są może dla artystów czymś w rodzaju zoo, ale jest w nim bezpiecznie, bo w granicach tego „zoo” twórcy mają swobodę działania. Na zewnątrz, w przestrzeni publicznej, nic nie chroni ich przed biurokracją, polityką, opinią społeczną. Palma, zanim stała się jedną z ikon Warszawy, z początku budziła wielkie kontrowersje. Próba zbudowania sztucznego wulkanu w małej miejscowości w Szwecji zakończyła się fiaskiem. Artystce nie udało się także przerobić fabrycznego komina w centrum Poznania na minaret [wieżę stawianą przy meczecie – przyp. red.], władze miasta zablokowały realizację projektu, wskazując, że jest to „element kulturowo obcy”. Paradoksalnie odpowiedziały w ten sposób na stawiane przez artystkę pytanie: Czy polskie miasto jest w stanie poradzić sobie z innością, z różnorodnością? Wyszło na to, że nie. Rajkowska: „Nic mnie nie rozsierdza bardziej niż społeczna impotencja, która zawsze kończy się wzajemną niechęcią i toksyną, bo innych obarczamy winą za to, że jest, jak jest. Więc chcę, żeby ludzie chcieli. Jak to robię? Szamańskimi metodami chcę społecznikować. Brzmi to pretensjonalnie, ale kiedy patrzę trzeźwo na swoje działania, to widzę, że najskuteczniejsze wizje powstają w wyniku pracy – w konkretnym miejscu – z własnym ciałem”.

W 2012 roku posłużyła się ciałem, reagując na Berlin. I to nie tylko własnym, lecz również tym należącym do dziecka, którego się spodziewała. Mieszkała już wówczas w Londynie ze swoim partnerem, artystą i filmowcem Andrew Dixonem. Zaproszona na Biennale w Berlinie zdecydowała się jednak przeprowadzić. Postanowiła, że jej uczestnictwo w projekcie będzie polegało na donoszeniu ciąży i urodzeniu dziecka właśnie w stolicy Niemiec. Praca przybrała formę intymnego dziennika filmowego, opowiadającego o kilku miesiącach spędzonych w Berlinie w oczekiwaniu na rozwiązanie. Przez ten czas artystka wędruje po mieście, „pokazując” je rosnącej w jej brzuchu córce. Jego jasne, ale i ciemne strony, miejsca emanujące mroczną energią pamięci nazizmu, zła i przemocy. Finałem jest naturalistyczna scena porodu. Praca została wykonana, napiętnowane przez historię miasto otrzymało dar życia.

Nie mam nic innego

Kilka miesięcy później okazało się, że córka artystki Róża cierpi na niezwykle rzadki nowotwór oczu. Była w tej tragedii jakaś irracjonalna, upiorna metafora. Tak jakby próba odczarowania Berlina energią nowego życia okazała się niebezpieczną grą, a wszystkie te mroczne rzeczy, które Róża „widziała” w mieście przed swoim urodzeniem, poraziły jej wzrok. Rajkowska nie do końca od tej metafory uciekała. Walcząc o zdrowie i życie córki, nie wycofała się ze sztuki. Przeciwnie, włączyła te zmagania w swoją twórczość, równolegle z medycznymi prowadziła je artystycznymi metodami. Rajkowska podkreślała, że choć Róża jest dzieckiem, którego narodziny zostały pokazane na biennale sztuki, to pozostaje małą dziewczynką, a nie „projektem artystycznym”. Jednocześnie jednak od 2012 roku i dziecko, i jego choroba stały się elementami niemal wszystkiego, co artystka robi w sztuce, zajmując w jej twórczości miejsce proporcjonalnie duże do tego, które mają w jej życiu. W 2013 roku artystka wyświetlała projekcje na betonową kopułę futurystycznego, kosmicznego gmachu Muzeum Narodowego w Brasilii. Filmy wyglądały abstrakcyjnie, przypominały ciała niebieskie, odlegle planety, w rzeczywistości były to jednak obrazy gałek ocznych Róży i nowotworowych guzów, które choć dzięki terapii zaczęły się zmniejszać, to wciąż pozostawały obecne.

Granica między architekturą a ciałem, między miastem a jednostką, między tym, co publiczne i prywatne, znów się w twórczości Rajkowskiej zatarła, nie po raz pierwszy i na pewno nie po raz ostatni. Jej praktyka jest ciągłym stawianiem pytania o rolę artysty w społeczeństwie, ale i udzielaniem odpowiedzi. Jedna z nich jest taka, że artysta – i człowiek w ogóle – to istota stadna, społeczna, polityczna, ale swoje miejsce w sferze publicznej przeżywa w mikrokosmosie własnego ciała. W tym ujęciu artysta jest kimś, kto potrafi wejść w ten mikrokosmos, wsłuchać się w jego głos, wyartykułować go i wzmocnić tak, aby stał się słyszalny i zrozumiały dla innych, dla nas. I aby brzmienie tego głosu rezonowało w naszych ciałach.

  1. Kultura

Nadzieja na przyszłość

(Fot. Małgorzata Kujda)
(Fot. Małgorzata Kujda)
„Zjadacz kurzu”, rzeźba stworzona przez Kubę Bąkowskiego, nie tylko przypomina robota, lecz rzeczywiście nim jest.

Nie na darmo nazwano go Zjadaczem. Jego zadaniem jest pochłanianie kurzu, zanim ten dostanie się do naszych płuc. Ciało mierzącego cztery metry robota zbudowane jest z elementów odzyskanych z nieczynnych zakładów przemysłowych – w tym fragmentów urządzeń pierwotnie służących do filtrowania powietrza.

Artysta Kuba Bąkowski zadbał nie tylko o skądinąd bardzo atrakcyjną formę pracy, lecz także o jej funkcję. „Zjadacz kurzu” został wyposażony w nowoczesne filtry HEPA. Dzięki temu umie pochłaniać cząsteczki PM10 i PM2,5 – najbardziej szkodliwe składniki miejskiego smogu. Posiada także czujniki, dzięki którym może służyć za stację pomiaru jakości powietrza. Zjadacz miał swoją premierę trzy lata temu podczas dziewiątej edycji cyklu „Sztuka w przestrzeni publicznej”, organizowanego w Kielcach przez Fundację „Nowa Przestrzeń Sztuki” Doroty i Tomasza Tworków.

Ten projekt został poświęcony legendarnemu zjazdowi awangardzistów i wizjonerów, którzy 50 lat temu radzili w stolicy Dolnego Śląska, jak za pomocą sztuki w przestrzeni publicznej przekształcać miasto i rzeczywistość. Opracowane wówczas koncepcje nie doczekały się realizacji, ale idea pozostała żywa. Praca Kuby Bąkowskiego jest jednym ze współczesnych dzieł, które się w nią wpisują.

Koronawirus może i usunął w cień dyskusję o skumulowanych kryzysach ekologicznych, o których debatowaliśmy przed zarazą. Pełzająca katastrofa nie robi sobie jednak przerwy na czas pandemii i pełznie dalej. Epidemia w końcu wygaśnie, tymczasem problem z kondycją globalnych i lokalnych ekosystemów zostanie, podobnie jak z powietrza nie znikną zabójcze dla człowieka pyły. Chyba że coś w tej sprawie zrobimy.

W grudniu 2020 roku Zjadacz był eksponowany we Wrocławiua, po czym trafił (znowu) do Buska-Zdroju pod Kielcami, uzdrowiska, w którym leczy się między innymi ludzkie płuca zniszczone toksycznymi skutkami ubocznymi rozwoju cywilizacji przemysłowej.

Ta rzeźba nie „zje” całego kurzu i nie wchłonie wszystkich pyłów zawieszonych. Wykonuje jednak swoją robotę: nie tylko oczyszcza powietrze, lecz także aktywizuje świadomość tych, którzy nim oddychają. Futuryści zachwycali się dymiącymi kominami i innymi maszynami, które zanieczyszczały świat – widzieli w nich symbole postępu. Postfuturyści, tacy jak Kuba Bąkowski, myślą o maszynach, które świat zaczną oczyszczać. W takim przemyśle i w takiej sztuce jest nadzieja na przyszłość – inaczej przyszłości może nie być wcale. 

„Zjadacz Kurzu. Miejska Rzeźba Puryfikacyjna” (2017).