O dwóch takich, które zaprzyjaźniły się w hospicjum

O dwóch takich, które zaprzyjaźniły się w hospicjum
Fot. materiały prasowe Domowego Hospicjum dla Dzieci im. ks. E. Dutkiewicza SAC

O ich przyjaźni rozmawiałam z każdą z osobna. Najpierw z Martą, wolontariuszką, a potem z Ulaną, mamą siedmioletniego Pawełka, który jako półtoraroczne dziecko znalazł się pod opieką Domowego Hospicjum dla Dzieci im. ks. E. Dutkiewicza SAC Fundacji Hospicyjnej. Cierpiący na postępującą chorobę centralnego układu nerwowego jest oczkiem w głowie rodziców, dwójki starszych braci, babci i hospicyjnego zespołu. Do grupy osób zakochanych w Pawle Marta dołączyła ponad 2 lata temu. Właśnie wtedy ukończyła kurs dla wolontariuszy opiekuńczych. 

Ładna, szczupła, zadbana, z zawodu ekonomistka –Martę widzę po raz pierwszy w życiu. Telefoniczną propozycję spotkania i rozmowy o Ulanie przyjmuje bez wahania. – Na kurs poszłam z potrzeby serca. Chciałam już dawno, ale wciąż nie pasowały mi godziny. Dodatkowym impulsem, by wreszcie znaleźć na kurs czas, było trudne doświadczenie zdrowotne. Sama zobaczyłam, że w chorobie drugi człowiek jest niezbędny. Pierwszą wizytę u Pawła pamiętam jak dziś. Denerwowałam się, wiadomo, a przecież z kursu wiedziałam, że nie powinnam okazywać silnych emocji, te rodziny mają ich wystarczająco. Na Ulanę musiałam trochę poczekać, bo jeszcze nie wróciła z pracy, ale Paweł oczywiście był. Cudowny, mały chłopiec z głową pełną pięknych loków…

Do Ulany pojechałam trochę później. Znałyśmy się już z kilku wcześniejszych tekstów o Pawle, ale teraz chciałam porozmawiać o niej i jej przyjaźni z Martą.– Między nami zaiskrzyło od razu – słyszę w pierwszym zdaniu.– To wspaniały człowiek. Początkowo zastanawiałam się, czy da radę, bo Marta nie może dźwigać, ale sprawdziła się genialnie. Staram się tak przygotować jej pracę, by nie musiała za wiele podnosić, ale Marta świetnie ją sobie organizuje sama. Dzięki niej zaczęliśmy z mężem z domu wychodzić ot tak, towarzysko, w ogóle się nie bojąc, że dzieci będą źle zaopiekowane…

Marta uśmiecha się na samo wspomnienie Mikołaja i Piotrusia, starszych braci Pawełka:– Nie przypuszczałam, że mnie tak zaakceptują. Mamy swoje sekrety, a podczas wakacyjnych wyjazdów zwyczajnie za sobą tęsknimy. Z kolei Paweł to moja miłość. Na początku trochę się bałam tych wszystkich urządzeń wokół niego, ale cierpliwość Ulany zrobiła ze mnie ekspertkę. Mam za sobą cykl tzw. spotkań „szkoleniowych” i teraz sama mogłabym innym tłumaczyć, jak je obsługiwać…

O dwóch takich, które zaprzyjaźniły się w hospicjum
Ulana Witkowska (od lewej), Marta Jaskóła i Pawełek.

Ulana nie ma wątpliwości, że Marta przez dzieci została pokochana. – Znowu się nas pytali, kiedy chcemy sobie gdzieś wyjść, bo dawno nigdzie nie byliśmy. Wiem, że oni mają ochotę na spotkanie sam na sam z Martą. A jeśli chodzi o opiekę nad Pawłem, to niespodziewanie szybko mogłam ją z nim zostawić bez żadnych obaw…

Marcie błyszczą się oczy, kiedy mówi: – Ta rodzina to zwycięzcy kosmosu, mogę się od nich mnóstwo nauczyć! Wielokrotnie zastanawiałam się, skąd Ulana i Jarek czerpią tyle siły i gdzie nauczyli się tak wspaniałego podejścia do innych. Nigdy nie widziałam u nich najmniejszego grymasu, nie słyszałam podniesionego głosu…

Ulana na „zwycięzców kosmosu” wybucha śmiechem, ale widać, że jest jej miło. Chociaż „jest jej miło” to określenie nieoddające wszystkiego. Kiedy mi tak obie niezależnie o sobie opowiadają, czuję między nimi chemię. – Jak jest? Naturalnie jest. Chociaż czasami bywam skrępowana, gdy przychodzę do domu, a tu pomyte naczynia, ubranka chłopców poprasowane i jeszcze słyszę, że powinnam do prasowania zostawić więcej…

Z kolei Marta opowiada o zostawianych dla niej smakołykach, o zaproszeniach na święta w charakterze gościa, o pomocy Jarka, kiedy w domu coś się psuje… – Nigdy nie mówię, że idę do nich pomagać, tylko spędzić z nimi czas. Z moją rodziną. A specjalnym bonusem jest kontakt z Ulaną. Gadamy o wszystkim. O sprawach rodzinnych, sercowych, gdzie, co można kupić, jak, co można zrobić. Mam w niej oparcie, czuję to. Już dwa razy byłyśmy na koncercie, to były bardzo udane wieczory…

Ulana na pytanie, o czym rozmawiają z Martą, kiedy nie rozmawiają o Pawle, wylicza jednym tchem: – Praca, rodzina, filmy, książki, ciuchy, fryzjer, paznokcie…Wszystkich tematów ci nie podam – przerywa wyliczankę i zerka na dyktafon – nie starczy baterii. 

O dwóch takich, które zaprzyjaźniły się w hospicjum

Z Martą Jaskółą i Ulaną Witkowską spotkała się Magda Małkowska.

Jest wiele powodów, by wspierać Fundację Hospicyjną.

Opiekujemy się ciężko chorymi w Hospicjum dla Dzieci i Dorosłych im. ks. E. Dutkiewicza SAC.

Troszczymy się o dzieci osierocone, zapewniając im pomoc w ramach ogólnopolskiego programu „Tumbo Pomaga”.

Wspieramy opiekunów rodzinnych osób nieuleczalnie chorych i u kresu życia, budujemy Centrum Opieki Wytchnieniowej.

Jesteśmy blisko.

#ZnajdźSwójPowód KRS 0000 201 002

Zespół Fundacji Hospicyjnej

?>