1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Styl Życia
  4. >
  5. Staffing w pracy - co to jest? Kiedy mamy do czynienia z tym rodzajem mobbingu?

Staffing w pracy - co to jest? Kiedy mamy do czynienia z tym rodzajem mobbingu?

Zespół ma wielką siłę, może nie tylko wspierać, ale również niszczyć ludzi, na szczęście każdy z nas może też stanąć po stronie osób, które są źle traktowane. (Fot. iStock)
Zespół ma wielką siłę, może nie tylko wspierać, ale również niszczyć ludzi, na szczęście każdy z nas może też stanąć po stronie osób, które są źle traktowane. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 1 Zdjęć
Wszyscy zapewne wiedzą, czym jest mobbing w pracy. Choć mam nadzieję, że nie poznali go na własnej skórze – zastrzega psycholożka Hanna Samson. Jej doświadczenie wskazuje jednak, że i pracownicy mogą nękać szefa czy szefową. Wtedy mamy do czynienia ze staffingiem.

Pamiętam z dzieciństwa dowcip o Jasiu, który bardzo nie chciał iść do szkoły. Skarżył się mamie, że nikt go tam nie lubi i wszyscy mu dokuczają, ale mama była nieugięta i kazała mu iść, na koniec pytając: – No pomyśl, Jasiu, jak wyglądałaby szkoła bez dyrektora?

A więc to tak? Szefowie też mogą się czuć nieakceptowani w swoim miejscu pracy? Mogą. I niekoniecznie dlatego, że nie nadają się na to stanowisko. Czasem splot okoliczności sprawia, że szczególnie na początku pracy zderzają się z niechęcią zespołu.

Jak do ściany

Elwira ma 47 lat, za sobą drogę pełną sukcesów, wszyscy mogliśmy ją podziwiać na ekranie, ale teraz wygląda, jakby była ciężko chora. – Nie jem, nie śpię, chyba powinnam rzucić tę pracę, ale się boję, bo w telewizji są na mnie obrażeni, że odeszłam, więc pewnie nie pozwolą mi wrócić. I co ja zrobię? – płacze.

A jeszcze dwa miesiące temu było zachwycona nowym wyzwaniem. Zaproponowano jest stanowisko redaktorki naczelnej w magazynie dla kobiet, który zawsze bardzo lubiła. Nie myślała o zmianie pracy, ale takich propozycji się nie odrzuca. Elwira jest ambitna, umie współpracować z ludźmi, przed telewizją pracowała w gazetach, merytorycznie czuła się przygotowana. Umówiono ją na spotkanie z prezesem wydawnictwa, byli sobą nawzajem zachwyceni, wszystko układało się świetnie.

– Prezes przedstawił mnie zespołowi, wygłosiłam entuzjastyczną przemowę, na którą zespół w żaden sposób nie zareagował, trochę to było dziwne, ale jeszcze nic nie przeczuwałam – opowiada. – Prezes wyszedł, zostałam z nimi sama, kilkanaście osób, kobiety i trzech mężczyzn. Chciałam z nimi nawiązać kontakt, pytałam, kto jest kim, co lubią w swojej pracy, a co chcą zmienić – odpowiadali półsłówkami, nikt nie odzywał się spontanicznie. Czułam ich niechęć, chciałam rozładować atmosferę, więc zapytałam, czy zawsze są tak wygadani, ale nadal nic. Zwróciłam się więc bezpośrednio do mojej zastępczyni, która została po poprzedniej naczelnej. W końcu zapytałam, czy zebrania zawsze tak wyglądają. Usłyszałam, że zebrania z Kasią były fantastyczne. A teraz nie ma Kasi... Kiedy zareagowałam, że przecież są oni i nie zamierzam sprowadzać swoich ludzi, chcę robić ten magazyn z nimi, czułam się, jakbym mówiła do ściany.

Persona non grata

Elwira musiała zrobić swój pierwszy numer, a czasu było mniej niż zwykle. Zaczęła współpracować z poszczególnymi osobami, każdy z nich wiedział, co ma robić, byli w tym dobrzy. Jednak kiedy coś proponowała, nikt nie wyrażał swojej opinii. Na kolejnym spotkaniu była bliska rozpaczy. – Znów zwróciłam się do mojej zastępczyni – opowiada dalej Elwira. – I usłyszałam, że skoro uważam, że to dobry pomysł, to OK. Bo przecież jestem naczelną... Czuję się odrzucona, wykluczona, wyobcowana. Mam iść do prezesa i powiedzieć, że zespół nie współpracuje? To znaczy, że nie umiem kierować ludźmi, on we mnie wierzy, nie chcę zawieść jego zaufania.

Pytam, jak długo już tam jest i okazuje się, że dwa miesiące.  I właściwie nic się nie zmienia. No poza tym, że sama Elwira czuje się coraz gorzej. Przed wyjściem do pracy wymiotuje, a wieczorem nie może zasnąć.

– Z nikim nie masz kontaktu? – upewniam się. – Z dziewczynami z fotoedycji udaje mi się normalnie pogadać, czasem się nawet śmiejemy. Ale na zebraniach one też milczą, pewnie wszyscy się namówili, że nie będą ze mną rozmawiać. – Dlaczego? Jak rozumiesz tę sytuację? – Wiem, że wszyscy bardzo lubili Kasię, poprzednią naczelną, razem z nią tworzyli tę gazetę od początku. Zwolnili ją, bo wyniki sprzedaży były coraz gorsze, i zatrudnili mnie. – Panią z telewizji, która spadła na nich jak z kosmosu i myśli, że zna się na gazecie, którą oni stworzyli – mówię, bo chcę, żeby to wyszło ode mnie. – No właśnie. Oni nie wierzą w moje kompetencje. Ten pierwszy numer wyszedł całkiem nieźle, ale to ich nie przekonało. Chyba najgorsza jest moja zastępczyni. Czuję, że patrzy na mnie z góry i czeka, aż mi się powinie noga. Nigdy nie mówi swojego zdania, tylko pozornie akceptuje moje. – Może warto z nią porozmawiać o waszej relacji? – Próbowałam, ale ona się wyślizguje – mówi Elwira. – Chciałam ją zaprosić na kolację, ale stwierdziła, że po pracy lubi wracać do domu. Powiedziałam, że jest mi trudno pracować w takiej atmosferze, a ona na to, że przecież sama chciałam być naczelną, a to niełatwy kawałek chleba. Zapytałam, czy chciała być naczelną po odejściu Kasi, odpowiedziała, że woli być druga, ale po osobie, którą ceni. Dotąd zawsze dogadywałam się z ludźmi, a teraz boję się chodzić do pracy, jeszcze chwila i wpadnę w depresję.

Próba sił?

Staffing tak samo jak mobbing może prowadzić do depresji. Wszyscy potrzebujemy akceptacji w swoim środowisku i szefowie nie są tu wyjątkiem, ale mają większe możliwości działania. Staffingu nie ma jeszcze w prawie pracy, więc nie mogą odwołać się do sądu, ale też nie są bezradni.

– Elwira, przecież to ty jesteś szefową, ty masz władzę. Upomnienia, nagany, premie lub ich brak, nawet zwolnienia pracowników zależą od ciebie. Czy jesteś tego świadoma? – pytam. – Ale ja nie chcę z tego korzystać! Chcę się z nimi dogadać! – Do tej pory próbowałaś się im podlizywać i nic z tego nie wyszło. Spróbuj się z nimi dogadać z pozycji mocy. Warto, żebyście wszyscy wiedzieli, że ją masz! Na przykład powiedz zastępczyni, żeby przygotowała 20 propozycji tematów do następnego numeru, zamiast oceniać twoje pomysły. Powiedz, że jeśli ktoś nie chce z tobą współpracować, to niech odejdzie za porozumieniem stron, bo inaczej ty wkrótce go zwolnisz. Niech zostaną tylko ci, którzy chcą. Zresztą ty pewnie lepiej wiesz, co im powiedzieć, bo to ty jesteś szefową!

Elwira przyszła do mnie po miesiącu. Wyglądała znów jak pani z telewizji, zadowolona kobieta sukcesu. – Nadal tam pracujesz? – zapytałam z niedowierzaniem. – O tak! Cudowne miejsce i wspaniali ludzie! Naprawdę mam świetny zespół! – śmieje się Elwira. – Jak tego dokonałaś? – Zaraz po naszym spotkaniu zwołałam zebranie na 9.00 rano, choć większość lubi przychodzić o 10.00. Powiedziałam, żeby ci, którzy nie chcą ze mną współpracować, odeszli za porozumieniem stron, bo inaczej ich zwolnię. Dodałam, że nie muszą od razu podejmować decyzji, bo od jutra z każdym będę rozmawiać indywidualnie i wtedy się dowiem. Mieli przychodzić do mojego gabinetu zgodnie z planem, który wysłałam mailem, a zastępczyni i szefom działów powiedziałam, żeby przynieśli propozycje tematów do następnych numerów. Podziękowałam za spotkanie i wyszłam – śmieje się Elwira. – Dużo mnie to kosztowało, ale było warto, dogadałam się ze wszystkimi! – Z zastępczynią też?

– I to jak! Chyba nawet już się lubimy. Powiedziała, że chce być moją zastępczynią, bo w końcu pokazałam, że nadaję się na naczelną!

Ta historia skończyła się dobrze, kiedy Elwira pokazała swoją moc. Jednak nie każdy szef ma takie możliwości, co nie oznacza, że ma się godzić na staffing.

Kiedy milczenie nie jest złotem

Agata ma 26 lat, po powrocie ze stażu w Holandii podjęła pracę w ośrodku wychowawczym, prowadzi grupę chłopców w wieku od 15 do 18 lat. Odkąd z nimi pracuje, chłopcy zaczęli się zmieniać. Chętniej współpracują ze sobą, rozwiązują konflikty bez użycia siły, oczywiście nie zawsze, ale tę zmianę dobrze widać, co zauważył również dyrektor. Wezwał Agatę, wypytał o metody pracy, których uczyła się w Holandii, docenił jej zapał i energię, i rzucił na głęboką wodę. Agata została szefową wychowawców, czym pozostali nie byli zachwyceni. Wszyscy byli od niej starsi, pracowali w ośrodku od lat i nie widzieli powodu, żeby uczyć się od Agaty.

„Ty masz pewnie jakąś misję, może chcesz zrobić doktorat, ale nie naszym kosztem! My chcemy spokojnie pracować, a nie chodzić na jakieś zebrania i słuchać nowinek” – taki mniej więcej przekaz płynął od kolegów, którzy ignorowali jej zaproszenia na spotkania i robili sobie z niej żarty. Tylko wychowawczyni grupy dziewcząt była zainteresowana jej metodami pracy, więc Agata współpracowała z nią i jej grupą. Dyrektorowi powiedziała, że będzie wprowadzać zmiany stopniowo w poszczególnych grupach, nie chciała skarżyć się na kolegów. Po kilku miesiącach dzieci z innych grup zaczęły pytać swoich wychowawców, dlaczego u nich nie ma takich fajnych zajęć jak u dziewczyn i starszych chłopaków. W końcu inni zainteresowali się tym, co robi Agata. Przyszli do niej i poprosili, żeby opowiedziała im o zajęciach, które robi z dziećmi, to może zaczną z nią współpracować. I naprawdę zaczęli.

Zespół ma wielką siłę, może nie tylko wspierać, ale również niszczyć ludzi, na szczęście każdy z nas może się z niego wyłamać. Stanąć po stronie osób, które są źle traktowane. Gdybyśmy potrafili ująć się za nimi, nie byłoby nie tylko staffingu, ale też mobbingu, na który zwykle pozwala milcząca większość.

Hanna Samson, psycholożka, terapeutka, pisarka. W Fundacji CEL prowadzi grupy terapeutyczne dla kobiet. Autorka takich książek, jak "Dom wzajemnych rozkoszy" i "Sensownik". 

[newsletterbox]

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Psychologia

Jak rozwiązywać konflikty w pracy w duchu wzajemnego zrozumienia?

Odmienności pomiędzy pracownikami prowadzą nieraz do napięć i nieporozumień. (Fot. iStock)
Odmienności pomiędzy pracownikami prowadzą nieraz do napięć i nieporozumień. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 1 Zdjęć
Zespoły są zwykle silne i motywujące, ale w pracy różnie bywa. Choć łączy nas wspólny cel, to każdy inaczej wyobraża sobie do niego drogę. Te odmienności prowadzą nieraz do napięć i nieporozumień między współpracownikami. Trenerka komunikacji empatycznej Ewa Orłowska radzi, jak je rozwiązywać w duchu wzajemnego zrozumienia.

Granice empatii

Nasz zespół to same kobiety. Mamy dużo pracy, ale jesteśmy doskonale zorganizowane, więc w zasadzie wszystko układa się dobrze. Problemem jest to, że jedna z koleżanek od dłuższego czasu ma poważne kłopoty w domu. Ze szczegółami i dużo opowiada o kłótniach z mężem, który ją zdradza, nieporozumieniach z dziećmi, spłatach kredytu itp. Zabiera nam to sporo czasu i energii. Sytuacja życiowa koleżanki jest trudna, naprawdę jej współczuję, zresztą wszystkie czujemy podobnie, ale to trwa już tak długo, że, szczerze mówiąc, jestem tym zmęczona. Jak jej powiedzieć, by mniej angażowała nas w swoje życie prywatne, a jednocześnie nie urazić? Emilia, 42 lata

Ewa Orłowska: Rozumiem, że koleżanki czują empatię i chęć pomocy wobec tej z nich, która właśnie się rozwodzi. W takich sytuacjach na początku słuchamy, dopytujemy, pocieszamy. Ale z czasem, jeśli nie możemy realnie pomóc, zaczynamy się wypalać, bo takie rozmowy zabierają energię i mnóstwo czasu. Zaczynamy unikać takiej osoby, a czasem z nadmiaru negatywnych emocji coś nieprzyjemnego jej powiemy albo nawet obgadamy ją na boku. To rodzi konflikt wewnętrzny, a stąd tylko krok do kryzysu w grupie. W tej sytuacji warto się zastanowić, co można zrobić, żeby jednocześnie nie ucierpiała ani relacja z koleżanką, ani praca.

Radziłabym pani najpierw rozeznać się w tym wewnętrznym konflikcie. Zapytać samą siebie: co mnie skłania do tego, żeby słuchać koleżanki, a co mnie już w jej zachowaniu złości? Po uświadomieniu sobie tych dwóch faktów dobrze jest zainicjować rozmowę z koleżanką, w której najpierw pokaże jej pani, że poruszają ją jej opowieści i odzwierciedli jej uczucia. To da koleżance poczucie, że nie jest sama ze swoim problemem, bo ktoś widzi i słyszy, co się u niej dzieje, a to przynosi zwykle ogromną ulgę. Potem może pani zapytać, czy można jej w jakiś sposób pomóc, lub samej złożyć jakąś propozycję – wspólnego wyjścia do kawiarni czy na wystawę albo nawet (jeśli to będzie możliwe dla was obu) wyjazdu na weekend do SPA. Istotne jest, żeby ukazać, że pani intencją jest zadbanie zarówno o koleżankę, jak i o siebie, bo przecież nadal razem pracujecie, a w pracy chodzi w dużej mierze o efektywność całego zespołu. Teraz może pani przedstawić propozycję realizacji w praktyce tego, o czym pani powiedziała. Na przykład umawiamy się, że rano przez kwadrans pijemy herbatę i rozmawiamy o swoich problemach, a potem do lunchu pracujemy. Przy czym co drugi dzień przy herbacie opowiadamy sobie, co dobrego nam się przydarzyło. Bo ważne jest, na co kierujemy uwagę. Nie chodzi o to, żeby zaprzeczać, że komuś jest trudno, tylko zauważyć, że równocześnie istnieją pozytywne aspekty życia.

Dialog z koleżanką może pani zacząć w następujący sposób: „Kasiu, chciałabym z tobą przez chwilę porozmawiać. Zauważyłam, że rozmowy o twoich problemach z mężem mocno mnie angażują. W związku z twoimi sprawami przeżywam wiele emocji – od rozczulenia do złości. Czasem trudno mi potem wrócić do pracy i skupić się na tym, co mamy do zrobienia, a to dla mnie szalenie ważne. Mam taki pomysł – chciałabym, abyśmy miały czas na dzielenie się tym, co dla nas istotne (szczególnie gdy któraś ma trudny moment w życiu), ale też zależy mi na zadabaniu o spokój i energię do pracy. Powiedz mi, jak ci się podoba taka propozycja: robimy sobie przerwę na rozmowę np. przy kawie rano, a później skupiamy się na pracy? Jak myślisz? Równocześnie chcę ci powiedzieć, że chętnie spotkam się z tobą po południu czy w weekend, gdybyś miała na to ochotę. Kontakt z tobą jest dla mnie ważny i chciałabym go pielęgnować. Co ty na to? Masz ochotę?”.

Pozytywny przekaz

Pracuję w agencji mediowej. Nasz zespół często realizuje dwa lub trzy projekty równocześnie. Ważna jest dla nas organizacja pracy, terminowość i elastyczność. Na szczęście jesteśmy zgranym i zdyscyplinowanym zespołem... Poza jednym z grafików, który jest doskonałym specjalistą, ale odkłada wszystko na ostatnią chwilę. Zaczyna pracować dopiero, kiedy zbliżają się terminy zamknięcia projektów, i dziwi się, dlaczego panikujemy, skoro jest jeszcze tyle czasu. Mówiliśmy mu, że tak nie może być, bo jest ważnym ogniwem w łańcuchu i przez niego inni muszą potem siedzieć wieczorami, ale to nic nie zmienia. Już kilka razy tuż przed oddaniem projektu było bardzo stresująco. Zależy nam, żeby go mieć w zespole, bo generalnie dobrze nam się pracuje. W jaki sposób możemy go przekonać, żeby zmienił swoje postępowanie? Zuzanna, 34 lata.

E.O.: Rozmowę z grafikiem najlepiej przeprowadzić po zakończeniu zadania, kiedy wszyscy mają w pamięci fakty, na które mogą się łatwo powołać. Zaczynamy od tego, co daje nam radość i satysfakcję – może każdy z zespołu będzie chciał powiedzieć o tym, z czego szczególnie jest zadowolony. Możemy też zwrócić się tylko do kolegi grafika w rozmowie jeden na jeden, zaczynając od tego, co mnie jako menedżerowi czy koleżance spodobało się w jego projekcie. „Hej, Jacek, ale dałeś czadu z tym projektem – podobał mi się ten twój plakat, kolory piękne, no i oryginalność! Nie wiedziałam, że tak szybko coś tak fajnego może powstać. Gratuluję! A ty z czego jesteś zadowolony?”. Po takim początku możemy się wspólnie ucieszyć się z tego, uśmiechnąć i odprężyć.

Teraz przechodzimy do drugiej części. Ważne jest, żeby nie podważać pierwszej, dlatego nie wypowiadajmy od razu słowa „ale”, tylko zaakcentujmy współistnienie perspektyw, mówiąc „i” czy „w tym samym czasie”. Zgodnie z podejściem Porozumienia bez Przemocy można to zrobić w następujący sposób: „Skoro o tym rozmawiamy, to chcę ci powiedzieć jeszcze coś ważnego o mnie. W tym projekcie i w poprzednim oddałeś swoją część na 24 godziny przed terminem, a umawialiśmy się, że będzie to dwa dni wcześniej. To mnie stresuje, bo nie mam pewności, że dotrzymamy terminu i oddamy projekt najlepszej jakości, a w stresie gorzej pracuję. Nie umiem i nie chcę pracować do późna w nocy, potrzebuję wszystko spokojnie przemyśleć i poanalizować. Ponieważ nie jestem pewna, czy udało mi się jasno ująć w słowa, co dla mnie najważniejsze, proszę cię, powiedz mi, co usłyszałeś? Twój odbiór jest dla mnie ważny”.

Po tej części rozmowy lepiej nie spieszyć się z ustaleniami na przyszłość. Na nie przychodzi czas, gdy już wiemy, że wzajemnie się zrozumieliśmy i że druga osoba bierze nas pod uwagę. To ważne, ponieważ – jak dowodzą badania nad mózgiem – dopiero wzajemne dostrzeganie się rodzi gotowość do współpracy. Warto koledze dać przestrzeń, żeby powiedział, co mu się wydaje ważne. Potem można zaproponować dalsze ustalenia. „Proszę cię, pomyślmy wspólnie, co możemy zrobić, żeby każdy czuł się dobrze i na luzie, nawet ci, którzy nie pracują tak szybko jak ty i nie są odporni na stres. Czy możemy to zrobić jutro po lunchu?”. Warto też zaznaczyć: „Cenię sobie nasze dobre relacje w zespole, flow i uśmiech. Dlatego powiedz mi, czy, słysząc to, co powiedziałam, możesz  starać się trzymać zasady dwóch dni. Ważna jest dla mnie wymiana opinii i jakość finalnego produktu, a wtedy mamy na to czas”.

Na koniec możecie porozmawiać, jak wdrożyć wspólne rozwiązania, i umówić się na rozmowę o tym, czy udało się to zrobić.

Podstawy dobrych relacji

Najlepiej budować zespół na tym, co cieszy i krzepi, a nie na tym, co dzieli. Dlatego:
  • Zacznij od uznania dla siebie. Gdy coś ci się uda, zauważ to i powiedz sobie: „Dobra robota!”. Jeśli będziesz tak robić regularnie, twoje zadowolenie z pracy będzie mniej zależało od uznania innych ludzi, szefów czy nagród. Poczujesz się wewnętrznie silny i bardziej wolny. To zredukuje twoją reaktywność, czyli wrażliwość na opinie innych, będziesz bardziej chętny do kontaktów z ludźmi. Relacje w zespole staną się bardziej świadome, ponieważ wszyscy będą czerpali z tej części mózgu, w której mamy dostęp do świadomego decydowania, do swoich wartości i do wiedzy, jakie konsekwencje mogą przynieść nasze słowa.
  • Dziel się z ludźmi tym, co w nich lubisz i doceniasz, równocześnie wskazując na to, jakie twoje potrzeby to zaspokaja, zamiast komunikować, co ci w innych nie pasuje – to podstawa Porozumienia bez Przemocy. Przecież każdy z nas chce być zauważony, chce, żeby było jasne, że jest wartościowy w zespole.
  • Zawsze otwarcie mów o swoich potrzebach – potrzeby są uniwersalne, dlatego słysząc o twoich, rozmówca może uświadomić sobie także własne, a to stanie się waszym wspólnym polem do porozumienia.
  • Pamiętaj, że wszyscy jesteśmy wrażliwi na innych, dużo odczytujemy z mowy ciała, a intencje przekazywane są poza słowami. Chodzi o to, żeby otworzyć się na całość sytuacji.
Ewa Orłowska, trenerka Porozumienia bez Przemocy, nauczycielka mindfulness dla dorosłych, młodzieży i dzieci.

  1. Psychologia

Momenty zwrotne w naszym życiu - koniec początkiem nowego

Konfucjusz powiedział kiedyś, że człowiek, dążąc do pewności, trwałości, poczucia bezpieczeństwa, porządku, nie powinien zapominać o zmienności losu, niebezpieczeństwie, upadku, zamęcie. Czyli o momentach zwrotnych. (Fot. iStock)
Konfucjusz powiedział kiedyś, że człowiek, dążąc do pewności, trwałości, poczucia bezpieczeństwa, porządku, nie powinien zapominać o zmienności losu, niebezpieczeństwie, upadku, zamęcie. Czyli o momentach zwrotnych. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 1 Zdjęć
Śmierć rodziców, choroba dziecka, cierpienie partnera, wypadek – to bolesne punkty zwrotne w naszej podróży przez życie. Nieoczekiwane, nieplanowane, ale nieuniknione. Nawet jednak te zaplanowane, jak narodziny dziecka, mogą wywrócić nasz świat do góry nogami. Jak odnaleźć się po drugiej stronie życiowej zwrotnicy?

Magdalena, 34 lata, z wykształcenia inżynier budownictwa, z pasji – nauczycielka. Po przejściach. Trzy lata temu rozstała się z mężem, zmieniła zawód, wyjechała z Warszawy. – Żyłam intensywnie, szybko, dość wygodnie. Kiedyś znajomi poprosili mnie o korepetycje z matematyki dla swoich córek i tak mnie to wkręciło, że zaczęłam studia psychologiczne. Im bardziej się w nie zagłębiałam, tym bardziej utwierdzałam się w przekonaniu, że praca z dziećmi to moje powołanie. Nie miałam jednak odwagi niczego zmieniać. Bo firma męża, dom, wyjazdy. I pewnie byłoby tak do dzisiaj, gdyby pewnego dnia mąż nie oznajmił, że wyprowadza się do innej kobiety i nie chce, abym dalej z nim pracowała. To był dla mnie niewyobrażalny cios. A także – przerażenie, lęk, co będzie dalej, jak sobie poradzę. Zaraz potem zdiagnozowano alzheimera u mojej mamy. Jakby tego było mało – kilka miesięcy potem dowiedziałam się, że mam raka piersi. To wszystko powinno było mnie zabić, ale mnie uleczyło.

Na skrzyżowaniu dróg

Często po to właśnie są momenty zwrotne. Już samo określenie „zwrotne” oznacza, że coś się zmienia bezpowrotnie, że nie można wrócić do tego, co było. Na ogół jesteśmy skłonni do łatwych ocen: to dla nas pozytywne, to negatywne. I dopiero po czasie możemy odkryć, że to, co uznawaliśmy za złe, przyniosło dużo dobrego. Najczęściej negatywne okazuje się nie tyle samo zdarzenie (nawet jeżeli jest bardzo bolesne), ile sposób poradzenia sobie z nim. W chwilach przełomowych stoimy w rozkroku na skrzyżowaniu i nie wiemy, dokąd iść. Z jednej strony, mnóstwo naszej energii idzie na utrzymywanie utraconej pozycji. Magdalena na przykład odwlekała moment odejścia z firmy i wniesienia sprawy o rozwód. Może to tylko zły sen? Może jutro mąż się ocknie i wszystko będzie, jak było? Odrętwienie emocji, myśli, zupełny zastój. Z drugiej – zero nadziei na dostrzeżenie horyzontu spoza ciemnych chmur. Brak pomysłu na życie. Zamknięcie się na pomoc z zewnątrz, a tym samym odcięcie się od możliwości robienia kroku do przodu.

Dużo ludzi w takim stanie ucieka w alkohol, narkotyki, seks, hedonistyczne życie przypominające bal na Titanicu – wszystko zmierza do katastrofy, a oni udają, że im dobrze.

Inni budują twardą powłokę zewnętrzną: stają się opryskliwi, niemili. Wszyscy znamy nieprzyjemnych urzędników, którzy pod twardym, pełnym złości i agresji obliczem ukrywają niepewność i słabość. Tak naprawdę bardzo łatwo ich zranić. To zresztą dziwny psychologiczny paradoks – takie osoby poprzez swoje zachowanie wystawiają się na krytykę, ale strasznie z tego powodu cierpią, więc żeby to cierpienie zagłuszyć, atakują, a to z kolei napędza negatywne oceny. Jeszcze inni pod płaszczykiem uległości skrywają słabości – kogoś do rany przyłóż – manipulatora, który wykorzystuje innych, żeby budować swój wizerunek.

Na ogół reagujemy na takie osoby oskarżeniami, złością. A można na moment się zatrzymać, nie odpowiadać krzykiem na krzyk, pomyśleć, co takiego wydarzyło się w życiu tego człowieka, że tak reaguje. Gdy zaprzestaniemy słownego ping-ponga, może naprawdę dużo zmienić się w jego zachowaniu.

Mój cichy policjant

Dlaczego w przełomowych chwilach reagujemy agresją, ucieczką w nałogi, manipulacją? Ponieważ nie umiemy inaczej. Trudności traktujemy jak koniec świata. Czujemy, że wszystko się wtedy wali: dom, relacje, praca. Wypadamy z rutyny. Tamto życie, nawet jeśli nas nie satysfakcjonowało, było znane, bezpieczne i niewymagające pracy. Nowe jest nieznane, nieprzewidywalne i zmusza do zmierzenia się z samym sobą. Wymaga konieczności wyjścia z komfortowego miejsca, spojrzenia na nie z dystansu. A analiza swojego życia z dystansu nie zawsze jest przyjemna. Czasem wynika z niej, że tu i ówdzie czegoś nam brakowało, tam czegoś innego mieliśmy za dużo. Słowem – że trzeba coś z tym fantem zrobić. Moment zwrotny oznacza chaos, bo starego już nie ma, a nowe jeszcze nie nadeszło. Żyjemy, ale jakbyśmy nie żyli, tylko wegetowali.

Niektóre osoby w momentach zwrotnych natychmiast biorą jakiś kurs, nieważne jaki. Jak Katarzyna, menedżerka w firmie konsultingowej, która trzy miesiące po rozwodzie wyszła ponownie za mąż.

– Nie znoszę być sama, rozpamiętywać tego, co było. Szybko się rozwiodłam i szybko po raz kolejny zakochałam. Łukasz wydawał mi się świetnym partnerem i opiekunem dla moich dzieci. No cóż, pomyliłam się. Potem po raz kolejny. Ale nie rwę włosów z głowy z tego powodu. Będę szukać dopóty, dopóki znajdę właściwego mężczyznę.

Katarzyna nie daje sobie prawa do zatrzymania się. Nie wyciąga wniosków, tylko pakuje się w nowy związek. A w nim nie jest świadoma tego, co się dzieje, nie odczytuje sygnałów zbliżającego się kryzysu. A często można poznać, że oto zmierzamy do momentu zwrotnego, nawet jeżeli jeszcze nic się nie wydarzyło. Po czym? Po tym, że wzrasta nasza arogancja, że jesteśmy zbyt pewni, zbyt zachłanni na branie, na sukces. I już nie wystarczają nam starania partnera, chcemy więcej. Aż partner nie wytrzymuje ciśnienia. W sporcie nie zadowalamy się wygraną od czasu do czasu, chcemy wygrywać za każdym razem. Więc się napinamy, zaciskamy zęby. I co? Kontuzja, upadek. Czasem zdradza nas potrzeba nieustannego kontrolowania każdej sfery życia. Ale nie jesteśmy w stanie kontrolować wszystkiego. Więc coś – w naszym mniemaniu – się wali.

Psychologowie zgodnie podkreślają: gdy spotykają nas trudne wydarzenia – jak  rozwód, utrata pracy, choroba, śmierć, ciężka kontuzja – dajmy sobie prawo do smutku, żałoby. To pierwszy krok ku przyszłości. W takich momentach, gdy się zatrzymujemy, gdy zawieszamy działanie, możemy usłyszeć swoje prawdziwe emocje i uczucia.

Magdalena: – Pozwoliłam sobie na moment zatrzymania dwa lata temu, po tym jak dowiedziałam się o chorobie. I ten moment ciszy cały czas jest obecny w moim życiu, nazywam go cichym policjantem. Zawsze, ilekroć się rozpędzę, mój cichy policjant przywołuje mnie do porządku. Czyli zatrzymuje, każe wziąć parę głębszych oddechów i zastanowić się, co robić.

Budujmy na mocnych podstawach

Magdalena, teraz już absolwentka psychologii, wie, że w momentach zatrzymania uzyskuje dostęp do swoich zasobów, czyli wewnętrznych sił, mocy, talentów. Otwiera kolejne drzwi i zaczyna od nowa. Powoli, małymi krokami. Ten proces nazywa metaforycznie wypiętrzaniem góry. Twierdzi, że owa góra, aby mogła przetrwać kolejne kataklizmy, musi mieć solidne podstawy. Dlatego nie wystarczy uzdrowić jednego aspektu życia, na przykład relacji z ludźmi. Dobrze jest spojrzeć na siebie całościowo, holistycznie. Magda sprawdza, gdzie coś w jej życiu nie zadziałało – przygląda się temu, jak pracowała, wypoczywała, jak się odżywiała. I okazuje się, że wydarzenia, które wcześniej ją spotkały, mają o wiele głębsze korzenie, niż myślała. Przy okazji walki z chorobą zainteresowała się dietą, ruchem, pielęgnowaniem dobrych relacji. Ćwiczy swoje kompetencje, dba o siebie. Jej góra wypiętrza się powoli, ale na bardzo szerokiej płaszczyźnie.

– Jeszcze niedawno nie widziałam horyzontu, był całkowicie zachmurzony. A teraz moja góra przebiła chmury. Już widzę słońce! Ale z niczym się nie śpieszę. Zauważyłam, że kiedyś, kiedy moja góra wypiętrzała się szybko, szybko też się chwiała w posadach.

Katarzyna po trzecim nieudanym związku poszła na terapię. Terapeuta porównał jej budowanie relacji z mężczyznami do układania jengi z klocków (wieży, która ma mnóstwo pustych elementów, dlatego w każdej chwili może się zawalić).

Katarzyna: – Teraz wiem, że budowałam za szybko i na kruchych podstawach. Muszę pracować nad cierpliwością. Jeden związek się nie udał, wchodziłam w drugi, a potem szybko w trzeci. Te same błędy, jedna kalka. Kolejna jenga się przewróciła. Wcześniej żyłam w lęku, że czas ucieka, że mam 25 lat, więc muszę mieć męża i dzieci. Więc zrobiłam wszystko, żeby mieć. Potem dałam sobie wmówić, że muszę mieć faceta. Już więcej razy nie pozwolę zawładnąć się stereotypom, społecznym nakazom. A wszystko dzięki temu, że wreszcie wyciągnęłam wnioski z tego, co mi się przytrafiało, a raczej – co sama sobie fundowałam.

Katarzyna odkryła także – dzięki psychoterapii – przyczynę swoich zawodowych trudności. Zawsze gdy zabierała głos w większym gronie, zżerała ją trema. Mimo że bardzo dobrze przygotowywała się do wystąpień, wszystko miała w jednym palcu. Aż przed którymś posiedzeniem zarządu, na którym miała referować ważne badania, zrobiła tak, jak poradził jej terapeuta – wzięła głębszy oddech i powiedziała sobie: „Trudno, najwyżej nie dam rady”. Ale dała radę jak nigdy dotąd.

– Stało się coś niesamowitego: założyłam porażkę, a osiągnęłam sukces. Cały zarząd był totalnie zaskoczony. A wszystko dlatego, że przygotowałam się do tego wystąpienia, ale jednocześnie sobie odpuściłam, wyluzowałam się i dałam sobie prawo do porażki.

Wielkie otwarcie

Punktem zwrotnym naszego życia, do którego mało kto się przygotowuje, jest śmierć. Biologicznie jesteśmy zaprogramowani, żeby umrzeć, ale psychicznie kompletnie ten fakt wypieramy. Często dopiero choroba, odejście kogoś bliskiego sprawiają, że uświadamiamy sobie kruchość naszego życia.

Magdalena: – Mogę powiedzieć, że sens mojemu życiu nadała śmierć. Zrozumiałam, że mam określony czas i muszę zdecydować, jak chcę go spędzić. Dotarło do mnie, że życie ma początek i koniec. Wcześniej w ogóle o tym nie myślałam.

I zadałam sobie pytanie: o co mi chodzi? Czy o to, żeby coś po sobie zostawić? Nie za bardzo. Raczej żeby zmienić świat na lepsze. I wcale nie chodzi o wielkie czyny. Można zrobić coś małego dla drugiej osoby, coś bezinteresownego. Zaczęłam działać charytatywnie w hospicjum dla dzieci. Od roku uczę matematyki w szkole społecznej. Szkolę się na terapeutkę. Piszę książkę o swoich doświadczeniach. Zatrzymałam się. Wszystko dzięki śmierci. Na ogół jesteśmy wobec niej bezradni, więc szukamy sposobów na nieśmiertelność.

I znajdujemy. W religiach, które dają nadzieję na życie po życiu. W biologii, która udowadnia, że możemy przedłużyć siebie, dając geny potomstwu. Także historia i kultura kuszą, że jeżeli uczynimy coś wyjątkowego, możemy się zapisać na ich kartach. A ja sobie myślę: „No tak, tylko to wszystko odnosi się do przyszłości, a co teraz?”. Dla mnie tak naprawdę najważniejsze jest to, co możemy zrobić dla innych w tej chwili. W języku polskim istnieje piękne słowo „przeżyć”, ja je rozumiem jako przechodzenie przez życie, z akcentem na przechodzenie. A my na ogół nie skupiamy się na teraźniejszości, tylko projektujemy przyszłość.

Dla Magdaleny perspektywa śmierci okazała się początkiem, wielkim otwarciem na życie. Wyrwała ją z toksycznego związku, z pracy, która nie dawała satysfakcji. Pozwoliła odnaleźć spokój i radość. Po to właśnie są trudne zdarzenia – zwrotnice. Żeby ustrzec nas przed degeneracją. Poruszyć do głębi, wyrwać i dać kopa. A my możemy wtedy salwować się ucieczką albo stawić im czoła. Wybór należy do nas.

Konfucjusz powiedział kiedyś, że człowiek, dążąc do pewności, trwałości, poczucia bezpieczeństwa, porządku, nie powinien zapominać o zmienności losu, niebezpieczeństwie, upadku, zamęcie. Czyli o momentach zwrotnych. Bo one są częścią naszego losu.

  1. Zdrowie

Menu dla mózgu. Co jeść w pracy, by być zdrowym i efektywnym?

To, co jemy, wpływa na kondycję fizyczną i psychiczną. Jeśli nie dostarczamy swojemu mózgowi dobrego paliwa, pozbawiamy go energii, potrzebnej nie tylko do myślenia, ale i kontroli emocji. (Fot. iStock)
To, co jemy, wpływa na kondycję fizyczną i psychiczną. Jeśli nie dostarczamy swojemu mózgowi dobrego paliwa, pozbawiamy go energii, potrzebnej nie tylko do myślenia, ale i kontroli emocji. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 1 Zdjęć
Nikogo nie dziwi, że urządzenia nie pracują bez zasilania, ale od umysłu wymagamy, żeby „na głodnego” był ostry jak brzytwa. Tymczasem bez jedzenia nie jesteśmy w stanie logicznie myśleć ani rozwiązywać problemów. Dietetyczka Aneta Łańcuchowska-Jeziorowska przekonuje, że przygotowywanie zdrowych posiłków do pracy zwyczajnie się nam opłaca!

Co najczęściej jadasz w pracy? To, co wcześniej przygotuję. Nie liczę na to, że gdy już dopadnie mnie głód, szybko wyskoczę do sklepiku. To, co mogę znaleźć w sklepie w pobliżu, nie spełnia moich oczekiwań. Dlatego zawsze zabieram ze sobą jogurt, owoce, nasiona i otręby.

Znowu te otręby. Byłam ostatnio w sklepie ekologicznym. Paczka otrębów kosztuje tyle co dobre kolorowe rajstopy. Można zbankrutować! To błędne myślenie. Właśnie wtedy, gdy jesteś nieprzygotowana, kupisz byle gdzie, byle co, przepłacisz i na dodatek wcale się nie najesz. Zdrowo wcale nie znaczy drogo. Nie musisz kupować otrębów ekologicznych, a poza tym worek otrębów starczy ci na wiele tygodni. Przecież nie zjesz ich od razu.

A już myślałam, że mój ekonomiczny argument będzie trafiony. W takim razie nie rozmawiajmy o pieniądzach, tylko o emocjach i nawykach. Podczas wakacji jadałam regularnie i zdrowo, ale po powrocie z urlopu wszystkie złe nawyki wróciły. Co robić, żeby nie wejść w niezdrowe żywieniowe kapcie? Jeść regularnie, nie ma innego wyjścia.

Masa roboty. W domu trzeba myśleć, co jesz, w pracy też... A może wykorzystać osiem godzin w biurze na naturalną głodówkę, czyli oczyszczenie organizmu? Co sądzisz o takim rozwiązaniu? Fatalne! Ośmiogodzinna głodówka, i to w pracy, podczas wysiłku intelektualnego, gdy zapotrzebowanie energetyczne jest bardzo duże, to najgorsze, co możesz sobie zrobić. Nie będziesz mogła normalnie funkcjonować, a co dopiero myśleć.

A mogę wyjść do pracy bez śniadania? Możesz, ale tylko jeśli masz do niej bardzo blisko i zjesz coś od razu po przyjściu. Śniadanie należy zjeść w ciągu godziny po obudzeniu się. Jeśli wypijesz kawę i przez trzy czy cztery godziny nic nie zjesz, to będziesz tak głodna, że w końcu rzucisz się na jakiekolwiek jedzenie. Zjesz znacznie więcej niż potrzebujesz i pięknie zasilisz swoją tkankę tłuszczową.

Wszystko opiera się na regularnym odżywianiu, ale w pracy czasem nie mam dosłownie chwili, by odejść od komputera. Mogę jeść przy biurku? Posiłki powinno się jeść w spokoju. Bez telewizji, nawet bez radia, bez czytania, powoli i w dobrej atmosferze. Wtedy szybciej się najadamy i jedzenie daje nam satysfakcję. Gdy czytasz coś i jednocześnie jesz, to jakbyś wrzucała jedzenie do worka bez dna. Mózg tego nie rejestruje. Na pewno słyszałaś, że najadamy się dopiero po 20 minutach konsumowania, bo wtedy mózgu odbiera sygnał „było jedzone”. Jeśli mózg nie dostanie takiej informacji, upomni się o pokarm. Gdy więc jemy w pośpiechu lub robimy jednocześnie coś innego, w praktyce zjadamy dużo więcej niż potrzebujemy.

Skoro mamy jeść w spokoju, czy to znaczy, że w pracy powinnam siadać przy stoliku sama? Jeśli będzie nas więcej, na pewno będziemy rozmawiać o pracy i od razu się zdenerwuję. Jeśli wiesz z góry, że się zdenerwujesz, to unikaj drażliwych tematów. Powtarzam: posiłki powinno spożywać się w spokojnej atmosferze, oczywiście miłe towarzystwo jest jak najbardziej wskazane.

Kiedy mam do załatwienia stresującą mnie sprawę, jakiś problem albo chcę tupnąć nogą o podwyżkę, to powinnam to zrobić przed jedzeniem czy po nim? Zdecydowanie po jedzeniu. Takie sprawy załatwiaj po przerwie obiadowej. Mózg jest wtedy odpowiednio odżywiony, reaguje stosownie do sytuacji, poziom stresu również jest na odpowiednio niskim poziomie.

Skoro nie głodówka i nie zjadanie czegoś, co się kupiło w sklepiku blisko pracy, to może najlepszym pomysłem byłoby wykorzystanie czasu w pracy na jedzenie owoców? Ludzie jedzą przecież ich zdecydowanie za mało… To też nie jest dobry pomysł. Owoce nie służą do tego, żeby się nimi zapychać, bo wprawdzie zawierają witaminy, ale też duże ilości cukrów prostych. Ktoś, kto uważa, że zdrowo się odżywia, bo kupuje kilogram gruszek i podjada je przez cały dzień, tak naprawdę źle się odżywia. Nadmiar cukrów prostych doprowadzi do tego, że rozhuśtamy gospodarkę cukrową w organizmie i przez to będziemy nieustannie głodni. Owoce są wskazane na początku dnia, nigdy na kolację. Po pracy koniecznie zjedzmy ciepły posiłek.

Czyli nie ma wyjścia – trzeba po prostu zawczasu pomyśleć o tym, co jutro zabierzemy do pracy… …dodam jeszcze, że najważniejsza jest konstrukcja naszego posiłku. Kto nauczy się prawidłowej konstrukcji, będzie mógł raz na zawsze pożegnać swoje problemy żywieniowe.

Masz na myśli wyznaczanie stałych godzin posiłków? Nie. Mam na myśli prawidłowe komponowanie każdego zjadanego dania. Powinnaś nauczyć się myśleć o swoim posiłku jak dajmy na to – o konstrukcji solidnego budynku, która uniesie wszystkich jego mieszkańców. Każdy twój posiłek powinien składać się z węglowodanów, białka, warzyw i owoców. Węglowodany to na przykład razowe, ciemne, pełnoziarniste pieczywo, nieoczyszczony ryż, makaron z mąki razowej czy wafle z niełuskanego ryżu. Białka dostarczysz do swojej diety z produktów zwierzęcych lub roślinnych, takich jak mięso, ryby, jaja, sery, produkty mleczne czy warzywa strączkowe. Warzywa i owoce są z kolei nie tylko bogate w błonnik, ale też zawierają mnóstwo witamin i składników mineralnych, bez których dieta nie byłaby odpowiednio zbilansowana. W okresie jesienno-zimowym spokojnie możesz wzbogacić menu o kiszonki i mrożone warzywa.

Podasz przepis na szybkie, tanie i dobrze skonstruowane danie do pracy? Wstajesz, nastawiasz wodę i gotujesz kaszę. Na garnku kładziesz sitko, a na nim brokuły. Szykujesz się spokojnie do pracy, a w tym czasie robi się danie. Gotową kaszę i brokuły przekładasz do pudełka, dokładasz tuńczyka, łososia lub mięso drobiowe. Do tego zabierasz dodatkową porcję warzyw. Tanio, szybko i zdrowo.

I stało się jasne, dlaczego nie dałaś się zdenerwować moimi pytaniami… Ty też nie będziesz się niczym denerwować, jeżeli twoja dieta będzie odpowiednio zbilansowana. To, co jemy, wpływa na kondycję fizyczną i psychiczną. Jeśli nie dostarczamy swojemu mózgowi dobrego paliwa, pozbawiamy go energii, potrzebnej nie tylko do myślenia, ale i kontroli emocji.

Aneta Łańcuchowska-Jeziorowska specjalistka ds. żywienia, dyplomowana dietetyczka. Właścicielka Poradni Dietetycznej „hälsa”, blogerka kulinarna, propagatorka zdrowego, smacznego jedzenia. Autorka książki „Zdrowe wody, czyli pyszne wody smakowe i izotoniki” (Wydawnictwo Zwierciadło). 

  1. Psychologia

Jak nauczyć dziecko reagować na przemoc ze strony rówieśników?

Rówieśnicy są dziecku niezbędni do prawidłowego rozwoju. Dlatego, gdy w jego środowisku pojawia się problem przemocy, bardzo ważne jest właściwe podejście i rozwiązanie problemu. (fot. iStock)
Rówieśnicy są dziecku niezbędni do prawidłowego rozwoju. Dlatego, gdy w jego środowisku pojawia się problem przemocy, bardzo ważne jest właściwe podejście i rozwiązanie problemu. (fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęć
Dziecko samo z siebie nie wie jak się prawidłowo reaguje na przemoc. Nauczy się tego po reakcji rodziców. To wy wysyłacie informację, co trzeba robić, a co ważniejsze - co trzeba o sobie myśleć.

Dziecko samo z siebie nie wie, jak się prawidłowo reagować na przemoc. Nauczy się tego po reakcji rodziców. To wy wysyłacie informację, co trzeba robić, a co ważniejsze - co trzeba o sobie myśleć.

Dziecko, które doświadcza przemocy, rodzice instynktownie chronią. Przepełnione miłością i troską działania często przybierają formę spędzania z dzieckiem niemal całego dnia; jest ono odprowadzane do szkoły, zabierane zaraz po ostatniej lekcji, organizuje mu się różne atrakcje i tym samym jeszcze bardziej alienuje ze środowiska rówieśniczego. Nadopiekuńczość nie ma dobrych stron w żadnej sytuacji. Jeśli rodzice mają silną potrzebę ochrony dziecka, lepiej się wyprowadzić (nawet jeśli to naraża rodzinę na spore koszty i zamieszanie), ale nigdy nie zastępować sobą świata kolegów — niezbędnego do prawidłowego rozwoju.

Wszystko zależy od ciebie

Poniżej wskazówki, które warto mieć na względzie, mierząc się z problemem przemocy:
  • Nie zmienisz zachowania innych dzieci w klasie twojego dziecka, nie zapobiegniesz agresji. Jedyne, co możesz pokazać dziecku, to jak na nią reagować i wytłumaczyć skąd się bierze.
  • Zapytaj, co się stało i spokojnie wysłuchaj. Nie wierz we wszystko. Pamiętaj, o czym dziecko starsze już wie: nie warto od razu przyznawać się, że to była sprzeczka, a nie jednostronne pobicie.
  • Nie przesłuchuj dziecka („O której to było? Kto to widział? A gdzie była pani? Pokaż mi, jak on cię kopnął”). Pozwól mu spokojnie opowiedzieć to powoli, swoimi słowami, z uwzględnieniem tylko tych rzeczy, które dla niego były ważne.
  • Nie podsuwaj dziecku gotowego scenariusza: „Ty tylko stałeś, a on zaczął bez żadnego powodu, tak?”. Dziecko, zdając relację z takiego zdarzenia, jest wytrącone z równowagi. Żeby sprawę szybciej zamknąć, potwierdzi wszystko, co tylko ty chcesz usłyszeć!
  • Zapytaj, co chce teraz zrobić. Być może dziecko wzruszy ramionami i powie: „Nic, przecież bez przerwy ktoś się z kimś bije”. Nie pochwalaj tego, zrób pogadankę na temat szkodliwości wszelkich form agresji, ale zrozum, że jeden incydent nie zrobi dziecku krzywdy.
  • Jeśli dziecko doświadczyło poważnej szkody (jest na przykład ranne) idź do szkoły, ale nigdy w charakterze prokuratora. Zgłoś problem, a nie żądaj najwyższej możliwej kary. Uważaj na swoją postawę. Dość często okazuje się, że twoje dziecko nie było takie całkiem niewinne, a w połowie wypadków to ono wszczęło bójkę, sprzeczkę i jego zachowanie też pozostawia wiele do życzenia.
  • Jeśli rozbierasz włos na czworo, masz do dziecka pretensje, obarczysz je winą, że niepotrzebnie podeszło, powinno zareagować inaczej itd. — twoja agresywna reakcja wyrządzi więcej emocjonalnej szkody niż samo zajście, bo dziecko poczuje, że nie jesteś po jego stronie, że masz pretensje o coś, na co ono nie miało wpływu. Zrozumie, że nie sposób cię zadowolić.
  • Oskarżanie dziecka, ostra interwencja w szkole, pretensje wobec agresora i jego rodziców, a nawet samodzielne ukaranie sprawcy jest typowym zachowaniem człowieka wzburzonego. Gdy buzują w nas emocje, mamy silną potrzebę działania. Chcemy coś zrobić, mieć poczucie, że walczymy o dziecko, że go bronimy. Wielu rodziców idzie do szkoły z pretensjami, bo uważa, że jeśli tego nie zrobi, zyska sobie opinię niezainteresowanego, patologicznego, nieczułego rodzica.
  • Pamiętaj, żeby twoja reakcja nie obciążyła nadmiernie dziecka. Nie przynieś mu wstydu i nie skonfliktuj go z kolegami na dobre. Pamiętaj, że gdy ty — zadowolony, że „nie dasz swojemu dziecku zrobić krzywdy” — po ostrej interwencji wyjdziesz ze szkoły, ono będzie musiało nadal egzystować w swojej klasie.
  • Zawsze gdy chcesz pilnie interweniować w sprawie dziecka (zwłaszcza dziecka powyżej dziesiątego roku życia), pomyśl co by było, gdyby do ciebie do pracy przyszła twoja siostra i zrobiła koleżance awanturę, że jest dla ciebie niemiła albo popchnęła cię, biegnąc do bufetu.

Przemoc długoterminowa

Jeśli dziecko jest w szkole szykanowane i doświadcza przemocy długoterminowo, należy dać mu możliwie najsilniejsze wsparcie:
  • Miej dla dziecka czas, bądź do jego dyspozycji, zapewnij mu w domu obszar całkowitego bezpieczeństwa
  • Rozmawiaj o tym z dzieckiem, ale nie oskarżaj, że dopiero teraz ci mówi. Ono się bało ujawnić prawdę, ponieważ było zastraszone; agresor zawsze grozi, że najważniejsze to nikomu nic nie mówić. Ofiara, zwłaszcza małe dziecko, wierzy we wszystkie groźby, bardzo się nimi przejmuje i żyje w obawie, że jeśli się poskarży, to tylko pogorszy jego sytuację. Dlatego zamiast mówić:„Czemu mi nie powiedziałeś?”, daj dziecku nagrodę: „To bardzo mądrze, że mi o tym powiedziałeś”.
  • Zaproponuj jakieś możliwe do realizacji rozwiązanie, na przykład, żeby mijało agresora, żeby starało się nie przebywać samo.

Technika pozbawiania mocy

  • Małoletnia ofiara przemocy jest przekonana, że agresor jest znacznie silniejszy niż jest w rzeczywistości. Warto pokazać, że się myli, że agresor to takie samo dziecko jak wszystkie inne.
  • Mów o agresorze jego zwyczajnym imieniem. Wszyscy w rodzinie wymyślcie, co można zrobić, żeby nie traktować go jak kogoś niezwykłego.
  • Poproś dziecko, żeby stanęło przed lustrem i powiedziało: „Nie boję się nikogo”. Stań koło niego i postawą dawajcie do zrozumienia, że się nikogo nie boicie. Pokaż dziecku, że za pomocą odpowiedniego trzymania brody i odpowiedniej postawy ciała może się wydawać znacznie większe niż jest w rzeczywistości. Nawet siedmiolatek zobaczy różnicę w wyglądzie kogoś, kto się boi i tego, kto się nie boi.
  • Namów dziecko, żeby w razie kłopotów krzyczało wniebogłosy. Razem naróbcie sporego wrzasku i poćwiczcie okrzyki: „Odejdź! Puść mnie!”.
  • Możecie też subtelnie ponaśmiewać się z agresora: „Ale zbyt ładny to on nie jest”. Nie jest to zachowanie wychowawcze, ale przy takim problemie bardzo ofierze potrzebne.
  • Naucz dziecko nie odwracać wzroku. Patrzenie ludziom w oczy odbiera im część odwagi i jest najlepszym sposobem okazywania odwagi własnej. Proś dziecko, żeby patrzyło w oczy wszystkim osobom, z którymi ma kontakt. Nie nabędzie tego nawyku od razu, ale niech zacznie od dwóch osób dziennie, a z czasem patrzenie w oczy podświadomie przekuje się w pewność siebie.
  • Pokaż dziecku moc słów: „Nie zgadzam się! Puść mnie! Odejdź! Daj mi przejść! Mam na imię Michał!”.
  • Koniecznie zadbaj, aby dziecko miało jakiś inny punkt oceny samego siebie w postaci kolegów, które je lubią. Gdy jesteś nielubiany tylko w jednym środowisku, to jeszcze nie dramat. Dramat zaczyna się, gdy to twoje jedyne środowisko rówieśnicze. Dbaj więc, by dziecko w każdym wieku miało kolegów spoza szkoły: sąsiadów, kuzynów, dzieci waszych znajomych, kolegów z poprzedniej szkoły. To bardzo cenna odskocznia od trudnych szkolnych relacji.
  • Na pewno nie jest błędem zabranie dziecka z obszaru oddziaływania agresora. Jest to często znacznie lepszy pomysł niż zmuszanie osłabionego psychicznie doświadczaną przemocą człowieka, aby koniecznie „postawił się” agresorowi. Najważniejsze jest, żeby dziecko odzyskało poczucie bezpieczeństwa.

Dziecko może być zamieszane w przemoc w trzech rolach: agresora, ofiary i świadka przemocy. Każda z nich niesie za sobą możliwość obciążenia emocjonalnego i chociaż z punktu widzenia rodzica najbardziej martwimy się, gdy dzieci są ofiarami przemocy, warto zdawać sobie sprawę, że obciążenia wynikające z tego, że widziało się zło, a nic się nie zrobiło, mogą odbić się na przyszłym życiu dziecka nawet bardziej niekorzystnie niż bycie ofiarą.

  1. Materiał partnera

Top Employers Polska 2021: 12. edycja Programu w Polsce – 67 laureatów

(Fot. materiały pratnera)
(Fot. materiały pratnera)
Zobacz galerię 1 Zdjęć
Dwunasta edycja programu wyłoniła 67 laureatów – liderów w dziedzinie zarządzania zasobami ludzkimi.

Top Employers Institute od 30 lat bada pracodawców na całym świecie pod kątem prowadzonej przez nich polityki personalnej. Tytuł Top Employer otrzymują tylko firmy, które pozytywnie przejdą szczegółowe badanie i proces weryfikacji. W 2021 roku Top Employers Institute przyznał ten tytuł prawie 1700 organizacjom w 120 krajach.

Wśród laureatów są 2 organizacje, które są w programie od 12 lat, 25 firm nieprzerwanie od minimum 5 lat przystępuje corocznie do weryfikacji swoich strategii i polityk HR, zaś 10 organizacji to nowi uczestnicy. 47 organizacji spośród certyfikowanych 67 uzyskało prawo do posługiwania się nie tylko certyfikatem Top Employer Polska, lecz również Top Employer Europe. Top Employers 2021 pozytywnie wpływa na życie ponad dwustu tysięcy pracowników w Polsce.

Jak wynika z badania w tym roku głównym priorytetem dla polskich pracodawców są zmiany organizacyjne i kulturowe, na drugim miejscu - zaangażowanie pracowników, zaś na trzecim – rozwijanie umiejętności przywódczych.

Top Employers Polska 2021 (w kolejności alfabetycznej):

Accenture Polska, Alcon Polska, Alstom w Polsce, Amadeus Polska Sp. z o.o., Angelini Pharma Polska Sp. z o.o., ANWIL S.A., AstraZeneca Pharma Poland Sp. z o.o., Bank Gospodarstwa Krajowego, Bank Pekao S.A., bioMérieux Polska Sp. z o.o., BNP Paribas Bank Polska S.A., Boehringer Ingelheim, British American Tobacco Trading Polska, C.H. Robinson Polska S.A., Capgemini Polska Sp. z o.o., CHEP Polska, Chiesi Poland, Coca-Cola Poland Services Sp. z o.o. , DHL Express (Poland) Sp. z o. o., DHL Global Forwarding Poland, DHL Parcel Polska, EDP Renewables Polska, Electrolux Poland Sp. z o.o., Elica Group Polska, Emitel S.A., Faurecia Automotive Polska S.A., Grupa Kapitałowa PKP Energetyka, Grupa Saint-Gobain w Polsce, GroupM Poland, HCL Poland sp. z o.o., Huawei Polska Sp. z o.o., ifm ecolink Sp. z o.o., Imperial Brands w Polsce, ING Bank Śląski S.A., ING Tech Poland, ista Shared Services Polska, JTI Poland, KARMAR S.A., Kaufland Polska Markety Sp. z o.o. Sp. k., Lafarge, Lek S.A. Grupa Novartis, Lidl Polska, Makro Polska, Marelli (Polska), Medtronic Poland Sp. z o.o., Mercer, Mleczarnia Turek, MSD Polska, NatWest Polska, Nationale-Nederlanden, Novartis Poland, Orange, PageGroup, PepsiCo Consulting Polska Sp. z o.o., Perfetti Van Melle Polska Sp. z o.o., Polski Koncern Naftowy ORLEN S.A., PKO Bank Polski, Provident Polska S.A., PwC Polska, Sandoz Polska, SANOFI, Santander Bank Polska S.A., Santander Consumer Bank S.A., SAP Polska, Takeda Pharma; Takeda SCE, Worldline, Whirlpool Poland.

O Top Employers Institute: Top Employers Institute jest organizacją globalną, której celem jest wskazywanie pracodawców, dbających w możliwie najlepszy sposób o swoich pracowników. Siedziba główna TEI znajduje się w Amsterdamie, zaś 11 biur zlokalizowanych jest na całym świecie.