1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Styl Życia

Uzdrowiska – tu czas płynie wolniej

Balneologia to jedna z najstarszych metod leczenia, która wykorzystuje przede wszystkim działanie wód podziemnych. (Fot. iStock)
Balneologia to jedna z najstarszych metod leczenia, która wykorzystuje przede wszystkim działanie wód podziemnych. (Fot. iStock)
„Na deptaku w Ciechocinku od lat płynie życie, moda, ludzie i czas wreszcie byłoby pomyśleć o tym, by podleczyć tu i świat…”, śpiewała kiedyś brawurowo Danuta Rinn. Może tekst trąci myszką, ale moda na polskie uzdrowiska powraca. Wody mineralne, mikroklimat i powolny rytm dnia pozwalają zregenerować siły lepiej niż wakacje w tropikach.

Może ogarnęła mnie nostalgia, a może z powodu zmęczenia zaczęłam myśleć ostatnio o „wyjeździe do wód”. Kilka dni później koleżanka, młodsza ode mnie, powiedziała, że stara się o skierowanie do sanatorium. Dziś taka deklaracja wzbudza zdziwienie, bo uzdrowiska kojarzą się z turnusami dla emerytów lub osób poważnie schorowanych. Jednak nie zawsze tak było. Historia polskich uzdrowisk jest bogata i barwna. Nie musimy niczego zazdrościć Baden-Baden czy Vichy.

Balneoterapia historia

Jak głosi legenda, pierwszym polskim uzdrowiskiem był Inowłódz. To właśnie tam miała zajść w ciążę żona Władysława Hermana, latami borykająca się z problemem niepłodności. Jej upragniony syn otrzymał imię Bolesław, a historia nadała mu przydomek Krzywousty. Prawdziwa moda na uzdrowiska przyszła jednak tysiąc lat później. W latach międzywojennych zdrojowiska tętniły życiem. O tych czasach opowiada książka „Uzdrowiska polskie”, która jest swoistym przewodnikiem po zapomnianym świecie polskich kurortów. Opisane są tu wciąż popularne miejscowości – Ciechocinek, Krynica czy Wisła, ale też te o egzotycznie dziś brzmiących nazwach – Morszyn, Niemirów, Zaleszczyki. Przyjeżdżający po zdrowie pili wody mineralne: truskawiecką naftusię, gorzką ze źródeł w Morszynie, zubera (najsilniejszą w Europie alkaliczną wodę z Krynicy) i rabczańską solankę.

Popularny w całym kraju był morszyński borowinowy zakład doktora Tarnawskiego, a krynicką Patrię odwiedzano, by zaznać luksusów i spotkać jej właściciela – Jana Kiepurę. O świetności wielu z ówczesnych miejscowości wypoczynkowych świadczą niemi świadkowie – zachowane do dzisiaj pałacowe budynki z przełomu XIX i XX wieku czy eleganckie modernistyczne sanatoria zbudowane w latach 20. i 30. XX wieku. We wstępie do publikacji „Uzdrowiska polskie”, przewodnika po sanatoriach z 1932 roku, znalazłam zaskakująco aktualne uzasadnienie, dlaczego niemal każdy potrzebuje skorzystać z turnusu. „Złożyło się na to wiele przyczyn. Życie stało się trudniejsze, jednostka jest zmuszoną więcej pracy wydobyć ze siebie, aby się utrzymać na powierzchni bytu. Możności użycia owoców kultury rozszerzyły się na nowe dziedziny. Chęć użycia, ambicje różnorodnych powodzeń zmuszają do wysiłku dalszego – tych, którzy osiągnęli już mierne powodzenie w życiu i przy skromnych aspiracjach mogliby się już oszczędzać w pracy. Tempo życia jest coraz zawrotniejsze, pora dzienna jednym nie wystarcza nieraz do pokonania zakreślonej pracy, drugim do użycia jej owoców, przeciwieństwa i starcia w życiu mnożą się i zaostrzają, siły ustroju zbyt często narażone są na wyczerpanie”. Czuję, że doktor Antoni Sabatowski, autor tych słów, wypisałby mi skierowanie na trzytygodniowy turnus bez mrugnięcia okiem.

Pijalnia w parku Ciechocinek, 1919–1929 (Fot. ze zbiorów NAC) Pijalnia w parku Ciechocinek, 1919–1929 (Fot. ze zbiorów NAC)

Zdrojowiska i stacje klimatyczne

Brak odpowiedniego ustawodawstwa spowodował, że przez cały XIX wiek panowała dość duża swoboda w określaniu poszczególnych miejscowości mianem uzdrowiska. „Wszystkim odkrytym źródłom charakteryzującym się wyższą temperaturą, zawierającym gazy, mającym niezwykły smak czy też odmienną barwę natychmiast przypisywano właściwości lecznicze. Powszechnie stosowano określenie zdrojowisko nawet wówczas, gdy nie było tam leczniczych wód mineralnych”, pisze Jarosław Kita w książce „Zapomniane polskie uzdrowiska”, którą wykorzystam w następne wakacje jako mapę podróży po Polsce. Odpowiednia ustawa powstała dopiero w marcu 1922 roku. I od tamtej pory możemy już na poważnie jeździć do wód.

Co to jest balneologia?

Termin „balneologia” pochodzi od dwóch słów: łacińskiego „balneum”, co oznacza „łaźnia”, oraz greckiego „logos”, czyli „nauka”. Jest to jedna z najstarszych metod leczenia, która wykorzystuje przede wszystkim działanie wód podziemnych. Stosowano ją w starożytnym Egipcie, Grecji, Rzymie, ale też w Arabii, Chinach czy Japonii, a także wielu rdzennych kulturach na całym świecie. Hipokrates pisał o leczeniu wodą już w 500 roku p.n.e. Balneologię określa się również mianem medycyny uzdrowiskowej lub przyrodolecznictwa, ponieważ wykorzystuje naturalne surowce lecznicze, takie jak: wody mineralne, peloidy (błota lecznicze, na przykład borowinę, glinkę), lecznicze gazy i walory klimatyczne.

Grupa kuracjuszy podczas kąpieli w krytym basenie solankowo-termalnym, Ciechocinek, 1936 r. (Fot. ze zbiorów NAC) Grupa kuracjuszy podczas kąpieli w krytym basenie solankowo-termalnym, Ciechocinek, 1936 r. (Fot. ze zbiorów NAC)

Balneologia zabiegi

Balneoterapia ma tak szerokie wskazania, że we wspomnianym już przewodniku z 1932 roku samo wyliczenie schorzeń, które są leczone w danym ośrodku, zajmuje stronę lub dwie. Zalecana jest szczególnie osobom z cukrzycą, nerwicą, chorobami układu krążenia, dermatologicznymi (m.in. bielactwem i łuszczycą), problemami trawiennymi czy chorobami stawów i kręgosłupa. Odpowiednia balneoterapia może też łagodzić objawy menopauzy. Minus jest taki, że aby leczenie balneologiczne przyniosło skutek, musi być stosowane regularnie przez dłuższy czas, dlatego zalecane są minimum trzytygodniowe turnusy. Może nie jest to terapia z efektem natychmiastowym, ale za to przyjemna i bez skutków ubocznych.

Podstawą większości kuracji uzdrowiskowych są kuracje pitne wodami mineralnymi. Wody te w zależności od uzdrowiska mają różny skład chemiczny. Mogą to być wody chlorkowo-sodowe, wodorowęglanowe alkaliczne, szczawy, wody niskozmineralizowane czy siarczkowo-siarkowodorowe. Choć słowo „wody” brzmi niegroźnie, nie wolno ich sobie ordynować na własną rękę, o wyborze kuracji zawsze decyduje lekarz. Drugim podstawowym zastosowaniem wód leczniczych w sanatoriach są kąpiele. Najczęściej wykorzystywane są do tego celu wody solankowe, kwasowęglowe, siarczkowo-siarkowodorowe i radonowe. Sprawdzają się przede wszystkim u pacjentów z problemami reumatologicznymi i dermatologicznymi, ale nie tylko. Z kolei solanki, wody siarczkowo-siarkowodorowe, szczawy alkaliczne i wody radonowe zalecane są do inhalacji i leczenia różnego rodzaju schorzeń przewlekłych dróg oddechowych. W ofercie uzdrowiskowych zabiegów mamy jeszcze peloidoterapię, w której wykorzystuje się głównie borowinę. Zabiegi z użyciem borowiny mogą mieć charakter kąpieli, okładów, nasiadówek, a nawet (osoby z bujną wyobraźnią niech pominą kolejne dwa wersy) doodbytniczych i dopochwowych tamponów borowinowych. Czyż nie przypomina to trochę modnych kuracji w stylu Gwyneth Paltrow?
Aerozoloterapia to kolejna procedura z uzdrowiskowego pakietu. Wykorzystuje ona lecznicze właściwości gazów: dwutlenku węgla, radonu, siarkowodoru, tlenu, powietrza i ozonu. Stosuje się je w formie inhalacji lub w celu uzyskania gazowanej wody do kąpieli. Za inhalację uznaje się również oddychanie powietrzem pochodzącym z tężni solankowych oraz po prostu oddychanie morskim powietrzem zawierająym jod.

Z kolei klimatoterapia, w zależności od lokalizacji, obejmuje kąpiele słoneczne, powietrzne, korzystanie z dobroczynnego wpływu morza (talassoterapia). Po powrocie do domu można nadal stosować na przykład inhalacje solankowe, sole do kąpieli czy maski i okłady borowinowe. Bogactwo składników organicznych w borowinie pomaga przy bólach stawów, ale też genialnie wpływa na kondycję skóry.

Lądek-Zdrój, zakład przyrodoleczniczy wzniesiony w 1680 r. na planach łaźni tureckiej (Fot. East News) Lądek-Zdrój, zakład przyrodoleczniczy wzniesiony w 1680 r. na planach łaźni tureckiej (Fot. East News)

Miejskie uzdrowisko

Choć mam ogromną ochotę na długie nicnierobienie w ciepłych źródłach mineralnych w Lądku-Zdroju czy na picie wody w zabytkowej pijalni w Szczawnie, to nie zapowiada się, żebym miała te plany wkrótce zrealizować. Mam za to fascynujące lektury, sól magnezową do kąpieli od Klaudyny Hebdy (regeneruje, koi nerwy i stawia na nogi) oraz duże ilości wody do picia. Jak powiedział mi kiedyś ajurwedyjski lekarz, jeśli możesz zrobić dla siebie tylko jedną rzecz – pij więcej wody. Myślę, że balneolog również by się z tym zgodził.



Share on Facebook Send on Messenger Share by email
Autopromocja
Autopromocja

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze