1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Styl Życia

Turcja – ludzie, kultura i obyczaje

Widok na Stambuł i cieśninę Bosfor od strony meczetu Hagia Sophia (Fot. Türkiye Tourism Promotion and Development Agency)
Odwiecznie rozdarta między tradycją a nowoczesnością, Azją a Europą, islamem a świeckością – współczesna Turcja jest prawdziwym tyglem kulturowym. Nic dziwnego, że przyciąga turystów z całego świata. Przyjeżdżają tu nie tylko z powodu pysznego jedzenia, luksusowych kurortów czy egzotycznego klimatu, ale też dla serdecznych, ciepłych i lekko ekscentrycznych mieszkańców.

Kebab, fajka wodna, rachatłukum. Piękne plaże Antalyi, magiczna Hagia Sophia, lot balonem w Kapadocji. Emocjonujące seriale ze „Wspaniałym stuleciem” na czele. Pachnące przyprawami bazary, słynne hammamy i toalety typu „alaturka”. Dla bardziej wtajemniczonych – sufizm i taniec derwiszów. Ale też powszechna rodzinność i religijność. Te wszystkie luźne skojarzenia na temat Turcji, choć zgodne z prawdą, ledwie muskają obraz tego niesamowitego kraju i jego mieszkańców.

Taniec derwiszów w Galata Mevlevihanesi Müzesi (Fot. Türkiye Tourism Promotion and Development Agency)

Kiedy przyjechałam tu po raz pierwszy, z okazji Beyoğlu ve Başkent Kültür Yolu Festivali (Trasa Kultury Beyoğlu i Stolicy), przypadających na koniec maja i obejmujących około 2000 wydarzeń kulturalnych, zobaczyłam tak naprawdę wiele twarzy Turcji. Każda z nich była inna i barwna. Weźmy choćby tutejszy – nieznośny dla mnie – zwyczaj palenia papierosów w miejscach publicznych (mimo zakazów). Albo ogromną gościnność i otwartość. Aromatyczną kawę i herbatę po turecku. Bezdomne psy i koty, dla których sklepikarze wystawiają miski z wodą i karmą, a w największe upały dają schronienie w klimatyzowanym wnętrzu. (Polecam film „Kedi – sekretne życie kotów” opowiadający o tysiącach futrzanych mieszkańców Stambułu). Zapierające dech w piersiach meczety i przejmujący śpiew muezinów, ale też nowoczesną architekturę, koncerty symfoniczne i operowe czy wystawy. No i absolutne zakręcenie na punkcie ojca narodu, Atatürka, którego portrety wiszą tu w każdej restauracji, w każdym sklepie i w każdej instytucji kulturalnej. Pomyślałam, że chcę dowiedzieć się więcej na temat tureckiej duszy.

Najmodniejsza ulica w mieście – İstiklal Caddesi, czyli Aleja Niepodległości w Stambule (Fot. Türkiye Tourism Promotion and Development Agency)

Budynek CSO ADA Ankara, siedziba jednej z najstarszych orkiestr symfonicznych na świecie (Fot. Türkiye Tourism Promotion and Development Agency)

Nowoczesna biblioteka w Atatürk Cultural Center w Stambule (Fot. Türkiye Tourism Promotion and Development Agency)

Dwa na „nie”, reszta na „tak”

Marcelina Szumer-Brysz, dziennikarka i reporterka, autorka książek „Wróżąc z fusów. Reportaże z Turcji” oraz „Izmir. Miasto giaurów”, dzieli swoje życie pomiędzy Polskę i Turcję. Ale gdyby to od niej zależało, mieszkałaby w Turcji na stałe.

– Pierwszy raz, jadąc do Turcji na zwykłe, hotelowe wakacje, nie wiedziałam o niej wiele. Jedynie tyle, ile nauczyłam się na historii, czyli o fantastycznym Bizancjum czy pięknych mozaikach w Hagii Sophii. Znałam też historię – jak się okazuje, raczej legendę – mającą świadczyć o wielkiej sympatii osmańskiego sułtana do Polski, której rozbiorów – jako jedyny władca w Europie – nie uznał. A przez następne sto lat kolejni sułtani podczas oficjalnych międzynarodowych spotkań mieli pytać regularnie o to, gdzie jest poseł z Lechistanu. Takie rzeczy o Turcji wiedziałam, ale o teraźniejszości tego kraju – prawie nic. Pytanie, jakie zadałam pewnej Turczynce w jednej z nadmorskich miejscowości, brzmiało zatem: co ty robisz sama w knajpie bez chusty? Na co ona zapytała: a gdzie wcześniej byłaś na wakacjach? W Egipcie – odparłam zgodnie z prawdą.

Turczynka przewróciła oczami i dała Marcelinie wykład na temat współczesnej Turcji mniej więcej od Mustafy Kemala Atatürka.

– Tak naprawdę zakochałam się w języku tureckim, i to od pierwszego usłyszenia, ale też w tym, jacy Turcy są: serdeczni, pełni ciepła, życzliwości i uśmiechnięci. Wróciłam do Polski i zapisałam się na kurs języka. Zaczęłam też regularnie przyjeżdżać do znajomych, których tu poznałam. Cztery lata potem wyszłam za mąż za Turka. Wydawało mi się, że na tyle poznałam tutejsze zwyczaje i mentalność, że poradzę sobie z tureckim mężczyzną, ale trochę mnie to przerosło – śmieje się Marcelina.

Z typowych dla Turków i Turczynek cech, które – na potrzeby naszej rozmowy – wypisała sobie na kartce, tylko dwa punkty są na „nie”. Cała reszta jest na „tak”. – Turcy są bardzo porywczy, w mig potrafią się zdenerwować, a jak się obrażają, to konkretnie. Drugi problem dotyczy silnego uwikłania w relacje rodzinne. Opowiem o tym na przykładzie mojego byłego męża. Był tak sklejony ze swoją matką, że nie tylko nie chciał się od niej wyprowadzić, ale też nie potrafił jej się przeciwstawić w żadnej sprawie, nawet tak banalnej jak ta, czy będziemy używać czajnika zwykłego czy elektrycznego. Zwykły cały czas nam się palił, bo za długo zostawał na kuchni. A że czajnik to w Turcji sprzęt podstawowy ze względu na turecką herbatę, kupiliśmy elektryczny, który z kolei nie spodobał się teściowej – wspomina Marcelina. Nie twierdzi, że taka postawa mężczyzn jest w Turcji powszechna, ale zdarza się często. Chłopcy są tu po prostu tak wychowywani, hołubieni przez matki, że do końca życia pozostają z nimi w bliskiej, wręcz symbiotycznej relacji. – Kiedy na dworze sułtana rodził się chłopiec, było siedem wystrzałów armatnich. Kiedy dziewczynka, to tylko trzy. Do tej pory to jest żywe – tłumaczy.

Życzliwość, nie wścibstwo

Czym zatem mieszkańcy i mieszkanki Turcji uwodzą? – Bardzo lubię ich pewną właściwość, którą można by zamknąć w stwierdzeniu: „zasady są po to, by je łamać”. Dotyczy to zarówno jazdy samochodem czy parkowania, jak i – że tak to nazwę – prób ułatwiania sobie życia. Czyli: przepisy przepisami, ale jesteśmy przede wszystkim ludźmi – mówi Marcelina, wspominając jeden z wyjazdów, podczas którego tak się rozchorowała, że ofiarność farmaceuty niemal uratowała jej życie. Widząc jej stan, objechał na rowerze wszystkie okoliczne apteki, szukając antybiotyku, mimo że nie miała na niego recepty.

Obchodzenie zasad dotyczy też tak ważnej dla Turków kwestii jak papierosy. Choć 10 lat temu wprowadzono zakaz palenia w restauracjach i przestrzeni publicznej, tak naprawdę nikt go nie przestrzega. Turcy palą wszędzie – na ulicy, przy dzieciach, nawet od razu po wyjściu z samolotu.

Marcelinę rozczula ich podejście do dzieci. Ujęło ją jeszcze, zanim sama została matką, a teraz podoba jej się w dwójnasób. – Dziecko w Turcji, ale też we wszystkich krajach, gdzie dominuje islam, jest darem od Allaha. Może dlatego Turcy są tak cierpliwi. Na własne oczy widziałam, i to nieraz, jak w zatłoczonej restauracji, gdzie kelnerzy lawirują pomiędzy stolikami, na widok dzieci bawiących się samochodzikami na podłodze u ich stóp odstawiali tacę i głaskali je po główkach. Tutaj kiedy rodzi się dziecko w szpitalu, drzwi sali, na której leży mama z noworodkiem, są ozdobione wstążkami i balonikami – i rzecz dotyczy nie tylko szpitali prywatnych, ale i państwowych.

Coś, co u nas uznalibyśmy za wścibstwo, w Turcji jest objawem życzliwości. – Musimy się tu liczyć z tym, że padną pytania: ile zarabiasz? Ile zarabia twój tata? I to często zadane przez prawie zupełnie obcych nam ludzi – ostrzega Marcelina. Nie powinniśmy się na to złościć czy obrażać, bo zaciekawienie drugim człowiekiem jest przejawem wysokiej kultury osobistej. – Tutaj się dużo rozmawia, pyta, zauważa, komentuje. Nie zapytać o kwestie osobiste to w Turcji ayib, czyli wielki wstyd, coś nieeleganckiego – tłumaczy. I dodaje, że jej na początku trudno było się z tym oswoić. Podobnie jak z tym, że Turcy rozmawiają otwarcie o szczegółach zabiegów chirurgicznych czy stanie zdrowia krewnych.

Burkini czy bikini?

Orhan Pamuk w wywiadzie dla „Polityki” kilka lat temu mówił: „Mamy w Turcji dwie postawy: jedną bardziej liberalną, choć nie powiedziałbym, że lewicową, drugą bardziej konserwatywną, państwową, wojskową, a niekiedy fundamentalistyczną”. Marcelina potwierdza, że podziały są obecne w społeczeństwie, natomiast nie jest tak, że między tymi dwiema frakcjami wyrósł mur nie do przebicia. – Często jest tak, że liberalne dziewczyny w dżinsach i z kolorowymi włosami przyjaźnią się z dziewczynami w chustach, które noszą tuniki i wkładają burkini zamiast bikini – mówi. – Przecież ci ludzie ze sobą pracują, wspólnie jadają w restauracji, chodzą na te same pikniki i głosują na te same partie. Bo też nie jest tak, że wszyscy konserwatyści są za Erdoganem. Zresztą partii w Turcji jest multum.

Nawet jeśli odłożymy na bok politykę, nie da się nie zauważyć, że historia przenika tu nadal wiele sfer życia. Na przykład mimo że Atatürk próbował delikatnie wyrugować ze świadomości nowoczesnych Turków historię imperium osmańskiego, to ona nadal jest obecna i mocno akcentowana przez dzisiejsze władze. Zresztą i sam ojciec narodu jest żywy w ich pamięci. Dzieci w szkołach nadal uczą się wierszyków o nim i jeżdżą na wycieczki klasowe do mauzoleum w Ankarze, gdzie można zobaczyć m.in. jego wypchanego psa, ubrania, w których chodził, czy gabinet z jego woskową figurą, a w sklepiku muzealnym kupić puzzle, zegarek czy śpioszki dla dziecka z jego podobizną. – Gdyby można było porównać kult, jakim cieszy się w Turcji Atatürk, do zasłużonej postaci w Polsce, to byłby to chyba tylko Jan Paweł II, który i tak ostatnimi czasy został trochę strącony z piedestału – mówi Marcelina. – O skali uwielbienia świadczy choćby fakt, że kiedy kilka lat temu na terenie przed Anıtkabir, czyli wspomnianym mauzoleum, zainstalowano plac zabaw (wychodząc z założenia, że skoro przyjeżdża tu dużo dzieci, będzie stanowił ciekawą rozrywkę) – mieszkańcy nazwali go profanacją, więc po tygodniu zniknął.

Anıtkabir, mauzoleum Atatürka (Fot. Türkiye Tourism Promotion and Development Agency)

Dziś, kiedy Turcja ponownie wraca do idei państwa wyznaniowego, myśl polityczna Atatürka wydaje się zaskakująco nowoczesna. Już 100 lat temu rozumiał potrzebę oddzielenia władzy od religii a jedną z wprowadzonych przez niego reform było nadanie praw kobietom, w tym prawa do uczenia się i uczestniczenia w życiu publicznym.

– W Turcji wciąż legalna jest aborcja, Turczynki mają pełen dostęp do antykoncepcji i pigułek „dzień po”, nie trzeba na nie mieć nawet recepty. To jest jedna strona medalu – mówi Marcelina. – Druga strona to niestety systematyczny wzrost przemocy wobec kobiet. Próbowano to tłumaczyć większą wykrywalnością przestępstw i być może jest coś na rzeczy, co nie zmienia faktu, że zabójstw kobiet z roku na rok przybywa. W zeszłym roku przez brata, ojca czy byłego męża zostało zabitych około 400 kobiet, co daje więcej niż jedno zabójstwo dziennie. Początkowo kojarzyłam to z tzw. zabójstwami honorowymi w bardzo radykalnych środowiskach, gdzie pewne zachowania mogą być uważane za splamienie honoru rodziny, ale okazuje się, że często jest to zwyczajna zemsta za rozwód czy rozstanie – dodaje.

Są też optymistyczne przykłady. Marcelina rozmawiała z Itri Bağdadi, naukowczynią i kierowniczką departamentu Badań nad Kobietami Izmirskiego Uniwersytetu Ekonomicznego. – Powiedziała mi, że kobiety w Turcji są bardzo dobrze zorganizowane, jeśli chodzi o protesty i walkę o swoje prawa. Choć nie zawsze im się to udaje, jak chciażby w wypadku wypowiedzenia rok temu przez Turcję konwencji stambulskiej, to są w stanie porozumieć się ze sobą i współpracować. A na przykład w Izmirze, który jest miastem uniwersyteckim, na protesty w obronie praw kobiet chodzą z nimi ich koledzy z roku. Co mnie bardzo cieszy, bo wierzę, że kiedy mentalność mężczyzn się zmieni, inna będzie też rzeczywistość kobiet.

Tu jest Turcja

Co trzeba podkreślić, Turcy nie celebrują porażek, tak jak robimy to w Polsce; u nich święta narodowe są radosne i zawsze zwycięskie. Idea jest taka, by podsycać w ludziach dumę z tego, że są Turkami. – No i bardzo pamiętają o swoich bohaterach – dodaje Marcelina. – Co roku, kiedy przypada rocznica śmierci policjanta, który próbował powstrzymać terrorystów usiłujących wysadzić sąd w Izmirze w 2017 roku, wspominają go wszyscy politycy a gazety publikują o nim artykuły. Dotyczy to też żołnierzy, którzy zginęli w starciach w Syrii, Iraku czy Afganistanie. Zwrócił na to uwagę mój obecny mąż. Jest żołnierzem i podczas misji stracił wielu kolegów, których nikt z polskich polityków dzisiaj już nie wspomina.

Dwie najważniejsze daty dla Turków to 29 maja – tego dnia w 1453 roku sułtan Mehmed II podbił Bizancjum, tym samym kończąc istnienie Cesarstwa Wschodniego z siedzibą w Konstantynopolu (dzisiejszy Stambuł). Oraz 29 października – Dzień Republiki – tego dnia w 1923 roku Atatürk proklamował Republikę Turcji, kończąc tym samym istnienie imperium osmańskiego. Przewodnik, z którym zwiedzaliśmy Stambuł, mówił, że nie bez powodu flaga turecka przedstawia morze krwi, w którym odbijają się księżyc i gwiazdy. – Koncepcja walki, wojny i bohaterstwa jest im bardzo bliska. Turcy byli najpierw pasterzami krów i owiec, ale potem z pasterzy zamienili się w wojowników – mówi Marcelina. – Atatürk też był żołnierzem i genialnym strategiem. Jeden z bohaterów mojej książki, pan Hamza, żartował, że ze swoimi kolegami z wojska proklamował republikę właśnie po to, by miał im kto wypłacać emeryturę. Żart żartem, ale coś w tym jest.

Armia turecka nadal jest potęgą, według niektórych źródeł jej potencjał bojowy stawia ją na drugim miejscu w NATO, za Stanami Zjednoczonymi.

Mieszkańców Turcji – tak jak zresztą wszystkie nacje – najbardziej wyróżniają jednak ich dziwactwa. Na przykład teorie spiskowe, które stanowią tutejszy sport narodowy. – Ludzkie pojęcie przechodzi, co są w stanie wymyślić. Dość powiedzieć, że Izrael i Ameryka często się w tych teoriach przeplatają – śmieje się Marcelina. A skoro jesteśmy przy sporcie, największe działa są jednak wytaczane podczas rozmów na temat piłki nożnej. Kiedy spytałam naszego przewodnika o to, jaki klub jest najlepszy w Stambule, odpowiedział dyplomatycznie: „Najlepszy?! To kwestia dyskusyjna. Zależy, co uznamy za sukces”. Zwykle jeśli chodzi o kibicowanie konkretnym zespołom, Turcy są lokalnymi patriotami. Ważne mecze zatrzymują ruch na kilka godzin, a transmisje są wyświetlane praktycznie w każdej knajpie.

Jeszcze jedna ważna cecha: Turcy niczemu się nie dziwią, nawet największym absurdom. Mój przewodnik mówił na to: „turkish style”, Marcelina przywołuje inne, ulubione powiedzenie tutejszych mieszkańców: „burası Türkiye” („tu jest Turcja”), czyli: tu wszystko jest możliwe. – Na przykład jest przepis o wożeniu dzieci w fotelikach samochodowych, tymczasem ostatnio zatrzymano policjanta wiozącego na kolanach kilkuletnie dziecko, które udawało, że kieruje samochodem. I jechał z nim zwykłą publiczną drogą – opowiada Marcelina. – Ja sama, która tak dużo wiem już o Turcji, codziennie uczę się czegoś nowego. Dlatego doskonale rozumiem, że ktoś, kto jest tu pierwszy raz, może mieć totalny zawrót głowy i problem z pojęciem, o co tu tak naprawdę chodzi. Proszę mi wierzyć, że im głębiej się w to wchodzi, tym jest trudniej. I to właśnie jest w tym kraju najbardziej fascynujące!

Zapraszamy do słuchania podcastu Moniki Stachury i Tomasza Sobierajskiego „Kraje i obyczaje”. Podcast dostępny jest na Spotify, Apple Podcasts, Google Podcasts oraz na zwierciadlo.pl.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze