Korzyści z Kindersztuby

Savoir-vivre ma nam ułatwiać, a nie utrudniać życie. I to założenie dotyczy także sfery zawodowej – mówi Piotr Kłyk ze Szkoły Dobrych Manier. W rozmowie z Moniką Stachurą zaleca, żeby w sytuacjach spornych – gdy nie wiemy, jak się zachować – po prostu zdać się na zdrowy rozsądek. Bo o kulturze człowieka świadczy nie to, że popełni gafę, ale jak z niej wybrnie.

Wśród rzeczy, które najbardziej nas irytują w pracy, często wymieniane są nawyki współpracowników, takie jak zbyt głośne rozmowy, samowolne „pożyczanie“ czegoś z biurka czy przywitanie tylko osoby, do której przychodzimy w jakiejś sprawie, bez zauważania tych, którzy siedzą obok. Dlaczego tak bardzo to nam przeszkadza? W końcu z wieloma osobami nie łączy nas nic poza firmą…

Jako istoty stadne przywiązujemy dużą wagę do relacji międzyludzkich, więc atmosfera czy sposób komunikacji w środowisku, w którym przebywamy, są dla nas bardzo ważne. I to niezależnie, czy mówimy o pracy, domu, czy miejscu, w którym realizujemy swoje hobby. To właśnie jakość relacji z innymi bardzo mocno wpływa na to, czy postrzegamy swoje życie jako szczęśliwe.

Właśnie w trosce o dobre relacje powstał savoir-vivre. W bezpośrednim tłumaczeniu oznacza to: umieć żyć, wiedzieć, jak żyć. Tymczasem często postrzegamy go jako puste, a nawet obciążające formuły. Dlaczego tak się dzieje, że zamiast sztuki widzimy w nim ciężar?

Sam w sobie savoir-vivre to faktycznie sztuka życia, niemniej jednak wiąże się on z pewnymi obowiązkami, ponieważ tak jak mówimy o zasadach ruchu drogowego, tak i obowiązują zasady życia towarzyskiego. Na drodze zasady służą temu, żebyśmy się nie pozabijali, żeby na skrzyżowaniach było wiadomo, w jakiej kolejności kto rusza, że na czerwonym świetle się stoi, a na zielonym jedzie… Podobnie w etykiecie są zasady ruchu obyczajowego, do których powinniśmy się stosować. Kodeks drogowy jest spisany i obłożony sankcją, a savoir-vivre jest raczej prawem zwyczajowym opartym na schematach zachowań, ale też służy nam do tego, żebyśmy się nie pozabijali, tłocząc w drzwiach, bo każdy wie, kiedy powinien przejść. A także abyśmy swoim zachowaniem nie wprowadzali innych w zakłopotanie ani nie tworzyli chaosu. Etykieta rządzi się jeszcze jedną regułą niewystępującą w zamkniętym katalogu Kodeksu drogowego, a mianowicie zdrowym rozsądkiem, który podpowiada, jak się zachować, kiedy dokładnie tego nie wiemy.

(…)

Więcej w grudniowym numerze magazynu SENS.

Wydanie 12/2018 dostępne jest także w wersji elektroniczne.