1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Styl Życia
  4. >
  5. Lato-trudny czas dla zwierząt

Lato-trudny czas dla zwierząt

123rf.com
123rf.com
Zobacz galerię 1 Zdjęć
Z szacunkowych danych Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami wynika, że w Polsce żyje 6 mln psów i 8 mln kotów. Przed nami najgorętsze miesiące roku i najwyższy czas, żeby pomyśleć o tym, jak pomóc naszym pupilom przeżyć ten trudny czas.

Badania CBOS z 2006 r. pokazują, że ponad połowa Polaków (52 proc.) uważa, iż w naszym kraju zwierzęta są dobrze traktowane. Co ciekawe, aż 95 proc. jest zdania, że właściciel nie ma prawa rozporządzania własnym zwierzęciem w dowolny sposób. Kiedy je bije lub głodzi, należy stanowczo reagować – to opinia 97 proc. respondentów.

Jednak wystarczy krótki spacer, żeby zauważyć, że lista ludzkich grzechów  jest długa. Zwyczaj pozostawiania zwierząt w zamkniętym samochodzie nagrzanym słońcem jest powszechnie piętnowany, a mimo to często można zobaczyć taki obrazek na parkingach przed centrami handlowymi czy biurowcami. Naprawdę trudno wytłumaczyć to barbarzyńskie zachowanie czymś innym niż kompletny brak wyobraźni właścicieli, którzy skazują czworonogi na znoszenie temperatury dochodzącej do 50 ˚ C.

- W upalne dni zwierząt nie powinno się zostawiać w zamkniętych pomieszczeniach bez dostępu do świeżego powietrza – przestrzega Monika Czerwińska, prowadząca hodowlę kotów rasy brytyjskiej i właścicielka sympatycznej labradorki – nasze koty mają wolierę w ogrodzie, ale podobny efekt wybiegu można osiągnąć, zakładając na balkonie specjalną siatkę – mówi.

Jednak dostęp do powietrza to nie wszystko, psu pozostawionemu na tarasie albo w ogrodzie musimy umożliwić schronienie się przed słońcem i koniecznie wodę. Pamiętajmy również, że nasz pupil reguluje temperaturę przez oddychanie, więc, zakładając ciasny kaganiec, uniemożliwiamy mu chłodzenie organizmu.

Męczące dla zwierzęcia bywa również towarzyszenie pani albo panu w niektórych zajęciach sportowych. Niedopuszczalne jest zmuszanie go, żeby biegło za rowerem. Wspólne bieganie może być dla niektórych ras przyjemne, ale tu też należy zachować rozsądek, bo np. psy rasy collie, które genetycznie mają słabe łapy, za joggingiem nie przepadają. W innych przypadkach dystans i tempo biegu powinny być dostosowane do możliwości pupila.

Zdaniem internautów dyskutujących na forum poświęconym opiece nad zwierzętami problem znęcania się nad czworonogami rozwiązałoby surowsze karanie winnych. Dobre wzory już są – w ten sposób wychowano społeczeństwo Wielkiej Brytanii, gdzie powstała pierwsza na świecie organizacja zajmująca się ochroną zwierząt. Druga zaczęła działać w będącej jeszcze pod zaborami Polsce.

Zwierzęta domowe na wakacjach

Zwierzęta spędzają większość lata w miejscu zamieszkania. Tylko jedna siódma opiekunów (według przytoczonych badań CBOS) zabiera czworonoga na urlop. W samochodzie zwierzę nie powinno podróżować luzem: dużego psa należy przypiąć specjalnymi pasami, a dla kota najbezpieczniejszy będzie  przewóz w klatce. Wioząc czworonożnych pasażerów, pamiętajmy o przystankach i o przygotowaniu wody. Jeśli nasz pupil źle znosi jazdę samochodem, to w uzgodnieniu z weterynarzem możemy mu zaaplikować ludzkie lekarstwo na chorobę lokomocyjną. Nie zapominajmy również o tym, że długa podróż w nawet najbardziej komfortowych warunkach jest dla zwierzęcia stresująca. Zamknięcie i mała przestrzeń mogą spowodować nieprzewidywalne reakcje i zachowania. Dlatego też zwróćmy uwagę, żeby w czasie postoju zwierzę mogło bezpiecznie wysiąść i pozostawało pod kontrolą opiekuna.

Absolutnie niedopuszczalne jest wożenie zwierzęcia w bagażniku niepołączonym z kabiną (tzn. jeśli nie jest to samochód combi)!

Co jeszcze mówią o Polakach przywołane badani CBOS? Do porzucenia zwierzęcia respondenci się nie przyznawali. Z hoteli dla zwierząt korzystali w niewielkim stopniu. A szkoda, bo często prowadzący je ludzie to prawdziwi miłośnicy swoich gości. Za stosunkowo niską opłatą oferują dobre warunki i opiekę – co osobiście sprawdził mój znajomy kot Bazyl.

 

 

 

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Materiał partnera

Prawidłowe karmienie psa - wiesz, jak powinno wyglądać?

(Fot. materiały partnera)
(Fot. materiały partnera)
Zobacz galerię 2 Zdjęć
Troska o zdrowie ukochanego czworonoga to podstawa, a niezbędnym tego elementem jest odpowiednie karmienie psa. Co to właściwie oznacza? Sprawdź, co powinien jeść pies, o jakich porach najlepiej podawać mu posiłki oraz w jaki sposób powinno to przebiegać!

Pies to najlepszy przyjaciel człowieka, który jest pełnoprawnym członkiem rodziny. Czy oznacza to, że we wszystkich sferach funkcjonujemy podobnie? Zdecydowanie nie! Układ trawienny oraz zapotrzebowanie na składniki odżywcze są u zwierzęcia inne niż u nas. Stąd też podawanie psu ludzkich posiłków - tego, co jemy na co dzień - nie będzie dobrym pomysłem. Karmienie psa powinno być dostosowane do jego potrzeb, a wpływ na nie ma co najmniej kilka elementów - wśród nich wymienia się:

  • masę ciała psa,
  • rasę,
  • aktywność zwierzęcia,
  • generalny stan jego zdrowia, w tym np. ewentualne alergie czy inne choroby,
  • wiek - odmienne karmy powinno podawać się szczeniętom (są one oznaczone napisem Junior, jak np. PEDIGREE® Vital Protection™ Junior), inne zaś psom dorosłym (Adult) oraz starszym (Senior),
  • stan fizjologiczny np. ciążę lub laktację,
  • rodzaj sierści - być może będzie to zaskoczeniem, lecz okazuje się, że czworonogi mające gęstszą i dłuższą sierść potrzebują dostawać posiłki z większą ilością białka.

Karmienie psa - składniki odżywcze pod lupą

Eksperci podkreślają, że psia dieta powinna zawierać w sobie około 40 różnych, niezbędnych dla prawidłowego funkcjonowania zwierzęcych organizmów, składników odżywczych. Mowa o makroskładnikach, witaminach oraz składnikach mineralnych. Co warto wiedzieć o niektórych z nich?
  • Białko - to makroskładnik, który pomaga utrzymać masę ciała zwierzęcia. Proteiny wykorzystywane są także na bieżące potrzeby energetyczne oraz wpływają na liczne funkcje, w tym odpornościowe czy regulacyjne.
  • Witamina D - to składnik, którego psi organizm nie może wytworzyć samodzielnie. Troszcząc się o swoje zwierzę, musimy więc dostarczyć go właśnie wraz z odpowiednią dietą. Dlaczego jest to tak istotna witamina? Wpływa m.in. na układ kostny naszych czworonogów, nerwowy, sercowo-naczyniowy, odpornościowy, a nawet rozrodczy.
  • Cynk - to przykład pierwiastka, bez którego nie mogłoby obyć się liczne procesy metaboliczne, jakie na bieżąco zachodzą w organizmach naszych psów. Jest on także niezwykle ważny dla skóry zwierząt - jego niedobory mogą znacznie utrudniać m.in. gojenie się ran.
Biorąc pod uwagę fakt, że wymienione tu składniki są tylko niewielkim procentem tego, czego nasze psy potrzebują, warto postawić na profesjonalne karmy. Choć byśmy bardzo chcieli, możemy mieć dużą trudność z samodzielnym komponowaniem posiłków dla naszych czworonogów, a muszą one dostawać odpowiednio zbilansowane i kompletne dania. Pełnoporcjowe karmy są w stanie to zapewnić - oddajmy więc ich przygotowanie w ręce ekspertów!

O jakiej porze dnia powinno odbywać się karmienie psa?

Ogólna wskazówka mówi, że karmienie psa powinno odbywać się dwa razy dziennie - rano oraz w godzinach popołudniowych lub wieczornych. Powinno mieć to miejsce o stałych porach, a wielkości posiłków powinny być porównywalne. Pamiętajmy jednak, że podstawą jest indywidualne podejście do naszych ukochanych psich towarzyszy. Niektóre zwierzęta mogą bowiem potrzebować częstszego karmienia, co może dziać się np. w przypadku problemów z układem trawiennym (posiłki będą wtedy mniejsze, lecz częstsze).

O czym jeszcze warto pamiętać? Karmienie psa nie powinno mieć miejsca przed spacerem, lecz minimum 20 minut po nim. Do tego nasz czworonożny towarzysz powinien mieć stały dostęp do świeżej i czystej wody. By miał siłę, energię i frajdę z codziennego odkrywania świata - a my wraz z nim!

  1. Styl Życia

Podróże ze zwierzętami - jak się do nich przygotować?

Psy w samochodzie też zapinamy specjalnymi pasami. (Fot. iStock)
Psy w samochodzie też zapinamy specjalnymi pasami. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 2 Zdjęć
Jeszcze nie tak dawno zabranie psa czy kota na wakacje było prawie niewykonalne, dziś coraz więcej hoteli i pensjonatów oferuje możliwość wypoczynku ze zwierzęciem. Jak przygotować się do takiej podróży?

Jeszcze nie tak dawno zabranie psa czy kota na wakacje było prawie niewykonalne, dziś coraz więcej hoteli i pensjonatów oferuje możliwość wypoczynku ze zwierzęciem. Jak przygotować się do takiej podróży?

  • Koty zwykle przywiązane są do miejsca, ale – nauczone od małego – mogą też z nami bez przeszkód podróżować. Trzeba je wtedy umieścić w transporterze i zapiąć go pasami bezpieczeństwa. Psy w samochodzie też zapinamy specjalnymi pasami.
  • Jeśli wybierzesz podróż pociągiem, musisz wykupić psu ważny bilet na przejazd i mieć przy sobie wykaz aktualnych szczepień. Powinien być trzymany na smyczy i mieć założony kaganiec. Jeśli którykolwiek z pasażerów się nie zgodzi na przebywanie w jego obecności, musisz zmienić przedział. Jeśli chcesz jechać z psem w kuszetce albo wagonie sypialnym, musisz wykupić wszystkie miejsca w przedziale (nie dotyczy to psów przewodników). Jeśli przewozisz psa lub kota w transporterze, potraktowany będzie jak każdy inny bagaż i nic za jego podróż nie zapłacisz.
  • Coraz więcej hoteli w Polsce i za granicą przyjmuje psy i koty, które podróżują z właścicielem, jako kolejnych gości. Wystarczy zapytać przed przyjazdem albo wrzucić w wyszukiwarce hoteli opcję „zwierzęta akceptowane”.
  • Jeśli wyjeżdżasz w miejsce, w które nie możesz zabrać swojego pupila, skorzystaj z szerokiej oferty hoteli dla zwierząt. Także całodobowe lecznice dla zwierząt mają kilka, kilkanaście miejsc przewidzianych jako „pokoje hotelowe”. Warto z wyprzedzeniem rezerwować miejsce dla pupila, to koszt rzędu 20–50 zł za dobę, a wszystko zależy od standardu i czasu hotelowania (liczba dni, okres wakacyjny lub świąteczny).

  1. Styl Życia

Rozumieją, czują, tylko nie mówią. O przyjaźni ze zwierzętami

Dzięki zwierzętom możemy poczuć swoją prawdziwą naturę, połączyć się ze źródłem życia, współczuciem, spokojem i wewnętrzną harmonią. (Fot. iStock)
Dzięki zwierzętom możemy poczuć swoją prawdziwą naturę, połączyć się ze źródłem życia, współczuciem, spokojem i wewnętrzną harmonią. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 1 Zdjęć
W Nowej Zelandii zwierzęta uznane są za istoty czujące, a ich właściciele zobowiązani są do zapewnienia im odpowiednich warunków do życia. Bo są równie ważne jak my. Bawią, wzruszają, obdarzają miłością, a my często nie zdajemy sobie do końca sprawy jak wiele się od nich możemy nauczyć.

 

„Tippi z Afryki” to znany film o powrocie do raju. Tippi Degré, francuska biała dziewczynka, córka fotografów przyrody, żyje w przyjaźni z dzikimi zwierzętami. Umorusana trzylatka z roztrzepanymi włosami kołysze się na grzbiecie potężnego słonia, przyciska do piersi ogromną żabę, trzyma za łapę potężnego pawiana, bawi się z małym krokodylem, całuje kameleona. Spokojnie siedzi obok geparda i uśmiecha się do obiektywu. Z gekonem na głowie.

Tippi wyjaśnia, jak rozmawia ze zwierzętami. Mówi do nich głową, oczami, sercem, duszą i widzi, że ją rozumieją – i odpowiadają. Robią jakieś gesty albo patrzą na nią i słowa pojawiają się w ich oczach. I wtedy rodzi się przyjaźń. Na przykład Abu – ukochany słoń. Siedzieć za jego głową z nogami przyciśniętymi do wielkich uszu to dla dziewczynki największe szczęście. Abu waży pięć ton i mógłby ją zmiażdżyć jednym ruchem, ale gdy miała roczek, był jej niańką, chodził za nią wszędzie. „Słonie płaczą słonymi łzami. Jak my”. Albo strusie. Są bardzo silne i niebezpieczne, na końcu łap mają ostre pazury, którymi bronią się zaatakowane przez drapieżnika, mogą rozpłatać mu brzuch i zabić. Gdy Tippi wchodzi na grzbiet strusia, ten zamiera w bezruchu, żeby dziecko nie spadło. Na grzbiecie strusia jest wygodnie, miękko i ciepło. I jeszcze przyjaźń z Cyndią, córeczką pawiana: Wszędzie łaziłyśmy razem, nawet wymieniałyśmy się smoczkami! Byłyśmy z Cyndią nierozłączne, najlepsze przyjaciółki na świecie!. Z lwiątkiem: Długo bawiliśmy się razem. Raz nawet wspólnie ucięliśmy sobie drzemkę, a on przez sen ssał mój palec.

Rodzice Tippi powtarzali jej, że nie trzeba się bać, tylko uważać. Żółta kobra może zabić, a pytona można pieścić i drapać pod brzuszkiem – mówi Tippi. Dziewczynka chciałaby, abyśmy wiedzieli, że zwierzęta pochodzą od dobra.

W filmie „Mój przyjaciel Hachiko” z Richardem Gere’em w roli głównej motyw oddania i wierności pokazany jest w sposób przejmujący. Opowiedziano w filmie historię, która wydarzyła się naprawdę. Pies codziennie odprowadzał swojego pana na stację kolejki, gdy ten udawał się do pracy. Po śmierci mężczyzny pies przez dziewięć lat (tyle, ile jeszcze żył) czekał na tej stacji, dokładnie w tym samym miejscu, ku zdumieniu mieszkańców miasteczka, którzy wkrótce wystawili mu pomnik. Mamy także w Polsce taką historię. W 2001 roku odsłonięto w Krakowie pomnik psa Dżoka, kundelka, którego właściciel w tragicznych okolicznościach zmarł na serce w pobliżu ronda Grunwaldzkiego. Pies przez rok czekał tam na swojego pana; koczował na środku ronda. Do powstania pomnika Dżoka (piesek znajduje się wewnątrz rozłożonych ludzkich dłoni i wyciąga do nas lewą łapę) przyczyniło się wiele organizacji i znanych osób. Pomysł żarliwie wsparli mieszkańcy Krakowa. W Internecie można obejrzeć i przeczytać wiele wzruszających historii o zwierzętach, na przykład o psach, które pokonują tysiące kilometrów, aby odnaleźć nowy dom swoich właścicieli. Opowiadamy historie o zwierzętach często i chętnie, na przemian wzruszeni i rozbawieni. Być może jednak nie wiemy jeszcze, że one są tutaj na Ziemi dla nas. Wiedzą, że potrzebujemy pomocy.

Bliskie i równie ważne

W Polsce przez dziesięciolecia świat dzikich zwierząt przybliżała nam profesor Simona Kossak. Mieszkała w leśniczówce w Puszczy Białowieskiej. Przyjaźniła się z dzikiem, z rysiem, z krukiem. Mówiła o cudownym świecie zwierząt w swoich radiowych audycjach. Podkreślała, jak wiele zwierzętom zawdzięczamy: że w kontakcie z nimi możemy poczuć swoją prawdziwą naturę, że łączą nas ze źródłem życia, współczuciem, spokojem i wewnętrzną harmonią. Dzisiaj z ogromną wrażliwością o dzikich zwierzętach pisze Adam Wajrak.

Laureat Nagrody Nobla, austriacki przyrodnik, profesor Konrad Lorenz, powszechnie znany jest z opowiadań o zwierzętach, z którymi mieszkał pod jednym dachem. Żyjemy w rodzinie różnych stworzeń, bliskich i równie ważnych – pisał w swoich publikacjach. Kiedy spoglądam za gęsiami, które lecą nisko nad wodą i znikają za zakrętem rzeki, ogrania mnie nagle zdumienie, że są mi tak bliskie. Pozostaję w zażyłych stosunkach z ptakiem żyjącym na wolności i fakt ten napawa mnie szczególną radością, odnoszę wrażenie, jakbym doznał małego zadośćuczynienia za wypędzenie z raju.

A tak pisał o ptasich małżeństwach. Ulega się wzruszeniu, obserwując zadziorną miłość kawek. Cały czas w maksymalnie imponującej postawie, nie więcej niż metr od siebie, wędrują tak przez życie. Sprawiają wrażenie, jakby byli z siebie ogromnie dumni; kiedy tak kroczą sztywno ramię w ramię, pióra na głowie mają mocno zjeżone, co powoduje, że czarne aksamitne czapeczki i jasnoszare jedwabiste grzbiety prezentują się pięknie i okazale. Wobec siebie są bardzo czuli. Każdy znaleziony smakołyk samiec podtyka samiczce. Samiczka przez wiele minut – u ruchliwych ptaków to bardzo długo – czesze małżonkowi wspaniałe jedwabiste, długie pióra grzbietowe, podczas gdy on z lubieżnie półprzymkniętymi oczami podsuwa jej kark. I co najpiękniejsze, czułość ta wraz z latami wiernego małżeństwa nie maleje, lecz rośnie. Kawki to ptaki, które żyją prawie tak długo jak ludzie. Zaręczają się już w pierwszym roku życia, a w drugim pobierają, ich związek trwa więc wiele lat, może nawet dłużej niż ludzkie małżeństwa. I nawet po wielu latach samczyk karmi swoją samiczkę tak samo czule, a ona wydaje te same ciche, drżące z wewnętrznego wzruszenia miłosne tony jak pierwszej wiosny, która była zarazem pierwszą wiosną ich życia (cyt. za Konrad Lorenz „Rozmawiał z bydlętami, ptakami, rybami... Opowiadania o zwierzętach”).

Są jak ludzie

Z wieloma ludźmi rozmawiałam o ich domowych zwierzętach. Niemal wszyscy podkreślali, że ich zwierzęta są pełnoprawnymi członkami rodziny. Są jak ludzie – wszystko rozumieją, wszystko czują, tylko nie mówią. Czy na pewno? Rysownik Szymon Kobyliński zapewniał mnie: Naturalnie, że mówią! Dobierają słowa, żeby nas o czymś przekonać, zwrócić uwagę, rozbawić. Wyczuwają nas na odległość. Cieszą się zawsze tak samo, nieważne, czy nie było nas w domu godzinę, czy trzy dni. Akceptują nas i kochają miłością bezgraniczną bez względu na wiek, wygląd czy stan posiadania. Gdy umierają (nigdy zdychają), opłakuje się je tak długo jak najbliższych przyjaciół. Pan Szymon kochał swoje wspaniałe psy, ale równie barwnie opowiadał o przygarniętej z lasu dzikiej, leśnej, brązowej, tłuściutkiej myszy, przypominającej bobra w miniaturce, o jeżach, sikorkach, a nawet o niedźwiedziu brunatnym, który gościł w jego wiejskim domu kilka tygodni. Opowiadał, jak kłócił się z kawką, słuchał zwierzeń żaby. My z żoną rozumiemy język zwierząt – mówił. – Po intonacji głosu kawki zawsze wyczujemy strach, zaciekawienie, wściekłość, pieszczotę. Gdy szczeka pies, nawet obcy, wiemy, czy się nudzi, czy dzieje mu się krzywda, czy się cieszy. Wystarczy się wsłuchać, wczuć. Zwierzęta rozumieją, co do nich mówimy. Jesteśmy z nimi na ty i prowadzimy świadome, długie rozmowy.

Pamiętam opowieści profesora Zbigniewa Religi o jego ukochanej suczce Bambie, która nauczyła go… dobroci. Śmiał się, że Bamba żyje w zgodzie ze wszystkimi, nawet z kotami. Biegnie za kurą, kura przystaje, więc i Bamba przystaje. Krzysztof Daukszewicz opowiadał o swoich psach, kotach, o żółwiu, kanarku, papudze. O sroce znalezionej na Mazurach: Wypadła z gniazda. Chcieliśmy ją przysposobić do życia w rodzinie. Cztery tygodnie uczyliśmy ją chodzić, latać, karmiliśmy robakami. Na jeden dzień wyjechaliśmy, zostawiając ją pod opieką przyjaciół. Krzyczała, wołała nas, a gdy przez kilka godzin się nie pojawialiśmy, zmarła z rozpaczy, z wycieńczenia. Nie mogliśmy dojść do siebie. Nigdy więcej eksperymentów z zostawianiem zwierząt.

Szympansy wspaniałomyślne, a delfiny ze świadomością własnego istnienia

Szympansy mają cechy, które do niedawna przypisywaliśmy wyłącznie ludziom. Są empatyczne i altruistyczne. Badacze z Instytutu Antropologii Ewolucyjnej im. Maksa Plancka w Lipsku dowiedli, że są skore do pomagania innym nawet wtedy, gdy wymaga to od nich znacznego wysiłku i wiedzą, że za pomoc nie dostaną żadnej nagrody. W jednym z eksperymentów za każdym razem wybierały takie opcje, które były korzystne dla innych. To nieustanne zwracanie uwagi na potrzeby członków stada sprawia, że związki uczuciowe, jakie tworzą w klanie, są niezwykle silne. Przekonali się o tym pracownicy warszawskiego zoo, przyglądając się dwóm szympansom, które spotkały się po latach. Samiec i samica rzuciły się sobie w ramiona. Szympansy tworzą także zażyłe relacje ze swoimi ludzkimi opiekunami. Gdy ich tracą, popadają w apatię, leżą w klatce osowiałe, odmawiają jedzenia. Tęsknią, cierpią.

Specjaliści od delfinów Stephanie King i Vincent Janik z University of St. Andrews donoszą, że zwierzęta te nie tylko myślą i czują, ale także – co naukowcy dowiedli ponad wszelką wątpliwość – zwracają się do siebie konkretnymi imionami! Co więcej, wygląda na to, że wśród delfinów imiona są dziedziczone. Samce, które po osiągnięciu dojrzałości opuszczają rodzinę, dostają imię po matce. Natomiast młodym samicom stado nadaje nowe imię, aby nie myliło się z imieniem matki. To niejedyne odkrycie, które dowodzi inteligencji tych zwierząt. Posiadają umiejętność abstrakcyjnego myślenia, a ich język jest co najmniej równie skomplikowany jak nasz (jego podstawą są gwizdy, kląskanie, postukiwanie i niesłyszalne dla nas zakresy fal dźwiękowych – na przykład ultradźwięki). Delfiny potrafią godzinami rozmawiać ze sobą, mówiąc niewątpliwie całymi zdaniami. Zdolność do tworzenia skomplikowanych sekwencji dźwięków idzie w parze z umiejętnością logicznego myślenia.

  1. Psychologia

Gdy rodzice się starzeją…

Opieka nad rodzicem czasem nas przerasta. Jesteśmy postawieni w sytuacji odwrotnej niż ta, do której przywykliśmy… (fot. iStock)
Opieka nad rodzicem czasem nas przerasta. Jesteśmy postawieni w sytuacji odwrotnej niż ta, do której przywykliśmy… (fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęć
…role w rodzinie się odwracają. Dzieci czują się zobowiązane do opieki, ale nie wiedzą, jak to mądrze zorganizować, zwłaszcza jeśli mieszkają daleko lub nie mają z nimi dobrych relacji. – To, jak wszyscy odnajdą się w tej nowej sytuacji, zależy od wzorców kulturowych i budowanej przez lata więzi – mówi psycholog Paweł Droździak w rozmowie z trenerką Renatą Mazurowską.

Podczas gdy my mamy własne rodziny i karierę, po południu zawozimy dzieci na zajęcia dodatkowe, a wieczorami robimy zlecenia ekstra, żeby spłacić kredyt – nasi rodzice zaczynają podupadać na zdrowiu lub dokucza im samotność. Dochodzi do zamiany ról - stajemy się opiekunami rodziców, równocześnie opiekując się swoimi dziećmi. Na określenie tego zjawiska pojawiła się nawet nazwa „pokolenie sandwich”. Czujemy się ściśnięci pomiędzy dwoma napierającymi na nas kromkami rodzinnej kanapki. Kiedyś rodziny mieszkały razem lub blisko siebie. Współcześnie przyjmuje się, że oddzielne mieszkanie jest oznaką dorosłości, stąd każde nowe pokolenie dąży do tego, by się wyodrębnić, wypierając myśl o tym, że w jakimś momencie życia wzięcie do siebie rodzica może i tak okazać się konieczne.

To częsty czynnik kryzysowy w związkach, bo powstają dwa rodzaje napięć: między naszym partnerem a naszym rodzicem oraz między naszym rodzicem a nami. Po wprowadzeniu się naszych rodziców partner może poczuć, jakby wróciły czasy dzieciństwa, kiedy ciągle był obserwowany przez starszych. Pojawia się pewna kłopotliwość związana z życiem seksualnym, z poczuciem własnej dorosłości, niezależności. Rodzic może mieć tendencję do tego, by oceniać, ingerować – krótko mówiąc, powstają problemy, których nikt wcześniej nie przewidywał. Wszystkie strony mogą się czuć nieco niezręcznie, szczególnie że w naszej kulturze brakuje jasnych wzorców hierarchicznych.

Sprawa komplikuje się jeszcze bardziej, gdy do rodziców nie czujemy ani miłości, ani wdzięczności. Trudno opiekować się kimś, kto nie był dla nas dobrym rodzicem albo wręcz był restrykcyjnym, nieobecnym, przemocowym. Więzi krwi czasem nie wystarczają. Logika nakazywałaby oczekiwać, że miły, sympatyczny i życzliwy rodzic może liczyć na większą chęć opieki ze strony potomków niż odrzucający i krytyczny. Tymczasem niektórzy ludzie całe życie spędzają na próbach udowodnienia odrzucającemu rodzicowi, że zasługują, by być jego dziećmi. Opiekują się nim na starość, poświęcając mu cały czas i energię, a on odpłaca im za to krytyką lub obojętnością, więc dzieci starają się jeszcze mocniej. Z kolei z drugiej strony może być tak, że rodzic, który robił wszystko, co się dało, by jego dzieci były zadowolone, może przeżyć na starość rozczarowanie, bo dzieci przyzwyczajone, że wszystko im się należy, nie przejdą z roli podopiecznego do roli opiekuna, tylko zrobią to, co robiły przez całe życie – poproszą o jeszcze więcej opieki.

Normy społeczne nie pozwalają nam nie zaopiekować się rodzicem, nawet jeśli nie możemy na niego patrzeć. Czy taki wewnętrzny konflikt jest w ogóle możliwy do rozstrzygnięcia? Albo poświęcimy normy, albo siebie... Tak, to silny konflikt wewnętrzny! Z jednej strony panuje ogólnie przyjęte poczucie obowiązku oparte na społecznych normach: „To moja matka, matki się nie zostawia, dzieci mają obowiązki wobec rodzica, niezależnie od tego, jaki on był i jest” – z drugiej strony są indywidualne przeżycia, których norma społeczna nie bierze pod uwagę. I chociaż ze zwyczajowego punktu widzenia wiemy, że „matka jest tylko jedna”, to na własną matkę, z powodu wspomnień, po prostu nie możemy patrzeć.

Odpowiedź na pytanie, czy ten konflikt można rozstrzygnąć, będzie zależała od tego, komu je postawimy. Jako terapeuta analityczny mogę powiedzieć, że rozwiązanie warto próbować znaleźć poprzez własną analizę i nie jest ono uniwersalne dla wszystkich. Ktoś podczas analizy będzie wracał do złych wspomnień, będzie nazywał uczucia, badał, na ile społeczne normy go determinują i dlaczego akurat te, a nie inne, i w pewnym momencie dojrzeje do samodzielnej decyzji. Sprawa jest trudna o tyle, że dochodzi do konfliktu pomiędzy dwoma porządkami,  które się na siebie nie przekładają. To jak problem Antygony: zadziałać jako siostra czy jako córka, jako wyznawczyni własnej religii czy jako obywatelka? Takie konflikty są nazywane tragicznymi, ponieważ tragedią jest brak rozwiązania, które by każdy mógł zaakceptować. Być może niektórzy są w takiej sprawie skazani na to, żeby nigdy nie osiągnąć spokoju. Nie doświadczą stanu, w którym wiedzą, że na pewno postąpili słusznie.

Nie ma prostych, jednoznacznych odpowiedzi, choć jeśli nie miłość, nie więzi, to chociaż przyzwoitość nakazuje zająć się starszymi członkami rodziny. Psychoterapeuci nie mają żadnych moralnych kwalifikacji do odpowiadania na takie pytania, z drugiej strony gdybyśmy chcieli pracować w sposób całkiem oderwany od ocen etycznych, nie moglibyśmy przeprowadzić żadnej rozmowy, bo ocena etyczna jest wszędzie. Zatem czy mam prawo odmówić matce rozmowy telefonicznej trzy razy dziennie, gdy ona bardzo chce trzy razy dziennie rozmawiać? A sześć razy? A dwanaście? Jak to ocenić? To problem etyczny, nie medyczny.

Terapeuta może wspólnie z klientem omawiać jego dylematy w tej sprawie, uczucia, które ona w nim wzbudza i obawy związane z ewentualnym stawianiem granic czy oceną innych osób, ale ostatecznie dochodzą do wniosku, że o takich problemach nie sposób rozmawiać w oderwaniu od etyki. Od kiedy psychologia wzięła ślub ze statystyką i rozwód z filozofią, psycholodzy przestali w ogóle zauważać ten problem, a nawet go rozumieć. Kiedy czujemy się winni z powodu patologicznego poczucia winy, a kiedy czujemy się winni, bo faktycznie jesteśmy winni – to bardzo ciekawa kwestia. Na pewno nie sposób tu dać odpowiedzi, która rozwiąże dylemat moralny każdego czytelnika.

Konflikt wewnętrzny pojawia się, gdy opieka nad rodzicem staje się dla nas przymusowa. (fot. iStock) Konflikt wewnętrzny pojawia się, gdy opieka nad rodzicem staje się dla nas przymusowa. (fot. iStock)

Posiadanie dzieci nie gwarantuje, że na starość nie będziemy sami, ale w wielu domach najmłodsze z nich nadal chowane są na opiekunów, zwłaszcza kobiety są delegowane do opieki nad rodzicami, a nawet teściami. To prawda. Najczęściej taką opiekunką, z założenia przeznaczoną do ofiarności, jest córka. Z kolei syn często to ktoś, kim do końca życia będzie się opiekować matka – przy czym obie strony zgodnie tworzą pozory, że pracują nad czymś dokładnie przeciwnym, czyli nad jego usamodzielnieniem się. Taki mężczyzna często do końca życia mieszka z matką, pobierając część jej emerytury. Tworzą się bardzo bliskie symbiotyczne relacje, a ofiarna siostra dopełnia obrazu: dojeżdża, pomaga i zamartwia się nad swoim biednym bratem i jego przyszłością. Przy okazji rujnując swoje życie prywatne. Większość z nas zna takie historie.

Sytuacji nie ułatwia fakt, że trudno zachować cierpliwość i okazać wyrozumiałość wobec niedomagających rodziców, gdy ciągle się śpieszymy, mamy za dużo obowiązków i musimy utrzymać rodzinę. A jeszcze trzeba zajechać do rodziców, kupić leki, ugotować obiad albo odwiedzać w szpitalu i może nawet pomagać na nowo uczyć się chodzić... Do pewnego stopnia zależy to od przyjętych norm. Żyjemy w kulturze, która z założenia neguje transmisję międzypokoleniową, starsi są uważani za wstecznych. Dlatego nie działamy odruchowo, tak jak Chińczycy, dla których opieka nad rodzicem lub dziadkiem jest oczywistością absolutną i inna opcja w ogóle nie istnieje. Ale nie działamy też tak jak ponoć Czesi, o których Mariusz Szczygieł pisze, że zdarza im się nie odebrać po kremacji prochów bliskich, dopóki nie dostaną kolejnego ponaglenia. Jako społeczeństwo plasujemy się chyba gdzieś pośrodku. Zdarzają się rzeczywiście przypadki, że jedno z dzieci jest „przeznaczone” do pozostania przy rodzicach i opiekowania się nimi. To rzadko bywa wypowiedziane wprost, ale po przyjrzeniu się decyzjom rodzinnym dotyczącym na przykład podziałów lokali, spadków, kształcenia dzieci czy związków można się czasem domyślić istnienia niepisanego układu. W rodzinach najczęściej załatwia się różne rzeczy właśnie przez tę nieoficjalną „oczywistą oczywistość”, pewne rzeczy „jakoś się wie”. Na tym polega siła rodzinnych systemów.

Ale są też rodziny, gdzie pojawiają się inne postawy. Rodzice mówią: „Nie róbcie sobie kłopotu”, „Jakoś dajemy radę”. Co na ogół kłopotem się jednak kończy, bo niemówienie o dolegliwościach lub oszczędzanie na lekach może doprowadzić do powikłań. Słowa „Nie róbcie sobie kłopotu” są bardzo interesujące. Mogą mieć całe spektrum różnych znaczeń. Mogą znaczyć to, co na pierwszy rzut oka wydaje się, że znaczą, a mogą też komunikować „Nie udawaj, że ci na starej matce zależy, bo dobrze wiem, że wcale nie” i służyć wywołaniu wyrzutów sumienia. Od jednej skrajności do drugiej, poprzez całą gamę możliwości.

Ja się jednak trochę uprę, że gdy jest bliskość w rodzinie, te role zwykle wydają się naturalne: dzieci interesują się rodzicami, a rodzice nie wstydzą się prosić o pomoc. Podzielę się prywatnym doświadczeniem z okresu, gdy moja ukochana babcia cierpiała na chorobę Alzheimera. Nie poznawała już nikogo, trzeba było pomagać jej przy jedzeniu, myciu, kładzeniu się do łóżka. Gdy siedziałyśmy któregoś dnia przy stole i babcia opowiadała wciąż tę samą historię – dosłownie jakby była nagrana i odtwarzana – i zaśmiewała się przy tym, to czułam, że przez chwilę jest szczęśliwa, i w ogóle mnie nie irytowała ta powtarzanka. Jednak wiem i rozumiem, że opiekunowi trudno uchronić się od frustracji, zmęczenia,  niewyspania, stresu, także finansowego. Jak w tym wszystkim zadbać też o siebie, żeby – mówiąc potocznie – nie zwariować? W przypadku opieki nad nieuleczalnie chorymi rodzicami czasem mówimy o wielu latach, a nawet całym życiu spędzonym na poświęcaniu siebie komuś innemu. To rodzi mnóstwo trudnych uczuć: rozgoryczenie, osamotnienie, złość, a nawet nienawiść. Dorastające dziecko kiedyś zwróci nam zainwestowaną energię, a osoba nieuleczalnie czy przewlekle chora – nie. Może okazywać wdzięczność, dawać jakieś poczucie więzi, ale już nie stanie się zdrowa, nie będzie w stanie zająć się ani sobą, ani tym bardziej nami. To bardzo trudne. W takich okolicznościach często wpada się w specyficzną pułapkę – im bardziej czuje się te trudne, raczej zakazane do ujawniania uczucia, tym silniej się angażuje w opiekę bez reszty, czasem nawet z jakąś zawziętością, niemal na granicy znęcania się nad sobą. Do tego stopnia, że postrzega się wszelkie pragnienia innego życia jako zagrożenie. „Jeśli mam takie potrzeby, to czy nie znaczy to, że narzekam na swój los?”.

Czasem też opiekun, obciążony zadaniem, które jest zasadniczo bezgraniczne, zaczyna mieć podobnie bezgraniczne oczekiwania wobec otoczenia. To szeroki temat. W Polsce tym trudniejszy, że nie mamy, jak dotąd, prawidłowej pomocy państwa dla osób dożywotnio opiekujących się niepełnosprawną osobą. Taki opiekun nie zawsze może na przykład podjąć pracę, a to, co mu państwo oferuje, jest dalece niewystarczające. Jednak to problem na całkiem inny, obszerny materiał.

Myślę, że nieumiejętność czy unikanie opiekowania się rodzicem jest też dlatego trudne, bo mierzymy się z własną śmiertelnością. Gdy rodzic choruje, a potem umiera, definitywnie przestajemy być dzieckiem. Nikt nas nie pocieszy, nie zadzwoni z życzeniami na urodziny, nie dopyta, czy założyliśmy czapkę. To nas niepokoi. Ale może jednocześnie taka świadomość bywa pomocna, by tego rodzica uznać i przyjąć jakim jest? Większości relacji między rodzicami i dorosłymi dziećmi jest ambiwalentna: jakaś część nas odczuwa przywiązanie i tęsknotę za dzieciństwem, a inna chce się oderwać, jest krytyczna, negująca. Zwykle rodzic też odczuwa wewnętrzną sprzeczność: to jego dziecko, czuje się odpowiedzialny za jego los, za jego rozwój, ale nie wszystkie wybory życiowe swojego dziecka akceptuje. Zadaje sobie pytanie: „Jak to możliwe, że wychowałem taką osobę? Kogoś, kto robi rzeczy, jakich sam bym nigdy zrobić nie chciał i które mnie się nie podobają? Co to mówi o mnie? ”. Ta ambiwalencja często ujawnia się w ten sposób, że coś innego czujemy w odniesieniu do rodzica lub dziecka w ich obecności, a coś innego, gdy ich nie ma w pobliżu. Gdy ich nie ma, kochamy i tęsknimy, a gdy są, to czekamy, kiedy będzie można już wrócić do siebie.

Obowiązek wobec rodziców w zgodzie ze sobą

Żyjemy coraz dłużej, a to oznacza, że opieka nad starzejącymi się rodzicami także będzie dłuższa. Jeśli nie masz czasu albo możliwości, by zatroszczyć się o rodziców osobiście, skorzystaj z pomocy:
  • podziel obowiązki opieki na wszystkich członków rodziny; poszukaj organizacji społecznych, które oferują odwiedziny wolontariuszy u osób starszych i samotnych;
  • jeśli rodzice są sprawni, zapisz ich na zajęcia, gdzie znajdą towarzystwo dla siebie – na uniwersytet trzeciego wieku, do grupy wsparcia czy grupy terapeutycznej, do klubu filmowego albo na zajęcia sportowe dla seniorów;
  • dzwoń często, rozmawiaj, odwiedzaj – naucz rodziców podstawowej obsługi komputera czy tabletu, zainstaluj programy, które pozwalają rozmawiać i wzajemnie widzieć się na ekranie;
  • buduj więź międzypokoleniową w rodzinie, włączaj dzieci do pomocy dziadkom i starszym krewnym, zachęcaj do odwiedzin;
  • sprawdź, na jaką pomoc instytucjonalną możesz liczyć;
  • pamiętaj o swoich potrzebach, o odpoczynku.

  1. Styl Życia

Międzynarodowy Dzień Kota - te zwierzęta mają terapeutyczną moc

O zalety kociego towarzystwa mówią nie tylko kociarze, ale również naukowcy. (Fot. iStock)
O zalety kociego towarzystwa mówią nie tylko kociarze, ale również naukowcy. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 9 Zdjęć
Towarzystwo kota działa na wiele osób terapeutycznie. Wiadomo na przykład, żem głaskanie jego miękkiej sierści obniża ciśnienie, a kocie mruczenie działa relaksująco. Czego warto uczyć się od kota?

Towarzystwo kota działa na wiele osób terapeutycznie. Wiadomo na przykład, że głaskanie jego miękkiej sierści obniża ciśnienie, a kocie mruczenie działa relaksująco. Czego warto uczyć się od kota?