fbpx

Astrologiczne prognozy na drugą połowę roku

Astrologiczne prognozy dla drugą połowę roku
Ilustracja: Getty Images

Zabrzmi jak eufemizm, ale ten rok inspiruje nas do wyjścia ze schematów. Rozwijania intuicji i zdjęcia maski… nie maseczki. – Bo prawdzie nie wolno zaprzeczać, nawet jeśli ona się nam nie podoba – podkreśla Aida Kosojan-Przybysz, która dzieli się z nami swoimi prognozami na drugą połowę roku.

Pierwsza połowa roku bardzo zmieniła nasz świat. Wszyscy zastanawiamy się, co teraz będzie.
Jesteśmy w sytuacji krytycznej. Toczy się swoista wojna między przeszłością a teraźniejszością. Naszym zadaniem jest odczepić się od przeszłości, zapomnieć o utraconych marzeniach, wizjach siebie. W tym roku trzeba popatrzeć prawdzie o sobie prosto w oczy. Zacząć być sobą. To czas zdejmowania maski…

Maseczki?!
Właśnie! Kiedy jesienią stawiałam prognozę na 2020, nazwałam go rokiem maski. Miałam wtedy dziwną wizję: ludzi w maskach klaunów, w maskach teatralnych i w takich, które po zdjęciu ukazują, że pod spodem brak twarzy. Albo których zdjąć nie można, bo wrosły w twarze, a ludzie nie wiedzą nawet, że je noszą. Bieżący rok to czas na docieranie do prawdy o sobie i na poszukiwanie wewnętrznej harmonii między ciałem, duszą i rozumem.

Każdy czas powinien być dobry na odkrywanie prawdy o sobie. Co szczególnego ma w sobie ten rok?
Mówią o tym cyfry: 20 i 20 to równowaga, a to wymaga wybaczenia i rozliczenia się. W wielu związkach ludzie udają, że są razem, a w tym roku zdecydują się rozwieść. Jedna z moich klientek powiedziała: „Nie mogłam na niego patrzeć, miałam ochotę zrobić mu krzywdę. No i dotarło do mnie, że to sobie robię krzywdę, będąc z nim dalej”. Niektórzy ludzie płaczą, bo praca niszczy ich fizycznie i psychicznie, ale muszą zarabiać. A tu nagle okazuje się, że mogą przeżyć trzy miesiące bez pracy!

Ten czas wielu z nas uwolni od „muszę”, które brało górę nad innymi aspektami, a jest tylko stanem umysłu, nie rzeczywistością. Dziś jest też czas na przemyślenie konfliktów. Znam przykład matki i córki, które były skłócone od lat, bo matka nie mogła wybaczyć córce, że ta widuje się z ojcem po rozwodzie rodziców. A teraz matka zachorowała i podejrzewano, że to COVID-19, więc córka wprowadziła się do niej i troskliwie zaopiekowała. I pierwszy raz usłyszała: „dziękuję”. Matka zrozumiała również, że córka miała prawo spotykać się z ojcem.

Zmądrzejemy, ale czy będzie w nas mniej lęku o siebie, o bliskich, o finanse?
Bojąc się, jesteśmy bliżej swojej zwierzęcej natury. A zwierzęta, aby przetrwać, działają instynktownie. Człowiek podobnie, kiedy boi się śmierci, także finansowej, otwiera się na intuicję. Co więcej, kiedy zwierzę się boi, jest świadome, jest tu i teraz. I my też stajemy się coraz bardziej uważni. Wiele rzeczy robiliśmy dotąd w pędzie, jakby przy okazji. Wyręczaliśmy się schematami postępowania. Działaliśmy zadaniowo, bo taki tryb pozwala poczuć się, jakby ktoś nami kierował. Obecnie musimy skupić się na tym, gdzie jesteśmy.

Czyli strach coś nam dał! Chyba nawet w prognozach ekonomicznych więcej się dziś mówi o intuicji niż o prawach rynku, bo nikt nie wie, co będzie dalej.
Schematy wiele zniszczyły w naszym świecie, także w miłości. A wynikały z gonitwy. W pędzie nie widzimy poszczególnych drzew, ale las. Wielu ludzi sukcesu nie pamięta na przykład dat urodzin swoich dzieci. Oni tłumaczą się tym, że nie przywiązują wagi do dat. A w rzeczywistości mają za dużo śmieci w głowie i za szybko żyli, żeby pamiętać o tym, co ważne. I teraz ktoś nas wszystkich zatrzymał, zwolnił tempo. Mamy czas, aby każdy dowiedział się więcej o sobie. Uświadomił sobie skalę, zrozumiał, ile warta jest dla niego rodzina, a ile praca. Wielu ludzi zaczyna myśleć o dzieciach, nawet kobiety po czterdziestce zastanawiają się, czy jeszcze mogłyby je urodzić.

Na co jeszcze warto zwrócić uwagę w najbliższym czasie?
Przede wszystkim warto bardzo uważać na to, co mówimy i obiecujemy. Może się nam nie udać dotrzymać słowa, choć bardzo byśmy chcieli. Zatem obiecujmy tylko to, co możemy zrobić od razu.

Niedotrzymanie umów z powodu pandemii nikogo chyba nie dziwi?
I niektórzy chcą to wykorzystać. Pamiętajmy, by nie bogacić się na cudzym nieszczęściu. Mówiąc obrazowo, ktoś może zarobić na krzywdzie innych worek złota, ale kiedy go będzie niósł na plecach, to mu pęknie kręgosłup… Rozmawiałam z kobietą, której właściciel firmy kazał zwolnić wielu pracowników, choć było go stać, aby przez kilka miesięcy płacić im pensje. A ona tych ludzi zatrudniła i obiecała udział w zyskach, gdyż odnieśli sukces rynkowy. Czuła się więc winna, nie dotrzymała obietnicy, choć nie mogła nic zrobić. To właśnie przykład na to, że dziś nie jesteśmy panami swoich obietnic. A dla wielu osób jest to ogromny stres.

Ale skoro zobaczyliśmy, że jedziemy wszyscy na tym samym wózku, to może wzrośnie w nas poczucie wspólnoty?
To zależy, bo niektórzy staną się jeszcze większymi egoistami. Jednak rzeczywiście większość społeczeństwa zacznie budować nowe wspólnoty albo sięgać do skarbnicy doświadczeń, aby zaczerpnąć dobrych emocji. W poszukiwaniu prawdziwych relacji zwrócą się do starych przyjaciół i przypomną, jak było im razem fajnie.

Ku jakim wartościom będą się zwracać ci, dla których liczy się wspólnota?
Ku duchowości. Zaczną medytować, szukać sposobu, żeby się wyciszyć. Mając dziurawą kieszeń i problemy ze zdrowiem, potrzebujemy nadziei. A duchowość jest drogą do niej.

Czy to także czas na uporanie się z żalem po stratach?
Tak, ale żalu nie można po prostu oddać. Ani kupić spokoju w sklepie. To wymaga pracy nad sobą. Czasem sposobem na zburzenie ścian, które odgradzają nas od ludzi, jest porażka. Kiedy rodzice dzieci autystycznych dowiadują się, co dolega ich dzieciom, często z żalu nie mogą wstać z łóżka. A potem pomagają innym w podobnej sytuacji. I to właśnie oznacza dla mnie duchowość – dzielenie się doświadczeniem, tym, że można żyć z problemem albo z niego wyjść.

Przyszła kiedyś do mnie dziewczyna, która odwołała ślub tuż przed uroczystością. W Internecie znalazła forum, na którym wypowiadało się wiele kobiet w podobnej sytuacji, płaczących, w poczuciu winy i lęku. Razem przeżyły żal i ruszyły ku nowej miłości. Wszyscy potrzebujemy duchowych przewodników, czyli ludzi, którzy podniosą nas na duchu. Przewodnikiem może być przyjaciel, a aniołem ten, kto zadzwoni do sąsiadki i zapyta, czy czegoś nie potrzebuje… Rok maski pokazuje, że najważniejsze to poznać swoje drugie „ja”.

Co to znaczy?
Wielu ludzi postawiło na pierwszym planie maskę, a dopiero na drugim prawdziwe „ja”. A teraz, dzięki pandemii, wracają do swoich pasji. Słyszałam o kobiecie, która była zdziwiona, że jej farby nie zaschły, kiedy po latach wróciła do malowania. Inna cierpiała, że nie jest dość atrakcyjna. Aż pewnego dnia, patrząc, jak jej nastoletnia córka się maluje, sama spróbowała i zobaczyła, jak świetnie wygląda. W tym roku 20 przegląda się w lustrze i widzi drugie 20 − i tak samo powinniśmy dokładnie przyjrzeć się naszemu drugiemu ja. Może się okazać, że ono wcale nie jest łagodne, ale jak w obronie dziecka matka może uderzyć kamieniem, tak i my powinniśmy chronić nasze Wewnętrzne Dziecko.

Po co nam ono?
Dziecko nawet do starego człowieka mówi na „ty”, bo nie zna hierarchii. Kiedy chce skakać po kałużach, to skacze. Wchodzi na parapet, żeby obejrzeć ptaszka czy chmury. Dzieci żyją fascynacjami, dorośli − schematami, obowiązkami i rachunkami. A rachunek nie pyta: „czego chcesz?”. Tylko wymaga zapłaty. No i jeszcze jedno: myślimy, że coś jest głupie i szkoda na to czasu, bo nie słuchamy Wewnętrznego Dziecka. Tymczasem może ten pomysł dałby nam i przyjemność, i pieniądze…

Teraz jest właściwy moment na zaczynanie projektów zainspirowanych przez Wewnętrzne Dziecko?
Jak najbardziej! Podobnie jak uświadomienie sobie, jak bardzo nasze ciało jest ważne. I to nie tylko jako narzędzie do osiągania celów, podporządkowane umysłowi, jak zwykliśmy je traktować. Pandemia to swoisty bunt ciała!

Pokazała, że czasem ciało może nie dać rady i zaakceptowaliśmy to. Ale czy ten standard wyrozumiałości się utrzyma?
To jak z czerwoną flagą na plaży − działa na nas, kiedy jest wywieszona. A gdy tylko jej zabraknie, nurkujemy beztrosko, bo zapominamy, że prąd i tak będzie nas ciągnął na głębinę. No i część ludzi będzie żyła przeszłością, tak jakby nic się nie wydarzyło. A tamtego świata już nie ma! Takie osoby nie mają kontaktu z rzeczywistością i tylko narażają w ten sposób innych. Z lęku wypierają prawdę, a prawdzie nie wolno zaprzeczać. Trzeba wyciągać z niej wnioski, nawet jeśli ona się nam nie podoba.

A co w pani świecie zmieniło się w tym roku?
Mój ojciec przed śmiercią powiedział: „Wszystko odkładałem na potem, nie rób tego. Cokolwiek chcesz zrobić, zrób to teraz”. I niedawno, kiedy wracałam do domu i bardzo się spieszyłam, zamarzyło mi się awokado. Pomyślałam, że nie mam czasu na zakupy, bo córka na mnie czeka. Ale usłyszałam w głowie głos taty i podjechałam pod Halę Mirowską. Zajęło mi to kilka minut. Chciałam awokado i je zjadłam. Wrócę jeszcze raz do wewnętrznego dziecka: kiedy dziecko chce jabłko, to włazi na jabłonkę i je zrywa. Chciałabym, żeby każdy znalazł w tym roku swoje drzewo i zerwał swój wymarzony owoc, o ile nie skrzywdzi tym innych. To moim zdaniem dobry plan duchowy.

Aida Kosojan-Przybysz, od 1991 r. mieszka w Polsce. Wizjonerka, piosenkarka, autorka bajek, prowadzi wykłady rozwojowe.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze